
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, traumy, związki i relacje
- Partner miał romans...
Partner miał romans z szefową - jak poradzić sobie z kryzysem w związku?
Jagoda Jek
To, czego doświadczyłaś, może być bardzo trudne do poukładania, bo nie chodzi wyłącznie o sam romans, ale również o poczucie, że część Waszej historii została przed Tobą ukryta. Kiedy odkrywamy coś takiego, naturalne jest pojawienie się złości, żalu, lęku i pytania, czy można jeszcze zaufać osobie, z którą planowało się przyszłość.
Warto rozdzielić kilka kwestii. Z jednej strony partner podjął decyzje, które mogły Cię bardzo zranić — utrzymywał relację z inną osobą, czerpał z niej pewne korzyści i jednocześnie budował z Tobą poważny związek. Z drugiej strony piszesz, że próbował zakończyć tę relację i stawiał granice. To, co będzie ważne dla Was teraz, to nie tylko to, co wydarzyło się w przeszłości, ale przede wszystkim to, czy obecnie bierze odpowiedzialność za swoje decyzje i czy jego zachowanie daje Ci poczucie bezpieczeństwa.
Dodatkowym obciążeniem jest fakt, że ta kobieta nadal jest obecna w Waszym życiu i próbuje ingerować w Waszą relację. Warto jednak uważać, żeby cała Twoja energia nie została skierowana na walkę z nią. Najważniejsze pytania dotyczą przede wszystkim Was:
czy partner jest wobec Ciebie szczery i przejrzysty,
czy potrafi rozmawiać o tym, co się wydarzyło,
czy pokazuje czynami, że wybiera Waszą relację,
czy Ty z czasem odzyskujesz spokój i zaufanie.
To, że zdecydowałaś się mu wybaczyć i wrócić, nie oznacza, że masz od razu przestać cierpieć. Wybaczenie nie jest równoznaczne z natychmiastowym odbudowaniem zaufania. To proces, który wymaga czasu i zaangażowania obu stron.
Może być pomocne, abyście rozmawiali nie tylko o tej drugiej osobie, ale też o tym, czego potrzebujesz, żeby ponownie poczuć się bezpiecznie w tej relacji. Jeśli jednak zauważasz, że żyjesz w ciągłym napięciu, wracasz do tych samych myśli i trudno Ci funkcjonować, warto rozważyć wsparcie specjalisty.
~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Bożena Nagórska
Dzień dobry
Odkrycie takiej zdrady i manipulacji to bardzo duży ciężar, ale najważniejsze jest teraz postawienie jasnych granic zewnętrznych, aby odciąć wpływ tej kobiety na Państwa życie, np. brak wchodzenia w dyskusje i powiadomienie bliskich o sytuacji.
Ważne jest również, aby partner brał pełną odpowiedzialność za wyciągnięcie konsekwencji zawodowych i odcięcie się od szefowej, zamiast stawiać Panią w roli obrońcy.
Ze względu na skomplikowaną strukturę szantażu, poczucia winy i utraconego zaufania, gorąco zachęcam do konsultacji z terapeutą par, który pomoże zweryfikować, czy partner realnie chroni ten związek.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Piotr Ziomber
dzień dobry
Sytuacja wygląda na poważną, ale od początku. Partner oszukiwał Panią od początku Waszej relacji, mając w tym czasie romans ze szefową w pracy. Próbował to zakończyć, ale rozumiem bez Pani wiedzy w temacie. Czyli będąc w relacjach z Panią, dokonywał zdrady, czerpiąc z tego korzyści i będąc zastraszanym? Robił to dla korzyści w pracy? Następnie zamieszkaliście razem, Pani wybaczyła zdradę itd. Teraz ta "szefowa" nadal próbuje zaszkodzić nie tylko jemu, ale także Pani? Ta sprawa nadaje się na policję, gdyż jest to stalking, jak i rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji. Mogą także Państwo wystąpić do prokuratury o zakaz zbliżania się, ale jeżeli mają Państwo dowody na jej czyny (rozmowy, smsy, świadkowie) to radzę sprawę zgłosić na policję. Samo zachowanie tej kobiety wymaga natychmiastowej relacji, gdyż takie zachowania nie wiadomo kiedy się zakończą.
