Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Przeniesienie w psychoterapii: granica między emocjami a racjonalnym wnioskowaniem

Dzień dobry, chciałabym zapytać o pojęcie przeniesienia w psychoterapii. Zastanawiam się, gdzie przebiega granica między przeniesieniem a zwykłym, racjonalnym wnioskowaniem na podstawie prawdopodobieństwa. Przykładowo: jeśli zakładam, że terapeuta najprawdopodobniej ma smartfona, a nie telefon z 2006 roku z przyciskami, to wydaje mi się, że jest to raczej wniosek oparty na realiach społecznych i statystycznym prawdopodobieństwie, a nie przeniesienie. Podobnie, jeśli na podstawie kilku cech społecznych lub światopoglądowych uznaję pewne zachowania za bardziej lub mniej prawdopodobne — czy to nadal jest racjonalna analiza, czy może już być traktowane jako przeniesienie? Czy dobrze rozumiem, że przeniesienie zaczyna się raczej wtedy, gdy do takich hipotez dopisuję silne znaczenie emocjonalne, np. zakładam, że dana osoba będzie mną gardzić, oceniać mnie albo reprezentuje ludzi, którzy mnie kiedyś odrzucali? Chciałabym lepiej zrozumieć, czy samo szacowanie prawdopodobieństwa na podstawie danych społecznych może być uznane za przeniesienie, czy dopiero emocjonalna reakcja i przypisywanie intencji konkretnej osobie.
Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

Pani Mario,

Mam poczucie, że bardzo trafnie to Pani rozróżnia. Samo wyciąganie wniosków na podstawie tego, co jest statystycznie czy społecznie prawdopodobne, nie jest jeszcze przeniesieniem – wszyscy w pewnym stopniu tak funkcjonujemy.

Przeniesienie zwykle dotyczy momentu, kiedy dana osoba zaczyna być przeżywana przez pryzmat wcześniejszych doświadczeń i związanych z nimi emocji. Wtedy łatwo przypisać jej intencje, reakcje czy ocenę, które bardziej wynikają z naszej historii niż z tego, co rzeczywiście dzieje się w relacji. W praktyce granica nie zawsze jest całkiem wyraźna, dlatego często właśnie wspólne przyglądanie się temu w terapii bywa najbardziej pomocne.

Pozdrawiam

Kinga Osmulska

Psycholog, Psychoterapeutka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Jagoda Jek

Jagoda Jek

To bardzo ciekawe pytanie. Rzeczywiście warto odróżnić wnioskowanie oparte na prawdopodobieństwie od przeniesienia, bo nie są to pojęcia tożsame.

Samo wyciąganie wniosków na podstawie dostępnych informacji, doświadczenia czy wiedzy o realiach społecznych nie jest jeszcze przeniesieniem. To naturalny sposób, w jaki funkcjonuje nasz umysł. Przykład ze smartfonem dobrze to obrazuje – opiera się on na statystycznym prawdopodobieństwie, a nie na relacji z terapeutą.

O przeniesieniu mówimy raczej wtedy, gdy w relacji z terapeutą zaczynają uruchamiać się emocje, oczekiwania czy przekonania ukształtowane we wcześniejszych ważnych relacjach. Nie chodzi więc wyłącznie o samą treść myśli, ale o jej znaczenie emocjonalne i wpływ na przeżywanie relacji. Przykładowo: „na pewno mnie oceni”, „zaraz mnie odrzuci”, „jest taki jak osoby, które kiedyś mnie zraniły” – mimo że w aktualnej relacji nie ma jeszcze wystarczających przesłanek do takich wniosków.

Oczywiście w praktyce granica nie zawsze jest jednoznaczna. Czasem hipoteza może być częściowo oparta na realnych obserwacjach, a częściowo wzmacniana przez wcześniejsze doświadczenia i emocje. Właśnie dlatego temat przeniesienia jest zwykle eksplorowany w kontekście całej relacji terapeutycznej, a nie pojedynczej myśli. To bardzo wartościowy temat do wniesienia na terapię – sama refleksja nad tym, skąd biorą się nasze założenia wobec drugiej osoby, często jest już ważnym elementem procesu.

