Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Związek na odległość i konflikty rodzinne z dziećmi partnera

Jestem w zwiazku od 2 lat. Mam 38 lat partner 34. Z poprzednich zwiazków mamy - ja 5 letniego syna, partner 13 letnia córkę. Aktualnie jest to zwiazek na odleglosc, gdyz mieszkamy w dwoch roznych krajach. Dzieci mają ze sobą dobry kontakt, mój syn uważa mojego parnera z pół ojca, ja z jego córką też od razu się polubiłyśmy. Dziewczynka od urodzenia mieszka z matką oraz nowym partnerem oraz 3 przyrodnich młodszych braci w innym mieście. Parner widywał ją w miare mozliwosci zawsze staral sie byc blisko choc matka dziewczynki wielokrotnie mu to utrudniala. Od kilku miesiecy w domu dziewczynki odbywaja sie ciagle awantury jesli nie z jej mama to z ojczymem. Matka dziewczynki wydzwania wtedy i wypisuje do mojego pratnera oczekujac ze rzuci on wszystko, wezmie dzien wolny w pracy i pojedzie naprawiac sytuacje choc nigdy nie zostal nawet wpuszczony do domu. Dziewczynka raz nawet uciekla w nocy z domu. Niestety mimo moich nacisków partner nie stara się szukac podloza takiego zachowania u swojej córki tylko zabrał ją do siebie. Odbyło sie to za zgodą wszystkich,matka dziewczynki nawet stwierdzila ze bedzie jej lepiej z ojcem bo jest jego jedynym dzieckiem, ale teraz (po tygodniu!) zmienila zdanie i oskarza o wszystko mojego partnera. Podloze zachowani dziewczynki jak pisalam wyzej nie zostalo znalezione i cala sytuacja rozwiazana. Obawiam sie ze manipuluje ona wraz ze swoja mama moim partnerem. Szczegolnie ze w przeszlosci potrafila powiedziec nawet przy obcych ludziach ze nie daje on na nia pieniedzy (co oczywiscie jest nie prawda). Notorycznie nie odpisywala tez na jego widomosci i nie odbierala telefonow. Razem ze swoja mama potrafily tez odwolac zaplanowane spotkania w momencie kiedy partner byl juz pod drzwiami. Nie otwierajac mu ich nawet. Cała sytuacja odbija sie oczywiscie na naszej relacji. Nasze plany o jakiejkolwiek wspolnej przeszlosci odeszy w zapomnienie. Jego jedynym rozwiazaniem jest moja przeprowadzka tam. Powiedzial rowniez ze majac ja pod opieka sam nigdy by nie przyjechal nas odwiedzic bo ma córkę pod opieka. Zaznacze odrazu ze na miejscu ma on swoje rodzine - mamę, brata itd. Ja wychowuję swojego syna sama, mam tylko moją mamę a jednak potrafiłam jechać sama do niego na 4 dni, zostawiając dziecko z babcią. Odnoszę wrażenie że w życiu parrtnera nie ma miejsca dla nas. Sam powiedzial zreszta kiedys ze gdyby mu sie cos stalo wszystko otrzyma jego corka, a jesli zajdzie w ciaze on bedzie sie musial opiekowac jej dzieckiem. Gdy pytam o nasza przyszlosc mowi ze musi to poczekac az jego corka osiagnie pelnoletnosc. Nikt jednak nie skonsultowal ze mna calej sutacji ani nie zapytal czy chcialabym moze miec swoja rodzine? I chociaz rozumiem ze partner corke stawia na pierwszym miejscu, nie uwazam.ze zachowuje sie okay w stosunku do mnie i mojego syna. Bardzo prosze o poradę.
Jakub Pawłowski

Jakub Pawłowski

Z opisu wynika, że jesteś w bardzo trudnym położeniu. Z jednej strony widzisz, jak Twój partner walczy o dobro swojej córki i chce być dla niej obecnym ojcem. Z drugiej strony masz poczucie, że Wasza wspólna przyszłość jest stale odkładana, a potrzeby Twoje i Twojego syna schodzą na dalszy plan.

To naturalne, że pojawia się żal i poczucie niesprawiedliwości. Bycie dobrym rodzicem nie oznacza rezygnacji z budowania nowej rodziny. Oczywiście w sytuacji kryzysowej dziecko wymaga szczególnej uwagi, jednak ważne jest również, aby partner potrafił rozmawiać z Tobą o Waszych planach i uwzględniał Twoje potrzeby. Związek opiera się na szukaniu rozwiązań razem, a nie na jednostronnym podejmowaniu decyzji.

