Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z paraliżującym lękiem przed śmiercią?

Treść wrażliwa
Bardzo boje sie śmierć. Może nie samego momentu umierania, ale tego że już nigdy mnie nie będzie, nie bedę miała funkcji życiowych, tak poprstu zniknę na zawsze. Przeraża mnie to a wręcz paraliżuje. Nie wiem co z tym zrobić. Najgorzej jest w nocy kiedy zaczynam myśleć. Nie mogę wtedy spać i pisze do kogoś tylko by zająć mysli. Przez okres kilku miesięcy nie miałam takich myśli, lecz od kilku dni sie to nasiliło. Mimo że jestem bardzo młoda to itak się tego panicznie boje. Wiem że nie da sie tego ominąć i każdy przez to przejdzie ale ten lęk jest silnejszy. Czasami jak zaczynam o tym myśleć to wiem że muszę zająć czymś głowę bo inaczej pojawiają się ataki paniki.
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

Lęk przed niebytem, nicością i zniknięciem na zawsze to jeden z najbardziej pierwotnych i uniwersalnych lęków, jakich doświadcza człowiek. W psychologii nazywamy go lękiem egzystencjalnym – dotyka on wielu ludzi, również bardzo młodych, a jego nasilenie w porze nocnej jest całkowicie naturalne, ponieważ wtedy brakuje bodźców, które w dzień odwracają naszą uwagę.

Skoro lęk powrócił po kilku miesiącach przerwy, warto zadać sobie pytanie, czy w Pani życiu nie pojawił się ostatnio jakiś stres, zmęczenie lub zmiana, które osłabiły Pani zasoby emocjonalne. W momentach nocnego paraliżu ucieczka w pisanie do kogoś jest intuicyjną, dobrą próbą samoregulacji, jednak na dłuższą metę warto wdrożyć techniki uziemiające, które zamiast samej próby ucieczki od myśli, przywrócą Pani ciało do poczucia bezpieczeństwa "tu i teraz". Kiedy czuje Pani nadchodzącą panikę, doskonale sprawdza się technika uważnościowa 5-4-3-2-1 – polega ona na powolnym odszukaniu wzrokiem 5 rzeczy w pokoju, dotknięciu 4 przedmiotów o różnych fakturach, usłyszeniu 3 dźwięków, poczuciu 2 zapachów i wypowiedzeniu 1 wspierającej myśli np. jestem teraz bezpieczna w swoim łóżku. To pozwala biochemicznie wygasić atak paniki.

Jeżeli ten lęk paraliżuje Pani codzienne funkcjonowanie i odbiera sen, najskuteczniejszą drogą jest podjęcie krótkoterminowej psychoterapii poznawczo-behawioralnej. Terapeuta pomoże Pani oswoić te myśli, wypracować spersonalizowane narzędzia radzenia sobie z lękiem nocnym oraz sprawi, że temat ten przestanie wywoływać tak silną, somatyczną reakcję w ciele.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Joanna Michałek

Joanna Michałek

Dzień dobry,

a kiedy się zaczęły takie myśli?

Co się wtedy działo u ciebie?

Piszesz, że kilka miesięcy nie było tych myśli - zatem co się działo u ciebie gdy się znoy pojawiły?

Jest jakiś wyzwalacz, dobrze byłoby go znaleźć i zaopiekować się. Myślę, że najlepiej ze specjalistą.

 

Powodzenia!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Cześć,

 

Czytając Twój wpis, pomyślałam, że tak naprawdę nie boisz się tylko śmierci. Brzmi to raczej jak spotkanie z czymś ogromnym i trudnym do pojęcia np.z myślą o własnej skończoności. Wiele osób doświadcza takich lęków, szczególnie wieczorem lub w nocy, kiedy robi się cicho i trudniej odwrócić uwagę od własnych myśli.