Katarzyna Michalska

Katarzyna Michalska

Bardzo trafnie Pani to rozumie. Samo wyciąganie wniosków na podstawie dostępnych informacji, doświadczenia czy prawdopodobieństwa nie jest przeniesieniem. To naturalny sposób, w jaki nasz umysł porządkuje rzeczywistość i przewiduje różne sytuacje.

Przeniesienie w psychoterapii dotyczy przede wszystkim sfery relacyjnej i emocjonalnej. Pojawia się wtedy, gdy uczucia, oczekiwania lub wzorce relacji ukształtowane we wcześniejszych doświadczeniach zaczynają wpływać na sposób przeżywania terapeuty. Przykładowo, osoba może odczuwać silny lęk przed oceną lub odrzuceniem przez terapeutę, mimo że nie ma ku temu wyraźnych przesłanek w bieżącej relacji. Wówczas wcześniejsze doświadczenia „nakładają się” na obecną sytuację.

Oczywiście granica nie zawsze jest całkowicie wyraźna. Często nasze przewidywania zawierają zarówno element racjonalnej oceny, jak i wpływ wcześniejszych doświadczeń. W terapii ważne jest nie tyle to, czy dana hipoteza jest obiektywnie prawdziwa, ile pytanie: na ile moja reakcja wynika z tego, co dzieje się tu i teraz, a na ile z mojej historii i utrwalonych wzorców relacyjnych?

Dlatego w Pani przykładach założenie, że terapeuta prawdopodobnie ma smartfona lub że pewne zachowania są statystycznie bardziej prawdopodobne, samo w sobie nie jest przeniesieniem. Natomiast jeśli z takich założeń zaczynają wynikać silne emocje, przekonania o intencjach terapeuty lub oczekiwanie, że potraktuje Panią tak jak ważne osoby z przeszłości, wówczas można zastanowić się, czy pojawia się zjawisko przeniesienia.

Pozdrawiam,

Katarzyna Michalska

Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Dzień dobry, 

 

Bardzo trafnie Pani to rozumie. Samo wyciąganie wniosków na podstawie doświadczenia, wiedzy czy prawdopodobieństwa nie jest przeniesieniem, a naturalnym sposobem orientowania się w świecie. Założenie, że terapeuta prawdopodobnie korzysta ze smartfona, wynika z realiów społecznych, a nie z mechanizmów psychicznych.

O przeniesieniu mówimy wtedy, gdy wobec konkretnej osoby zaczynają uaktywniać się uczucia, oczekiwania lub przekonania, które w dużej mierze pochodzą z wcześniejszych relacji i są przeżywane tak, jakby dotyczyły obecnej osoby. Często wiąże się to z przypisywaniem jej intencji, ocen czy emocji bez wystarczających dowodów lub z bardzo silną reakcją emocjonalną, nieproporcjonalną do sytuacji.

W praktyce granica nie zawsze jest całkowicie ostra. Nasze wnioski zwykle zawierają zarówno element realistycznej oceny, jak i wpływ wcześniejszych doświadczeń. W psychoterapii nie chodzi o to, by zakładać, że każde przypuszczenie jest przeniesieniem, ale by wspólnie sprawdzać, na ile wynika ono z obecnej relacji, a na ile z historii, którą nosimy w sobie. 

 

Pozdrawiam, 

Katarzyna Świdzińska, Psycholog

Jakub Pawłowski

Jakub Pawłowski

Dzień dobry. Myślę, że dobrze Pani to rozumie. Samo wnioskowanie na podstawie prawdopodobieństwa, doświadczenia czy wiedzy o realiach społecznych nie jest jeszcze przeniesieniem. Wszyscy tworzymy hipotezy o innych ludziach na podstawie dostępnych informacji. O przeniesieniu mówimy raczej wtedy, gdy sposób postrzegania drugiej osoby zaczyna być istotnie kształtowany przez wcześniejsze doświadczenia relacyjne – pojawiają się silne emocje, przypisywanie intencji lub oczekiwanie określonego traktowania, mimo że aktualna relacja nie daje ku temu wystarczających podstaw. W praktyce oba procesy mogą się oczywiście częściowo nakładać, dlatego ich rozróżnienie często wymaga przyjrzenia się temu, na ile nasze przekonania wynikają z bieżącej sytuacji, a na ile z własnej historii i przeżyć.


Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry Pani Mario. Dobrze Pani to rozumie. Samo wyciąganie prawdopodobnych wniosków na podstawie dostępnych informacji nie jest jeszcze przeniesieniem. O przeniesieniu mówimy wtedy, gdy wobec terapeuty zaczynają pojawiać się uczucia, oczekiwania i sposoby interpretowania jego zachowań, które w dużej mierze wynikają z wcześniejszych doświadczeń z ważnymi osobami, a nie z relacji terapeutycznej „tu i teraz”. Przeniesienie dotyczy więc przede wszystkim znaczenia emocjonalnego przypisywanego drugiej osobie, a nie samego logicznego wnioskowania. To bardzo trafne pytanie i warto je również omówić z własnym terapeutą, jeśli pojawia się w kontekście Pani terapii.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 


Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry Pani Mario,

 

Dziękujemy za tak istotne pytanie. Myślę, że warto rozdzielić dwie rzeczy: wnioskowanie i przeniesienie. Nie są one tym samym. Wnioskowanie polega na tym, że na podstawie dostępnych informacji oceniamy, co jest bardziej lub mniej prawdopodobne. Jeśli zakłada Pani, że terapeuta korzysta ze smartfona, jest to po prostu hipoteza oparta na obserwacji współczesnej rzeczywistości. Sama w sobie nie świadczy o przeniesieniu.

Przeniesienie zaczyna interesować psychoterapię wtedy, gdy nasze wcześniejsze doświadczenia wpływają nie tylko na to, co myślimy o drugiej osobie ale przede wszystkim jak ją przeżywamy. Innymi słowy: gdy terapeuta zaczyna nieświadomie kojarzyć się z kimś ważnym z przeszłości a emocje związane z tamtą relacją pojawiają się w kontakcie z nim. Można więc powiedzieć, że dwie osoby mogą wyciągnąć identyczny wniosek ale tylko u jednej będzie on elementem przeniesienia. O tym nie decyduje sama treść myśli, lecz jej źródło, znaczenie emocjonalne i wpływ na relację terapeutyczną. W praktyce terapeuci zwykle nie pytają: „Czy to jest przeniesienie?”, lecz raczej: „Co sprawia, że właśnie taka myśl lub uczucie pojawia się wobec mnie?”. To pytanie często prowadzi do znacznie głębszego zrozumienia niż próba rozstrzygnięcia, czy dana hipoteza jest obiektywnie prawdziwa.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Dominika Płoucha

Dominika Płoucha

Przeniesienie oznacza NIEŚWIADOME przenoszenie uczuć na terapeutę, wzorcow relacyjnych , sposobow przeżywania, ktore pierwotnie dotyczyly ważnych osob z przeszlosci i stanowi cenne żródło informacji o wewnetrznym swiecie pacjenta np. można odczuwać złość na terapeutę, która w rzeczywistości dotyczy wcześniejszych doswiadczeń. Zatem to , co Pani opisuje cieżko  jednoznacznie zakwalifikować, gdyż nieznany jest szerszy kontekst . 
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry 

Zadaje Pani trafne pytanie i właściwie sama bardzo precyzyjnie wskazała Pani tę granicę. Ma Pani absolutną rację – samo szacowanie prawdopodobieństwa na podstawie realiów społecznych, jak założenie, że terapeuta używa smartfona czy reprezentuje określone poglądy, to zwykłe, racjonalne wnioskowanie poznawcze, które nie ma nic wspólnego z przeniesieniem.

Przeniesienie zaczyna się dokładnie w momencie, który Pani opisała, gdy do neutralnych faktów dopisuje się silne znaczenie emocjonalne, intencje oraz dynamikę z dawnych, ważnych relacji. Charakteryzuje się ono dużą sztywnością i intensywnym afektem, przez co pacjent zaczyna reagować lękiem, złością czy poczuciem odrzucenia, traktując terapeutę jak postać z przeszłości, np. krytycznego rodzica, niezależnie od tego, jak życzliwy jest on w rzeczywistości. Dopóki porusza się Pani w obszarze chłodnych, elastycznych hipotez, które łatwo zmienić pod wpływem nowych faktów, jest to racjonalna analiza, a nie przeniesienie. Doskonale to Pani intuicyjnie rozumie. Pozdrawiam serdecznie

