30 zł zniżki na pierwszą wizytę z kodem WIOSNA26

w ramach akcji #WychodziNamToNaDobre!

Wybierz specjalistę
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z konfliktami rodzinnymi na tle gospodarstwa i wsparcia finansowego?

Jak sobie radzicie z rodzicami, którym zostało kilk lat do emerytury, ale za nic w świecie nie przepiszą Ci na razie nawet części gospodarstwa. (Jestem jedynaczką). Mam swoją rodzinę i dzieci i mam już dość wiecznych pretensji, że nie "pomagamy" wystarczająco z mężem. Mąż od początku związku pracuje, więc pomaga po pracy, a w żniwa i trudniejsze okresy bierze wolne. Przeszkadza nawet jak uda nam się odłożyć i wyjechać z dziećmi na wakacje na kilka dni, bo nie ma nas w domu. Codziennie rano chodzę i pomagam przy dojeniu i obrządku. W ciągu dnia jestem do dyspozycji. Jedynie jak dzieci mają dodatkowe zajęcia, czy wracją z szkoły homikuje się w domu, aby zająć się nimi. Uprawiam ogród przydomowy. Mam za to pieniądze nieduże, bo tylko 1000 zł miesięcznie. Z racji tego, że rzadko jestem potrzebna, a dzieci dorastają i potrzebuję coraz więcej pieniędzy zatrudniłam się dodatkowo u znajomej i w wolnej chwili jej pomagam rozkręcić firmę, za to zawsze parę stówek wpadnie w miesiącu. Dodatkowo jak z rodzicami rozmawiam o rozwoju gospodarstwa, to słyszę na co po co kupować te h. Na co po co coś kupować. A później słyszę, że się nie angażuje wystarczająco, więc na razie mi nie przepiszą. Jak z takimi ludźmi funkcjonować na gospodarstwie ?
User Forum

Rolniczka

3 miesiące temu
Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Z tego co opisujesz robisz bardzo dużo, a rodzice krytykują Cię i nie doceniają. To brzmi dla mnie tak, jakby rodzice traktowali Cię nadal jak dziecko, a z drugiej strony oczekują zaangażowania na poziomie współwłaściciela gospodarstwa. W takiej sytuacji ważne jest, abyś określiła granice. Powiedz rodzicom ile realnie możesz z siebie dać przy swoich obecnych obowiązkach i dzieciach. Masz prawo mieć własną rodzinę, pieniądze czy urlop. Ich niezadowolenie nie znaczy, że robisz za mało. Z pozdrowieniami,

 

Justyna Bejmert

psycholog

3 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Iza Bonarowska

Iza Bonarowska

Dzień dobry,

w tym co Pani opisuje widać ogrom pracy, odpowiedzialności i lojalności. 

Widzę, że próbuje Pani myśleć długofalowo. O rozwoju, o stabilności finansowej, o przyszłości dzieci. To nie jest brak zaangażowania, tylko dojrzałość.

Problem który Pani opisuje wydaje mi się, że nie dotyczy ziemi ani przepisania gospodarstwa. Dotyczy kontroli. 

Problemem też nie jest ilość Pani pracy. Problemem jest to, że poprzeczka jest ruchoma i zawsze ustawiona tak, żeby Pani była winna.

Czasem pierwszym krokiem nie jest rozmowa o przepisaniu gospodarstwa, tylko decyzja w sobie. Ile realnie mogę i chcę dawać, bez niszczenia własnej rodziny i siebie. I gdzie zaczyna się moje życie, a kończy odpowiedzialność za rodziców. To nie są łatwe pytania, szczególnie kiedy w grę wchodzi poczucie obowiązku i wdzięczności.

Jeśli czuje Pani, że jest już na granicy wyczerpania, rozmowa z psychologiem może bardzo pomóc. Pomogę Pani zobaczyć ten układ z boku, nazwać mechanizmy które tu działają i przygotować spokojne, ale stanowcze granice. Takie, które nie będą kolejną próbą zasłużenia, tylko ochroną Pani rodziny i zdrowia. Nawet kilka spotkań daje ogromną ulgę i poczucie że nie jest Pani w tym wszystkim sama.