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Dziękujemy za kontakt z nami. Sądzę, że to, czego Pani doświadcza, brzmi jak ogromne obciążenie. Samo zmierzenie się z informacją o zdradzie i odbudowywanie zaufania jest dla wielu osób bardzo bolesnym procesem. Pani opisuje jednak, że oprócz tej rany mierzy się również z poczuciem, że ktoś nadal ingeruje w Pani życie i związek. Nic dziwnego, że może Pani odczuwać zmęczenie, napięcie i niepewność. Podjęła Pani decyzję o wybaczeniu i kontynuowaniu relacji. To nie była łatwa decyzja i z pewnością wymaga od Pani dużej odwagi. Jednocześnie odbudowanie poczucia bezpieczeństwa potrzebuje czasu, a dodatkowe działania tej kobiety mogą ten proces znacząco utrudniać. Myślę, że w tej sytuacji warto zadbać przede wszystkim o Wasze granice. To partner, jeśli chce odbudować zaufanie, powinien konsekwentnie chronić Waszą relację i jasno odcinać się od wszelkich prób podtrzymywania tej historii. Pani nie musi samotnie dźwigać odpowiedzialności za uspokajanie tej sytuacji.
Proszę również pamiętać o sobie. Po doświadczeniu zdrady łatwo skupić całą uwagę na tym, co robią inni, a zapomnieć o własnych emocjach. Tymczasem Pani również potrzebuje przestrzeni, aby przeżyć ból, odzyskać poczucie bezpieczeństwa i stopniowo odbudować zaufanie: zarówno do partnera, jak i do samej siebie.
Z całego serca życzę Pani, aby niezależnie od dalszego rozwoju wydarzeń odzyskała Pani spokój. Nikt nie powinien żyć w ciągłym poczuciu zagrożenia i walki o swoją relację.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Edyta Kotula
Dzień dobry.
To, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo trudna i wyczerpująca sytuacja. Nic dziwnego, że po dwóch miesiącach wciąż jest w Pani dużo bólu, złości, niepewności i zmęczenia. Takie doświadczenie potrafi zachwiać poczuciem bezpieczeństwa i zaufania, nawet jeśli zdecydowała się Pani dać partnerowi drugą szansę.
Najtrudniejsze wydaje się to, że próbuje Pani odbudowywać relację, a jednocześnie cały czas pojawiają się działania tej kobiety. To sprawia, że rana nie ma szans się zagoić, bo wciąż jest na nowo otwierana. W takich okolicznościach wiele osób czuje, że trudno im odzyskać spokój.
Na tym etapie warto przede wszystkim obserwować, co robi partner tu i teraz. Nie tylko to, co mówi o przeszłości, ale czy bierze odpowiedzialność za swoje decyzje, czy jest wobec Pani szczery, stawia jasne granice wobec tej relacji z szefową i swoim zachowaniem pokazuje, że zależy mu na odbudowaniu zaufania. Zaufanie wraca stopniowo i buduje się przede wszystkim przez konsekwentne działania.
Proszę też pamiętać o sobie. Łatwo w takiej sytuacji skupić całą uwagę na tej drugiej kobiecie, ale najważniejsze jest to, czego Pani potrzebuje, żeby znowu poczuć się bezpiecznie. Ma Pani prawo czuć się zagubiona, mieć wątpliwości i potrzebować czasu. To nie jest oznaka słabości, ale naturalna reakcja na sytuację, która mocno naruszyła Pani poczucie bezpieczeństwa.
To, że zdecydowała się Pani zostać, nie oznacza, że musi Pani udawać, że wszystko już jest w porządku. Odbudowa relacji po utracie zaufania wymaga czasu, cierpliwości i zaangażowania obu stron. Nie musi Pani przechodzić przez ten proces sama. Jeśli emocje stają się zbyt przytłaczające, rozmowa z psychologiem lub psychoterapeutą może być bezpiecznym miejscem, aby uporządkować to, co Pani przeżywa, niezależnie od tego, jak dalej potoczy się ten związek.
