Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z agresją u męża cierpiącego na nerwicę?

Mój mąż ma nerwice która objawia się gwałtownymi wybuchami złości, agresji - czasami w takich sytuacjach napina się, wykrzywia mu się buzia itp. Wtedy zazwyczaj krzyczy/przeklina lub obraża mnie. To wspaniały człowiek, bardzo go kocham - jesteśmy małżeństwem i mamy małe niemowlę. Jednak te momenty wybuchów potrafią niszczyć wszystko. Najbardziej bolą mnie wyzwiska na które czuję że nie zasługuje. Podchodzi to moim zdaniem pod przemoc psychiczną. Wiele razy łapie się na tym że boję się coś zrobić bo boję się że on nagle wybuchnie i oczywiście ja na tym oberwę. Poza tym to wspaniały człowiek, naprawdę. Jemu też jest z tym ciężko jednak zrezygnował z psychoterapii uważając że mu to nie pomaga. Sama wysiadam i wiele razy również w końcu na niego ryknę niemiło. Nie wiem jak sobie z tym radzić… Nie mam siły trzymać nerwów na wodzy za każdym razem. Nie chcę by moje dziecko było wychowywane w takim domu. Jak reagować? Spokojna rozmowa nie pomaga itp. jesteśmy już 10 lat razem, to przegadany temat lecz ciągle wraca.
User Forum

Kasia

3 miesiące temu
Anna Kapelska

Anna Kapelska

Dzień dobry,

 

Pani Kasiu, nerwica nie może tłumaczyć wyzwisk ani obrażania Pani. 

Pisze Pani, że poza tym to wspaniały człowiek i darzy go Pani uczuciem. Czy poza rozmowami udało się ustalić jakieś granice, powiedzieć jasno na co się Pani godzi, a co jest zdecydowanym przekroczeniem?

Jednocześnie zastanawiam się, czy jednak mąż nie podjąłby ponownie terapii? Jest na to otwarty? Czasem zmiana terapeuty / podejścia może przynieść istotne rezultaty, bo wygląda na to, że mąż ma problemy z regulacją emocji. Pani zaś nie może być jego wentylem i słusznie nazywa Pani te zachowania przemocowymi .

Życzę, aby Pani mężowi udało się pomyślnie przepracować te zachowania. 

Wszystkiego dobrego.

 

Anna Kapelska

Psycholog

 

3 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Maria Sobol

Maria Sobol

Pani Kasiu,

to, co Pani przeżywa, jest naprawdę bardzo trudne. Widać, jak bardzo kocha Pani męża, ale też jak bardzo to Panią rani. Da się kochać i jednocześnie cierpieć.

Wyzwiska, krzyki, strach przed reakcją partnera to przemoc psychiczna, nawet jeśli on zmaga się z nerwicą. Choroba nie daje prawa do ranienia drugiego człowieka. Życie w ciągłym napięciu, w czujności, „żeby go nie sprowokować”, bardzo wyniszcza. Nic dziwnego, że Pani też czasem wybucha – to ludzka reakcja na przeciążenie, a nie słabość.

Najważniejsze jest bezpieczeństwo Pani i dziecka. W momentach wybuchu nie da się nic wyjaśnić ani naprawić rozmową – wtedy chodzi tylko o ochronę siebie i dziecka. Spokojne rozmowy mają sens wyłącznie poza kryzysem i z jasną granicą: wyzwiska i strach w domu są nie do przyjęcia, niezależnie od przyczyn.

Jeśli mąż nie chce terapii, to nie ma Pani wpływu na jego decyzję. Ma Pani natomiast prawo zadbać o siebie. Własne wsparcie terapeutyczne może pomóc Pani odzyskać siłę, jasność i poczucie, że nie musi Pani tego wszystkiego dźwigać sama.

Ma Pani prawo chcieć domu, w którym jest spokój, a nie lęk. I ma Pani prawo chronić siebie i swoje dziecko.