 

Pozdrawiam serdecznie,
Iza Bonarowska 

Psycholog

3 miesiące temu
Piotr Karpiński

Piotr Karpiński

To, co Pani przeżywa, jest bardzo częstym doświadczeniem w rodzinach rolniczych. Na wsi ziemia rzadko bywa tylko własnością – częściej jest źródłem bezpieczeństwa, tożsamości i sposobem utrzymania rodzinnego porządku. Stąd pojawiające się sprzeczne komunikaty: z jednej strony „pomagasz za mało”, z drugiej „po co się rozwijać”. Często nie mówią one o Pani zaangażowaniu, ale o lęku rodziców przed utratą wpływu i kontroli.

Funkcjonowanie w takim układzie bardzo obciąża, dlatego ważna staje się jasność po Pani stronie: ile realnie Pani daje, na co się Pani zgadza, a gdzie zaczyna się granica, której nie chce już Pani przekraczać. Bez tej jasności łatwo wpaść w ciągłe udowadnianie, że „robi się wystarczająco dużo” – a to zwykle nie przynosi ulgi.

Rozmowy z rodzicami mają największą szansę powodzenia wtedy, gdy są spokojne i konkretne: kto za co odpowiada, ile czasu Pani poświęca, jakie są granice Pani dostępności. Bez takich ustaleń relacja często opiera się na niedopowiedzeniach, narastających pretensjach i odkładaniu decyzji na bliżej nieokreślone „później”.

Warto też z troską o siebie brać pod uwagę, że rodzice mogą nigdy nie zdecydować się na przepisanie gospodarstwa. Wtedy ważne pytanie nie brzmi „jak ich przekonać”, lecz czy i w jaki sposób Pani chce dalej żyć w takim zawieszeniu, mając własną rodzinę i dzieci.

 

Pozdrawiam serdecznie
Piotr Karpiński

3 miesiące temu
Anna Kapelska

Anna Kapelska

Dzień dobry,

 

Z tego, co Pani opisuje wygląda to trochę tak, jakby rodzice nadal chcieli sprawować nad Panią kontrolę. Z jednej strony oczekują od Pani pomocy, z drugiej zaś pojawiają się wyrzuty, że 'nie jest ona wystarczająca'. 

Pani zaś dba o swój dobrostan i potrzeby ekonomiczne swoje oraz rodziny, zwłaszcza w obliczu niepewności odnośnie przepisania części gospodarstwa na Panią. 

 

Ma Pani prawo dbać o dobrobyt swój i rodziny, stawiając jednocześnie granice dotyczące Pani dyspozycyjności, tak samo, jak może Pani wyjeżdżać z dziećmi na urlopy bez konieczności tłumaczenia się z tego czy słuchania wyrzutów. 

Czy udało się Pani jasno porozmawiać z rodzicami odnośnie tego, jak Pani to odczuwa / widzi? Czasem taka szczera, mimo że trudna rozmowa, może oczyścić atmosferę i przynieść wymierne korzyści dla obu stron. 

 

Wszystkiego dobrego!

Psycholog Anna Kapelska

 

3 miesiące temu
Weronika Jeka

Weronika Jeka

Dzień dobry,

to co Pani opisuje, wygląda na sytuację dużego przeciążenia i braku jasnych zasad. Daje Pani bardzo dużo, a jednocześnie nie ma ani wpływu na decyzje, ani poczucia bezpieczeństwa na przyszłość.

Bez postawienia granic może się nic nie zmienić, warto jasno określić, ile i w jakiej formie Pani pomaga oraz czy istnieje realny plan przekazania gospodarstwa. Pani ma prawo dbać o własną rodzinę i szukać stabilności, to nie jest egoizm.

 

Pozdrawiam 

Weronika Jeka

3 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


z tego, co Pani opisuje powyżej, wynika, że funkcjonuje Pani w sytuacji długotrwałego przeciążenia oraz niejasnych granic w relacjach rodzinnych. 

 

Wkłada Pani bardzo dużo pracy i zaangażowania, a jednocześnie spotyka się Pani z krytyką i poczuciem, że to wciąż „za mało”. Taki układ może sprzyjać narastaniu frustracji, poczucia winy i bezsilności.

 

Warto zauważyć, że brak jasno określonych zasad dotyczących zakresu pomocy oraz przyszłości gospodarstwa utrudnia budowanie partnerskiej współpracy. Ma Pani prawo łączyć rolę córki z rolą żony, matki i osoby pracującej oraz do dbania o potrzeby własnej rodziny oraz własne potrzeby.

