Left ArrowWstecz

Jak przełamać się do terapii po traumatycznych doświadczeniach i trudnych relacjach?

Od dawna mam tą app , dużo na niej czytałam. Zapisałam sobie panie psycholog które były dopasowane , ale nie mogę się przełamać umówić . Chcę tego wiem że tego potrzebuje, że to mi pomoże . Czy może ktoś mi podpowiedzieć doradzić jak zrobić ten krok?Jestem kobietą 31. która przeżyła gwałt , na szczęście lub nie pamiętam tylko końcówkę przez środki nasenne lub coś takiego które dostał w herbacie. Nie zgłosiłam tego moi najbliżsi też nie wiedzą , wstydziłam się , nie chciała o tym mówić , był to też trudny okres z mamą dużo kłótni nie umiałam z nią rozmawiać o swoich problemach,brak zaufania że zachowa to dla siebie. Gnębiona w szkole, rzuciłam ją ,wyjechałam do holandi to pomogło na relacje z mamą na jakiś czas. Praca , codziennie 120km w jedną i porani na zachodnim wawa.wtedy przeżyła gwałt , zamknęłam się bardziej . Kłótnia z mamą, uciekłam z domu. Wziął mnie przyjaciel z pod wawą, . I na ślubie poznałam mojego byłego narzeczonego. Początek jak zawsze różowe okulary itp. Zamieszkałam z nim 2 tyg po poznaniu się. Na wsi. Spodobało mi się bardzo takie życie. poprosił żebym pomagać jego mamie i tacie przy wnuczkach i codziennym zajęciach. Zamiast isc do pracy Z czasem zaczęła się zaborczość za długa kimś rozmawiałam i nie zwracałam na niego uwagi, a w kłótniach pierwsza przemoc psychiczna,a z czasem codzienność prawie. że sama się prosiłam o gwałt idąc tam , sobie mówił że nie będzie z osobą po gwałcie . Powinna być wdzięczna że chce być ze mną. Jestem z nim w związku więc seks jest po części moim obowiązkiem. Minęło ok.8 lat od kiedy uciekłam ale to co wsadził mi do głowy dalej tam jest i się regularnie odzywa. A przez moją obecną sytuację braku możliwości podróży , czekam na status w uk (5lat) od paru MSc odcinam się od ludzi nie idę do pubu , gig, cokolwiek . Odcinam się uciekam w gry do innego świata. Chce się zmienić , nie chować tego bo coraz częściej mur pęka a jak się rozpadnie to myślę że ja mogę z nim. To miało krotkie pytanie. Reszta jakoś sama..
User Forum

BW

2 miesiące temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Bardzo dziękuję, że napisała Pani tę wiadomość. Samo ubranie w słowa tak trudnych doświadczeń wymaga ogromnej odwagi. Uważam, że to, co Pani przeżyła tj. gwałt i późniejszą przemoc psychiczną w związku, zostawia głębokie ślady i to, że pewne zdania wciąż „odzywają się w głowie”, jest niestety częstym skutkiem przemocy a nie dowodem, że jest z Panią coś nie tak.Jest to również bardzo zrozumiałe, że trudno zrobić pierwszy krok do terapii. Często największą barierą jest właśnie moment umówienia wizyty. Czasem pomaga potraktowanie tego jako bardzo mały krok, nie decyzję na „całą terapię” ale po prostu jedno spotkanie, na którym może Pani sprawdzić, czy czuje się bezpiecznie z daną osobą.

Może warto zapytać samą siebie: czy łatwiej byłoby umówić tylko pierwszą, „sprawdzającą” rozmowę? Może napisać krótką wiadomość do wybranej psycholożki, bez zobowiązania? Często najtrudniejszy jest właśnie ten pierwszy ruch.Z tego, co Pani pisze, widać też bardzo ważną rzecz: mimo wszystkiego wciąż jest w Pani część, która chce się zmienić, przestać uciekać i zacząć o tym mówić, gdyż ta część jest bardzo cenna i właśnie ona często prowadzi ludzi do zdrowienia.Nie musi Pani z tym wszystkim zostawać sama.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

2 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Justyna Łukomska

Justyna Łukomska

Dzień Dobry

 

Na początku chciałabym powiedzieć, że to co Pani przeszła, absolutnie nie z Pani winy jest bardzo, bardzo trudne i nie dziwię się, że tak ciężko umówić się na wizytę i zrobić pierwszy krok. Bardzo rozumiem, że po takim doświadczeniu ciężko jest komukolwiek zaufać. Jednocześnie pragnę wyrazić mój podziw- odważyła się Pani tutaj powiedzieć o najabrdziej bolesnych sprawach. Czuję złość, gdy opowiada Pani, jakich słów używa wobec Pani cierpienia Partner, jeszcze bardziej je pogłębiając. Za gwałt winę ponosi tylko i wyłącznie oprawca!

