Dzień dobry,
w tym co Pani opisuje widać ogrom pracy, odpowiedzialności i lojalności.
Widzę, że próbuje Pani myśleć długofalowo. O rozwoju, o stabilności finansowej, o przyszłości dzieci. To nie jest brak zaangażowania, tylko dojrzałość.
Problem który Pani opisuje wydaje mi się, że nie dotyczy ziemi ani przepisania gospodarstwa. Dotyczy kontroli.
Problemem też nie jest ilość Pani pracy. Problemem jest to, że poprzeczka jest ruchoma i zawsze ustawiona tak, żeby Pani była winna.
Czasem pierwszym krokiem nie jest rozmowa o przepisaniu gospodarstwa, tylko decyzja w sobie. Ile realnie mogę i chcę dawać, bez niszczenia własnej rodziny i siebie. I gdzie zaczyna się moje życie, a kończy odpowiedzialność za rodziców. To nie są łatwe pytania, szczególnie kiedy w grę wchodzi poczucie obowiązku i wdzięczności.
Jeśli czuje Pani, że jest już na granicy wyczerpania, rozmowa z psychologiem może bardzo pomóc. Pomogę Pani zobaczyć ten układ z boku, nazwać mechanizmy które tu działają i przygotować spokojne, ale stanowcze granice. Takie, które nie będą kolejną próbą zasłużenia, tylko ochroną Pani rodziny i zdrowia. Nawet kilka spotkań daje ogromną ulgę i poczucie że nie jest Pani w tym wszystkim sama.
Pozdrawiam serdecznie,
Iza Bonarowska
Psycholog