Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Sabotująca postawa matki a potrzeba ochrony siebie: Konflikt o miejsca zamieszkania

Matka sabotuje moją potrzebę ochrony siebie. Gdy powiedziałam jej, że aplikuję o pracę do innych miast i muszę się wyprowadzić, bo nienawidzę meijsca w którym mieszkam, wmawia mi, że poza Warszawą nie ma pracy, że Kraków jest tylko turystyczny,że tam nie ma pracy, co za głupoty.. sama nienawidzi Warszawy i nie jeździ po niej wcale i izoluje się od ludzi, mieszka na wsi, a mnie zmusza do mieszkania w Warszawie bo z tatą kupili mi mieszkanie i ja tutaj od lat mieszkam. Ona postępuje bardzo egoistycznie, bo chce żebym była blisko niej, mieszkają pod Warszawą z tatą. Najgorsze jest to, że raz powiedziała mi "a skąd wiesz, że w innym miejscu cię to nie spotka?" gdy powiedziałam jej że nie wyobrażam sobie dalej mieszkać w warszawie po traumatycznych przeżyciach (stalking, klepnięcie w pośladek w miejscu publicznym, szarpnięcie) i te wszystkie przemocowe czyny za każdym razem od innej osoby, spotkało mnie tu mnóstwo zła. Jak można cos takiego powiedzieć? Jestem wściekła. Co za okrutne nakładanie na mnie katastrofizacji zamiast wsparcia. Gdy spróbowałam wyprowadzić się do innego miasta, zatrzymałam się u rodziny, bo znalazłam tam pracę, to ona po 2 dniach powiedziała "wracasz do Warszawy, za mało zarabiasz, szef źle cię traktuje. " to była manipulacja, było jej wygodniej żebym mieszkała w Warszawie a nie w innym miejscu. Czasami przełamuje się i mówi, że mi pomogą finansowo z przeprowadzką, ale potem gdy już coś planuję to namawia mnie do powrotu, zniechęca, czasami jest bardzo nerwowa i krzyczy. Przecież to ja tutaj doznałam krzywdy, w przeciwieństwie do wielu osób moje powody są alarmujące, nie przeszkadzają mi tylko korki i tłum ludzi w Warszawie, ja tutaj nie mogłam wiele razy spokojnie i bezpiecznie przejść po ulicy sama. Teraz mam natrętne myśli przez jej słowa, chcę zacząć z czystą kartką w innym mieście a nie myśleć, że .... nawet nie chcę myśleć o tych słowach jej. Jestem młoda, mam pracę ale niedługo ją chcę zmienić, a miasto zamieszkania to już na pewno. Przez tą jej chaotyczność i destrukcyjność wiele razy musiałam zrezygnować z ochrony siebie, bo zalewała mnie poczuciem winy.

User Forum

Anonimowo

3 miesiące temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam,

 

Dziękujemy za podzielenie się kawałkiem swojej historii. 

Po przeczytaniu tej wiadomości, Pani zachowania rozumiem jako naturalną reakcją na sytuację, w której potrzebuje Pani bezpieczeństwa i przestrzeni dla siebie. Z pewnością ma Pani prawo decydować o swoim życiu, miejscu zamieszkania i pracy, tak aby tworzyć codzienność, w której czuje się Pani chroniona i komfortowo. Chęć wyjazdu i rozpoczęcia nowego etapu nie jest egoizmem według mnie, tylko dbaniem o własny rozwój i dobrostan. Warto planować ten krok spokojnie, analizując możliwości finansowe i zawodowe, tak aby czuć się pewnie i w miarę możliwości niezależnie. Pani potrzeby mają znaczenie i zasługują na respektowanie, warto pozwolić sobie je realizować, krok po kroku.

 

Można też zadać sobie ważne pytania np. : 

Czego dokładnie potrzebuję w tym momencie, aby czuć się bezpiecznie i spokojnie w swoim życiu?

Jakie są moje priorytety: emocjonalne, finansowe i zawodowe i jak mogę je realizować krok po kroku?

Co mogę zrobić teraz  aby stworzyć przestrzeń dla siebie, w której czuję się chroniona i niezależna?

Jakie małe kroki mogę podjąć aby poczuć poczucie kontroli nad swoim życiem i decyzjami?

Co jest dla mnie sygnałem, że dbam o siebie i swoje granice w sposób zdrowy i świadomy?