 

Wiem, jak trudne jest życie na obczyźnie, mieszkając tam 10 lat i pracując z osobami, które zdecydowały się wyjechać. To czasem, tak jak Pani mówi- ucieczka od tego, co bolesne. Do tego dochodzi kontekst kulturowy, brak znajomych, czy tęsknota za domem.

 

Najważniejsze, to co Pani napisała- "chcę się zmienieć"- a raczej zmienić swoje zachowanie- nawiązywać kontakty, wyjść do świata, wychodzić do pubu i spędzać czas- żyć witalnie mimo przeszłości. Steve Hayes, założyciel terapii ACT mówił, że największe wartości rodzą się w bólu. Ja słyszę ten ból- samotność, izolację i głęboko wierszę, że może on być początkiem zmian i poszukiwania wartości- tego co w życiu najważniejsze.

 

W terapii pracującej na relacji (FAP) możemy na nowo uczyć się być blisko z drugim człowiekiem i sobą- ,,Relacja terapeutyczna jest miejscem, gdzie trudności mogą pojawić się na żywo i gdzie mogą zostać zobaczone inaczej niż dotąd.”

 

Życzę Pani tego pierwszego kroku, bliskiego i ciepłego terapeuty, a także takiego, który razem z Panią będzie kroczył do zmiany, do życia wartego przeżycia! Który będzie pracował i z nowymi zachowaniami, a także z ciałem i odkrywał z Panią piękne wartości

 

Pozdrawiam serdecznie

 

Justyna Łukomska

Psychoterapeutka ACT, FAP i DBT

 

 

2 miesiące temu
Magdalena Lasoń

Magdalena Lasoń

Myślę, że nie ma jednej dobrej odpowiedzi na Pani pytanie. Czasem mija wiele lat nim zgłosimy się po pomoc po tak trudnych doświadczeniach, ale na pewno nie jest rolą psychologa czy psychoterapeuty to oceniać. Czasem taka decyzja by zwrócić się o pomoc, wymaga od nas działania pomimo strachu i lęku. Domyślam się, że jest Pani trudno. Podobne do Pani doświadczenia często sprawiają nam ogromne cierpienie, podważają zaufanie do ludzi i świata, przez co trudniej sięgać po pomoc specjalisty, nawet jeśli mamy nadzieję, że może nam on pomoc. Jednak myślę sobie, że już Pani zrobiła kilka pierwszych kroków. Zaczęła Pani czytać, znalazła kilka osób, napisała tutaj. To już jakieś kroku ku temu. Trzymam kciuki by w swoim tempie i gotowości znalazła Pani w sobie odwagę i zrobiła ten kolejny  :)

2 miesiące temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Przeczytałam Pani historię z dużym poruszeniem. To, że napisała Pani te słowa, jest już tym pierwszym, ogromnym krokiem, którego Pani tak bardzo się obawiała. Mur, o którym Pani pisze, pęka, ponieważ Pani organizm i psychika wołają o pomoc – i to jest zdrowy odruch przetrwania.

Doświadczyła Pani traumy wielokrotnej: przemocy seksualnej, psychicznej oraz manipulacji, która miała na celu wmówienie Pani winy za krzywdy, których Pani doznała. Chcę Panią zapewnić - nigdy nie jest Pani winna gwałtu ani przemocy, bez względu na okoliczności. To, co słyszała Pani od byłego narzeczonego, było formą przemocy psychicznej.

