Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy ofiara przemocy domowej może otwarcie mówić o doświadczeniach i konfrontować oprawcę po rozwodzie?

Witam. Czy jest to wiarygodne jeśli kobieta która twierdzi że była bita tak by nikt nie widział i psychicznie męczona przez męża ciągle o tym mówi, nie boi się się swojego oprawcy wręcz go atakuje, nie unika go. Ciągle opowiada o tym co przeszła każdemu kogo napotka. Czy tak może zachowywać się ofiarą przemocy domowej która jest już 12 lat po rozwodzie?
User Forum

Anna

7 miesięcy temu
Dorota Żurek

Dorota Żurek

Dzień dobry, trudno odpowiedzieć na Pani pytanie nie znając tej osoby. Jednak z własnego doświadczenia z pracy, z osobami doświadczającymi przemocy mogę powiedzieć, że taka sytuacja może mieć miejsce. W ten sposób ta kobieta uwalnia nagromadzone przez lata emocje, głównie poczucie bezradności, lęki, czy gniew na byłego męża. Takie zachowanie może wskazywać, że ta Pani nie korzystała z profesjonalnej pomocy, nie była na terapii i dlatego nadal nie radzi sobie ze swoimi doświadczeniami, jest to wynikiem przeżytej traumy. 

 

Pozdrawiam,

Dorota Żurek- psycholog

6 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry,

 

Tak, takie zachowanie może być zgodne z doświadczeniem osoby, która doznała przemocy. Każdy człowiek inaczej przeżywa trudne wydarzenia – niektórzy latami noszą w sobie ból i potrzebę opowiadania o tym, co ich spotkało. 

 

Mówienie o traumie może być próbą znalezienia ukojenia, zrozumienia albo uznania dla swojego cierpienia. Niektóre osoby, zamiast unikać sprawcy, reagują złością albo konfrontacją – to czasem sposób na odzyskiwanie siły i głosu po latach milczenia. 

 

Warto słuchać takich historii z uważnością i sercem – czasem samo wysłuchanie może być dla tej osoby formą wsparcia.

 

Z pozdrowieniami,

Justyna Bejmert 

Psycholog

6 miesięcy temu
Anna Szpotowicz

Anna Szpotowicz

Tak, osoby, które doświadczyły przemocy mogą prawie każdej napotkanej osobie opowiadać o tym, czego doświadczyły właściwie bez okazywania przy tym uczuć. Trudno nam wtedy z nimi empatyzować. 
Wynika to między innymi z występowania długotrwałej przemocy, w której wystąpiły mechanizmy obronne np. dysocjacja, w której nastąpiło rozszczepienie doświadczenia od emocji. Często świadczy to również o „zbyt daleko” przesuniętych granicach w kontaktach z innymi, co z kolei wynika z faktu, że sprawca przekraczał wielokrotnie różne granice tej osoby, też fizyczne. Taka osoba może mieć również obniżony próg wstydu. Może to być także  sygnalizowanie potrzeby pomocy, potrzeba zrozumienia siebie, a w końcu próba przepracowania traumy. Niestety nie jest to mechanizm leczący. Osoba po traumie przez samo mówienie nie zdrowieje. 

