Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Sabotująca postawa matki a potrzeba ochrony siebie: Konflikt o miejsca zamieszkania

Matka sabotuje moją potrzebę ochrony siebie. Gdy powiedziałam jej, że aplikuję o pracę do innych miast i muszę się wyprowadzić, bo nienawidzę meijsca w którym mieszkam, wmawia mi, że poza Warszawą nie ma pracy, że Kraków jest tylko turystyczny,że tam nie ma pracy, co za głupoty.. sama nienawidzi Warszawy i nie jeździ po niej wcale i izoluje się od ludzi, mieszka na wsi, a mnie zmusza do mieszkania w Warszawie bo z tatą kupili mi mieszkanie i ja tutaj od lat mieszkam. Ona postępuje bardzo egoistycznie, bo chce żebym była blisko niej, mieszkają pod Warszawą z tatą. Najgorsze jest to, że raz powiedziała mi "a skąd wiesz, że w innym miejscu cię to nie spotka?" gdy powiedziałam jej że nie wyobrażam sobie dalej mieszkać w warszawie po traumatycznych przeżyciach (stalking, klepnięcie w pośladek w miejscu publicznym, szarpnięcie) i te wszystkie przemocowe czyny za każdym razem od innej osoby, spotkało mnie tu mnóstwo zła. Jak można cos takiego powiedzieć? Jestem wściekła. Co za okrutne nakładanie na mnie katastrofizacji zamiast wsparcia. Gdy spróbowałam wyprowadzić się do innego miasta, zatrzymałam się u rodziny, bo znalazłam tam pracę, to ona po 2 dniach powiedziała "wracasz do Warszawy, za mało zarabiasz, szef źle cię traktuje. " to była manipulacja, było jej wygodniej żebym mieszkała w Warszawie a nie w innym miejscu. Czasami przełamuje się i mówi, że mi pomogą finansowo z przeprowadzką, ale potem gdy już coś planuję to namawia mnie do powrotu, zniechęca, czasami jest bardzo nerwowa i krzyczy. Przecież to ja tutaj doznałam krzywdy, w przeciwieństwie do wielu osób moje powody są alarmujące, nie przeszkadzają mi tylko korki i tłum ludzi w Warszawie, ja tutaj nie mogłam wiele razy spokojnie i bezpiecznie przejść po ulicy sama. Teraz mam natrętne myśli przez jej słowa, chcę zacząć z czystą kartką w innym mieście a nie myśleć, że .... nawet nie chcę myśleć o tych słowach jej. Jestem młoda, mam pracę ale niedługo ją chcę zmienić, a miasto zamieszkania to już na pewno. Przez tą jej chaotyczność i destrukcyjność wiele razy musiałam zrezygnować z ochrony siebie, bo zalewała mnie poczuciem winy.

User Forum

Anonimowo

21 dni temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam,

 

Dziękujemy za podzielenie się kawałkiem swojej historii. 

Po przeczytaniu tej wiadomości, Pani zachowania rozumiem jako naturalną reakcją na sytuację, w której potrzebuje Pani bezpieczeństwa i przestrzeni dla siebie. Z pewnością ma Pani prawo decydować o swoim życiu, miejscu zamieszkania i pracy, tak aby tworzyć codzienność, w której czuje się Pani chroniona i komfortowo. Chęć wyjazdu i rozpoczęcia nowego etapu nie jest egoizmem według mnie, tylko dbaniem o własny rozwój i dobrostan. Warto planować ten krok spokojnie, analizując możliwości finansowe i zawodowe, tak aby czuć się pewnie i w miarę możliwości niezależnie. Pani potrzeby mają znaczenie i zasługują na respektowanie, warto pozwolić sobie je realizować, krok po kroku.

 

Można też zadać sobie ważne pytania np. : 

Czego dokładnie potrzebuję w tym momencie, aby czuć się bezpiecznie i spokojnie w swoim życiu?

Jakie są moje priorytety: emocjonalne, finansowe i zawodowe i jak mogę je realizować krok po kroku?

Co mogę zrobić teraz  aby stworzyć przestrzeń dla siebie, w której czuję się chroniona i niezależna?

Jakie małe kroki mogę podjąć aby poczuć poczucie kontroli nad swoim życiem i decyzjami?