Zwróciło moją uwagę, że kiedy te myśli się pojawiają, od razu próbujesz od nich uciec lub je zagłuszyć, to zrozumiałe, bo są bardzo nieprzyjemne. Czasami jednak im bardziej walczymy z jakąś myślą, tym częściej do nas wraca. Warto też zauważyć, że przez kilka miesięcy ten lęk był mniejszy a to może oznaczać, że nie jest on obecny cały czas z taką samą siłą i że istnieją okoliczności, które wpływają na jego nasilenie. Zastanów się proszę: czy w ostatnich dniach wydarzyło się coś, co mogło przypomnieć Ci o przemijaniu, chorobie lub utracie? I czego najbardziej się obawiasz: samej śmierci czy myśli, że stracisz wszystko, co jest dla Ciebie ważne?

Jeżeli lęk prowadzi do ataków paniki lub znacząco utrudnia sen i codzienne funkcjonowanie, warto porozmawiać o tym z psychologiem. Nie po to, by przekonać Cię, że śmierć nie istnieje ale żeby pomóc Ci żyć pełniej mimo świadomości, że jest częścią ludzkiego życia. 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Małgorzata Klimowska

Małgorzata Klimowska

Moją uwagę przykuło, to że napisała Pani, że ten lęk paraliżuje, a momentami prowadzi do ataków paniki. Czasami zdarza się tak, że temat śmierci staje się takim punktem "kulminacyjnym", wokół którego koncentruje się silny lęk, ale jego źródło może być znacznie szersze. Jeśli te myśli wracają regularnie i Pani codzienne życie jest zdezorganizowane, do tego pewnie dochodzi jeszcze zmęczenie przez brak snu, zachęcałabym do rozmowy z psychologiem. Taka rozmowa nie musi koncentrować się wyłącznie na samym lęku przed śmiercią, ale może pomóc lepiej zrozumieć, co sprawia, że stał się on tak silny i przytłaczający.

Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Dzień dobry, 

 

Lęk przed śmiercią jest jednym z najbardziej podstawowych ludzkich lęków i wiele osób doświadcza go, szczególnie w momentach większego stresu lub życiowych zmian. 

To, co zwraca moją uwagę, to nie sam fakt pojawiania się tych myśli, ale to, że wywołują one u Pani tak silny niepokój, że prowadzą do ataków paniki i problemów ze snem. W takich chwilach często nie cierpimy już tylko z powodu myśli o śmierci, ale także z powodu lęku przed własnym lękiem. Paradoksalnie ciągłe odganianie tych myśli i zajmowanie nimi głowy za wszelką cenę może sprawiać, że wracają jeszcze silniej. Warto próbować mówić sobie „To jest myśl o śmierci, a nie sama śmierć. Mogę odczuwać lęk i jednocześnie być bezpieczna tu i teraz”.

Proszę też pamiętać, że to, iż jest Pani młoda, nie oznacza, że nie ma prawa przeżywać takich rozterek. Nie świadczy to o słabości ani o tym, że coś jest z Panią nie tak. To raczej sygnał, że obecnie Pani układ nerwowy jest mocno obciążony.

Jeżeli ten lęk utrzymuje się, nasila lub zaczyna znacząco wpływać na codzienne funkcjonowanie, warto porozmawiać o tym z psychologiem. Nie po to, by „pozbyć się” myśli o śmierci, ale by nauczyć się żyć bez paraliżu, który ze sobą niosą. 

 

Pozdrawiam,

Katarzyna Świdzińska

Jagoda Jek

Jagoda Jek

Lęk przed śmiercią jest jednym z najbardziej podstawowych ludzkich lęków, dlatego nie jesteś w tym osamotniona. Zwróciłam jednak uwagę na to, że w Twoim przypadku nie jest to tylko sporadyczna refleksja, ale coś, co wywołuje bardzo silne napięcie, utrudnia sen i prowadzi nawet do ataków paniki.