Niepokojące jest to, że słyszysz komunikaty sugerujące, iż wszystko musi poczekać do pełnoletności córki. To bardzo odległa perspektywa, która pozostawia Cię w niepewności. Warto spokojnie zapytać partnera nie tylko o to, co zamierza zrobić jako ojciec, ale także jak realnie wyobraża sobie Waszą wspólną przyszłość i jakie miejsce widzi w niej dla Ciebie oraz Twojego syna.

Jeżeli po szczerej rozmowie okaże się, że jego priorytetem jest wyłącznie jedna rola życiowa, a na budowanie Waszej relacji nie ma przestrzeni, warto zastanowić się, czy taki układ odpowiada Twoim potrzebom. Masz prawo oczekiwać związku, w którym czujesz się ważna, zauważana i współtworzysz decyzje dotyczące przyszłości.


Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

  Wygląda na to, że oboje macie różne oczekiwania odnośnie wspólnego życia a opisana sytuacja w niczym nie pomaga. Człowiek całe życie musi dokonywać wyborów, czasami nieakceptowalnych, ale ważnych. Zdarza się, że nie potrafimy zrozumieć drugiej strony albo nie akceptujemy tego, co się dzieje. W relacjach w jakich buduje się coś na przyszłość powinna panować zgoda i szacunek do wzajemnych decyzji, ale także przestrzeń na rozmowę i co ważniejsze, na kompromisy. Partner ma trudną sytuację kiedy jest zawieszony między dwiema rodzinami. Zawsze musi dokonywać jakiegoś wyboru, mniej obciążającego i z korzyścią dla wszystkich, a bynajmniej tak powinno się dziać. To co opisujesz w sprawie byłej żony partnera i jego córki może nosić znamiona manipulacji. Robisz wiele dla swojego partnera, ale to nie znaczy że on tak na to patrzy. Jego perspektywa spojrzenia może być inna. Stara się za wszelką cenę chronić córkę, która jako nastolatka wchodzi w  fazę buntu i cała sytuacja jest dla każdej strony obciążająca. Możliwe, ze próbuje jej "wynagrodzić" rozwód i cierpienie, przez jakie przechodziła. Moja rada to otwarta  i szczera rozmowa z partnerem, ale bez osądów i krzyku, w atmosferze wzajemnego zrozumienia. Ważne są w tym wszystkim Twoje emocje i nie możesz być w zawieszeniu, opierając się jedynie na zapewnieniach, że wszystko się zmieni, kiedy córka osiągnie pełnoletność. Bo co to ma zmienić? Córka w tym czasie pewnie będzie nadal pobierała nauki w szkole. Twoja frustracja będzie rosła a le czy to jest warte tego? Oczywiście opisuję jeden ze scenariuszy i on nie musi się spełnić. jednak to, jak jesteś traktowana na to wskazuje niestety. Partnerstwo to wzajemny szacunek ale i wspólne podejmowanie decyzji i dbanie o swoje potrzeby, w tym te emocjonalne. Związek to wspólne cele i decyzje, a nie podejmowane jednostronnie. 

Edyta Kotula

Edyta Kotula

Dzień dobry. 

Mam raczej wrażenie, że boli Panią to, że w tym wszystkim zabrakło miejsca na rozmowę o Was i o wspólnej przyszłości. Sytuacja jego córki wydaje się trudna i dobrze, że ma w ojcu oparcie. Jednocześnie to nie przekreśla Pani potrzeb ani planów. Ma Pani prawo chcieć wiedzieć, czy w jego życiu jest przestrzeń na budowanie rodziny również z Panią i Pani synem. Z tego, co Pani opisuje, największą trudność stanowi nie sama obecność córki, ale poczucie, że wszystkie decyzje zapadają bez uwzględnienia Pani. Kiedy słyszy Pani, że wspólna przyszłość ma poczekać kilka lat, że to Pani ma się przeprowadzić i dostosować, a partner nie widzi możliwości szukania rozwiązań także z myślą o Was, trudno nie czuć smutku i niepewności.

W związku ważne jest, aby było miejsce na potrzeby obu stron. Nie chodzi o wybór między partnerką a dzieckiem, ale o próbę znalezienia rozwiązania, w którym nikt nie czuje się całkowicie odsunięty.

