Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak poradzić sobie z niechęcią do pracy w toksycznym środowisku?

Witam, w zeszłym roku razem z mężem przeprowadziliśmy się w nowe miejsce. Jako, że pracuje w dużej korporacji zostałam przeniesiona na oddział znajdujący się niedaleko mojego nowego miejsca zamieszkania. W poprzednim oddziale w pracy była bardzo rodzinna atmosfera, wszyscy się trzymali razem. Tutaj niestety trzeba bardzo uważać na ludzi, stado hien, które obgada cię, gdy tylko wyjdziesz z pokoju. Opiekun tego oddziału mam wrażenie, że tylko czeka aż powinie mi się noga, od początku dał mi to odczuć. Aktualnie jestem drugi tydzień na zwolnieniu lekarskim z powodu choroby. Ale od poniedziałku powinnam wrócić do pracy. Mam ogromną niecheć do tej pracy. Codziennie wstając starałam się nie płakać, że znowu muszę tam iść. Nawet będąc chorą i gdy ledwo mogłam mówić to codziennie musieli dzwonić z praktycznie tymi samymi pytaniami. Czare przelało, gdy zadzwonił współpracownik zapytać gdzie są dokumenty, bo ich nie widzi. A leżały centralnie na środku mojego biurka. Mam wrażenie, że było to złośliwe. Mąż namawia mnie na wizytę u psychiatry i wzięcie zwolnienia od niego i szukanie nowej pracy, ale ja nie jestem przekonana. Nie wiem co robić, nie chcę mieć kontroli ZUS od firmy (mimo że nie mam nic do ukrycia). Ale z drugiej strony mam poczucie, że powinna iść do pracy i robić to co do mnie należy. Proszę o poradę.

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry Pani, 

Zmiana oddziału zabrała Pani coś bardzo ważnego, czyli poczucie bezpieczeństwa i przewidywalność, a w zamian pojawiła się czujność, napięcie i doświadczenie bycia ocenianą, co przy codziennym chodzeniu do pracy może szybko doprowadzić do przeciążenia. To, że mimo choroby odbierała Pani telefony i próbowała odpowiadać, pokazuje dużą odpowiedzialność i wytrwałość, a jednocześnie sygnalizuje, że granice między pracą a zdrowieniem są teraz zbyt łatwo naruszane. W takiej sytuacji priorytetem jest Pani stan psychiczny i fizyczny, bo dopiero z tej bazy można sensownie zdecydować, czy wraca Pani do tego środowiska, czy potrzebuje Pani czasu na regenerację i zmianę.  

Jeśli mąż sugeruje psychiatrę, warto potraktować to jako formę profesjonalnego zabezpieczenia Pani zdrowia, a nie „przesadę”. Zwolnienie lekarskie ma sens wtedy, gdy faktycznie daje Pani przestrzeń, żeby wrócić do równowagi, a nie tylko odsunąć w czasie powrót w identyczne warunki. 

Warto, żeby obserwowała Pani, co choć minimalnie pomaga Pani wytrwać i nie pogarszać sytuacji, bo to są Pani zasoby, na których da się budować dalsze decyzje i plan działania.

W tym wszystkim nie musi Pani wybierać między skrajnościami, bo da się jednocześnie zadbać o zdrowie, wprowadzać drobne usprawnienia i spokojnie przygotowywać alternatywę, aż decyzja stanie się dla Pani bardziej oczywista.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Drążkowska

Katarzyna Drążkowska

Dziękuję, że tak szczerze opisała Pani swoją sytuację. To, co Pani przeżywa, brzmi jak duże obciążenie emocjonalne, które ma swoje przyczyny: zmiana miejsca, utrata znanego, wspierającego środowiska i znalezienie się w nowym, w którym - jak Pani opisuje - nie ma Pani poczucia bezpieczeństwa i przynależności. To normalne, że pojawia się lęk, niechęć i codzienne napięcie.

Z tego, co Pani pisze odnoszę wrażenie, że to nie charakter pracy, a Pani układ nerwowy woła o uwagę. On jest teraz w trybie ciągłego zagrożenia. Kiedy tak jest, świat - ludzie, sytuacje, intencje innych - mogą być odbierane jako bardziej wrogie, niż są w rzeczywistości. To nie znaczy, że Pani doświadczenia są „nieprawdziwe”, ale że napięcie i lęk mogą je dodatkowo wzmacniać. Rozmowa z psychiatrą lub psychologiem nie jest oznaką słabości, ale formą zadbania o siebie - o to, żeby mieć bezpieczną przestrzeń do pracy z lękiem i podjęcia decyzji w większym spokoju, a nie z miejsca przeciążenia. Zwolnienie lekarskie bywa czasem nie ucieczką, ale chwilą na złapanie oddechu i odzyskanie kontaktu ze sobą. A to jest najważniejsze.

