Left ArrowWstecz

Jak poradzić sobie z poczuciem zdrady po odkryciu męża oglądającego nagie kobiety?

Hej.. jakiś czas temu mąż przyznał się do oglądania nagich kobiet (po tym jak to odkryłam przypadkowo) . Powiedział że był z tym u psychologa, brał leki ale dostał radę że jeśli sam też nie będzie chciał przestać tego robić nic się nie zmieni. Mieliśmy wcześniej mały kryzys w związku, ponieważ czułam się zraniona przez kłamstwo. Doprowadziło to do tego że miesiąc żyliśmy bez współżycia, kontaktów cielesnych. Ja też nie umiałam na niego spojrzeć jak na człowieka. Mam zaburzenia psychiczne i bardzo biorę wszystko dosłownie i emocjonalnie. Gdy zobaczyłam te kobiety wpadłam w niekontrolowany szał, uczucie zdrady, byłam nie do przekonania. Rzucałam wszystkim wokół, czułam się źle i płakałam wiele dni. Tłumaczył to tym że nie było żadnych zbliżeń i dlatego sięgnął po to. To mnie zabolało- bardzo, chociaż nie bardziej niż to że na tych profilach kobiet były wszystkie jego fetysze. To mnie trafiło najmocniej. Poczułam że nigdy nic w naszym związku i seksualności nie było prawdziwe. Poczułam się nieatrakcyjna, niewystarczająca. Rozmawialiśmy na ten temat wiele razy . Nie wiem jak sobie poradzić z tym i jak pomóc jemu skoro terapia nie zadziałała mimo tego że uczęszczał na nią wiele lat. Najgorsze jest to że byłam w tamtym momencie skora do zerwania wieloletniego związku. Po prostu. Dla mnie jest to zdradą. Dałam mu szansę. Zaczęliśmy wszystko od nowa. Ale dla mnie nic nie jest dobrze , często robię mu niemiłe żarty o tą sytuację sama nie wiem co ma to na celu. Chciałam zrobić jakiś schemat że ma pracować na moje zaufanie ale niestety dla moich zaburzeń na drugi dzień już wszystko w porządku , zachowuję się normalnie i tak dalej. Ale uczucie jest silne. Nie wiem co z tym zrobić
User Forum

Kikyoo

mniej niż godzinę temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry. 

Przede wszystkim chcę Pani podziękować za otwartość w podzieleniu się tak bolesnym doświadczeniem. To, co Pani przeżywa, to w pełni zrozumiałe i naturalne reakcje na kryzys zaufania w związku, do których ma Pani absolutne prawo. Huśtawka emocjonalna, której Pani doświadcza, polegająca na przechodzeniu od złości i złośliwych uwag do szybkiego udawania, że wszystko jest w porządku, to mechanizm obronny po doświadczeniu urazu relacyjnego, dodatkowo potęgowany przez Pani osobistą wrażliwość. Tłumaczenie męża, że sięgnął po pornografię z powodu braku współżycia, jest próbą odsunięcia odpowiedzialności, ponieważ kompulsywne zachowania czy ucieczka w sieć wynikają zazwyczaj z głębszych, osobistych mechanizmów radzenia sobie z napięciem, a nie z zachowania partnera. Odbudowanie relacji i zaufania to długotrwały proces, który wymaga czasu, dlatego ukrywanie żalu i udawanie na zmianę z robieniem aluzji na dłuższą metę tylko pogłębi frustrację. Zamiast tego gorąco zachęcam Panią do podjęcia własnej psychoterapii, która pomoże zaopiekować zranione poczucie wartości i emocje, a także do rozważenia terapii par, która da Wam bezpieczną przestrzeń do szczerej rozmowy o granicach i odbudowie bliskości na zupełnie nowych zasadach. Proszę dać sobie czas i pamiętać, że Pani emocje są ważne. 

Życzę Pani dużo siły.