 

W takiej sytuacji pomocne bywa przyjrzenie się granicom, które są dla Pani możliwe i bezpieczne, oraz temu, w jaki sposób może Pani je komunikować. Rozmowa z neutralnym specjalistą psychologiem mogłaby pomóc Pani uporządkować własne potrzeby i znaleźć sposoby rozwiązania. 

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

3 miesiące temu
Klaudia Dynur

Klaudia Dynur

Dzień dobry,

w tym co Pani opisuje widać ogrom pracy i zaangażowania. Z kolei zachowanie rodziców może nie tyle dotyczyć gospodarstwa samego w sobie, co pewnej chęci kontroli nad Panią i Pani życiem. Jest Pani osobą dorosłą, ze swoją własną rodziną i obowiązkami, dlatego w takiej sytuacji ważne jest, aby określiła Pani granice - ile Pani chce i ile może przeznaczyć czasu i zaangażowania w sprawy rodziców. Ich niezadowolenie czy krytyka nie powinny umniejszać wysiłku, jaki wkłada Pani w swoje codzienne starania.

 

Pozdrawiam serdecznie

Klaudia Dynur

Psycholog, seksuolog w trakcie szkolenia

3 miesiące temu
Anna Szczypiorska

Anna Szczypiorska

Witaj, jest to bardzo częstą i bardzo obciążającą sytuacją w rodzinach prowadzących gospodarstwo. Z jednej strony jest ogromne zaangażowanie, realna praca i podporządkowanie życia rodzinnego rytmowi gospodarstwa, a z drugiej brak sprawczości, ciągłe pretensje i trzymanie „przepisania” jako formy nacisku. Warto jasno nazwać, że to, czego Pani doświadcza, nie jest brakiem pomocy, tylko przeciążeniem i brakiem uznania. 

Problemem nie jest ilość Pani pracy, ale niejasne zasady i komunikat: „rób więcej, ale bez gwarancji”. W takiej sytuacji kluczowe staje się postawienie granic, nie w formie konfliktu, ale konkretu: określenia, ile realnie Pani może i chce pracować na gospodarstwie, a ile czasu i energii musi iść na dzieci, własną rodzinę i dochód. Jeśli rodzice nie są gotowi na rozmowę o przyszłości i współodpowiedzialności, a jednocześnie używają poczucia winy, to niestety jedyną zdrową opcją bywa ograniczenie dostępności, a nie dalsze dokładanie siebie. Rozwój zawodowy i szukanie dodatkowych źródeł dochodu nie jest egoizmem, tylko dbaniem o bezpieczeństwo własnej rodziny. Funkcjonowanie na gospodarstwie jest możliwe tylko wtedy, gdy są jasne zasady, szacunek i realna perspektywa, bez tego łatwo utknąć w roli „wiecznie niewystarczającej pomocy”, co z czasem bardzo niszczy psychicznie.

3 miesiące temu
Gizela Maria Rutkowska

Gizela Maria Rutkowska

Witam.

Najwyższa pora zasiąść przy jednym wspólnym i przedyskutować obecną i przyszłą sytuację ad gospodarowania. Może Wasze i rodziców plany różnią się? Może nie wiecie wszyscy o tym, kto, ile i co "wkłada" obecnie do tego wspólnego worka. Ile kosztuje to każdego z Was? Spokojna, lecz rzeczowa, oparta o konkrety rozmowa powinna wyjaśnić wszystkie te niedomówienia i ukyte żale. Zróbcie to. Wszyscy zyskają na tym, ale jeśli sami nie umiecie ze sobą rozmawiać, wybierzcie się na sesję terapeutyczną rodzinną.

Pozdrawiam

Dr Gizela Maria Rutkowska

Psycholog

Terapeuta   

3 miesiące temu
Dorota Figarska

Dorota Figarska

Dzień dobry

Można się starać, robić naprawdę dużo, a i tak słyszeć, że to za mało. Warto usiąść i spokojnie zapytać rodziców, co dla nich oznacza wystarczające zaangażowanie, dowiedzieć się czego konkretnie oczekują. Zachęcam też, by  powiedzieć wprost, na co jest Pani w stanie się zgodzić, a na co nie. Jednocześnie ważne jest zrozumienie, że nie da się zmusić nikogo do decyzji, której nie chce z jakiegoś powodu podjąć.