Bożena Nagórska

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

   Samo szacowanie prawdopodobieństwa na podstawie realiów społecznych nie jest jeszcze przeniesieniem, przeniesienie zaczyna się wtedy, gdy aktualna osoba zostaje nieświadomie „dociążona” dawnymi uczuciami, oczekiwaniami i schematami relacyjnymi. Granica pojęcia w praktyce można to ująć to w taki sposób. Jeśli myślisz: „Ta osoba pewnie ma smartfona, bo większość ludzi w tym wieku i w tym środowisku go ma”, to jest to zwykłe, racjonalne wnioskowanie oparte na prawdopodobieństwie. Jeśli myślisz: „Ta osoba na pewno mnie odrzuci, oceni albo mną pogardzi”, a to przekonanie wyraźnie przypomina dawny sposób przeżywania ważnych osób z przeszłości, to zbliża się to do przeniesienia. Jeśli sama obecność terapeuty uruchamia w Tobie silne emocje, które bardziej pasują do starych relacji niż do bieżącej sytuacji, to właśnie jest klasyczny obszar przeniesienia. To, że oceniasz ludzi przez pryzmat cech społecznych, światopoglądu czy zachowania, samo w sobie nie musi być przeniesieniem. Ludzie stale robią szybkie inferencje na podstawie danych, doświadczenia i statystycznego podobieństwa, to część codziennego poznawania świata. Przeniesienie nie polega po prostu na tym, że coś wydaje się prawdopodobne, tylko na tym, że znaczenie tej osoby zostaje zbudowane z wcześniejszych relacji i często dzieje się to poza pełną świadomością. Twoje rozróżnienie jest bardzo trafne jako że przeniesienie zwykle mocniej zaczyna się tam, gdzie pojawia się nadmiar emocji i „dopisywanie” drugiej osobie intencji, których nie da się łatwo uzasadnić samymi danymi z tu i teraz. Nie chodzi jednak tylko o silne emocje jako takie, bo ktoś może przeżyć mocną, ale adekwatną reakcję na realnie chłodne lub nieuważne zachowanie terapeuty. Kluczowe pytanie brzmi raczej: czy ta reakcja jest proporcjonalna do aktualnej sytuacji, czy też wygląda jak powtórzenie starego wzorca relacyjnego. Jeśli odpowiedzi prowadzą głównie do danych i prawdopodobieństwa, jesteś bliżej racjonalnej oceny. Jeśli prowadzą do dawnych wzorców, silnej projekcji intencji i emocji nieadekwatnych do bieżącej relacji, wchodzisz w teren przeniesienia. Najkrócej można powiedzieć: przeniesienie nie zaczyna się od samej hipotezy, tylko od tego, że hipoteza staje się nośnikiem starego afektu i starej relacji.Podsumowując „terapeuta prawdopodobnie ma smartfona” to analiza, „terapeuta na pewno mnie oceni, tak jak kiedyś X” to już bardzo możliwe przeniesienie.

 

Zobacz podobne

Co grozi, jeśli nie zgłoszę się na terapię po sugestii szkolnego psychologa za spożycie marihuany?

Szkolny psycholog chce mnie wysłać na terapie do specjalisty, bo powiedziałem mu, że spożywałem marihuanę, nie chce iść na ta terapie. Czy grozi mi coś, jeśli nie zgłoszę się do specjalisty i ile będę zmuszony do odwiedzania go? Jestem totalnie przeciw pójścia do niego

