Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Silna emetofobia i IBS - brak skutecznej terapii i leczenia

Cierpię na silną emetofobię. Nie pomaga leczenie farmakologiczne ani psychoterapia. Z wiekiem jest coraz gorzej, nie doszliśmy z psychologiem do przyczyny, nie było również żadnego traumatycznego przeżycia z tym związanego. Dokucza mi również IBS, ciągłe biegunki, bóle brzucha. Każdy sygnał z brzucha traktuję jako potencjalne zagrożenie, że może dojść do nudności/wymiotów. Odbijam się od lekarza do lekarza i nikt do tej pory nie potrafił mi pomóc. Emetofobia jest na tyle silna, że gdy tylko poczuję nudności to wpadam w panikę, zaczynam płakać, dostaję drgawek i nie potrafię sobie znaleźć miejsca. Nie jestem w stanie wtedy przespać nocy, bo czuwam żeby nie zwymiotować. Unikam jedzenia na mieście, skupisk ludzi, miejsc publicznych aby tylko czegoś nie złapać. Techniki relaksacyjne nie przynoszą rezultatu. Jestem wykończona tym stanem i życiem w ciągłym napięciu, wyczerpały mi się pomysły jak mogłabym sobie pomóc. Bardzo proszę o jakąś poradę/słowo wsparcia. Z góry dziękuję.
Przemysław Matul

Przemysław Matul

Dzień dobry,

Czytam Pani opis i przede wszystkim chcę powiedzieć, że to, przez co Pani przechodzi, brzmi naprawdę wyczerpująco i że to nie jest tak, że nic się nie da. To, że dotychczasowe leczenie nie przyniosło efektu, częściej mówi coś o tym, jak było prowadzone, niż o tym, że Pani przypadek jest beznadziejny.
Kilka rzeczy zwróciło moją uwagę. Po pierwsze to, że Pani i poprzedni psycholog nie znaleźliście przyczyny ani traumy. To zupełnie normalne. Lęk przed wymiotami bardzo często nie ma żadnego konkretnego punktu zapalnego, a szukanie go na siłę potrafi zająć całą terapię i nic nie zmienić. Żeby sobie pomóc, nie trzeba wiedzieć, skąd to się wzięło trzeba popracować nad tym, co ten lęk teraz podtrzymuje. Po drugie, napisała Pani, że techniki relaksacyjne nie działają. To dla mnie ważny sygnał bo bardzo często stają się one kolejnym sposobem na zwalczanie mdłości, a nie na ich przetrwanie. A wtedy, paradoksalnie, podtrzymują problem zamiast go zmniejszać. I trzecia rzecz IBS i lęk to u Pani najprawdopodobniej jedno błędne koło, nie dwa osobne problemy. Każdy sygnał z brzucha nasila lęk, lęk oddziaływuje na jelita, a objawy potwierdzają zagrożenie. Jeśli ktoś leczył to osobno, schemat został nietknięty.
W terapii lęku przed wymiotami naprawdę dużo zależy od konkretnego podejścia zwłaszcza od tego, czy praca obejmuje odpowiednio prowadzoną ekspozycję. Warto, żeby przy kolejnej próbie leczenia dopytać terapeutę wprost, jak zamierza pracować z tym lękiem. To nie jest stan, z którym trzeba się pogodzić.
 

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Magdalena Ratajczyk

Magdalena Ratajczyk

Dzień dobry,

Życie w stanie ciągłego napięcia jest bardzo wyczerpujące i bardzo Pani współczuję trudnej sytuacji. A jednocześnie wiem, że lęk często jest informacją o tym, że coś w życiu nie działa. 

Unikanie tego, czego się boimy wzmacnia lęk, a co za tym idzie objawy. Dlatego ważne by było, by w terapii najpierw popracować nad sposobami radzenia sobie z emocjami, a następnie zacząć mierzyć się z lękiem. Nie wiem o jakich technikach relaksacyjnych Pani pisze, ani jak długo Pani pracowała nad poprawą, ale to na czym można się skupić, to m.in. uważność, akceptacja, praca z nerwem błędnym. Proszę pamiętać, że każda zmiana wymaga czasu i warto sobie ten czas dać. Efekty będą pojawiały się stopniowo i wymagały dużego zaangażowania. Zachęcam również, by poczytać o terapii strategicznej. Dla każdego działa coś trochę innego. Być może to będzie dobrym rozwiązaniem. 