To, co Pani czuje, jest zrozumiałe. Warto przyglądać się nie tylko temu, co partner mówi o przyszłości, ale też temu, czy jego działania pokazują, że naprawdę widzi w niej miejsce dla Was obojga. Bo miłość to nie tylko uczucia, ale również decyzje i gotowość do wspólnego budowania życia.

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za wiadomość. Poczułam z Pani treści, że nie pyta Pani, czy partner powinien pomagać swojej córce. Mam wrażenie, że najbardziej boli Panią to, że od dłuższego czasu nie wie, jakie miejsce zajmuje Pani i Pani syn w jego planach na przyszłość.To naturalne, że rodzic chce być obecny przy swoim dziecku, zwłaszcza gdy przeżywa ono trudności. Jednocześnie związek również potrzebuje rozmów o wspólnej przyszłości. Z Pani opisu wynika, że kolejne decyzje zapadają bez uwzględnienia Pani perspektywy, a odpowiedź na pytania o Waszą przyszłość jest odkładana na bliżej nieokreślony czas. To może budzić poczucie niepewności i osamotnienia.

Myślę, że warto porozmawiać z partnerem nie tyle o tym, czyją stronę powinien wybrać, ale o tym, czy widzi dla Was wspólną przyszłość i jak wyobraża sobie budowanie rodziny z uwzględnieniem potrzeb wszystkich jej członków. To ważne, aby nie tylko znać jego priorytety, ale również usłyszeć, jakie miejsce w jego życiu przewiduje dla Pani i Pani syna.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

Pani odczucia są w pełni uzasadnione – postawa partnera, który bez konsultacji z Panią podejmuje kluczowe decyzje, a jednocześnie oczekuje Pani całkowitego podporządkowania i przeprowadzki, jasno pokazuje, że w tym związku brakuje równowagi i partnerstwa.

Mężczyzna pozwala sobą manipulować i wchodzi w rolę ratownika, co w połączeniu z jego deklaracjami: „wszystko dla córki”, „odkładamy naszą przyszłość na 5 lat”, stawia Panią i Pani syna na marginesie jego życia, serwując Wam podwójne standardy zaangażowania.

Jeśli partner nie dostrzeże problemu i nie zdecyduje się na ustawienie zdrowych granic oraz skorzystanie z pomocy psychologa/mediatora, Pani dalsze trwanie w tej relacji będzie wiązało się z ciągłą rezygnacją z własnych potrzeb i poświęcaniem dobra własnego dziecka.

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

Jagoda Jek

Jagoda Jek

Z Pani opisu wynika, że źródłem trudności nie jest sama obecność córki partnera, ale to, że od pewnego czasu cała relacja zaczęła być podporządkowana kryzysowi wokół niej. To zrozumiałe, że może Pani odczuwać smutek, niepewność i obawę o wspólną przyszłość.

Jednocześnie warto zachować ostrożność z oceną, czy córka lub jej mama manipulują partnerem. Na podstawie opisu nie da się tego jednoznacznie stwierdzić. Wiadomo natomiast, że dziewczynka znalazła się w trudnej sytuacji rodzinnej, a partner prawdopodobnie próbuje odnaleźć się w roli ojca, który chce zapewnić jej bezpieczeństwo.

To nie zmienia jednak faktu, że Pani potrzeby również są ważne. Jeśli partner komunikuje, że wspólne plany muszą zostać odłożone na kilka lat, nie odwiedzi Pani z córką, a przyszłość widzi wyłącznie przez pryzmat swojej sytuacji rodzinnej, ma Pani prawo zastanawiać się, czy w tej relacji jest miejsce także dla Pani i Pani syna.

Kluczową kwestią wydaje się nie to, kto ma rację, ale czy potraficie wspólnie rozmawiać o przyszłości i szukać rozwiązań uwzględniających potrzeby obu stron. Związek wymaga troski zarówno o dzieci, jak i o relację partnerską.

Jeżeli ma Pani poczucie, że od dłuższego czasu te rozmowy nie prowadzą do żadnych zmian, warto rozważyć konsultację psychologiczną lub konsultację dla par. Taka przestrzeń może pomóc spokojnie przyjrzeć się wzajemnym oczekiwaniom, granicom i odpowiedzieć na pytanie, czy Wasze wyobrażenia o wspólnej przyszłości są ze sobą możliwe do pogodzenia.

