Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Brak doświadczeń w związkach - jak to wpływa na samoocenę i przyszłe relacje?

Mam 18 lat i nie mam żadnych doświadczeń związanych z byciem w związku, całowaniem się i seksem. Źle to wpływa na moją samoocenę, że nikt się mną nie interesuje w sensie romantycznych, mam dość ciągłego słuchania gadania moich koleżanek jaki to ich chłopak nie jest wspaniały. Boję się, że jak już kogoś poznam to odrzuci go mój brak doświadczenia w tych kwestiach.
Jagoda Jek

Jagoda Jek

Można odnieść wrażenie, że brak doświadczeń w wieku 18 lat oznacza, że „jest się w tyle”, szczególnie gdy rówieśnicy często opowiadają o swoich związkach. W rzeczywistości tempo zdobywania pierwszych doświadczeń jest bardzo indywidualne i samo w sobie nie świadczy o atrakcyjności czy wartości człowieka.

To, że nigdy nie byłaś w związku, nie oznacza, że coś jest z Tobą nie tak. Często wpływ mają przypadek, środowisko, okazje do poznawania ludzi czy gotowość do bliskości. Warto też pamiętać, że o swoich trudnościach wiele osób nie mówi – łatwo więc odnieść wrażenie, że „wszyscy mają kogoś”, choć rzeczywistość bywa bardziej zróżnicowana.

Obawa, że przyszły partner odrzuci Cię z powodu braku doświadczenia, jest zrozumiała, ale nie musi się sprawdzić. Dla osoby, której zależy na relacji, dużo większe znaczenie mają wzajemny szacunek, komunikacja i chęć poznawania siebie niż liczba wcześniejszych związków czy doświadczeń seksualnych. Bliskości można uczyć się razem.

Jeśli jednak zauważasz, że porównywanie się do innych coraz bardziej obniża Twoją samoocenę i powoduje cierpienie, warto przyjrzeć się temu głębiej. Czasem problemem nie jest sam brak doświadczeń, lecz przekonanie, że od nich zależy własna wartość. Rozmowa z psychologiem może pomóc zrozumieć te przekonania i stopniowo budować większą pewność siebie.

~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Marciniec

Agnieszka Marciniec

To, że w wieku 18 lat nie ma Pani jeszcze doświadczeń związanych z bliskością, całowaniem czy seksem, nie świadczy o tym, że jest z Panią coś nie tak. Ludzie wchodzą w relacje w bardzo różnym czasie, choć porównywanie się z koleżankami może sprawiać, że własna sytuacja zaczyna być odczuwana jako brak lub osobista porażka. Warto przyjrzeć się temu, dlaczego zainteresowanie romantyczne ze strony innych stało się tak ważnym źródłem oceny samej siebie. Być może za obawą przed odrzuceniem kryje się również lęk, że brak doświadczenia ujawni jakąś Pani „niewystarczalność”. Tymczasem bliskość nie jest egzaminem, do którego trzeba wcześniej zdobyć odpowiednie kompetencje. W bezpiecznej relacji można mówić o swoich obawach i stopniowo odkrywać, co jest dla Pani komfortowe. Możliwe też, że słuchanie opowieści koleżanek dotyka poczucia osamotnienia, zazdrości lub smutku. To zrozumiałe uczucia i warto potraktować je jako informację o potrzebie bliskości, a nie dowód mniejszej wartości. Gdyby te myśli mocno obciążały Pani samoocenę, rozmowa z psychologiem mogłaby pomóc lepiej zrozumieć, skąd bierze się tak silny lęk przed oceną i odrzuceniem.

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Witaj,

18 lat to moment, w którym każdy wchodzi w relacje we własnym, indywidualnym tempie, a brak doświadczenia na tym etapie jest absolutnie naturalny i nie przekreśla Twojej wartości. Brak przeszłości uczuciowej bywa wręcz zaletą – pozwala budować pierwszą relację bez dawnych zranień czy niepotrzebnych porównań. Dojrzała i właściwa osoba przyjmie Twój brak doświadczenia ze zrozumieniem i delikatnością, a nie jako powód do odrzucenia.