To, że próbujesz zajmować czymś myśli, kiedy pojawiają się te rozważania, jest zrozumiałe, ale jeśli lęk zaczyna przejmować kontrolę nad codziennym funkcjonowaniem, warto potraktować go poważnie i poszukać wsparcia.

Myślę, że pomocna mogłaby być rozmowa z psychologiem, szczególnie jeśli zauważasz, że objawy nasilają się okresowo lub wpływają na Twoje samopoczucie. Nie musisz radzić sobie z tym lękiem sama.

Agnieszka Sokal

Agnieszka Sokal

Dzień dobry,

To, co Pani opisuje, to lęk egzystencjalny (tanatofobia), który bardzo często dotyka właśnie osoby młode. Świadomość przemijania potrafi autentycznie sparaliżować, a fakt, że dopada Panią w nocy, jest naturalny – w ciszy umysł traci codzienne „odwracacze uwagi” i zostaje sam na sam z najtrudniejszymi myślami.

Kiedy czuje Pani, że nadchodzi panika, proszę nie walczyć z tymi myślami na siłę, bo to tylko potęguje strach. Lepiej skupić się na ciele: wziąć kilka głębokich oddechów i poczuć podłoże pod stopami, co pomoże wrócić do bezpiecznej teraźniejszości. Zamiast pisać w nocy do znajomych, co dodatkowo rozbudza organizm, lepiej włączyć spokojny podcast lub audiobook, który bezpiecznie zajmie Pani uwagę.

Ponieważ ten lęk utrudnia Pani normalne funkcjonowanie i sen, najlepszym rozwiązaniem będzie pomoc specjalisty, który nie sprawi, że temat śmierci zniknie, ale pomoże Pani oswoić ten lęk tak, aby przestał Panią paraliżować i pozwolił spokojnie żyć. Życzę Pani dużo siły i spokojnych nocy.

 

Pozdrawiam

Agnieszka Sokal

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 To, czego doświadczasz, jest bardzo ludzkie i częstsze, niż myślisz ale to, że lęk paraliżuje Cię w nocy i wywołuje ataki paniki, to sygnał, że warto poszukać konkretnej pomocy i narzędzi, a nie męczyć się z tym sama.[

 Silny, nawracający lęk przed śmiercią często nazywany tanatofobią to nie tylko „normalne zamartwianie się”, ale stan, który może utrudniać sen, naukę, relacje i codzienne funkcjonowanie. Typowe jest „nakręcanie się” myślami („zniknę na zawsze”, „już mnie nie będzie”), które powodują napady lęku lub paniki, szczególnie wieczorem, kiedy jest cicho i nie masz zajętej głowy. To nie znaczy, że jesteś „słaba” ale raczej, że Twój mózg zbyt mocno skupia się na jednym trudnym temacie. W nocy spada liczba bodźców jak brak lekcji, rozmów, telefonu, więc mózg „ma przestrzeń” na egzystencjalne tematy, a lęk przed śmiercią jest jednym z nich – to częsty wzorzec opisywany przez psychologów. Gdy próbujesz na siłę nie myśleć o śmierci, paradoksalnie myślisz o niej jeszcze więcej gdyż to typowy mechanizm w lęku: unikanie wzmacnia strach. Dlatego celem nie jest „nigdy o tym nie myśleć”, tylko nauczyć się tak reagować na te myśli, by nie kończyły się paniką. Lęk przed śmiercią jest bardzo ludzki i pojawia się na różnych etapach rozwoju, także u nastolatków i młodych dorosłych. Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy lęk przestaje być tłem, a staje się centrum życia  tak jak piszesz: paraliżuje, wraca falami, jest najmocniejszy nocą, pojawiają się ataki paniki. To znaczy, że to dobry moment, by nie zostać z tym sama, tylko skorzystać z pomocy. Specjaliści piszą wprost: przy silnym lęku przed śmiercią  najlepiej działa psychoterapia, szczególnie poznawczo-behawioralna (CBT) oraz egzystencjalna. W CBT pracuje się nad rozpoznaniem, jakie dokładnie myśli uruchamiają lęk („zniknę na zawsze”, „już mnie nie będzie” itd.), budowaniem bardziej realistycznych, „użytecznych” sposobów myślenia, stopniowym oswajaniem tematu, tak aby nie wywoływał paniki. Jeśli ataki paniki i bezsenność się utrzymują lub nasilają, warto skonsultować się z psychologiem lub terapeutą, najlepiej takim, który pracuje z lękiem i młodzieżą. Nie musisz mieć odpowiedzi na wszystkie „filozoficzne” pytania o to, co jest po śmierci gdyż nikt ich nie zna. Ważne, byś nie była z tym sama. To, że jesteś młoda i już o tym myślisz, nie jest „wadą charakteru”. To raczej dowód, że masz bardzo wrażliwy, refleksyjny umysł. Z odpowiednim wsparciem można nauczyć się z tym żyć spokojniej, bez paraliżu i nocnych koszmarów.

