Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Toksyczny związek i walka z przemocą: jak zmienić swoje życie?

Treść wrażliwa
witam, w związku toksycznym tkwię od ok 15 lat. Obecnego męża poznałam rok po tragicznej śmierci pierwszego męża. Zostałam wówczas sama z dwójką dzieci 1 rok i 6 lat. Obecny mą był wówczas alkoholikiem niepijącym z wszywką. Zakochałam się bez pamięci, wręcz uzależniłam od niego. |Wszystko wydawało mi się w nim cudowne. Do tego stopnia że zignorowałam symptomy agresji. Pierwszy raz uderzył mnie po roku znajomości. Był wtedy pod wpływem alkoholu. Oprócz bicia również wyzwiska. Przebaczyłam bo kochałam nad życie. Drugi raz dwa lata później sytuacja się powtórzyła. Również wybaczyłam. Przy kolejnej takiej sytuacji oberwałam w nos i zdążyłam uciec i wezwać policję. Chyba zrozumiała że zrobił za dużo. Przestał pić, zmienił się.....ale pozornie. Zaczął się psychiczny dramat. Zachowanie manipulacyjne, wpieranie że mi się wydawało, wyzwiska przez telefon gdy czasem wypił. W 2021r. wzięliśmy ślub. Po latach coś się we mnie zmieniło. Może uodporniłam się na przemoc, może przestałam się bać. Zaczęłam się stawiać, informować że nie chcę brać udziału w tych manipulacjach, że nie ma racji, że mnie rani. |Efektem tego jest sytuacja że kończyłam to małżeństwo już kilka razy i prosiłam męża żeby się wyniósł. Za każdym razem oczywiście jemu się wydaje że ja nie mówię poważnie i stara się zmienić swoje zachowanie. Na jakiś czas. Potem sytuacja wraca. Daję mu szansę i otwieram się przed nim a on to depcze. Znowu się zamykam...karuzela uczuć. Jestem zmęczona ale nie umiem zakończyć tego związku bo on ani myśli się wynieść. Ciągle mu się wydaje że jak się na chwilę zmieni to ja zmienię zdania. Wydaje mi się że moje uczucia stopniały. Nie mam ochoty na seks. Często przez to mi docina że kochamy się raz na miesiąc, a ja nie chcę. Winię się za to, męczy mnie już naprawdę wiele rzeczy. Czasem myślę że skoro przeżyłam 47 lat to już wystarczy, a czasem mam ochotę uciec i nie odzywać się do nikogo. Cichutko żyć w spokoju. Proszę mi naisać coś choć troszkę pzytywnego co pomoże mi zmienić moje życie. Z góry dziękuję
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Pani Anno,

zmęczenie i pragnienie spokoju są naturalną odpowiedzią na wieloletnie doświadczanie przemocy psychicznej i fizycznej, dlatego proszę nie obwiniać siebie za brak sił czy emocjonalne zdystansowanie. Pozytywną wiadomością jest to, że odzyskuje Pani świadomość własnych granic, a z tego miejsca – przy odpowiednim wsparciu – naprawdę można zbudować bezpieczne i spokojne życie. Ze względu na Pani silne wyczerpanie gorąco zachęcam do pilnego kontaktu z Ośrodkiem Interwencji Kryzysowej, Niebieską Linią lub psychoterapeutą, aby krok po kroku odzyskać wolność.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Wiktoria Woldan

Wiktoria Woldan

😊😊 Pani Anno, przede wszystkim chciałabym podkreślić, że w tym, co Pani opisuje, nie widzę osoby słabej, lecz kobietę, która przez wiele lat próbowała ratować relację mimo doświadczanej przemocy, manipulacji i zranień. To, że dziś stawia Pani granice, mówi o swoich potrzebach i coraz wyraźniej dostrzega, co jej szkodzi, świadczy o dużej sile, a nie o porażce.

Z Pani opisu wynika, że problem nie polega na braku kolejnej szansy czy niewystarczających starań z Pani strony. Wygląda raczej na to, że znalazła się Pani w powtarzającym się cyklu obietnic, chwilowej poprawy i kolejnych rozczarowań. Nic dziwnego, że jest Pani zmęczona, emocjonalnie wyczerpana i ma poczucie, że uczucia stopniowo wygasają.

Szczególnie poruszyły mnie słowa o marzeniu, by „cichutko żyć w spokoju”. Czasami jest to sygnał, że człowiek przez lata funkcjonował w napięciu i tęskni już nie za wielkim szczęściem, lecz za poczuciem bezpieczeństwa. Ma Pani prawo do życia wolnego od przemocy, lęku, manipulacji i ciągłego ranienia.