6 miesięcy temu
Halina Kaczyńska

Halina Kaczyńska

Twoje pytanie porusza bardzo złożoną i delikatną kwestię. Jako psycholog chciałbym podkreślić, że nie istnieje jeden „typowy” sposób, w jaki powinna zachowywać się osoba po doświadczeniu przemocy domowej. Każda osoba reaguje inaczej, w zależności od wielu czynników takich jak osobowość, sposób radzenia sobie z traumą, wsparcie społeczne, etap przetwarzania doświadczeń, a także od tego, czy została otoczona profesjonalną pomocą. To, że kobieta otwarcie mówi o swoim doświadczeniu, nie unika byłego męża, a nawet tak jak piszesz "akatuje go", nie musi przeczyć temu, że rzeczywiście była ofiarą przemocy. Wręcz przeciwnie, może to oznaczać, że po latach milczenia. tłumienia, odzyskała głos i moc, by mówić o tym, co ją spotkało. Częste mówienie o przemocy może być próbą normalizacji własnego doświadczenia, poszukiwaniem zrozumienia lub formą odreagowania. Czasami osoby, które przez długi czas były uciszane lub nikt im nie wierzył, próbują teraz za wszelką cenę opowiedzieć swoją historię. Z kolei brak lęku wobec sprawcy nie musi oznaczać, że przemoc była wymyślona. Po 12 latach od rozwodu lęk mógł się zmniejszyć, a w jego miejscu mogła pojawić się złość lub chęć konfrontacji. Warto jednak mieć świadomość, że trauma może się utrzymywać latami i przejawiać na różne sposoby. Niektóre osoby potrzebują wielokrotnie wracać do swojego doświadczenia, zanim będą gotowe je domknąć.

Podsumowując, to co opisujesz, może być zgodne z zachowaniem osoby, która doświadczyła przemocy i wciąż przetwarza tę traumę, nawet po wielu latach. Kluczowe pytanie nie powinno więc brzmieć „czy to wiarygodne?”, ale raczej: co ta osoba przeżywa, czego nadal potrzebuje i jak można jej pomóc?

W sytuacjach, gdy mamy wątpliwości, warto zachować empatię i nie oceniać pochopnie. Jeśli jesteś osobą z jej bliskiego otoczenia, być może warto zaproponować jej rozmowę z psychologiem lub terapeutą, który pomoże jej lepiej zrozumieć własne emocje i domknąć tę historię.

Pozdrawiam serdecznie.

6 miesięcy temu
Anna Haczyk

Anna Haczyk

Tak, takie zachowanie może być zgodne z doświadczeniem osoby, która była ofiarą przemocy domowej – nawet jeśli od rozwodu minęło wiele lat. Nie każda ofiara reaguje lękiem czy wycofaniem. Niektóre osoby przyjmują postawę konfrontacyjną, szczególnie gdy odzyskają poczucie siły lub długo były uciszane. Opowiadanie o przemocy każdemu napotkanemu może wynikać z niezakończonego procesu przepracowania traumy, potrzeby uznania swojego doświadczenia lub objawów pourazowych (np. PTSD, C-PTSD).

Brak unikania sprawcy nie wyklucza, że do przemocy doszło. Przyczyną może być np. obecność wspólnych dzieci, nierozwiązane sprawy, ambiwalencja emocjonalna lub mechanizm „walki” jako forma radzenia sobie z traumą. Warto unikać prostych ocen – takie zachowanie może wskazywać raczej na niezakończoną historię urazu niż na jej nieautentyczność.

6 miesięcy temu
Małgorzata Plata

Małgorzata Plata

Szanowna Pani Anno,

 

Doświadczanie przemocy domowej, zarówno tej fizycznej, jak i psychicznej ma wpływ na to jak funkcjonuje osoba nawet po wielu latach. Niewątpliwie trauma związana z takim doświadczeniem nie objawia się u każdej osoby tak samo. Kluczowe jest także to, czy dana osoba miała sposobność leczenia w formie psychoterapii, czy też nie. Zespół stresu pourazowego ( w przypadku doświadczania przemocy, lecz nie tylko)  może objawiać się potrzebą opowiadania o tym doświadczeniu przez wiele lat, jest to mechanizm obronny i zarazem dowód na to, że ta osoba próbuje to przepracować, na swój sposób uwolnić się od bolesnych przeżyć, znaleźć dla siebie, swojej sytuacji zrozumienie. Jeśli mowa o postawie wobec oprawcy, unikanie, lęk świadczyłby o jeszcze większym urazie. Pisze Pani o atakowaniu oprawcy, nie jestem pewna, jak należy to rozumieć, czy ma Pani na myśli atak fizyczny, czy też raczej atak słowny. Może być to potrzeba pokazania byłemu oprawcy swojej siły (gdy mówimy o słownych atakach), aby nie ośmielił się zaatakować. Oczywiście, nie twierdzę, że jest to dobra metoda. To tylko hipotezy, tak naprawdę o tym, jakie są motywy, wie tylko ofiara przemocy. Jedno jest pewne, zawsze warto stać po stronie osób pokrzywdzonych, ofiar przemocy.  Jeśli czyjeś oskarżenie wobec sprawcy byłoby nieprawdziwe, domniemany sprawca zapewne dochodziłby swoich praw. Bowiem fałszywe oskarżanie jest także przestępstwem. Wszelkie watpliwości w takich sprawach należy wyjaśniać. Mam nadzieję, że ta odpowiedź pomoże Pani w zrozumieniu sytuacji, którą Pani zapewne lepiej zna.