Bożena Nagórska

1 dzień temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Jagoda Jek

Jagoda Jek

To, co opisujesz, bardzo pasuje do reakcji na doświadczenie naruszenia zaufania w relacji - niezależnie od tego, czy ktoś nazwałby to „zdradą”, czy nie. W takich sytuacjach często pojawia się silna mieszanka: złość, wstyd, poczucie bycia niewystarczającą i jednocześnie potrzeba kontroli, żeby odzyskać bezpieczeństwo.

Te „niemiłe żarty” i zmienność („jednego dnia jest lepiej, drugiego wszystko wraca”) nie są czymś dziwnym, to raczej sposób, w jaki emocje próbują znaleźć ujście, kiedy nie ma jeszcze realnego poczucia odbudowanego zaufania. W relacjach to nie działa liniowo: samo „zaczęliśmy od nowa” często nie oznacza jeszcze, że system nerwowy rzeczywiście to przyjął.

Ważne jest też, że tu nie chodzi wyłącznie o zachowanie partnera, ale o Twoją reakcję emocjonalną i trudność w jej regulacji, co sama zauważasz. I to jest właśnie obszar, w którym praca terapeutyczna może być kluczowa - nie po to, żeby „przekonać się na siłę”, że wszystko jest w porządku, ale żeby móc odróżniać realne granice, emocje i reakcje od impulsów, które później powodują cierpienie po obu stronach.

W takich sytuacjach często dobrze działa połączenie dwóch poziomów pracy: indywidualnie nad regulacją emocji, poczuciem bezpieczeństwa i reakcjami na zazdrość oraz w dalszym kroku, ewentualnie terapia par, żeby uporządkować temat zaufania, seksualności i granic w relacji w sposób bezpieczny dla obojga.

Jeśli czujesz, że emocje nadal wracają mimo prób „racjonalnego” podejścia, to sygnał, że to nie jest kwestia samej decyzji, tylko procesu, który potrzebuje czasu i wsparcia.

 

1 dzień temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzien dobry

 

 To co Pani uważa za namiastkę zdrady dla mężczyzn nie jest czymś specjalnym. Oczywiście kłamstwa i manipulacje podważają zaufanie, ale mnie tutaj najmocniej zastanawia Pani zaniżone poczucie własnej wartości. Poczuła się Pani nieatrakcyjna i wpadła Pani w szał. Pisze Pani, że rozmawialiście na ten temat wiele razy, ale czy te rozmowy nie były z jednej strony próbą wzbudzenia poczucia winy z jednej strony a u drugiej próba obrony i usprawiedliwiania? czy Wasze rozmowy opierają się na próbach zrozumienia i znalezienia rozwiązania? W mojej ocenie powinna pani rozważyć terapię własną, tudzież odbyć małżeńską. Musi Pani przepracować to, co wywarło takie emocje i zostawiło trwały ślad. Powodzenia. 

1 dzień temu
Edyta Kotula

Edyta Kotula

Hej. To, co opisujesz, pokazuje, jak głęboko ta sytuacja Cię zraniła. Niezależnie od tego, jak mąż to rozumie, Twoje poczucie zdrady i utraty zaufania jest prawdziwe. Widać też, że z jednej strony chcesz dać temu związkowi szansę, a z drugiej rana nadal się odzywa, stąd te żarty czy nagłe powroty trudnych emocji. To nie znaczy, że nie potrafisz wybaczyć, tylko że zaufanie potrzebuje więcej czasu i bezpieczeństwa. Nie jesteś odpowiedzialna za rozwiązanie jego problemu.. to on może nad nim pracować. Ty natomiast zasługujesz na wsparcie w przeżyciu tego, co się wydarzyło, zwłaszcza jeśli Twoje zaburzenia sprawiają, że emocje są tak intensywne. Jest nadzieja, ale nie dlatego, że macie o tym zapomnieć, tylko dlatego, że można nauczyć się odbudowywać zaufanie krok po kroku. Nie musisz przechodzić przez to sama.