W dalszej kolejności - jeśli będzie Pani miała na to zasoby, warto rozważyć spokojną rozmowę z przełożonym o tym, jak się Pani czuje i z czym się mierzy. Na co dzień pracuję z liderami z wielu korporacji. Świadome przywództwo zakłada troskę o pracownika - nie każdy lider widzi, co się dzieje, dopóki ktoś tego nie nazwie. Powiem więcej -lider też miewa lęki i frustracje, to bardzo samotna i odpowiedzialna rola. Kiedy u Pani potrzeba przynależności bierze górę, zwłaszcza w sytuacji wejścia w nową społeczność zawodową, naturalnym jest skłonność do łagodzenia swojego zdania, nie zgłaszania wątpliwości, nie stawiania granic, unikania konfliktu i szczerego feedbacku. Nie dlatego, że jest Pani „niedoświadczona" czy „mało zaangażowana". Tylko dlatego, że układ nerwowy mówi: „lepiej nie ryzykuj, dopasuj się, więź jest ważniejsza." Z perspektywy neurobiologii to logiczne. Przynależność oznacza bezpieczeństwo, a bezpieczeństwo = przetrwanie. Tylko że w dłuższej perspektywie ten wybór kosztuje: spadek zaangażowania, frustrację, wycofanie, wypalenie, „cichą rezygnację". Niewykluczone, że to, co się obecnie dzieje w Pani życiu, jest jednym z tych symptomów.

Widzę w Pani dużo odpowiedzialności i lojalności wobec pracy, ale chciałabym zaprosić Panią do sprawdzenia, gdzie w tym wszystkim jest miejsce na Pani dobrostan. To nie jest kwestia odnalezienia siły na "trudne, choć znane" a zmiany postawy przy uważnym zasobnym towarzyszeniu kogoś, kto Panią wesprze.  Wysyłam dobre myśli.

Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 


Sytuacja, w której myśl o pracy budzi tak silny opór, że wywołuje płacz i poczucie osaczenia, wskazuje na bardzo wysoki poziom stresu. To, co Pani opisuje – telefony podczas choroby czy ignorowanie dokumentów leżących na biurku – to konkretne zachowania, które naruszają Pani granice i utrudniają regenerację. Decyzja o wizycie u psychiatry lub szukaniu nowej pracy to wybór między próbą adaptacji do obecnych warunków a zmianą otoczenia, które Pani nie służy. Obawa przed kontrolą z ZUS jest zrozumiała, nikt nie lubi być sprawdzany nawet gdy nie ma nic do ukrycia, jednak z medycznego punktu widzenia stan Pani zdrowia psychicznego pod wpływem stresu w pracy jest prawdopodobnie (to oczywiście zależy od lekarza) wystarczającą podstawą do zwolnienia. Prosze pamiętać, że lekarz ocenia Pani stan, a nie Pani „wywiązywanie się z obowiązków”. Warto też pomyśleć o tym, że zwolnienie, nawet na 3 miesiące czy pół roku nie musi od razu oznaczać szukania nowej pracy - można ten czas wykorzystać na regenerację i nauczenie się radzenia sobie ze stresem. Może pani też zadać sobie pytanie - to poczucie o którym wspomina pani na końcu - w przypadku gdy Pani „wróci do pracy i będzie robić co do Pani należy”, czy to będzie miało dla Pani jakiekolwiek pozytywne konsekwencje? A może mogą pojawić się jakieś negatywne? Czasami takie wypisanie plusów i minusów danego rozwiązania pomaga podjąć decyzję. 


Życzę wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

Agata Brzozowska

Agata Brzozowska

To co Pani opisuje, wygląda na silną reakcję stresową na nowe, odbierane jako wrogie środowisko pracy. Codzienny płacz przed wyjściem, napięcie od rana, poczucie bycia obserwowaną i ocenianą – to sygnały przeciążenia, których nie warto ignorować.