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry,

Lęk przed śmiercią należy do najbardziej podstawowych ludzkich lęków. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczyna dominować nad codziennym życiem, zaburza sen i prowadzi do ataków paniki  tak jak dzieje się to u Pani.

Samo odwracanie uwagi często przynosi chwilową ulgę, jednak nie rozwiązuje źródła problemu. Warto skonsultować się z psychologiem lub psychoterapeutą, aby lepiej zrozumieć mechanizm tego lęku i nauczyć się sposobów radzenia sobie z natrętnymi myślami oraz napadami paniki. W razie potrzeby pomocna może być również konsultacja psychiatryczna.

Z odpowiednim wsparciem wiele osób odzyskuje spokój i przestaje doświadczać tak silnego paraliżującego lęku. Proszę nie zostawać z tym sama. Szukanie pomocy nie oznacza słabości to pierwszy krok do odzyskania poczucia bezpieczeństwa.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 

Edyta Kotula

Edyta Kotula

Cześć, jest bardzo trudne co opisujesz, ale wcale nie jesteś z tym sama. Lęk przed śmiercią zdarza się wielu osobom, zwłaszcza wtedy, gdy zaczynamy zastanawiać się nad tym, że życie kiedyś się skończy. U niektórych ten lęk staje się tak silny, że wywołuje ataki paniki i utrudnia normalne funkcjonowanie, dokładnie tak, jak opisujesz.

To nie oznacza, że dzieje się z Tobą coś „dziwnego”. Twój umysł wpada w błędne koło, pojawia się przerażająca myśl, organizm reaguje lękiem, a potem sam lęk jeszcze bardziej nakręca kolejne myśli. To może być bardzo wyczerpujące.

Skoro zauważasz, że przez kilka miesięcy było lepiej, a teraz lęk znów się nasilił, warto potraktować to jako sygnał, żeby poszukać wsparcia. Rozmowa z psychologiem lub psychoterapeutą może pomóc zrozumieć, skąd bierze się ten lęk i nauczyć się radzić sobie z nim tak, aby nie przejmował kontroli nad Twoim życiem.

Pamiętaj też, że nie musisz walczyć z tym sama. To, że piszesz do innych, kiedy jest Ci ciężko, pokazuje, że szukasz sposobu, by przetrwać te najtrudniejsze chwile. To dobry krok. Z czasem warto jednak nauczyć się również innych metod radzenia sobie z napadami lęku, aby nocne myśli nie miały nad Tobą takiej siły.

To, że boisz się śmierci, nie oznacza, że chcesz umrzeć. Wręcz przeciwnie, z Twoich słów przebija to, jak bardzo cenisz życie. Z odpowiednim wsparciem ten lęk może stać się znacznie mniej przytłaczający. 

Nie musi być z Tobą już zawsze.

Z pozdrowieniami.

