Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Sabotująca postawa matki a potrzeba ochrony siebie: Konflikt o miejsca zamieszkania

Matka sabotuje moją potrzebę ochrony siebie. Gdy powiedziałam jej, że aplikuję o pracę do innych miast i muszę się wyprowadzić, bo nienawidzę meijsca w którym mieszkam, wmawia mi, że poza Warszawą nie ma pracy, że Kraków jest tylko turystyczny,że tam nie ma pracy, co za głupoty.. sama nienawidzi Warszawy i nie jeździ po niej wcale i izoluje się od ludzi, mieszka na wsi, a mnie zmusza do mieszkania w Warszawie bo z tatą kupili mi mieszkanie i ja tutaj od lat mieszkam. Ona postępuje bardzo egoistycznie, bo chce żebym była blisko niej, mieszkają pod Warszawą z tatą. Najgorsze jest to, że raz powiedziała mi "a skąd wiesz, że w innym miejscu cię to nie spotka?" gdy powiedziałam jej że nie wyobrażam sobie dalej mieszkać w warszawie po traumatycznych przeżyciach (stalking, klepnięcie w pośladek w miejscu publicznym, szarpnięcie) i te wszystkie przemocowe czyny za każdym razem od innej osoby, spotkało mnie tu mnóstwo zła. Jak można cos takiego powiedzieć? Jestem wściekła. Co za okrutne nakładanie na mnie katastrofizacji zamiast wsparcia. Gdy spróbowałam wyprowadzić się do innego miasta, zatrzymałam się u rodziny, bo znalazłam tam pracę, to ona po 2 dniach powiedziała "wracasz do Warszawy, za mało zarabiasz, szef źle cię traktuje. " to była manipulacja, było jej wygodniej żebym mieszkała w Warszawie a nie w innym miejscu. Czasami przełamuje się i mówi, że mi pomogą finansowo z przeprowadzką, ale potem gdy już coś planuję to namawia mnie do powrotu, zniechęca, czasami jest bardzo nerwowa i krzyczy. Przecież to ja tutaj doznałam krzywdy, w przeciwieństwie do wielu osób moje powody są alarmujące, nie przeszkadzają mi tylko korki i tłum ludzi w Warszawie, ja tutaj nie mogłam wiele razy spokojnie i bezpiecznie przejść po ulicy sama. Teraz mam natrętne myśli przez jej słowa, chcę zacząć z czystą kartką w innym mieście a nie myśleć, że .... nawet nie chcę myśleć o tych słowach jej. Jestem młoda, mam pracę ale niedługo ją chcę zmienić, a miasto zamieszkania to już na pewno. Przez tą jej chaotyczność i destrukcyjność wiele razy musiałam zrezygnować z ochrony siebie, bo zalewała mnie poczuciem winy.

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam,

 

Dziękujemy za podzielenie się kawałkiem swojej historii. 

Po przeczytaniu tej wiadomości, Pani zachowania rozumiem jako naturalną reakcją na sytuację, w której potrzebuje Pani bezpieczeństwa i przestrzeni dla siebie. Z pewnością ma Pani prawo decydować o swoim życiu, miejscu zamieszkania i pracy, tak aby tworzyć codzienność, w której czuje się Pani chroniona i komfortowo. Chęć wyjazdu i rozpoczęcia nowego etapu nie jest egoizmem według mnie, tylko dbaniem o własny rozwój i dobrostan. Warto planować ten krok spokojnie, analizując możliwości finansowe i zawodowe, tak aby czuć się pewnie i w miarę możliwości niezależnie. Pani potrzeby mają znaczenie i zasługują na respektowanie, warto pozwolić sobie je realizować, krok po kroku.

 

Można też zadać sobie ważne pytania np. : 

Czego dokładnie potrzebuję w tym momencie, aby czuć się bezpiecznie i spokojnie w swoim życiu?

Jakie są moje priorytety: emocjonalne, finansowe i zawodowe i jak mogę je realizować krok po kroku?

Co mogę zrobić teraz  aby stworzyć przestrzeń dla siebie, w której czuję się chroniona i niezależna?

Jakie małe kroki mogę podjąć aby poczuć poczucie kontroli nad swoim życiem i decyzjami?