W podejściu poznawczo-behawioralnym kluczowe jest rozróżnienie: faktów (np. ktoś zadzwonił z pytaniem),

od interpretacji („zrobili to złośliwie”). Oczywiście jest to bardzo trudne w momencie dużego przeciążenia psychicznego i zmęczenia. 

W stanie silnego napięcia mózg ma tendencję do wybierania najbardziej zagrażającej wersji wydarzeń.

Jeśli objawy są nasilone (płacz, lęk, wyczerpanie), konsultacja z psychiatrą nie jest przesadą, tylko formą dbania o zdrowie. Zwolnienie lekarskie ma sens wtedy, gdy realnie nie jest Pani w stanie funkcjonować bez pogorszenia stanu psychicznego. Lęk przed kontrolą ZUS zwykle jest wyobrażeniowy – jeśli zwolnienie jest zasadne, nie ma podstaw do obaw.

Proszę zadać sobie jedno konkretne pytanie: czy to przejściowy stres adaptacyjny, czy środowisko, które długofalowo będzie Panią niszczyć?

Odpowiedzialność to nie tylko „zacisnąć zęby”, ale też umieć podjąć decyzję, która chroni Pani zdrowie.

Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry,

 

to, co Pani opisuje, brzmi jak silne przeciążenie, a nie „lenistwo” czy unikanie obowiązków. Jeśli człowiek codziennie przed pracą walczy z płaczem, a sama myśl o powrocie wywołuje napięcie, to organizm daje wyraźny sygnał, że coś jest nie tak.

 

Zmiana miejsca pracy to często duży stres. Do tego dochodzi atmosfera nieufności, poczucie bycia ocenianą, brak wsparcia. Jeśli od początku czuła Pani, że ktoś „czeka na potknięcie”, to trudno pracować spokojnie. Takie środowisko potrafi szybko podkopać poczucie bezpieczeństwa.

 

Co do zwolnienia od psychiatry – to nie jest „ucieczka”, jeśli rzeczywiście Pani zdrowie psychiczne jest nadwyrężone. To forma leczenia i regeneracji. Kontrole ZUS zdarzają się, ale jeśli zwolnienie jest zasadne i stosuje się Pani do zaleceń, nie ma się czego obawiać.

 

Z drugiej strony, warto zadać sobie pytanie: czy problemem jest tylko zmęczenie po chorobie i chwilowy kryzys, czy to miejsce pracy rzeczywiście jest dla Pani toksyczne? Jeśli już teraz myśl o powrocie wywołuje tak silną reakcję, to sygnał, że sytuacja trwa za długo.

 

Może warto rozważyć trzy kroki:

Konsultacja z psychiatrą lub psychologiem – nie od razu po zwolnienie, ale żeby ocenić, w jakim stanie Pani jest.

Powrót do pracy na krótki czas z jasnym planem: obserwuję, nie angażuję się emocjonalnie, szukam nowej pracy równolegle.

 

Jeśli objawy nasilą się po powrocie, wtedy decyzja o zwolnieniu i skupieniu się na zmianie pracy.

Nie ma obowiązku „wytrzymywać za wszelką cenę”. Praca nie powinna codziennie doprowadzać do łez.

Najważniejsze pytanie brzmi: czy w tym miejscu ma Pani realną szansę poczuć się bezpiecznie, czy raczej to środowisko z definicji będzie Panią niszczyć?

 

To nie jest słabość, jeśli wybierze Pani swoje zdrowie.

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry. 

Sytuacja, którą Pani opisuje, jest skrajnie obciążająca i nosi znamiona toksycznego środowiska pracy. Reakcja Pani organizmu – płacz przed wyjściem do pracy, ogromna niechęć, somatyzacja stresu – to bardzo wyraźne sygnały alarmowe, których nie wolno ignorować.

Kilka punktów do rozważenia:

Zdrowie to fundament, żadna praca nie jest warta epizodu depresyjnego czy zaburzeń lękowych, które mogą leczyć się latami. Jeśli Pani ciało mówi "nie", warto go posłuchać.

Wizyta u psychiatry to nie porażka, ale skorzystanie z pomocy specjalisty od zdrowia. L4 od psychiatry w takiej sytuacji jest w pełni uzasadnione – Pani jednostką chorobową jest reakcja na ciężki stres w miejscu pracy. To da Pani czas na odzyskanie równowagi i spokojne szukanie nowej pracy.