 

Edyta Kotula 

Zobacz podobne

Robię z siebie czarny charakter. Czuję, że wrażliwość można wykorzystać.
Mam 24 lata Dlaczego staram się z samego siebie robić gorszego, czarny charakter? Ogólnie widzę po sobie, że jestem dosyć wrażliwym, uczuciowym chłopakiem z wieloma cechami, które są dosyć społeczne. Oczywiście w wielu przypadkach spłycam te uczucia, z obawy, że ktoś może to wykorzystać. Jednakże parę miesięcy temu coś uroiło mi się, że najlepiej cechować się socjopatycznymi zapędami i tak mi delikatnie zostało. Ostatnio mówiłem niepokojące rzeczy, które mają za zadanie działać na szkodę innych ludzi. Też czułem zapędy do chęci łamania prawa. Będac szczerym to zwykle kończyło się na słowach albo pomysłach w głowie. Bo zdaje się, że nie miałbym odwagi, by to zrealizować. Takie zachowania również zdarzały się, jak ktoś mnie pochwalił, to celowo, jednocześnie w sposób nieświadomy potrafiłem powiedzieć coś psychopatycznego. Mimo, że w głębi duszy wiem, że nie zrobiłbym tego. Zazwyczaj jest to na siłę pokazywanie swojej odmienności, prezentowanie siebie z najgorszej strony. Nie robię tego wszędzie, bo dla przykładu w pracy rozbawiam ludzi, podejmuję masę interakcji i gadam "śmieci" robiąc z siebie debila. Ten pomysł z zachowaniami nieempatycznymi również narodził się w momencie, ponieważ chciałem, żeby ludzie w jakiś sposób myśleli, że potrafię być szkodliwy.
Lęk społeczny od dziecka, który utrudnia mi teraz funkcjonowanie w dorosłości.
Co jeszcze mogę zrobić? Od zawsze byłem cichym dzieciakiem trzymającym się na uboczu i nie lubiącym być na świeczniku (i nauczyciele nie widzieli w tym problemu, po prostu uważali że jestem grzeczny, nikt nigdy nie zwrócił uwagi że coś może być nie tak), od kiedy pamiętam mam problem z nawiązywaniem nowych znajomości, bo paraliżuje mnie strach, kiedy mam zainicjować rozmowę, trzymałem i trzymam się nadal tylko z najbliższym wąskim gronem przyjaciół i znajomych, których znam praktycznie od piaskownicy. Jednakże teraz rzadko kiedy mamy czas żeby się spotkać, wiadomo dorosłe życie, praca itd. Przenosi się to też na inne sfery życia niż towarzyskie, kiedy przychodziło do odpowiedzi w szkole oblewałem się zimnym potem i robiło mi się słabo, to samo tyczy się np. rejestracji u lekarza itd. Dlatego też zrezygnowałem z matury, bo tak bardzo bałem się ustnej części i do teraz pluję sobie za to w brodę. (Warto dodać, że mam od dziecka nadwagę, niedoczynność tarczycy nie jest żadnym usprawiedliwieniem, za to problemy skórne, które uniemożliwiały mi ćwiczenie już trochę tak, bo ból często był nie do zniesienia (mimo to próbowałem i grałem np. w klubie w nożną czy w koszykówkę). Na szczęście te skórne schorzenia już pokonałem i jest wszystko w porządku, wziąłem się za siebie i zrzuciłem już blisko 30 kg) W podstawówce jeszcze jakoś dawałem radę, prawdziwe problemy zaczęły się w gimnazjum. Pojawiły się stany lękowe i mocny lęk społeczny. Ze swoją klasą nie miałem problemów, za to byłem dręczony przez osoby z innej klasy i do dzisiaj pozostała mi trauma, opuszczałem bardzo wiele lekcji i siedziałem roztrzęsiony w domu. Technikum uznałem za swego rodzaju nowy start, pierwsza klasa przebiegła raczej bez problemu. Co prawda nadal byłem cichy