Jak wytłumaczyć przyjaciółce tkwienie w destrukcyjnych mechanizmach mimo samoświadomości?
jak wytłumaczyć mojej najlepszej przyjaciółce tkwienie w mechanizmach przy jednoczesnej samoświadomości? (i czy mogę to nazwać tkwieniem w mechanizmach?) zacznę od dodania od razu, że zostałam niedawno zdiagnozowana z audhd, od wczesnego dzieciństwa mierzę się z traumami (przemoc fizyczna i psychiczna w rodzinie, prześladowanie w szkole od podstawówki do początku liceum). ostatnimi czasy czułam się beznadziejnie, ucięłam kilka rzeczy które nieszczególnie dobrze się przyczyniały do mojego stanu (roleplay typu pisanego w dużej grupie). spytała sie co mi się dzieję, próbowałam na swój sposób wytłumaczyć, że w gronie na bieżąco się porównywałam, czułam że odstaję, że nie ma tam dla mnie miejsca (tylko ja to odczuwałam) i powiedziałam, że umiem rozpoznać, że mój sposób postrzegania rzeczy nie ma sensu, umiem postawić się obok i spojrzeć na sytuację z drugiej strony, umiem rozpoznać że to szkodliwe, ale nie potrafię naprawić swojego sposobu myślenia. jestem w terapii od kilku lat, choć ostatnio mniej aktywnie przez sytuację finansową, wiem też że jestem z tych mechanizmów sie wyzbyć przy ciężkiej pracy. jak mogę to wytłumaczyć, by była w stanie zrozumieć moją perspektywę i zrozumieć, że nie jest to tak łatwe jak się wydaje?
Wątpliwości co do terapii CBT: testowanie, milczenie terapeuty i trudność w zbudowaniu więzi terapeutycznej
Cześć, chciałbym się podzielić moimi zagwostkami których doświadczyłem w terapii poznawczo behawioralnej, w zasadzie nie wiem czy to co doświadczyłem było ok, czy jednak coś tu nie grało. Z racji tego że jestem kimś kto nigdy nie szukał pomocy w tym temacie, zawsze twierdziłem że jestem na tyle uparty i zdeterminowany że ze wszystkim dam sobie radę, miałem w tamtym czasie gorszy moment i za namową jednej osoby sprawdziłem jak to jest pójść na terapię. Wybrałem się do kobiety ok 40+ która przyjeła mnie w niebanalnym stroju, który od razu przykuł moją uwagę, na pierwszej sesji ciągle była uśmiechnięta i słuchała co mam do powiedzenia, nie odkrywałem przed nią od razu wszystkich kart mojej historii, chciałem zobaczyć z czym mam doczynienia, pamiętam jak w tamtym momencie zaimponował mi jej spokój, to jaką aurę wokół siebie miała. Minęło trochę czasu jak wybrałem się drugi raz - potem zostałem na jakieś pół roku, przychodziłem co 2 tygodnie, mówiłem o tym co mnie spotkało głównie w dzieciństwie - dostałem diagnozę z jakiegoś jej różnicowania cPTSD i w zasadzie nie wiedziałem co mam robić. Zapytałem wcześniej co mam mówić: Odpowiedziała że wszystko. Przeważnie nie było u mnie tematów tabu, czasami nawet zastanawiałem się czy wypada o tym mówić - czy to nie jest za dużo. Pamiętam jak na samym początku byłem jakby to powiedzieć w jakimś "afekcie" chyba byłem strasznie po plątany emocjonalnie i nie miałem tej świadomości, dopiero kiedy terapeutka rozbiła to splątanie dialogiem sokratejskim - zadając mi pytania na podstawie tego co mówię uświadomiłem sobie pewną banalność którą twierdziłem. Zorientowałem się że jest bierna, nie dawała żadnych gotowych recept nie odpowiadała od razu, umiejętnie grała ciszą i element jej nastroju zmienił się od momentu pierwszej wizyty. Zaczęło się robić mniej komfortowo jak dostałem przeważnie przed każdą terapią coś na kształt testu, miałem wrażenie że terapeutka próbuje mi nie werbalnie zaoferować jakieś sugestie albo sprawdzić jak zareaguje. Poczułem się wtedy poniekąd manipulowany i nie czułem się z tym bezpiecznie. W życiu ze wszystkim musiałem dawać sobie rade sam, więc nie chciałem żeby ktoś w taki sposób do mnie podchodził, wolałbym usłyszeć coś wprost. W tamtym czasie miałem skuteczną motywacje poznać różne sprawy na temat własnego ciała - byłem przez wiele lat zamrożony i doświadczałem stresu za każdym razem w miejscach publicznych - pamiętam jak terapeutka spytała mnie: co w tym momencie czuje? Jedynie co