Strach przed kontrolą ZUS jest częstą obawą, którą toksyczni pracodawcy wykorzystują, by zastraszyć pracownika. Przy L4 od psychiatry, zwolnienie zazwyczaj zawiera zalecenie, że chory może chodzić. Spacer czy wizyta w sklepie nie są podstawą do odebrania świadczenia, a Pani stan zdrowia jest realny.

Proszę zauważyć, że Pani lojalność wobec firmy nie jest odwzajemniana.

Moja porada dla pani - Proszę rozważyć sugestię męża. Odpoczynek od tego środowiska pozwoli Pani spojrzeć na sytuację z dystansem. Konsultacja u psychoterapeuty CBT również byłaby pomocna, aby popracować nad asertywnością i odbudowaniem poczucia własnej wartości, które w takim środowisku szybko ulega niszczeniu.

Wszystkiego dobrego.

Psycholog Bożena Nagórska

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za wiadomość.Z  Pani wiadomości bardzo wyraźnie czuć napięcie i zmęczenie. Zmiana miejsca, utrata wspierającej atmosfery i wejście w środowisko, w którym brakuje zaufania, to ogromne obciążenie. Płacz przed pracą i silna niechęć nie są oznaką słabości, to sygnał, że jest Pani przeciążona. Widzę w Pani konflikt: z jednej strony poczucie obowiązku, z drugiej: potrzeba ochrony siebie. Obie te części są ważne. Warto zapytać siebie: czego teraz bardziej potrzebuję: udowadniania, że dam radę, czy zadbania o swoje zdrowie?

Konsultacja z psychiatrą nie jest ucieczką, tylko formą troski. Zwolnienie może być czasem na złapanie oddechu i spokojne podjęcie decyzji. Lęk przed kontrolą bywa większy niż realne ryzyko.Proszę pomyśleć: czy w obecnym kształcie ta praca Pani służy, czy powoli odbiera spokój i poczucie wartości? Ma Pani prawo wybrać siebie.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

  Szanowna Pani. To, co Pani napisała,  brzmi obciążająca sytuacja. czyli zmiana miejsca, toksyczna atmosfera, poczucie bycia „na celowniku” i brak szacunku nawet podczas choroby.

To, co Pani opisuje (płacz lub chęć płaczu przed wyjściem do pracy, silna niechęć, napięcie, lęk przed powrotem, poczucie zaszczucia), jest typowe dla silnego stresu zawodowego, czasem już na pograniczu reakcji depresyjno‑lękowej lub wypalenia. Dodatkowo jest Pani po relokacji i zmianie zespołua a  to sama w sobie duża zmiana adaptacyjna. Fakt, że nawet na L4 czujesz się kontrolowana, dopytywana i „łapana za słówka”, podtrzymuje stres zamiast dać organizmowi odpocząć.

Ma Pani dwa wewnętrzne głosy. Pierwszy głos to „Muszę iść, to moja odpowiedzialność, nie chcę problemów z ZUS, nie chcę wyglądać jak ktoś, kto ucieka", a drugi głos „Nie dam rady, to mnie niszczy, każda myśl o pracy uruchamia silny opór i cierpienie.”

To klasyczny konflikt między poczuciem obowiązku a potrzebą ochrony siebie.
W takich sytuacjach warto pamiętać iż odpowiedzialność za siebie (w tym zdrowie psychiczne) jest tak samo ważna jak odpowiedzialność zawodowa, a bez zdrowia żadnej pracy długo nie utrzymasz.

Co w takim razie zrobić? Wizyta u psychiatry nie jest deklaracją „nie wracam do pracy nigdy”, tylko zasięgnięciem fachowej opinii o stanie zdrowia i możliwościach funkcjonowania. Jeśli psychiatra uzna, że stan psychiczny wymaga leczenia i zwolnienia, to nie jest „kombinowanie”, tylko korzystanie z narzędzi, jakie daje system ochrony zdrowia.

Kontrola z ZUS to nie kara, tylko element systemu, ale jeśli faktycznie jest stwierdzona jednostka chorobowa (np. zaburzenia lękowe, depresyjne, ostry stres), to ma Pani prawo do zwolnienia lekarskiego. Biorąc pod uwagę opis Pani stanu, wizyta u psychiatry wydaje się rozsądna choćby po to, by nazwać to, co się dzieje (diagnoza / brak diagnozy),

dostać konkretne zalecenia (farmakologiczne lub nie), mieć profesjonalne „oświadczenie”, czy powrót teraz jest bezpieczny.

