- Strona główna
- Forum
- rozwój i praca
- Jak poradzić sobie...
Jak poradzić sobie z niechęcią do pracy w toksycznym środowisku?
Witam, w zeszłym roku razem z mężem przeprowadziliśmy się w nowe miejsce. Jako, że pracuje w dużej korporacji zostałam przeniesiona na oddział znajdujący się niedaleko mojego nowego miejsca zamieszkania. W poprzednim oddziale w pracy była bardzo rodzinna atmosfera, wszyscy się trzymali razem. Tutaj niestety trzeba bardzo uważać na ludzi, stado hien, które obgada cię, gdy tylko wyjdziesz z pokoju. Opiekun tego oddziału mam wrażenie, że tylko czeka aż powinie mi się noga, od początku dał mi to odczuć. Aktualnie jestem drugi tydzień na zwolnieniu lekarskim z powodu choroby. Ale od poniedziałku powinnam wrócić do pracy. Mam ogromną niecheć do tej pracy. Codziennie wstając starałam się nie płakać, że znowu muszę tam iść. Nawet będąc chorą i gdy ledwo mogłam mówić to codziennie musieli dzwonić z praktycznie tymi samymi pytaniami. Czare przelało, gdy zadzwonił współpracownik zapytać gdzie są dokumenty, bo ich nie widzi. A leżały centralnie na środku mojego biurka. Mam wrażenie, że było to złośliwe. Mąż namawia mnie na wizytę u psychiatry i wzięcie zwolnienia od niego i szukanie nowej pracy, ale ja nie jestem przekonana. Nie wiem co robić, nie chcę mieć kontroli ZUS od firmy (mimo że nie mam nic do ukrycia). Ale z drugiej strony mam poczucie, że powinna iść do pracy i robić to co do mnie należy. Proszę o poradę.
Anonimowa
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry Pani,
Zmiana oddziału zabrała Pani coś bardzo ważnego, czyli poczucie bezpieczeństwa i przewidywalność, a w zamian pojawiła się czujność, napięcie i doświadczenie bycia ocenianą, co przy codziennym chodzeniu do pracy może szybko doprowadzić do przeciążenia. To, że mimo choroby odbierała Pani telefony i próbowała odpowiadać, pokazuje dużą odpowiedzialność i wytrwałość, a jednocześnie sygnalizuje, że granice między pracą a zdrowieniem są teraz zbyt łatwo naruszane. W takiej sytuacji priorytetem jest Pani stan psychiczny i fizyczny, bo dopiero z tej bazy można sensownie zdecydować, czy wraca Pani do tego środowiska, czy potrzebuje Pani czasu na regenerację i zmianę.
Jeśli mąż sugeruje psychiatrę, warto potraktować to jako formę profesjonalnego zabezpieczenia Pani zdrowia, a nie „przesadę”. Zwolnienie lekarskie ma sens wtedy, gdy faktycznie daje Pani przestrzeń, żeby wrócić do równowagi, a nie tylko odsunąć w czasie powrót w identyczne warunki.
Warto, żeby obserwowała Pani, co choć minimalnie pomaga Pani wytrwać i nie pogarszać sytuacji, bo to są Pani zasoby, na których da się budować dalsze decyzje i plan działania.
W tym wszystkim nie musi Pani wybierać między skrajnościami, bo da się jednocześnie zadbać o zdrowie, wprowadzać drobne usprawnienia i spokojnie przygotowywać alternatywę, aż decyzja stanie się dla Pani bardziej oczywista.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Katarzyna Drążkowska
Dziękuję, że tak szczerze opisała Pani swoją sytuację. To, co Pani przeżywa, brzmi jak duże obciążenie emocjonalne, które ma swoje przyczyny: zmiana miejsca, utrata znanego, wspierającego środowiska i znalezienie się w nowym, w którym - jak Pani opisuje - nie ma Pani poczucia bezpieczeństwa i przynależności. To normalne, że pojawia się lęk, niechęć i codzienne napięcie.
