Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Zakochany, ale różnice w stylu życia i obowiązki rodzicielskie powodują chaos

Jestem sfrustrowany, nie wiem co mam robić. Ja mam 58 lat, poznałem kobietę, ona ma 52 lata. To naprawdę wspaniała kobieta. Zakochałem się bezgranicznie, kocham ją całym sercem, ona też mnie kocha, mieszkamy daleko od siebie i kontaktujemy się tylko przez kamerę w telefonie. Spotkaliśmy się kilka razy, bo do tej pory sytuacja do spotkań była trudna z jej strony i musieliśmy zawsze szukać jakiegoś rozwiązania. To powoli się zmienia, ale za to moja sytuacja nie będzie taka prosta. Nasze spotkania są naprawdę romantyczne, bardzo przyjemnie spędza się z nią czas. Ale... Każdy medal ma dwie strony. Jej styl życia jest diametralnie inny niż mój. Jej życie zawsze było i jest bogate, zawsze zapewniała swojej rodzinie atrakcje, wycieczki itp. Organizuje swoim kolegom w pracy różne imprezy i jest w tym bardzo kreatywna. Moje życie to wieczna praca, nigdy nie zwracałem uwagi na imprezy, nawet nie bardzo umiem tańczyć, a ona to kocha. Jest jeszcze inna strona. Muszę opiekować się rodzicami i prawdopodobnie niedługo utknę z nimi na wiele lat, także nawet krótkie spotkania będą nie bardzo możliwe, nie wiem co ona wtedy pomyśli, ale i tak zawsze będzie bawić się dobrze na swoich imprezach. Nie chcę jej stracić, bo jest wspaniałą kobietą. Nie wiem co mam robić. Nie dam rady pogodzić dwóch frontów. W głowie mam wielki chaos.
Dominika Winciorek

Dominika Winciorek

Czytając Pana wpis, bardzo wyraźnie widać jak dużo uczuć, troski i odpowiedzialności Pan w sobie nosi. Jest miłość, jest nadzieja, ale jest też ogromne przeciążenie i strach, że nie da się tego wszystkiego unieść naraz. To, co Pan opisuje, brzmi jak moment, w którym serce chce jednego, a życie stawia bardzo twarde warunki.

Co już jest po Pana stronie: Potrafi Pan tworzyć bliskość i romantyczną relację, mimo dystansu, jest Pan lojalny, odpowiedzialny, zaangażowany - zarówno w relację, jak i w opiekę nad rodzicami, Widzi Pan realnie swoją sytuację, nie ucieka Pan w iluzje.

 

Zauważam też coś bardzo ważnego

Nie pisze Pan: „nie pasujemy do siebie”.
Pisze Pan: „nie dam rady pogodzić dwóch frontów”.

To ogromna różnica.

To nie brzmi jak brak miłości czy brak wartości w relacji.
To brzmi jak przeciążenie i samotność w dźwiganiu odpowiedzialności.

 

Co dokładnie najbardziej Pana teraz męczy? Czy to bardziej: lęk, że ona Pana zostawi, gdy Pan będzie mniej dostępny? poczucie, że „nie jest Pan wystarczający” wobec jej stylu życia? bezsilność wobec sytuacji z rodzicami?

czy chaos w głowie, bo wszystko naraz domaga się decyzji?

 

Różnice w stylu życia same w sobie nie niszczą relacji. Relacje częściej rozpadają się wtedy, gdy jedna osoba zaczyna rezygnować z siebie, albo druga nie zna prawdy o ograniczeniach partnera.

Na ten moment słyszę, że Pan już teraz próbuje być na granicy swoich możliwości - i to jest sygnał ostrzegawczy, nie porażka.

 

Mały krok zamiast wielkiej decyzji

Co musiałoby się wydarzyć, żeby w Pana głowie było odrobinę mniej napięcia, nawet jeśli sytuacja się nie zmieni?

Jak wyglądałaby relacja „wystarczająco dobra”, a nie idealna, w realiach Pana życia?

Po czym poznałby Pan, że nie jest Pan w tej relacji sam z odpowiedzialnością?