Co jest dla mnie sygnałem, że dbam o siebie i swoje granice w sposób zdrowy i świadomy?

Jak mogę wspierać siebie w trudnych emocjach, gdy pojawia się poczucie winy czy wątpliwości?

Jak chcę, aby wyglądało moje życie w najbliższym czasie , niezależnie od opinii innych?

 

Wszystkiego dobrego! 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Mariola Szymańska

Mariola Szymańska

Bardzo mi przykro, że to, co przeszłaś, zamiast wsparcia zostało podważone i zminimalizowane. Twoja złość, smutek i potrzeba ochrony siebie są zrozumiałe. Doświadczenia, które opisujesz (stalking, naruszenia cielesne, szarpanie), są realną przemocą.

Mogę zrozumieć, że Twoja mama się boi lub nie zgadza, ale to nie ona będzie żyć Twoim życiem.

Twoja matka ma prawo:

• bać się

• nie zgadzać się

• mieć opinię

Ale nie ma prawa decydować za Ciebie, gdzie masz mieszkać i co jest dla Ciebie bezpieczne.

Nie masz kontroli nad całym światem, ale masz wpływ na to, gdzie mieszkasz, jakie środowisko wybierasz i gdzie czujesz się bezpiecznie.

Dlatego bardzo istotne jest stawianie granic, pamiętając żeby oddzielić emocje matki od własnych decyzji.

Po tym, co opisujesz, widać, że:

• doświadczyłaś przemocy w przestrzeni publicznej

• masz natrętne myśli

• jesteś pod silnym naciskiem emocjonalnym w relacji z matką

To są dokładnie te obszary, w których terapia bardzo pomaga – szczególnie w uczeniu się granic, pracy z lękiem i odzyskiwaniu poczucia sprawczości.

Nie musisz wybierać między byciem dobrą córką a byciem bezpieczną osobą. Twoje bezpieczeństwo jest ważniejsze niż komfort matki.

 

Jeśli chcesz, możesz mi powiedzieć:

Czy bardziej boisz się samej przeprowadzki i niepewności, czy reakcji mamy na Twoją decyzję?

Bo od tego zależy, jaką strategię warto budować dalej.

 

Z pozdrowieniami

Mariola Szymańska

Weronika Wardzińska

Weronika Wardzińska

Dzień dobry,


To jest realnym naruszeniem Pani potrzeby bezpieczeństwa i autonomii. Z psychologicznego punktu widzenia reakcje mamy nie są wsparciem, lecz formą kontroli opartej na lęku i poczuciu winy. Jej komunikaty („a skąd wiesz, że gdzie indziej…”, zniechęcanie, wycofywanie obietnic, krzyk) uruchamiają u Pani katastrofizację i podważają zaufanie do własnych decyzji, mimo że Pani powody do wyprowadzki są obiektywnie poważne i związane z doświadczeniem przemocy. To normalne, że po takich przeżyciach organizm domaga się zmiany miejsca i „czystej karty”, to mechanizm ochronny, a nie ucieczka. Pani złość jest adekwatna. Została Pani postawiona w sytuacji, w której własne bezpieczeństwo było wielokrotnie podporządkowywane emocjonalnym potrzebom matki. To, że jest Pani młoda, pracuje i planuje zmianę, świadczy o sprawczości. Teraz kluczowe jest oddzielenie faktów od narracji mamy (praca jest też poza Warszawą; miasto ≠ trauma; zmiana miejsca może zmniejszyć objawy) oraz postawienie granic decyzyjnych: informowanie zamiast proszenia o zgodę, ograniczenie rozmów, które Panią destabilizują, i opieranie planów na własnych zasobach lub neutralnym wsparciu (terapia, doradztwo zawodowe). Natrętne myśli po jej słowach są reakcją na długotrwałe podważanie, z czasem słabną, gdy decyzje są konsekwentnie realizowane.

Krótko: ma Pani prawo chronić siebie, nawet jeśli komuś bliskiemu jest z tym trudno. To nie jest egoizm, to zdrowienie.
 