Z tego, co Pani pisze odnoszę wrażenie, że to nie charakter pracy, a Pani układ nerwowy woła o uwagę. On jest teraz w trybie ciągłego zagrożenia. Kiedy tak jest, świat - ludzie, sytuacje, intencje innych - mogą być odbierane jako bardziej wrogie, niż są w rzeczywistości. To nie znaczy, że Pani doświadczenia są „nieprawdziwe”, ale że napięcie i lęk mogą je dodatkowo wzmacniać. Rozmowa z psychiatrą lub psychologiem nie jest oznaką słabości, ale formą zadbania o siebie - o to, żeby mieć bezpieczną przestrzeń do pracy z lękiem i podjęcia decyzji w większym spokoju, a nie z miejsca przeciążenia. Zwolnienie lekarskie bywa czasem nie ucieczką, ale chwilą na złapanie oddechu i odzyskanie kontaktu ze sobą. A to jest najważniejsze.
W dalszej kolejności - jeśli będzie Pani miała na to zasoby, warto rozważyć spokojną rozmowę z przełożonym o tym, jak się Pani czuje i z czym się mierzy. Na co dzień pracuję z liderami z wielu korporacji. Świadome przywództwo zakłada troskę o pracownika - nie każdy lider widzi, co się dzieje, dopóki ktoś tego nie nazwie. Powiem więcej -lider też miewa lęki i frustracje, to bardzo samotna i odpowiedzialna rola. Kiedy u Pani potrzeba przynależności bierze górę, zwłaszcza w sytuacji wejścia w nową społeczność zawodową, naturalnym jest skłonność do łagodzenia swojego zdania, nie zgłaszania wątpliwości, nie stawiania granic, unikania konfliktu i szczerego feedbacku. Nie dlatego, że jest Pani „niedoświadczona" czy „mało zaangażowana". Tylko dlatego, że układ nerwowy mówi: „lepiej nie ryzykuj, dopasuj się, więź jest ważniejsza." Z perspektywy neurobiologii to logiczne. Przynależność oznacza bezpieczeństwo, a bezpieczeństwo = przetrwanie. Tylko że w dłuższej perspektywie ten wybór kosztuje: spadek zaangażowania, frustrację, wycofanie, wypalenie, „cichą rezygnację". Niewykluczone, że to, co się obecnie dzieje w Pani życiu, jest jednym z tych symptomów.
Widzę w Pani dużo odpowiedzialności i lojalności wobec pracy, ale chciałabym zaprosić Panią do sprawdzenia, gdzie w tym wszystkim jest miejsce na Pani dobrostan. To nie jest kwestia odnalezienia siły na "trudne, choć znane" a zmiany postawy przy uważnym zasobnym towarzyszeniu kogoś, kto Panią wesprze. Wysyłam dobre myśli.
Natalia Przybylska
Dzień dobry,
Sytuacja, w której myśl o pracy budzi tak silny opór, że wywołuje płacz i poczucie osaczenia, wskazuje na bardzo wysoki poziom stresu. To, co Pani opisuje – telefony podczas choroby czy ignorowanie dokumentów leżących na biurku – to konkretne zachowania, które naruszają Pani granice i utrudniają regenerację. Decyzja o wizycie u psychiatry lub szukaniu nowej pracy to wybór między próbą adaptacji do obecnych warunków a zmianą otoczenia, które Pani nie służy. Obawa przed kontrolą z ZUS jest zrozumiała, nikt nie lubi być sprawdzany nawet gdy nie ma nic do ukrycia, jednak z medycznego punktu widzenia stan Pani zdrowia psychicznego pod wpływem stresu w pracy jest prawdopodobnie (to oczywiście zależy od lekarza) wystarczającą podstawą do zwolnienia. Prosze pamiętać, że lekarz ocenia Pani stan, a nie Pani „wywiązywanie się z obowiązków”. Warto też pomyśleć o tym, że zwolnienie, nawet na 3 miesiące czy pół roku nie musi od razu oznaczać szukania nowej pracy - można ten czas wykorzystać na regenerację i nauczenie się radzenia sobie ze stresem. Może pani też zadać sobie pytanie - to poczucie o którym wspomina pani na końcu - w przypadku gdy Pani „wróci do pracy i będzie robić co do Pani należy”, czy to będzie miało dla Pani jakiekolwiek pozytywne konsekwencje? A może mogą pojawić się jakieś negatywne? Czasami takie wypisanie plusów i minusów danego rozwiązania pomaga podjąć decyzję.
Życzę wszystkiego dobrego!
Natalia Przybylska
Agata Brzozowska
To co Pani opisuje, wygląda na silną reakcję stresową na nowe, odbierane jako wrogie środowisko pracy. Codzienny płacz przed wyjściem, napięcie od rana, poczucie bycia obserwowaną i ocenianą – to sygnały przeciążenia, których nie warto ignorować.