Jeśli pisząc, że „47 lat już wystarczy”, miała Pani na myśli myśli o odebraniu sobie życia lub poczucie, że nie chce już Pani żyć, proszę nie zostawać z tym sama i jak najszybciej porozmawiać z kimś bliskim lub specjalistą. Natomiast z tego, co Pani napisała, widzę przede wszystkim ogromne zmęczenie i potrzebę odzyskania spokoju. To bardzo ważne potrzeby i zasługują na potraktowanie ich poważnie. 💛!

 

pozdrawiam 

psycholog | Wiktoria 

Jagoda Jek

Jagoda Jek

To, co Pani opisuje, brzmi jak wiele lat życia w bardzo dużym napięciu emocjonalnym. W tej historii jest dużo bólu, ale jest też coś bardzo ważnego — moment, w którym zaczęła Pani zauważać swoje granice i mówić „nie chcę już tak być traktowana”. To może być bardzo istotny krok w kierunku zmiany.

Po doświadczeniu przemocy — zarówno fizycznej, jak i psychicznej — wiele osób ma trudność z odejściem, nawet jeśli rozumieją, że relacja jest dla nich krzywdząca. Nie wynika to z braku siły czy rozsądku. W takich związkach często przeplatają się przywiązanie, nadzieja na zmianę, wspólna historia, lęk przed samotnością i wspomnienia dobrych momentów.

Warto też pamiętać, że utrata ochoty na bliskość czy seks w sytuacji, gdy przez lata doświadczała Pani zranienia, napięcia i braku poczucia bezpieczeństwa, nie jest czymś, za co powinna Pani się obwiniać. Bliskość często potrzebuje zaufania i bezpieczeństwa, a trudno je odczuwać, gdy relacja kojarzy się również z lękiem i krzywdą.

Pisze Pani, że czasem ma Pani ochotę „uciec i cichutko żyć w spokoju”. Słyszę w tym przede wszystkim ogromne zmęczenie i potrzebę odpoczynku od ciągłej walki. Może warto teraz nie skupiać się wyłącznie na tym, czy ma Pani już gotową decyzję o przyszłości małżeństwa, ale na małych krokach odzyskiwania wpływu nad własnym życiem: szukaniu wsparcia, wzmacnianiu swoich granic, zastanowieniu się, czego Pani potrzebuje, aby czuć się bezpieczniej.

Jeżeli ma Pani możliwość, bardzo zachęcałabym do skorzystania ze wsparcia psychologicznego — szczególnie u osoby mającej doświadczenie w pracy z przemocą w relacjach. Nie dlatego, że „coś jest z Panią nie tak”, ale dlatego, że po tylu latach dźwigania tak trudnej sytuacji warto mieć obok kogoś, kto pomoże Pani odzyskać siłę i spojrzeć na swoje możliwości.

To, że przez wiele lat próbowała Pani ratować tę relację, świadczy o tym, że była Pani zaangażowana i chciała Pani wierzyć w zmianę. Teraz równie ważne jest pytanie: czego potrzebuje Pani, żeby sama czuć się dobrze i bezpiecznie.

 

~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

Weszła Pani w relację z osoba uzależnioną, więc jakby pani sama jest współuzależniona. Nie ma żadnej winy w działaniach partnera, ale musze Panią zmartwić. Każda kolejna szansa i obietnice poprawy będą pustą iluzją. Ma Pani prawo do życia w spokoju i szacunku. Co może Pani zrobić? Pierwsza opcja to jest odejście i rozpoczęcie życia bez ciągłego strachu, ze nastąpi cios. Druga opcja to zgłoszenie anonimowo go do Gminnej komisji ds. Uzależnień gdzie zostanie wezwany i przesłuchany na tę okoliczność. trzecia to zgłoszenie na Niebieską Linię i założenie mu Niebieskiej Karty. Jest pani zmęczona i zrezygnowana, ale jeżeli pojawiają się "ciężkie myśli". to proszę dzwonić na 112. W sieci ma Pani także anonimowe numery, gdzie uzyska Pani wsparcie. 

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry Pani Anno. Z tego, co Pani opisuje, przez wiele lat doświadczała Pani przemocy fizycznej i psychicznej. To, że mąż przez jakiś czas zmienia swoje zachowanie, a później wszystko wraca, nie oznacza, że Pani powinna dawać kolejną szansę.