przychodziło mi do głowy to, to że mam spięte barki. Za każdym razem sam odnajdywałem tą odpowiedz i zorientowałem się sam że nie czuje siebie emocjonalnie. Po tym jak zakończyłem terapie z własnej woli, konfrontując z terapeutką tą kwestie - czy mnie testowała wiele razy - Wyraziła swoją odpowiedz potwierdzająco, po czym (za każdym razem to robiła) dawała mi znać, niewerbalnie mimiką że to nie jest tak jak myślę - po czym zawsze milczała. Wiecie co? Ja w zasadzie wszystko to co chciałem uzyskać z tej terapii - oprócz samego początku tych sesji - zrobiłem prowadząc monolog sam ze sobą, Ona tak jakby mi towarzyszyła i próbowała czasem coś zasugerować kartkami które od niej dostałem, nie mówiąc nigdy nic wprost. Więc stwierdziłem że na tej postawie co już wiem, sam zacznie szukać odpowiedzi w tych moich mechanizmach i przez ten czas dużo się o sobie dowiedziałem - odmroziłem się emocjonalnie, medytacyjnie i ćwiczeniami Wima hofa, potrafię zauważyć, zmęczenie, co kiedyś nie było tak oczywiste dla mnie. Rozumiem skąd sie biorą wątki alienacji społecznej i że w ogólnym rozrachunku jestem skrzywdzonym dzieciakiem, przez los bo miałem wypadek w którym straciłem rękę i część czaszki i przez rodziców bo była w domu przemoc i alkohol. Jak myślicie czy możliwe jest nawiązać z kimś więź terapeutyczną gdy się podprogowo wyówa takie subtelne kwestie? Dodam że terapeutka była w trakcie certyfikacji. Na górę
Reaguję płaczem na pewne sytuacje. Myślę, że to dziecinne. Jak sobie pomóc?
Reaguję płaczem (szklą mi się oczy, to nie jest jakaś histeria), kiedy muszę się z czegoś tłumaczyć, kiedy ktoś na mnie krzyczy, albo jeśli coś mi nie wychodzi. Dlaczego? Wydaje mi się to dziecinne i chciałabym to zmienić. Nie sądzę, że ukrywanie emocji jest czymś dobrym rzecz jasna. Aczkolwiek chciałabym znać albo rozwiązanie problemu, albo jakieś wskazówki jak stłumić taki płacz. Pamiętam kilka (3-5) sytuacji, gdzie po cięższych wydarzeniach strasznie płakałam w pokoju i nie mogłam się uspokoić. Czy to mógł być atak paniki?
Czy to normalne, że psychiatra uważa, że nic mi nie jest, pomimo wiedzy o moich niekończących się myślach samobójczych, samookaleczaniem się, atakami lękowymi i problemami z odżywianiem?
Czy to normalne, że psychiatra uważa, że nic mi nie jest, pomimo wiedzy o moich niekończących się myślach samobójczych, samookaleczaniem się, atakami lękowymi i problemami z odżywianiem? Po ponad roku chodzenia do tego psychiatry w końcu dostałam odpowiedź na moje pytanie o moją diagnozę (wcześniej zawsze unikał odpowiedzi na to pytanie). Według tej osoby mam jedynie zaburzenia snu, więc wszystkie leki, które brałam miały pomóc tylko na to, bo wszystko ze mną jest okej. Nie ukrywam, że to zabolało nie tylko moją studencką kieszeń, bo poczułam się jakbym nie tylko zmarnowała naprawdę ogromną sumę pieniędzy na same leki (które i tak nie działały nawet na ten sen), ale też i w środku zabolało, bo wtedy zobaczyłam, że nawet psychiatra ma gdzieś moje problemy. Tłumaczył to tym, że jestem jeszcze młoda (22 lata) i nigdy nie płakałam podczas wizyty, więc świetnie muszę sobie radzić z emocjami, więc moje myśli samobójcze itp. same przejdą, jak dorosnę. Jeszcze coś mówił, że ma on doświadczenie na tym polu, bo ostatnio jest plaga osób młodych w jego gabinecie, które mówią mu mniej lub więcej to samo, co ja. Potem już nie wiem, co było dalej, bo mój mózg postanowił przejść w tryb "autopilota" ze względu na stres i inne złe emocje, które wtedy czułam (często mi się to zdarza, żeby uniknąć załamania nerwowego). Nie ukrywam, że nie chcę marnować pieniędzy, więc czy naprawdę muszę jakoś dożyć do 25 lat lub być po próbie samobójczej, żeby ktokolwiek wziąłby mnie i to co mówię na poważnie? Po jak długim czasie powinnam dostać diagnozę? Czy jest sens szukania pomocy, gdy wśród specjalistów istnieją takie poglądy na temat pokolenia młodych dorosłych?
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.