
- Strona główna
- Forum
- psychoterapia, zaburzenia nastroju, związki i relacje
- Czy terapia może...
Czy terapia może pomóc partnerowi w nawiązaniu bliskiej relacji?
Kobieta
Edyta Kotula
To możliwe, że ten mężczyzna odczuwa uczucia, ale z różnych powodów ma trudność z bliskością, zaangażowaniem i rozpoznawaniem własnych emocji. Jednocześnie nie da się odpowiedzialnie przewidzieć, czy terapia „odblokuje” jego uczucia wobec Pani ani czy w przyszłości będzie potrafił stworzyć z Panią satysfakcjonującą relację.
Z tego, co Pani opisuje, widzę jednak, że ta sytuacja jest dla Pani bardzo obciążająca emocjonalnie. Od wielu miesięcy próbuje Pani zrozumieć jego zachowanie, a jednocześnie mierzy się z niepewnością, oczekiwaniem i nadzieją. Dlatego warto zadbać również o siebie i przyjrzeć się temu, czego Pani potrzebuje w relacji oraz jak ta znajomość wpływa na Pani samopoczucie.
Pozdrawiam serdecznie.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Ryszard Salmanowicz
Odpowiem może bardziej "oschle" niż kazałby typowy kontekst porad psychologicznych - ale robię to, znając te dynamiki wyjątkowo dobrze.
Podstawą zasadą w ocenie ludzi, czy to rozumiem czy sercem, jest patrzeć na to, co robią, nie to co mówią. Kiedy wykreślimy z Pani wypowiedzi, jego słowa, sprawa jest czarnobiała: nie, nie kocha i nie ma szans, żeby kochał. Głównym problemem, ogólnie w naszej kulturze, ale też w kulturze terapeutycznej, jest wstrzymywanie się od zdroworozsądkowych, silnych opinii tego typu. Sprawia to, że wiele ludzi marnuje połowę swojego życia angażując się w życie romantyczne, którego tak naprawdę nie ma - bo nie jest w stanie przewartościować sobie samemu sobie, czym jest miłość.
Gdy ktoś kogoś kocha, albo chociaż daży głębokim szacunkiem, który jest wymogiem późniejszej miłości romantycznej - niemożliwe jest, żeby tak się zachowywał. Nie ma tutaj mowy o tym, że ktoś jest niegotowy, itp. Szczera empatia i otwartość wyklucza tego typu manipulacje językowe, które Pani opisała. Szacunek i miłość jest czymś łatwym, niewymagającym, żadnej pracy. W naszej kulturze niestety, przyjmuje się inny model - taki, w którym miłość romantyczna jest jakimś plastycznym zasobem, gdzie można kogoś "przeczekać" lub "przegadać", żeby nas kochał. Czy to romantycznie, czy jako rodzic, czy jako cały świat.
Odpowiedzią na Pani problem, piszę to z wielkim przekonaniem, a jednocześnie z świadomością, że to może być kontrowersyjna, silna opinia: jest skupienie się na sobie i przeanalizowanie dogłębnie czemu w ogóle zahaczenia własnej wartości spoczywają na obiekcie (tak to się mówi w teorii psychologicznej), które ewidentnie, jest dla Pani raniący.