Pozdrawiam serdecznie

Weronika Wardzińska

Zuzanna Zbieralska

Zuzanna Zbieralska

Dzień dobry,

Dziękuję za podzielenie się swoimi doświadczeniami. To, co Pani opisuje, jest formą naruszania Pani granic i emocjonalnej manipulacji, nawet jeśli nie jest złą intencją. Pani mama unieważnia Pani doświadczenia przemocy, podważa poczucie bezpieczeństwa i wzmacnia lęk zamiast dawać wsparcie. Zdanie „a skąd wiesz, że gdzie indziej cię to nie spotka” to klasyczna katastrofizacja i przerzucanie odpowiedzialności, a nie troska.

Ma Pani pełne prawo chronić siebie i zmienić miejsce życia, zwłaszcza po traumatycznych doświadczeniach. To, że rodzice kupili mieszkanie w Warszawie, nie odbiera Pani prawa do autonomii. Praca i życie istnieją w wielu miastach i to fakt, nie opinia.

Pani złość jest adekwatna. Problemem nie jest Pani potrzeba wyjazdu, tylko to, że ktoś konsekwentnie podkopuje Pani decyzje, wywołuje poczucie winy i cofa Panią z prób zadbania o siebie. Jeśli to możliwe, być może warto ograniczyć rozmowy o przeprowadzce i planach z mamą- nie dlatego, że robi Pani coś złego, ale dlatego, że ma Pani prawo do ochrony siebie także przed jej wpływem.

 

Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,

Zuzanna Zbieralska, psycholożka

Anna Kapelska

Anna Kapelska

Dzień dobry, 

 

To zrozumiałe, że reakcje mamy powodują Twoją złość. Po traumatycznych przeżyciach naruszenia Twoich granic, także cielesności, masz pełne prawo zadbać o swoje bezpieczeństwo i - jak piszesz- zacząć z czystą kartą. Być może Twoja mama nieświadomie projektuje na Ciebie swój lęk - sama izoluje się od ludzi, ale Ciebie nie chce 'wypuścić' w świat. Możesz sama podjąć decyzję i otwarcie powiedzieć, że prosisz o uszanowanie tego, co postanowisz - bez względu na to, czy będzie to zgodne z życzeniem mamy. 

Wzbudzanie poczucia winy poprzez słowa mamy zapewne jeszcze zwiększają Twoją złość, bo zamiast wsparcia otrzymujesz presję no zostanie w miejscu, którego nienawidzisz. Pamiętaj, to Twoje decyzje i wybory, a zadbanie o dobrostan jest w Twoim przypadku dowodem troski o siebie samą. Życzę trafnych decyzji, w zgodzie ze sobą.

Pozdrawiam serdecznie.

 

Anna Kapelska

Psycholog

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, brzmi jak brak wsparcia i naruszanie Pani granic w bardzo wrażliwym obszarze bezpieczeństwa. Pani reakcje – złość, potrzeba ochrony siebie, chęć zmiany miejsca – są zrozumiałe po doświadczeniach przemocy. Słowa mamy mogą nasilać lęk i poczucie winy, ale nie unieważniają Pani prawa do decydowania o swoim życiu i miejscu zamieszkania. To Pani doświadczenia są tu najważniejsze.

 

W tej sytuacji bardzo zasadne może być skorzystanie ze wsparcia psychologa lub terapeuty, który pomoże Pani bezpiecznie przepracować doznane krzywdy, uporządkować natrętne myśli oraz wzmocnić poczucie sprawczości i ochrony siebie. 

 

Profesjonalna pomoc może również wesprzeć Panią w stawianiu granic w relacji z mamą i podejmowaniu decyzji w zgodzie z własnymi potrzebami, bez nadmiernego poczucia winy.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