 

Pozdrawiam serdecznie,

 

6 miesięcy temu
Martyna Jarosz

Martyna Jarosz

Tak, taki sposób zachowania może być zgodny z doświadczeniem osoby, która doświadczyła przemocy domowej, nawet jeśli od rozwodu minęło wiele lat. Każdy inaczej przeżywa przemoc — nie ma jednego schematu zachowań ofiary.

6 miesięcy temu
Monika Kawczyńska

Monika Kawczyńska

Pani Aniu,

zdecydowanie tak. Często po doświadczeniach traumatyczych można tak reagować. Długofalowa przemoc, Zespół Stresu pourazowego (PTSD) mają bardzo wiele aspektów. Być może to próba znalezienia zrozumienia czy uznania, bo teraz ofiara przemocy ma przestrzeń do tego, by mówić. Zastanowiłabym się nad poszukaniem pomocy specjalisty np. psychotraumatologa, bo być może wcześniejsza pomoc nie była wystarczająco skuteczna.

6 miesięcy temu
Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Droga Aniu,

 

ja zastanawiałabym się nad czymś innym: JAKI CEL ma ta osoba mówiąc o wszystkich swoich doświadczeniach? Domyślam się, że pewnie chce ukazać społeczeństwu sprawcę jako złego człowieka, przedstawić go w ciemnych barwach. Ale idąc dalej: co jej to da? Czy idzie za tym jakaś prawdziwa ulga, rekompensata dla niej? 

 

A odpowiadając na Twoje pytanie: tak, ofiara przemocy może wychodzić z pozycji osoby pokrzywdzonej, skrzywdzonej, może to się obrócić też w drugą stronę np. bojąc się przybieramy formę ataku, wychodzimy z pozycji "siły" (pozornej siły).

 

pozdrawiam,

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

6 miesięcy temu
Katarzyna Brożyna

Katarzyna Brożyna

Pani Anno,

Czytam, że jest Pani wnikliwą obserwatorką i jeżeli dobrze odczytałam, charakteryzuje Panią sceptycyzm w relacji z pewną osobą z Pani otoczenia. To bardzo cenne kiedy staramy się zrozumieć ludzi z naszego otoczenia. Daje to wartościowe informacje odnośnie tego, z kim mamy do czynienia. Sceptycyzm, zadawanie pytań, kwestionowanie rzeczywistości - to coraz rzadszy w dzisiejszym świecie talent. 

 

Aby pomóc Pani lepiej zrozumieć wspomnianą osobę, proponuję, aby zadała sobie Pani kilka pytań:

1) Co robi osoba wolna - w sensie fizycznym ale i psychicznym - chodzi gdzie chce i może się spotkać z każdym? Czy przeciwnie - ukrywa się?

2) Kto ma władzę w relacji - oprawca czy ofiara? Osoba atakująca czy atakowana? Czy osoba, która chce odzyskać władzę (np. Nad swoim życiem) będzie walczyć i atakować czy czekać na cios?

3) Co robi woda kiedy tama pękła? - Czy osoba, która przez lata gromadziła ból i strach i znalazła odwagę aby o tym mówić, może tę uzdrawiającą falę powstrzymać?