Anna Dębska
Dzień dobry,
rozumiem, że ta sytuacja budzi w Pani wiele pytań, nadziei, ale też niepewności. Z tego, co Pani opisuje, wydaje się, że ten mężczyzna sam dostrzega trudność w tworzeniu bliskich relacji i angażowaniu się emocjonalnie. To ważne, że potrafił o tym powiedzieć i że rozważa skorzystanie z pomocy psychologicznej. Jednocześnie warto zachować ostrożność w interpretowaniu jego zachowań. Nie jestem w stanie stwierdzić i nikt nie jest, czy kochał Panią, czy wypiera swoje uczucia, ani czy w przyszłości będzie potrafił pokochać. Takie odpowiedzi zna tylko on sam, a czasem nawet osoba przeżywająca trudności emocjonalne nie ma do nich pełnego dostępu. Możliwe jest, że terapia pomoże mu lepiej rozumieć własne emocje, potrzeby, sposób budowania relacji oraz rozumienie czym jest miłość i co oznacza kochanie kogoś. Terapia może prowadzić do większej bliskości z samym sobą i innymi ludźmi, ale nie daje gwarancji, że konkretna relacja rozwinie się w określonym kierunku. Pomocne mogą być m.in. terapia skoncentrowana na schematach, terapia skoncentrowana na emocjach i psychoterapia psychodynamiczna,
Zastanawiam się również, co dla Pani oznacza ta relacja. Opisuje Pani wiele wysiłku wkładanego w zrozumienie jego zachowania i szukanie sposobów pomocy. Warto jednocześnie pamiętać o swoich potrzebach. Niezależnie od przyczyn jego trudności, doświadczała Pani częstych zniknięć, niepewności i braku kontaktu, co było dla Pani bolesne. Najbardziej pomocne może być wspieranie go w poszukiwaniu profesjonalnej pomocy, jeśli sam będzie tego chciał. Nie ma jednak możliwości, aby druga osoba „odblokowała” czyjeś uczucia własnym zaangażowaniem, cierpliwością czy miłością. To proces, który może przejść wyłącznie on sam.
Być może równie ważnym pytaniem jak „czy on będzie umiał mnie jeszcze pokochać?” są pytania: „czy sposób, w jaki ta relacja wygląda obecnie, jest dla mnie wystarczający i bezpieczny emocjonalnie?” oraz „co sprawia, że tak bardzo angażuję się w kogoś, kto od początku jest emocjonalnie niedostępny?”.
Życzę powodzenia, w szczególności w zadbaniu o siebie.
Z pozdrowieniami,
Anna Dębska
Joanna Michałek
Dzień dobry,
jeśli poznany mężczyzna deklaruje, że chciałby porozmawiać z psychologiem to dobrze byłoby się skupić na tym teraz.
Tu na portalu znajdziecie mnóstwo specjalistów. Dobrze byłoby aby mężczyzna sam wybrał.
Co do odpowiedzi na twoje pytania to będzie ciężko. Wszystko się może zdarzyć. Nie mamy informacji co się wydarzyło w życiu mężczyzny, że tak się zachowuje.
To trudne dla ciebie, ale pamiętaj, że to nie ma nic wspólnego z tobą, niczym nie zawiniłaś. Jeśli masz taką potrzebę to może też umów się na wizytę ze specjalistą żeby omówić twoje emocje.
Powodzenia!
Monika Niemczyk
Witaj,
to co opisujesz jest trudne dla was obojga. Na pewno wizyta u dobrego psychologa to dobry pierwszy krok. Przyczyny takiego zachowania u Twojego znajomego mogą być różne i dobre rozeznanie stanu zdrowia i stanu psychicznego pomoże nakreślić dalsze kroki leczenia. Terapia, owszem, prawdopodobnie, ale jaka będzie to forma leczenia to zależeć będzie od diagnozy prawdopodobnych przyczyn.
Niektórym osobom, okazywanie uczuć może sprawiać ogromną trudność i zmian nie można pośpieszać, ale z tego co piszesz to wasza relacja jest dobra i mimo trudności on nadal podejmuje wysiłek żeby się spotykać.
Wspaniałe jest też to, że zauważyłaś go i jego zmagania i, że jesteś przy nim i chcesz wspierać i to jest dobry początek. Wszystkiego Dobrego.
Katarzyna Świdzińska
Dzień dobry,
Słyszę w tej historii dużo troski, nadziei i jednocześnie dużo niepewności.
To, co powiedział ten mężczyzna, może świadczyć o trudnościach w budowaniu bliskich relacji i przeżywaniu więzi, ale nikt z zewnątrz nie jest w stanie odpowiedzieć, czy Panią kochał, czy „wypierał uczucia”, gdy był sam. To są hipotezy, których nie da się zweryfikować.
Zwróciłabym uwagę na coś innego. Przez pół roku doświadczała Pani głównie jego nieobecności, znikania, przekładania spotkań i braku kontaktu. Rozumiem, że chciałaby Pani znaleźć wyjaśnienie tego zachowania, ale warto też zauważyć, jak wpływało ono na Panią i Pani potrzeby.