3 miesiące temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Jak radzić sobie z trudnymi relacjami rodzinnymi po kradzieży karty przez siostrę chłopaka

Problem z siostrą mojego chłopaka. Siostra mojego chłopaka (25 lat) wyjeździła 3,5 tys zł na Uber z karty mojego chłopaka. Udało jej się zalogować, ponieważ on kiedyś logował się na jej numer i była przypięta jego karta. Ona wiedząc, ze to nie jej karta zaczęła to wykorzystywać i wszędzie jeździć Uberem. Przez cały czas mówiła, że nie ma pieniędzy, aby mu oddać, jednak w tym czasie kupiła mnóstwo drogich sprzętów i zrobiła sobie operację plastyczną nosa. Po około trzech latach od tej sytuacji, kiedy mój chłopak nie potrafił wyegzekwować od niej tych pieniędzy, a mieliśmy kupić razem dom i my oszczędzaliśmy każdą złotówkę. Powiedziałam, że ma załatwić tę sprawę tak, żeby te pieniądze zostały oddane, bo nie pozwolę na to, żeby jako siostra okradała go, ona obraziła się o to, od tego czasu traktuje nas jak powietrze. Podczas spotkań nawet nie wita się z nami. Jest zła o to, ze musiała te pieniądze nam oddać. Rodzice, z którymi mieszka również nie widza problemu i trzymają jej stronę. Podejście „młoda i głupia była”. Jak powinnam się zachowywać? Nie mam w ogóle ochoty ich odwiedzać, spędzać z nimi Świąt. 

Co zrobilibyście w tej sytuacji ? Rodzice twierdzą, że nie powinni być oceniani za to, co ona zrobiła, jednak mam do nich żal, bo wiedząc o tej kradzieży, zawieźli ja na operacje plastyczna nosa za granice. Nie odpowiadają mi wartości tych ludzi i Chciałabym się od nich odciąć. Z drugiej strony to rodzice chłopaka i czuje się winna, że złe wpływem na ich relacje. Teraz na święta on powiedział, ze nie chce do nich jechać, bo był na Boże Narodzenie i siostra udawała , ze go nie zna, a on nic złego nie zrobił. Jednak ja jestem wychowana w przekonaniu, ze powinno się na święta odwiedzić rodziców, a z drugiej strony zawsze jak mam kontakt z jego rodzicami, dochodzę do wniosku, ze od niektórych ludzi lepiej się odciąć.

Jak radzić sobie z poczuciem niepokoju z powodu rodzica uzależnionego od alkoholu?

Hej wszystkim. Bardzo proszę pomóżcie mi, doradźcie co powinnam zrobić. Mam 30 lat, 2 dzieci, męża. Mieszkamy 2km od mojego domu rodzinnego, rodziców. 10 lat temu zachorowałam na raka. Mój tata nie mógł sie z tym uporać, więc poszedł w najłatwiejszą droge odreagowania, czyli alkohol. Od 2 lat leczy sie na depresję. Chodzi normalnie do pracy, ale w tygodniu zdarza mu sie zaglądnąć do kieliszka zwłaszcza w sobote. Jest czasem wtedy niemiły dla mamy, ale na szczęście sie to rzadko zdarza. Jak atmosfera opadnie, jest już taki jak zwykle. Przeprasza mamę, wiem, że ogromnie ją kocha, ale nałóg też jest bardzo silny. Widzę, że z tym walczy, ale czasem jest różnie. W tym całym poście meritum tego jest to, że ja nie umiem sie odciąć. Co chwile po południu dzwonie do mamy, gdzie tata jest, co robi, czy wrócił już z warsztatu, a jeśli tak to w jakim stanie. Widzę, że ją też to mocno irytuje, bo niby dzwonie o jakąś pierdołę, ale ona wie, że to tylko pretekst. Chciałabym sie odciąć, skupić sie na swojej rodzinie, bo mąż mówi, że wieczorem ciężko ze mną wytrzymać, bo chodzę jak na bombie co sie wydarzy, czy wróci podpity czy nie. Tata naprawdę wiem, że sie chce zmienić, sam z siebie poszedł do psychiatry, nawet ma tabletki na alko, ale chyba słabo działają. Pomóżcie, bo zwariuje. Wieczorami ciągle mnie boli brzuch, ciągle czuje napięcie, lek, obawę. Boję sie.