Ewelina Sinda-Dulińska
Dzień dobry, Rozumiem, że to, co Pani przechodzi, jest ogromnie trudne, to nie jest tylko "kryzys w związku", to głęboka rana zaufania, która dotyka też Pani poczucia bezpieczeństwa i tożsamości. Chciałbym zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Po pierwsze to, co Pani opisuje, to nie jeden epizod zdrady, ale długotrwały wzorzec ukrywania prawdy, który trwał od samego początku związku. Fakt, że partner "przyznał", iż czerpał korzyści z tej relacji z przełożoną, pokazuje, że nie chodziło tylko o presję z zewnątrz, były w tym też jego wybory i korzyści. To ważne, żeby nie umniejszać tego faktu, nawet jeśli teraz żałuje. Po drugie, decyzja o powrocie do związku jest w pełni Pani prawem i nie musi Pani jej nikomu tłumaczyć. Wybaczenie nie oznacza jednak, że temat został zamknięty wewnętrznie. Często to, co przeżyliśmy, wraca falami, zwłaszcza gdy ktoś z zewnątrz aktywnie podsyca konflikt i próbuje ingerować w Pani życie i relacje z rodziną. To, co teraz się dzieje czyli kontaktowanie się z Pani rodziną, rozpowszechnianie nieprawdziwych historii, to już nie jest sprawa między Panią a partnerem, tylko realne naruszenie Pani spokoju i granic przez osobę trzecią. Ustalcie z partnerem wspólną, spójną narrację i granice wobec tej osoby, on też musi aktywnie chronić Wasz związek, nie tylko Pani. Rozważcie ograniczenie kontaktów tej kobiety, jeśli to się nasila, to może być podstawa do kroków prawnych (nękanie). Zadbajcie o rozmowę z rodziną, czasem lepiej samemu opowiedzieć swoją wersję, zanim zrobi to ktoś inny. Jeśli w środku wciąż tli się niepokój, warto porozmawiać o tym z terapeutą par lub indywidualnie, żeby nie nosić tego ciężaru sama. Życzę Pani siły i spokoju w tej trudnej sytuacji. Dobrego dnia, Ewelina Sinda-Dulińska
Jakub Pawłowski
To bardzo trudna sytuacja i nie dziwię się, że mimo upływu dwóch miesięcy nadal jest w Tobie tyle emocji. Zdrada i utrata zaufania potrafią mocno zachwiać poczuciem bezpieczeństwa, a dodatkowy konflikt z tą kobietą sprawia, że trudno zamknąć ten rozdział i odzyskać spokój.
Jeśli zdecydowałaś się dać partnerowi drugą szansę, warto skupić się przede wszystkim na tym, czy jego zachowanie dziś daje Ci poczucie bezpieczeństwa i czy konsekwentnie odbudowuje zaufanie. To proces, który wymaga czasu, szczerości i konkretnych działań, a nie tylko zapewnień.
Jednocześnie pamiętaj, że nie masz wpływu na zachowanie tej kobiety. Możesz natomiast zadbać o własne granice – ograniczyć kontakt z nią do minimum, nie angażować się w jej prowokacje i wspólnie z partnerem ustalić, jak będziecie reagować na kolejne próby ingerowania w Waszą relację. Jeśli dochodzi do nękania lub rozpowszechniania nieprawdziwych informacji, warto również rozważyć skorzystanie z pomocy prawnej
Wiktoria Woldan
Dzień dobry,
Czytając Pani wiadomość, można poczuć, jak ogromny ból i chaos emocjonalny mogło wywołać odkrycie takiej prawdy. To musiało być niezwykle trudne dowiedzieć się, że osoba, z którą planowała Pani przyszłość, budowała z Panią bliskość i wspólne życie, jednocześnie ukrywała tak ważną część swojej historii.