W podejściu poznawczo-behawioralnym kluczowe jest rozróżnienie: faktów (np. ktoś zadzwonił z pytaniem),
od interpretacji („zrobili to złośliwie”). Oczywiście jest to bardzo trudne w momencie dużego przeciążenia psychicznego i zmęczenia.
W stanie silnego napięcia mózg ma tendencję do wybierania najbardziej zagrażającej wersji wydarzeń.
Jeśli objawy są nasilone (płacz, lęk, wyczerpanie), konsultacja z psychiatrą nie jest przesadą, tylko formą dbania o zdrowie. Zwolnienie lekarskie ma sens wtedy, gdy realnie nie jest Pani w stanie funkcjonować bez pogorszenia stanu psychicznego. Lęk przed kontrolą ZUS zwykle jest wyobrażeniowy – jeśli zwolnienie jest zasadne, nie ma podstaw do obaw.
Proszę zadać sobie jedno konkretne pytanie: czy to przejściowy stres adaptacyjny, czy środowisko, które długofalowo będzie Panią niszczyć?
Odpowiedzialność to nie tylko „zacisnąć zęby”, ale też umieć podjąć decyzję, która chroni Pani zdrowie.
Łukasz Dyłka
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, brzmi jak silne przeciążenie, a nie „lenistwo” czy unikanie obowiązków. Jeśli człowiek codziennie przed pracą walczy z płaczem, a sama myśl o powrocie wywołuje napięcie, to organizm daje wyraźny sygnał, że coś jest nie tak.
Zmiana miejsca pracy to często duży stres. Do tego dochodzi atmosfera nieufności, poczucie bycia ocenianą, brak wsparcia. Jeśli od początku czuła Pani, że ktoś „czeka na potknięcie”, to trudno pracować spokojnie. Takie środowisko potrafi szybko podkopać poczucie bezpieczeństwa.
Co do zwolnienia od psychiatry – to nie jest „ucieczka”, jeśli rzeczywiście Pani zdrowie psychiczne jest nadwyrężone. To forma leczenia i regeneracji. Kontrole ZUS zdarzają się, ale jeśli zwolnienie jest zasadne i stosuje się Pani do zaleceń, nie ma się czego obawiać.
Z drugiej strony, warto zadać sobie pytanie: czy problemem jest tylko zmęczenie po chorobie i chwilowy kryzys, czy to miejsce pracy rzeczywiście jest dla Pani toksyczne? Jeśli już teraz myśl o powrocie wywołuje tak silną reakcję, to sygnał, że sytuacja trwa za długo.
Może warto rozważyć trzy kroki:
Konsultacja z psychiatrą lub psychologiem – nie od razu po zwolnienie, ale żeby ocenić, w jakim stanie Pani jest.
Powrót do pracy na krótki czas z jasnym planem: obserwuję, nie angażuję się emocjonalnie, szukam nowej pracy równolegle.
Jeśli objawy nasilą się po powrocie, wtedy decyzja o zwolnieniu i skupieniu się na zmianie pracy.
Nie ma obowiązku „wytrzymywać za wszelką cenę”. Praca nie powinna codziennie doprowadzać do łez.
Najważniejsze pytanie brzmi: czy w tym miejscu ma Pani realną szansę poczuć się bezpiecznie, czy raczej to środowisko z definicji będzie Panią niszczyć?
To nie jest słabość, jeśli wybierze Pani swoje zdrowie.
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Sytuacja, którą Pani opisuje, jest skrajnie obciążająca i nosi znamiona toksycznego środowiska pracy. Reakcja Pani organizmu – płacz przed wyjściem do pracy, ogromna niechęć, somatyzacja stresu – to bardzo wyraźne sygnały alarmowe, których nie wolno ignorować.
Kilka punktów do rozważenia:
Zdrowie to fundament, żadna praca nie jest warta epizodu depresyjnego czy zaburzeń lękowych, które mogą leczyć się latami. Jeśli Pani ciało mówi "nie", warto go posłuchać.
Wizyta u psychiatry to nie porażka, ale skorzystanie z pomocy specjalisty od zdrowia. L4 od psychiatry w takiej sytuacji jest w pełni uzasadnione – Pani jednostką chorobową jest reakcja na ciężki stres w miejscu pracy. To da Pani czas na odzyskanie równowagi i spokojne szukanie nowej pracy.