Trafiłam do nieodpowiedniej dla mnie szkoły, jednak rodzice nie uważają mojej dużej trudności za problem
Witam, dwa dni temu zaczęłam szkołę ponadpodstawową. Bardzo chciałabym iść do liceum a dostałam się do technikum , w którym już od pierwszego dnia jestem traktowana przez innych bez szacunku. Jestem po prostu inna niż wszyscy. Mam inne priorytety i nie potrafię zgrywać głupka tylko po to, by mieć znajomych.Osoby z klasy nie są na moim poziomie, a w szkole też nie widzę normalnego towarzystwa, które nie pije i nie pali. Ze względu, iż jest początek września chcę zmienić szkołę. Jeżeli nie byłoby żadnego już miejsca w liceum i nie chcieli mnie przyjąć, mam zamiar zmienić nawet na inne technikum. Tylko, że moi rodzice po pierwsze nie wierzą w moje możliwości (czyli, że dostałabym się do jakiegoś liceum) oraz lekko bagatelizują moje uczucia i cały czas mówią, iż gdzieś indziej może być tylko gorzej.Nie mam pojęcia, jak do nich przemówić, by zdecydowali się na przeniesienie mnie do innej szkoły, bo naprawdę to dopiero dwa dni a ja nie chcę tam chodzić i czuję się tam okropnie.
Kryzys małżeński po 14 latach: jak odbudować bliskość emocjonalną?
Dzień dobry, jestem w związku małżeńskim od 10 lat, a w związku "tak w całości" od 14 lat. Mamy z mężem już od dłuższego czasu kryzys, związany zapewne z codzienną rutyną (praca, dom, 2 małych dzieci: 3 lata i 8 lat). Rozmawialiśmy już wielokrotnie o naszej sytuacji i oboje zdecydowaliśmy, że nie będziemy się rozstawiać i chcemy naprawić nasz związek. Jednak mąż oczekuje ode mnie konkretnych zmian w zachowaniu (okazywanie większej czułości), jednak ja nie potrafię się przełamać, od kąt powiedział mi że przeze mnie jest nieszczęśliwy i nie wie czy mnie kocha. Jest pomiędzy nami jest dość duży dystans emocjonalny, co możemy zrobić, jakie zmiany wprowadzić aby się do siebie ponownie zbliżyć?
Brak chęci posiadania dzieci i wpływ doświadczeń z dzieciństwa na decyzje życiowe

Mam wstydliwy problem. 

Nigdy nie chciałam mieć dzieci, nie żałuję i nie chcę. 

Jako nastolatka myślałam schematem, że będę mieć, bo każda to przechodzi itd. Nigdy nikt mnie nie kochał i myślałam, że może kochający mąż rozwiąże problem. 

Miałam przez jakiś czas kogoś, ale wiem już, że rodziłabym ze wmówionym "chce". Ogólnie brzydzę się porodu, słabo mi i mdli mnie na widok rozwarcia. Nie mogę słuchać o "jakbym przeżyciu" porodu i patrzeć na dziecko z pępowiną, na krew. 

Wstyd powiedzieć ludziom, bo uznają mnie za antyczłowieka. 

Ale ja nie mogę, naprawdę. Pracuje w zawodzie medycznym, mam styczność z krwią, nie brzydzę się różnych chorób. 

Nawet bólu dużo miałam w swoim życiu, to i on mi tak bardzo nie straszny, chociaż uważam za pełną masakrę przy rozwarciu. 

Co jest ze mną nie tak? Mam tak od dzieciństwa. Czasem słyszałam, jak mężczyźni bezdzietne nazywają, że to nie kobiety. Przykro mi wtedy. Widzę w swoich oczach położne jako 500 procentowe kobiety, a ja kim w takim razie jestem? 

Nie żałuję samotności, a jednocześnie wiem, że najbardziej chciałabym mieć męża, którego nie mam. Jeden zostawił mnie, przez brak chęci do dzieci. Dlaczego nie dostałam takiego daru chcenia? Zaczęłam się zastanawiać, czy oziębłość do siebie moich rodziców albo przemoc w domu mogła spowodować takie obrzydzenie? Matka zawsze mówiła, że bardzo lubi dzieci (chociaż nie swoje). Nigdy nie widziałam chyba też przytulających się rodziców. A czułości innych mi obrzydzały bardzo długo. 

Mam 30 lat.

toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.