Jeśli uznasz, że potrzebujesz wsparcia, możesz się do mnie odezwać. W bezpiecznej atmosferze przyjrzymy się temu, co się wydarzyło, Twoim emocjom i temu, jak stopniowo odbudowywać poczucie bezpieczeństwa – niezależnie od tego, jaką decyzję ostatecznie podejmiesz wobec związku. Nie musisz przechodzić przez to sama.

Edyta Kotula | Psycholog, Psychotraumatolog

1 dzień temu
dr Dariusz Wojciechowski

dr Dariusz Wojciechowski

To, co przeżywasz, jest całkowicie zrozumiałe. W takich sytuacjach największą ranę często powoduje nie samo oglądanie nagich kobiet, ale kłamstwo, ukrywanie tego i utrata poczucia bezpieczeństwa w związku. To naturalne, że trudno Ci dziś zaufać i że wracają trudne emocje.


Jednocześnie warto pamiętać, że jego zachowanie nie świadczy o Twojej atrakcyjności ani wartości jako kobiety. Problem leży po jego stronie i to on powinien wziąć odpowiedzialność za odbudowę zaufania poprzez konsekwentne działania, a nie tylko słowa.


Piszesz również, że bardzo intensywnie przeżywasz emocje. To sprawia, że zranienie może być jeszcze silniejsze i dłużej się utrzymywać. Jeśli zdecydowaliście się dać temu związkowi kolejną szansę, warto zadbać nie tylko o jego pracę nad sobą, ale także o Twoje wsparcie terapeutyczne. Odbudowa zaufania jest możliwa, ale wymaga czasu, cierpliwości i zaangażowania obu stron. Nie musisz udawać, że już wszystko jest w porządku – masz prawo potrzebować czasu, aby znów poczuć się bezpiecznie. 

1 dzień temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Mam wrażenie, że największym ciężarem nie jest już samo odkrycie tego, co robił mąż ale to, że od tamtej chwili trudno Pani znów poczuć się bezpiecznie w tej relacji. Kiedy zaufanie zostaje naruszone, samo wybaczenie nie sprawia, że ból od razu znika. Pisze Pani, że z jednej strony chciała dać związkowi szansę a z drugiej wciąż wracają trudne emocje, pojawiają się uszczypliwości i poczucie zranienia. To może oznaczać, że ta sytuacja nie została jeszcze wewnętrznie przeżyta i domknięta. Nie sądzę, aby mogła Pani wziąć odpowiedzialność za zmianę męża. To, czy będzie pracował nad swoim zachowaniem, zależy od niego. Natomiast Pani może przyjrzeć się temu, czego dziś potrzebuje, aby stopniowo odzyskiwać poczucie bezpieczeństwa. Czasami nie jest to kolejna obietnica ale konsekwentne doświadczenie, że druga osoba jest szczera, przewidywalna i bierze odpowiedzialność za swoje decyzje. Wspomina Pani również o swoich trudnościach psychicznych i o tym, że emocje bywają bardzo intensywne. Myślę, że warto porozmawiać o tym z psychologiem lub psychoterapeutą, po to chociażby, aby nie została Pani z tym bólem sama. Niezależnie od tego, jak potoczy się ta relacja, zasługuje Pani na poczucie bezpieczeństwa i spokoju.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

1 dzień temu
Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Dzień dobry, 

 

Zwróciłam uwagę na to, że z jednej strony dała Pani mężowi szansę i chce odbudować relację, a z drugiej nadal nosi w sobie ogromne zranienie. To sprawia, że uczucia nie znikają tylko dlatego, że postanowili Państwo „zacząć od nowa”. Odbudowa zaufania wymaga czasu i konsekwentnych działań obu stron.