Jak zrobić ten kolejny krok? Proszę nie myśleć o całej terapii naraz. Proszę pomyśleć tylko o najbliższych 50 minutach rozmowy z wybraną specjalistką. Nie musi Pani opowiadać wszystkiego od razu – na pierwszej wizycie wystarczy powiedzieć dokładnie to, co napisała Pani tutaj: „Boję się, przeżyłam traumę i nie wiem, jak zacząć”. Terapeuta pomoże Pani przejść przez resztę. Jest Pani osobą niezwykle silną – przetrwała Pani lata trudnych doświadczeń, a teraz zasługuje Pani na to, by w końcu poczuć się bezpiecznie we własnym życiu. 

Proszę dać sobie szansę na ten spokój.

Bożena Nagórska

2 miesiące temu
Marta Lotysh

Marta Lotysh

Dzień dobry

Terapia pomoże przepracować traumy z przeszłości, na pewno warto spróbować. Jesli czuje Pani dyskomfort na pierwszym spotkaniu, można się umówić online bez kamerek. Spodziewam się że któras z wybranych specjalistek wzbudzi Pani zaufanie. Wszystkiego dobrego

2 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Jesteś bardzo blisko tego, żeby zrobić ten krok i to, że sama widzisz potrzebę terapii i czujesz, że „mur pęka”, to już ogromny krok i możesz być dumna z siebie. To, czego się obawiasz, nie jest słabą stroną, ale jest to jest logiczna reakcja na to, co przeżyłaś czyli  gwałt, przemoc psychologiczną, manipulację, brak wsparcia w rodzinie i wyświeżenie wszystkiego przez lata w związku z kimś, kto „zainstalował” w Tobie myśl, że jesteś „po gwałcie” i że seks jest twoim „obowiązkiem”. Zamiast myśleć o „muszę natychmiast umówić się”, spróbuj podzielić to na bardzo małe, osiągalne fazy. 

Faza 1: „Tylko” napisać do psychologa
Możesz zacząć od krótkiej wiadomości, np.: „Interesuje mnie terapia, ale mam bardzo silny lęk. Muszę zacząć od bardzo małych kroków.” Wiele psychologów  zajmuje się pracą z osobami po przemocy, traumie i gwałcie 

Faza 2: Umówienie się „na próbę”
Możesz poprosić: „Czy mogę umówić się na jedną sesję, żeby zobaczyć, czy czuję się bezpiecznie?” Nie musisz od razu otwierać wszystkiego; to jest dopuszczalne i normalne.

Faza 3: Sesja online jako „pierwszy krok” Jeśli myśl o fizycznym wyjściu jest traumatyzująca, psychologowie często prowadzą terapię online. Możesz być w swoim domu, w bezpiecznym miejscu, z zamkniętym pokojem.

2. Jak radzić sobie z lękiem przed pierwszą wizytą

Lęk przed pierwszą wizytą jest bardzo częsty i to nie jest „ty jesteś słaba”, to „ty jesteś bardzo ostrożna po doświadczeniach, które były realnymi zagrożeniami”.

Możesz przed spotkaniem zrobić prostą „technikę oddechową”  4 sekundy wdech, 4 sekundy zatrzymanie, 6 sekund wydech kilka razy.

Przygotować krótką notatkę np. „ Gwałt w przeszłości.  Związek z przemocą psychiczną.  Dusi mnie lęk, samotność, wstyd.” To pozwala nie musieć „opowiadać wszystkiego od razu w pełni improwizując.

Upewnij się, że psycholog specjalizuje się w traumach , przemocy , gwałcie , nie krytykuje, nie przyspiesza czyli nie naciska, żebyś „od razu” powiedziała wszystko, ale u żywa języka szanującego  bez „powinnaś”, „to było dawno”, „to było twoja wina”. Jeśli w pierwszej rozmowie masz wrażenie, że nie czujesz się bezpiecznie możesz poprosić o rekomendację innej osoby. To jest normalne i dopuszczalne.

4. Co możesz zrobić już dziś, jeśli rezerwacja jest „zbyt straszna”

Skoro masz już aplikację z psychologami, możesz zaznaczyć kilka osób „do kontaktu” i zaznaczyć je w ulubionych.

Wybrać jedną osobę i napisać krótką wiadomość. Jeśli nawet nie wyślesz tej wiadomości dzisiaj, to trening myślenia: „Mogę to napisać. To nie jest skok w nieznane; to mały krok”. zadzwonić na Niebieską Linię (116 000) To bezpłatna linia wsparcia dla ofiar przemocy, w tym seksualnej, na której psychologowie rozmawiają z tobą zdalnie, bez oceny, a potrafią też doradzić, jak znaleźć terapeutę w Twoim regionie.