Co jest dla mnie sygnałem, że dbam o siebie i swoje granice w sposób zdrowy i świadomy?

Jak mogę wspierać siebie w trudnych emocjach, gdy pojawia się poczucie winy czy wątpliwości?

Jak chcę, aby wyglądało moje życie w najbliższym czasie , niezależnie od opinii innych?

 

Wszystkiego dobrego! 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka 

20 dni temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Mariola Szymańska

Mariola Szymańska

Bardzo mi przykro, że to, co przeszłaś, zamiast wsparcia zostało podważone i zminimalizowane. Twoja złość, smutek i potrzeba ochrony siebie są zrozumiałe. Doświadczenia, które opisujesz (stalking, naruszenia cielesne, szarpanie), są realną przemocą.

Mogę zrozumieć, że Twoja mama się boi lub nie zgadza, ale to nie ona będzie żyć Twoim życiem.

Twoja matka ma prawo:

• bać się

• nie zgadzać się

• mieć opinię

Ale nie ma prawa decydować za Ciebie, gdzie masz mieszkać i co jest dla Ciebie bezpieczne.

Nie masz kontroli nad całym światem, ale masz wpływ na to, gdzie mieszkasz, jakie środowisko wybierasz i gdzie czujesz się bezpiecznie.

Dlatego bardzo istotne jest stawianie granic, pamiętając żeby oddzielić emocje matki od własnych decyzji.

Po tym, co opisujesz, widać, że:

• doświadczyłaś przemocy w przestrzeni publicznej

• masz natrętne myśli

• jesteś pod silnym naciskiem emocjonalnym w relacji z matką

To są dokładnie te obszary, w których terapia bardzo pomaga – szczególnie w uczeniu się granic, pracy z lękiem i odzyskiwaniu poczucia sprawczości.

Nie musisz wybierać między byciem dobrą córką a byciem bezpieczną osobą. Twoje bezpieczeństwo jest ważniejsze niż komfort matki.

 

Jeśli chcesz, możesz mi powiedzieć:

Czy bardziej boisz się samej przeprowadzki i niepewności, czy reakcji mamy na Twoją decyzję?

Bo od tego zależy, jaką strategię warto budować dalej.

 

Z pozdrowieniami

Mariola Szymańska

19 dni temu
Weronika Wardzińska

Weronika Wardzińska

Dzień dobry,


To jest realnym naruszeniem Pani potrzeby bezpieczeństwa i autonomii. Z psychologicznego punktu widzenia reakcje mamy nie są wsparciem, lecz formą kontroli opartej na lęku i poczuciu winy. Jej komunikaty („a skąd wiesz, że gdzie indziej…”, zniechęcanie, wycofywanie obietnic, krzyk) uruchamiają u Pani katastrofizację i podważają zaufanie do własnych decyzji, mimo że Pani powody do wyprowadzki są obiektywnie poważne i związane z doświadczeniem przemocy. To normalne, że po takich przeżyciach organizm domaga się zmiany miejsca i „czystej karty”, to mechanizm ochronny, a nie ucieczka. Pani złość jest adekwatna. Została Pani postawiona w sytuacji, w której własne bezpieczeństwo było wielokrotnie podporządkowywane emocjonalnym potrzebom matki. To, że jest Pani młoda, pracuje i planuje zmianę, świadczy o sprawczości. Teraz kluczowe jest oddzielenie faktów od narracji mamy (praca jest też poza Warszawą; miasto ≠ trauma; zmiana miejsca może zmniejszyć objawy) oraz postawienie granic decyzyjnych: informowanie zamiast proszenia o zgodę, ograniczenie rozmów, które Panią destabilizują, i opieranie planów na własnych zasobach lub neutralnym wsparciu (terapia, doradztwo zawodowe). Natrętne myśli po jej słowach są reakcją na długotrwałe podważanie, z czasem słabną, gdy decyzje są konsekwentnie realizowane.

Krótko: ma Pani prawo chronić siebie, nawet jeśli komuś bliskiemu jest z tym trudno. To nie jest egoizm, to zdrowienie.
 