Terapia rzeczywiście może pomóc człowiekowi lepiej rozumieć siebie, swoje emocje i budować bliższe relacje. Nie jest jednak sposobem na zagwarantowanie, że ktoś zacznie tęsknić, zaangażuje się lub pokocha konkretną osobę. Tego niestety nie da się przewidzieć.
Mam wrażenie, że obecnie więcej energii poświęca Pani na pytanie „Jak mogę mu pomóc?”, niż na pytanie „Czy ta relacja daje mi to, czego potrzebuję?”. A to drugie pytanie jest równie ważne.
Może Pani okazywać wsparcie, życzliwość i zrozumienie, ale nie jest Pani odpowiedzialna za jego terapię ani za „odblokowanie” jego uczuć. Czasem największą pomocą jest pozostawienie drugiej osobie odpowiedzialności za własny rozwój.
Proszę pamiętać, że zasługuje Pani na relację, w której nie trzeba domyślać się przez wiele miesięcy, czy jest się ważną dla drugiej strony.
Pozdrawiam,
Katarzyna Świdzińska, Psycholog
Katarzyna Rembecka (Roguska)
Dzień dobry,
to co Pani opisuje brzmi jak pozabezpieczny styl przywiązania u tego mężczyzny. Warto poczytać o tym w Internecie, np. tutaj.
Jak najbardziej można nad tym pracować w psychoterapii, ale wymaga to sporej determinacji ze strony osoby, której problem dotyczy, oraz raczej długoterminowej psychoterapii w nurcie, który skupia się na przywiązaniu - czyli np. psychoterapii schematu lub psychodynamicznej.
Jeśli chodzi o Pani wątpliwości i to, że mężczyzna wcześniej mówił co innego, a teraz co innego - warto wziąć pod uwagę, że ludzie czasem mówią to, co druga osoba chce usłyszeć, aby jej nie rozczarować. Ich uczucia i emocje mogą się też zmieniać na przestrzeni czasu. Osoby z takimi trudnościami w przywiązania często same się czują zagubione w tym, co czują, czego pragną od relacji.
To co ważne - nie jest Pani w stanie pomóc temu mężczyźnie, jeśli on tego nie będzie chciał. Co więcej - nie może Pani chcieć bardziej od niego, bo Pani przesadne zaangażowanie może paradoksalnie jeszcze bardziej go oddalać od Pani ze względu na jego trudności z przywiązaniem.
Jeśli to jest też jakiś powtarzający się schematu u Pani - że angażuje się Pani po raz kolejny w relacje z kimś, kto nie jest pewien, czy chce się zangażować lub jest niestały w deklaracjach - być może warto również w Pani przypadku rozważyć psychoterapię indywidualną i poprzyglądać się temu, co takiego w Pani się dzieje, że angażuje się Pani w relacje w mężczyznami, który są mniej zaangażowani.
Z poważaniem,
Katarzyna Rembecka
Klaudia Tomczak
Dzień dobry,
To co Pani opisuje może wskazywać na unikowy styl przywiązania (w przypadku Pana). W takim przypadku ważna jest terapia ale też wsparcie dla Pani. Pytanie co to dla Pani robi i jak się Pani z tym czuje kiedy on się "oddala"? Czy może przywołuje to jakieś lęki z dzieciństwa albo pojawiają się niezrozumiałe emocje? Często nowe relacje otwierają przed nami schematy, z których wcześniej nie zdawaliśmy sobie sprawy i których nie do końca rozumiemy. Na pewno warto udać się do psychologa, który pomoże je zrozumieć i nazwać. A także da bezpieczną przestrzeń na wyrażenie emocji.
Pozdrawiam serdecznie.

Zobacz podobne
Witam wszystkich, jestem tutaj nowy. Byłem w burzliwym związku 2 lata, 3 razy się rozchodziliśmy. Ja za każdym razem zabiegałem, starałem się. Czasami angażuję się za bardzo. Brałem wszystko na siebie, robiłem źle. Pomiędzy nami było 9 lat różnicy. Ostatnio usłyszałem, że ja jestem stary, a ona młoda, może się bawić.
