
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z konfliktami rodzinnymi na tle gospodarstwa i wsparcia finansowego?
Rolniczka
Justyna Bejmert
Z tego co opisujesz robisz bardzo dużo, a rodzice krytykują Cię i nie doceniają. To brzmi dla mnie tak, jakby rodzice traktowali Cię nadal jak dziecko, a z drugiej strony oczekują zaangażowania na poziomie współwłaściciela gospodarstwa. W takiej sytuacji ważne jest, abyś określiła granice. Powiedz rodzicom ile realnie możesz z siebie dać przy swoich obecnych obowiązkach i dzieciach. Masz prawo mieć własną rodzinę, pieniądze czy urlop. Ich niezadowolenie nie znaczy, że robisz za mało. Z pozdrowieniami,
Justyna Bejmert
psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Iza Bonarowska
Dzień dobry,
w tym co Pani opisuje widać ogrom pracy, odpowiedzialności i lojalności.
Widzę, że próbuje Pani myśleć długofalowo. O rozwoju, o stabilności finansowej, o przyszłości dzieci. To nie jest brak zaangażowania, tylko dojrzałość.
Problem który Pani opisuje wydaje mi się, że nie dotyczy ziemi ani przepisania gospodarstwa. Dotyczy kontroli.
Problemem też nie jest ilość Pani pracy. Problemem jest to, że poprzeczka jest ruchoma i zawsze ustawiona tak, żeby Pani była winna.
Czasem pierwszym krokiem nie jest rozmowa o przepisaniu gospodarstwa, tylko decyzja w sobie. Ile realnie mogę i chcę dawać, bez niszczenia własnej rodziny i siebie. I gdzie zaczyna się moje życie, a kończy odpowiedzialność za rodziców. To nie są łatwe pytania, szczególnie kiedy w grę wchodzi poczucie obowiązku i wdzięczności.
Jeśli czuje Pani, że jest już na granicy wyczerpania, rozmowa z psychologiem może bardzo pomóc. Pomogę Pani zobaczyć ten układ z boku, nazwać mechanizmy które tu działają i przygotować spokojne, ale stanowcze granice. Takie, które nie będą kolejną próbą zasłużenia, tylko ochroną Pani rodziny i zdrowia. Nawet kilka spotkań daje ogromną ulgę i poczucie że nie jest Pani w tym wszystkim sama.
Pozdrawiam serdecznie,
Iza Bonarowska
Psycholog
Piotr Karpiński
To, co Pani przeżywa, jest bardzo częstym doświadczeniem w rodzinach rolniczych. Na wsi ziemia rzadko bywa tylko własnością – częściej jest źródłem bezpieczeństwa, tożsamości i sposobem utrzymania rodzinnego porządku. Stąd pojawiające się sprzeczne komunikaty: z jednej strony „pomagasz za mało”, z drugiej „po co się rozwijać”. Często nie mówią one o Pani zaangażowaniu, ale o lęku rodziców przed utratą wpływu i kontroli.
Funkcjonowanie w takim układzie bardzo obciąża, dlatego ważna staje się jasność po Pani stronie: ile realnie Pani daje, na co się Pani zgadza, a gdzie zaczyna się granica, której nie chce już Pani przekraczać. Bez tej jasności łatwo wpaść w ciągłe udowadnianie, że „robi się wystarczająco dużo” – a to zwykle nie przynosi ulgi.
Rozmowy z rodzicami mają największą szansę powodzenia wtedy, gdy są spokojne i konkretne: kto za co odpowiada, ile czasu Pani poświęca, jakie są granice Pani dostępności. Bez takich ustaleń relacja często opiera się na niedopowiedzeniach, narastających pretensjach i odkładaniu decyzji na bliżej nieokreślone „później”.
Warto też z troską o siebie brać pod uwagę, że rodzice mogą nigdy nie zdecydować się na przepisanie gospodarstwa. Wtedy ważne pytanie nie brzmi „jak ich przekonać”, lecz czy i w jaki sposób Pani chce dalej żyć w takim zawieszeniu, mając własną rodzinę i dzieci.
Pozdrawiam serdecznie
Piotr Karpiński
Anna Kapelska
Dzień dobry,
Z tego, co Pani opisuje wygląda to trochę tak, jakby rodzice nadal chcieli sprawować nad Panią kontrolę. Z jednej strony oczekują od Pani pomocy, z drugiej zaś pojawiają się wyrzuty, że 'nie jest ona wystarczająca'.