Pozdrawiam serdecznie

Weronika Wardzińska

19 dni temu
Zuzanna Zbieralska

Zuzanna Zbieralska

Dzień dobry,

Dziękuję za podzielenie się swoimi doświadczeniami. To, co Pani opisuje, jest formą naruszania Pani granic i emocjonalnej manipulacji, nawet jeśli nie jest złą intencją. Pani mama unieważnia Pani doświadczenia przemocy, podważa poczucie bezpieczeństwa i wzmacnia lęk zamiast dawać wsparcie. Zdanie „a skąd wiesz, że gdzie indziej cię to nie spotka” to klasyczna katastrofizacja i przerzucanie odpowiedzialności, a nie troska.

Ma Pani pełne prawo chronić siebie i zmienić miejsce życia, zwłaszcza po traumatycznych doświadczeniach. To, że rodzice kupili mieszkanie w Warszawie, nie odbiera Pani prawa do autonomii. Praca i życie istnieją w wielu miastach i to fakt, nie opinia.

Pani złość jest adekwatna. Problemem nie jest Pani potrzeba wyjazdu, tylko to, że ktoś konsekwentnie podkopuje Pani decyzje, wywołuje poczucie winy i cofa Panią z prób zadbania o siebie. Jeśli to możliwe, być może warto ograniczyć rozmowy o przeprowadzce i planach z mamą- nie dlatego, że robi Pani coś złego, ale dlatego, że ma Pani prawo do ochrony siebie także przed jej wpływem.

 

Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,

Zuzanna Zbieralska, psycholożka

18 dni temu
Anna Kapelska

Anna Kapelska

Dzień dobry, 

 

To zrozumiałe, że reakcje mamy powodują Twoją złość. Po traumatycznych przeżyciach naruszenia Twoich granic, także cielesności, masz pełne prawo zadbać o swoje bezpieczeństwo i - jak piszesz- zacząć z czystą kartą. Być może Twoja mama nieświadomie projektuje na Ciebie swój lęk - sama izoluje się od ludzi, ale Ciebie nie chce 'wypuścić' w świat. Możesz sama podjąć decyzję i otwarcie powiedzieć, że prosisz o uszanowanie tego, co postanowisz - bez względu na to, czy będzie to zgodne z życzeniem mamy. 

Wzbudzanie poczucia winy poprzez słowa mamy zapewne jeszcze zwiększają Twoją złość, bo zamiast wsparcia otrzymujesz presję no zostanie w miejscu, którego nienawidzisz. Pamiętaj, to Twoje decyzje i wybory, a zadbanie o dobrostan jest w Twoim przypadku dowodem troski o siebie samą. Życzę trafnych decyzji, w zgodzie ze sobą.

Pozdrawiam serdecznie.

 

Anna Kapelska

Psycholog

19 dni temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, brzmi jak brak wsparcia i naruszanie Pani granic w bardzo wrażliwym obszarze bezpieczeństwa. Pani reakcje – złość, potrzeba ochrony siebie, chęć zmiany miejsca – są zrozumiałe po doświadczeniach przemocy. Słowa mamy mogą nasilać lęk i poczucie winy, ale nie unieważniają Pani prawa do decydowania o swoim życiu i miejscu zamieszkania. To Pani doświadczenia są tu najważniejsze.

 

W tej sytuacji bardzo zasadne może być skorzystanie ze wsparcia psychologa lub terapeuty, który pomoże Pani bezpiecznie przepracować doznane krzywdy, uporządkować natrętne myśli oraz wzmocnić poczucie sprawczości i ochrony siebie. 

 

Profesjonalna pomoc może również wesprzeć Panią w stawianiu granic w relacji z mamą i podejmowaniu decyzji w zgodzie z własnymi potrzebami, bez nadmiernego poczucia winy.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