Zaczęły się w związku koleżanki, uciekanie od spotkań. Jeśli się pytałem, kiedy się widzimy – „nie wiem”. Wiele pretensji, że mi dużo nie pasuje, że to moja wina, że wiele słów usłyszała z mojej strony i nie potrafi już na mnie patrzeć. Szczerze – nigdy nic głupiego nie powiedziałem, tylko czasami coś żartem czy zgryźliwie, ale to na tyle, mieliśmy dystans.
Ostatnio non stop wychodziła ze znajomymi. Nawet nie widziałem, że ma taką toksyczną koleżankę, która nią kieruje. Słyszałem, że jestem nienormalny, że w żartach jest drugie dno, że wyliczam jej pieniądze na każdym kroku. Nigdy takiego czegoś nie było. Jedynie żartem: „Dzisiaj ty stawiasz?” czy „Policzymy się za paliwo?”. I tak – ona bez problemu zawsze płaciła, bo wiedziała, że to tylko sarkazm.
Starałem się, jak mogłem, zabiegałem. Ona zawsze w stronę znajomych – że mają lepiej, że inaczej ją traktują. Ta znajoma, którą poznała, tak „fajna”, żeruje na niej. Widziałem na relacjach – bawi się na całego, kolacje, imprezy. Z otoczenia wiem, że ta osoba po prostu nie ma znajomych, nikt nie chce z nią utrzymywać kontaktu, bo patrzy tylko na swoje cztery litery.
Wszystko – żarty, starania się, nawet jak coś nie było tak – gdy chciałem porozmawiać, była odpowiedź, że „ze mną się nie da”. Mam jej zniknąć z życia, bo się przy mnie męczy. Znajdzie sobie takiego, co spełni jej każde oczekiwania, a ja mam znaleźć taką, co ich nie ma.
Zawsze byłem prawy, nigdy nic nie chciałem – żadnych pieniędzy, nawet od rodziny za jakieś usługi. Mówiłem szczerze wszystko, ale ona odebrała to tak, jakbym ciągle jej coś wypominał. Usłyszałem nawet, że bronię jej się spotykać z rodziną, ale nigdy tak nie było. Nawet zaczęła mieć o to problem, gdy spytałem się, co po spotkaniu.
Pretensje, że pytam, jak się ubiera, że nie jest wyspana... Po prostu zauważyłem, że na siłę szuka powodu, by mnie rzucić. Nawet jechałem prawie 100 km do restauracji dzień przed zerwaniem. Zażartowałem coś tam i mówiłem, że po drodze jest kilka fajnych restauracji. Ona: „Nie, tam jedziemy”. Mówię: „Okej”. Gadaliśmy o pracy i w ogóle, a ona wszystko brała tak do siebie, że niby ją maltretuję, ubliżam jej na każdym kroku.
Napisała mi w nocy, że to się wypaliło, nie chce tak żyć i mam zniknąć z jej życia. Zostałem zablokowany wszędzie, a ona szuka atencji u facetów.
Może tutaj się wydawać, że jestem aż takim złym człowiekiem, ale każdemu, kto pyta i komu mówię prawdę, odpowiadam – to było szukanie pretekstu, by mnie rzucić. Usłyszałem jeszcze, że gdyby nie ja, to byśmy tam nie pojechali. Nie wiem, co myśleć. Za każdym razem łapie moje słowa, wyciąga coś głupiego, co powiem pod nosem, a ile ja przeszedłem, wspierałem, byłem na każde skinienie palca – nawet o 2 w nocy – tego już nie pamięta. Tylko: „No nikt ci nie kazał”.
I usłyszałem, że rzyga moimi spekulacjami, moimi rozmowami i całą moją osobą. Mam nie próbować z nią nawet pogadać, wyjaśnić, powiedzieć prawdę, bo nigdy nie chciałem jej urazić. Mieliśmy dystans w wiadomościach, a ona nagle, że się wypaliło. Próbujemy od 2 lat i nie wychodzi.
Ale za każdym rozpadem są znajomi. Każdy zauważył, że im mniej się szanują i starają, tym jakoś im wychodzi. Czasami czułem się w tym związku, jakbym był sam.