Z uważnością i wsparciem,

Maria Sobol

psychoterapeutka integrscyjna

3 miesiące temu
Marta Osińska-Białczyk

Marta Osińska-Białczyk

Dobry wieczór,

Zacznę od pytania, czy mąż jest zdiagnozowany przez psychiatrę i czy bierze leki? Jeśli nie, to podstawa do dalszych kroków. U mężczyzn często objawy które pani opisuje wynikają z depresji. Jeśli tak, to kwestia czy diagnoza jest trafna, leczenie dobrze dobrane i czy mąż przepisane leki bierze. Pani obawy, że jest to przemoc są jak najbardziej uzasadnione. Miłość niestety ma tu niewiele do rzeczy, a pani ma prawo nie czuć się w takiej sytuacji bezpiecznie. Sytuacja sama się nie zmieni na lepsze, wymaga interwencji.

Pozdrawiam 

3 miesiące temu
Wiktoria Gwóźdź

Wiktoria Gwóźdź

Z tego, co Pani opisuje, życie w takiej sytuacji może przypominać funkcjonowanie przy tykającej bombie i być bardzo obciążające. Długotrwałe napięcie i nieprzewidywalność niestety często odbijają się także na dzieciach – dzieci naprawdę bardzo dużo czują i obserwują, nawet jeśli może się wydawać, że „nic nie widzą”.

Jeśli mąż nie jest gotowy, aby przyjrzeć się swoim reakcjom i poszukać pomocy w związku z wybuchami agresji, wówczas warto, aby Pani zastanowiła się nad kolejnymi krokami z myślą o sobie i dziecku.

Nikt nie powinien wyładowywać emocji na drugiej osobie. Emocje potrafią być trudne, ale można się uczyć, jak je regulować i nie reagować impulsywnie, wziąć za nie odpowiedzialność — do tego jednak potrzebna jest gotowość i chęć zmiany.

Można rozważyć wspólną wizytę, albo też Pani indywidualną konsultację, aby przyjrzeć się różnym możliwościom i temu, co Pani w tej sytuacji czuje.

Pani potrzeby i granice są ważne!

 

3 miesiące temu
Zuzanna Zbieralska

Zuzanna Zbieralska

Pani Kasiu,

Dziękuję za podzielenie się swoim problemem. To na pewno nie jest dla Pani łatwa sytuacja i ma Pani prawo czuć się wyczerpaną. Nie dziwię się także, że Pani również zdarzy się okazać złość- w końcu próbuje się Pani jakoś bronić. Jeśli jednak chodzi o wybuchy złości ze strony męża- proponowałabym konsultację z psychologiem lub terapeutą. Dlatego, że nie wiadomo, co dokładnie stoi za tymi zachowaniami. Być może są to jakieś skumulowane emocje z przeszłości, które wylewają się na Panią przy jakieś wyzwalającej je sytuacji, z podwójną siłą. Tak się bardzo często zdarza. Wówczas ciężko jest mieć emocje na wodzy i pracuje się nad tym stopniowo, najpierw pracując nad zwiększaniem samoświadomości swoich emocji, a następnie nad przejmowaniem nad nimi kontroli, natomiast to zawsze jest proces, w którym psycholog/terapeuta dba o bezpieczne warunki i dobiera indywidualnie metody pracy, dlatego może się to okazać kluczowe, aby Pani mąż zmienił swoje zachowanie. Jeśli poprzednia terapia nie pomogła- to też normalne i może się zdarzyć. Być może specjalista nie był po prostu odpowiedni dla Pani męża. Warto jednak poszukać wówczas takiej osoby, przy której będziemy czuć, że czujemy się dobrze i jest to rodzaj pracy, w którym także będziemy się czuć dobrze, ponieważ każdy specjalista pracuje również troszkę inaczej. Ważne, aby porozmawiać o tym wspólnie w atmosferze troski i chęci pracy nad relacją, a nie obwiniania. Jeśli Pani natomiast jest na tyle ciężko, że czuje Pani, że przeżywa jakiegoś rodzaju kryzys- również wsparcie psychologiczne mogłoby się okazać pomocne. 

