Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Nagle dopadła mnie niemoc - jak poradzić sobie z wypaleniem zawodowym i emocjonalnym?

Szanowni Państwo, mam 38 lat. Niektórzy zapewne uznają, że to nic nadzwyczajnego, ale w moim mniemaniu w ciągu ostatnich 5 lat przeszedłem intensywną drogę. Urodziła mi się dwójka dzieci, uzupełniłem i dokończyłem przerwane przed laty studia i dwukrotnie się przebranżowiłem. Zawodowo ponad 2 lata temu trafiłem na rynek finansowy. Ciężka praca i zaangażowanie motywowane chęcią zapewnienia moim bliskim jak najlepszych warunków bytowych odniosła skutek. Można powiedzieć, że osiągnęliśmy dobry pułap życiowy. Parę miesięcy temu ponownie zmieniłem pracodawcę, żeby zarabiać jeszcze więcej i mniej więcej po dwóch miesiącach - trach! Jakby z dnia na dzień dopadła mnie całkowita niemoc. Wszystko mi zobojętniało. Nic mnie nie cieszy. Nie mogę się zmusić do pracy - wykonują absolutne minimum obowiązków, a czasem i poniżej tego minimum. Muszę się zmuszać, żeby rozmawiać z żoną i słuchać własnych dzieci. Żona zaczęła to dostrzegać, dlatego jedyne obowiązki jakich nie zaniedbuję, to te domowe - dzieci zabawione, spacery, rowerki, książeczki przeczytane, zęby umyte. Ale prawda jest taka, że mógłbym przesiedzieć cały dzień na fotelu, bezmyślnie gapiąc się w telefon. Dodam, że mam cukrzycę typu 1 (tzw "młodzieńczą"), ponadto odnowił mi się uraz przepukliny. Czuję się wrakiem i mnie to przeraża. Nie wiem, co będzie jutro. Czy mogliby Państwo coś doradzić. Z góry dziękuję za wszelkie wskazówki.

User Forum

Zagubiony

7 miesięcy temu
Klaudia Dynur

Klaudia Dynur

Dzień dobry,

 

Przykro mi, że doznał Pan tak nagłej zmiany nastroju. Niemoc i zobojętnienie, które Pan opisuje, brzmią jak jedne z objawów depresyjnych. Depresja jest chorobą, która potrafi dotknąć człowieka w różnych momentach życia, niezależnie od jego poziomu czy dobrobytu.

 

Depresja i cukrzyca są powiązane ze sobą w sposób dwukierunkowy. Oznacza to, że osoby chorujące na depresję mają większe ryzyko wystąpienia u nich cukrzycy i odwrotnie.

 

Aby zweryfikować podane przez Pana trudności, wskazana byłaby konsultacja z psychiatrą bądź psychologiem, którzy przyjrzą się przebiegowi Pana zdrowia psychicznego oraz fizycznego i zalecą odpowiednie postępowanie.

 

Życzę powodzenia i pozdrawiam serdecznie 

Klaudia Dynur 

Psycholog

7 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Dziękuję, że podzieliłeś się tym z nami. To, co przeżywasz, brzmi ciężko i rozumiem, że czujesz się przytłoczony.

Na podstawie tego, co opisujesz, możliwe, że to epizod depresyjny. Warto jak najszybciej skontaktować się z lekarzem rodzinnym lub psychiatrą oraz umówić się na wizytę u psychologa bądź psychoterapeuty. Poinformuj też diabetologa o pogorszeniu nastroju.  

 Jeśli niepokoją Cię Twoje myśli, to proszę natychmiast skontaktuj się z numerem alarmowym 112 albo jedź na izbę przyjęć; jeśli nie masz takich myśli, umów się na wizytę w najbliższym tygodniu i spróbuj małych kroków: regularne spacery, krótkie plany dnia, rozmowa z żoną o tym, co odczuwasz.