Jak mogę wspierać siebie w trudnych emocjach, gdy pojawia się poczucie winy czy wątpliwości?

Jak chcę, aby wyglądało moje życie w najbliższym czasie , niezależnie od opinii innych?

 

Wszystkiego dobrego! 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka 

3 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Mariola Szymańska

Mariola Szymańska

Bardzo mi przykro, że to, co przeszłaś, zamiast wsparcia zostało podważone i zminimalizowane. Twoja złość, smutek i potrzeba ochrony siebie są zrozumiałe. Doświadczenia, które opisujesz (stalking, naruszenia cielesne, szarpanie), są realną przemocą.

Mogę zrozumieć, że Twoja mama się boi lub nie zgadza, ale to nie ona będzie żyć Twoim życiem.

Twoja matka ma prawo:

• bać się

• nie zgadzać się

• mieć opinię

Ale nie ma prawa decydować za Ciebie, gdzie masz mieszkać i co jest dla Ciebie bezpieczne.

Nie masz kontroli nad całym światem, ale masz wpływ na to, gdzie mieszkasz, jakie środowisko wybierasz i gdzie czujesz się bezpiecznie.

Dlatego bardzo istotne jest stawianie granic, pamiętając żeby oddzielić emocje matki od własnych decyzji.

Po tym, co opisujesz, widać, że:

• doświadczyłaś przemocy w przestrzeni publicznej

• masz natrętne myśli

• jesteś pod silnym naciskiem emocjonalnym w relacji z matką

To są dokładnie te obszary, w których terapia bardzo pomaga – szczególnie w uczeniu się granic, pracy z lękiem i odzyskiwaniu poczucia sprawczości.

Nie musisz wybierać między byciem dobrą córką a byciem bezpieczną osobą. Twoje bezpieczeństwo jest ważniejsze niż komfort matki.

 

Jeśli chcesz, możesz mi powiedzieć:

Czy bardziej boisz się samej przeprowadzki i niepewności, czy reakcji mamy na Twoją decyzję?

Bo od tego zależy, jaką strategię warto budować dalej.

 

Z pozdrowieniami

Mariola Szymańska

3 miesiące temu
Weronika Wardzińska

Weronika Wardzińska

Dzień dobry,


To jest realnym naruszeniem Pani potrzeby bezpieczeństwa i autonomii. Z psychologicznego punktu widzenia reakcje mamy nie są wsparciem, lecz formą kontroli opartej na lęku i poczuciu winy. Jej komunikaty („a skąd wiesz, że gdzie indziej…”, zniechęcanie, wycofywanie obietnic, krzyk) uruchamiają u Pani katastrofizację i podważają zaufanie do własnych decyzji, mimo że Pani powody do wyprowadzki są obiektywnie poważne i związane z doświadczeniem przemocy. To normalne, że po takich przeżyciach organizm domaga się zmiany miejsca i „czystej karty”, to mechanizm ochronny, a nie ucieczka. Pani złość jest adekwatna. Została Pani postawiona w sytuacji, w której własne bezpieczeństwo było wielokrotnie podporządkowywane emocjonalnym potrzebom matki. To, że jest Pani młoda, pracuje i planuje zmianę, świadczy o sprawczości. Teraz kluczowe jest oddzielenie faktów od narracji mamy (praca jest też poza Warszawą; miasto ≠ trauma; zmiana miejsca może zmniejszyć objawy) oraz postawienie granic decyzyjnych: informowanie zamiast proszenia o zgodę, ograniczenie rozmów, które Panią destabilizują, i opieranie planów na własnych zasobach lub neutralnym wsparciu (terapia, doradztwo zawodowe). Natrętne myśli po jej słowach są reakcją na długotrwałe podważanie, z czasem słabną, gdy decyzje są konsekwentnie realizowane.

Krótko: ma Pani prawo chronić siebie, nawet jeśli komuś bliskiemu jest z tym trudno. To nie jest egoizm, to zdrowienie.
 

Pozdrawiam serdecznie

Weronika Wardzińska

3 miesiące temu
Zuzanna Zbieralska

Zuzanna Zbieralska

Dzień dobry,

Dziękuję za podzielenie się swoimi doświadczeniami. To, co Pani opisuje, jest formą naruszania Pani granic i emocjonalnej manipulacji, nawet jeśli nie jest złą intencją. Pani mama unieważnia Pani doświadczenia przemocy, podważa poczucie bezpieczeństwa i wzmacnia lęk zamiast dawać wsparcie. Zdanie „a skąd wiesz, że gdzie indziej cię to nie spotka” to klasyczna katastrofizacja i przerzucanie odpowiedzialności, a nie troska.