Możesz spokojnie powiedzieć:

„Nie zgłosiłam gwałtu, nie mówię o tym osobom bliskim, czuję ogromny wstyd.”

„Miałam związek z przemocą psychiczną i nadużyciem, a to, co wtedy słyszałam, dalej mnie dusi.”

„Chcę, żeby to nie zabiło mnie, ale boję się, że jak się to otworzę, to wszystko się rozpadnie.”

To jest dokładnie to, po czym do terapii się sięga – nie po „silnej” czy „radzącej sobie”, ale po komuś, kto czuje, że „mur pęka”.

 

Życzę dużo siły.

 

Piotr Ziomber - psycholog

2 miesiące temu

Zobacz podobne

Do kogo zgłosić się po pomoc? Zaburzenia nastroju, silne przeżycia i kryzysy.
Witajcie. Potrzebuję dla siebie pomocy, jestem 18-letnim mężczyzną. Wszystko zaczęło mi się 1,5 roku temu, w bardzo burzliwy sposób zostawiła mnie dziewczyna, miałem potem przez jakiś okres czasu myśli samobójcze, stan obniżonego nastroju i też taką rezygnację. Pół roku po tym incydencie zaczęły mi się dziać dziwne problemy z psychiką – wystąpiły nerwicowe stany: m.in. sporadyczne napady paniki, stany lękowe i taki płynący ogólny lęk. Doszły później do tego jeszcze problemy ze snem, lęki związane z zasypianiem, wybudzanie się w nocy itd. Trwało to około miesiąca (w późniejszym czasie sprawa dotyczyła już tylko tego snu). Poradziłem sobie ze stanami lękowymi i nerwicowymi myślami metodą odwracania uwagi i ośmieszania tych myśli. Był to gdzieś okres czerwca-lipca 2023r. Po powrocie do szkoły we wrześniu wszystko było ok, gdzieś w okolicy listopada zacząłem odczuwać bardzo wyraźne problemy z samopoczuciem związane m.in. z widywaniem byłej dziewczyny na korytarzu :) które zawsze polegały na uczuciu rezygnacji i takim bólu emocjonalnym. Można powiedzieć że towarzyszyły temu skrajne obsesyjne myśli dotyczące tej sytuacji, niemożność pójścia do przodu. Dodatkowo cały problem wzmocnił fakt poznania innej kobiety wcześniej, do której przyrównywałem tą która mnie zostawiła i kompletnie na ten moment oszalałem. Zacząłem chodzić bardzo spięty, a ból psychiczny objawiał się także fizycznie: czułem się ociężały i czułem ucisk w klatce, tak jakbym miał się za chwile rozpłakać, lecz nigdy tak się nie działo. Czułem się bardzo nieszczęśliwy i wszystko dobijało mnie bardziej niż powinno. Wpadłem wtedy w sporadyczne oglądanie filmików porno, nie mogłem tego nawyku kontrolować i zawsze odczuwałem poczucie winy. Można powiedzieć że od listopada było co raz gorzej. W ferie między końcem stycznia a początkiem lutego zaczęły pojawiać mi się w głowie dziwne myśli egzystencjonalne dotyczące tego że kiedyś umrę, że to ja jestem w swoim ciele, jak to jest że mam świadomość, czy kiedyś żyłem z poczuciem tego że jestem itd.. W pewnym momencie miarka się przeholowała, będąc w szkole, bardzo rozdrażniony konkretną sytuacją odczułem jakbym oderwał się od samego siebie, poczułem niesamowite spowolnienie umysłowe, tępotę i niemożność złożenia swojego procesu myślowego w całość. Do tej pory mnie to przeraża. Stan ten utrzymywał się około 2 tygodni, potrafiłem stać w jakimś miejscu i nie czuć w ogóle swojej obecności tam, czułem totalne wyprucie emocjonalne, cały ból z którym ciągle chodziłem zniknął, czułem zobojętnienie itd. Po około 2 tygodniach ostry stan minął. Od około końca lutego do teraz zmagam się z różnymi dziwnymi odczuciami i stanami. Bardzo często czuję się, jakby coś było nie tak. Doświadczam czegoś w rodzaju mgły mózgowej – mógłbym to uczucie zdefiniować jako bycie w zamkniętej bańce, czuję się wtedy