Nie musi Pani również zgadzać się na seks, którego Pani nie chce. W tej chwili najważniejsze jest Pani bezpieczeństwo i odzyskanie wpływu na własne życie. Warto poszukać psychologa pracującego z osobami doświadczającymi przemocy i wspólnie przygotować konkretny plan dalszych działań.

Po 15 latach w takiej relacji zmiana nie musi wydarzyć się od razu. Pierwszym krokiem może być po prostu zadbanie o siebie i znalezienie jednej osoby, która pomoże Pani przejść przez kolejne kroki.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Pani Anno,

 

Myślę, że po 15 latach takiego życia można być po prostu bardzo zmęczoną. I myślę, że warto powiedzieć to wprost: nie jest Pani odpowiedzialna za to, że mąż po okresie poprawy wraca do zachowań, które Panią ranią. To, że dawała mu Pani kolejne szanse, nie oznacza naiwności. Przez lata miała Pani nadzieję, że człowiek, którego kocha, rzeczywiście się zmieni.Bardzo ważne jest też to, co napisała Pani o braku ochoty na seks. Trudno czuć bliskość i pożądanie tam, gdzie przez lata było tyle lęku, manipulacji i przemocy. Nie ma Pani obowiązku uprawiać seksu po to, żeby zaspokoić oczekiwania męża. Pani ciało może po prostu mówić „nie czuję się bezpiecznie”.

I jest w Pani wiadomości coś, co daje nadzieję: coraz wyraźniej wie Pani, czego już nie chce. To bardzo dużo. Nie musi Pani dzisiaj wiedzieć, jak zakończyć całe małżeństwo. Można zacząć od jednego kroku – rozmowy ze specjalistą pracującym z przemocą, przygotowania planu bezpieczeństwa, poszukania osoby, która będzie po Pani stronie.

Chciałabym też zatrzymać się przy zdaniu: „skoro przeżyłam 47 lat, to już wystarczy”. Jeśli ma Pani na myśli myśli o odebraniu sobie życia albo poczucie, że nie chce Pani żyć, proszę potraktować to bardzo poważnie i nie zostawać z tym samej. Jeśli natomiast chodzi o pragnienie, żeby skończył się ten sposób życia: to słyszę w tym ogromną potrzebę spokoju, a nie koniec Pani historii. Może też na początek warto zadać sobie dwa pytania: Jak wyglądałoby moje życie, gdybym nie musiała już nikogo przekonywać, że mam prawo odejść? Co byłoby pierwszą małą rzeczą, którą mogłabym zrobić wyłącznie dla własnego bezpieczeństwa i spokoju?Nie musi Pani odzyskać całego życia w jeden dzień. Wystarczy zacząć odzyskiwać je kawałek po kawałku.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

 