 

Pozdrawiam,

Katarzyna Świdzińska, Psycholog

7 miesięcy temu
Paulina Habuda

Paulina Habuda

Dzień dobry, 

 

Rzeczywiście jak sam Pan zauważa - dużo się u Pana działo ostatnio :). Założenie rodziny, edukacja i rozwinięcie kariery zawodowej to duże osiągnięcia. Czytając Pana wiadomość, mam wrażenie, że jest Pan osobą wyznaczającą sobie ambitne cele i bardzo sprawnie je realizującą. 

Myślę sobie też, że tak dużo zmian i osiągnięć mogło wiązać się często z dużym stresem. Nawet jeżeli nie jest Pan pewien czy i kiedy czuł ten stres, to często jest tak, że stres nas "uderza" wtedy kiedy już minął, mamy więcej czasu i spokoju i możliwości, żeby się cieszyć tym co osiągnęliśmy. I nagle, niespodziewanie pojawia się niemoc. 

To, co Pan opisuje, wskazuje na objawy depresji. Mogła ona się wykształcić jak reakcja na presję, zmiany, a może pojawiło się uczcie, że skoro ma już Pan wszystko, to co dalej? 

Może Pan skierować się do psychiatry, który doradzi odpowiednie leczenie. Natomiast kryzysy tego typu, są często wskazówką, że coś wymaga przepracowania, uzupełnienia, zmiany. Zachęcam do refleksji. Może Pan również skorzystać z konsultacji psychologicznej. Wspólnie z psychologiem może Pan dojść do źródła złego samopoczucia. Pytanie również, jak Pan radził sobie ze stresem i emocjami podczas tych wszystkich zmian. Psycholog pomoże na to spojrzeć i ewentualnie skorygować. 

Wszystkiego dobrego!

 

Pozdrawiam

Paulina Habuda. 

Psycholog

7 miesięcy temu
Sylwia Harbacz-Mbengue

Sylwia Harbacz-Mbengue

Dzień dobry,

to, że szczerze opisuje Pan swoje odczucia, świadczy o dużej świadomości.

To, czego Pan doświadczasz to normalna reakcja organizmu na ekstremalny wysiłek i stres. To "trach" prawdopodobnie jest informacją od ciała i głowy " Stop, wystarczy".  Narodziny dzieci, studia, zmiany pracy to wszystko wymaga bardzo dużej mobilizacji. To, co Pan teraz przeżywa to nie lenistwo, ale oznaki wypalenia.

Zacząć należy od zaopiekowania się swoim zdrowiem fizycznym, dania sobie prawa do odpoczynku, znalezienia wsparcia psychologicznego.

 

Pozdrawiam 

Sylwia Harbacz-Mbengue 

Psycholog 

7 miesięcy temu
Adam Gruźlewski

Adam Gruźlewski

Szanowny Panie,

 

to, co Pan opisuje, to nie jest fanaberia, może to być sygnał alarmowy wysłany przez wyczerpany organizm. Pięć lat intensywnej pracy, nauki i życia rodzinnego prawdopodobnie doprowadziło do stanu, który może być wypaleniem, depresją lub mieć podłoże w problemach fizycznych. Myślę, że Pana "bateria" nie jest na zerze, ona jest na głębokim debecie. Proces jej ładowania będzie wymagał czasu i profesjonalnej pomocy. Najlepsze, co może Pan dla siebie zrobić, to pilnie zająć się zdrowiem fizycznym (diabetolog, chirurg) oraz psychicznym (psychiatra, terapeuta).

 

Życzę zdrowia

Adam Gruźlewski

psycholog, psychotraumatolog

7 miesięcy temu
Marta Bojarczuk

Marta Bojarczuk

Po pierwsze: to, co Pan opisuje, nagła utrata zainteresowań, brak energii, zobojętnienie, trudność w pracy i w odczuwaniu radości - mogą być objawami depresji. Nie oznacza to, że coś stało się „z Pana winy”; to częste zjawisko, także po okresach dużego wysiłku i zmian życiowych. Bardzo dobrze, że Pan to zauważył i napisał, świadczy to o Pana wysokiej samoświadomości.  To pierwszy krok do poprawy. 