Zobacz podobne

Dalsza miłość po zerwaniu i skrzywdzeniu przez chłopaka. Mam wrażenie, że nikogo już nie pokocham.
Od razu napiszę, że jestem w wieku nastoletnim (15 lat), a tematem jest rozstanie z moim chłopakiem. Nasza relacja trwała ponad pół roku, a sam związek ponad 3 miesięce. To on zainicjował wszystko (właściwie to swoimi miesięcznymi staraniami sprawił, że coś poczułam). Pierwszy miesiąc był cudowny. Oboje byliśmy w formalnym związku pierwszy raz mimo że ja już wcześniej miałam taką swoją "pierwszą szczerą miłość". Zakochałam się w nim, on zaczął obiecywać wręcz rozpaczliwie, że mnie nie zostawi, codziennie prosił, bym obiecała, że ja go też, planował naszą przyszłość i na spotkaniach był ewidentnie bardzo zakochany. Czułam się wspaniale. Mieliśmy parę większych kłótni ,ale oboje nie chcieliśmy kończyć relacji. Często pytałam go o jego potrzeby, ale w pewnym momencie zaczęłam słyszeć, że aby to miało sens muszę sama się domyślić jakie błędy popełniam. Tłumaczyłam, próbowałam rozmawiać - bezskutecznie. W pewnym momencie dostałam screena od jego koleżanki, która z satysfakcją wysłała mi część rozmowy gdzie mój były pisze, że chyba ze mną zerwie bo go wku**iam. Zerwał. Długo go prosiłam, aby nas tak nie porzucał, pisałam o wszystkich rzeczach, które mogę zmienić, ale on uparcie powtarzał, że do ex się nie wraca i proponował znajomość. Parę dni potem jego przyjaciel do mnie napisał, a gdy były się o tym dowiedział to nagle mnie zaatakował powiedział, że żałuje, że ze mną był i zablokował. I od tamtego czasu nie mamy kontaktu, a ja o nic już nie proszę, bo czuję, że takie błaganie tylko wszystko pogorszy, a on wyraził się na tyle jasno, że aż wstyd pisać. Jako że chodzimy razem do szkoły to większość znajomych stanęła po mojej stronie i teraz jest mocno obgadywany, więc pewnie uważa, że jestem temu winna mimo, że nie wypowiadam się w ogóle na jego temat i unikam jego imienia. Minął ponad miesiąc, a ja i tak każdego dnia mam ataki paniki i wspominam oraz tęsknię i zastanawiam się czy w przyszłości coś nas połączy, gdy on będzie już dojrzałym człowiekiem. Czuję jakbym już nie mogła pokochać kogoś tak samo, bo najzwyczajniej nie chcę. Był dla mnie bardzo ważny (i jest) i przeżyłam z nim mój pierwszy związek, pocałunek i parę innych tak znaczących rzeczy i mimo że wiem, że mnie skrzywdził oraz czasem go nienawidzę za jego zachowania to i tak kocham go i gdyby potrzebował mojej pomocy - ja bym była dla niego. Bardzo boli mnie, że już mnie raczej nie kocha i z jednej strony nienawidzę tego bólu a z drugiej wcale nie chcę iść dalej bo to znaczy bardzo dużo i nie chcę udawać, że tak nie jest. Słyszę często, że tęsknię za wyobrażeniem osoby, ale jednak tęsknię też za jego wadami i realnym zachowaniem i mimo tego go kocham. Podobno prawdziwa miłość jest na zawsze - chyba to prawda, ale ciężko zaakceptować to, że on może już nigdy nie poczuć tego samego.
Czuję się ograniczona przez przewlekłą niechęć męża do wspólnego czasu oraz raniące "żarty" i komentarze. Czuję, że się od niego oddalam, ale chcę siebie realizować.
Chciałabym poradzić się odnośnie swojej sytuacji. Jestem mamą 1,5-rocznej córki. Mam męża. Mieszkamy razem. Temat 1.: Mąż ma dosyć specyficzne poczucie humoru, które mi nie odpowiada, ale jak zwracam mu uwagę to twierdzi, że tylko żartuje. Np. mówi przy moich znajomych, że “żona to nie rodzina”, ale mi jest z tego powodu przykro, bo moim zdaniem nie powinno się tak mówić o bliskich osobach a ja uważam męża za jedną z nich. Inna sytuacja to np. wracam z makijażu a mąż mówi “wyglądasz jakbyś była zepsuta”. Robię sama 5-minutowy makijaż a mąż mówi “Po co tracisz czas na robienie makijażu? Poźniej będziesz musiała tracić czas na jego zmywanie”. Również na spotkaniach z innymi ludźmi potrafi powiedzieć tego typu rzeczy. Z czego może wynikać takie zachowanie? Co może być przyczyną? Temat 2.: Mąż jest bardzo nastawiony na realizację swojego hobby jakim jest bieganie. Biega w ultramaratonach i