Może więc Pani  przyjąć strategię: „Najpierw konsultacja u psychiatry, a dopiero potem decyzja, czy wracam od poniedziałku, czy potrzebuję dalszego L4.” To zdejmie z Pani część odpowiedzialności i winy, a sama decyzja będzie medyczna”.

Rozumiem lęk przed kontrolą ZUS i stygmatyzacją w firmie. Jeśli lekarz wystawia zwolnienie z powodu realnego stanu zdrowia, to korzysta Pani z prawa, nie nadużywając systemu. Firma może krzywo patrzeć na L4, ale nie jest Pani lekarzem ani  sumieniem, a lojalność wobec pracodawcy nie powinna przewyższać lojalności wobec samej siebie. Kontrola ZUS (  jeśli się pojawi),  po prostu weryfikuje, czy zwolnienie jest zasadne i przy uczciwości i realnym cierpieniu nie ma Pani czego „naprawiać”, tylko ewentualnie coś wyjaśnić.

Może Pani też  umówić się ze sobą: „Jeśli psychiatra da zwolnienie, przyjmuję, że jest ono zasadne i przestaję się samobiczować.”

Proponuję, żebyś rozważyła trzy równoległe kierunki, zamiast stawiać się pod ścianą „wracam albo jestem tchórzem”.

Umówienie  wizyty jak najszybciej (NFZ lub prywatnie, jeżeli pani woli).Na wizytę przygotuj listę: objawy (płaczliwość, napięcie, zaburzenia snu, somatyka), sytuacje w pracy, jak długo to trwa, jak wpływa na codzienne funkcjonowanie.

Otwarcie powiedz o lęku przed powrotem i dylemacie dotyczącym  zwolnienia lekarskiego.

Proszę założyć, że to „czasowe rozwiązanie”, a nie wyrok na lata.

Proszę ustalić jasne granice w czasie kontaktów z pracodawcą w czasie rekonwalescencji i pamiętać że telefon może Pani odbierać rzadziej, a na pytania o to samo odpowiadać krótko: „To jest w środkowej szufladzie, na środku biurka” i kończyć rozmowę, gdyż nie musisz być Pani zdalną sekretarką podczas choroby; w pracy nie musi być Pani „miła i otwarta” wobec „stada hien”, ale  możesz przyjąć neutralny, uprzejmy, ale zdystansowany styl.

Po powrocie proszę obserwować siebie. jeżeli objawy się nasilą (płacz, bezsenność, myśli rezygnacyjne), to kolejny sygnał, że trzeba wrócić do lekarza i poważnie myśleć o zmianie.

To, że dziś jeszcze nie wie Pani, czy odejdzie, nie przeszkadza w robieniu „rozpoznania bojem” w stylu przegląd ofert, rozmowy z zaufanymi osobami, sprawdzenie, czy możliwy jest powrót do innego oddziału lub działu, albo szukania pracy poza obecną firmą.

Sama świadomość, że ma Pani inne opcje, często zmniejsza lęk i poczucie uwięzienia. Widzę u Pani silne poczucie odpowiedzialności i dążenie do „robienia tego, co do mnie należy”, nawet kosztem siebie.
Może Pani spróbować spojrzeć na z innej perspektywy. „Robienie tego, co do mnie należy” obejmuje też „dbanie o siebie tak, żebym miała siły i zdrowie, by pracować jeszcze wiele lat, a nie wypalić się do zera w jednym toksycznym zespole.”L4 od psychiatry, jeśli będzie potrzebne, będzie formą zadbania o siebie, nie ucieczką. Pozostanie w obecnym miejscu pracy za wszelką cenę też jest decyzją, ze swoimi konsekwencjami i nie ma tu neutralnej opcji. Życzę pozytywnego rozwiązania tej sprawy.

 

Emil Borkowski

Emil Borkowski

Dzień dobry,

Z tego co Pani piszę można odczuć, że frustruję Panią brak granic. Szukanie właściwej odpowiedzi, lecz ciężko powiedzieć jak cenna jest dla Pani obecna praca - co daje - poczucie bezpieczeństwa, a może szansę na rozwój, który Pani jeszcze potrzebuje?
Odebrałem propozycję Pani męża o zmianę jak rodzaj ucieczki - odpuszczenia sobie by nie zmagać się - może Pani poczuła coś podobnego, że odejście było by uznaniem porażki w sobie?