 

Jeśli funkcjonowanie nadal będzie się pogarszać i pojawią się duże trudności z wykonywaniem podstawowych czynności, warto jak najszybciej skontaktować się z lekarzem rodzinnym lub specjalistą.

Jeśli ból lub inne dolegliwości fizyczne nasilają problemy ze snem, koncentracją lub energią, warto umówić się na badania do zaufanego lekarza. 

Praktyczne kroki, które można wdrożyć od zaraz (lista do wyboru - proszę wybrać 1–2, żeby nie przeciążać się na starcie):

 

Umówić konsultację z psychologiem, psychoterapeutą lub psychiatrą - psychiatra rozważy leczenie farmakologiczne, jeśli to potrzebne.

 

Sprawdzić kontrolę cukrzycy u diabetologa - depresja i ból mogą utrudniać samokontrolę glikemii, a z kolei wahania cukru wpływają na nastrój. Współpraca z diabetologiem jest w Pana wypadku bardzo ważna.

 

Zadbać o drobne, konkretnie mierzalne cele na dzień: np. 10–15 minut spaceru, zjedzenie pełnego posiłku, zadzwonienie do żony o konkretnej porze. Krótkie zadania, które są osiągalne, pomagają odbudować poczucie własnej skuteczności, chociaż na pierwszy rzut oka mogą wydawać się błache. 

 

Regularność snu i posiłków: postarać się iść spać i wstawać w podobnych godzinach, unikać drzemek dłuższych niż 30 min w ciągu dnia.

 

Zmniejszyć ekspozycję na bezsensowne przewijanie telefonu - ustawienie „blokady” czasu ekranowego na kilka godzin dziennie i zastąpienie tego jedną małą, przyjemną czynnością (dobra kawa, czytanie rozdziału książki czy dobry serial).

 

Otwarta rozmowa z żoną (krótko i bez obwiniania): „Czuję, że jestem ostatnio przytłoczony, trudno mi się zmotywować (etc.) . 

 

Ból z przepukliny może bardzo nasilać apatię. Skonsultuj chirurgicznie, czy leczenie bólu lub zabieg są opcją - poprawa bólu często poprawia nastrój.

 

Mam nadzieje, że cokolwiek z tego okaże się pomocne. 

7 miesięcy temu
Lucio Pileggi

Lucio Pileggi

Pan musiał przechodzić przez naprawdę wiele zmian i znaczących wydarzeń życiowych w ostatnich latach. Prawda jest taka, że wiele z nich pokazuje osobę, która ma dużo zasobów osobistych i była w stanie osiągnąć trudne cele. Nie można się dziwić, że Pan czuje się teraz tak zagubiony.


Niestety, na podstawie Pana tekstu trudno jest dokładnie powiedzieć, co mogłoby spowodować taki stan braku motywacji. Możliwe, że czynników jest wiele i współdziałają ze sobą. Z jednej strony, częste zmiany w życiu zawodowym, mimo że przyniosły pewne zadowolenie, mogły także spowodować zmęczenie lub po prostu wypalenie zawodowe. Z drugiej strony, cukrzyca typu 1 jest chorobą, która wymaga stałej uwagi i wysiłku, aby dbać o swoje zdrowie. Dodatkowo zwiększa ona ryzyko obniżenia nastroju czy lęku. Mogą też istnieć inne czynniki – psychiczne, zdrowotne, rodzinne itp.


W skrócie, objawy te mogą być znakiem, że warto zrobić „krok do tyłu”, zadbać o siebie i swój dobrostan. Na pewno zalecana byłaby tutaj konsultacja specjalistyczna, aby głębiej zrozumieć, gdzie tkwi problem i od czego zacząć działać, by odzyskać energię, która pozwoli Panu korzystać z życia tak, jak Pan chce.