 

Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,

Zuzanna Zbieralska, psycholożka

3 miesiące temu
Barbara Michno-Wiecheć

Barbara Michno-Wiecheć

Dzień dobry,

 

Opisuje Pani trudną i przykrą sytuację, w której bardzo łatwo dołączyć się do trudnych i silnych emocji męża i popadać w kolejne konflikty. Ważne jest jednak, aby spróbować zrozumieć, z czego te zachowania mogą wynikać, ponieważ od tego może zależeć jakie Pani będzie chciała podejmować dalej decyzje. Można się zastanowić, czy to zachowanie to wynik problemów neurologicznych, niezdiagnozowanej choroby, stosowania środków psychoaktywnych, wspomnianej przez Panią nerwicy, innych problemów emocjonalnych lub osobowościowych, trudnej sytuacji w relacji małżeńskiej, problemów finansowych, zawodowych. Bez zbadania źródła, trudno jest adekwatnie pomóc. Oczywiście można skupić się na ustalaniu granic, braku zgody na ich przekraczanie, co jest bardzo ważne w tych okolicznościach. Jeśli jednak nie wiadomo z czego wynikają te wybuchy, powierzchowna pomoc może okazać się niewystarczająca. Myślę, że warto spróbować konsultacji u psychoterapeuty, nawet kilka pogłębionych rozmów może już bardziej Panią nakierować na rozwiązanie.

 

Pozdrawiam,

Barbara Michno-Wiecheć

psycholożka, psychoterapeutka psychoanalityczna

3 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

 

dziękuję za Pani szczerość i zaufanie. To, co Pani opisuje, jest bardzo trudne i wyczerpujące. Chcę jasno powiedzieć, że krzyki, wyzwiska i wzbudzanie lęku są formą przemocy psychicznej – niezależnie od przyczyn. Pani ma prawo do szacunku i poczucia bezpieczeństwa, podobnie jak Pani dziecko.

 

Rozumiem, jak bolesne jest to, że obok tych zachowań Pani mąż bywa dobrym i kochającym partnerem. Jednocześnie długotrwałe życie w napięciu i strachu prowadzi do wyczerpania i jest sygnałem, że sama nie musi Pani sobie z tym radzić.

 

Skoro rozmowy nie przynoszą zmiany, warto skupić się na ochronie siebie i dziecka, stawianiu jasnych granic oraz zadbaniu o własne wsparcie psychologiczne – niezależnie od decyzji męża o terapii. To, że szuka Pani pomocy, świadczy o trosce i sile, a nie o słabości.

 

Zachęcam do kontaktu ze specjalistą psychologiem, terapeutą. 

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

 

 

3 miesiące temu
Iwona Kyłymniuk

Iwona Kyłymniuk

Dzień dobry, dziękuję za podzielenie się swoim doświadczeniem. To, co Pani opisuje, to nie tylko „nerwica” czy trudniejszy moment, ale zachowania, które naruszają Pani granice i wywołują lęk przed reakcją męża. Krzyk, wyzwiska czy życie w napięciu — nawet jeśli obok są dobre chwile — mają charakter przemocy psychicznej. Dlatego nie chodzi tu o ocenę człowieka, tylko o ocenę konkretnego zachowania. Pani zmęczenie, bezradność i rozdarcie są zrozumiałe i adekwatne.

Spokojna rozmowa często nie wystarcza, bo to nie jest problem samej komunikacji, tylko regulacji emocji. Bez zaangażowania męża w terapię i pracę nad sobą taki schemat się zwykle utrzymuje.