Dużo pytań Pani sobie stawia. Może to z ogólnego chaosu, który jest w Pani - dużo zmian - co jest też naturalne, codziennie podejmujemy decyzję, która jest właściwa na dany moment, a za chwilę szukamy nowej.

Warto dawać sobie szansę na podjęcie tej decyzji, która pozwala czuć - była zgoda z Panią.

Gdyby Pani chciała pogłębić swoje wnętrze zachęcam do konsultacji z psychologiem by zbadać źródło trudności.

Pozdrawiam serdecznie,
Emil Borkowski 

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry, 

To, co piszesz, brzmi bardzo obciążająco i naturalnie wywołuje stres. Warto porozmawiać z psychologiem lub doradcą zawodowym, aby wspólnie przyjrzeć się tej sytuacji i znaleźć wsparcie w podejmowaniu kolejnych kroków.

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

Zobacz podobne

Chorując na epilepsję w małym mieście nie mam pracy od paru lat. Rodzina zaczęła mnie z tego powodu dręczyć.
Z tej strony Maja. Pisze w takiej sprawie- choruję na epilepsję od dziecka. Mam 24 lata, problem zaczyna się tu, że szkole skończyłam w wieku 19 lat, nigdy nie pracowałam od tego czasu. Nie mogę znaleźć pracy, jestem z małego miasta. Nie ma tutaj dużo pracy dla osób takich jak ja, są dwa zakłady pracy, w których obecnie nie zatrudniają pracownikow-pytalam, jest kilka sklepów, gdzie nie potrzebuja ludzi nawet do dokładania towaru-mają ludzi, a reszta sklepów stoi od lat pusta, pozamykana. Pracy nie ma. Jestem zarejestrowana w UP, lecz tam każdego razu jak pojadę słyszę: pani nie pomożemy tym razem. Większość ofert to praca dla mężczyzn lub wymagają większego doświadczenia lub po prostu znajomości. Gdy usłyszą, że choruje na epilepsję odrazu jestem odrzucana. Odrzucono moje CV już chyba w 10 miejscach. Problem zaczyna się tutaj, że zaczęła mnie nękać przez ten problem własna rodzina. Uważają, że nie pracuje, bo mi sie nie chce. Jedna osoba z rodziny zaczęła stosować na mnie przemoc psychiczna, uważa, że to wszystko moja wina-ja nie pracuje, to jest nam trochę ciężej, za wszystko mnie obwinia. Dręczy, zastrasza, mam wrażenie, że zaczyna się za to mścić za moją chorobę. Czasami są dni, że mam chęć wziąć kilka opakowań leków nasennych, które mam w domu, popić alkoholem i zniknąć z tego świata na zawsze. Bo tak naprawdę jak sobie poradzić z tym problemem, jakie jest wyjście z tej sytuacji? Renta mi sie nie należy żadna. Żadne kursy/własna działalność nie wchodzi w grę, na to najpierw trzeba zarobić, a ja nie mam nic. Praca zdalna to tylko oszustwa, jakies konta bankowe, naciąganie na pieniądze lub trzeba mieć dobre umiejętności dla programistów etc.Z czego ja mam żyć. Ciągle siedzieć w domu w 4 ścianach i nigdy nie ruszyć z miejsca.
Schizofrenia i uzależnienia: Jak wrócić do życia zawodowego i towarzyskiego po leczeniu farmakologicznym?
Witam choruję na schizofrenie od około 3 lat brałem leki i chodziłem na oddział dzienny ale zrezygnowałem na żecz auto hipnozy . Skutkiem było słyszenie głosów przez 24 godziny przy każdej czynności nawet intymnej nawet znośne bo jestem samotnikiem. Jednak zrezygnowałem z metody i wróciłem do farmakologi pani doktor trafiła w końcu z lekami brekspiprazol i wszystko ucichło. Problem to nawiązywanie kontaktów bo mam dodatkowo zespół uzależnień jak przełamać się i wrócić do sfery zawodowej i towarzyskiej skoro spokój zastąpił towarzystwo drugiego człowieka.
Jak poradzić sobie z poczuciem beznadziejności po utracie pracy i problemami finansowymi?