 

Nie da się „wygrać” tej sytuacji kosztem siebie.
Ale da się ją przejść, jeśli przestanie Pan próbować być kimś innym niż jest, a zacznie Pan sprawdzać, czy ta relacja potrafi pomieścić Pana realne życie, a nie tylko jego najlepszą wersję. Jeśli będzie Pan chciał, możemy spróbować:

rozplątać ten chaos krok po kroku, albo skupić się tylko na jednym pytaniu, które dziś najbardziej nie daje Panu spokoju. To, że Pan to napisał, jest już pierwszym ruchem w stronę porządku.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Pana frustracja jest w pełni zrozumiała. Zakochanie się w wieku 58 lat we wspaniałej kobiecie to piękne doświadczenie, ale odległość, różnice życiowe i opieka nad rodzicami tworzą realne wyzwania, które mogą być hamulcem na różnych płaszczyznach życia. . Co mogę Panu teraz doradzić? Na przykład może Pan skorzystać z technik CBT, by uporządkować chaos w głowie. Kluczowe jest podjęcie kroków, by nie tracić tej relacji, jednocześnie dbając o swoje granice.

Proszę zastosować wspominaną wyżej terapię poznawczo-behawioralną (CBT), by rozpoznać negatywne wzorce myślowe, takie jak "nie dam rady pogodzić dwóch frontów" , co pozwoli przeformułować  myśli na "mogę szukać kompromisów krok po kroku". Terapeuta nauczy  zatrzymywanie ruminacji. Proszę także założyć dziennik i zapisywać myśli w odpowiedzi na pytanie, jakie dowody to potwierdzają Pana tezy?, co zmniejszy natłok i frustrację. To pomoże odzyskać jasność, zanim podejmie Pan wiążące decyzje.

 Zalecam także  szczerą rozmowę  z partnerką o swojej sytuacji z rodzicami i obawach kiedy wyjaśni Pan, w jakiej jest sytuacji, że opieka to obowiązek syna, ale nie musi oznaczać końca relacji, dlatego warto zapytać o jej oczekiwania i spojrzenie na tę sprawę. W związkach na odległość wspólne rytuały, jak stałe rozmowy wideo czy "randki online", wzmacniają więź mimo rzadkich spotkań. Taka empatyczna komunikacja pozwoli zrozumieć różnice w stylu życia i znaleźć wspólny grunt, np. okazjonalne wspólne aktywności wirtualne.

Proszę szukać także zewnętrznego wsparcia dla rodziców, jak profesjonalna opiekunka lub usługi domowe, by zwolnić czas na krótkie spotkania, gdyż to nie zdrada troski, lecz sposób na równowagę życiową. Można zaproponować wspólne elementy, np. naukę prostych tańców online, by minimalizować różnice. Jeśli panuje chaos, warto rozważyć sesję terapeutyczną dla par online, dostosowaną do waszej odległości. Życzę spełnienia Waszego związku. 
 

Paweł Franczak

Paweł Franczak

Drogi Krzysztofie,
zgodnie ze starym porzekadłem: "nie szukajmy problemów, same nas znajdą", sugeruję, byś cieszył się faktem spotkania ciekawej, dobrej osoby i uczuciem między wami. To, że partnerka jest inna i ma inny sposób spędzania czasu oznacza, że wiele się od niej nauczysz, chyba, że praca ma być twoim bożkiem, do którego się modlisz.

 

Życie jest zbyt krótkie, by planować je co do szczegółu, co kobieta pomyśli, czego nie pomyśli i jakie problemy z tego wynikną, więc zająłbym się po prostu waszym uczuciem i pielęgnacją go, a nie szukaniem zawczasu kłopotów, bo jeśli pojawia się prawdziwa Miłość, przeszkody same usuwają się jej z drogi.

 

Głowa do góry!

Paweł Franczak

Zuzanna Zbieralska

Zuzanna Zbieralska

Panie Krzysztofie,

Dziękuję za podzielenie się swoim doświadczeniem. 

W relacji niezwykle istotne jest bycie ze sobą szczerym oraz otwarta komunikacja własnych potrzeb i oczekiwań, przy jednoczesnej gotowości do wysłuchania drugiej strony. Taka postawa pozwala jasno określić zasady funkcjonowania związku i uniknąć nieporozumień dotyczących tego, w jakim kierunku relacja zmierza oraz czy obie osoby czują się w niej komfortowo.

