
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z agresją u męża cierpiącego na nerwicę?
Anna Kapelska
Dzień dobry,
Pani Kasiu, nerwica nie może tłumaczyć wyzwisk ani obrażania Pani.
Pisze Pani, że poza tym to wspaniały człowiek i darzy go Pani uczuciem. Czy poza rozmowami udało się ustalić jakieś granice, powiedzieć jasno na co się Pani godzi, a co jest zdecydowanym przekroczeniem?
Jednocześnie zastanawiam się, czy jednak mąż nie podjąłby ponownie terapii? Jest na to otwarty? Czasem zmiana terapeuty / podejścia może przynieść istotne rezultaty, bo wygląda na to, że mąż ma problemy z regulacją emocji. Pani zaś nie może być jego wentylem i słusznie nazywa Pani te zachowania przemocowymi .
Życzę, aby Pani mężowi udało się pomyślnie przepracować te zachowania.
Wszystkiego dobrego.
Anna Kapelska
Psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Maria Sobol
Pani Kasiu,
to, co Pani przeżywa, jest naprawdę bardzo trudne. Widać, jak bardzo kocha Pani męża, ale też jak bardzo to Panią rani. Da się kochać i jednocześnie cierpieć.
Wyzwiska, krzyki, strach przed reakcją partnera to przemoc psychiczna, nawet jeśli on zmaga się z nerwicą. Choroba nie daje prawa do ranienia drugiego człowieka. Życie w ciągłym napięciu, w czujności, „żeby go nie sprowokować”, bardzo wyniszcza. Nic dziwnego, że Pani też czasem wybucha – to ludzka reakcja na przeciążenie, a nie słabość.
Najważniejsze jest bezpieczeństwo Pani i dziecka. W momentach wybuchu nie da się nic wyjaśnić ani naprawić rozmową – wtedy chodzi tylko o ochronę siebie i dziecka. Spokojne rozmowy mają sens wyłącznie poza kryzysem i z jasną granicą: wyzwiska i strach w domu są nie do przyjęcia, niezależnie od przyczyn.
Jeśli mąż nie chce terapii, to nie ma Pani wpływu na jego decyzję. Ma Pani natomiast prawo zadbać o siebie. Własne wsparcie terapeutyczne może pomóc Pani odzyskać siłę, jasność i poczucie, że nie musi Pani tego wszystkiego dźwigać sama.
Ma Pani prawo chcieć domu, w którym jest spokój, a nie lęk. I ma Pani prawo chronić siebie i swoje dziecko.
Z uważnością i wsparciem,
Maria Sobol
psychoterapeutka integrscyjna
Marta Osińska-Białczyk
Dobry wieczór,
Zacznę od pytania, czy mąż jest zdiagnozowany przez psychiatrę i czy bierze leki? Jeśli nie, to podstawa do dalszych kroków. U mężczyzn często objawy które pani opisuje wynikają z depresji. Jeśli tak, to kwestia czy diagnoza jest trafna, leczenie dobrze dobrane i czy mąż przepisane leki bierze. Pani obawy, że jest to przemoc są jak najbardziej uzasadnione. Miłość niestety ma tu niewiele do rzeczy, a pani ma prawo nie czuć się w takiej sytuacji bezpiecznie. Sytuacja sama się nie zmieni na lepsze, wymaga interwencji.
Pozdrawiam
Wiktoria Gwóźdź
Z tego, co Pani opisuje, życie w takiej sytuacji może przypominać funkcjonowanie przy tykającej bombie i być bardzo obciążające. Długotrwałe napięcie i nieprzewidywalność niestety często odbijają się także na dzieciach – dzieci naprawdę bardzo dużo czują i obserwują, nawet jeśli może się wydawać, że „nic nie widzą”.
Jeśli mąż nie jest gotowy, aby przyjrzeć się swoim reakcjom i poszukać pomocy w związku z wybuchami agresji, wówczas warto, aby Pani zastanowiła się nad kolejnymi krokami z myślą o sobie i dziecku.
Nikt nie powinien wyładowywać emocji na drugiej osobie. Emocje potrafią być trudne, ale można się uczyć, jak je regulować i nie reagować impulsywnie, wziąć za nie odpowiedzialność — do tego jednak potrzebna jest gotowość i chęć zmiany.
Można rozważyć wspólną wizytę, albo też Pani indywidualną konsultację, aby przyjrzeć się różnym możliwościom i temu, co Pani w tej sytuacji czuje.
Pani potrzeby i granice są ważne!