Ma Pani pełne prawo chronić siebie i zmienić miejsce życia, zwłaszcza po traumatycznych doświadczeniach. To, że rodzice kupili mieszkanie w Warszawie, nie odbiera Pani prawa do autonomii. Praca i życie istnieją w wielu miastach i to fakt, nie opinia.

Pani złość jest adekwatna. Problemem nie jest Pani potrzeba wyjazdu, tylko to, że ktoś konsekwentnie podkopuje Pani decyzje, wywołuje poczucie winy i cofa Panią z prób zadbania o siebie. Jeśli to możliwe, być może warto ograniczyć rozmowy o przeprowadzce i planach z mamą- nie dlatego, że robi Pani coś złego, ale dlatego, że ma Pani prawo do ochrony siebie także przed jej wpływem.

 

Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,

Zuzanna Zbieralska, psycholożka

3 miesiące temu
Anna Kapelska

Anna Kapelska

Dzień dobry, 

 

To zrozumiałe, że reakcje mamy powodują Twoją złość. Po traumatycznych przeżyciach naruszenia Twoich granic, także cielesności, masz pełne prawo zadbać o swoje bezpieczeństwo i - jak piszesz- zacząć z czystą kartą. Być może Twoja mama nieświadomie projektuje na Ciebie swój lęk - sama izoluje się od ludzi, ale Ciebie nie chce 'wypuścić' w świat. Możesz sama podjąć decyzję i otwarcie powiedzieć, że prosisz o uszanowanie tego, co postanowisz - bez względu na to, czy będzie to zgodne z życzeniem mamy. 

Wzbudzanie poczucia winy poprzez słowa mamy zapewne jeszcze zwiększają Twoją złość, bo zamiast wsparcia otrzymujesz presję no zostanie w miejscu, którego nienawidzisz. Pamiętaj, to Twoje decyzje i wybory, a zadbanie o dobrostan jest w Twoim przypadku dowodem troski o siebie samą. Życzę trafnych decyzji, w zgodzie ze sobą.

Pozdrawiam serdecznie.

 

Anna Kapelska

Psycholog

3 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, brzmi jak brak wsparcia i naruszanie Pani granic w bardzo wrażliwym obszarze bezpieczeństwa. Pani reakcje – złość, potrzeba ochrony siebie, chęć zmiany miejsca – są zrozumiałe po doświadczeniach przemocy. Słowa mamy mogą nasilać lęk i poczucie winy, ale nie unieważniają Pani prawa do decydowania o swoim życiu i miejscu zamieszkania. To Pani doświadczenia są tu najważniejsze.

 

W tej sytuacji bardzo zasadne może być skorzystanie ze wsparcia psychologa lub terapeuty, który pomoże Pani bezpiecznie przepracować doznane krzywdy, uporządkować natrętne myśli oraz wzmocnić poczucie sprawczości i ochrony siebie. 

 

Profesjonalna pomoc może również wesprzeć Panią w stawianiu granic w relacji z mamą i podejmowaniu decyzji w zgodzie z własnymi potrzebami, bez nadmiernego poczucia winy.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