Pani zaś dba o swój dobrostan i potrzeby ekonomiczne swoje oraz rodziny, zwłaszcza w obliczu niepewności odnośnie przepisania części gospodarstwa na Panią.
Ma Pani prawo dbać o dobrobyt swój i rodziny, stawiając jednocześnie granice dotyczące Pani dyspozycyjności, tak samo, jak może Pani wyjeżdżać z dziećmi na urlopy bez konieczności tłumaczenia się z tego czy słuchania wyrzutów.
Czy udało się Pani jasno porozmawiać z rodzicami odnośnie tego, jak Pani to odczuwa / widzi? Czasem taka szczera, mimo że trudna rozmowa, może oczyścić atmosferę i przynieść wymierne korzyści dla obu stron.
Wszystkiego dobrego!
Psycholog Anna Kapelska
Weronika Jeka
Dzień dobry,
to co Pani opisuje, wygląda na sytuację dużego przeciążenia i braku jasnych zasad. Daje Pani bardzo dużo, a jednocześnie nie ma ani wpływu na decyzje, ani poczucia bezpieczeństwa na przyszłość.
Bez postawienia granic może się nic nie zmienić, warto jasno określić, ile i w jakiej formie Pani pomaga oraz czy istnieje realny plan przekazania gospodarstwa. Pani ma prawo dbać o własną rodzinę i szukać stabilności, to nie jest egoizm.
Pozdrawiam
Weronika Jeka
Daria Składanowska
Dzień dobry,
z tego, co Pani opisuje powyżej, wynika, że funkcjonuje Pani w sytuacji długotrwałego przeciążenia oraz niejasnych granic w relacjach rodzinnych.
Wkłada Pani bardzo dużo pracy i zaangażowania, a jednocześnie spotyka się Pani z krytyką i poczuciem, że to wciąż „za mało”. Taki układ może sprzyjać narastaniu frustracji, poczucia winy i bezsilności.
Warto zauważyć, że brak jasno określonych zasad dotyczących zakresu pomocy oraz przyszłości gospodarstwa utrudnia budowanie partnerskiej współpracy. Ma Pani prawo łączyć rolę córki z rolą żony, matki i osoby pracującej oraz do dbania o potrzeby własnej rodziny oraz własne potrzeby.
W takiej sytuacji pomocne bywa przyjrzenie się granicom, które są dla Pani możliwe i bezpieczne, oraz temu, w jaki sposób może Pani je komunikować. Rozmowa z neutralnym specjalistą psychologiem mogłaby pomóc Pani uporządkować własne potrzeby i znaleźć sposoby rozwiązania.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria
Klaudia Dynur
Dzień dobry,
w tym co Pani opisuje widać ogrom pracy i zaangażowania. Z kolei zachowanie rodziców może nie tyle dotyczyć gospodarstwa samego w sobie, co pewnej chęci kontroli nad Panią i Pani życiem. Jest Pani osobą dorosłą, ze swoją własną rodziną i obowiązkami, dlatego w takiej sytuacji ważne jest, aby określiła Pani granice - ile Pani chce i ile może przeznaczyć czasu i zaangażowania w sprawy rodziców. Ich niezadowolenie czy krytyka nie powinny umniejszać wysiłku, jaki wkłada Pani w swoje codzienne starania.
Pozdrawiam serdecznie
Klaudia Dynur
Psycholog, seksuolog w trakcie szkolenia
Anna Szczypiorska
Witaj, jest to bardzo częstą i bardzo obciążającą sytuacją w rodzinach prowadzących gospodarstwo. Z jednej strony jest ogromne zaangażowanie, realna praca i podporządkowanie życia rodzinnego rytmowi gospodarstwa, a z drugiej brak sprawczości, ciągłe pretensje i trzymanie „przepisania” jako formy nacisku. Warto jasno nazwać, że to, czego Pani doświadcza, nie jest brakiem pomocy, tylko przeciążeniem i brakiem uznania.