Doradca kariery, psycholog 

Dagmara Łuczak

Dagmara Łuczak

Dzień dobry Pani. 
To, co Pani opisuje, jest realną krzywdą psychiczną i ma Pani pełne prawo czuć złość. Pani potrzeba wyprowadzki jest potrzebą ochrony siebie, a nie fanaberią. Doświadczyła Pani realnych zagrożeń i przemocy, więc chęć zmiany miejsca jest naturalną reakcją obronną. Słowa Pani mamy o tym, że nie wiadomo, czy gdzie indziej nie spotka Pani to samo, są raniące i nie wspierające. Takie komunikaty wzmacniają lęk i podważają poczucie sprawczości. To jest forma katastrofizacji i kontroli, a nie troski. Pani mama kieruje się własnym lękiem i własnymi potrzebami, a nie Pani bezpieczeństwem. Jej zachowanie jest niespójne i chaotyczne, bo raz obiecuje wsparcie, a potem je odbiera. To powoduje u Pani poczucie winy i dezorientację. To jest mechanizm manipulacyjny, nawet jeśli ona nie robi tego w pełni świadomie. Fakt, że mieszkanie zostało kupione przez rodziców, nie odbiera Pani prawa do decydowania o swoim życiu. To Pani ponosi konsekwencje życia w tym mieście, a nie oni. Pani doświadczenia w Warszawie są wystarczającym powodem do zmiany miejsca. Nie musi Pani nikogo przekonywać ani usprawiedliwiać się ze swojej decyzji. Praca jest w wielu miastach i Pani mama nie ma racji, mówiąc, że poza Warszawą nie da się żyć. Pani natrętne myśli są skutkiem długotrwałego podważania Pani ocen i granic. To nie jest Pani wina. Pani ma prawo zacząć od nowa i stworzyć sobie bezpieczne warunki. Ochrona siebie nie jest egoizmem. To jest zdrowa potrzeba. Warto teraz skupić się na własnym planie i stopniowo ograniczać wpływ Pani mamy na Pani decyzje. Jej emocje nie są Pani odpowiedzialnością. Pani życie jest Pani życiem.


Pozdrawiam, 

Dagmara Łuczak 

Iga Uraz

Iga Uraz

Dzień dobry,

dziękuję, że tak szczerze Pani to opisuje. Z Pani wiadomości bardzo wyraźnie wyłania się nie tylko złość, ale też głęboki żal i poczucie osamotnienia. Bo obok realnych, trudnych doświadczeń, które Panią spotkały, pojawia się jeszcze coś bardzo bolesnego: brak wsparcia ze strony najbliższych osób, od których naturalnie się go oczekuje.

Można odnieść wrażenie, że w momentach, gdy najbardziej potrzebowała Pani zrozumienia, uznania swojej krzywdy i jasnego sygnału „masz prawo się chronić”, zamiast tego dostawała Pani komunikaty podważające Pani odczucia. To doświadczenie bycia niezrozumianą przez rodziców — jakby wierzyli, że mają lepszą perspektywę na Pani życie niż Pani sama — potrafi bardzo mocno zachwiać zaufaniem do własnych decyzji i intuicji.

To szczególnie trudne, bo Pani nie mówi o abstrakcyjnych obawach, tylko o konkretnych, przemocowych sytuacjach, które realnie naruszyły Pani poczucie bezpieczeństwa. W takiej sytuacji brak emocjonalnego wsparcia ze strony bliskich może być przeżywany niemal jak wtórne zranienie: „skoro oni tego nie widzą lub umniejszają, to może przesadzam?”. Nic dziwnego, że pojawia się w Pani chaos, natrętne myśli i wahanie między ochroną siebie a poczuciem winy.

Jednocześnie warto zauważyć, że to, iż rodzice prezentują swoją „lepszą perspektywę”, nie musi oznaczać, że jest ona bliższa Pani doświadczeniu. Często bywa tak, że rodzice patrzą przez pryzmat własnych lęków, wygody lub potrzeby kontroli, a nie przez to, co dzieje się w dorosłym dziecku. To może prowadzić do sytuacji, w której Pani potrzeba bezpieczeństwa zostaje zagłuszona cudzymi obawami i przekonaniami.

To bardzo zrozumiałe, że chce Pani zacząć z czystą kartką — nie tylko w nowym mieście, ale też z myślą, że Pani doświadczenia są ważne i mają znaczenie. Być może jednym z kluczowych kroków będzie stopniowe odzyskiwanie prawa do ufania sobie, nawet jeśli najbliżsi nie potrafią tego teraz w pełni zobaczyć.

To, że Pani szuka dla siebie bezpieczniejszego miejsca i życia bardziej w zgodzie ze sobą, nie jest buntem ani niewdzięcznością. Jest próbą zadbania o siebie po doświadczeniach, które były naprawdę trudne.

 

Serdecznie Panią pozdrawiam i życzę Pani dużo uważności i łagodności wobec siebie w tym procesie.