Pisze Pani również o swoich zaburzeniach i o tym, że bardzo intensywnie przeżywa emocje. W takiej sytuacji szczególnie ważne jest, aby nie oceniać siebie za to, że ból wraca, natomiast warto przyjrzeć się temu, co dzieje się, gdy pojawiają się niemiłe żarty. Często są one próbą rozładowania złości lub sprawdzenia, czy druga osoba naprawdę rozumie, jak bardzo nas zraniła. Jeśli mąż rzeczywiście chce pracować nad sobą, to dobrze, aby robił to przede wszystkim dla siebie, a nie tylko po to, by uspokoić Pani lęk. Z kolei Pani ma prawo potrzebować czasu i jasnych granic, zanim odzyska poczucie bezpieczeństwa.

Być może najważniejszym pytaniem nie jest dziś „jak przestać to przeżywać?”, ale „czego potrzebuję od męża, żebym mogła stopniowo znowu poczuć się bezpiecznie w tej relacji?”. 

 

Pozdrawiam, 
Katarzyna Świdzińska, Psycholog

1 dzień temu
Jakub Pawłowski

Jakub Pawłowski

Czytając Twój wpis, widzę przede wszystkim czlowy, który od dłuższego czasu próbuje odzyskać poczucie bezpieczeństwa po doświadczeniu, które było bardzo bolesne. Nie ma znaczenia, czy inni nazwaliby to zdradą – ważne jest to, że Ty przeżyłaś to właśnie w ten sposób. Emocje nie podlegają głosowaniu.

Z drugiej strony zwróciłbym uwagę na coś istotnego. Piszesz, że zastanawiasz się, jak pomóc mężowi. Tymczasem, jeśli on przez lata był w terapii i wie, że ma problem, to odpowiedzialność za zmianę leży po jego stronie. Ty możesz zdecydować, czy chcesz tę drogę z nim przejść, ale nie możesz wykonać tej pracy za niego.

To, że po pewnym czasie funkcjonujesz normalnie, nie oznacza, że rana się zagoiła. Bardzo często oznacza jedynie, że organizm przestaje być w stanie cały czas przeżywać tak silne emocje. Potem wystarczy jedno skojarzenie i ból wraca.

Napisałaś też, że robisz mu uszczypliwe uwagi i sama nie wiesz po co. Z mojego doświadczenia często nie jest to chęć zranienia partnera, ale próba powiedzenia: „Ja nadal cierpię. Zobacz to.” Problem w tym, że taki sposób komunikacji zwykle oddala ludzi od siebie, zamiast pomagać odbudować zaufanie.

Zastanowiłbym się nad jednym pytaniem: czy od momentu, gdy dałaś mu drugą szansę, on konsekwentnie robi wszystko, aby odbudować Twoje poczucie bezpieczeństwa? Nie deklaracjami, ale codziennym zachowaniem. Bo zaufanie wraca nie dzięki słowom, tylko dzięki powtarzalnym doświadczeniom.

Jeśli mimo upływu czasu nadal żyjesz z poczuciem zdrady i nie możesz odzyskać spokoju, warto skupić terapię przede wszystkim na Tobie i na tym, czego potrzebujesz, aby znowu czuć się bezpiecznie – niezależnie od tego, czy przyszłość tego związku będzie wspólna, czy nie. Nie wszystko da się wybaczyć tylko dlatego, że bardzo chcemy, żeby się udało.