Zachęcałabym Pana do przeprowadzenia z partnerką spokojnej, szczerej rozmowy, w której mógłby Pan w empatyczny sposób wyrazić swoje obawy i odczucia, a jednocześnie dać przestrzeń partnerce na przedstawienie jej perspektywy. Być może okaże się, że istnieje rozwiązanie, które będzie satysfakcjonujące dla obu stron i nie będzie wymagało od nikogo rezygnacji z ważnych dla siebie aspektów życia.

Warto wspólnie omówić ewentualne trudności oraz zastanowić się, czy mimo nich oboje jesteście gotowi pracować nad relacją i budować ją w sposób, który będzie wspierający. Związek nie powinien oznaczać utraty siebie czy własnego życia, lecz stanowić przestrzeń, która daje poczucie bezpieczeństwa, bliskości i rozwoju.

Na początku relacji różnice w stylu życia, potrzebach czy oczekiwaniach są czymś naturalnym. Kluczowe jest jednak ustalenie, z czym oboje jesteście w porządku, a co sprawia trudność, oraz wypracowanie wspólnego sposobu funkcjonowania tak, aby żadna ze stron nie czuła się pomijana czy pokrzywdzona.

 

Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,

Zuzanna Zbieralska, psycholożka

Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

W tej sytuacji ważnym wydaje się stworzenie przestrzeni do spokojnej, szczerej rozmowy z partnerką. Przy różnicach w stylu życia i przy obowiązkach związanych z opieką nad rodzicami wiele spraw może pozostawać niedopowiedziane, a to często potęguje niepokój i poczucie chaosu. Różnice w stylu życia, potrzebie aktywności czy sposobie spędzania czasu są czymś, co nie zawsze wymaga zmiany jednej ze stron. Czasem chodzi raczej o ustalenie, gdzie jest przestrzeń na wspólność, a gdzie każdy funkcjonuje po swojemu. Rozmowa nie musi oznaczać podejmowania wiążących decyzji ani składania deklaracji na przyszłość, a raczej podzielenie się tym jak wygląda Pana codzienność i z jakimi ograniczeniami się Pan liczy. 

Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Karolina Grabka
 

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry.

 

Sytuacja, którą Pana opisuje, jest bardzo trudna emocjonalnie i naturalnie powoduje poczucie chaosu, przytłoczenia i niepewności. 

 

Widać, że zależy Panu na tej relacji i że bardzo ceni Pan partnerkę, jednocześnie jednak pojawia się realny konflikt między obowiązkami a potrzebami osobistymi. 

 

Wsparcie psychologa, terapeuty (psychoterapia indywidualna, par) może pomóc w kilku aspektach:

-Uporządkowanie myśli i emocji – zrozumienie, co jest najważniejsze, co Pana przytłacza i dlaczego pojawia się frustracja.

-Praca nad poczuciem winy i lękiem przed stratą – często obawy przed tym, że „nie wystarczy czasu” lub „nie sprostam oczekiwaniom”, prowadzą do napięcia i chaosu w głowie.

-Znalezienie równowagi między obowiązkami a potrzebami osobistymi – określenie realistycznych granic i sposobów na utrzymanie bliskiej relacji mimo odległości i obowiązków rodzinnych.

-Komunikacja w związku – jak otwarcie i spokojnie rozmawiać o ograniczeniach czasowych i stylach życia, tak aby relacja mogła się rozwijać bez poczucia winy i frustracji.

 