Anna Wójcik

Anna Wójcik

Czytając to, mam wrażenie, że stoisz między dwoma bardzo silnymi rzeczami naraz: z jednej strony Twoją realną potrzebą poczucia bezpieczeństwa i zaczęcia gdzieś od nowa, a z drugiej ogromnym ciężarem poczucia winy i presji ze strony mamy.

I szczerze? Po tym, czego doświadczyłaś w Warszawie, potrzeba wyjazdu jest czymś zupełnie naturalnym.
To nie jest ucieczka ani „fanaberia”. To brzmi jak próba zadbania o siebie i swoje zdrowie psychiczne.

Kiedy ktoś przeżywa przemoc, stalking, naruszanie granic, to organizm zaczyna kojarzyć dane miejsce z zagrożeniem. Chęć zmiany otoczenia to często po prostu odruch ochronny.

Tym trudniejsze jest to, że zamiast wsparcia dostajesz podważanie, straszenie i zniechęcanie. Takie teksty jak „a skąd wiesz, że gdzie indziej nie będzie tak samo?” potrafią bardzo namieszać w głowie. Człowiek zaczyna wątpić w siebie, nawet jeśli intuicja krzyczy, że potrzebuje czegoś innego.

Czasem rodzice działają z lęku albo potrzeby kontroli, nazywając to „troską”. Ale to nadal nie oznacza, że masz rezygnować ze swoich granic, żeby ktoś czuł się spokojniej.

Masz prawo decydować o swoim życiu, masz prawo wybrać miejsce, w którym czujesz się bezpieczniej, masz prawo nie zgadzać się z mamą.

I ta złość, którą czujesz? Ona jest bardzo zrozumiała. Często pojawia się właśnie wtedy, gdy nasze granice są przekraczane.

Myślę, że rozmowa z psychologiem mogłaby Ci pomóc to wszystko poukładać — nie po to, żeby ktoś mówił Ci, co masz robić, ale żebyś mogła  spokojniej zaufać sobie, oddzielić swoje potrzeby od poczucia winy i podjąć decyzję, która naprawdę będzie Twoja.

Bo dbanie o siebie i swoje bezpieczeństwo to nie egoizm. To podstawowa troska o własne życie.

 

Pozdrawiam!