Doradca kariery, psycholog 

19 dni temu
Dagmara Łuczak

Dagmara Łuczak

Dzień dobry Pani. 
To, co Pani opisuje, jest realną krzywdą psychiczną i ma Pani pełne prawo czuć złość. Pani potrzeba wyprowadzki jest potrzebą ochrony siebie, a nie fanaberią. Doświadczyła Pani realnych zagrożeń i przemocy, więc chęć zmiany miejsca jest naturalną reakcją obronną. Słowa Pani mamy o tym, że nie wiadomo, czy gdzie indziej nie spotka Pani to samo, są raniące i nie wspierające. Takie komunikaty wzmacniają lęk i podważają poczucie sprawczości. To jest forma katastrofizacji i kontroli, a nie troski. Pani mama kieruje się własnym lękiem i własnymi potrzebami, a nie Pani bezpieczeństwem. Jej zachowanie jest niespójne i chaotyczne, bo raz obiecuje wsparcie, a potem je odbiera. To powoduje u Pani poczucie winy i dezorientację. To jest mechanizm manipulacyjny, nawet jeśli ona nie robi tego w pełni świadomie. Fakt, że mieszkanie zostało kupione przez rodziców, nie odbiera Pani prawa do decydowania o swoim życiu. To Pani ponosi konsekwencje życia w tym mieście, a nie oni. Pani doświadczenia w Warszawie są wystarczającym powodem do zmiany miejsca. Nie musi Pani nikogo przekonywać ani usprawiedliwiać się ze swojej decyzji. Praca jest w wielu miastach i Pani mama nie ma racji, mówiąc, że poza Warszawą nie da się żyć. Pani natrętne myśli są skutkiem długotrwałego podważania Pani ocen i granic. To nie jest Pani wina. Pani ma prawo zacząć od nowa i stworzyć sobie bezpieczne warunki. Ochrona siebie nie jest egoizmem. To jest zdrowa potrzeba. Warto teraz skupić się na własnym planie i stopniowo ograniczać wpływ Pani mamy na Pani decyzje. Jej emocje nie są Pani odpowiedzialnością. Pani życie jest Pani życiem.


Pozdrawiam, 

Dagmara Łuczak 

18 dni temu
Iga Uraz

Iga Uraz

Dzień dobry,

dziękuję, że tak szczerze Pani to opisuje. Z Pani wiadomości bardzo wyraźnie wyłania się nie tylko złość, ale też głęboki żal i poczucie osamotnienia. Bo obok realnych, trudnych doświadczeń, które Panią spotkały, pojawia się jeszcze coś bardzo bolesnego: brak wsparcia ze strony najbliższych osób, od których naturalnie się go oczekuje.

Można odnieść wrażenie, że w momentach, gdy najbardziej potrzebowała Pani zrozumienia, uznania swojej krzywdy i jasnego sygnału „masz prawo się chronić”, zamiast tego dostawała Pani komunikaty podważające Pani odczucia. To doświadczenie bycia niezrozumianą przez rodziców — jakby wierzyli, że mają lepszą perspektywę na Pani życie niż Pani sama — potrafi bardzo mocno zachwiać zaufaniem do własnych decyzji i intuicji.

To szczególnie trudne, bo Pani nie mówi o abstrakcyjnych obawach, tylko o konkretnych, przemocowych sytuacjach, które realnie naruszyły Pani poczucie bezpieczeństwa. W takiej sytuacji brak emocjonalnego wsparcia ze strony bliskich może być przeżywany niemal jak wtórne zranienie: „skoro oni tego nie widzą lub umniejszają, to może przesadzam?”. Nic dziwnego, że pojawia się w Pani chaos, natrętne myśli i wahanie między ochroną siebie a poczuciem winy.

Jednocześnie warto zauważyć, że to, iż rodzice prezentują swoją „lepszą perspektywę”, nie musi oznaczać, że jest ona bliższa Pani doświadczeniu. Często bywa tak, że rodzice patrzą przez pryzmat własnych lęków, wygody lub potrzeby kontroli, a nie przez to, co dzieje się w dorosłym dziecku. To może prowadzić do sytuacji, w której Pani potrzeba bezpieczeństwa zostaje zagłuszona cudzymi obawami i przekonaniami.

To bardzo zrozumiałe, że chce Pani zacząć z czystą kartką — nie tylko w nowym mieście, ale też z myślą, że Pani doświadczenia są ważne i mają znaczenie. Być może jednym z kluczowych kroków będzie stopniowe odzyskiwanie prawa do ufania sobie, nawet jeśli najbliżsi nie potrafią tego teraz w pełni zobaczyć.

To, że Pani szuka dla siebie bezpieczniejszego miejsca i życia bardziej w zgodzie ze sobą, nie jest buntem ani niewdzięcznością. Jest próbą zadbania o siebie po doświadczeniach, które były naprawdę trudne.

 

Serdecznie Panią pozdrawiam i życzę Pani dużo uważności i łagodności wobec siebie w tym procesie.