 

Mam nadzieję, że znajdzie Pan jak najszybciej pomoc, której Pan potrzebuje.

Lucio Pileggi, Psycholog

7 miesięcy temu
Kamila Kłapińska-Mykhalchuk

Kamila Kłapińska-Mykhalchuk

Szanowny Panie Zagubiony, to co Pan opisuje, wygląda na symptomy wypalenia zawodowego albo przynajmniej chronicznego przemęczenia. Oczywiście nie mogę potwierdzić tego rozpoznania ponieważ komunikujemy się na forum psychologicznym, to są jedynie moje przypuszczenia. To co mogę z całego serca polecić to wizyta stacjonarna bądź online u specjalistów w dziedzinie zdrowia psychicznego: psychologów, psychoterapeutów, psychiatrów. Myślę, że uczęszczanie na psychoterapię, zmiana stylu życia na bardziej higieniczny dla układu nerwowego, a także wizyta u psychiatry aby wykluczyć bądź potwierdzić potrzebę wdrożenia farmakologii bądź też uzyskać zwolnienie lekarskie w celu podreperowania zdrowia - są jak najbardziej wskazane. Życzę dużo spokoju ducha i odpoczynku. Pozdrawiam serdecznie, psycholog, psychoterapeutka, Kamila Kłapińska-Mykhalchuk

7 miesięcy temu
Linnea Rasmusson

Linnea Rasmusson

Dzień dobry,

Z historii wybrzmiewa bardzo dużo pracy i zaangażowania. Chciał Pan zapewnić dobry byt rodzinie. Proszę zobaczyć trud, który Pan włożył, teraz wygląda na to, że Pana ciało się upomniało o odpoczynek. To, że Pan poświęca czas dzieciom, już jest bardzo dużo. Czasami warto się zatrzymać w pędzie, który sobie czasami nakładamy i dostrzec to, co jest dookoła nas. Organizm przyzwyczajony do silnego i ciągłego działania będzie miał trudność na początku z chwilami spokoju. Proszę spróbować odpuścić wyrzuty, że Pan siedzi. Jeśli Pan czuje potrzebę porozmawiania z kimś, psycholog może tutaj pomóc wesprzeć i popatrzeć na sytuację z boku. 

 

Pozdrawiam i życzę wolnego kroku do przodu

Linnea Rasmusson

Psycholog

7 miesięcy temu
Monika Figat

Monika Figat

Dzień dobry,

 

z Pana opisu wynika, że rzeczywiście dużo ważnych zmian zadziało się w ciągu tych ostatnich 5 lat. Po latach intensywnych zmian, osiągnięć i wysiłku może pojawić się zmęczenie, zobojętnienie czy poczucie wypalenia – to sygnał, że organizm i psychika potrzebują troski. 

 

Brzmi to dla mnie jakby - z troski o rodzinę - zepchnął Pan na kilka lat swoje potrzeby na dalszy plan. W pewnym momencie organizm i psychika powiedziały "dość", co zaskutkowało nagłym poczuciem wypalenia (choć tak na prawdę nie było to nagłe, tylko kumulowało się latami).

 

W nurcie Terapii Akceptacji i Zaangażowania (ACT) zachęcam, by przyjąć te emocje z łagodnością, bez oceniania siebie. To, że mimo trudności dba Pan o dzieci i dom, świadczy o tym, jak ważne są dla Pana wartości rodzinne i odpowiedzialność.

 

Warto zastanowić się, czego Pan teraz najbardziej potrzebuje – może odpoczynku, wsparcia, rozmowy z bliskimi lub specjalistą. Takie objawy jak utrata radości, zobojętnienie czy trudności z motywacją mogą być sygnałem przeciążenia lub nawet depresji, dlatego warto rozważyć konsultację z psychologiem lub lekarzem. Proszę pamiętać, że nawet z najtrudniejszej sytuacji można znaleźć wyjście i ją przepracować.