W takich momentach często nie boli tylko sama zdrada, ale również poczucie, że nagle trzeba na nowo poukładać wspomnienia i zadać sobie pytania: „Co było prawdziwe?”, „Czy mogę jeszcze zaufać?”, „Dlaczego to się wydarzyło?”. To bardzo obciążające doświadczenie, które może wywoływać złość, smutek, lęk, poczucie krzywdy, ale też ogromną niepewność. Jednocześnie słychać, że ta relacja jest dla Pani ważna. Podjęła Pani trudną decyzję o wybaczeniu, powrocie i próbie odbudowania tego, co między Wami było. To wymagało odwagi. Warto jednak pamiętać, że wybaczenie nie oznacza, że ból znika od razu, a zaufanie wraca z dnia na dzień. Odbudowa bezpieczeństwa po zdradzie to proces, który wymaga czasu, szczerości i zaangażowania obu osób.
Na ten moment ważne jest przyjrzenie się temu, co dzieje się teraz. Nie tylko temu, co wydarzyło się w przeszłości, ale temu, czy partner swoimi obecnymi działaniami pokazuje, że bierze odpowiedzialność, jest transparentny i realnie dba o odbudowanie Waszej relacji. Rozumiem też, że działania tej kobiety mogą być dla Pani kolejnym źródłem bólu. Kiedy człowiek dopiero próbuje pozbierać się po zdradzie, a dodatkowo pojawiają się kolejne konflikty i ingerowanie w życie prywatne, może mieć poczucie, że nie dostaje nawet przestrzeni, aby spokojnie przeżyć swoje emocje. Warto jednak pamiętać, że nie ma Pani wpływu na jej decyzje i ma Pani wpływ na własne granice oraz to, jak razem z partnerem będziecie chronić waszą relację. Proszę też nie zapominać o sobie.!!! W takich sytuacjach łatwo całą energię skierować na analizowanie zachowania innych osób, a swoje potrzeby odsunąć na dalszy plan. Ma Pani prawo czuć ból, mieć wątpliwości, potrzebować odpowiedzi i czasu. To nie oznacza słabości i to naturalna reakcja na doświadczenie, które mocno naruszyło Pani poczucie bezpieczeństwa.
Pozdrawiam serdecznie,
Wiktoria
Sylwia Skibińska
Dzień dobry. To bardzo trudna sytuacja i zrozumiałe, że odbiła się na Pani poczuciu bezpieczeństwa i zaufaniu. Jeśli zdecydowała się Pani wybaczyć i kontynuować związek, warto skupić się na tym, czy partner swoją postawą konsekwentnie odbudowuje zaufanie. Natomiast zachowanie tej kobiety, jeśli rzeczywiście przekracza granice i ingeruje w Państwa życie, warto ograniczyć do minimum i w razie potrzeby rozważyć również wsparcie prawne. Jeśli emocje nadal są bardzo silne, pomocna może być także konsultacja psychologiczna.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska

Zobacz podobne
Witam! Jestem 24-letnią kobietą. Aktualnie zakończyłam 4 rok kierunku lekarskiego, idę więc na piąty.
Jaki jest mój problem? Otóż - mam zespół Turnera. Wiadomo - bezpłodność, niedosłuch. Aparaty słuchowe mi potwornie wręcz przeszkadzają - nie noszę ich. Dźwięki (testowałam różne modele, protetycy próbowali zmieniać ustawienia) są nienaturalne, głosy bliskich brzmią zupełnie inaczej, to było straszne. Już bardziej akceptowałam te douszne, w tych zausznych nie mogłam biegać, czy się ruszać głową, bo strasznie trzeszczało, ale ogólnie nienawidzę mieć czegoś w uchu lub koło ucha, bardzo mi to przeszkadza mimo, że próbowałam to z zaciśniętymi zębami nosić i się przyzwyczajać. A po drugie uwielbiam czesać w wysoko upięte fryzury z odsłoniętymi uszami (koki, korony z warkocza), w których wyglądałam o niebo lepiej, czuję się kobieco i mam smuklejszą buzię i każdy mi tak mówił, ale z dwojga złego wolę fryzurę, w której wyglądam niekorzystnie jak widoczne aparaty.
