Paulina Kawka -Mirek
Myślę, że najważniejsze w tym, co Pani napisała, jest to, że Pani chce bliskości. Lęk jej nie przekreśla. On tylko sprawia, że dziś droga do niej wydaje się znacznie trudniejsza.
Często najbardziej ogranicza nas nie sam lęk, ale lęk przed lękiem. Zaczynamy przewidywać: „będę się wstydzić”, „zamarznę”, „on mnie oceni”, „nie poradzę sobie z jego reakcją”. I zanim wydarzy się cokolwiek realnego, nasz umysł przeżywa już odrzucenie, które jeszcze nie nastąpiło. Najbezpieczniejszym rozwiązaniem staje się wtedy wycofanie. Tyle że ono przynosi ulgę na chwilę, a później utwierdza nas w przekonaniu, że rzeczywiście nie dalibyśmy sobie rady.
To można zmieniać.
Nie poprzez zmuszanie się do odwagi ani rzucanie się od razu w sytuacje, które są najbardziej przerażające. Raczej poprzez małe doświadczenia, w których może Pani odkrywać: „bałam się, ale zostałam”, „powiedziałam trochę więcej i nic strasznego się nie wydarzyło”, „poczułam wstyd, ale on minął”.
Pierwszym takim miejscem może być właśnie gabinet terapeutyczny. I wcale nie musi Pani od razu powiedzieć, czego się Pani wstydzi. Może Pani zacząć od: „Jest coś, o czym bardzo trudno mi mówić. Kiedy próbuję, zamieram i mam ochotę się wycofać”. To już jest ogromnie ważny krok, bo zamiast uciekać przed lękiem, zaczyna Pani zostawać z nim w obecności drugiego człowieka.
Z czasem podobnie można uczyć się bliskości w relacji. Nie trzeba opowiadać wszystkiego na pierwszej randce ani odsłaniać swojego ciała, zanim pojawi się poczucie bezpieczeństwa i zaufania. Pani ma prawo decydować, komu, kiedy i ile siebie pokaże.
I jeszcze jedna ważna rzecz: celem nie musi być moment, w którym przestanie się Pani bać. Być może ważniejszy będzie moment, w którym pomyśli Pani: „boję się, ale ten strach nie będzie już decydował za mnie”.
Bo odwaga wcale nie zaczyna się wtedy, kiedy znika lęk. Często zaczyna się właśnie wtedy, kiedy lęk nadal jest, a my mimo niego robimy mały krok w stronę życia, którego naprawdę chcemy.
Miłego dnia Paulina
