jak we mgle. Czasem przy nadmiarze stymulacji np. umysłowej, emocjonalnej doświadczam takiego uczucia oderwania, w pewnym momencie łapię się na tym że czuję się jakbym oglądał w tle film z samym sobą. Doświadczam napadów uczucia jakbym działał w sposób zautomatyzowany, nie czuł swych procesów myślowych, jakby zamknięta głowa. Także doświadczam czegoś dziwnego tj. jakbym bał się ludzi, ale nie do końca odczuwał to świadomie, zdarza mi się z kimś spotkać, wyjść do ludzi i wtedy od razu odczuwam to uczucie zdystansowania, oderwania, lecz nie boję się ich, czuje tylko dyskomfort, napięcie związane z ich obecnością albo moim przebywaniem. Wydaje mi się, że najlepiej odbieram rzeczywistość gdy jestem sam, lecz boję się samotności. Często doświadczam także stanów lękowych, poczucia zagrożenia. Boję się, że coś na mnie wyskoczy, mam straszące myśli w głowie że rzuci się na mnie osoba, z którą np. rozmawiam, lecz nigdy nie myślę o krzywdzie z jej strony. Okresowo mam problemy ze snem, zwłaszcza przy dniu w którym mam problem z regulacją swoich emocji. Często nie mogę przyjąć czegoś do wiadomości, reaguję nadmiernie emocjonalnie i nie mogę przeżuć tego w swoich myślach, zaczynam cierpieć. Nadmierne wspominanie o kobiecie, od której wszystko się zaczęło wzmaga we mnie uczucie przerażenia i robię się agresywny. Moje działania są zależne od nastroju, nigdy na odwrót. Potrafię zmieniać często zdanie, gdy się gorzej czuje. Jestem często zmęczony, niechętny do niczego, doświadczam epizodów apatii gdy się przemęczę lub doświadczę czegoś niemiłego. Potrafię kłaść się w kącie i płakać przez godzinę, nie mając siły doświadczam prokrastynacji gdy zaczynam doświadczać uczucia otumanienia, bardzo się go boję. Czuję się wtedy taki otępiały. Nigdy nie byłem u specjalisty. Dodam, że również byłem hospitalizowany z powodu późnej boreliozy (ponieważ leczenie u lekarza POZ okazało się nieudane) i leczony przez 3 tygodnie antybiotykiem dożylnym. Trafiłem do szpitala z ostrym stanem lękowym i gorączką i byłem konsultowany psychiatrycznie/psychologicznie. Sugerują zaburzenia lękowo-depresyjne. Miałem wykonywane wszystkie badania krwi, elektrolitów, witamin, minerałów. A nawet próby na tężyczkę ujemne. Konsultowany neurologicznie – bez odchyleń od norm. Wykonany rezonans głowy również bez odchyleń, oprócz małej torbieli na szyszynce (ok 1 cm). EKG, RTG Serca w normie. Ja podejrzewam u siebie także ADHD. Zawsze byłem ruchliwym dzieckiem, a potem zabrakło mi tego ujścia w okresie dorastania. Naprawdę proszę o pomoc gdzie mógłbym się z tym udać, tj. jaką ścieżkę obrać czy psychiatrę czy psychologa, a może obu, tylko od którego zacząć?
Syn siostry trafia pod moją opiekę, a ja nie jestem w stanie już przetrwać jego obecności. Boję się, że przez to sama nie będę chciała nigdy mieć dzieci.
Piszę w takiej sprawie, bo nie wiem jak poradzić sobie w tej sytuacji. Siostra, gdy jej syn skończył rok, wróciła do pracy i matka zgodziła się, że podczas gdy siostra będzie w pracy ona się nim zaopiekuje ( mieszkam z matką). Niestety z dnia na dzień obecność tego dziecka w tym domu zaczyna coraz bardziej mnie dobijać. Zawsze matka czy siostra uważali, że ja się nie nadaje do opieki czy czegokolwiek co związane z dziećmi. Jednak gdy siostra zaczęła go przywozić do matki jak jedzie do pracy, opieka nad jej synem spada na mnie. To ja muszę go pilnować, gdy ciągle wchodzi na jakieś wysokości, wkłada do ust wszystko co