i wycofany ale dałem radę przechodzić cały rok w miarę spokojnie. W klasie nie nawiązałem żadnych poważniejszych znajomości, z nikim się nie zadawałem poza szkołą. No i przyszła 2 klasa... jakoś na końcu 2 miesiąca roku szkolnego złapałem szkarlatynę i to dosyć mocną przez co 2 miesiące przeleżałem w łózku z prawie 40 stopniową gorączką, okropnym bólem głowy i innymi objawami. Gdy wyzdrowiałem to nie byłem już w stanie wrócić, nikomu z klasy nie dałem znać dlaczego mnie nie ma, bałem się ocenienia i pytań o to dlaczego mnie nie było, paraliżował mnie strach. Szkołę dokończyłem w trybie indywidualnego nauczania i tak jak wcześniej napisałem zrezygnowałem z matury ze strachu, jednak udało mi się zdobyć technika pojazdów samochodowych ale nic mi on aktualnie nie daje. Po szkole była bardzo niewielka poprawa. Udało mi się pójść do pracy, po 3 miesiącach okresu próbnego nie przedłużono mi umowy, wytłumaczono mi to tym że niby była ogólna redukcja etatów i nikogo nowego też nie potrzebują, jednak ja w to nie wierzę i do dzisiaj się obwiniam że po prostu byłem za słaby i mimo że dawałem z siebie wszystko, to było to za mało. Od tego czasu wróciły wszystkie demony z czasów dzieciństwa i szkolnych. Od tego czasu boję się pójść do jakiejkolwiek pracy, zdarzyło mi się nawet odwołać rozmowę o pracę w jej dniu bo tak sparaliżował mnie strach i dostałem drgawek. Aktualnie mam 22 lata, zawodowo stoję w miejscu i czuję presję czasu. Rodzice mnie wspierają zarówno psychicznie jak i czasami finansowo, jednak gdy mam chociaż trochę oszczędności to oddaję im wszystko z naddatkiem bo nie mógłbym spojrzeć w lustro. Stany lękowe, depresyjne i lęki społeczne tylko się pogłębiły, gdy jestem np. w galerii handlowej czuję jakby wszyscy się na mnie patrzyli i obgadywali, od razu się pocę. Boję się też przykładowo wjechać do miasta samochodem w godzinach szczytu bo się stresuję że ktoś będzie na mnie trąbił, zgaśnie mi samochód, na światłach itd. Czuję się niepotrzebny i często się za wszystko obwiniam, często uważam się za ciężar dla wszystkich. Jeśli chodzi o charakter to nigdy nie należałem do wrednych osób, wręcz przeciwnie, zawsze byłem w cholerę empatyczny, bezkonfliktowy i wolę być skrzywdzonym niż skrzywdzić kogoś. Denerwuje mnie gdy ktoś jest bez serca. Jestem w cholerę wrażliwy, płaczę na filmach, grach czy przy książkach jeśli tylko mają chwytającą za serce historię. I... właśnie tych cech charakteru też się wstydzę (chociaż nie wiem czy to dobre określenie) bo boję się że ktoś mnie zwyzywa od słabiaków czy mięczaków. Sam też się boję że będąc właśnie takim typem osoby nie osiągnę sukcesu bo żeby teraz coś osiągnąć, trzeba mieć w sobie trochę z bycia zimnym człowiekiem a empatia i wrażliwość właśnie nie są dzisiaj normą. Gdy nie ma czasu na spotkanie z przyjaciółmi czuję się w strasznie samotny a nie umiem nawiązać żadnej nowej znajomości, nawet w internecie, boję się do kogokolwiek odezwać czy napisać. Z wejściem w związek jest dokładnie ta sama sytuacja. Od 2 miesięcy chodzę na terapię, ufam swojej terapeutce i czuję wsparcie i leciutką poprawę jednak jeszcze trochę czasu musi minąć zanim się przed nią w pełni otworzę. Jednak jestem zadowolony, że się na to zdecydowałem.