Życzę wytrwałości oraz sukcesów w pracy nad sobą.

Pozdrawiam

1 miesiąc temu
Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry.

Bardzo Pani współczuję, bo emetofobia potrafi zawęzić życie do ciągłego skanowania ciała, jedzenia, ludzi, miejsc i każdego sygnału z brzucha. To nie jest „fanaberia” ani zwykłe obrzydzenie. Jeśli pojawia się panika, płacz, drgawki, czuwanie w nocy i unikanie jedzenia poza domem, to jest to realnie wyniszczające.

To, że nie było jednego traumatycznego wydarzenia, nie oznacza, że problem jest mniej prawdziwy. Nie każda fobia ma prostą przyczynę typu „coś się stało i od tego się zaczęło”. Czasem lęk rozwija się przez długotrwałe napięcie, wrażliwość na objawy z ciała, wcześniejsze doświadczenia chorowania, potrzebę kontroli albo przez sam mechanizm unikania.

 

Przy emetofobii bardzo ważne jest, jaka to była psychoterapia. Sama rozmowa o przyczynach może nie wystarczyć. Często potrzebna jest terapia celowana w lęk, unikanie i reakcje bezpieczeństwa, czyli praca krok po kroku z tym, czego Pani unika: sygnałami z brzucha, słowem i tematem wymiotów, jedzeniem poza domem, miejscami publicznymi, brakiem kontroli. Oczywiście nie na siłę i nie od razu „rzucenie na głęboką wodę”, tylko stopniowo i z terapeutą, który zna pracę z fobiami lub OCD.

 

Bardzo możliwe, że IBS i emetofobia wzajemnie się nakręcają. Brzuch daje sygnał, Pani mózg odczytuje go jako zagrożenie, pojawia się panika, panika nasila objawy z brzucha i koło się zamyka. Dlatego warto szukać pomocy równolegle: gastroenterologicznej i psychologiczno-psychiatrycznej. Nie dlatego, że „wszystko jest w głowie”, tylko dlatego, że jelita i lęk bardzo mocno na siebie wpływają.

 

Nie skupiałbym się wyłącznie na technikach relaksacyjnych, skoro Pani pisze, że one nie pomagają. Przy tak silnym lęku celem nie zawsze jest natychmiastowe uspokojenie, ale nauczenie się: „czuję nudności, boję się, ale nie muszę od razu uciekać, sprawdzać, czuwać, rezygnować z jedzenia czy izolować się”. To trudne, ale właśnie nad tym pracuje się w terapii fobii.

 

Warto poszukać specjalisty, który jasno napisze lub powie, że pracuje z fobiami, atakami paniki, OCD, ekspozycją albo emetofobią. Można też zapytać wprost: „Czy pracuje Pan/Pani z ekspozycją i ograniczaniem zachowań zabezpieczających?”. Jeśli nie, warto szukać dalej, bo przy takim problemie ogólna terapia wspierająca może być za mało konkretna.

 

Na teraz spróbowałbym nie zaczynać od wielkich celów typu „mam przestać się bać”. Lepiej od małych: jedna mniej kontrola objawów, jedna mniej rezygnacja, jeden posiłek w trochę mniej bezpiecznych warunkach, jedna noc bez ciągłego sprawdzania ciała, jeśli to możliwe. Małe kroki są tutaj bardziej realne niż obietnica, że od jutra lęk zniknie.

Jeśli pojawia się myśl, że nie da się tak dalej żyć, proszę nie zostawać z tym sama. Wtedy potrzebna jest pilna pomoc: bliska osoba, lekarz, psychiatra, SOR, 112 albo telefon wsparcia kryzysowego. Pani problem jest trudny, ale nie jest beznadziejny. Raczej wygląda na taki, który wymaga bardziej specjalistycznego i bardzo konkretnego leczenia niż dotychczas.