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Partnerka unika, boi się, nie pozwala się sobą zaopiekować przez traumę, którą przeżyła. Jak jej pomóc?
Witam, Moja dziewczyna Wiktoria ma dość głęboki problem. Ona nie chce iść do psychologa a chcę jej jakoś pomóc. W skrócie obwinia się za śmierć matki .Obie w tym samym czasie miały nowotwór uwarunkowany genetycznie. Wiktoria była zdiagnozowana a jej mama nie była. Mama Wiktorii ciągle się nią zajmowała w szpitalu i zaniedbała swoje zdrowie na rzecz córki Dziś Wika uważa, że to przez nią jej mama nie żyje. Przez tą traumę nie umie wejść w związek, bo po czasie, gdy zauważa, że komuś na niej zależy i że o nią dba, odsuwa się i dystansuje. Ponieważ podświadomie myśli, że to samo, co spotkało jej mamę spotka też jej partnera W tym przypadku mnie. Podświadomie myśli, że przez nią będę cierpiał .Bo jej mama zmarła, bo się nią opiekowała i mnie też czeka coś złego, bo o nią dbam. Ten mechanizm obronny w jej mózgu powoduje negatywne myśli, które ją odpychają ode mnie Druga sprawa, o której się dowiedziałem to, że nie szanuje siebie samej i nie zależy jej na jej zdrowiu . Mówiła też, że jedyne co trzyma ją przy życiu to jej dwa pieski .I że czasem myśli o skończeniu życia, ale nie chce się zabijać, bo było by przykro jej rodzinie. Nie wiem, jak mam jej pomóc, ale jakoś muszę Chcę być przy niej, bo ona też chce tylko myśli jej przeszkadzają. Udało mi się jej tylko wytłumaczyć, dlaczego tak ma, że gdy ktoś zaczyna się o nią starać to ona ucieka i miała tak już kilka razy w życiu. Dopiero mi udało się odkryć, czemu tak ma, więc chcę jej pomóc, bo ona nie chce iść do psychologa Przekonałem ją, że jej pomogę i że będę przy niej i że ma dla kogo żyć i tak dalej. Ale nie wiem, co mam robić dalej Przekonałem ją, żeby nie uciekała, bo zawsze będą ją męczyć te myśli i że musimy to we dwoje jakoś naprawić - to jej myślenie. Na dodatek ma małą pewność i wartość siebie Ciągle za wszystko przeprasza, bo się boi, że ktoś poczuje się przez nią źle Ma również dziwne odruchy, nie wiem jak to nazwać. Jest jakby strachliwa, gdy ktoś zrobi nawet mały ruch albo spadnie jej trochę włosów na brwi to tak jakby ją to przeraża, że aż odskakuje. Czasem, sporadycznie, ale nasila się z ilością stresu . Rok temu, gdy była w Niemczech miała załamanie, zamknęła się w sobie i się cięła Tak dała upust swoim emocjom.
Czuję ból funkcjonując z ojcem, który wiecznie mi uniża, uważa się za nie wiadomo kogo. Siostra zawsze była traktowana inaczej.
Witam. Jestem już starszą osobą, ale od kiedy pamiętam - ojcu zawsze coś nie pasowało. W domu trzeba było sprzątać 6/6, wyzywał, obrażał, czasem bił - choć więcej razy to groził i był panem w domu. Gorzej w relacjach z innymi. Nigdy nie miałam nic do powiedzenia, przy rodzinie nie mogę nic powiedzieć mając 20, 30, 40 lat, bo uniża mi. Całe życie też słyszałam, że nie zdam prawa jazdy, że do niczego się nie nadaję itd. Sam ledwo maturę zdał, a mi ujmuje, że nadaję się do Biedronki i nie dociera do niego, że skończyłam studia. Niestety nie ułożyło mi się w życiu (głównie przez niego, bo za późno przepracowałam tematy z psychologiem), ale do dziś odzywa się jak do śmiecia. Przy ciotkach, kuzynkach robi ze mnie durnia, w warsztacie samochodowym wyszedł ostatnio przede mną i zaczął kpić, ze "ta to się nie zna przecież". Co robić wiem, ale dlaczego tak robi?? Do siostry super się odnosi, była starsza i zapisywali ją na basen, zawsze dostawała lepsze rzeczy, wspierali z matką. A ja mimo ukończenia studiów i poinformowania ich o tym z 10 x dostaję pytania, czy skończę kiedyś studia. Nie rozumiem. Nic z tego nie rozumiem. Tyle, że mi przykro.
Jak mam sobie poradzić z konkubina wujka, która mi grozi?
Jak mam sobie poradzić z konkubina wujka, która mi grozi?
Zdarzyło mi się w życiu, jak to dla 25 latka, wypić czasem za dużo alkoholu.