Doradca kariery, psycholog 

3 miesiące temu
Dagmara Łuczak

Dagmara Łuczak

Dzień dobry Pani. 
To, co Pani opisuje, jest realną krzywdą psychiczną i ma Pani pełne prawo czuć złość. Pani potrzeba wyprowadzki jest potrzebą ochrony siebie, a nie fanaberią. Doświadczyła Pani realnych zagrożeń i przemocy, więc chęć zmiany miejsca jest naturalną reakcją obronną. Słowa Pani mamy o tym, że nie wiadomo, czy gdzie indziej nie spotka Pani to samo, są raniące i nie wspierające. Takie komunikaty wzmacniają lęk i podważają poczucie sprawczości. To jest forma katastrofizacji i kontroli, a nie troski. Pani mama kieruje się własnym lękiem i własnymi potrzebami, a nie Pani bezpieczeństwem. Jej zachowanie jest niespójne i chaotyczne, bo raz obiecuje wsparcie, a potem je odbiera. To powoduje u Pani poczucie winy i dezorientację. To jest mechanizm manipulacyjny, nawet jeśli ona nie robi tego w pełni świadomie. Fakt, że mieszkanie zostało kupione przez rodziców, nie odbiera Pani prawa do decydowania o swoim życiu. To Pani ponosi konsekwencje życia w tym mieście, a nie oni. Pani doświadczenia w Warszawie są wystarczającym powodem do zmiany miejsca. Nie musi Pani nikogo przekonywać ani usprawiedliwiać się ze swojej decyzji. Praca jest w wielu miastach i Pani mama nie ma racji, mówiąc, że poza Warszawą nie da się żyć. Pani natrętne myśli są skutkiem długotrwałego podważania Pani ocen i granic. To nie jest Pani wina. Pani ma prawo zacząć od nowa i stworzyć sobie bezpieczne warunki. Ochrona siebie nie jest egoizmem. To jest zdrowa potrzeba. Warto teraz skupić się na własnym planie i stopniowo ograniczać wpływ Pani mamy na Pani decyzje. Jej emocje nie są Pani odpowiedzialnością. Pani życie jest Pani życiem.


Pozdrawiam, 

Dagmara Łuczak 

3 miesiące temu
Iga Uraz

Iga Uraz

Dzień dobry,

dziękuję, że tak szczerze Pani to opisuje. Z Pani wiadomości bardzo wyraźnie wyłania się nie tylko złość, ale też głęboki żal i poczucie osamotnienia. Bo obok realnych, trudnych doświadczeń, które Panią spotkały, pojawia się jeszcze coś bardzo bolesnego: brak wsparcia ze strony najbliższych osób, od których naturalnie się go oczekuje.

Można odnieść wrażenie, że w momentach, gdy najbardziej potrzebowała Pani zrozumienia, uznania swojej krzywdy i jasnego sygnału „masz prawo się chronić”, zamiast tego dostawała Pani komunikaty podważające Pani odczucia. To doświadczenie bycia niezrozumianą przez rodziców — jakby wierzyli, że mają lepszą perspektywę na Pani życie niż Pani sama — potrafi bardzo mocno zachwiać zaufaniem do własnych decyzji i intuicji.

To szczególnie trudne, bo Pani nie mówi o abstrakcyjnych obawach, tylko o konkretnych, przemocowych sytuacjach, które realnie naruszyły Pani poczucie bezpieczeństwa. W takiej sytuacji brak emocjonalnego wsparcia ze strony bliskich może być przeżywany niemal jak wtórne zranienie: „skoro oni tego nie widzą lub umniejszają, to może przesadzam?”. Nic dziwnego, że pojawia się w Pani chaos, natrętne myśli i wahanie między ochroną siebie a poczuciem winy.

Jednocześnie warto zauważyć, że to, iż rodzice prezentują swoją „lepszą perspektywę”, nie musi oznaczać, że jest ona bliższa Pani doświadczeniu. Często bywa tak, że rodzice patrzą przez pryzmat własnych lęków, wygody lub potrzeby kontroli, a nie przez to, co dzieje się w dorosłym dziecku. To może prowadzić do sytuacji, w której Pani potrzeba bezpieczeństwa zostaje zagłuszona cudzymi obawami i przekonaniami.

To bardzo zrozumiałe, że chce Pani zacząć z czystą kartką — nie tylko w nowym mieście, ale też z myślą, że Pani doświadczenia są ważne i mają znaczenie. Być może jednym z kluczowych kroków będzie stopniowe odzyskiwanie prawa do ufania sobie, nawet jeśli najbliżsi nie potrafią tego teraz w pełni zobaczyć.

To, że Pani szuka dla siebie bezpieczniejszego miejsca i życia bardziej w zgodzie ze sobą, nie jest buntem ani niewdzięcznością. Jest próbą zadbania o siebie po doświadczeniach, które były naprawdę trudne.

 

Serdecznie Panią pozdrawiam i życzę Pani dużo uważności i łagodności wobec siebie w tym procesie.

3 miesiące temu
Anna Wójcik

Anna Wójcik

Czytając to, mam wrażenie, że stoisz między dwoma bardzo silnymi rzeczami naraz: z jednej strony Twoją realną potrzebą poczucia bezpieczeństwa i zaczęcia gdzieś od nowa, a z drugiej ogromnym ciężarem poczucia winy i presji ze strony mamy.