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

To, co piszesz akurat może być atutem, a nie powodem do frustracji. Moja rada jest taka, aby nie porównywać się do innych, ale żyć zgodnie ze swoimi zasadami. Każdy człowiek (nastolatek) dojrzewa inaczej, w swoim tempie. Nie wiem, w jakim środowisku dojrzewasz, ale to, że koleżanki opowiadają o swoich chłopakach nie znaczy, że masz powody, aby czuć się gorzej. Inna sprawa, czy jesteś pewna, że jest tak, jak opowiadają? Warto "zachować" siebie dla kogoś, z kim połączy Cię prawdziwe i dojrzałe uczucie. Zadaj sobie pytanie, czy chcesz być na siłę z kimś, gdyż wymaga tego otoczenie czy zachowasz indywidualność i poczekasz na tego wyjątkowego człowieka, który będzie Cię kochał i szanował. Sex jest dopełnieniem uczucia, dlatego warto zaczekać z decyzjami w tej materii. Bliskość to intymność, a ją buduje się z czasem. Nie jesteś gorsza, nie jesteś wybrakowana, wręcz przeciwnie. To, co teraz powiem, może Cię zirytować, ale zaryzykuję. Skup się na nauce, skup się na sobie, na swoich zainteresowaniach. Przed Tobą całe życie, w którym będziesz podejmowała decyzję i życzę Ci, aby zawsze były właściwe. Jeżeli jednak cierpisz z tym co się dzieje, spada Twoja samoakceptacja to porozmawiaj o tym z psychologiem. 

Wika Balcerzak

Wika Balcerzak

Dzień dobry, to całkowicie zrozumiałe, że kiedy jesteś otoczona przez koleżanki nieustannie opowiadające o swoich związkach, możesz czuć się wykluczona i odruchowo się z nimi porównywać.

Masz 18 lat. Wbrew temu, co kreują media społecznościowe, seriale młodzieżowe i szkolne korytarze, brak doświadczeń romantycznych i seksualnych w tym wieku jest absolutnie normalny. Ogromna część młodych ludzi wchodzi w dorosłość bez pierwszego pocałunku czy związku na koncie. Znalazłaś się po prostu w grupie, która narzuca Ci taki obraz rzeczywistości.

Boisz się, że przyszły partner odrzuci Cię przez brak "doświadczenia". W dojrzałych relacjach działa to zupełnie inaczej. Wartościowy chłopak nie potraktuje Twojego braku doświadczenia jako wady, lecz z szacunkiem. Jeśli jakikolwiek chłopak uznałby Twój brak doświadczenia za problem lub powód do żartów, potraktuj to jako wspaniały mechanizm filtrujący - to ogromna czerwona flaga (tzw. red flag), która informuje Cię, że masz do czynienia z osobą niedojrzałą, z którą i tak nie warto budować relacji.

Twoje doświadczenia nie czynią Cię gorszą. Skupiając się nieustannie na tym, czego Ci brakuje w sferze romantycznej, tracisz z oczu to, co już masz i kim jesteś. Jeśli czujesz, że potrzebujesz porozmawiać ze specjalistą, warto poszukać psychologa lub psychoterapeuty i zadbać o swoje zdrowie psychiczne. Powodzenia!

Jakub Pawłowski

Jakub Pawłowski

Masz prawo czuć z tego powodu smutek i frustrację, zwłaszcza gdy słyszysz, jak znajomi opowiadają o swoich związkach. Warto jednak pamiętać, że brak doświadczenia w wieku 18 lat jest znacznie częstszy, niż może się wydawać, i nie mówi nic o Twojej atrakcyjności czy wartości.

Obawa, że ktoś Cię odrzuci z tego powodu, jest zrozumiała, ale w zdrowej relacji liczy się przede wszystkim szczerość, zaufanie i wzajemny szacunek. Osoba, której naprawdę będzie na Tobie zależało, nie będzie oceniać Cię przez pryzmat tego, czy wcześniej byłaś w związku.

Nie porównuj swojego tempa do innych. Każdy wchodzi w relacje w innym momencie, a pierwsze doświadczenia nie mają terminu ważności. Najważniejsze, żeby wydarzyły się wtedy, kiedy Ty będziesz na nie gotowa.


Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry Pani Nikolo. To, że ma Pani 18 lat i nie ma jeszcze doświadczeń związanych ze związkami czy intymnością, nie oznacza, że jest z Panią coś nie tak. Każdy rozwija się we własnym tempie, a pierwsze relacje pojawiają się u różnych osób na różnych etapach życia. Rozumiem jednak, że porównywanie się z rówieśniczkami może obniżać samoocenę i rodzić obawy przed odrzuceniem. W praktyce większość dojrzałych osób nie ocenia partnera przez pryzmat wcześniejszych doświadczeń, lecz przez to, jaką jest osobą i jak buduje relację.Warto też pamiętać, że brak doświadczenia nie jest wadą. Nie trzeba być ekspertem od związków, aby stworzyć zdrową i satysfakcjonującą relację, tego uczy się razem z drugą osobą. Jeśli zauważa Pani, że poczucie własnej wartości coraz bardziej zależy od tego czy jest Pani w związku, warto przyjrzeć się temu podczas rozmowy z psychologiem. Praca nad samooceną często sprawia, że wchodzenie w relacje staje się łatwiejsze i mniej obciążające emocjonalnie.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska


Wiktoria Woldan

Wiktoria Woldan

Dzień dobry. 💙 Rozumiem, że może Ci być z tym trudno. Pamiętaj jednak, że nie ma jednego „właściwego momentu” na pierwszy związek czy pierwsze doświadczenia. Dla odpowiedniej osoby brak doświadczenia nie będzie wadą. To, kim jesteś, jest znacznie ważniejsze niż to, co już przeżyłaś.

Pozdrawiam serdecznie,
psycholog Wiktoria

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Cześć Nikolo,

 

Mam wrażenie, że najbardziej nie boli Cię sam brak pocałunku czy związku, ale myśl, że skoro do tej pory nikt nie okazał Ci zainteresowania, to może „coś jest ze mną nie tak”. To bardzo trudne przekonanie, zwłaszcza kiedy wokół słyszysz opowieści koleżanek o ich relacjach. Chciałabym Ci powiedzieć, że wiek 18 lat nie jest momentem, po którym „powinno się” mieć określone doświadczenia. Każdy dojrzewa do bliskości we własnym tempie i naprawdę wiele osób rozpoczyna swoje pierwsze związki później, niż mogłoby się wydawać. Piszesz też, że obawiasz się odrzucenia z powodu braku doświadczenia. Osoba, która będzie chciała budować z Tobą bliską relację, raczej nie będzie oceniała Cię przez pryzmat tego, czy wcześniej się całowałaś lub byłaś w związku. Bliskości nie trzeba umieć „na szóstkę”, można uczyć się jej razem. Życzę Ci również, abyś z czasem coraz rzadziej porównywała swoją drogę do dróg innych osób a to, że dziś Twoja historia wygląda inaczej niż historie koleżanek, nie oznacza, że jest mniej wartościowa ani że miłość Cię ominie.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Edyta Kotula

Edyta Kotula

To, co przeżywasz, jest zrozumiałe. W wieku 18 lat wiele osób porównuje się do rówieśników, zwłaszcza gdy wokół często pojawiają się rozmowy o związkach, pocałunkach czy seksie. Takie porównania mogą sprawiać, że łatwo zwątpić w siebie.

Brak doświadczenia w relacjach nie oznacza, że jest z Tobą coś nie tak. Każdy wchodzi w bliskie relacje we własnym tempie i nie ma wieku, w którym „powinno” się mieć pierwszego partnera czy pierwsze doświadczenia. Dla wielu osób znacznie ważniejsze od doświadczenia są szczerość, wzajemny szacunek i gotowość do budowania bliskości. Warto też pamiętać, że Twoja wartość nie zależy od tego, czy byłaś już w związku. To, że dziś nie masz takich doświadczeń, nie mówi nic o tym, jaką jesteś osobą ani o tym, jakie relacje zbudujesz w przyszłości.

Alex Pirszel

Alex Pirszel

Dzień dobry,

tempo wchodzenia w relacje romantyczne oraz seksualne jest bardzo indywidualną sprawą, na którą warto dać sobie czas. Robienie czegokolwiek "na siłę" pod presją otoczenia może być ostatecznie zdecydowanie mniej satysfakcjonujące niż zaczekanie na właściwy moment, kiedy rzeczywiście poczuje Pani potrzebę nawiązania takiej relacji.

 

Brak doświadczeń w opisanych przez Panią kwestiach nie jest niczym negatywnym - każdy kiedyś był w tym momencie i dojrzałością ze strony drugiej osoby jest zrozumienie oraz uszanowanie tego, że doświadczenia te Pani dopiero zdobywa. Rozmowa o tym może wydawać się w tej chwili wyzwaniem, jednak jeżeli relacja będzie szczera i ważna dla obu stron, być może poruszenie tego tematu przyczyni się po prostu do budowania bliskości między Wami.