Strach przed kontrolą ZUS jest częstą obawą, którą toksyczni pracodawcy wykorzystują, by zastraszyć pracownika. Przy L4 od psychiatry, zwolnienie zazwyczaj zawiera zalecenie, że chory może chodzić. Spacer czy wizyta w sklepie nie są podstawą do odebrania świadczenia, a Pani stan zdrowia jest realny.
Proszę zauważyć, że Pani lojalność wobec firmy nie jest odwzajemniana.
Moja porada dla pani - Proszę rozważyć sugestię męża. Odpoczynek od tego środowiska pozwoli Pani spojrzeć na sytuację z dystansem. Konsultacja u psychoterapeuty CBT również byłaby pomocna, aby popracować nad asertywnością i odbudowaniem poczucia własnej wartości, które w takim środowisku szybko ulega niszczeniu.
Wszystkiego dobrego.
Psycholog Bożena Nagórska
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Dziękujemy za wiadomość.Z Pani wiadomości bardzo wyraźnie czuć napięcie i zmęczenie. Zmiana miejsca, utrata wspierającej atmosfery i wejście w środowisko, w którym brakuje zaufania, to ogromne obciążenie. Płacz przed pracą i silna niechęć nie są oznaką słabości, to sygnał, że jest Pani przeciążona. Widzę w Pani konflikt: z jednej strony poczucie obowiązku, z drugiej: potrzeba ochrony siebie. Obie te części są ważne. Warto zapytać siebie: czego teraz bardziej potrzebuję: udowadniania, że dam radę, czy zadbania o swoje zdrowie?
Konsultacja z psychiatrą nie jest ucieczką, tylko formą troski. Zwolnienie może być czasem na złapanie oddechu i spokojne podjęcie decyzji. Lęk przed kontrolą bywa większy niż realne ryzyko.Proszę pomyśleć: czy w obecnym kształcie ta praca Pani służy, czy powoli odbiera spokój i poczucie wartości? Ma Pani prawo wybrać siebie.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Piotr Ziomber
Szanowna Pani. To, co Pani napisała, brzmi obciążająca sytuacja. czyli zmiana miejsca, toksyczna atmosfera, poczucie bycia „na celowniku” i brak szacunku nawet podczas choroby.
To, co Pani opisuje (płacz lub chęć płaczu przed wyjściem do pracy, silna niechęć, napięcie, lęk przed powrotem, poczucie zaszczucia), jest typowe dla silnego stresu zawodowego, czasem już na pograniczu reakcji depresyjno‑lękowej lub wypalenia. Dodatkowo jest Pani po relokacji i zmianie zespołua a to sama w sobie duża zmiana adaptacyjna. Fakt, że nawet na L4 czujesz się kontrolowana, dopytywana i „łapana za słówka”, podtrzymuje stres zamiast dać organizmowi odpocząć.
Ma Pani dwa wewnętrzne głosy. Pierwszy głos to „Muszę iść, to moja odpowiedzialność, nie chcę problemów z ZUS, nie chcę wyglądać jak ktoś, kto ucieka", a drugi głos „Nie dam rady, to mnie niszczy, każda myśl o pracy uruchamia silny opór i cierpienie.”
To klasyczny konflikt między poczuciem obowiązku a potrzebą ochrony siebie.
W takich sytuacjach warto pamiętać iż odpowiedzialność za siebie (w tym zdrowie psychiczne) jest tak samo ważna jak odpowiedzialność zawodowa, a bez zdrowia żadnej pracy długo nie utrzymasz.
Co w takim razie zrobić? Wizyta u psychiatry nie jest deklaracją „nie wracam do pracy nigdy”, tylko zasięgnięciem fachowej opinii o stanie zdrowia i możliwościach funkcjonowania. Jeśli psychiatra uzna, że stan psychiczny wymaga leczenia i zwolnienia, to nie jest „kombinowanie”, tylko korzystanie z narzędzi, jakie daje system ochrony zdrowia.
Kontrola z ZUS to nie kara, tylko element systemu, ale jeśli faktycznie jest stwierdzona jednostka chorobowa (np. zaburzenia lękowe, depresyjne, ostry stres), to ma Pani prawo do zwolnienia lekarskiego. Biorąc pod uwagę opis Pani stanu, wizyta u psychiatry wydaje się rozsądna choćby po to, by nazwać to, co się dzieje (diagnoza / brak diagnozy),
dostać konkretne zalecenia (farmakologiczne lub nie), mieć profesjonalne „oświadczenie”, czy powrót teraz jest bezpieczny.