Nie musi Pan od razu znaleźć „idealnego rozwiązania”. Ważne jest rozpoznanie swoich potrzeb, granic i uczuć oraz nauczenie się, jak rozmawiać o tym z partnerką w sposób bezpieczny dla obu stron.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Nie byłam w relacji romantycznej, a bardziej w relacji opiekun - dziecko, gdzie ja o wszystko dbałam. Teraz partner ma kogoś nowego, a ja chcę odpowiedniej relacji.
Dzień dobry. Piszę, ponieważ potrzebuję wyrzucić z siebie to, co dla mnie trudne i żeby łatwiej mi było poradzić sobie z wyrzutami sumienia. Mam 28 lat, byłam w prawie 6 letnim związku z mężczyzną. Był to mój pierwszy tak długi i poważny związek, który chciałam budować na solidnych fundamentach. Sama długo bałam się takiej relacji, otwarcia się na drugą osobę, gdyż u mnie w domu nie mówiono nigdy o uczuciach, emocjach. Ale zaangażowałam się na tyle, na ile umiałam. Pytałam go o wiele aspektów, dzieliłam się swoimi lękami, myślami. Mój mężczyzna miał wiele dobrych cech - był pomocny, nie krytykował mnie, nie oceniał, był mądry i atrakcyjny fizycznie dla mnie. To, co mnie w nim zaintrygowało to wysoka inteligencja, spokój, tajemniczość, w pewien sposób było to dla mnie urocze. Miał wiele pasji, w których się realizował. Cieszyliśmy się wspólnymi podróżami. Problemem z czasem okazało się kilka aspektów. Mianowicie to, że ma problem z patrzeniem w oczy, nie tylko mi, ale i innym ludziom, to, że nie inicjował rozmów o moich wartościach, uczuciach, nie mówił mi komplementów sam z siebie, tylko musiałam mu powiedzieć, że chciałabym, żeby chciał to mówić, żeby mnie doceniał, mówił wgl co myśli na tematy uczuciowe. Miałam wrażenie, że musiałam się bardzo dopraszać o to, żeby był ciekawy tego, co jest we mnie w środku. Jednocześnie, gdy mu mówiłam na czym mi zależy, to potem pytał o to, ale miałam wrażenie, że to nie dlatego, że chciał to wiedzieć, ale że ja mu powiedziałam, że chciałabym, żeby był tego ciekawy. Zauważyłam też, że np. jak byliśmy w górach, w które oboje uwielbiamy jeździć, to mógł iść całą drogę w milczeniu nic nie mówiąc, o ile ja nie zaczęłam jakiegoś tematu. Sprawiał wrażenie bardzo zamkniętego w sobie, nawet jak mówiłam, że może odezwałby się do swoich dawnych znajomych, to mówił, że może to zrobi, ale tego nie realizował. Więc ja brałam go na wiele spotkań z moimi znajomymi, bo chciałam, żeby spędzał czas z ludźmi, żeby nauczył się rozmawiać z nimi. Ale jak gdzieś byliśmy to ja głównie myślałam o tym jak inni go odbierają, że siedzi tak cicho, z miną jakby nie chciał wcale tam być (choć powtarzał mi często, że po prostu ma taki wyraz twarzy, co mnie męczyło). Czułam w pewnym momencie, że jest dla mnie takim kamieniem, że to ja muszę dbać o dobrą atmosferę, ja muszę go rozśmieszać, ożywiać. Przez ostatnie 2 lata popadłam w lęki, ze inni wokół się zaręczają, my nie rozmawiamy na ten temat (też z mojej winy, bo miałam tendencję do uciekania przed tym tematem). Wszyscy wokół mnie pytali kiedy ślub, czy trzeba mojego chłopaka motywować do kolejnego kroku. Też na różnych imprezach - weselach itd, jego znajomi czy rodzina mówili często, żeby się mną zajął odpowiednio. Czułam się z tym tak, jakby on był gorszy, nie był wystarczająco męski, żeby samemu o to zadbać i inni też muszą się o niego tak martwić. Też jak miałam w sobie wiele emocji, chęci ucieczki, smutku, to nie rozmawiał ze mną, tylko siedział albo odchodził i zostawiał mnie z tym samą, nie motywował mnie do powiedzenia co się dzieje. Ja musiałam potem zaczynać ten temat, dlaczego mnie z tym zostawił itd. Czułam, że ze wszystkim jestem sama, że on mnie nie rozumie i on nie czuje się rozumiany przeze mnie. Że to ja dużo się dobijam do niego, a on mi pozostawia z jednej strony wolność, ale z drugiej nie walczy o to, żebym ja uporała się też ze swoimi trudami. Ale długi czas biłam się z tym czy się rozstać, bo balam się jak on sobie poradzi z rozstaniem, skoro nie ma żadnych znajomych i ani jednego bliskiego przyjaciela. Ale z drugiej strony nie miałam siły na rozmowy, dalszą walkę po takim czasie. Nie czułam się też w relacji romantycznej, a bardziej w relacji opiekun - dziecko, gdzie ja o wszystko musze dbać, chyba, że powiem, że to za dużo już dla mnie. Chciałam mieć obok siebie kogoś, kto sam zauważy, gdy się przeciążam, gdy powinnam odpocząć itd. Miałam też w sobie poczucie