biegach na orientację. Jeszcze zanim zaszłam w ciążę był taki okres, że więcej wyjeżdżał sam niż ze mną. Tu zastanawia mnie to pod tym kątem czy ja mogę mieć o to pretensje? Czy po prostu jeśli chcę być z nim i on ma takie potrzeby to powinnam to zaakceptować? Również w trakcie procedury in vitro wyjechał na tydzień w góry, gdyż twierdził, że to ostatnia szansa żeby mógł skorzystać zanim zajdę w ciążę. Ja proponowałam wspólny wyjazd, żebyśmy razem się zrelaksowali, ale znalazł tylko czas żeby wyjechać wspólnie na weekend. Czułam niedosyt i byłam zawiedziona. Tym bardziej, że wyjazd w góry miała na celu przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego, o którym kiedyś mówił, że nie chciałby mnie na tak długo zostawiać. Nie wiem co się zmieniło. Czy może to być kryzys wieku średniego i chęć realizowania siebie za wszelką cenę? Mąż ma 36 lat. Podobnie po ślubie chciałam wyjechać razem w podróż poślubną a mąż zaproponował, że możemy gdzieś jechać przy okazji jego biegu. Nie zgodziłam się i namówiłam na wyjazd do Chorwacji. Podobało mu się, ale to było pod moim mocnym naciskiem, bo nalegałam na taki wyjazd. Proponowałam ostatnio, żebyśmy poszli razem na zajęcia salsy. Zajęcia są po drugiej stronie ulicy. Moglibyśmy spędzić trochę czasu razem. Taniec zbliża. Mąż stwierdził, że ma tak mało czasu na bieganie, że na pewno nie pójdzie ze mną na kurs tańca. Ja tańczyć uwielbiam i jest mi przykro. Rozpoczęłam kurs salsy ze znajomym. W efekcie mąż i tak w tym czasie nie biega, ale nie chce chodzić na zajęcia. Brakuje mi wspólnych wyjść, żeby gdzieś móc razem potańczyć. Przed ciążą mąż też był niechętny, bo albo nie miał ochoty albo muzyka nie taka, miejsce nie takie. Wszystko było na nie. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie życia tak dalej.Nie możemy nigdzie iść się pobawić chyba, że jest to impreza siedząca. Czy powinnam realizować się mimo wszystko? Dla siebie? Dla zaspokojenia własnych potrzeb? I wychodzić potańczyć ze znajomym, znajomymi? A mąż sobie? Nie chcę podejmować radykalnych kroków typu rozwód, ale nie jestem zadowolona ze swojego życia. Czuję się ograniczona.Taniec działa na mnie wręcz terapeutycznie. Odcinam się od świata, głowa odpoczywa i więcej chce mi się robić w życiu. Kiedyś myślałam, że da się to wszystko pogodzić, ale czasem mam wrażenie, że jesteśmy z dwóch różnych planet. Czy powinnam zgłosić się do terapeuty sama ze sobą? Mąż raczej nie będzie chętny na spotkanie z psychologiem. Kiedyś jak mieliśmy kryzys zaproponowałam, żebyśmy udali się do psychologa, ale twierdzi że nie będzie mu się łatwiej rozmawiało jak zapłaci i to nie ma sensu, bo sami możemy rozwiązywać swoje problemy. A może wystarczyłoby zagłebić się w literaturę o psychoterapii? Autoterapii? Temat 3 powiązany z tematem 1 i 2.: Coraz częściej mam niechęć do zbliżeń z moim mężem i mimo że jest przystojny, ładnie zbudowany to psychicznie mam wrażenie, że jesteśmy daleko od siebie. Co mogłabym zrobić, żeby zglębić ten temat? Poprawić?
Poczucie winy i lęk przed odejściem od partnera uzależnionego. Dlaczego czuję wyrzuty sumienia? Jak sobie poradzić?
Co mam zrobić, by przestać czuć się winna tego, że chcę odejść od partnera, który jest uzależniony od alkoholu, hazardu i narkotyków? Chce ratować siebie i dzieci. Nie chce dłużej tak żyć, bo dzieci są małe jest ich 2 i za chwilę rodzi się 3. On nie pracuje. Nie dba o dzieci, nie dba o mnie nawet podczas mego pobytu w szpitalu. Mimo to ciągle mam poczucie winy, że chcę wychodząc ze szpitala odejść i niego wraz z dziećmi. Czuję jakbym go zostawiła ma pastwę losu, bo wiem, że zostanie bez dachu nad głową. Jak wyleczyć te poczucie winy, dlaczego czuję strach i boję się, że popełniam błąd. Wiem, że nie, ale tak bardzo boję się samotności, boje się, że pęknie mi serce jeśli okaże się, że szybko znalazł inną kobietę. Dlaczego się wgl tym przejmuję? Jak mam z tym walczyć?
Jak poradzić sobie z zazdrością partnera o przeszłość i odbudować zaufanie w związku?