Pozdrawiam Jakub Pawłowski 
mniej niż godzinę temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Codzienne oglądanie porno przez partnera i wpływ na związek
Problem jest taki, że moj partner oglada porno,nie od czasu do czasu ale codziennie, najgorsze że ukrywa to w historii, ale mam sposoby by sobie sprawdzić.Najgorsze to jest to że np dzisiaj wróciłam do domu po kosmetyczce i chciałam uprawiać seks on odmówił twierdząc że nie ma ochoty,gdy sprawdziłam tel oczywiście bylo kilkanaście stron porno,czyli woli ekran odemnie, przeraża mnie to. Kilka dni temu była rozmowa o tym zeby nie oglądał stwierdził że nie będzie bo mu na mnie zależy, niestety kłamie i mnie oszukuje bo nadal to robi i zastępuje bliskość ze mną pornosami. To bardzo mnie przytłacza, czuje wstręt i obrzydzenie, nawet potrafi włączyć porno po seksie jak juz jest to jest ohydne. Kiedy wiem że zostaje sam w domu czy jest np w pracy to wiem że ogląda, cholernie to mnie boli i to że kłamie, niechce takiego czegoś.kocham go ,jest nam bardzo dobrze razem,wspólne hobby i zainteresowania, wspólne mieszkanie itd,dlaczego on mnie rani, nie lubi o tym rozmawiać to wiem, reaguje złością, na dodatek często się "smyra" po nim tak o w ciągu dnia,nawet przy mnie,myślę że tego nie kontroluje....czuje ze on nie przestanie, a myśl że musze sprawdzić jest tak mocna że to robię,niewiem co mam robić czy cos wogole robić czy odejść, niechce żyć z facetem który woli ekran odemnie
Sytuacja między mną, mężem oraz jego byłą żoną. Przekroczenie granic osobistych
Szanowni Państwo, Nie wiem już co myśleć, mam mętlik w głowie. Mam 39 lat. Wyszłam za mąż po kilku latach narzeczeństwa. Mąż jest rozwodnikiem z dwójką dzieci. Mówiąc w skrócie: na ślub przyszła jego była żona, która nie była zaproszona. Ze względu na nagłą sytuację zobowiązała się podwieźć dzieci męża na ślub (starsze dziecko wtedy miało 16 lat i już samo akurat miesiąc wcześniej leciało za granicę, tylko z kolegą rówieśnikiem). Jak mąż ją o to poprosił - bez ustalenia ze mną, ale sytuacja była nagła, więc dla mnie ok - to powiedziałam, że ok, skoro tak trzeba, ale by przypadkiem nie przyszła na ślub. Mąż mi na to, że mówił trzy razy synowi starszemu, że odwieziemy ich po uroczystości, że mają transport. I że więc żona nie przyjdzie. Że przecież nie może jej wprost powiedzieć, że nie ma przychodzić, ale że trzy razy podkreślał, że transport synów z powrotem zapewniony. No ale ona jednak przyszła. Niezaproszona. Rozmawiała z wszystkimi jak zaproszony gość. Spokojna, wyważona, uśmiechnięta. Ze względu na nagłość to był tylko ślub w urzędzie, bez wesela, żadnego nawet obiadu, tylko mały poczęstunek, w holu urzędu, eks żona wiedziała o tym, że przychodząc uczestniczy w CAŁEJ uroczystości, bo później już nic nie ma. Widziała że jest jedną z kilku gości. Jak weszła do sali to mnie nie zatkało i nic nie zrobiłam. Nic. Jak wariatka. Jakbym była ułomna dosłownie. Mąż też żadnej rekacji. Dopiero na następny dzień do mnie doszło, co się wydarzyło - plułam sobie w brodę, że jak weszła, to nie powiedziałam „dziękujemy za podwiezienie chłopców, do widzenia”. A ona została, rozsiadła się i jak ryba w wodzie. Trzeba dodać, że było bardzo mało gości, w tym ich dzieci i najbliższa rodzina męża, której prawie nie znam, a jego eks znała przez 16 lat ich małżeństwa, bo mieszkali blisko. Na koniec mój mąż powiedział, jak eks wychodziła z synami „udali nam się ci synowie”. Dodam, że w tym czasie już byliśmy w trakcie leczenia niepłodności, po ciężkich sytuacjach ido tej pory nie mamy dzieci. Mi powiedziała „milo było poznać”. Mąż nic nie zrobił po jej wejściu i do końca poczęstunku. PZrozumiałaby, że go zatkało jak mnie. Bo zaskoczenie. Bo nagła sytuacja. Ale najgorsze następnego dnia. Jak do mnie doszło, to zaraz powiedziałam, że strasznie mnie to zabolało, że wyszło na to, że uczucia i potrzeby jego eks przed moimi (nawet jeśli to nie była jego intencja, ale tak to wyszło). Dl mnie