I szczerze? Po tym, czego doświadczyłaś w Warszawie, potrzeba wyjazdu jest czymś zupełnie naturalnym.
To nie jest ucieczka ani „fanaberia”. To brzmi jak próba zadbania o siebie i swoje zdrowie psychiczne.

Kiedy ktoś przeżywa przemoc, stalking, naruszanie granic, to organizm zaczyna kojarzyć dane miejsce z zagrożeniem. Chęć zmiany otoczenia to często po prostu odruch ochronny.

Tym trudniejsze jest to, że zamiast wsparcia dostajesz podważanie, straszenie i zniechęcanie. Takie teksty jak „a skąd wiesz, że gdzie indziej nie będzie tak samo?” potrafią bardzo namieszać w głowie. Człowiek zaczyna wątpić w siebie, nawet jeśli intuicja krzyczy, że potrzebuje czegoś innego.

Czasem rodzice działają z lęku albo potrzeby kontroli, nazywając to „troską”. Ale to nadal nie oznacza, że masz rezygnować ze swoich granic, żeby ktoś czuł się spokojniej.

Masz prawo decydować o swoim życiu, masz prawo wybrać miejsce, w którym czujesz się bezpieczniej, masz prawo nie zgadzać się z mamą.

I ta złość, którą czujesz? Ona jest bardzo zrozumiała. Często pojawia się właśnie wtedy, gdy nasze granice są przekraczane.

Myślę, że rozmowa z psychologiem mogłaby Ci pomóc to wszystko poukładać — nie po to, żeby ktoś mówił Ci, co masz robić, ale żebyś mogła  spokojniej zaufać sobie, oddzielić swoje potrzeby od poczucia winy i podjąć decyzję, która naprawdę będzie Twoja.

Bo dbanie o siebie i swoje bezpieczeństwo to nie egoizm. To podstawowa troska o własne życie.

 

Pozdrawiam!