Problemem nie jest ilość Pani pracy, ale niejasne zasady i komunikat: „rób więcej, ale bez gwarancji”. W takiej sytuacji kluczowe staje się postawienie granic, nie w formie konfliktu, ale konkretu: określenia, ile realnie Pani może i chce pracować na gospodarstwie, a ile czasu i energii musi iść na dzieci, własną rodzinę i dochód. Jeśli rodzice nie są gotowi na rozmowę o przyszłości i współodpowiedzialności, a jednocześnie używają poczucia winy, to niestety jedyną zdrową opcją bywa ograniczenie dostępności, a nie dalsze dokładanie siebie. Rozwój zawodowy i szukanie dodatkowych źródeł dochodu nie jest egoizmem, tylko dbaniem o bezpieczeństwo własnej rodziny. Funkcjonowanie na gospodarstwie jest możliwe tylko wtedy, gdy są jasne zasady, szacunek i realna perspektywa, bez tego łatwo utknąć w roli „wiecznie niewystarczającej pomocy”, co z czasem bardzo niszczy psychicznie.
Gizela Maria Rutkowska
Witam.
Najwyższa pora zasiąść przy jednym wspólnym i przedyskutować obecną i przyszłą sytuację ad gospodarowania. Może Wasze i rodziców plany różnią się? Może nie wiecie wszyscy o tym, kto, ile i co "wkłada" obecnie do tego wspólnego worka. Ile kosztuje to każdego z Was? Spokojna, lecz rzeczowa, oparta o konkrety rozmowa powinna wyjaśnić wszystkie te niedomówienia i ukyte żale. Zróbcie to. Wszyscy zyskają na tym, ale jeśli sami nie umiecie ze sobą rozmawiać, wybierzcie się na sesję terapeutyczną rodzinną.
Pozdrawiam
Dr Gizela Maria Rutkowska
Psycholog
Terapeuta
Dorota Figarska
Dzień dobry
Można się starać, robić naprawdę dużo, a i tak słyszeć, że to za mało. Warto usiąść i spokojnie zapytać rodziców, co dla nich oznacza wystarczające zaangażowanie, dowiedzieć się czego konkretnie oczekują. Zachęcam też, by powiedzieć wprost, na co jest Pani w stanie się zgodzić, a na co nie. Jednocześnie ważne jest zrozumienie, że nie da się zmusić nikogo do decyzji, której nie chce z jakiegoś powodu podjąć.

Zobacz podobne
Witam serdecznie. Mam problem z córką. Ma 13 lat. Zawsze była i jest poukładaną, wesołą i mega wrażliwą dziewczynką, często nieśmiałą ( wrażliwość ma niestety po mnie ). Córka kumpluje się z kilkoma koleżankami w klasie. Część z nich , te najbardziej jej bliskie, to osoby z bardzo mocnym charakterem. Moje dziecko musi przeważnie dopasowywać się do nich. Nie patrzą na jej zdanie. Dwie z nich organizują ostatnio praktycznie co tydzień "nocowanka". Rozumiem wszystko, ale wydaje mi się, że co tydzień to lekka przesada. Córka idzie do nich w sobotę ok. południa i wraca do domu w niedzielę również około południa. Wraca oczywiście niewyspana, więc resztę dnia przesypia.
Ostatnio zabroniłam tych nocowanek tłumacząc, że nie może się to pojawiać aż tak często, że jest szkoła, nauka. Zaakceptowała. Jednak koleżanki nie. Zabraniam również córce chodzić w dziwne miejsca, typu opuszczone budynki, stacje pkp , perony ( te są bardzo oddalone od naszego małego miasteczka), ponieważ uważam, że to nie miejsce na spędzanie czasu, kręca się tam dziwni ludzie, bezdomni, pijani. Jednak " koleżanki" córki twierdzą inaczej, robią jej wyrzuty z tego powodu, odrzucają ją . Twierdzą, że ma chorych rodziców, bo nie pozwalają jej tam chodzić. Ponadto jeden z ojców tych koleżanek stwierdził, że coś ze mną nie tak, skoro nie pozwalam im tam chodzić. Zabrzmi to absurdalnie, ale on ich namawia na chodzenie tam, bo przecież to normalne w tym wieku i on będąc dzieckiem tam chodził i super to wspomina. Ostatnio córka wróciła zapłakana, załamana do domu, ponieważ powtórzyła się sytuacja wyżej opisywana. Przyznam, że jestem załamana. Nie wiem jak jej pomóc... a może to ze mną jest coś nie tak? Może ja wyolbrzymiam ..... Nie wiem co robić?

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?
Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.