to było wręcz upokorzenie. A on na to, że nie widzi problemu, „kocham cię, mamy ślub, nie widzę problemu”, „to ‚miło poznać’ to było szczere z jej strony” ogólnie bardzo nerwowo rozmawialiśmy. Czyli na w miarę już chlodno - nie jak dzień wcześniej, gdy wszystko się działo nagle i podbramkowe - kontynuował to samo. Jakby w ogóle nie miał do mnie szacunku i nie brał pod uwagę moich uczuć, które rozrywały minserce (miałam aż myśli samobójcze). Na dodatek, szczegół ale znaczący, tego samego dnia wieczor przez przypadek widziałam jego SMS do eks żony, część miłej korespondencji, ten SMS akurat z buźkami płaczącymi ze śmiechu. Czyli w tym trudnym dniu, dzień po ślubie jak mówiłam o tej sytuacji on pisał do eks ,jak gdyby nigdy nic, jak gdyby nie wprosiła się na ślub nijak gdyby ja nie płakałabym z tego powodu następnego dnia. Później było kilka sytuacji męża wobec eks, w których czułam się strasznie źle. Za każdym razem, jak poruszałam temat po takiej sytuacji, mąż to samo, czyli właściwie niecnie mówił, tylko „dla mnie ważne, że jesteśmy razem i Cię kocham”, „wolę myśleć o nadchodzącej wizycie u lekarza [dot. leczenia niepłodności, bo to teraz ważniejsze” itp. Ja na to, że to wszystko rozumiem, przecież oczywiste, zresztą ja przecież też „wolę”, tylko poza tym są jeszcze rzeczy, które też są tematem i wazne dla naszego związku i właśnie je poruszam. Ja ciagle mam ranę, czuję, że te sytuacje tak na mnie wpłynęły, że rana się nie zabliźnią. Dziś poruszyłam ten temat z mężem, jego stosunku do mnie i do eks żony. I w ogóle jego stosunku do mnie. Że na przykład raz mnie już okłamał (na dodatek w sytuacji dotyczącej eks żony). Że ostatnio pierwszy raz na mnie spojrzał z pogardą (w sytuacji gdy mówiłam o odpowiedzialności, wzajemnym szacunku, dotrzymywania naszych wspólnych ustaleń), jak na dosłownie, przepraszam za określenie ale jest adekwatne, cuchnące ścierwo - a ja widziałam przez przypadek jego spojrzenie. Że w tej sytuacji ze ślubem, i kolejnych kilku, które są żywą raną w moim sercu, które wobec niego zawsze mam na dłoni chodzi mi nie o robienie wyrzutów tylko o to, że dla mnie te sytuacje świadczą o jego stosunku do mnie, który mnie rani i jest dla mnie nieakceptowalny jako stosunek między kochającymi się osobami. Mąż na to, że mu przykro, ale zaraz dodał, że wymyślam świat, którego nie ma ( czyli kwestia z jego eks), że „kocham cię i jesteśmy razem”, żenie rozumie, o co mi chodzi, i powinnam zapisać sie do psychologa (to była kopia mojego zdania, bo dziś rano mu tak powiedziałam, ale rzeczywiście tak myśląc, jak moim zdaniem bardzo intensywnie zareagował na sytuację, interpretując że coś zrobiłam przeciw niemu na oczach innych, tzn. jak w obecności kasjera na kasie, więc powiedziałam, że biorę pod uwagę, co mi powiedział, ale to była reakcja jak na „normalne” standardy bardzo nieadekwatna do mojego „przestępstwa”, poza tym zareagowałam na nagła sytuację - to tak jak z jego reakcją na ślubie, że nagłą reakcje można zrozumieć, ale już nie jak się coś robi zaraz następnego dnia i to samo się kontynuuje). I niepowiedział, żebym mu powiedziała, kiedy znów wrócę do tematu, czy tak będę zawsze wracała, do końca naszego małżeństwa. I zaczęłam coś od początku jeszcze raz tłumaczyć, starałam sie spokojnie, ale denerwowałam się bardzo, w końcu, ze względu na jego odpowiedzi jak wyżej zacytowałam, obojętność, jakby patrzył na obcą osobę, zaczęłam mówić szybko i podniesionym głosem, a on od razu, spokojnym tonem, jakby nie miał uczuć, że nie mam krzyczeć i że nie widzi problemu w tym swoim zachowaniu co do jego eks żony. Na dodatek patrzał w niebo, bo siedział na leżaku, spytałam czemu nie patrzy na mnie jak rozmawiamy, a on że go słońce razi, to sie przemieściłam, to sie uśmiechnął, a ja na to, dlaczego tak się śmieje w takiej sytuacji, a on na to, że sie cieszy, że mnie widzi - dla mnie to była ironia. Było mi od tego wszystkiego tak strasznie w środku, serce miało mi