Dzień dobry. Nie wiem już, co mam ze sobą zrobić. Czuję się, jakbym była zamknięta w bańce beznadziei, smutku i złości. Czuję się bezwartościowa i beznadziejna, a czasami mam wrażenie, że wszyscy widzą mnie dokładnie tak samo, szczególnie moja rodzina. Kilka miesięcy temu z dnia na dzień straciłam pracę i od tamtej pory wysłałam mnóstwo CV oraz odbyłam kilka rozmów kwalifikacyjnych, ale nikt się do mnie nie odezwał. Nie mam już pieniędzy na rachunki ani nawet na jedzenie i czuję się kompletnie bezradna. Mam wrażenie, że jestem brzydka, leniwa i ciągle oceniana przez rodziców, którzy myślą, że nic nie robię, żeby znaleźć pracę. Przez cały czas myślę tylko o pieniądzach i o tym, jak bardzo spokojniejsza byłabym, mając chociaż tysiąc złotych. Czuję się psychicznie wykończona od ciągłego stresu i porównywania się do innych. Moi znajomi idą do przodu, mają pracę, podróżują, studiują za granicą, a ja stoję w miejscu. Za niedługo kończę 25 lat, a moje życie z miesiąca na miesiąc wydaje mi się coraz gorsze. Nieustannie martwię się brakiem pieniędzy, pracy i wykształcenia. Czuję się zamknięta w bańce rozpaczy, duszę się w niej, ale nie potrafię z niej uciec. Nie mogę przestać myśleć o tym, jak bardzo zawaliłam swoje życie i jak bardzo moja nastoletnia wersja mnie byłaby mną rozczarowana. Przez ciągły stres i smutek nie układa mi się też w związku, a znajomych coraz bardziej unikam, bo ciężko mi słuchać o ich sukcesach. Zaczęły masowo wypadać mi włosy, przytyłam, a jedzenie stało się jedyną rzeczą, która daje mi chwilową ulgę i radość. Wiem, że są ludzie, którzy mają w życiu gorzej, ale nigdy nie myślałam, że moje życie będzie wyglądało w ten sposób. Męczę się sama ze sobą i nie wiem już, jak sobie z tym wszystkim poradzić. Nic nie sprawia mi już radości. Kocham czytać książki i oglądać seriale, ale nawet na tym nie potrafię się skupić przez stres i ciągłe myśli, które mówią mi, że nie zasługuję teraz na odpoczynek ani chwilę spokoju. Mam wrażenie, że moje życie powoli rozsypuje mi się w rękach, a ja tylko bezradnie patrzę, jak tracę samą siebie. Coraz częściej czuję, że tęsknota za przeszłością, w której byłam szczęśliwa, i rozpacz związana z tym, co przeżywam teraz, powoli mnie niszczą. Każdy kolejny dzień wygląda tak samo i coraz bardziej boję się, że już nigdy nie będę potrafiła poczuć się naprawdę spokojna i szczęśliwa
Trudna współpraca z koleżanką po mobbingu i depresji – jak zadbać o siebie w pracy?
Zmagam się ostatnio z sytuacją w pracy, z którą nie umiem sobie poradzić. Parę lat temu zostałam przeniesiona do innego działu z powodu... No właśnie - był to dla mnie trudny czas, syn poważnie zachorował, był w szpitalu. Dotąd praca wymagała ode mnie sporo wyrzeczeń kosztem życia rodzinnego i pomimo, że starałam się nie zaniedbywać obowiązków zawodowych, kierowniczka uznała, że problemy rodzinne mogą zagrozić organizacji pracy działu i po paru miesiącach udowadniania mi, że przestałam się nadawać do tej pracy, zostałam przeniesiona. Przypłaciłam to zdrowiem, niską samooceną i musiałam włożyć sporo pracy by dojść do siebie a przy okazji udowodnić wszystkim, że potrafię dobrze pracować. Minęło sporo czasu, awansowałam, mam bardzo dobre układy z nowym kierownikiem, lubię swoją pracę i cenię sobie dobrą atmosferę w dziale. Niestety do naszego działu, a dokładnie do mojego pokoju, została przeniesiona koleżanka z poprzedniego działu, która wróciła po dłuższym zwolnieniu z powodu ciężkiej depresji po mobbingu w poprzednim dziale. Niestety ta koleżanka w stosunku do mnie zachowywała się w poprzednim dziale bardzo źle, mając kierowniczkę po swojej stronie (przyjaciółki z lat szkolnych), była powodem wielu nieprzyjemności, które mnie tam spotkały. Niestety, z niewiadomych przyczyn, mobbing dotknął również jej osobę, a jej przyjaźń