 

Ta sytuacja może być okazją do wsłuchania się w swoje potrzeby, a nawet zaakceptowania, że nie musi Pan być zawsze i za wszelką cenę "niezniszczalny" - bo nikt z nas nie jest robotem.. :-)

 

Serdeczności i powodzenia

Monika Figat, Psycholog [Warszawa i on-line] | monikafigat.pl

7 miesięcy temu

Zobacz podobne

Czuję się ignorowana w szkole – wszyscy traktują mnie jak powietrze oprócz przyjaciółki
W szkole ciągle wszyscy traktują mnie jak powietrze oprócz mojej przyjaciółki
Jakie zachowania mogą świadczyć o braku realnego zaangażowania w relację romantyczną?
Jak rozpoznać, że chłopak traktuje mnie jako zamiennik, kochankę dla swojej oficjalnej dziewczyny. Jakie zachowania mogą o tym świadczyć, nie tylko w sferze seksualnej, ale też zwykłej?
Rozwód po burzliwym związku z ADHD i lękowym stylem przywiązania – czy jest szansa na powrót?
Moja historia jest taka: ja z adhd i lękowym stylem przywiązania, ona- unikająca konfliktów, wysoko wrażliwa, uciekając w ciszę w reakcji na problem. Poznaliśmy się na tinderze, po 5 dniach ona zamieszkała u mnie, po pół roku wzięliśmy ślub. Dla nas obojga to było drugie małżeństwo. Mamy dzieci z pierwszych małżeństw. Ja miałem wówczas 45 ona 36lat. Przeszliśmy przez toksyczne relacje, mamy traumy związane z domem rodzinnym, u niej toksyczna matka i alkohol, u mnie bicie i brak uczuć. Było energetycznie- dużo miłości, tęsknoty, bliskości, seksu. Ona bardzo atrakcyjna, zawsze dużo facetów wokoło- współpracowników, podwykonawców, szefów, prezesów. I do tego moja zazdrość. I adhd. Próby terapii, leki, interwencje kryzysowe. Na początku jej wsparcie. Ale kiedy doszły nieporozumienia wynikające z adhd wpadliśmy w błędne koło. Ja słuchałem i nie słyszałem, albo słyszałem nie to, co ona mówiła. Każde nieporozumienie to jej milczenia. A ja, lękowy widziałem wszystko na jej twarzy. I regulowałem się tym. I im więcej było milczenia tym ja bardziej się frustrowałem. A że dawałem w związku dużo, czasem ponad moje siły- sprzątanie, gotowanie, wożenia, czekanie, przywożenia, każde zadanie wykonane zanim ona pomyśli, śniadania do łózka…a przy tym brak umiejętności komunikacji. Ja każdy problem chciałem rozwiązać natychmiast, tu i teraz, rozmową, presją, pytaniami. Ona wpadała w milczenie, nie chciała rozmawiać, odebrać telefonu po kłótni… I coraz częstsze moje frustracje- bo nie rozumiem, bo daje i nie dostaję, i coraz więcej ciszy z jej strony. Pod koniec grudnia odeszła. Złożyła wniosek rozwodowy. Wyprowadziła się. Powiedziała, że nie daje rady, że nie dźwiga, tym bardziej, że ja nie chce się zmieniać. Mówiła, że płakała i krzyczał do mnie w swojej głowie. A ja wolałem, żeby krzyczała do mnie, waląc mnie pięściami. Wtedy