17 dni temu
Anna Wójcik

Anna Wójcik

Czytając to, mam wrażenie, że stoisz między dwoma bardzo silnymi rzeczami naraz: z jednej strony Twoją realną potrzebą poczucia bezpieczeństwa i zaczęcia gdzieś od nowa, a z drugiej ogromnym ciężarem poczucia winy i presji ze strony mamy.

I szczerze? Po tym, czego doświadczyłaś w Warszawie, potrzeba wyjazdu jest czymś zupełnie naturalnym.
To nie jest ucieczka ani „fanaberia”. To brzmi jak próba zadbania o siebie i swoje zdrowie psychiczne.

Kiedy ktoś przeżywa przemoc, stalking, naruszanie granic, to organizm zaczyna kojarzyć dane miejsce z zagrożeniem. Chęć zmiany otoczenia to często po prostu odruch ochronny.

Tym trudniejsze jest to, że zamiast wsparcia dostajesz podważanie, straszenie i zniechęcanie. Takie teksty jak „a skąd wiesz, że gdzie indziej nie będzie tak samo?” potrafią bardzo namieszać w głowie. Człowiek zaczyna wątpić w siebie, nawet jeśli intuicja krzyczy, że potrzebuje czegoś innego.

Czasem rodzice działają z lęku albo potrzeby kontroli, nazywając to „troską”. Ale to nadal nie oznacza, że masz rezygnować ze swoich granic, żeby ktoś czuł się spokojniej.

Masz prawo decydować o swoim życiu, masz prawo wybrać miejsce, w którym czujesz się bezpieczniej, masz prawo nie zgadzać się z mamą.

I ta złość, którą czujesz? Ona jest bardzo zrozumiała. Często pojawia się właśnie wtedy, gdy nasze granice są przekraczane.

Myślę, że rozmowa z psychologiem mogłaby Ci pomóc to wszystko poukładać — nie po to, żeby ktoś mówił Ci, co masz robić, ale żebyś mogła  spokojniej zaufać sobie, oddzielić swoje potrzeby od poczucia winy i podjąć decyzję, która naprawdę będzie Twoja.

Bo dbanie o siebie i swoje bezpieczeństwo to nie egoizm. To podstawowa troska o własne życie.

 

Pozdrawiam!

Anna Wójcik

12 dni temu

Zobacz podobne

Dzień dobry, mam pytanie w jakim nurcie najlepiej podjąć terapię jeżeli problemem jest nieprzystosowanie społeczne u dorosłego przez posiadanie nadopiekuńczych rodziców? Z tego wynika brak samodzielności i lęk z nią związany, jak również lęk społeczny.
Mąż chce rozwodu przez inną kobietę.

Witam. Mąż znalazł nową kobietę. Oznajmił mi, że chce rozwodu. 

Ja chce z nim porozmawiać, żeby uratować wszystko dla naszej córeczki oraz dla nas. A on się nie odzywa do mnie, tylko cały czas pisze z nią.

Toksyczne relacje rodzinne, kontrola matki i wyprowadzka do chłopaka: jak sobie poradzić?

Witam, zwracam się o poradę, gdyż nie daje już rady psychicznie. Chodzi o moją mamę. Od zawsze moi rodzice byli nadopiekuńczy i chcieli kontrolować mnie na każdym kroku. Mój ojciec pozwalał mi co prawda na większość rzeczy, ale moja mama była inna. 

Odkąd pamiętam, zmuszała mnie do bycia najlepszą, co za tym idzie, kazała mi mieć najlepsze oceny w klasie. 

Tak więc po szkole nie miałam czasu na wychodzenie ze znajomymi ani na nic innego, tylko się uczyłam, nawet po nocach. Od 1 klasy podstawówki do 1 klasy liceum miałam świadectwo z paskiem i wspaniałe wyniki, chociaż wiem, że w dalszym życiu mi to nic nie dało i tak. Jeżeli dostawałam ocenę poniżej 4, (w większości 3) to wyzywała mnie itp. Kiedyś jak dostałam 3 z jakiegoś przedmiotu ze sprawdzianu, to rozpłakałam się przy nauczycielce i powiedziałam, że dostanie mi się za tą ocenę. Dodając jeszcze, że w tym czasie mój ojciec był alkoholikiem i sam robił awantury codziennie i nie mogłam się w spokoju uczyć. Tak więc od początku byłam skazana na przemoc psychiczną z obu stron. Mój brat nie wytrzymał i jak tylko nadarzyła mu się okazja, to wyprowadził się do moich dziadków i żyje spokojnie. Dopiero w liceum zaczęłam się jakoś buntować i miałam i dobre oceny i miałam czas na jakieś przyjemności. 