winy, że nie doceniam wystarczająco tego co on mi daje, bo naprawdę się starał, na tyle na ile mógł i na ile dopuszczał mnie do swojego wnętrza. I myślałam, że problem jest we mnie, że się denerwuję niepotrzebnie, nie czuję miłości romantycznej choć powinnam. Ale już nie wytrzymałam i powiedziałam mu, że moim zdaniem lepiej byłoby odpuścić i się rozstać. No i przez ostatnie 2 lata bycia razem bardzo się męczyłam, dusiłam, wpadłam w ataki lękowe, a po rozstaniu mam znowu różne stany - raz jestem pełna pozytywnej energii, a raz jestem tak zdołowana, że nie umiem wejść w bliską relację... Dowiedziałam się też, że jakieś 2 tygodnie po rozstaniu mój był chłopak zaczął się spotykać z jakąś dziewczyną i obecnie są razem, więc też pojawiają się we mnie myśli, że to ja nie byłam zdolna do utworzenia dobrej relacji. Skoro on już w jakąś wszedł. No i że jemu tak krótko zajęło przejście z uczuciami na kogoś innego. Choć też rozmawiałam z wieloma osobami po rozstaniu na temat jego zachowania i sugerowali, ze ich zdaniem może on mieć zaburzenia typu Asperger i nawet by mi się to zgadzało z jego zachowaniem. Mam potrzebę chęci ucieszenia się drugim człowiekiem, żeby ktoś ucieszył się mną, bycia wzajemnie wdzięcznym za siebie, otwartym na swoje trudności, myśli, emocje, kto będzie chciał się na mnie otworzyć i podzielić tym, co w nim siedzi. No i mam poczucie, że on nie zabiega tak o relacje, ciężko się z nim rozmawia, bo wydaje się być cały czas zestresowany, a ktoś go zechciał, zainteresował się nim, a mną nie.. Ciężko mi zaakceptować fakt, ze choć chciałam, starałam się na tyle na ile umiałam w danym momencie, to nie wyszła ta relacja i być może on szybko weźmie ślub z nową dziewczyną. Ja będąc jeszcze 2 ostatnie miesiące w związku zaczęłam terapię. Uczę się na niej jak mówić o moich emocjach, trudach, jak przełamywać bariery - w sumie to jest to, co myślałam, że rozwinę w relacji z mężczyzną. A mój były chłopak nie chciał sam iść na terapię, mówił, że chyba lekarz mi tylko pomoże uporać się z moimi lękami, bo on nie jest w stanie tego zrobić, ale sam nie chciał niczego przepracować z psychologiem. W sumie nie mam żadnego konkretnego pytania, ale chętnie przeczytam co Państwo myślą o tej sytuacji.
Nowy kolega partnera odciąga go od rodziny, ode mnie. Telefon nie milknie, kolega jest wszędzie.
18 lat w związku. Dwoje dzieci, chłopcy nastolatkowie. Powrót do kraju po kilkunastoletnim pobycie za granicą. Do tego momentu wszystko było ok. To znaczy zdarzały się sprzeczki o jakieś nieistotne rzeczy, ale było dobrze. Po powrocie partner zaprzyjaźnił się z chłopakiem mojej najmłodszej siostry. Mężczyzna o 8 lat młodszy. Właściwie chłopak, jak pokazuje jego zachowanie. Wieczna impreza, narkotyki, alkohol, gra w kasynie. Od kilku miesięcy nie odstępuje mojego partnera na krok. Mam wrażenie, że jest manipulatorem. Zaczęło się od chęci pomocy w załatwianiu spraw po naszym powrocie, ale doszło do tego, że nawet nieproszony mówi "ja to załatwię". Pierwsza rzecz, którą robi po przebudzeniu, pisze dzień dobry do mojego partnera. Telefon mojego partnera nie milknie w ciągu dnia. Zaczął kupować mojemu partnerowi prezenty, przywoził kawę do pracy, wysyła wiadomości z zapytaniem czy coś jadł, bo on jedzie po obiad i może mu coś kupić. Kupiliśmy działkę z myślą o budowie domu. Po 3 tygodniach chłopak mojej siostry kupił działkę sąsiednią. Mamy wspólne ogrodzenie. Potrafią spędzać ze sobą całe dnie w tygodniu. Mój partner nie widzi w tym nic złego. A ja się czuję jak piąte koło u wozu. Za dużo tej trzeciej osoby w naszym życiu. I powiedziałam o tym partnerowi, że ten człowiek odciąga go od rodziny, że przez niego nie ma czasu dla naszych dzieci, nie ma czasu odwiedzić babci, siostry, innych znajomych. A ja jak słyszę imię tego gościa, dostaję ataków paniki. Bo on to, bo on tamto załatwi, bo to powiedział, bo zna kogoś kto może coś załatwić. Prosiłam partnera, żeby ograniczył kontakt, ale usłyszałam, że to ja zachowuje się jak dziecko, a on już ma dość mojego zachowania. Straszne jest to uczucie, ale wiem, że w pojedynku z nowym kolegą mojego partnera nie wygram. Nie chcę zakończyć naszego związku, bo było nam dobrze do tej pory. I nie rozumiem dlaczego tak bardzo się zmieniło.
Jak odpuścić relację, która nie ma sensu, ale daje poczucie bycia sobą? Chcę wrócić, ale on musi się wyszaleć