Zobacz podobne

Situationship po zakończeniu długiego związku - jak poradzić sobie z brakiem wyjaśnienia?

Cześć. Jestem tutaj nowa po zakończonym 6letnim związku. Przez przypadek wpadłam w situationship, z facetem, który wydawał się świetny, dobrze zbudowany, zabawny, nie ukrywał ilości partnerek, ale do głowy mi nie przyszło, ze takie coś istnieje. Po 3 miesiącach kontaktu, spotkaliśmy się kilka razy, zamilkł, dopiero wtedy zdałam sb sprawę co to jest ten situationship. Nie wiem, jak sb z tym poradzić, bo jak można przestać dla kogoś istnieć po kilku miesiącach bez słowa wyjaśnienia. Co zrobić, aby przestać o tym myśleć i kminić co zrobiłam nie tak, pomimo, że wątpię, aby wina leżała po mojej stronie.

Kryzys w związku, dziewczyna całkowicie mnie ignornuje, mimo że umówiliśmy się na poprawę relacji
Cześć mam problem W ostatnim czasie tak około miesiąca dziewczyna traktuje mnie chłodno, robi dystans, nie przytula nie pozwala lub okazuje trudności w okazywaniu jakichkolwiek czułości z jej strony. A jak ja jej okazuje to jak robot, sztywna, zimna. W końcu się wkurzyłem i jej powiedziałem jak się czuje i to nie jest dobre zachowanie z jej strony. Przepraszała i mówiła, że będzie lepiej, nie było. Tydzień temu spotkałem się z nią po dłuższym braku kontaktu i pierwsze co mi powiedziała to chce zerwać, bo nie widzę już nas, bo mam poczucie winny wobec ciebie, bo cię ranie. Kilka godzin jej tłumaczyłem, że mi to nie przeszkadza, rozumiem trochę ją, bo miesiąc przed zrobiłem trochę głupią rzecz jej, która ją zraniła i stwierdziła, że straciła do mnie "zaufanie". Problem w tym, że moim zdaniem to nie jest coś, przez co zasługuje na takie traktowanie, a tym bardziej by zrywała. Ustaliliśmy, że popracujemy nad nami i postaramy się poprawić. Następnego dnia mieliśmy się spotkać, ale zmieniła to na rozmowę, pierwsze co powiedziała to chce zerwać. Znowu musiałem tłumaczyć, dla mnie ten związek jest bardzo ważny i nie chce jej stracić, po tamtej ciężkiej rozmowie ustaliliśmy, że damy sobie (jej, bo ona chce) 2 tygodnie. W trakcie 1 tygodnia zero kontaktu, nieodpisywanie na każdą wiadomość ok, ale nawet jak pisałem przez cały dzień to było zero z jej strony. Dzisiaj zaczynał sie drugi tydzień, na pytanie z mojej strony " chcesz, żebym przyszedł do ciebie ?" ( było wydarzenie, na którym pomagała i stwierdziłem, że podejdę do niej ) to odpowiedziała " jak chcesz to przyjdź", problem w tym, że chciałem wiedzieć czy ona chce, nie chciałem, by nie traktowała mnie jak śmiecia, nie jak chłopaka. W końcu nawet nie odpowiedziała na to, że "tak, lub nie " tylko jak chcesz. Totalnie jej to obojętne. Jak dzisiaj przyszedłem to spędziłem na wydarzeniu miło czas, ale jak podchodziłem do niej, by pogadać ogólnie co tam u niej, jak spędza czas itp.. To zero, albo ignoruje, albo mówi, że jest zajęta (siedzi i pije picie) jak coś pytam, to ma mnie gdzieś. A obiecała, że potraktuje mnie jak chłopaka, a nie nikogo. Chce wiedzieć co mam zrobić, to ja robię coś źle?, to we mnie problem? czy to jej winna?. I jak odpiszecie, że musimy pogadać, to byliśmy umówieni 3 dni temu to ciągle pisała, że nie znajdzie czasu, dzisiaj mieliśmy spędzić dłużej czas, to jednak się okazało, że go nie ma (spędziłem z nią może 10 minut). Nie proponuje ze swojej strony nawet możliwości spotkania, nie okazuje chęci, zapytałem ją o parę rzeczy, to kompletnie to zignorowała.
Teraz po zdradzie mówi o tym non stop, namawia mnie na kluby swingerskie.
Dzień Dobry. Kompletnie nie wiem, co robić. Zdradziłam partnera, niby chciał wybaczyć, proponowałam mu terapię, nie chciał. ponad 2 m-ce to jest gehenna nie życie. Już prędzej wspominał, że chciałbyś seks grupowy. Teraz po zdradzie mówi o tym non stop, namawia mnie na kluby swingerskie, podnieca się, patrząc na te filmiki. Podczas stosunku cały czas mówi, że chciałby trójkąt, że to jest normalne. Że chciałby drugiego mężczyznę albo parę. Nie ma dnia, by do tego mnie nie namawiał. Podczas stosunku tylko to mówi, namawiając ciągle. Absolutnie ja tego nie chcę, on mówi, że to zabawa to całe swingerstwo. Nie mam pojęcia jak z nim rozmawiać? ale teraz to ja zaczynam sobie nie radzić. Prosze o poradę.
Związek z partnerem z autyzmem atypowym – jakie trudności mogą się pojawić i czy mnie to nie zmęczy?
DZIEN DOBRY, Jakie trudności spotkają mnie z partnerem który ma autyzm atypowy ? na 20 lat diagnoza dopiero od roku. mało się otwiera w nowym otoczeniu, bierze leki na nastrój, depresję, sen. boje się ze mnie to zmęczy ja ma lat 19.
Zespół Turnera, wyzwania z aparatami słuchowymi i bezpłodnością, szukanie wsparcia.