Co prawda dostawało mi się za złe oceny, ale chyba rodzice zaczęli akceptować to, że nie chce zmarnować sobie części życia na naukę. Problem z moim ojcem alkoholikiem skończył się dopiero przed moimi 18 urodzinami, bo ma założoną niebieską kartę, ale i tak zdarzały się sytuację, w których łamał zasadę i wypił, ale moja mama nie chciała tego zgłaszać. 

Relacja moich rodziców jest skomplikowana, gdyż co chwilę albo się kłócą, nienawidzą i grożą sobie rozwodem i wyprowadzką, albo się kochają i udają, że wszystko jest okej. Od prawie 2 lat jestem w związku i tutaj też moja matka musiała wejść. 

Z chłopakiem mieliśmy i mamy podobną sytuację w domu z rodzicami, ale moja mama się zachowuje, jakby u nas było dobrze. Przez jej zachowanie, czyli zabranianie mi wyjazdów do niego (mieszka ok. 30-40min od mojego miasta) mój chłopak zostawał u nas cały czas, na każdą okazję, np. on był na moich urodzinach (był na 18), a mi nie pozwoliła jechać na jego urodziny (co do dzisiaj mój chłopak ma mi za złe), tylko na ten dzień znalazła mi pracę u niej w sklepie i potem kazała mówić, że jestem zajęta. 

Mój chłopak był u mnie z dobre 30 razy, nawet wolał do mnie przyjeżdżać niż jechać do szkoły, a ja miałam zakaz i łącznie byłam może z 7 razy. Za każdym razem jak tam byłam, to moja mama była dla mnie chamska i się obrażała. Jeździłam za zgodą ojca, bo on akurat mi pozwalał. Moja mama nie raz robiła mi wstyd i wkurzała mnie swoim zachowaniem. Jak tylko ukończyłam 18 lat, to trąbi mi o znalezieniu pracy i samodzielności, mimo, że sama mi jej nie daje, bo najchętniej to by ułożyła mi życie po swojemu i tyle. W sylwestra uparłam się i nie patrząc na matkę, pojechałam do chłopaka (początkowo na 4 dni, ale zostałam 2 tygodnie) i za to mi się dostało. Moja mama się rozpłakała przy ojcu i niby przestała jeść, bo zostałam u chłopaka dłużej (chociaż nie dzieje mi się tam żadna krzywda, a nawet jest mi tam lepiej niż we własnym domu). Jak tylko wróciłam do domu, to była na mnie obrażona (do teraz jest) i ojcu i innym mówi, że to ja jestem obrażona i mam ją gdzieś. Mój ojciec dostał bezdechu nocnego (może od palenia papierosów lub czegoś innego), a mama mnie za to obwinia (twierdzi, że stan zdrowia ojca się pogorszył przez moje zachowanie). Co prawda nie mam ochoty gadać z moją mamą, bo zawiodło mnie jej zachowanie z tym płaczem itp., ale według niej wszystko jest moją winą. Nazywa mnie rozkapryszonym gówniarzem, który nie dostaje tego, czego chce i mówi, że jak mi się nie podoba to mam iść do chłopaka, bo tam "będę miała lepiej" (nie patrzę na jego rodziców, ale na to, że u niego mam przynajmniej z kim porozmawiać i naprawdę dobrze się tam czuję). W jej oczach jestem najwidoczniej najgorsza, a jej akcje i kontrolowanie mnie od małego są dla niej chyba normalne. Nie rozumie swoich błędów, a długie i wielokrotne rozmowy na ten temat nic nie dają, bo w ogóle się po nich nie zmieniła. 

Nie raz prosiłam o swobodę (chociażby z wyjazdami do chłopaka), ale zawsze mnie potem wyzywała i kazała wyprowadzić. Stwierdziła, że skoro mieszkam u nich, to nie mam nic do gadania i ona za mnie decyduje, chociaż mam już prawie 20 lat. 