wyskoczyć, chciałam odejść (rozmawialiśmy w parku), ale odejście nie jest wyjściem. Więc powiedziałam uspokoiwszy sie, że się czuję jakby rozmawiała z jakimś katem, który z kamienną twarzą kijem trąca swoją umierającą ofiarę - bo mąż wszystko mówił takimspokojnym głosem, zero emocji na twarzy. A przecież z tego co mowil, można wnioskować, że wcale nie jest mu przykro, że mnie zranił i rani, bo jednocześnie powiedział, że sobie wymyślam. Powiedziałam, że nie rozmawia, że się czuję jak wariatka co robi wykład, a on nic na to, zero rozmowy. Że jego odpowiedzi - jak go już „zmuszę” by cokolwiek powiedział - w stylu „conchcesz, żebyśmy się rozwiedli i wzięli ślub jeszcze raz” albo „wiem tyle, że cię kocham i jesteśmy razem”, „przykro mi, że cię zraniłem, ale dla mnie samego nie ma problemu”, „powiedzmy teraz pięć minut trzymając sie za rękę” nie są rozmową, że w tym kontekście są jako wytrychy i nic nie znaczą, że to puste słowa. Bo ważne są też czyny. I bycie razem prawdziwie. Ja sie staram zrozumieć jak mogę, w rozmowę wkładam całą siebie. A dziś kolejny raz znów miałam wrażenie, naprawdę, jakbym starała się przekonać swojego kata, że jestem czegoś warta i by zobaczył we mnie człowieka. Dodam że mąż pochodzi z rodziny dysfunkcyjnej i też w innych kwestiach czasem trudno nam sie komunikować w zdrowy sposób, na przyklad mąż często ucieka od omówienia problemu, woli zamieść pod dywan, ma też silną relację ze swoją siostrą (konsekwencja dzieciństwa, trzymali sie razem, mnie sie wydaje, że ta relacja zbyt wpływa na nasze życie jako pary, poza tym rozumiem, że mąż co dzień rano pisze SMS „dobrego dnia” do synów, ale do siostry pisze to samo, czasem przed powiedzeniem dzien dobry mi, swojej żonie, poza tym prawie codziennie rozmawiają przez telefon, czasem częściej niż raz, rozmawiają też poza tym smsach, a mówię mężowi, że oczywiście sie cieszę z ich bliskiej relacji i niech jąnpielegnuje, ale że czasem trzeba sie też zająć małżeństwem, sprawami domowymi i może nie ma możliwości, by tyle sie kontaktował, w sensie że czasem mam wrażenie, że mąż ma więcej czasu i zwłaszcza uwagi dla siostry niż dla mnie). Staram się jak mogę rozmawiać, by między nami nie było ran i niedopowiedzeń, ale spotykam się jakby z murem, co mnie rani dogłębnie. Nie widzę dla nas przyszłości, jeśli tak miałoby pozostać. Mur. Pustka tylko. I już nie wiem, co powinnam myśleć. Może to ze mną na prawdę coś jest nie tak i wymyślam, że tak na prawdę „nie ma problemu”, a ja się fiksuję na tych różnych zdarzeniach. Że nie ma problemu pt. stosunek męża do mnie, stosunek męża do jego eks żony w kontekście tego, że obecnie ma mnie za żonę. Choć jednak w sercu czuję wielki ból, gardło mi ściska. Więc chyba jednak to je jest zmyślone. Dojmująca bezradność. Nie wiem, co dalej. Jakby obuchem w głowę. Dodam, że z synami męża mam relacje bardzo dobre. Nie ingeruję w ich życie, jestem życzliwa, jak trzeba to pomogę, ale się nie narzucam. Synowie mnie lubią, tak samo jak moją rodzinę, która ich serdecznie przyjeła (nie spotykają się często, ale to wynika z oddalenia w przestrzeni). Oczywiście też rozumiem, że każda sytuacja w relacji to dwie osoby. W tym co napisałam i o co mi chodzi, nie szukam winnego, nie wytykam nic, tylko opisałam coś, co chciałabym zrozumieć, żeby coś się zmieniło, bo obecnie czuję się jak pod murem na rozstrzelanie. Byłabym ogromnie wdzięczna za Państwa ocenę sytuacji - spojrzenie z zewnątrz. Przepraszam za ten chaos i długość listu, ale nie wiem, jak to inaczej przekazać, nie umiem. Z góry bardzo dziękuję. ML
Jestem w związku od ponad 2 lat, jest to mój pierwszy partner życiowy i seksualny
Jestem w związku od ponad 2 lat, jest to mój pierwszy partner życiowy i seksualny. Od jakiegoś czasu nurtują mnie myśli, że będąc tylko z nim, nie mam porównania do innych, coś tracę, nie zdobyłam doświadczenia. Jak pozbyć się takich myśli?
Jestem zazdrosny o żonę, to niszczy mnie emocjonalnie i psychicznie.