Anna Wójcik

Zobacz podobne

Problemy zaczęły się z moimi braćmi. Starszy brat lat 26 aktualnie ma stwierdzoną schizofrenie paranoidalną od 7 lat, do tego bierze narkotyki
Dzień dobry. Mam 27 lat, pochodzę z domu z problemami- ojciec alkoholik (awantury, podnoszenie ręki na Mamę, krzyki, bieda), rodzice rozwiedzeni od moich 12 urodzin (całe szczęście- jestem za to wdzięczna Mamie). Problemy zaczęły się z moimi braćmi. Starszy brat lat 26 aktualnie ma stwierdzoną schizofrenie paranoidalną od 7 lat, do tego bierze narkotyki- na odwyk nie chce iść. Dostaje rentę i potrafi jednego dnia wydać na narkotyki(przyznaje się po dokonanym fakcie), co 2-3 miesiące trafia do szpitala psychiatrycznego na 2-3 miesiące i wraca do domu, chwila przerwy tydzień/dwa i sytuacja od początku ta sama-idzie ćpać. Drugi brat lat 22 aktualnie-jest w toksycznym związku od 4 lat. Ma problem po alkoholu jest bardzo agresywny, nie panuje nad sobą, miał próby okaleczeń (podpalanie siebie podobno-wiem to od jego dziewczyny-nie jest dla mnie wiarygodnym źródłem), na moich oczach próba uduszenia się samemu sznurkiem, wpychanie sobie palcy do oczu(również wiem od jego dziewczyny). Sam wie, ze ma problem ze sobą- zapisał się 2/3 razy do specjalisty-na wizytę nie docierał. Dzisiaj 26 grudnia Mama wróciła do domu od Dziadków (Brat obiecał, ze sam dojedzie na święta-nie dojechał, skłamał że jedzie do dziewczyny- razem z nią i znajomymi urządzili sobie święta w naszym domu), Mama wróciła do domu-umywalka i płytki w łazience potłuczone, choinki z bombki potłuczone, kartka od brata, że przeprasza.. takich sytuacji było już kilka w domu. Mama płacze, nie ma siły, stara się jak może, żeby było w domu dobrze, żeby wszyscy mieli co jeść, dba o dom, bardzo dba, jest psychicznie zmęczona. Ja mieszkam od 1,5 roku za granicą, przerasta mnie to na odległość co dzieje się w domu. Sytuacja jest już dramatyczna, nie godzę się na takie traktowanie Mamy przez braci- nie ma od nich żadnej pomocy, nawet mają problem, żeby rozpalić w piecu, Mama jest traktowana przez nich bez szacunku. Zwracam się z prośbą o radę, jakąkolwiek, nie wiem już co robić, jak pomoc Mamie, i braciom. Obaj mają ze sobą problem, szkoda jest mi i ich i Mamy. Nie godzę się, żeby w domu dalej działy się takie sytuacje, Mama nie jest w stanie wyrzucić braci z domu… Bardzo dziękuje za odpowiedź :)
Jak radzić sobie z bałaganiarstwem u 5-latka? Zaburzenie czy etap rozwoju?
Moje dziecko od zawsze mocno się brudzi robi masakrę przy jedzeniu a ma już 5 lat jak kololoruje lub maluje to zawsze po obrazku po sobie po stole po krześle, no nie idzie nas tym zapanować. A potem się denerwuje że bałagan jest i żeby jej pomóc to ogarnąć do czystości. Uwielbia też wszelkiego rodzaju sljajmy robić błoto w piasku w misce no wszędzie ja to mówię bo świnka peppa. Ale to chyba jednak jakieś zaburzenie? Za to nie lubi czesać i myć włosów, ale wyciskać te szampony i wszelkie mazidła to tak i mazać po sobie. Proszę o pomoc
Jak poradzić sobie z żalem i smutkiem po utracie domu rodzinnego?
Przeprowadziłam się 6 lat temu do innego miasta ale codziennie przyjeżdżałam do domu rodzinnego i siedziałam po 6h jak mąż był w pracy Teraz już nie przyjedżam bo rodzice kupili z nami dom Bliźniak i mieszkamy obok siebie . Jednak gdy podjechałam pod ten dom który został sprzedany. I wchodziłam tam do środka ogarnia mnie tak wielki smutek i żal, że płaczę nie wiem opisać te emocje taka pustka jakby samotność. Mimo że przecież rodzina jest ze mną to tam czuję tak żal i smutek to samo mam rano wstanę i jest mi mega przykro potrafię płakać codziennie byłam u psychiatry jednak nic nie stwierdził co mi jest ? Jak to leczyć? Proszę o poradę Jestem juz tym zmęczona
Mój mąż ma bardzo krótką cierpliwość i podczas kłótni bardzo silną potrzebę wygrania jej