 

Pozostawiam Panią z tymi pytaniami życząc, aby nigdy nie zatraciła Pani swojego talentu zadawania wnikliwych pytań.

 

Katarzyna Brożyna

Psycholożka

 

6 miesięcy temu
Karolina Bobrowska

Karolina Bobrowska

Dzień dobry,

 

Tak, takie zachowanie może być wiarygodne i nie wyklucza tego, że dana kobieta rzeczywiście doświadczyła przemocy domowej.  Może to być sposób radzenia sobie z traumą, która nadal w niej żyje, mimo że formalnie związek zakończył się wiele lat temu. Przemoc psychiczna, a często i fizyczna, zostawia długotrwałe ślady nie tylko w ciele, ale głównie w psychice.

 

Oczywiście, nie da się wykluczyć, że w niektórych przypadkach może dochodzić do manipulacji, ale sam sposób zachowania - otwarte mówienie o przemocy, brak strachu wobec oprawcy, emocjonalność - nie jest dowodem na brak wiarygodności. To raczej sygnał, że trauma nadal jest obecna. Warto słuchać uważnie, nie oceniać pochopnie i jeśli są wątpliwości, zachęcać taką osobę do kontaktu z psychologiem, który pomoże rozpoznać, czy i jak ta przeszłość nadal wpływa na jej życie.

 

Pozdrawiam serdecznie 

Karolina Bobrowska 

psycholog

 