Dzień dobry,

piszę w takiej sprawie: od kilku miesięcy zmagam się z problemem co do mojej żony. Od jakiegoś czasu jestem o nią zazdrosny tak bardziej niż kiedyś i każdego potencjalnego faceta traktuje jak zagrożenie. I nie radzę sobie zbytnio z tym. Co zaczyna bardzo irytować moja żonę i mówi mi o tym. Żebym się ogarnął, bo wchodzi to na tory takiego toksycznego związku. Chcę walczyć z tym, ponieważ też niszczy mnie to od środka. Jestem rozjechany emocjonalnie i potrzebuje pomocy. Mam 36 lat, żona 32. Mamy 9- letniego syna, mieszkamy na wsi i mamy trochę ograniczony kontakty z ludźmi, bo ja tylko do pracy od 6 do 16 tak od 11 lat, odkąd się z żoną "mamy". Proszę o pomoc, moja żona jest wspaniała, troskliwa, kochana, ale też mówi, że potrzebuje trochę "swobody". Dziękuję i pozdrawiam. Proszę pomóżcie mi.

Kryzys w małżeństwie - nie umiem funkcjonować przez stres, że stracę rodzinę.
Dzień dobry, piszę z problemem z relacji małżeńskiej, moje małżeństwo jest na rozpadzie, przez to ja nie potrafię myśleć, bo ciągle jestem w ciągłym stresie w głowie i nie potrafię być wyluzowaną, pewną siebie kobietą, matką i żoną. Nie potrafię odnaleźć siebie, bo ciągle jestem myślami, że lada chwila moje małżeństwo się rozpadnie i stracę rodzinę - córkę i męża .
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!