Pierwszym krokiem może być zadbanie o siebie: rozmowa z psychologiem, nazwanie granic i przemyślenie, jakie konsekwencje może Pani wprowadzić, jeśli Pani mąż nie podejmie pracy nad sobą.

Warto, by te decyzje wynikały z troski o Pani dobrostan i poczucie bezpieczeństwa oraz Państwa dziecka— to ważny kierunek.

 

Pozdrawiam ciepło

Iwona Kyłymniuk

3 miesiące temu
Weronika Wardzińska

Weronika Wardzińska

Dzień dobry Pani Kasiu,


to, czego Pani doświadcza, to przemoc psychiczna: wyzwiska, strach i chodzenie „na palcach” nie są objawem miłości, nawet jeśli mąż na co dzień bywa dobry. Nerwica nie usprawiedliwia agresji, a rezygnacja z terapii przy takich wybuchach jest realnym problemem. Pani zmęczenie i to, że czasem sama Pani wybucha, są skutkiem długotrwałego napięcia, nie Pani winą. Najważniejsze teraz to jasne granice i ochrona siebie oraz dziecka: w spokoju powiedzieć, że nie zgadza się Pani na krzyk i wyzwiska, i że jeśli to się powtórzy, przerwie Pani kontakt lub wyjdzie z dzieckiem. Bez leczenia z jego strony sytuacja się nie zmieni, dlatego warto też poszukać wsparcia dla siebie. Ma Pani prawo do bezpieczeństwa i domu bez strachu.


Pozdrawiam serdecznie

Weronika Wardzińska

3 miesiące temu
Agnieszka Truszkowska

Agnieszka Truszkowska

Szanowna Pani doradzam z całego serca,  bo prowadziłam związki, przyjść na spotkanie online lub stacj. razem a następnie każde z was z osobna. Niestety obie osoby muszą chcieć tej zmiany i db komunikacji. Myślę, że mąż ma temperament lub cechy osobiste , które należy pod temperować dla waszych korzyści. Takie puzzle psychologiczne układamy razem 2+1 terapeuta psycholog. 

Pozdrawiam 

3 miesiące temu

Zobacz podobne

W związkach szukam poczucia bezpieczeństwa, którego nigdy nie miałam. Jak wyjść z błędnego myślenia?
Witam, byłam w paru związkach, te związki zawsze kończyły się porażką, bo szukałam w nich bezpieczeństwa. Jak mogę wyjść z tego błędnego koła?
TW: Samookaleczanie. Problemy z emocjami, brak przynależności, samookaleczanie - szukam pomocy

TW samookaleczanie

 

Mam 22 lata i przepraszam, że tak długo się rozpiszę, ale nie daję rady. Od dziecka byłam typem aspołecznym, nie lubię spotykać się z ludźmi, ani z nimi rozmawiać. Nigdy nie mam tematów na rozmowy, nawet jeśli ktoś się ze mną zaprzyjaźnił, ta relacja bardzo szybko się kończyła, gdyż w pewnym momencie się izolowałam. Przez ten brak potrzebny socjalizacji, zawsze czułam się nieludzko. Dziwnie, inaczej. Jestem bardzo brzydka i głupia. Przez słowo głupia mam na myśli, że jestem osobą zapominalską, wszystko wypada mi z rąk, wykonuje niezręczne ruchy przy ludziach. Bardzo dużo gestykuluję i szybko mówię. Moja prokastrynacja jest na tak wysokim poziomie, ze obecnie mam pięć warunków na studiach. Nie zdałam roku. Wielokrotnie zapominałam dat rejestracji albo gubiłam się we wszystkim. Mówię szybko i nerwowo, czego bardzo się wstydzę. 