Cały czas szukam pracy w swoim mieście, ale staje to na niczym, ponieważ nikt nie chce przyjąć studentki i osoby, która nie ma doświadczenia w danej branży (pracowałam już u mamy w sklepie, ale nikt na to nie patrzy), a moja mama tego nie rozumie i uważa mnie za leniwą. Chciałabym coś znaleźć i się wyprowadzić, bo naprawdę mam już dosyć tej toksyczności. Mój chłopak ma się zapytać u siebie o jakiś staż w przedszkolu lub pracę i myślę, czy to nie czas na wyprowadzkę do niego. Wiem, że powinnam najpierw zarobić, a potem uciec, ale ja już nie daje rady. 

Odkąd wróciłam od chłopaka (3 dni jestem w domu), to cały czas czuję pustkę w sercu i chce mi się płakać. Mój brat sam się śmieje z zachowania mamy, a kiedyś nawet ją za nie opieprzył (byłam u chłopaka na próbach do poloneza i zrobiła mi aferę, bo mojemu bratu nie pasowało mnie odebrać o takiej godzinie, o której ona chciała (był ze swoją dziewczyną i napisał, że będzie wieczorem, to matka mi zrobiła awanturę i kazała się kłócić z bratem, żeby zostawił dziewczynę dla mnie). U chłopaka i w drodze do domu płakałam i byłam cała roztrzęsiona, a jak wróciłam, to jakby nigdy nic. Dodam jeszcze, że od małego byłam narażona na duży stres (sytuacja w domu, nagonki ze strony mamy i szkoła) i od 1 klasy podstawówki mam niedowagę i ogromne problemy ze stresem. Miałam też myśli i kilak prób samobójczych, ale jak to kiedyś powiedziałam mamie (że chce się zabić), to nic z tym zbytnio nie zrobiła. Co powinnam zrobić? 

Czy praca i wyprowadzka do chłopaka to dobry pomysł patrząc na to, że rozmowy ani nic innego nie działa?