Witam serdecznie. Pisze, bo jest mi stosunkowo ciężko w tym okresie . Zdarzyło mi się w życiu jak to dla 25 latka wypić czasem za dużo alkoholu. Problem w tym, że po ostatniej imprezie, jaka miała 2 miesiące i 10 dni .Tak odliczam każdy dzień. Nie mogę przestać o tym myśleć. Urwał mi się potężnie film od godziny 1 gdzie odprowadzili mnie znajomi pod bramę, do której wszedłem, ale do domu nie dotarłem. O godz 4 jak narzeczona wystraszona zadzwoniła, gdzie ja jestem i nagle znalazłem się pod bramą. Jestem w takiej panice, że coś zrobiłem komuś, bądź jakimś ludziom. Nawymyślałem sobie, że pożyczyłem jakieś pieniądze. Bo mi brakowało w portfelu. A nie pamiętam, żebym poszedł gdzieś coś kupić po pijaku. Że coś złego zrobiłem, że po pijaku coś podpisałem u kogoś może ktoś mnie do czegoś zmusił, bądź poznałem jakąś kobietę, a o tym nie wiem. Nawymyślałem sobie, że może zdradziłem narzeczoną, która jest dla mnie całym światem. Gdzie wszyscy bliscy mówią mi, że po takim czasie na pewno bym się dowiedział. Strach i lek i wymyślanie rzeczy w mojej głowie jest tak chorobliwy, że w życiu codziennym niszczy mi to 99% chwili. Nie mogę przestać myśleć nawet na moment. Boję się wychodzić z domu. Ludzie, których znam z widzenia jak się na mnie popatrzą to myślę, że oni coś wiedzą a ja nie . Ostatnio przechodziłem obok jakieś kobiety młodej, która popatrzyła się na mnie z matką i wymyśliłem sobie, że coś zrobiłem że coś do matki mówiła o mnie. I że poniosę konsekwencje. Tak samo miałem ostatnio na ulicy idą dwie dziewczyny, jedna się zapytała może ma pan i temat się zakończył, bo druga powiedziała jego się nie pytaj ... I już panika i lęk, że coś wiedzą. Koledzy mi mówili, że ostatnio chodziły dwie młode dziewczyny, które się pytały o papierosa, ale czy to te nw .i znów do samo . Ahhh . Bardzo mnie to zrzera od sierodka. Moja narzeczona, jak i moi bliscy mają mnie doś . Mam dość siebie. Ból i strach jaki mnie napędza jest tak silny kurcze, że nie mogę normalnie egzystować w społeczeństwie i w pracy brak jakiegokolwiek skupienia. Nie wróciłem poobijany lekko brudny ... 🙁🙁. Ale strach niszczy mi tak samego sb i moja samoocena . Prosiłbym o jakiekolwiek wskazówki. Jak na to zaradzić. Bo już nie wytrzymuje psychicznie. Każdy ze znajomych mi mówił, że jak mnie odprowadzali, nikogo nie było na mieście i byłem spokojny i nic nie robiłem głupiego. Ale boje się, że coś odwaliłem i poniosę konsekwencje. Z którymi sobie nie poradzę, a już dużo czasu minęło. Nawet byłem skłonny kolegę z policji poprosić, żeby sprawdził w systemie czy nikt mnie nie zgłaszał. Prosiłbym o pomoc.
PTSD po nadużyciach seksualnych w dzieciństwie - zauważyłam, że karcę się za siebie za to, że czuję emocje, wracam do przykrych doświadczeń. Czy powinnam raczej sobie współczuć i przyjmować emocje, takie, jakie są?
Czy ja za dużo od siebie wymagam ? Mam 21 lat, w wieku 12 lat zostałam wykorzystana seksualnie przez mojego kuzyna . Byłam w takim wieku, że za bardzo nie byłam świadoma tego, co się stało... Nie wiedziałam, że to coś złego dopiero po latach to wszystko do mnie doszło... Wróciło, pojawiły się wspomnienia ,koszmary senne. W wieku 16 lat zdecydowałam się opowiedzieć o tym, co mnie spotkało . Sprawa trafiła do sądu a ja pod opiekę psychologa, później terapeutki .Terapeutka stwierdziła u mnie zespół stresu pourazowego, zaczęłam terapię .Moja terapia trwała dwa lata . Teraz żyję chwilą obecną ,staram się cieszyć życiem i małymi szczegółami .Czasami jednak zdarza się, że moje myśli uciekają do tamtych przykrych doświadczeń... Wtedy myślę o tym i pojawiaja się dużo emocji złość ,gniew ,smutek ,rozpacz do nienawiści, bardzo często złapałam się na tym, że gdzieś tam wyrzucam sobie w głębi to, że myślę o tamtych doświadczeniach oraz to, że towarzyszy im tyle emocji - w natłoku tych myśli karcę siebie za to, co czuję ,mówię sobie jak bardzo go nienawidzę za to, co mi zrobił . Mówię sobie, że przecież minęło tyle czasu, dlaczego czuję to, co czuję i już powinno mnie to nie ruszać itp czemu o tym myślę, wspominam, nie powinnam itp. Czuję w takich chwilach się bezsilna . Moja kuzynka twierdzi, że jestem za surowa dla siebie... Że to nie jest tak, że po takim wydarzeniu skończę terapię będzie wszystko super zawsze itp, że zakończę ten rozdział raz na zawsze itp, bo to dalej będzie część mnie i zamiast karcić się za to, co czuję to powinnam bardziej być dla siebie łagodniejsza ,współczująca, bo to trudne doświadczenie i twierdzi, że jak zacznę sobie współczuć zamiast surowo się traktować, będzie troszkę lepiej i łatwiej . Jak czuję, że emocje są - po prostu pozwolić je przeżyć a nie je blokować i mówić sobie jeszcze i być zła, że z powodu tamtego doświadczenia odczuwam jakieś emocje . Czy tak jest faktycznie ?
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!