Mam wrażenie, że wszystko, co wychodzi spod mojej ręki, jest złe, gorsze, żenujące. W ciągu dnia doświadczam wahań nastrojów, czasem mam motywację, ale czasem mam wręcz ochotę rzucić się pod metro, którym codziennie dojeżdżam na uczelnię. Okaleczam się żyletką, lubię, gdy rany są dość głębokie, gdy krawędzie rozsuwają się na boki. Dużo płaczę, w miejscach publicznych, na zaliczeniach, wszędzie, czasem nawet bez powodu. Mam wrażenie, że emocje mnie przytłaczają, że jestem dziecinna, głupia niedojrzała. Nie mam marzeń, cały dzień czekam do nocy, żeby spać, jednak ten sen często nie przychodzi. Chodziłam do psychiatry, ale on nie rozmawiał ze mną. 

W gabinecie głównie płakałam roztrzęsiona, a on przepisywał mi leki. Od kilku miesięcy biorę Dulsevię 60 mg raz dziennie, spamilan 10 mg trzy razy dziennie, estazolam 2 mg tymczasowo na sen (bardzo pomagał, ale już się skonczył) i medikinet CR 20 mg. Medikinet sprawia, że przez jakiś czas czuję motywacje, ale po paru godzinach znowu przychodzi stan otępieniq, beznadziei i złości. Nie potrafię radzić sobie z emocjami, płaczę, okaleczam się, uderzam w drzwi, wewnętrznie krzyczę. Dotychczas miałam jednego ,,przyjaciela" ale izolowałam się i olewałam tę znajomość. Gdy on powoli się odsunął, poczułam ogromną zazdrość i duże emocje, które targają moje wnętrze, tak jakby rozrywały każdą część mięsa, z którego jestem utworzona. Nie tęsknie za człowiekiem, lecz za uwagą. Czuję się tak obrzydliwie, jakbym nie pasowała do świata. Nie chcę być częścią życia społecznego. Nienawidzę przebywania w tłumach i nie umiem prowadzić rozmów z ludźmi. Z drugiej strony brak mi poczucia przynależności, tak jakbym nie istniała. Po kilku minutach miłej rozmowy ze znajomym lub nieznajomym muszę wyjść gdzieś, trząść rękami i głową, oraz mówić do siebie, by uregulować emocje. Psychiatra skierował mnie do psychologa z epizodem depresyjnym i zaburzeniami adaptacyjnymi z lękiem społecznym, ale on praktycznie ze mną nie rozmawia. Polecał mi również diagnozę pod kątem spektrum autyzmu, ale to dużo kosztuje i nie wiem, czy się opłaca. Nie wiem, nawet co mi jest. Coraz bardziej męczy mnie bycie człowiekiem. Uciekam w fikcję, ale moje ciało daje mi znać, że życie istnieje. Boję się cierpienia. Czasem brałam kilka tabletek więcej, niż powinnam, żeby sprawdzić swoją granicę. Zdarzyło się, że przecięłam swoją skórę tak, że krwawiła cały dzień bez przerwy. Kładłam się spać z krwawiącą raną, myśląc, że może umrę przez sen. Wykańcza mnie bycie mną, leki nie pomagają. Czy jest sposób, aby sprawdzić, co jest ze mną nie tak? Czemu nie czuję się jak człowiek? Czy można jednocześnie być aspołecznym, ale empatycznym? Nie mam zaburzeń schizoidalnych, ponieważ odczuwam emocje i troskę. 

Nie przywiązuję się jednak do ludzi. Mój świat to niestabilna pustka. Czy jestem zepsuta?

Mąż ma pretensje, że wieczorem jestem zmęczona dniem, zajmowaniem się dziećmi i domem.

Dzień dobry, jestem z mężem 6 lat po ślubie, mamy 4 dosyć małych dzieci, najmłodsze ma 3 latka. Nie umiem się z nim dogadać. problem jest w tym, że on nie rozumie mnie, że ja po całym dniu jestem po prostu zmęczona, on mi niezbyt pomaga przy nich, on to widzi inaczej, jego zdaniem go olewam, nie okazuje mu uczucia, bo wieczorem zawsze zasypiam, zamiast z nim spędzać czas na rozmowie, przytulaniu itd. ciągle mówię, że nie robię mu tego specjalnie, że przecież go kocham, ale po prostu po ludzku nie sił. Co robić?