Witam! Jestem 24-letnią kobietą. Aktualnie zakończyłam 4 rok kierunku lekarskiego, idę więc na piąty. 

Jaki jest mój problem? Otóż - mam zespół Turnera. Wiadomo - bezpłodność, niedosłuch. Aparaty słuchowe mi potwornie wręcz przeszkadzają - nie noszę ich. Dźwięki (testowałam różne modele, protetycy próbowali zmieniać ustawienia) są nienaturalne, głosy bliskich brzmią zupełnie inaczej, to było straszne. Już bardziej akceptowałam te douszne, w tych zausznych nie mogłam biegać, czy się ruszać głową, bo strasznie trzeszczało, ale ogólnie nienawidzę mieć czegoś w uchu lub koło ucha, bardzo mi to przeszkadza mimo, że próbowałam to z zaciśniętymi zębami nosić i się przyzwyczajać. A po drugie uwielbiam czesać w wysoko upięte fryzury z odsłoniętymi uszami (koki, korony z warkocza), w których wyglądałam o niebo lepiej, czuję się kobieco i mam smuklejszą buzię i każdy mi tak mówił, ale z dwojga złego wolę fryzurę, w której wyglądam niekorzystnie jak widoczne aparaty. 

No i rodzice, którzy wręcz krzyczeli na mnie jak nie chciałam ich nosić i zabrali podstępem i nic nie mówiąc do protetyka jak miałam niecałe 18 lat. I szczerze - skłonna byłabym iść jeszcze raz do audiologa choćby na konsultację, żeby tylko porozmawiać i dowiedzieć się jakie są obecnie możliwości i czy nie ma czegoś, co by zarówno mi pomogło, ale i byłoby dla mnie akceptowalne, ale obawiam się, czy znajdę kompetentnego lekarza. 

Jak byłam na oddziale audiologicznym to spora rzesza pracowników nosiła fartuchy z logo pewnej firmy produkującej aparaty słuchowe, a lekarka prowadząca nic nie wytłumaczyła, tylko powiedziała, że to jedyne rozwiązanie i już. 

Co do bezpłodności - też jest ciężko (i widzę, że innym, którzy nie mogą mieć dzieci, choćby na YT także jest z tym piekielnie ciężko - niektórzy adoptują, niektórzy z bólem serca postanawiają, że we dwójkę będą dla siebie rodziną, niektórzy nie wytrzymują i się rozstają) i z tego właśnie powodu unikam relacji romantycznych. Co więcej nigdy nie byłam w związku, nigdy nawet nie próbowałam. Bo wiem, że rodzicielstwo to podstawowe pragnienie zdecydowanej większości, szczególnie mężczyzn, jak mówią statystyki, a jak trafiłby mi się płodny partner to nie chciałabym mu tej możliwości odbierać. Jestem też realistką i wiem, że przez wielu byłabym z tego powodu odrzucona na starcie, więc nie widzę sensu, żeby próbować. A nawet jak pierw zaakceptuje to co będzie za 10,15, 20 lat jeśli stwierdzi, że dzieci jednak chce mieć? Zostanę sama jak palec mimo, że inwestowałam tyle lat w związek, a takiej sytuacji bardzo chciałabym uniknąć. 

