- Strona główna
- Forum
- kryzysy, psychoterapia, zaburzenia nastroju
- Jak poradzić sobie...
Jak poradzić sobie z poczuciem zmarnowanego życia i depresją? Jaka terapia mogłaby pomóc?
Anonimowo
Natalia Szulc
W Pana słowach wybrzmiewa silne poczucie straty i winy wobec samego siebie. Zwraca uwagę kategoryczny sposób mówienia – „zmarnowałem wszystko”, „zaprzepaściłem”, „spalone mosty”. W takim ujęciu przeszłość staje się całkowicie zła, a Pan jawi się jako jednoznacznie winny.
Pisze Pan o „spalonych mostach”. Warto zatrzymać się przy tej metaforze: czy rzeczywiście wszystkie zostały spalone, czy część relacji po prostu wygasła? Czarno-białe myślenie często towarzyszy obniżonemu nastrojowi i nasila poczucie beznadziei.
W podejściu psychodynamicznym zwraca się uwagę na to, jak człowiek przeżywa siebie w relacji do własnej historii. Za tak surowym osądem często stoi wstyd i rozczarowanie sobą. Łatwiej uznać, że „wszystko stracone”, niż dopuścić bardziej złożony obraz – że unikanie było próbą poradzenia sobie z lękiem, a nie wyłącznie „błędem”.
Psychoterapia w tym nurcie może pomóc zrozumieć źródła tego surowego stosunku do siebie, rozpoznać mechanizm unikania i budować bardziej zintegrowany obraz siebie – taki, w którym obok lęku i błędów jest także miejsce na realne możliwości. Nie cofnie przeszłości, ale może zmienić sposób jej przeżywania.
Jeśli natomiast najważniejsze jest szybkie zmniejszenie objawów – lęku czy prokrastynacji – pomocna może być terapia poznawczo-behawioralna, skoncentrowana na zmianie myśli i zachowań. Wsparcie psychologiczne z kolei może pomóc uporządkować sytuację i wzmocnić zasoby bez wchodzenia w długoterminową terapię.
Ostatecznie wybór formy pomocy zależy od tego, czy ważniejsza jest doraźna ulga, czy głębsza zmiana sposobu funkcjonowania.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Julia Otremba
Dzień dobry,
To, co Pan opisuje, to bardzo bolesne poczucie straty – nie tyle konkretnych sytuacji, ile wyobrażonej wersji siebie, którym „mógł Pan być”. W takich narracjach często pojawia się surowy, oceniający głos wewnętrzny, który z perspektywy czasu interpretuje lęk i nieśmiałość jako „zmarnowanie życia”, zamiast zobaczyć je jako realne trudności, z którymi młody człowiek próbował sobie wtedy radzić najlepiej, jak potrafił. Terapia mogłaby pomóc przede wszystkim uporządkować tę historię na nowo – oddzielić fakty od interpretacji, zrozumieć mechanizmy lęku, prokrastynacji i unikania oraz zobaczyć, że były one próbą ochrony siebie, a nie świadomym sabotażem. Praca terapeutyczna pozwala też zmniejszyć ruminacje, które podtrzymują poczucie winy i wstydu, oraz wzmocnić sprawczość tu i teraz, bo choć przeszłości nie da się zmienić, sposób jej rozumienia – tak. Ważnym wątkiem byłyby również epizody depresyjne i myśli samobójcze, nawet jeśli mijają – ich naprzemienność nie oznacza, że nie wymagają uwagi. W bezpiecznej relacji terapeutycznej można przyjrzeć się temu, co je uruchamia i jak budować bardziej stabilne poczucie wartości oraz relacje, które nie będą oparte na lęku przed odrzuceniem. To nie jest praca nad „naprawą zmarnowanego życia”, lecz nad odzyskaniem wpływu na jego dalszy ciąg.
Adam Bogdański
Dzień dobry,
pana słowa przekazują ból, żal i surową oceny siebie. Chcę podkreślić, że lęk i wycofanie nie są porażką charakteru, lecz sposobami radzenia sobie z czymś, co musiało być wtedy zbyt trudne. Na tamten czas radził pan sobie najlepiej jak pan potrafił, lecz teraz te mechanizmy już panu nie służą jak kiedyś. Psychoterapia mogłaby pomóc zrozumieć źródła tej nieśmiałości, wstydu i wewnętrznego krytyka, a w bezpiecznej relacji stopniowo budować więcej łagodności wobec siebie i nowe możliwości wyboru. Jeżeli epizody depresyjne utrzymują się dłużej a myśli samobójcze nawracają warto też skonsultować się z lekarzem psychiatrą i być może na określony czas wdrożyć farmakoterapię.
Wszystkiego dobrego,
Adam Bogdański Nowy Świat CPiP
Zobacz podobne
Witam, chciałbym uratować swój związek przed rozpadem, nie wiem co robić?
Po terapii straciłam przyjaciół, tracę znajomych, nie lubi mnie rodzina. Gdy im przytakiwałam, to byłam ok. A teraz jestem wyzywana za własne zdanie. Ojciec się gotuje, że mogę lubić inną partię polityczną (od razu nazywa mnie debilem), matka całe życie drze się, że ona ma gorzej, ona ma tak samo, że ja nic nie rozumiem, ona wie najlepiej... A jest tak tępa osoba, że nie potrafi zmienić baterii w budziku. Pół dnia ogląda filmy i gra w pasjansa. Znajomi przestali się odzywać, a jak mnie oszukują i mówię o tym wzrost, to wzbudza się w nich agresja. Z jednej strony czuje się dobrze. Z drugiej samotnie. Nie chcę być samotna, ale trudno mi po terapii zaufać komuś i mam niechęć do poznawania kolejnych fałszywych ludzi.