No i rodzice, którzy wręcz krzyczeli na mnie jak nie chciałam ich nosić i zabrali podstępem i nic nie mówiąc do protetyka jak miałam niecałe 18 lat. I szczerze - skłonna byłabym iść jeszcze raz do audiologa choćby na konsultację, żeby tylko porozmawiać i dowiedzieć się jakie są obecnie możliwości i czy nie ma czegoś, co by zarówno mi pomogło, ale i byłoby dla mnie akceptowalne, ale obawiam się, czy znajdę kompetentnego lekarza.
Jak byłam na oddziale audiologicznym to spora rzesza pracowników nosiła fartuchy z logo pewnej firmy produkującej aparaty słuchowe, a lekarka prowadząca nic nie wytłumaczyła, tylko powiedziała, że to jedyne rozwiązanie i już.
Co do bezpłodności - też jest ciężko (i widzę, że innym, którzy nie mogą mieć dzieci, choćby na YT także jest z tym piekielnie ciężko - niektórzy adoptują, niektórzy z bólem serca postanawiają, że we dwójkę będą dla siebie rodziną, niektórzy nie wytrzymują i się rozstają) i z tego właśnie powodu unikam relacji romantycznych. Co więcej nigdy nie byłam w związku, nigdy nawet nie próbowałam. Bo wiem, że rodzicielstwo to podstawowe pragnienie zdecydowanej większości, szczególnie mężczyzn, jak mówią statystyki, a jak trafiłby mi się płodny partner to nie chciałabym mu tej możliwości odbierać. Jestem też realistką i wiem, że przez wielu byłabym z tego powodu odrzucona na starcie, więc nie widzę sensu, żeby próbować. A nawet jak pierw zaakceptuje to co będzie za 10,15, 20 lat jeśli stwierdzi, że dzieci jednak chce mieć? Zostanę sama jak palec mimo, że inwestowałam tyle lat w związek, a takiej sytuacji bardzo chciałabym uniknąć.
Ale gdybym miała już wybierać to wolałabym życie z partnerem we dwoje ze zwierzakami - na adopcję żyjącego dziecka nie mam siły (tak, inni myślą, że to jak adopcja pieska czy kotka ze schroniska - wpadam do ośrodka adopcyjnego, wybieram dzieciaka, pokazuję pani z ośrodka paluchem którego i dzieciak jest mój, ale to zupełnie inna procedura), in vitro z komórką dawczyni etycznie do mnie nie przemawia, ewentualnie mogłabym zastanowić się nad adopcją zarodka. Ciężko mi chodzić do ginekologa (szczególnie, że jak miałam 18 lat w jednej z klinik zostałam potraktowana jak przedmiot do prezentacji studentom) i dawno tam nie byłam, ogólnie też źle się czułam po terapii hormonalnej.
Kolejna kwestia jest taka, że wszyscy w mojej rodzinie biologicznej są zdrowi, mają dzieci biologiczne i… niestety nikt a nikt mnie nie rozumie. Wszyscy to bagatelizują - aparaty słuchowe to nie problem, przecież dużo osób ma (no eureka, ale są to osoby 70/80+!!!, a nie 20-paroletnie!), a dziecko sobie adoptujesz, są osoby młodsze od ciebie, chore na raka, które modlą się o życie, nie wymyślaj, nie masz źle. Może chcą mnie zmotywować taką gadką? Ale przecież mnie to nie motywuje, wręcz przeciwnie, czuję się zdołowana i przybita po takim czymś. Generalnie całe życie w zasadzie nauczona przez rodzinę byłam obracać się w kręgu zdrowych ludzi, bo w rodzinie tylko zdrowi i tylko wśród takich ludzi się obracają, w zasadzie nie znam osobiście ludzi z widocznymi niepełnosprawnościami, szczególnie młodych. Jeśli już to pokazywano mi je gdzieś z boku, pokazując i mówiąc o nich półgębkiem i ukradkiem.