Ale gdybym miała już wybierać to wolałabym życie z partnerem we dwoje ze zwierzakami - na adopcję żyjącego dziecka nie mam siły (tak, inni myślą, że to jak adopcja pieska czy kotka ze schroniska - wpadam do ośrodka adopcyjnego, wybieram dzieciaka, pokazuję pani z ośrodka paluchem którego i dzieciak jest mój, ale to zupełnie inna procedura), in vitro z komórką dawczyni etycznie do mnie nie przemawia, ewentualnie mogłabym zastanowić się nad adopcją zarodka. Ciężko mi chodzić do ginekologa (szczególnie, że jak miałam 18 lat w jednej z klinik zostałam potraktowana jak przedmiot do prezentacji studentom) i dawno tam nie byłam, ogólnie też źle się czułam po terapii hormonalnej. 

Kolejna kwestia jest taka, że wszyscy w mojej rodzinie biologicznej są zdrowi, mają dzieci biologiczne i… niestety nikt a nikt mnie nie rozumie. Wszyscy to bagatelizują - aparaty słuchowe to nie problem, przecież dużo osób ma (no eureka, ale są to osoby 70/80+!!!, a nie 20-paroletnie!), a dziecko sobie adoptujesz, są osoby młodsze od ciebie, chore na raka, które modlą się o życie, nie wymyślaj, nie masz źle. Może chcą mnie zmotywować taką gadką? Ale przecież mnie to nie motywuje, wręcz przeciwnie, czuję się zdołowana i przybita po takim czymś. Generalnie całe życie w zasadzie nauczona przez rodzinę byłam obracać się w kręgu zdrowych ludzi, bo w rodzinie tylko zdrowi i tylko wśród takich ludzi się obracają, w zasadzie nie znam osobiście ludzi z widocznymi niepełnosprawnościami, szczególnie młodych. Jeśli już to pokazywano mi je gdzieś z boku, pokazując i mówiąc o nich półgębkiem i ukradkiem. 

Wyjątek stanowi moja przyjaciółka - ma wady wrodzone, od dziecka przeszła multum operacji, też przez to nie może mieć dzieci. Jest ona jedyną osobą, której mogę ponarzekać w tej kwestii. Poznała teraz chłopaka i sama mi mówiła, że jak miała mu o swoich chorobach powiedzieć to jej serce ze stresu do gardła podchodziło. Zaakceptował to i w sumie to cieszę, że są jeszcze być może gdzieś ludzie, dla których to nie problem, ale większość taka nie jest. Mam też Hashimoto - tak, jestem leczona, chodzę regularnie do endokrynologa, biorę codziennie rano tabletkę, ale to tam pestka, bo powiedzmy sobie szczerze - co to jest jedna tabletka dziennie, jedno pobranie krwi raz na pół roku i jedna wizyta u endokrynologa z USG tarczycy raz na rok/dwa lata… Oczywiście dietę też stosuję i konsultowałam się pod tym kontem dietetycznie - ale dzisiaj jest tyle możliwości jej komponowania, a szczególnie jak trafi się na dobrego dietetyka i tyle dostępnych składników, że to też nic, tarczycę mam idealnie wyrównaną. Szczerze… na diabetologii jedna prowadząca powiedziała zdanie, które totalnie do mnie przemówiło. A mianowicie, że wydaje jej się, że cukrzycy z DM1, którzy nie chcą pomp insulinowych nie zaakceptowali swojej choroby i się z nią do końca nie pogodzili. Powiedziała też, że wiele młodych dziewczyn latem (kiedy się nosi lżejsze ubrania - np. sukieneczki, spódniczki, crop topy) przychodzi do niej, żeby przestawiła je z pomp z powrotem na peny, żeby nie musieć nosić widocznej pompy. 