Zuzanna Zbieralska
Pani Kasiu,
Dziękuję za podzielenie się swoim problemem. To na pewno nie jest dla Pani łatwa sytuacja i ma Pani prawo czuć się wyczerpaną. Nie dziwię się także, że Pani również zdarzy się okazać złość- w końcu próbuje się Pani jakoś bronić. Jeśli jednak chodzi o wybuchy złości ze strony męża- proponowałabym konsultację z psychologiem lub terapeutą. Dlatego, że nie wiadomo, co dokładnie stoi za tymi zachowaniami. Być może są to jakieś skumulowane emocje z przeszłości, które wylewają się na Panią przy jakieś wyzwalającej je sytuacji, z podwójną siłą. Tak się bardzo często zdarza. Wówczas ciężko jest mieć emocje na wodzy i pracuje się nad tym stopniowo, najpierw pracując nad zwiększaniem samoświadomości swoich emocji, a następnie nad przejmowaniem nad nimi kontroli, natomiast to zawsze jest proces, w którym psycholog/terapeuta dba o bezpieczne warunki i dobiera indywidualnie metody pracy, dlatego może się to okazać kluczowe, aby Pani mąż zmienił swoje zachowanie. Jeśli poprzednia terapia nie pomogła- to też normalne i może się zdarzyć. Być może specjalista nie był po prostu odpowiedni dla Pani męża. Warto jednak poszukać wówczas takiej osoby, przy której będziemy czuć, że czujemy się dobrze i jest to rodzaj pracy, w którym także będziemy się czuć dobrze, ponieważ każdy specjalista pracuje również troszkę inaczej. Ważne, aby porozmawiać o tym wspólnie w atmosferze troski i chęci pracy nad relacją, a nie obwiniania. Jeśli Pani natomiast jest na tyle ciężko, że czuje Pani, że przeżywa jakiegoś rodzaju kryzys- również wsparcie psychologiczne mogłoby się okazać pomocne.
Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,
Zuzanna Zbieralska, psycholożka
Barbara Michno-Wiecheć
Dzień dobry,
Opisuje Pani trudną i przykrą sytuację, w której bardzo łatwo dołączyć się do trudnych i silnych emocji męża i popadać w kolejne konflikty. Ważne jest jednak, aby spróbować zrozumieć, z czego te zachowania mogą wynikać, ponieważ od tego może zależeć jakie Pani będzie chciała podejmować dalej decyzje. Można się zastanowić, czy to zachowanie to wynik problemów neurologicznych, niezdiagnozowanej choroby, stosowania środków psychoaktywnych, wspomnianej przez Panią nerwicy, innych problemów emocjonalnych lub osobowościowych, trudnej sytuacji w relacji małżeńskiej, problemów finansowych, zawodowych. Bez zbadania źródła, trudno jest adekwatnie pomóc. Oczywiście można skupić się na ustalaniu granic, braku zgody na ich przekraczanie, co jest bardzo ważne w tych okolicznościach. Jeśli jednak nie wiadomo z czego wynikają te wybuchy, powierzchowna pomoc może okazać się niewystarczająca. Myślę, że warto spróbować konsultacji u psychoterapeuty, nawet kilka pogłębionych rozmów może już bardziej Panią nakierować na rozwiązanie.
Pozdrawiam,
Barbara Michno-Wiecheć
psycholożka, psychoterapeutka psychoanalityczna
Daria Składanowska
Dzień dobry,
dziękuję za Pani szczerość i zaufanie. To, co Pani opisuje, jest bardzo trudne i wyczerpujące. Chcę jasno powiedzieć, że krzyki, wyzwiska i wzbudzanie lęku są formą przemocy psychicznej – niezależnie od przyczyn. Pani ma prawo do szacunku i poczucia bezpieczeństwa, podobnie jak Pani dziecko.
Rozumiem, jak bolesne jest to, że obok tych zachowań Pani mąż bywa dobrym i kochającym partnerem. Jednocześnie długotrwałe życie w napięciu i strachu prowadzi do wyczerpania i jest sygnałem, że sama nie musi Pani sobie z tym radzić.
Skoro rozmowy nie przynoszą zmiany, warto skupić się na ochronie siebie i dziecka, stawianiu jasnych granic oraz zadbaniu o własne wsparcie psychologiczne – niezależnie od decyzji męża o terapii. To, że szuka Pani pomocy, świadczy o trosce i sile, a nie o słabości.