Kryzys w małżeństwie: brak poczucia bezpieczeństwa i wsparcia emocjonalnego

Dzień dobry, Jestem w związku z moją żoną od prawie 9 lat, a w małżeństwie prawie 7. Wiedliśmy szczęśliwe życie (przynajmniej tak mi się wydawało), mamy dwie super córeczki (4 i 6 lat), dobrą pracę, duże mieszkanie, wakacje 1-2 razy w roku. Mieszkamy w Warszawie z dala od rodziny i jesteśmy z dziećmi sami sobie, na co dzień nie mamy wsparcia rodziny, ponieważ mieszkają za daleko. Z tego też powodu nie mamy czasu na wspólne wyjścia sami na randkę. W trakcie małżeństwa mieliśmy 2-3 sytuacje, w których nie wsparłem żony wcale albo na tyle ile ona by oczekiwała i był to sytuacje dla niej dynamiczne i stresowe, m.in. konflikt pomiędzy moją mamą a żoną, konflikt z moją teściową, czy problem w pracy (od 2 lat pracujemy w jednej dużej firmie razem) związany z moim znajomym z działu. Rozmawialiśmy o tym na bieżąco, jednak w tychże sytuacjach nie podejmowałem żadnych stanowczych działań, co żona mi wypominała (czytałem inne fora, artykuły i nie wiem, czy to ze jestem synem alkoholika, może mieć na mnie wpływ w dorosłym życiu, że unikam sytuacji konfliktowych i stawiania im czoła). W ciągu 1,5 roku spaliśmy ze sobą 6 razy (ostatni raz w lutym br.), żona czasem się przytulała, jednak częściej ja to inicjowałem - nawet jak kładliśmy się spać to ja przytulałem, a nie żona. Poza tym żyliśmy normalnie - wyjścia na zakupy, do restauracji, do znajomych - no normalne życie bez kłótni szczęśliwej rodziny - pocałunki na przywitanie i na dobranoc. Ostatnio dowiedzieliśmy się, ze nasi bliscy znajomi biorą rozwód. Od tamtej pory tak zaczęliśmy żartować coś o tym rozwodzie, jednak jak już powiedziałem żonie, że to mnie nie bawi, to twierdzi, że ja zacząłem. Dodatkowo, przy rozmowach opowiadała mi, jakby ona się zachowała przy rozwodzie w sprawach dot. dzieci etc. i że miałbym więcej czasu dla siebie. No jakoś ten temat przycichł, natomiast rozmów o rozwodzie było takich ostatnio często (bardziej takich wstawek między słowami, niż rozmów). Ponadto, obecnie staramy się o przeniesienie kredytu, żeby spłacić go szybciej i kupić następnie działkę pod dom - żona to zainicjowała, jeszcze kilka dni temu oglądała projekty domów, bo już była taka podekscytowana. W ciągu ostatnich 2 tyg. zauważyłem dziwne zachowanie żony - odpowiadała mi zdawkowo, jak ją chciałem pocałować na przywitanie, to nastawiała policzek, ale w ogóle unikała takiej sytuacji. Zapytałem jej, czy stresuje się czyms - to wtedy wybuchła, ze poznała mnie, jak byłem innym człowiekiem, że więcej czytałem, byłem aktywny, decyzyjny, a teraz wszystko zrzuciłem na nią i polegam na tym, co ona powie. Wróciła w tej rozmowie do starych sytuacji z przeszłości, w której nie miała mojego wsparcia, stwierdziła, że jak mnie obecnie widzi, to nie czuje do mnie żadnych pozytywnych emocji, a jak ją przytulałem od pewnego czasu, to mówiła, że czuła się jakby przeciwne siły się odpychały. Stwierdziła, że nigdy nie stałem po jej stronie w sytuacjach konfliktowych u niej, a nawet, że obecnie nie przyjęłaby moich oświadczyn, gdyby to miało miejsce teraz, i że może za wcześnie wzięła ślub, bo "tak fajnie jest mieć rodzinę" a ona jest rodzinną osobą. - w ogóle nasilenie tego jej zachowania zaczęło się dzień po tym, jak wróciła z wyjścia na miasto z koleżanką z pracy - generalnie to ostatnio była na takim wyjściu pewnie z rok temu. Powiedziała, że mnie nie zdradziła i nie planuje, ale nie wie, czy nawet jak się zmienię, to ona znowu się we mnie zakocha... Wczoraj rozmawialiśmy ponownie, zrozumiałem swoje przeszłe zachowania, przyznałem jej racje i powiedziałem, że stanę na głowie, żeby było dobrze, bo nie wyobrażam sobie, żeby nie być z nią, ponieważ bardzo ją kocham i nie wyobrażam sobie życia osobno i bez dzieci w domu. Stwierdziła, ze tu chodzi o to, że nie dostała ode mnie poczucia bezpieczeństwa i opieki i że ona żyje teraz w przekonaniu, że nie umiem jej tego dać, nie że nie chcę jej tego dać tylko, że po prostu nie potrafię i że może ona musi teraz głęboki żal w sobie przepracować, ale póki co kosztuje ją to za dużo nerwów i nie wie, jak to naprawić, bo dopóki znowu nie będzie w takiej sytuacji, to się nie dowie czy w końcu ją wesprę. Powiedziała, że póki co chce mieć spokój i żebym nie wymagał od niej niczego, bo ją to kosztuje za dużo nerwów i nie chce, by jej reakcja odbijała się na dzieciach. Na koniec powiedziała, że ta cała sytuacja ją denerwuje i żebym pracował nad swoimi problemami, a ona musi sama przepracować swój. W chwili obecnej od dwóch dni śpię w salonie, a żona w sypialni. Rozmawiamy normalnie, ale póki co nie tak intensywnie, jak dotychczas. Szczerze muszę powiedzieć, że jest to dla mnie najgorszy koszmar, jaki mógłby się wydarzyć. Wydawało mi się, że tworzymy super rodzinę...

Rodzina obwinia mnie za naruszenie granic przez pracodawcę.

Dzień dobry, 

mój pracodawca powiedział mi rzeczy, które naruszały moje granice. Mówił wiele rzeczy na temat seksu , które mnie krępowały i drwił z mojego stanu cywilnego. 

Moja rodzina jednak obwinia mnie o te sytuacje. Mówi, że to moja wina, bo nie potrafiłam się mu postawić i obronić. Krzyczą na mnie, że jestem głupia i niedojrzała. W jaki sposób rozmawiać z rodziną, która obwinia mnie o te sytuacje?

Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.