Bardzo proszę o pomoc. Mój mąż jest zazdrosny o moją przeszłość - o były związek, zanim poznałam mojego męża. Dla mnie był to krótki, niewiele znaczący związek, problem dotyczy tego ze doszło między nami do zbliżenia, dodatkowo nie pomaga fakt, że chciałam wzbudzić w nim zazdrość i okłamałam go, że były wtedy też dodatkowe 'zabawy' . Mąż jest oburzony, nie miał wcześniej takich doświadczeń. Od tego czasu cały czas ta sytuacja do nas wraca, mąż próbuje dopytywać o szczegóły, krzyczy, że nie wybaczy mi tego kłamstwa, że nie wierzy, że nic więcej między nami nie było. Od tego czasu ciągle się kłócimy, różne sytuacje, czy obcy mężczyźni kojarzą mu się z moim byłym, wtedy chodzi zły, smutny, oskarża mnie ze byłam naiwna, że tak łatwo dałam się tamtemu omotać. Wiem, że źle zrobiłam okłamując go, bardzo tego żałuję. Mam wrażenie, że już powiedziałam mu wszystko o tym poprzednim związku, przyznałam, że poza tym 1 stosunkiem nic więcej między nami nie było, ale on ciągle swoje. Ciągle zarzuca mi kłamstwo, nie wierzy mi i twierdzi, że nigdy nie uwierzy. Mam ogromne wyrzuty sumienia, bo to tej sytuacji wszystko było między nami idealnie. Chciałabym to wszystko naprawić, mam wrażenie, że jestem winna wszystkiego. Jak mam z nim rozmawiać? Kocham go i nie wyobrażam sobie życia bez niego, a boli mnie ciągłe wracanie do tego tematu, oskarżanie mnie i ciągła zazdrość

Jak poradzić sobie po zdradzie męża? Dylemat: dać szansę czy zakończyć małżeństwo?

Jestem w rozsypce i mój świat się zawalił. Jestem po ślubie 8 lat i miesiąc temu dowiedziałam się, że mój mąż mnie zdradza. Zdradzał mnie od pół roku z koleżanką z pracy, która sama ma rodzinę i dzieci. Gdy dałam mężowi ultimatum, z dnia na dzień zostawił ją i zaczął się starać o nasze małżeństwo. 

Widzę, że się zmienił, chce pójść ze mną na terapię i zachowuje się całkiem inaczej. Ale ból, który mam w sobie, mnie przerasta i boli mnie to, że przez pół roku prowadził dwa życia. 

Kłamał mnie, a ja nawet się nie zorientowałam. Cały czas zadaję sobie pytanie, czemu mi to zrobił i czemu to tyle trwało? Dlaczego? Widzę, że się stara, ale nie wierzę mu, gdy mówi, że już nigdy tego nie zrobi, że był to błąd, że kocha mnie. 

Tłumaczy się, że nie wie, dlaczego tak zrobił, że miał mętlik w głowie, że nie myślał, że tak bardzo mnie zrani. Nie wiem, co mam myśleć, bo to nie było jednorazowe spanie z kimś. Proszę, o odpowiedź, co ja mam zrobić? Zostać z nim i dać szansę? Czy romans, który trwa pół roku, jest za długi i powinnam go zostawić?

asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.