Wyjątek stanowi moja przyjaciółka - ma wady wrodzone, od dziecka przeszła multum operacji, też przez to nie może mieć dzieci. Jest ona jedyną osobą, której mogę ponarzekać w tej kwestii. Poznała teraz chłopaka i sama mi mówiła, że jak miała mu o swoich chorobach powiedzieć to jej serce ze stresu do gardła podchodziło. Zaakceptował to i w sumie to cieszę, że są jeszcze być może gdzieś ludzie, dla których to nie problem, ale większość taka nie jest. Mam też Hashimoto - tak, jestem leczona, chodzę regularnie do endokrynologa, biorę codziennie rano tabletkę, ale to tam pestka, bo powiedzmy sobie szczerze - co to jest jedna tabletka dziennie, jedno pobranie krwi raz na pół roku i jedna wizyta u endokrynologa z USG tarczycy raz na rok/dwa lata… Oczywiście dietę też stosuję i konsultowałam się pod tym kontem dietetycznie - ale dzisiaj jest tyle możliwości jej komponowania, a szczególnie jak trafi się na dobrego dietetyka i tyle dostępnych składników, że to też nic, tarczycę mam idealnie wyrównaną. Szczerze… na diabetologii jedna prowadząca powiedziała zdanie, które totalnie do mnie przemówiło. A mianowicie, że wydaje jej się, że cukrzycy z DM1, którzy nie chcą pomp insulinowych nie zaakceptowali swojej choroby i się z nią do końca nie pogodzili. Powiedziała też, że wiele młodych dziewczyn latem (kiedy się nosi lżejsze ubrania - np. sukieneczki, spódniczki, crop topy) przychodzi do niej, żeby przestawiła je z pomp z powrotem na peny, żeby nie musieć nosić widocznej pompy.
Za dwa lata skończę studia (radzę sobie nieźle, na tym roku miałam średnią nieco ponad 4), stanę się niezależna i tak rozmyślam wtedy nad swoimi relacjami. Myślałam, żeby rozluźnić więzi z rodziną biologiczną (oprócz babci, która bardzo mnie kocha i choć też mnie nie do końca rozumie, to przynajmniej się jakoś stara). Co do relacji z rodzicami - ciężko jest i choć podczas roku akademickiego nie mieszkam z nimi na codzień, to jestem od nich jeszcze finansowo zależna. Nie mogę im nawet z przeszklonymi oczami wspomnieć, że jest mi po prostu z tą chorobą trudno. Czasem sama płaczę w nocy w poduszkę. Tłumaczę im, że moja choroba to nie alergia ani wada wzroku, ani nawet cukrzyca, tylko że ma to ogromny wpływ na życie - społeczne, romantyczne, etc - na każdy jego aspekt w zasadzie. Do mamy nie dociera, że ci ludzie, którzy nie mogą mieć dzieci, których zna weszli w związek nie wiedząc, że będą mieli problemy z płodnością, a wchodzenie w związek ze świadomością trwałej bezpłodności to zupełnie inna rzecz. I nie rozumie też tego, że to, że ona mnie kocha wcale nie oznacza, że społeczeństwo będzie mnie w 100% akceptować. Powiedziała też kiedyś - no, minie okres dojrzewania to jej przejdzie myślenie o tej chorobie i te kompleksy, bo to tylko w okresie dojrzewania. Spoiler - nie, nie przeszło, jest jeszcze gorzej. Jako dziecko byłam zupełnie inna - żwawa, ruchliwa, wygadana, przebojowa, nieśmiała tylko czasami i tylko w stosunku do obcych, ale jak zobaczyłam, że jakaś nowa osoba jest w porządku to szybko ją akceptowałam, wszędzie mnie było pełno, nie miałam oporów, żeby zapukać w randomowym dniu do sąsiadki z góry i pokazać jej swoje nowe ciuchy, zagadywałam ludzi w pociągu, etc. Ale wtedy nie różniłam się w zasadzie od innych dzieci, funkcjonowałam jako zdrowe dziecko, zdiagnozowano mnie w wieku 6 lat. I nawet wtedy nie było problemu - akceptowałam branie hormonu wzrostu, choć czasem denerwowało mnie, że muszę jeździć do kliniki, jak chyba każde dziecko, które chce spędzić dzień w szkole z rówieśnikami, a nie może.