nie miałbym wątpliwości… Kolejne 4 miesiące to był czas jej ambiwalencji. Powroty do kontaktu i cisza naprzemiennie. Płacz na widok mnie na wideo i chłód kiedy pytałem, czy wróci. Bolesne słowa w odpowiedzi na moje prośby, i pytanie jak się czuję kiedy ja nie odzywałem się pierwszy. Kilka spotkań. Ja poszedłem na terapię, wróciłem do leków na adhd, ostawiłem alkohol, poszedłem ma siłownię. Ona jednego dnia mówiła że tęskni, że brakuje jej seksu i bliskości, że jest jej bardzo źle, że próbuje myśleć, że to skończone, innego dnia - nie tęskni, uważa nasz związek za zmarnowany czas, cieszy się życiem i na pewno nie wróci. Miesiąc temu nastąpiła próba powrotu. Trwa tydzień. Dużo rozmawialiśmy, przytulaliśmy się, ona widziała , że ja rozumiem nasze problemy, płakała, ale bała się zostać na noc bo wiedziała, że kiedy zostanie to wróci, a nie chce. Jeszcze nie. Wyznała, że zapisała się na tindera, poznała kogoś, poszła na kilka spotkań, ale kiedy zaczął napierać zablokowała go. Miedzy nami było lepiej… Ale kiedy próbuję w kinie wziąć ją za rękę, ona ochłodziła kontakt. Po tygodniu mówi, że nie umie wrócić, że za bardzo boi się, że wróci to, od czego uciekła, że nie umie zapomnieć jaki byłem kiedyś, że to ostateczne, przemyślane i definitywne. Prosi o przyjaźń. Ale ja nie potrafię. Kocham ją. Ona wie, że w takiej sytuacji musze zniknąć, odciąć się, bo ból jest za duży. Znikam. Nie potrafię być obok i patrzeć jak ona się oddala. Tym bardziej, że powiedziała mi, ze jeśli będę walczył, będzie musiała mnie zablokować. Kiedy pytam, czy mnie kocha- bo nigdy po rozstaniu nie powiedziała że nie, odpowiada- chyba nie. Znikam na 3 tygodnie. Ona prosi jeszcze abym jej nie blokował. 3dni temu odbyła rozprawa rozwodowa. Było smutno, ale nie ugięła się. Dostaliśmy rozwód. Miała łzy w oczach. Prosiła o przyjaźń, której ostatecznie odmówiłem. Chcę zachować w pamięci obraz nas szczęśliwych a nie patrzeć z boku, jak układa sobie życie beze mnie. Bo wiem, że jeśli zobaczę ją z innym rozpadnę się na kawałki. Jeszcze w sądzie, kiedy sędzia pytała, kiedy ustało uczucie, ona nie wiedziała co powiedzieć. Dociśnięta powiedziała, że nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. Ja to rozumiem, bo podając datę, musiałaby przyznać, że uczucie wygasło. Tymczasem ono nadal jest. Byliśmy razem 4 lata. I co teraz? Koniec? Początek? Ja nie rezygnuję z terapii i leków, ona sama powiedziała niedawno, że imponuje jej moja zmiana. Ale jej ból i strach przede mną, jaki byłem kiedyś, zły , sfrustrowany, nieobecny jest silniejszy od miłości. Jest na to jeszcze jakaś rada?
Presja rodziny, problemy zdrowotne mamy, uzależnienie od alkoholu - jestem przytłoczona i zła.