 

Dodam, że ten mój mąż, który nie potrafi mnie zrozumieć, często coś załatwia i to wygląda tak: ja siedzę w domu i zajmuje się dziećmi itd a on zakupy i różne sprawy ma zawsze, więc go nigdy nie ma,często wraca wieczorami i tak ja po całym dniu padam a on wraca i ma siły na wszystko, więc tu się tak ciężko wtedy zgrać jak on wraca i chce, żebym z nim była, przytulała, siedziała itd, a ja po prostu sił nie mam. Czy w takiej sytuacji mam prawo, jako matka, na odpoczynek i zrozumienie? Czy to on ma rację, że go olewam itd różne przykre rzeczy mi mówi wtedy, np. że inne matki mają po więcej dzieci i nie są zmęczone.. gdzie on sam mi nie pomaga, przy nich jest wybuchowy i często się kłócimy.

Nie potrafię wybaczyć sobie zdrady, przez co w problemie odsuwam się od ludzi, np. aktualnego partnera.
Witam :) Zacznę od tego, że byłam w kilkuletnim związku , bywały gorsze i lepsze chwile, ale ogólnie żyło nam się bardzo dobrze. Mimo to poznałam kogoś i zdradziłam , bardzo tego żałuje i nie potrafię sobie z tym poradzić. Sytuacja z ex partnerem wygląda tak, że nadal sie przyjaźnimy , zawsze to był duży atut naszego związku. Mój nowy partner to ten, z którym zdradziłam , na ogół jest dobrze , dajemy dużo od siebie , staramy sie rozmawiać o swoich problemach , komunikować sobie wszystko, stworzyć dobrą relacje.. ale ja nie umiem sobie poradzić z tym, co zrobiłam i ciągle wracam do punktu wyjścia. Mój system obronny to odpychanie od siebie partnera i uciekanie w samotność. System stworzony od dziecka..w moim domu nie rozmawiało sie o problemach , przemilczało sie, chowało pod dywan i za jakiś czas było okej. Odbija się to na partnerze , bo bardzo chce pomóc ,zrozumieć co przechodzę, ale ja robię wszystko, żeby zniechęcić go do wszystkiego, a głównie do siebie. Uważam, że powinnam być sama, bo mam wiele problemów do przepracowania i nikt nie powinien przez nie cierpieć. Jak poradzić sobie z tym poczuciem winy ? Jestem w stanie stworzyć zdrową dobrą relacje i zapomnieć o tym co zrobiłam ?
Czy zakończyć związek po 14 latach? Problemy z komunikacją i zaspokajaniem potrzeb emocjonalnych
Witam. Jestem w trudnej sytuacji i nie wiem co jeszcze powinnam zrobić w mojej obecnej relacji, oraz czy to już pora ją zakończyć. Pragnę jeszcze zaznaczyć, że czuję się gotowa odejść, ale chciałabym wpierw mieć pewność, że zrobiłam co mogłam, żeby spróbować relację naprawić. Ja i mój partner znamy się 14 lat, a od 7 jesteśmy razem. (Mam niecałe 30 lat). Już we wczesnej fazie związku przyłapałam partnera na chęci zdrady. Od tamtej pory nie było żadnych złych oznak i relacja jakoś trwała. Było całkiem dobrze. Partner rozumiał moje potrzeby, kiedy tylko płakałam to otaczał mnie troską, przejmował się moimi problemami. Od około półtorej roku zaczęło się wszystko psuć. Przestaliśmy uprawiać seks, nie ważne jak wprost mu dawałam do zrozumienia, to nie potrafił tego skojarzyć z tym komunikatem, że potrzebuję tej bliskości. Zdarzały się pojedyncze razy, kiedy się udawało, ale nie było w tym większej uczuciowości, tylko miałam wrażenie, że jest to szybkie pozbycie się emocji i tyle. Kilka miesięcy