Witam. Jesteśmy małżeństwem z moim mężem już prawie 16 lat. Mój mąż jest ogólnie bardzo pozytywną, pomocną osobą. Ludzie go w otoczeniu bardzo lubią. Mamy dwójkę dzieci i zawsze chętnie pomaga w domu etc. Jest człowiekiem, który chętnie pomoże potrzebującym, gdy ktoś poprosi go o pomoc, to nigdy z niczym nie ma problemu. Zawsze z każdym zagada, ale i w domu potrafimy mieć naprawdę fajne rozmowy. Od początku naszego związku jeszcze przed małżeństwem wiedziałam o tym, iż jest on dość wybuchowym człowiekiem, ale jako 21 latka, gdy braliśmy ślub, myślałam, że to nic takiego. Mój mąż ma bardzo krótką cierpliwość i podczas kłótni bardzo silną potrzebę wygrania jej. I tu by nie było problemu, gdyby nie to jakich słów używa podczas takich sytuacji. Przeklinanie w moim kierunku, agresywna postawa ciała etc, brak możliwości przerwania kłótni pomimo moich starań. Kiedyś powiedział mi, że on tak zawsze miał problem z doborem słów i żebym nigdy do serca nie brała tego, co do mnie mówi… ale to nie jest łatwe… Przez 16 lat nigdy na mnie ręki tak naprawdę nie podniósł, ale na tyle lat razem wiele było sytuacji naprawdę kryzysowych. Wypowiadane są słowa typu: „Ty kurwo” „Wypierdalaj” „Jesteś popierdolona” I ja przez wiele lat naprawdę staram się z tym sobie radzić… wiem, że powinnam załagodzić sytuacje, nie odzywać się, ale nie zawsze mi to wychodzi… i niestety, kiedy stawiam się, na mojego męża to działa jak płachta na byka… Wtedy jego ulubionymi argumentami są to, że jestem gruba (tu raz schudłam, aby udowodnić, że nie to jest problemem) i że nie jestem tradycyjną gospodynią domową, czasami nie gotuje, tylko coś na szybko przygotuje. Mieszkaliśmy za granicą przez 16 lat i od dwóch lat ja z dziećmi wróciłam do Polski, a mąż został za granicą i przyjeżdża raz w miesiącu na kilka dni. Zapewne nasza rozłąka ma wpływ na jego zachowanie, ale sytuacje zdążały się, jak mieszkaliśmy razem i teraz tez jak mieszkamy osobno. W większości (choć nie zawsze) największe kłótnie czy sceny dzieją się po alkoholu, kiedy to już mój mąż traci kontrole nad słowami… niestety kilka razy już usłyszałam, że ma ochotę „mi przyjebać” i dwa razy niestety, że jakby mógł, to by mnie zabił… Ostatnio niestety zdarzyła się sytuacja gdzie na ognisku u mojego taty po kłótni na jakiś temat sytuacja wymknęła się z pod kontroli i mój tata na niego krzyknął w obronie mojej i jego żony…mój mąż po ostrej wymianie zdań uderzył pięścią mojego tatę w twarz… po tym powiedziałam do niego, że chce rozwodu, a on się zabrał i pojechał naszego domu. Na następny dzień wróciłam z dziećmi do domu i teraz nie wiem, co mam robić… za dwa dni mój mąż wraca za granice… po rozmowie powiedziałam mu, jak się czuje i on starał się tłumaczyć, że go mój tata sprowokował, ale czy to znaczy, że nikt z moim mężem nie może się kłócić z obawy o jego relacje… Jego argumenty to to że stresuje się finansami, że bardziej wspieramy moją rodzinę niż jego etc i ja to częściowo rozumiem, ale mam wrażenie, że nie dociera do niego to, że jego argumenty nie są na tym samym poziomie jak jego czyny czy słowa, jakie wypowiada. Powiedziałam mu, że ma iść na terapie i powiedział, że pójdzie, ale tak naprawdę zastanawiam się, czy to coś da… To jest ten sam człowiek, który obiera pomarańcze dla naszego dziecka… uśmiecha się i wita z ludźmi na ulicy i wstanie rano w niedziele, aby zrobić naleśniki a mi da dalej pospać…
Kryzys - czuję się samotna, będąc mamą dwójki dzieci i żoną.
Jestem szczęśliwą mamą dwójki dzieci w wieku 3 i 10 lat oraz żoną, ale też bardzo samotną osobą. Nie mam przyjaciół, z mężem się mijamy ze względu na pracę. Pracuje w przedszkolu. Kocham tą pracę, spontaniczność i szczerość dzieci, ale nie radzę sobie zupełnie z dyscypliną. Zwłaszcza teraz po powrocie do zawodu po 3 latach przerwy. Nowe miejsce, nowi ludzie. Niby miła atmosfera, ale zupełnie nie mam w nich wsparcia. Czuje się oceniana i obgadywana za plecami. Zawsze byłam przyjaźna wobec ludzi i szukałam ich akceptacji, a tu trzymają mnie na dystans. Moje własne dzieci też mnie nie szanują. Czuję jakbym u starszej córki zupełnie nie miała autorytetu, a młodszy synek naśladuje we wszystkim siostrę. Do psychologa zaczęłam chodzić, gdy tylko pojawił się bunt u córki, wyzwiska i agresja z jej strony, ale też dla siebie. Będzie już ponad rok. Mam bardzo niskie poczucie wartości, ataki płaczu w domu. Poza nim przyjmuje maskę radości, ale czuję się strasznie i nie widzę żadnej poprawy w stanie zdrowia. Pogodzenie wszystkiego i samo życie mnie przerosło. Jestem osobą wierzącą i modlę się codzień o uzdrowienie z tego stanu pustki i smutku. Nie wiem czy dam radę...
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.