Moja mama ma 62 lata. Jest alkoholiczka. Moi rodzice mieszkają sami. My z siostrą nie mieszkamy w naszym mieście rodzinnym. Mój tata jest kierowcą zawodowym. Pracuje od poniedziałku do piątku po 12 godzin dziennie. Moja mama w tamtym roku już raz trafiła do szpitala przez alkohol. Dowiedzieliśmy się wtedy, że jest alkoholiczka. Lekarze mówili, że jedną nogą była w grobie. Cały okres leczenia szpitalnego okropnie wspominam. Byłam załamana, płakałam każdego dnia. Po wyjściu ze szpitala, wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Zawoziłam ją na wszystkie badania, wszystkie wizyty u specjalistów. Po wyjściu ze szpitala to ja z moim tatą dawaliśmy jej leki. Była mega poprawa. W wynikach badań, w wyglądzie w zachowaniu. Po miesiącu, kiedy odzyskiwała siły, uparła się, ze ona sama będzie brać leki. Po około 3 miesiącach od wyjścia ze szpitala zaczęła znów pić. Nie przyznawała się. Nawet gdy siostra przyłapała ją z wódką, to kłamała w żywe oczy, że to nie jej wódka! Mama zaczęła mieć zwidy. Widziała, rzeczy, osoby i sytuacje, których nie było. Byliśmy tym przerażeni. Bałam się do niej przyjeżdżać. Lekarz rodzinny pokierował mamę do psychiatry. Dostała leki na zwidy, które miały jej pomóc. Lekarz zastrzegł, ze absolutnie nie można przy tych lekach pic alkoholu. 16 maja jej stan się pogorszył. Tata zadzwonił po siostrę. Pojechała do rodziców i zadzwonili po pogotowie. Lekarz powiedział, że to była ostatnia chwila na pogotowie, bo nie dożyłaby do rana. Znów jest w szpitalu. Minęły już 3 tygodnie. Mama jest na tą chwilę osobą leżącą. Mówi bardzo niewyraźnie, niezrozumiale. Musi się bardzo postarać, żeby powiedzieć coś normalnie. Lekarze mówią, że taki stan może jej zostać. Wyszło jej zatrucie amoniakiem, oraz uszkodzenie mózgu i móżdżku i wiele, wiele innych. Nie chce naszej pomocy. Gdy przychodzę, odwraca głowę, nie chce ćwiczyć siadania i wstawania (zalecenie lekarza), nie chce dać sobie obciąć paznokci, przemyć twarzy. Nie potrafi sama wziąć butelki i się napić, nie potrafi przełykać. Jest bardzo niemiła, bluźni do nas, jakbyśmy byli kimś obcym dla niej. Gdy była zdrowa, nigdy taka nie była. Co się ze mną stało? Że zamiast współczucia czuje złość? Nie chce mi się płakać, nie chce do niej chodzić. Przez j zachowanie czuje niechęć, ale sumienie mi nie pozwala. Mamy wyniki się poprawiły. Ale przez uszkodzenie mózgu, może zostać osobą leżącą. Jej życiu nic nie zagraża. Niedługo ma być wypisana do domu. Jestem zestresowana. Przez tę sytuację jestem nerwowa do moich dzieci. Nie poznaje siebie! Jestem tak na nią zła!!!! Jak mogła tak sobie zniszczyć życie! Nawet nie mogę płakać. Czuje się oceniana z każdej strony. Siostry mojej mamy powiedziały mi: ,,ona czuła się samotna! Jak można pracować po 12 godzin i żeby ona sama była tyle czasu. Czuła się nierozumiana." Ogólnie teraz ja, Moja siostra i tata jesteśmy wszyscy złem świata, bo nie jesteśmy idealna rodzina i mama leży w szpitalu przez nas. Tak uważa jej rodzina. Co im odpowiadać na te ataki? Mój tata poblokował ich numery to do mnie dzwonią. Dobija mnie ta sytuacja. I jeszcze jedno. W lutym rezerwowaliśmy wakacje. Wyjazd mamy w piątek. Jedziemy do Chorwacji. Nie potrafię cieszyć się z wakacji. No jak to wygląda: mama w szpitalu a my z siostrą co? Wakacje? Co powiedzą inni? Znowu będziemy te najgorsze. Ze zamiast być u mamy to się relaksujemy. Czuje, ze potrzebuje odetchnąć. Nie wiem, co robić. Jestem o krok od odwołania. To wszystko miażdży mnie psychicznie. Czemu czuje złość do niej?