6 miesięcy temu
dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Czy to choroba psychiczna, jak człowiek boi się własnych myśli i zachowań?
Czy to choroba psychiczna, jak człowiek boi się własnych myśli i zachowań?
Czy ofiara przemocy domowej może otwarcie mówić o doświadczeniach i konfrontować oprawcę po rozwodzie?
Witam. Czy jest to wiarygodne jeśli kobieta która twierdzi że była bita tak by nikt nie widział i psychicznie męczona przez męża ciągle o tym mówi, nie boi się się swojego oprawcy wręcz go atakuje, nie unika go. Ciągle opowiada o tym co przeszła każdemu kogo napotka. Czy tak może zachowywać się ofiarą przemocy domowej która jest już 12 lat po rozwodzie?
Mam 26 lat. Jestem mężczyzną. Potrzebuję pomocy. Straciłem chęci do życia.
Mam 26 lat. Jestem mężczyzną. Potrzebuję pomocy. Straciłem chęci do życia. Nie uważam, żebym był brzydki. Powiem więcej - podobam się sobie. Jednakże, nie czuję się atrakcyjny. Ukończyłem studia wyższe uzyskując tytuł magistra informatyki. Pracuję na ten moment, jako Tester oprogramowania. "Chciałbym" startować na stanowisko młodszego programisty. "Chciałbym" umieściłem w cudzysłowie, gdyż tak naprawdę nie wiem, czego chcę już. Nigdy nie chciałem być programistą. Na studia Informatyki poszedłem z braku innego pomysłu oraz presji. Wiem, że to dość typowy przypadek. Programowanie, po prostu, najbardziej mi się spodobało ze wszystkiego w trakcie studiów a dodatkowo jest to zawód raczej dobrze płatny. Moim zamiłowaniem jest muzyka, a konkretniej jestem gitarzystą. Zamiłowanie do instrumentu zaczęło się w gimnazjum. Szybko odkryłem, że mam ponad przeciętne predyspozycje (pragnę, żebyście mi tu uwierzyli, znam się na rzeczy). Kochałem komponować utwory, zawsze zależało mi, aby były złożone, pomysłowe i atrakcyjne dla muzyków (a przede wszystkim dla mnie) do grania. W ten sposób umiałem się uzewnętrzniać. Na studiach dostałem się do składu zespołu muzycznego. Chłopaki byli dla mnie jak druga rodzina. Zawsze jednak grałem trochę w innym klimacie niż oni. Jednakże osobiście uważałem, że nie gryzie się to z resztą, jako całokształt. Chłopaki zwykle byli innego zdania, więc musiałem walczyć o każdy swój pomysł, zazwyczaj wychodziłem zwycięsko i pomysł przechodził dalej. Czułem, że uczę się walczyć o swoje, co nigdy mi nie przychodziło z łatwością. Po około 3-4 latach kilka miesięcy po rozpoczętej pandemii, zaczynałem czuć się gorzej psychicznie. Czułem się tragicznie przez to, że staliśmy w miejscu. Brak występów, nagrane dopiero ze 3 kawałki (żaden z moich pomysłów) a mieliśmy ich więcej naprawdę porządnych i dopracowanych kawałków. Zacząłem naciskać, że powinniśmy iść do studia nagrywać resztę. Zaproponowałem nawet, że mogę za nas założyć na początek. Jednocześnie zdarzało mi się dziwnie izolować na próbach od reszty, z powodów problemów na tle psychicznym, co zaowocowało niedługo wyrzuceniem mnie z zespołu. Był to dla mnie straszliwy cios. Jakby sens mojego życia przestał istnieć. Płakałem, jak gdybym umierał i nie mógł nic zrobić. Od tamtej pory (minęły jakieś 3 lata) na przemian czuję się zmotywowany i przegrany tak, jak teraz. Na ten moment jestem w dwóch zespołach. W jednym gram 2 lata - kompletnie nie mój gatunek muzyczny, ale szedłem z założeniem, że może mi to pomóc kiedyś złożyć zespół jaki pragnę (poznam ludzi itp), lecz z każdą próbą czuję się gorzej, a nie umiem odejść. Drugi zespół od niedawna, podchodzę z dystansem i choć gatunek zdecydowanie bliższy mojemu to znowu widzę, że będę musiał walczyć o swoje pomysły. Mam swoje własne pomysły i strasznie ciężko mi jest znaleźć osoby, którym się to podoba i też jest to ich styl. Jak znajduję, to zazwyczaj nie udaje mi się do końca całej kapeli złożyć, dlatego najłatwiej mi jest próbować się dostawać do zespołów już kompletnych poszukujących gitarzysty (tak jak to było z tymi dwoma). Mam jeszcze inne pasje i boję się je wyjawić, gdyż jest to tak