Zachęcam do kontaktu ze specjalistą psychologiem, terapeutą.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria
Iwona Kyłymniuk
Dzień dobry, dziękuję za podzielenie się swoim doświadczeniem. To, co Pani opisuje, to nie tylko „nerwica” czy trudniejszy moment, ale zachowania, które naruszają Pani granice i wywołują lęk przed reakcją męża. Krzyk, wyzwiska czy życie w napięciu — nawet jeśli obok są dobre chwile — mają charakter przemocy psychicznej. Dlatego nie chodzi tu o ocenę człowieka, tylko o ocenę konkretnego zachowania. Pani zmęczenie, bezradność i rozdarcie są zrozumiałe i adekwatne.
Spokojna rozmowa często nie wystarcza, bo to nie jest problem samej komunikacji, tylko regulacji emocji. Bez zaangażowania męża w terapię i pracę nad sobą taki schemat się zwykle utrzymuje.
Pierwszym krokiem może być zadbanie o siebie: rozmowa z psychologiem, nazwanie granic i przemyślenie, jakie konsekwencje może Pani wprowadzić, jeśli Pani mąż nie podejmie pracy nad sobą.
Warto, by te decyzje wynikały z troski o Pani dobrostan i poczucie bezpieczeństwa oraz Państwa dziecka— to ważny kierunek.
Pozdrawiam ciepło
Iwona Kyłymniuk
Weronika Wardzińska
Dzień dobry Pani Kasiu,
to, czego Pani doświadcza, to przemoc psychiczna: wyzwiska, strach i chodzenie „na palcach” nie są objawem miłości, nawet jeśli mąż na co dzień bywa dobry. Nerwica nie usprawiedliwia agresji, a rezygnacja z terapii przy takich wybuchach jest realnym problemem. Pani zmęczenie i to, że czasem sama Pani wybucha, są skutkiem długotrwałego napięcia, nie Pani winą. Najważniejsze teraz to jasne granice i ochrona siebie oraz dziecka: w spokoju powiedzieć, że nie zgadza się Pani na krzyk i wyzwiska, i że jeśli to się powtórzy, przerwie Pani kontakt lub wyjdzie z dzieckiem. Bez leczenia z jego strony sytuacja się nie zmieni, dlatego warto też poszukać wsparcia dla siebie. Ma Pani prawo do bezpieczeństwa i domu bez strachu.
Pozdrawiam serdecznie
Weronika Wardzińska
Agnieszka Truszkowska
Szanowna Pani doradzam z całego serca, bo prowadziłam związki, przyjść na spotkanie online lub stacj. razem a następnie każde z was z osobna. Niestety obie osoby muszą chcieć tej zmiany i db komunikacji. Myślę, że mąż ma temperament lub cechy osobiste , które należy pod temperować dla waszych korzyści. Takie puzzle psychologiczne układamy razem 2+1 terapeuta psycholog.
Pozdrawiam

Zobacz podobne
Czy to normalne narzeczony ze mną nagle zerwał? Teraz chce być sam, najpierw mówił, że chce naprawić swój mózg, a teraz to już chce być sam, nie chce wsparcia. Jak ja stwierdziłam, że ja wiem, że nie chce mnie w to wciągać, to stwierdził, że to nie o to chodzi i że chce być sam serio i musze iść dalej. Powiedziałam, że to wiem, że przez depresje I to minie tylko musi zacząć się leczyć, powiedział, że to nie ma znaczenia, jak powiedziałam, że czemu tak uważasz powiedział, że sam z siebie. I na prawdę nie chce wsparcia. Czy jeżeli dam mu przestrzeń to może zmienić zdanie? I będzie chciał wsparcia i przestanie się izolować ode mnie. Nie wiem, dlaczego się ode mnie izoluje, ale od kolegów nie i spędza z nimi dużo czasu. Zaczął też więcej pracować. Zawsze był wrażliwym chłopakiem, teraz się zmienił, mojej mamie pisał, że chyba ma depresje albo coś w podobnie. Do mnie powiedział, że mnie nie kocha i nie tęskni, jak zapytałam, czy tylko mnie to powiedział, że wszystkiego. Ja mam wrażenie, że on się świetnie bawi, nie chce rozmawiać twierdzi, że nie ma potrzeby i że to tylko źle wpływa na jego głowę. Ale ma wahania nastroju raz jest miły, a raz agresywny w rozmowie i jak sie spotkamy tak samo.