Jak poradzić sobie z depresją po przeprowadzce na wieś i toksycznym wpływem rodziny?
Dzień dobry. Od czasu niechcianej przeprowadzki z mieszkania w mieście do domu na wsi, czuję się z każdym dniem coraz gorzej. Rodzina wymyśliła taką decyzję i nie miałam na nią wpływu. Po wejściu do nowego domu zaczęłam płakać, tęsknić za starym miejscem i panikować, nie umiałam zapanować nad żalem. Na domiar złego ojciec zaczął krzyczeć, wpadł w szał i zaczął się nade mną pastwić, bo wykazywałam niechęć i narzekałam (jest narcyzem i bywa toksyczny). Próbowałam myśleć o tej sprawie inaczej, pozytywniej i poznać nowy teren, sklepy, ułożyć rzeczy w pokoju itp. mimo wsparcia ze strony matki, od 2 tygodni mój stan zmienia się jak pogoda, czyli od czasu zamieszkania na wsi. Mam 21 lat, dopiero raczkuję w kwestii pracy (pracowałam za granicą, ale mi się nie podobało) i dorosłego życia, często też dotyka mnie zagubienie. I teraz czuję się gorzej niż kiedykolwiek, bo przeprowadzka wszystko mi utrudnia, nagle utraciłam całą moją stabilizację, dawną rutynę i nie mam oszczędności, żeby ot tak wrócić do miasta. Jestem apatyczna, wszystko mi zobojętniało, nie mam ochoty wyjść na zewnątrz (nic tu nie ma, tylko las), na zmianę płaczę albo czuję pustkę i ból w środku, czasami nienawiść do tego miejsca, rodziców. Czuję bezsilność, nie umiem się szczerze uśmiechnąć i cieszyć czymkolwiek, nie chce mi się gadać z bliskimi ani uczestniczyć w ich życiu. Co najgorsze - nie chce mi się rozwijać mojej pasji, jakoś nie mam sił i to też mnie frustruje, bo zamiast tego wspominam stare mieszkanie, myślę bądź oglądam bzdety w sieci. Wtedy też czuję, że tracę czas i narzekam na siebie, bo zawsze połowę dnia poświęcałam na to co kocham. I zajadam smutki słodyczami, chociaż zawsze dbałam o zdrowe żywienie. Wszystko tutaj mnie dołuje, łącznie z podejściem ludzi - mieszkałam na zachodzie Polski, teraz jestem na wschodzie. Po wyjściu do osiedlowego sklepu z tęczową przypinką aż czułam spojrzenia na plecach, chociaż to może tylko moje pesymistyczne myśli. Boję się, że nie mogę tu być sobą a jestem niebinarną osobą. Miewam lepsze dni, ale nawet wtedy z racjonalnym podejściem - podoba mi się wnętrze domu, a otoczenie i brak miasta po wyjściu wywołuje u mnie żal, wszystko jest monotonne. A ja uwielbiałam ten miastowy zgiełk i hałas. Nie wiem czemu tak się czuję, jak sobie pomóc i w którą stronę postawić krok? Tutaj jest tylko parę ofert pracy na krzyż i brak ludzi wokół. Mam wrażenie wyobcowania, jakby moje życie spowolniło i nie miało sensu, gdy będę tu tkwić a jestem bardzo kontaktową osobą. Nie ma tu też mojej znajomej. Brat twierdzi, że może mi pomóc w kwestii mieszkania w mieście, ale nie wiem co ma dokładnie na myśli i boję się, że będzie to dla niego obciążające. Nie chcę być dla nikogo problemem, nie umiem też prosić o pomoc, jednak chyba muszę, bo nie wytrzymam.
śmierć bliskiej osoby

Śmierć bliskiej osoby – jak sobie z nią poradzić?

Śmierć bliskiej osoby to jedno z najtrudniejszych przeżyć. Żałoba jest naturalną reakcją psychiczną, która pomaga zaakceptować stratę. Każdy przeżywa ją inaczej, a powrót do równowagi wymaga czasu i wsparcia.