możliwe czy nawet już potrafi włączyć pralkę. Nie umiem się niczym zająć przez chwilę. Mam wrażenie, że nie mogę już na niego patrzeć, mimo że lubię dzieci, chciałabym mieć kiedyś swoje. Matka w każdy możliwy wolny dzień od razu zabiera go do nas do domu a on powoduje tylko, że jestem podenerwowana i chce się go jak najszybciej pozbyć. Zniszczył mi już dużo prywatnych rzeczy. Podchodzi, potrafi uderzyć lub kopie po plecach.Boje się, że przez niego znienawidzę dzieci, stracę ten "instynkt macierzyński" i będę bała się mieć swoje, że ich nigdy nie pokocham, bo będą takie same jak on. Nie wiem co robić. Jest to bardzo uciążliwe dla mnie. Jak przetrwać jego obecność a wyprowadzka nie jest możliwa?
Dzień dobry. Od prawie 13 lat mam jednego partnera, z którym wiele przeszliśmy.
Dzień dobry. Od prawie 13 lat mam jednego partnera, z którym wiele przeszliśmy. Kilka dni temu posprzeczaliśmy się i pierwszy raz dziwnie się zachowywał. Ja wiem, że nie powinnam, ale zajrzałam do jego telefonu i zobaczyłam jego rozmowy na pewnym komunikatorze z jego byłą partnerką. Umawiali się na seks, pisali o tym i innych rzeczach. Do spotkania nie doszło, ale wracali do pisania, co jakiś czas. On chciał i ona chciała się spotkać, ale nie doszlło do tego. Pisał z nią z przerwami od 2020r. Teraz tłumaczy, że to nic nie znaczy, że robił to tylko podczas naszych kłótni i żałuje, bo sprawdzał siebie i wie, że nigdy mnie nie zdradzi. Nie wiem, co mam zrobić, czuję, jakby mój świat się zawalił. Nigdy nie spodziewałabym sie tego po nim, bo tak bardzo mu ufałam. On ciągle tłumaczy, że to podczas kłótni i to się nie liczy i to tak, jakbyśmy nie byli wtedy ze sobą, bo ja spałam na kanapie albo chciałam się wyprowadzić. To, że tak mówi, pogarsza sytuację.
Brak radości z życia, niska pensja, mieszkanie z rodzicami i wstyd przed kobietami – jak sobie poradzić?
Mam dość życia codziennie nic mi nie sprawia radości odkąd poddałem prawo jazdy tylko zrobiło się gorzej. Pracuje w tej samej pracy od 4 lat za najniższą krajową mieszkam z rodzicami i o związkach normalnym życiu mogę zapomnieć. Moi koledzy są lepsi inni zarabiają więcej coś osiągają a ja jedyne co to robie ortodonte nie mam planu na życie zawszę byłem wybrakowny wycofany z najniższą krajową mieszkaniem z rodzicami wstydzę się kobiet do takiego stopnia że robię wszystko by z nimi nie rozmawiać. Nie mam siły na to życie myślałem że jak zrobię te zęby itp to wtedy jakoś zacznę robić coś innego bo będę miał to z głowy te leczenie a tylko wiem że tracę czas a nie mam planu ani pomysłu co chce robić w życiu boje się życia boję się samotności a wiem że taki będę moi koledzy są lepsi więc w końcu kontakt i tak się urwie poza tym wstydze się z nimi rozmawiać oni są po prostu mężczyznami a ja chłopczykiem Jestem do tego prawiczkiem więc to bardziej powoduję że jestem wybrakowany jako facet. Nie wiem już jak sobie z tym poradzić każdy dzień jest bólem.
Mam 26 lat. Jestem mężczyzną. Potrzebuję pomocy. Straciłem chęci do życia.