Może więc Pani przyjąć strategię: „Najpierw konsultacja u psychiatry, a dopiero potem decyzja, czy wracam od poniedziałku, czy potrzebuję dalszego L4.” To zdejmie z Pani część odpowiedzialności i winy, a sama decyzja będzie medyczna”.
Rozumiem lęk przed kontrolą ZUS i stygmatyzacją w firmie. Jeśli lekarz wystawia zwolnienie z powodu realnego stanu zdrowia, to korzysta Pani z prawa, nie nadużywając systemu. Firma może krzywo patrzeć na L4, ale nie jest Pani lekarzem ani sumieniem, a lojalność wobec pracodawcy nie powinna przewyższać lojalności wobec samej siebie. Kontrola ZUS ( jeśli się pojawi), po prostu weryfikuje, czy zwolnienie jest zasadne i przy uczciwości i realnym cierpieniu nie ma Pani czego „naprawiać”, tylko ewentualnie coś wyjaśnić.
Może Pani też umówić się ze sobą: „Jeśli psychiatra da zwolnienie, przyjmuję, że jest ono zasadne i przestaję się samobiczować.”
Proponuję, żebyś rozważyła trzy równoległe kierunki, zamiast stawiać się pod ścianą „wracam albo jestem tchórzem”.
Umówienie wizyty jak najszybciej (NFZ lub prywatnie, jeżeli pani woli).Na wizytę przygotuj listę: objawy (płaczliwość, napięcie, zaburzenia snu, somatyka), sytuacje w pracy, jak długo to trwa, jak wpływa na codzienne funkcjonowanie.
Otwarcie powiedz o lęku przed powrotem i dylemacie dotyczącym zwolnienia lekarskiego.
Proszę założyć, że to „czasowe rozwiązanie”, a nie wyrok na lata.
Proszę ustalić jasne granice w czasie kontaktów z pracodawcą w czasie rekonwalescencji i pamiętać że telefon może Pani odbierać rzadziej, a na pytania o to samo odpowiadać krótko: „To jest w środkowej szufladzie, na środku biurka” i kończyć rozmowę, gdyż nie musisz być Pani zdalną sekretarką podczas choroby; w pracy nie musi być Pani „miła i otwarta” wobec „stada hien”, ale możesz przyjąć neutralny, uprzejmy, ale zdystansowany styl.
Po powrocie proszę obserwować siebie. jeżeli objawy się nasilą (płacz, bezsenność, myśli rezygnacyjne), to kolejny sygnał, że trzeba wrócić do lekarza i poważnie myśleć o zmianie.
To, że dziś jeszcze nie wie Pani, czy odejdzie, nie przeszkadza w robieniu „rozpoznania bojem” w stylu przegląd ofert, rozmowy z zaufanymi osobami, sprawdzenie, czy możliwy jest powrót do innego oddziału lub działu, albo szukania pracy poza obecną firmą.
Sama świadomość, że ma Pani inne opcje, często zmniejsza lęk i poczucie uwięzienia. Widzę u Pani silne poczucie odpowiedzialności i dążenie do „robienia tego, co do mnie należy”, nawet kosztem siebie.
Może Pani spróbować spojrzeć na z innej perspektywy. „Robienie tego, co do mnie należy” obejmuje też „dbanie o siebie tak, żebym miała siły i zdrowie, by pracować jeszcze wiele lat, a nie wypalić się do zera w jednym toksycznym zespole.”L4 od psychiatry, jeśli będzie potrzebne, będzie formą zadbania o siebie, nie ucieczką. Pozostanie w obecnym miejscu pracy za wszelką cenę też jest decyzją, ze swoimi konsekwencjami i nie ma tu neutralnej opcji. Życzę pozytywnego rozwiązania tej sprawy.
Emil Borkowski
Dzień dobry,
Z tego co Pani piszę można odczuć, że frustruję Panią brak granic. Szukanie właściwej odpowiedzi, lecz ciężko powiedzieć jak cenna jest dla Pani obecna praca - co daje - poczucie bezpieczeństwa, a może szansę na rozwój, który Pani jeszcze potrzebuje?
Odebrałem propozycję Pani męża o zmianę jak rodzaj ucieczki - odpuszczenia sobie by nie zmagać się - może Pani poczuła coś podobnego, że odejście było by uznaniem porażki w sobie?
Dużo pytań Pani sobie stawia. Może to z ogólnego chaosu, który jest w Pani - dużo zmian - co jest też naturalne, codziennie podejmujemy decyzję, która jest właściwa na dany moment, a za chwilę szukamy nowej.