Cześć, piszę tutaj, bo czuję się kompletnie zagubiona i nie wiem, co dalej robić. Chciałabym poprosić Was o spojrzenie z boku i jakąś radę. Nasza najlepsza przyjaciółka, z którą znamy się i przyjaźnimy od 15 lat, z dnia na dzień całkowicie zerwała kontakt. Jeszcze niedawno rozmawiałyśmy normalnie, a potem nagle cisza. Nie odpisuje na wiadomości, nie odbiera telefonu, nawet nie odczytuje tego, co piszę. Jednocześnie widzę, że jest aktywna w mediach społecznościowych, więc wiem, że żyje i korzysta z telefonu. Zaniepokojona próbowałam skontaktować się z jej rodziną. a teraz nikt mi nie odpowiada. Mam im za złe, bo mogliby chociaż dać znać, że przyjaciółka potrzebuje czasu albo że mamy już się nie odzywać. Mam wrażenie (choć nie mam na to dowodów), że mogła poprosić rodzinę, żeby nie odpisywali na moje wiadomości. To wszystko bardzo mnie martwi i boli. Nie wiem, co mam myśleć. Z jednej strony boję się, że wydarzyło się coś złego w jej życiu i że cierpi, a ja nie mam jak jej pomóc. Z drugiej strony w głowie pojawiają się myśli, że może ktoś złamał jej serce, może przeżywa coś, o czym nie potrafi lub nie chce mówić. A czasem nachodzi mnie jeszcze gorsza myśl, że może stwierdziła, iż nie jesteśmy już dla niej ważne, że coś jej we mnie nie pasowało i po prostu postanowiła się odciąć, bez słowa wyjaśnienia. Najbardziej boli mnie ta niewiedza. Przyjaźniłyśmy się tyle lat, przeszłyśmy razem naprawdę dużo i trudno mi pogodzić się z tym, że ktoś, kto był tak blisko, może nagle zniknąć bez żadnego wyjaśnienia. Czuję bezsilność, smutek, złość, a jednocześnie ogromną troskę o nią. Nie wiem, czy powinnam dalej próbować się kontaktować, czy dać jej całkowitą przestrzeń. Nie wiem też, jak poradzić sobie z lękiem, że być może dzieje się coś poważnego, a ja stoję z boku i nic nie mogę zrobić.
Witam, pięć miesięcy temu rozstałem się z narzeczoną po czterech latach związku. Mimo akceptacji i przejściu refleksji - nadal jest mi bardzo ciężko. Po miesiącu od rozstania, odezwała się do mnie przez wzgląd na tęsknotę (wcześniej zablokowała wszelką drogę kontaktu). Po trzech miesiącach zdecydowaliśmy, że się spotkamy (mieszkamy daleko od siebie), spotkanie pokazało mi, jak bardzo mocno ona jest rozbita, byłem przekonany, że wszystko już przeżyła i spotkanie będzie wiązało się z pożegnaniem. Okazało się, że ktoś jej ciągle mieszał i nie pozwalał przeboleć wszystkiego, dodatkowo sama siebie krzywdziła, jak przyznała, nową relacją (jej przyjaciel wykorzystał to, że jest rozdarta). Powiedziała mi wszystko, płacząc. Od tego momentu wspierałem ją, nakłoniłem ją na skorzystanie z pomocy psychologa - musi udać się na terapię. Znowu się zbliżyliśmy do siebie, narobiłem sobie nadziei na powrót - tak mimo wszystko nadal ją kocham (dodatkowo sama przyznała mi się, że ona nadal mnie też). Tydzień temu zablokowała mnie znowu, tłumacząc się strachem przed skrzywdzeniem, bólem i brakiem siły. Rozumiem jej rozterki, ale przez tę sytuację, wrócił do mnie ból, pustka i tęsknota. Chodzę do terapeuty i mimo wszystko nadal jest mi bardzo ciężko. Wcześniej, gdy się przestawała odzywać, to czułem, że wróci kontakt, a teraz, czuję, że już nie wróci. Ciężko mi się znowu pogodzić z tym, wiem, że ona potrzebuje teraz być sama, by wszystko przepracować. Nie wiem, co robić, by przestać myśleć ciągle o niej, staram się pracować, uczyć się, robić cokolwiek by zająć czas, tylko najgorsze jest to, że wcześniej pogodziłem się z utratą, a teraz nie wiem dlaczego, ale nie potrafię się pogodzić z brakiem. Co mogę jeszcze zrobić, by wrócić do siebie, by aż tak bardzo tego wszystkiego nie przeżywać? Chodzę na siłownię, do terapeuty, uczę się (mam pracę dyplomową na głowie), pracuję (daje z siebie więcej w pracy), oddaje się hobby, plus staram się tworzyć narzędzia dla siebie. Ale już to nie daje tego, co wcześniej.

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?
Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.