Za dwa lata skończę studia (radzę sobie nieźle, na tym roku miałam średnią nieco ponad 4), stanę się niezależna i tak rozmyślam wtedy nad swoimi relacjami. Myślałam, żeby rozluźnić więzi z rodziną biologiczną (oprócz babci, która bardzo mnie kocha i choć też mnie nie do końca rozumie, to przynajmniej się jakoś stara). Co do relacji z rodzicami - ciężko jest i choć podczas roku akademickiego nie mieszkam z nimi na codzień, to jestem od nich jeszcze finansowo zależna. Nie mogę im nawet z przeszklonymi oczami wspomnieć, że jest mi po prostu z tą chorobą trudno. Czasem sama płaczę w nocy w poduszkę. Tłumaczę im, że moja choroba to nie alergia ani wada wzroku, ani nawet cukrzyca, tylko że ma to ogromny wpływ na życie - społeczne, romantyczne, etc - na każdy jego aspekt w zasadzie. Do mamy nie dociera, że ci ludzie, którzy nie mogą mieć dzieci, których zna weszli w związek nie wiedząc, że będą mieli problemy z płodnością, a wchodzenie w związek ze świadomością trwałej bezpłodności to zupełnie inna rzecz. I nie rozumie też tego, że to, że ona mnie kocha wcale nie oznacza, że społeczeństwo będzie mnie w 100% akceptować. Powiedziała też kiedyś - no, minie okres dojrzewania to jej przejdzie myślenie o tej chorobie i te kompleksy, bo to tylko w okresie dojrzewania. Spoiler - nie, nie przeszło, jest jeszcze gorzej. Jako dziecko byłam zupełnie inna - żwawa, ruchliwa, wygadana, przebojowa, nieśmiała tylko czasami i tylko w stosunku do obcych, ale jak zobaczyłam, że jakaś nowa osoba jest w porządku to szybko ją akceptowałam, wszędzie mnie było pełno, nie miałam oporów, żeby zapukać w randomowym dniu do sąsiadki z góry i pokazać jej swoje nowe ciuchy, zagadywałam ludzi w pociągu, etc. Ale wtedy nie różniłam się w zasadzie od innych dzieci, funkcjonowałam jako zdrowe dziecko, zdiagnozowano mnie w wieku 6 lat. I nawet wtedy nie było problemu - akceptowałam branie hormonu wzrostu, choć czasem denerwowało mnie, że muszę jeździć do kliniki, jak chyba każde dziecko, które chce spędzić dzień w szkole z rówieśnikami, a nie może. 

To wszystko zaczęło się parę lat później. Pierw kompleksem był mój wzrost, ale dzisiaj absolutnie mi to nie przeszkadza, lubię być niewysoka i drobna. No a potem przyszło to, co wyżej. I tak, rodzice w wieku 13 lat posłali mnie do psychologa, bo "nie miałam koleżanek" w 1 kl. gimnazjum, ale w celu naprawienia mnie. Psycholog na ostatniej wizycie powiedziała mojej mamie "to nie z nią jest coś nie tak, tylko z panią". Ja miałam tylko inne zainteresowania jak dziewczyny w moim wieku - pasjonowałam się nauką, a nie bieganiem za chłopakami, więc nie miałam koleżanek, bo nie miałam z nimi tematów do rozmów. W sumie dobrze mi na tych studiach i cieszę się, że dobrze sobie na nich radzę, oczywiście skończę je, bo szkoda 4 lat, audiolog mówiła, że najlepiej wybrać w takim wypadku specjalizację zabiegową (i chirurgia mi się podoba, kilkukornie asystowałam do operacji i to było świetne), ale gdybym wiedziała, że będę niedosłysząca wybrałabym nieco inną ścieżkę kariery - byłam w gimnazjum i liceum pasjonatką fizyki i wszechświata, książki Hawkinga przeczytałam jednym tchem, myślę, że wtedy poszłabym w jakąś astrofizykę.

 

 I na koniec moje pytanie - niestety teraz studiuję, nie pracuję i nie stać mnie na terapię prywatną i czy lepiej skorzystać z psychologa w ramach NFZ (mam możliwość, że kiedy pójdę z legitymacją do studenckiej przychodni nie będę czekać na wizytę więcej jak 2 tygodnie), czy lepiej znaleźć psychologa w jakiejś fundacji wspierającej osoby z niepełnosprawnościami? Czy może warto iść na grupę wsparcia? Przepraszam za trochę chaotyczny wpis, pisałam, co mi przyszło do głowy. Pozdrawiam, i z góry dziękuję za odpowiedzi!

toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.