Objawy somatyczne stresu. Jak nad tym pracować?
Od połowy listopada na studiach u jednego wykładowcy jestem strasznie zdenerwowana. Przedstawiam u niego jedno zadanie z dwóch, podczas robienia drugiego zaczynam odczuwać elementy stresu tj. ucisk w klatce piersiowej, napięcie ciała, mam podwyższone tętno i przyspieszoną pracę serca. Podczas prezentacji nie mogę powiedzieć ani słowa. Aby się uspokoić muszę wyjść z sali, czasem to działa. Co robić? jak nad tym pracować?
Od jakiegoś czasu cierpię na fagofobię. Boję się przełykać. Co mogę zrobić w takiej sytuacji?
Dzień dobry, Od jakiegoś czasu cierpię na fagofobię. Boję się przełykać. Co mogę zrobić w takiej sytuacji?
Czuję lęk przed pomyłką, wystąpieniami, kontaktami z ludźmi. Nie chcę przez to nie radzić sobie na studiach. Czy jest to przypadek do psychiatry? Psycholożka zaleciła.
Od zawsze bałam się i boję wyrażać własną opinię, mówić coś o sobie lub o swoich zainteresowaniach, bo bałam się reakcji ludzi. Ostatnio byłam pierwszy raz u psychologa z trzy miesiące temu i pod koniec wizyty zaczynało mi się kręcić w głowie, już przed wizytą się stresowałam. Ogólnie mówiłam coś przez całą sesję nawet pamiętam co, tylko po tym źle się czułam i miałam te zawroty głowy i na moim własnym osiedlu się gubiłam, nigdy tak nie miałam. Psycholog powiedziała mi na drugiej wizycie, żebym poszła do psychiatry z lękiem. Znów się umówiłam do innego psychologa, bo wydaje mi się, że nie jest ze mną tak źle, żeby iść do psychiatry i nie wiem szczerze co mam mu powiedzieć, bo jest mi głupio, ale zauważyłam u siebie ostatnio, że bardzo reaguję na mimikę osób i przejmuję się ich uczuciami i jak będą mnie traktować czy uprzykrzać mi życie(szczerze to bardziej myślę o tym jak interakcje z innymi będą wpływać na moje życie i przez to jestem zmęczona). Ogólnie zawsze unikałam wypowiadania się na forum i prezentacji w szkole, ale teraz jestem już dorosła i zaczęłam studia, które wymagają wypowiedzi, ale mi zaczyna strasznie walić serce, jak się wypowiadam na forum- ostatnio dałam radę, ale zaczęły mi się trząść ręce, prawie się popłakałam, nie wiem czy dam radę na tych studiach. Nie chce mi się już też na siłę zaprzyjaźniać z ludźmi na studiach. Czy mogłabym coś zrobić, żeby się nie stresować przed tą następną wizytą i też nie wiem czy to jest jakiś duży problem, bo każdy się chyba stresuje wystąpieniami czy rozmowy z obcymi ludźmi. Też przestały mnie interesować inne osoby, nie mam znajomych z własnego wyboru, ponieważ u każdego znajduję jakąś wadę, też sama nie jestem jakaś interesująca i idealna, nawet wręcz przeciwnie. Jestem introwertykiem a w dorosłym życiu muszę ciągle mieć kontakt z drugim człowiekiem, a wolałabym go nie mieć. Często też boję się, że coś źle zrobię. Każda pomyłka w pracy mnie stresuje a ja tylko pracuję w żabce. Podczas dużego stresu czerwienieje mi się jeden policzek i ogólnie robi mi się gorąco. Boję się nawet wysłać wiadomości i nie lubię dawać emotek a większość ludzi oczekuje ode mnie większej reakcji. Czasem mi się zdaje, że może ja wszystko udaję, że moje reakcje są przesadzone, że przecież umiem rozmawiać z ludźmi, tylko teraz jestem zmęczona tym wszystkim.
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.