Warto dawać sobie szansę na podjęcie tej decyzji, która pozwala czuć - była zgoda z Panią.
Gdyby Pani chciała pogłębić swoje wnętrze zachęcam do konsultacji z psychologiem by zbadać źródło trudności.
Pozdrawiam serdecznie,
Emil Borkowski
Zobacz podobne
hej wszystkim, potrzebuję rady dotyczącej problemu, z którym zmagam się w pracy. Pracuję w zespole, gdzie mamy mix pokoleniowy – są przedstawiciele pokolenia X, Y i Z. coraz częściej widzę, że te różnice prowadzą do konfliktów, szczególnie w podejściu do pracy i komunikacji. Jako osoba z pokolenia Y, często czuję się jak pomiędzy młodymi współpracownikami, którzy uwielbiają elastyczność i nowe tech, a starszymi, co wolą tradycyjne metody działania i hierarchię. Napięcia pojawiają się głównie przy podejmowaniu decyzji i wprowadzaniu nowinek. Starsi koledzy bywają dość sceptyczni w stosunku do technologii, którą młodzi traktują jako coś oczywistego. Czasem czuję, że gram rolę mediatora, szukając kompromisu, ale sam też nie zawsze wiem, jak najlepiej rozgryźć temat. Różnice w stylach komunikacji i oczekiwania dotyczące równowagi między pracą a życiem też dają o sobie znać. Zastanawiam się, jak mogę pomóc nam wszystkim, by ta praca była przyjemniejsza, ponieważ szczerze powiem, że wracając teraz do domu, czuję niezwykłe zmęczenie.
Myślę, że te ciągłe spięcia na to mocno wpływają.
TW: myśli samobójcze
Dzień dobry, Piszę tu, ponieważ nie mam nawet siły szukać pomocy wśród psychologów. Czuję się jakbym była w klatce Myślę, że od lat zmagam się z depresją. Nie wiem nawet, od czego zacząć. Moje poczucie wartości wynosi 0. Ponadto pracuje z moim byłym partnerem (jest moim szefem) i bardzo źle mnie traktuje. Gdy robi coś, co godzi w moją osobę i mnie boli i mu to mówię, to odwraca kota ogonem, że zapewnią mi bardzo dobre warunki do życia (chodzi o zarobki), i że ja niszczę firmę. To jest jego odpowiedź, kiedy mowie, ze coś mnie zabolało. Jestem świadoma, że jest narcyzem i mną manipuluje, ale jestem tak słaba psychicznie i na tyle boję się zmian, że wciąż tkwię w tej firmie. Po pracy chodzimy np.zjeść, a w pracy traktuje mnie czasami jak śmiecia. Ponadto mam wrażenie, że ludzie mnie nie szanują. Pomagam wszystkim i choćbym nie wiem co zrobiła - nie czuję, że jestem szanowana. Potrzebuję pomocy, ponieważ mam myśli samobójcze. Myślę o tym, że jakbym to zrobiła, to całe to uczucie więzienia mnie w końcu opuści. Jestem jak związana. Nie umiem zrobić żadnego kroku, bo nie mam na to siły. Wszystko wydaje mi się nie mieć sensu. Pomocy, ponieważ nie wiem, ile jeszcze tak wytrzymam. Jestem z Warszawy, jeżeli ktoś mnie rozumie, proszę niech napisze tu odpowiedź.
Mam takie różne egzystencjalne rozkminy. Martwi mnie to, że za niedługo skończę 24 lata, a nie jestem jeszcze dojrzała, nie czuję się tak. Oczywiście żyję sobie jak zwykły człowiek, studiuję i dorywczo pracuję, nie mam też ambicji, żeby coś wielkiego osiągnąć w życiu, więc akurat fakt braku większych osiągnięć mi nie przeszkadza. Niby wiem, że moja osobowość się kształtuje, ale jak sobie przypominam 18letnią siebie, to ja mam wrażenie, że niewiele się zmieniłam osobowościowo. W tym pędzie życia czas trochę przecieka mi przez palce, ale nie jestem w stanie go zatrzymać, no i żyć wolniej też ciężko z racji obowiązków. Czasami się zastanawiam, czy życie ma sens, skoro się umiera, a wszystko tak szybko leci. Nie wiem dokładnie, jakie chcę zadać pytanie, ale chciałam się tym podzielić.