Mam 26 lat. Jestem mężczyzną. Potrzebuję pomocy. Straciłem chęci do życia. Nie uważam, żebym był brzydki. Powiem więcej - podobam się sobie. Jednakże, nie czuję się atrakcyjny. Ukończyłem studia wyższe uzyskując tytuł magistra informatyki. Pracuję na ten moment, jako Tester oprogramowania. "Chciałbym" startować na stanowisko młodszego programisty. "Chciałbym" umieściłem w cudzysłowie, gdyż tak naprawdę nie wiem, czego chcę już. Nigdy nie chciałem być programistą. Na studia Informatyki poszedłem z braku innego pomysłu oraz presji. Wiem, że to dość typowy przypadek. Programowanie, po prostu, najbardziej mi się spodobało ze wszystkiego w trakcie studiów a dodatkowo jest to zawód raczej dobrze płatny. Moim zamiłowaniem jest muzyka, a konkretniej jestem gitarzystą. Zamiłowanie do instrumentu zaczęło się w gimnazjum. Szybko odkryłem, że mam ponad przeciętne predyspozycje (pragnę, żebyście mi tu uwierzyli, znam się na rzeczy). Kochałem komponować utwory, zawsze zależało mi, aby były złożone, pomysłowe i atrakcyjne dla muzyków (a przede wszystkim dla mnie) do grania. W ten sposób umiałem się uzewnętrzniać. Na studiach dostałem się do składu zespołu muzycznego. Chłopaki byli dla mnie jak druga rodzina. Zawsze jednak grałem trochę w innym klimacie niż oni. Jednakże osobiście uważałem, że nie gryzie się to z resztą, jako całokształt. Chłopaki zwykle byli innego zdania, więc musiałem walczyć o każdy swój pomysł, zazwyczaj wychodziłem zwycięsko i pomysł przechodził dalej. Czułem, że uczę się walczyć o swoje, co nigdy mi nie przychodziło z łatwością. Po około 3-4 latach kilka miesięcy po rozpoczętej pandemii, zaczynałem czuć się gorzej psychicznie. Czułem się tragicznie przez to, że staliśmy w miejscu. Brak występów, nagrane dopiero ze 3 kawałki (żaden z moich pomysłów) a mieliśmy ich więcej naprawdę porządnych i dopracowanych kawałków. Zacząłem naciskać, że powinniśmy iść do studia nagrywać resztę. Zaproponowałem nawet, że mogę za nas założyć na początek. Jednocześnie zdarzało mi się dziwnie izolować na próbach od reszty, z powodów problemów na tle psychicznym, co zaowocowało niedługo wyrzuceniem mnie z zespołu. Był to dla mnie straszliwy cios. Jakby sens mojego życia przestał istnieć. Płakałem, jak gdybym umierał i nie mógł nic zrobić. Od tamtej pory (minęły jakieś 3 lata) na przemian czuję się zmotywowany i przegrany tak, jak teraz. Na ten moment jestem w dwóch zespołach. W jednym gram 2 lata - kompletnie nie mój gatunek muzyczny, ale szedłem z założeniem, że może mi to pomóc kiedyś złożyć zespół jaki pragnę (poznam ludzi itp), lecz z każdą próbą czuję się gorzej, a nie umiem odejść. Drugi zespół od niedawna, podchodzę z dystansem i choć gatunek zdecydowanie bliższy mojemu to znowu widzę, że będę musiał walczyć o swoje pomysły. Mam swoje własne pomysły i strasznie ciężko mi jest znaleźć osoby, którym się to podoba i też jest to ich styl. Jak znajduję, to zazwyczaj nie udaje mi się do końca całej kapeli złożyć, dlatego najłatwiej mi jest próbować się dostawać do zespołów już kompletnych poszukujących gitarzysty (tak jak to było z tymi dwoma). Mam jeszcze inne pasje i boję się je wyjawić, gdyż jest to tak charakterystyczne połączenie, że jeśli ktoś z moich znajomych to przeczyta to od razu będzie wiedział, kto jest autorem. A wtedy prywatność zostanie naruszona. Więc powiem tylko tak, że jest to sport fizyczny indywidualny. Od dziecka chciałem to trenować, ale rodzice mnie nie zapisali. Dopiero na studiach sobie o tym przypomniałem. Jestem w topce w Polsce z dużymi szansami na mistrzostwo. Myślę o byciu instruktorem, jednakże jest to sport niszowy i pieniędzy z tego praktycznie nie ma. A na pewno nie dużych. Lubię się uczyć języków obcych. Zawsze sprawiało mi to frajdę. I mam też kilka innych hobby, ale nie chcę dla dyskrecji się tym dzielić. Nie mam dużo przyjaciół. Właściwie mam jednego, który jest introwertykiem