zamieniła się w toksyczną relację. No i do rzeczy - rozumiem, co przeżyła, nie chcę dokładać jej zmartwień po takim doświadczeniu, ale sytuacja mnie przerasta. Ona ma zmienne nastroje, przyznaje, że może popełniać błędy w pracy, ponieważ jest na silnych lekach uspakajających i często jest otumaniona. Zażywa też psychotropy, jak mi przekazała. Nic czuję się komfortowo, otrzymując takie informacje. Często boi się poprzedniej kierowniczki, potrafi pół dnia rozpamiętywać stare sytuację, ma przeczucia, że tamta czai się, by ją zniszczyć.A po chwili odgraża się, że to ona ma asy w rękawie by ją załatwić. Jest bardzo wścibska, rano przed pracą plotkuje po pokojach a później znosi wszystkie zebrane informacje i dzieli się nimi ze mną. Parę razy powiedziałam jej wprost, że nie interesują mnie tego typu wiadomości. Ciężko przyswaja wiedzę, choć staram się być spokojna i cierpliwa, a winą za błąd obarcza mnie. Mam swoją pracę, którą muszę wykonać a przy okazji uczę ją. Nie mam czasu by ciągle pozytywnie ją nastawiać, tłumaczyć, że nikt jej nie robi pod górkę. Nie czuję się na siłach, by codziennie ją motywować. Jestem zmęczona, czuję się jakbym była w potrzasku - na samą myśl o tym by zasygnalizaować cokolwiek szefowi, czuję wyrzuty sumienia, że nie powinnam bo ona została skrzywdzona, a z drugiej strony sama mam dość bycia psychologiem, psychiatrą mając w pamięci jej zachowania z poprzedniego działu, które mnie również zraniły i spowodowały, że prawie straciłam pracę.Proszę o pomoc, jak postąpić w tej trudnej sytuacji.
W każdej pracy czuję się tragicznie, cierpię i ciężko mi się funkcjonuje. Dlaczego tak jest, nie wiem co się dzieje?
Witam, proszę o jakąś poradę/pomoc, gdyż nie rozumiem co się dzieje, otóż mam problem z podjęciem jakiejkolwiek pracy, nie z powodu lenistwa, tylko emocjonalnego stanu, problem polega na tym, że jakiejkolwiek pracy bym się nie podjął to zaczynam się czuć strasznie, jest mi smutno, chce mi się płakać, czuję się normalnie jakbym chciał się do kogoś przytulić i leżeć cały dzień w łóżku. Dodam, że psychiatra, u którego bywam stwierdził, że mam depresje ze stanami lękowymi (fobia społeczna), leczyłem się 3 miesiące, z mojej winy nie odnowiłem recepty i chciałem podjąć się pracy...była super, cieszyłem się po 1 dniu, jak wróciłem do domu- żyć mi się nie chciało i płakałem. Z innymi pracami było to samo, w przeszłości tak samo się czułem i po kilku dniach max nie dawałem rady psychicznie i rzucałem je bez słowa. Dlaczego tak się dzieje? Jak to leczyć? jak mówię o tym znajomym to patrzą na mnie jak na debila, a ja sam nie potrafię tego wytłumaczyć, wiem, że muszę zacząć pracować albo nigdy z domu nie wyjdę, ale czegokolwiek się nie podejmę, czuję się tak strasznie, źle, gorzej niż jak nic nie robię i siedzę w domu, że po prostu nie daje rady. Są na to jakieś leki? wiem że psycholog/terapia byłaby wskazana, ale ja naprawdę nie mam czasu na miesięczne "leczenie", ja potrzebuje jak najszybciej iść do pracy i zacząć zarabiać na siebie, mam chęci, chcę pracować, no ale nie daję rady przez ten mój psychiczny stan, co to jest? Oczywiście powiem o tym mojemu psychiatrze, ale to dopiero za 2-3 tygodnie na spotkaniu, a chciałbym się dowiedzieć już teraz co to jest, jak to leczyć i czy leki pomogą, jeśli tak, to jakiego typu?
samorealizacja

Samorealizacja – jak ją osiągnąć i dlaczego jest ważna?

Odkryj, jak osiągnąć samorealizację i dlaczego jest ona kluczowa dla Twojego dobrostanu? Poznaj praktyczne kroki, które pomogą Ci wykorzystać pełnię swojego potencjału i osiągnąć życiową satysfakcję. Zacznij swoją podróż ku samorealizacji już dziś!