charakterystyczne połączenie, że jeśli ktoś z moich znajomych to przeczyta to od razu będzie wiedział, kto jest autorem. A wtedy prywatność zostanie naruszona. Więc powiem tylko tak, że jest to sport fizyczny indywidualny. Od dziecka chciałem to trenować, ale rodzice mnie nie zapisali. Dopiero na studiach sobie o tym przypomniałem. Jestem w topce w Polsce z dużymi szansami na mistrzostwo. Myślę o byciu instruktorem, jednakże jest to sport niszowy i pieniędzy z tego praktycznie nie ma. A na pewno nie dużych. Lubię się uczyć języków obcych. Zawsze sprawiało mi to frajdę. I mam też kilka innych hobby, ale nie chcę dla dyskrecji się tym dzielić. Nie mam dużo przyjaciół. Właściwie mam jednego, który jest introwertykiem i bardzo rzadko mam z nim kontakt. Czuję się bardzo samotny. Bardzo! Większość czasu spędzam sam. Jedyny kontakt z ludźmi mam na zajęciach dyscypliny sportowej, którą trenuję. Dziewczynę miałem raz w życiu, w liceum. Z początkiem studiów, oddaliliśmy się od siebie i mnie zostawiła. Bardzo cierpiałem wtedy, lecz po pół roku doszedłem do siebie. Czułem, że wiele mnie to nauczyło. Zdaje mi się, że nie umiem nawiązywać kontaktów z innymi ludźmi a przynajmniej do takiego stopnia, żeby chcieli być moimi przyjaciółmi. Raczej wszystko kończy się po prostu na dobrej znajomości. Odkąd pamiętam, mam złe stosunki z rodzicami. Ojciec prawie ze mną nie rozmawia. Przykro mi, że nie otrzymałem od nich większego wsparcia. Wielokrotnie mówiłem o tym, że co innego mi w duszy gra niż Informatyka i że cierpię studiując. Matka mi radziła, żeby to zdać dla bezpieczeństwa a potem pomyśleć o czymś innym. Inni moi znajomi co byli ze mną na kierunku odchodzili po pierwszym semestrze orientując się w tym jak studia wyglądają (przynajmniej na naszej uczelni). W tym momencie robią to co lubią a nie jest to wcale nic takiego. Część z moich z moich znajomych się nawet z tego śmiała, ja zawsze byłem jednak pod wrażeniem. Ja sam nie zdecydowałem się na odejście ze względu na to, że w przeciwieństwie do ów znajomych, co odeszli, mi dobrze szło na studiach. Zdawałem egzaminy. Zawsze sobie też stawiałem ambitne wyzwania. Myślę, że te rzeczy mnie powstrzymały. Wracając do rodziców, nie wspierali mnie w moich pasjach. Nie pomagali zrozumieć, że mogę robić w życiu to co lubię. (Jeden z moich znajomych jest zawodowym muzykiem - postawił na to po prostu, nie bał się). Więc ja zawsze się bałem postawić wszystko na moją pasję. Mam wrażenie, że brak kontaktów z ojcem, brak okazywania miłości z jego strony sprawił, że mam problemy w kontaktach między ludzkich (mam wrażenie, że skoro ja go nie ciekawię, to nikogo nie ciekawię). Wstydzę się też chwalić swoimi osiągnięciami, swoimi twórczościami. Po wyrzuceniu mnie z zespołu zacząłem chodzić na terapię do psychoterapeuty, czułem się na niej wielce nierozumiany i że jestem tam po to, żeby dawać pieniądze. Zmieniłem więc psychoterapeutę. Drugi raz czułem, że to strzał w dziesiątkę. Była to starsza już pani, ale czułem od niej ciepło i troskę. I faktycznie przez pewien czas czułem poprawę. Jednakże problemy moje wróciły ze zdwojoną siłą. Myślę, że starczy już. Sytuacja, w jakiej się teraz znajduję, jest taka, że nic a nic nie ma dla mnie już sensu. Mam 26 lat, a czuję się, jakbym miał już 60, jakby wszystkie drzwi się już przede mną zamknęły. jak w dniu świra, że ja jestem głównym bohaterem tego smutnego filmu. Że mój potencjał się już stracił. Muzykę, choć kocham, to nie mam już motywacji by to robić, straciłem nadzieję a bez tego czuję się jak bez tożsamości. Praca, sport, hobby, muzyka - wszystko dla mnie jest bez sensu. Choć nie chcę tego, myśli samobójcze przychodzą mi do głowy, i to mnie niepokoi. Bo wiem, że wizja samobójstwa mnie przeraża i nie chcę tego robić, ale kto wie do czego ból mnie doprowadzi. Bardzo, bardzo błagam o pomoc. Pozdrawiam, przepraszam, że takie długie