temu partner przyznał się, że jednak nie chce wstąpić w związek małżeński, ani posiadać dzieci, ponieważ według niego, nie czuje takiej potrzeby. Jednocześnie na wszystkich imprezach rodzinnych partner uwielbia spędzać czas z dziećmi i bardzo troszczy się o córkę swojego brata, dla której jest wujkiem chrzestnym. Od tamtej pory nasza relacja uległa znacznej degradacji. Obecnie mamy trudną sytuację finansową, ponieważ utraciłam pracę. Mamy jednak odrobinę oszczędności i parę gratów, które możemy sprzedać. Wczoraj umówiłam się z przyjaciółką, aby przejechać się razem do sklepu. Zaznaczę, że nawet nie czułam potrzeby nic kupować, chciałam po prostu spędzić czas, natomiast mój partner, gdy przedstawiłam mu ofertę przyjaciółki powiedział "A masz na to pieniądze?". Nigdy nie spodziewałam się takiego pytania z jego ust. Zrobiło mi się bardzo przykro. Płakałam, a partner nawet nie podszedł do mnie zapytać czy wszystko w porządku, ponieważ uznał temat za zakończony, kiedy powiedział, że jak chcę to mam jechać. Nie pozwolił mi do końca wyrazić swoich emocji. Kiedy powiedziałam mu, że jego słowa mnie zraniły, zaczął mówić, że przesadzam, że wyolbrzymiam wszystkie problemy i on wcale nie zrobił nic złego. Takie właśnie reakcje na moje problemy występują od pewnego czasu, myślę, że może od niecałego roku. Rozmawiałam z nim na temat zakończenia związku, mówiąc, że po prostu oczekuję od mojego partnera czegoś więcej, aby się mną zaopiekował, aby moje emocjonalne potrzeby były dla niego ważne. Zaznaczę, że partner chętnie się przytula, ale jednak mam cały czas poczucie, że na jego warunkach. I choć nie odmawia mi przytulenia się do niego, ani nic z tych rzeczy, to jednak nie czuję, aby ta relacja mnie zaspokajała. Wczoraj informując go o tym wszystkim, widziałam, że siedzi w fotelu, trochę głupio i nerwowo się uśmiecha, przewraca oczyma i jego postura mówi, że najchętniej by z domu wyszedł. Nie miał problemu z tym, aby zostawić mnie płaczącą w sąsiednim pokoju, aby zdrzemnąć się przed pracą. Obecnie uzgodniliśmy, że do końca stycznia dam mu czas, aby zastanowił się zarówno nad swoim zachowaniem, które mnie rani, oraz aby zastanowił się czy widzi sens w relacji ze mną, wiedząc, że chciałabym się ustatkować - wziąć ślub i posiadać dzieci. Na sam koniec dodam tylko, że partner ani razu podczas tej poważnej rozmowy sam z siebie nie powiedział, że nie chce abym odeszła, że jestem dla niego ważna i chce to naprawić. Trochę wyglądało to, jakby był psem z podkulonym ogonem, który nie wie co zrobić. Próbowałam namówić go na wizytę u psychologa, ale nie chce się zdecydować, twierdząc, że nie widzi większego problemu. Czy jest jeszcze coś o czym mogłabym spróbować z nim porozmawiać? Może powinnam jeszcze jakieś tematy poruszyć? Nie wiem co jeszcze mogę zrobić, a chciałabym mieć pewność, że jeśli będę musiała zakończyć ten związek, to z wiedzą, że zrobiłam wszystko co mogłam na dany moment, aby go naprawić, oczywiście nie zatracając przy tym siebie. Z góry dziękuję za wszystkie rady i za zerknięcie na mój problem "trzecim okiem".
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!