Jak odpuścić relacje, które nie ma sensu, ale czuję, że tylko dzięki niemu byłam sobą, potrzebuje go i mecze się z tym rok. Chce do niego wrócić, ale on musi się wyszaleć...

Poznałam kogoś interesującego, jak na razie tylko piszemy i wciąż mi się wydaje, że mi kłamie.
Mam następujący problem. Poznałam kogoś interesującego, jak na razie tylko piszemy i wciąż mi się wydaje, że mi kłamie. Gdy jest dostępny, mam w głowie, że pisze z inną kobietą, gdy nie odpisuje zbyt długo, myślę, że umówił się na randkę. Robię mu sceny zazdrości, że jest ktoś inny w jego życiu. Ta osoba powoli ma dość tych scen, bo mówi, że jest uczciwy wobec mnie. Jednak ja wierzę w to dzień lub dwa, później zaczynam od nowa. Pomocy.
Kłótnie z mężem o życie córki - różnice zdań w podejściu do wychowania dziecka powodują problemy w małżeństwie
Dzień dobry. Jestem w związku od 37 lat. Kocham mojego męża i jestem do niego bardzo przywiązana. Ostatnie miesiące naszego pożycia były dla mnie bardzo trudne. Mąż zarzucił mi, że nie czuje się jak najważniejsza dla mnie osoba. Przestał okazywać mi czułość. Mówi, że odsunął się ode mnie ponieważ nie czuje, że "jestem z nim" w sprawach dla niego ważnych. Zazwyczaj jestem. Jest jedna sprawa, do której mam zupełnie inne podejście niż mój mąż. Nasza najstarsza córka związała się z człowiekiem, który ma problem z akceptacją jej rodziny. Wiąże się to z tym, że go nie lubimy. Jako osoby dorosłe akceptujemy siebie nawzajem jeśli dochodzi do spotkania. Córka jest z nim szczęśliwa i nie widzę potrzeby, żeby ją uświadamiać, że żyje z dziwakiem. Kiedy widzę ją zadowoloną i uśmiechniętą czuję się jak wampir energetyczny, z ciągłymi zarzutami. Twój facet zrobił to, a Ty powinnaś zrobić tak i tak. Córka mówi, że nigdy nie będzie dobrze między nami, czytaj między nią, a tatą, chyba że się rozstanie ze swoim partnerem. Dodam, że mają trójkę dzieci i mieszkają 2000km od nas. Innego zdania jest mój mąż. Zagroził mi, że jeśli nie porozmawiam z córką, a ona mnie nie przeprosi za swoje postępowanie, rozstanie się ze mną!!! Ale ja wcale nie uważam, że ona ma mnie za coś przepraszać. Nie potrafię być tak radykalna jak mój mąż. Mam wrażenie, że on ciągle się nakręca tą sytuacją co potęguje tylko złe emocje. Dla mnie nie ma znaczenia co partner córki myśli o mnie czy moim mężu. Każdy z nas ma swoje życie i córka wraz ze swoim partnerem tak właśnie żyją. Nie jesteśmy przewodnim tematem w ich domu. A w moim domu dochodzi do kłótni między mną, a mężem na ich temat. On chce naprawiać naszą córkę, mnie... Szczególnie mnie!!! Co robić??? Ja nie mam tych złych emocji w stosunku do związku mojej córki. Pozdrawiam serdecznie. Justyna
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.