i bardzo rzadko mam z nim kontakt. Czuję się bardzo samotny. Bardzo! Większość czasu spędzam sam. Jedyny kontakt z ludźmi mam na zajęciach dyscypliny sportowej, którą trenuję. Dziewczynę miałem raz w życiu, w liceum. Z początkiem studiów, oddaliliśmy się od siebie i mnie zostawiła. Bardzo cierpiałem wtedy, lecz po pół roku doszedłem do siebie. Czułem, że wiele mnie to nauczyło. Zdaje mi się, że nie umiem nawiązywać kontaktów z innymi ludźmi a przynajmniej do takiego stopnia, żeby chcieli być moimi przyjaciółmi. Raczej wszystko kończy się po prostu na dobrej znajomości. Odkąd pamiętam, mam złe stosunki z rodzicami. Ojciec prawie ze mną nie rozmawia. Przykro mi, że nie otrzymałem od nich większego wsparcia. Wielokrotnie mówiłem o tym, że co innego mi w duszy gra niż Informatyka i że cierpię studiując. Matka mi radziła, żeby to zdać dla bezpieczeństwa a potem pomyśleć o czymś innym. Inni moi znajomi co byli ze mną na kierunku odchodzili po pierwszym semestrze orientując się w tym jak studia wyglądają (przynajmniej na naszej uczelni). W tym momencie robią to co lubią a nie jest to wcale nic takiego. Część z moich z moich znajomych się nawet z tego śmiała, ja zawsze byłem jednak pod wrażeniem. Ja sam nie zdecydowałem się na odejście ze względu na to, że w przeciwieństwie do ów znajomych, co odeszli, mi dobrze szło na studiach. Zdawałem egzaminy. Zawsze sobie też stawiałem ambitne wyzwania. Myślę, że te rzeczy mnie powstrzymały. Wracając do rodziców, nie wspierali mnie w moich pasjach. Nie pomagali zrozumieć, że mogę robić w życiu to co lubię. (Jeden z moich znajomych jest zawodowym muzykiem - postawił na to po prostu, nie bał się). Więc ja zawsze się bałem postawić wszystko na moją pasję. Mam wrażenie, że brak kontaktów z ojcem, brak okazywania miłości z jego strony sprawił, że mam problemy w kontaktach między ludzkich (mam wrażenie, że skoro ja go nie ciekawię, to nikogo nie ciekawię). Wstydzę się też chwalić swoimi osiągnięciami, swoimi twórczościami. Po wyrzuceniu mnie z zespołu zacząłem chodzić na terapię do psychoterapeuty, czułem się na niej wielce nierozumiany i że jestem tam po to, żeby dawać pieniądze. Zmieniłem więc psychoterapeutę. Drugi raz czułem, że to strzał w dziesiątkę. Była to starsza już pani, ale czułem od niej ciepło i troskę. I faktycznie przez pewien czas czułem poprawę. Jednakże problemy moje wróciły ze zdwojoną siłą. Myślę, że starczy już. Sytuacja, w jakiej się teraz znajduję, jest taka, że nic a nic nie ma dla mnie już sensu. Mam 26 lat, a czuję się, jakbym miał już 60, jakby wszystkie drzwi się już przede mną zamknęły. jak w dniu świra, że ja jestem głównym bohaterem tego smutnego filmu. Że mój potencjał się już stracił. Muzykę, choć kocham, to nie mam już motywacji by to robić, straciłem nadzieję a bez tego czuję się jak bez tożsamości. Praca, sport, hobby, muzyka - wszystko dla mnie jest bez sensu. Choć nie chcę tego, myśli samobójcze przychodzą mi do głowy, i to mnie niepokoi. Bo wiem, że wizja samobójstwa mnie przeraża i nie chcę tego robić, ale kto wie do czego ból mnie doprowadzi. Bardzo, bardzo błagam o pomoc. Pozdrawiam, przepraszam, że takie długie
śmierć bliskiej osoby

Śmierć bliskiej osoby – jak sobie z nią poradzić?

Śmierć bliskiej osoby to jedno z najtrudniejszych przeżyć. Żałoba jest naturalną reakcją psychiczną, która pomaga zaakceptować stratę. Każdy przeżywa ją inaczej, a powrót do równowagi wymaga czasu i wsparcia.