Wiktoria Rybak
Witaj,
to, co opisujesz, brzmi jak życie pod bardzo silną presją wewnętrzną, w którym decyzje, kontakt z ludźmi, myślenie o przyszłości, ocenianie siebie staje się źródłem napięcia, wstydu i paraliżu. Wygląda to tak, jakbyś była w nieustannym kontakcie z bardzo surowym wewnętrznym głosem, który nie daje Ci chwili oddechu. W takiej sytuacji naprawdę bardzo trudno jest spokojnie wybierać, uczyć się, szukać pracy czy po prostu być ze sobą.
W tym, co piszesz, jest też dużo bólu związanego z porównywaniem się do innych i z poczuciem, że wszyscy jakoś „weszli w dorosłość”, a Ty utknęłaś. To może być szczególnie dotkliwe wtedy, gdy z zewnątrz ten moment życia często przedstawiany jest tak, jakby po osiemnastce albo po studiach człowiek miał już wiedzieć, kim jest, czego chce i jak sobie radzić. A wchodzenie w dorosłość jest bardzo ważnym, ale też wymagającym etapem, który rzadko przebiega bez kryzysów. To czas budowania tożsamości, oddzielania się od wcześniejszych ról, uczenia się sprawczości, podejmowania decyzji i sprawdzania siebie w nowych obszarach. To zwykle nie dzieje się od razu i nie u wszystkich w tym samym tempie. Potrzeba czasu i doświadczeń, żeby zacząć czuć się pewniej w dorosłości. Sam fakt, że ten etap jest dla Ciebie trudny, nie oznacza, że jesteś ,,gorsza".
Jednocześnie w Twojej wiadomości widać, że to nie jest tylko zwykła niepewność związana z wiekiem, ale bardzo nasilone cierpienie, które wpływa na codzienne funkcjonowanie. Piszesz o paraliżu decyzyjnym, trudnościach w kontaktach z rówieśnikami, dużym wstydzie, poczuciu obrzydzenia wobec siebie, osłabieniu myślenia i uczenia się, samotności oraz o tym, że dotychczasowe leczenie nie przyniosło ulgi. To pokazuje, że jesteś w kryzysie, który wymaga dalszej, uważnej pomocy, być może także ponownego przyjrzenia się temu, jaka forma wsparcia byłaby dla Ciebie najlepiej dopasowana.
I mimo tego przeciążenia Ty jednak próbujesz. Korzystasz z pomocy psychiatry, byłaś w psychoterapii, wysyłałaś CV, szukasz wsparcia tutaj i pytasz, czy da się coś zrobić. To może teraz wydawać się małe albo niewystarczające, ale pokazuje, że jest w Tobie część, która nie zrezygnowała i nadal szuka wyjścia. To bardzo ważne, bo kryzys często zasłania człowiekowi wszystko poza porażką, a jednak w Twoich słowach widać też wysiłek i gotowość, żeby coś zmieniać.
To, że reagujesz mocno na porażki i szybko przekreślasz przyszłość, też można rozumieć jako skutek ogromnego napięcia i przeciążenia, a nie dowód na to, że „jesteś dziecinna”. Kiedy układ nerwowy działa w trybie zagrożenia, trudniej o dystans, elastyczność i spokojne myślenie. Wtedy nawet mała trudność może być przeżywana jak potwierdzenie najgorszych obaw o sobie. To nie znaczy, że tak będzie zawsze, ale pokazuje, jak bardzo potrzebujesz teraz nie kolejnych surowych ocen, tylko wsparcia, które pomoże odzyskiwać grunt pod nogami.
Skoro mówisz, że leczenie psychiatryczne i dotychczasowa psychoterapia nie pomagają, warto wrócić do tematu ze swoim psychiatrą i powiedzieć wprost, jak bardzo źle się czujesz i że obecna forma pomocy nie przynosi efektów. Czasem potrzebna jest ponowna diagnoza, zmiana sposobu leczenia, inny nurt terapii albo bardziej intensywne wsparcie. Nie jest tak, że skoro coś dotąd nie zadziałało, to nic już nie może pomóc. Czasem po prostu trzeba jeszcze poszukać lepszego dopasowania.
Jeśli chcesz, możesz też potraktować to, co teraz przeżywasz, jako sygnał, że jesteś przeciążona i zagubiona na etapie życia, który sam w sobie bywa trudny i wymaga czasu. Nie wszystko musi być już poukładane. Nie musisz od razu wiedzieć, jak być „dorosłą osobą”. To jest proces, a nie egzamin zdawany jednego dnia.

