Anna Wójcik

2 miesiące temu

Zobacz podobne

Opiekuję się starszą matką, która jest toksyczna dla mnie. Krzyczy, chce uderzyć, nie daje spokoju. Jak mam się odnaleźć w tej sytuacji i nie zwariować?
Witam. Mam 44 lata, męża i syna. Pracuję jako nauczycielka w szkole średniej. Mieszkamy z moją matką, która była i jest wyrachowana, toksyczna. Ma 86 lat, sama absolutnie nie poradziłaby sobie w codziennej egzystencji. Ale zachowuje się tak jakby miała 2 twarze: raz do rany przyłóż (jak coś chce), innym razem (i to obecnie praktycznie jest 90% zachowania) krzyki, wyzwiska, wypominania tego, co niby ja zrobiłam w przeszłości (a nic takiego miejsca nie miało), wymachiwanie kulą, żeby uderzyć. Mam już tego wszystkiego dość, jestem jedynaczką i wszystko spoczywa na mnie. Żeby mieć spokój i nie zrobić jej krzywdy, muszę wyjść z parteru i iść do swojego małego pokoju na górze (a muszę przygotowywać się do pracy, gabinet na dole, a matka potrafi przyjść do biurka i się drzeć). Wystarczy, że rano zejdę czy zejdziemy na śniadanie, zaraz po "dzień dobry" zaczyna się seria złorzeczeń, nie ma znaczenia czy ktoś coś powiedział, czy nie odezwał się słowem. I bardzo często jest tak, że idziemy zjeść na górę, bo na dole się nie da. Inna opcja, jeśli muszę na dole coś zrobić, np. obiad, muszę założyć słuchawki i puścić głośna muzykę, żeby zagłuszyć jej krzyki i nie dać się sprowokować. Ja już jestem wrakiem psychicznym człowieka, nie potrafię zrozumieć, jak można tak podle traktować jedyną córkę, od której jest się zależnym? Praktycznie już rodzina do nas nie przyjeżdża, bo ma dość wypytywań i żali ze strony mojej matki, że wolą się nie pokazywać. Jej siostra czasem telefonicznie próbuje ją ochrzanić za to, co nam robi, ale to nic nie daje, bo moja matka jest święcie przekonana o swojej nieomylności i że to ona jest bardzo nieszczęśliwa, źle traktowana. Byłam już u lekarza rodzinnego, matka dostała leki wyciszające, ale one niestety nie pomagają. To tak w telegraficznym skrócie. I moje pytanie: co ja mogę zrobić, jak się zachować, żeby nie zgłupieć do końca albo nie zrobić krzywdy sobie, bądź matce?
Mąż ciągłe mnie poniża i mówi, że jestem beznadziejną matką i żoną. Mam myśli samobójcze - co mi jest?
Jestem gównem. Dosłownie... Mój mąż utwierdza mnie w tym przekonaniu codziennie, codziennie sugeruje mi, że powinnam się leczyć, że jestem beznadziejna matka i żona, że koło kobiety nawet nie stałam. Jestem świeżo po porodzie, cała ciążę przeplakalam, poród i pobyt w szpitalu też. Po wyjściu ze szpitala wcale nie było lepiej. Jestem też DDA, a mój mąż nadużywa alkoholu i wydaje mi się, że stąd u mnie te huśtawki emocjonalne. Czasami bywam szczęśliwa, ale to naprawdę mało kiedy... Zazwyczaj mam zły humor i wybucham z byle powodu. Tak naprawdę to sama nie wiem kim jestem. Gdy mąż pije i mnie poniża miewam myśli samobójcze... Co mi jest? Jak się nazywa ta dolegliwość?
Co zrobić, gdy mąż mnie nie wspiera?
Co mam zrobić gdy mąż nie rozmawia na tematy które mnie dręczą? Dlaczego boi się za mną stanąć i mnie wspierać? Dlaczego zawsze jest za rodzicami, którzy niszczą nam małżeństwo?
Czuję, że przekroczę swoją granicę ponownie jadąc na święta do rodziców, którzy tego oczekują. Zaprosiłam ich do mnie, jednak nie akceptują takiej zmiany.
Zanim przejdę do pytania, to może najpierw opiszę sytuację. Moi rodzice około 5 lat temu wyprowadzili się za granicę, aby polepszyć swoje warunki życiowe. Z racji tego, że byłam już wtedy pełnoletnia zostałam w Polsce i zamieszkałam ze swoim chłopakiem. Przez ten okres odwiedzaliśmy ich kilka razy w roku, w wakacje czy święta, ale w zeszłym roku uznaliśmy, że pora to zakończyć i uświadomić moich rodziców, że fajnie byłoby, gdyby oni też nas odwiedzali. Nie pojechaliśmy do nich na święta, ani na wakacje. Ich reakcja była mocno emocjonalna tzn. nie potrafili zrozumieć dlaczego nie chcemy do nich przyjechać. Tłumaczyłam, że ja też jestem już dorosła, mam swoje mieszkanie, do którego również mogą przyjechać, ale oni, a w zasadzie moja mama, całą winą obarczyła mnie i mojego partnera. W tym roku również nie chcemy do nich jechać, zaproponowałam, żeby to oni przyjechali do nas, że ja urządzę wigilię i spędzimy święta razem. W skrócie w odpowiedzi otrzymałam, że już rok temu nas nie było, że mój na pewno mój partner ich nie akceptuje i że się ,,nie pomieścimy”. Pomijam teksty typu ,,zobaczymy jak nas zabraknie” itp. W takiej sytuacji zastanawiam się czy rzeczywiście powinnam do nich pojechać, mimo tego, że nie chcę? Czy to złe, że chciałabym aby to oni odwiedzili mnie w te święta, a nie odwrotnie? Fajnie byłoby spędzić święta z rodziną, ale mam wrażenie, że jeżeli tam pojadę to przekroczę jakąś swoją granicę. Z góry dziękuję za odpowiedzi.
Brak chęci do życia, myśli rezygnacyjne i krytykująca mama – jak sobie poradzić?
Mam problem jestem wyczerpana psychicznie kompletnie zdemotywowana do życia jedyne czego chcę to po prostu usnąć i już się więcej nie obudzić jak próbuję myśleć co mogłoby sprawdzić mi przyjemność bądź radość to nic nie przychodzi mi do głowy jak myślę o jakiejś poprawie czy jakimś celu to nawet nawet tego nie chcę jedyne czego chcę to po prostu umrzeć i mieć święty spokój od wszystkich i wszystkiego mieszkam z mamą 74-letnią która w kółko mnie krytykuje ciągle narzeka ciągle oczernia nie mam kompletnie w niej wsparcia czuję że wysysa ze mnie życie .
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.