To wszystko zaczęło się parę lat później. Pierw kompleksem był mój wzrost, ale dzisiaj absolutnie mi to nie przeszkadza, lubię być niewysoka i drobna. No a potem przyszło to, co wyżej. I tak, rodzice w wieku 13 lat posłali mnie do psychologa, bo "nie miałam koleżanek" w 1 kl. gimnazjum, ale w celu naprawienia mnie. Psycholog na ostatniej wizycie powiedziała mojej mamie "to nie z nią jest coś nie tak, tylko z panią". Ja miałam tylko inne zainteresowania jak dziewczyny w moim wieku - pasjonowałam się nauką, a nie bieganiem za chłopakami, więc nie miałam koleżanek, bo nie miałam z nimi tematów do rozmów. W sumie dobrze mi na tych studiach i cieszę się, że dobrze sobie na nich radzę, oczywiście skończę je, bo szkoda 4 lat, audiolog mówiła, że najlepiej wybrać w takim wypadku specjalizację zabiegową (i chirurgia mi się podoba, kilkukornie asystowałam do operacji i to było świetne), ale gdybym wiedziała, że będę niedosłysząca wybrałabym nieco inną ścieżkę kariery - byłam w gimnazjum i liceum pasjonatką fizyki i wszechświata, książki Hawkinga przeczytałam jednym tchem, myślę, że wtedy poszłabym w jakąś astrofizykę.
I na koniec moje pytanie - niestety teraz studiuję, nie pracuję i nie stać mnie na terapię prywatną i czy lepiej skorzystać z psychologa w ramach NFZ (mam możliwość, że kiedy pójdę z legitymacją do studenckiej przychodni nie będę czekać na wizytę więcej jak 2 tygodnie), czy lepiej znaleźć psychologa w jakiejś fundacji wspierającej osoby z niepełnosprawnościami? Czy może warto iść na grupę wsparcia? Przepraszam za trochę chaotyczny wpis, pisałam, co mi przyszło do głowy. Pozdrawiam, i z góry dziękuję za odpowiedzi!
Witam. Od 5 lat mam partnera , jestem po wcześniejszym rozwodzie. Mój obecny partner przyjaźni się ze swoją ex ( byli razem 8 lat od 8 lat nie są razem) wiedziałam o tym mniej więcej od samego początku naszej relacji i jakoś nigdy do końca tego nie potrafiłam zaakceptować. Nie chodzi o to, że mu nie ufam, tylko jakoś jej nie ufam , nie przepadam za nią. Uważam, że bardzo się narzuca swoją obecnością i kontaktem. Ciągle jest singielką, a mój partner był jej jedynym chłopakiem. Wchodzi w jakieś luźne przelotne związki przeważnie z zajętymi mężczyznami, co mnie bardzo niepokoi. Mój partner twierdzi, że nie ma między nimi żadnego uczucia poza przyjacielskim. Ostatnio wymyślili, że pojadą na 2 msc wakacje pozwiedzać świat (mój partner bardzo lubi podróżować) z uwagi na to, że ja mam dziecko w wieku szkolnym , bark finansów oraz ciężko zachorowałam co doprowadziło mnie do tego, że jestem osobą niepełnosprawną i nie mogę z nim jechać na taki długi okres czasu, więc postanowił, że pojadą we dwoje ze swoją ex partnerką. Bardzo jest mi ciężko w tej sytuacji, nie potrafię tego zaakceptować, ale z drugiej strony nie chcę kończyć tego związku, bo poza przyjaźnią z ex partner jest idealny, troskliwy, wspierający, kochający, wyrozumiały - nie mogę powiedzieć na niego złego słowa. Czuję lęk i niepokój z powodu tej sytuacji. Nie wiem co mam zrobić.. czy się zgodzić i dać mu spełnić marzenia czy zakończyć związek. Czuję się między młotem a kowadłem. Nie mogę po nocy spać, bardzo się stresuje. Zapewnia mnie, że między nimi nic nie ma i nigdy przez te lata nie dał mi powodu, żebym myślała, że coś jest.

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?
Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.