TW. Próba samobójcza, nie mam już siły, trudności finansowe, związkowe. Za mną mnóstwo terapii.
Dzień dobry, nie wiem ile mam miejsca, spróbuję się streszczać. Mam 25 lat, studiuję zaocznie 2. rok psychologii. Za mną 6 nieudanych terapii psychodynamicznych i terapia schematów, która zmieniła moje życie. Ale miała trwać rok, a w połowie nie było mnie dłużej stać. Mam borderline, ADHD i podejrzenie spektrum, ale diagnostka stwierdziła, że na końcu może powiedzieć, że nie wie (różnicowanie z traumą) więc przerwałem. Praca to dla mnie koszmar, bo źle rozumiem instrukcje a jak się czegoś trzeba domyślić to źle się domyślam. Jak potrzebuję o coś zapytać to słyszę "jak możesz tego nie wiedzieć" więc przestałem pytać, popełniam masę błędów, mimo że robię sobie w telefonie notatki. W rezultacie boję się ludzi (na co dzień też), nienawidzę siebie i zwalniam. Dwa lata zmagałem się finansowo, doszło do tego, że dorabiałem na prostytucji. To było łatwiejsze niż 8h np. w fast foodzie, w trybie walcz uciekaj. Zakochałem się w kliencie. Wydawało się, że jest wzajemność, mówił różne rzeczy, w tym, że chciałby tam zaparkować na stałe. Pochwalił moją inteligencję, co jest dla mnie ważne. Niesamowicie się rozumiemy, mamy podobne charaktery, jesteśmy też dobrani w łóżku. Miał wybrać i wybrał - żonę. Nie widzę już sensu w życiu. Nie chcę być już sam. Myślałem, że wymarzona praca terapeuty schematów wypełni mi pustkę, ale nie zapowiada się. Nie potrafię pojąć, że spotkałem kogoś idealnie dobranego i ta osoba mnie nie chce. Nienawidzę spotykanych na ulicach par. Nawet nie wiedzą, że mają supermoc. Moje życie nie ma żadnego sensu. Lubię dowiadywać się nowych rzeczy, ale co z tego, na nikogo to nie wpływa. Nikt mi nie towarzyszy. Nie robi żadnej różnicy, że codziennie wstaję z łóżka. Teraz szukam pracy po przeprowadzce i telefon milczy. Zrobiłem bardzo dobre CV, a potem jeszcze rozmowa nie do przejścia - utrzymuj kontakt wzrokowy, nawiąż small talk, spraw wrażenie sympatycznego, zadawaj pytania. Czuję, że nie ma dla mnie miejsca na tym świecie, od zawsze. Miałem próbę w grudniu, ale niestety przeżyłem. Nie wiem po co. Pierwszy raz próbowałem się zabić w 6. klasie podstawówki, potem w gimnazjum. Nikt tego nie widział, zawsze planuję tak, by nikt mi nie przeszkodził i sam muszę siebie przekonać, że to moje jedyne życie i póki żyję coś może się zmienić. Nie wierzę, że uda mi się uzbierać na terapię i wyzdrowieć. Nie wierzę już w miłość. Czuję się tak potwornie sam. Zostawiłem większość przyjaciół we Wrocławiu, łatwo było ich poznać przez studia, a w Łodzi mam zaoczne i jest trudniej. Cieszę się, że nie mam przerwy w studiach, ale tryb podoba mi się mniej - nie da się żyć studiami. To jedyna dziedzina w życiu jaka mi wychodzi. Nie wiem jakie mam pytanie, i tak na dniach się zabiję wreszcie, bo nie mogę znieść tej samotności i pustki.
Jestem czujna wobec reakcji innych, czuję się odrzucana - czy to cecha, jak sobie pomóc?
Zauważyłam, jak i rodzice zwrócili uwagę, że bardzo skupiam się na jakiś reakcjach, minach, słowach, albo nawet jakimś spojrzeniu u innych osób i od razu uważam je za negatywne, że ta osoba mnie nie lubi, albo jest zła. Zazwyczaj nie są to zachowania pozytywne, a wręcz okazują nienawiść. Często moje obserwacje nie są prawdą, a ja chciałabym się dowiedzieć, dlaczego tak bardzo zwracam uwagę na zachowania okazujące wobec mnie niechęć i jeśli się da, to tego pozbyć. Jeśli to może być jakaś wskazówka - odkąd pamiętam jestem odrzucana przez ludzi. Nie mam pojęcia dlaczego, pytałam kilku osób czy mam jakąś cechę charakteru, która może na to wpływać, ale niczego się nie dowiedziałam.
cPTSD hero

cPTSD - czym charakteryzuje się złożony zespół stresu pourazowego? Jak go leczyć?

cPTSD charakteryzuje się długotrwałymi skutkami chronicznej, powtarzalnej traumy. Złożone PTSD dotyka znaczną część populacji, głęboko wpływając na codzienne funkcjonowanie. Dowiedz się więcej o zaburzeniu i leczeniu!