 

Serdeczności
Łukasz Dyłka

1 miesiąc temu
Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

w psychologii procesu często pracujemy właśnie z symptomami i z tym, co dzieje się w ciele. Nie traktujemy objawu wyłącznie jako czegoś, co trzeba wyciszyć albo usunąć, ale próbujemy zobaczyć, co się przez niego wyraża i dlaczego psychika tak mocno „trzyma się” właśnie tego doświadczenia.

I czasem nawet jeśli nie ma jednej konkretnej traumy czy wydarzenia, objaw nadal może mieć bardzo głębokie znaczenie. Może być związany z poczuciem kontroli, bezpieczeństwa, bezradności, trudnością „puszczenia” czegoś albo ogromną potrzebą przewidywalności.

W pracy procesowej próbujemy trochę podążać za tym symptomem – za tym, jak ciało reaguje, co się pojawia wokół nudności, paniki, napięcia. Jakie figury wewnętrzne się pojawiają. To jest praca z nieświadomością, z tym, co nie zawsze daje się od razu logicznie zrozumieć.

I bardzo często samo nadanie znaczenia temu (symptomowi),  zmienia sposób przeżywania objawu. Nie zawsze sprawia, że symptom nagle znika, ale pomaga inaczej na niego spojrzeć. Mniej jak na „wroga”, a bardziej jak na coś, co niesie jakąś ważną informację o wewnętrznym świecie człowieka.

Mam też poczucie, że po tylu latach walki z tym lękiem może być w Pani dużo złości, bezradności i zmęczenia samą sobą. I myślę, że bardzo ważne jest to, żeby nie traktować siebie jak „przypadku bez nadziei”, tylko osoby, której organizm od bardzo dawna próbuje sobie z czymś poradzić – tylko w bardzo bolesny sposób.

I być może właśnie teraz bardziej niż kolejnych metod „na opanowanie objawu” potrzebuje Pani miejsca, w którym ktoś pomoże spokojnie przyjrzeć się temu, co ten objaw właściwie robi w Pani życiu i czego próbuje chronić.

 

pozdrawiam,

Martyna Kaleta

1 miesiąc temu
Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,
Nic dziwnego, że funkcjonując w tak permanentnym stresie i lęku jest Pani tym wykończona. Przy emetofobii i IBS może tworzyć się błędne koło: lęk nasila objawy z brzucha, a objawy jeszcze bardziej zwiększają lęk i czujność na ciało. Brak jednej konkretnej traumy nie oznacza, że problem jest „mniej prawdziwy”. Układ nerwowy mógł nauczyć się reagować na nudności jak na zagrożenie. Skoro dotychczasowa terapia i leki nie pomagają może warto spróbować poszukać specjalisty pracującego stricte z fobiami i zaburzeniami lękowymi, np. w nurcie CBT z ekspozycją lub EMDR. Czasem potrzebna może być po prostu bardziej ukierunkowana forma terapii.
Pozdrawiam serdecznie,
Joanna Cichosz

1 miesiąc temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam,

 

Mam wrażenie, że jest Pani już bardziej zmęczona samym „pilnowaniem, żeby nie zwymiotować” niż nawet tym lękiem a to trochę tak, jakby organizm był cały czas na dyżurze i nigdy nie dostał informacji, że może przestać skanować zagrożenie. Paradoks emetofobii jest okrutny: im bardziej człowiek próbuje kontrolować ciało, tym bardziej ciało zaczyna straszyć objawami i to nie dlatego, że „wariuje”, tylko dlatego, że jest w permanentnym alarmie. Sądzę też, że skoro dotychczasowa pomoc nie działała, to nie musi znaczyć, że „nic już nie pomoże”. Czasem problemem jest nie brak motywacji, tylko to, że terapia była zbyt ogólna wobec bardzo konkretnego mechanizmu lęku.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka 

1 miesiąc temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.
Pani wyczerpanie jest w pełni zrozumiałe, ponieważ silna emetofobia w połączeniu z IBS tworzy biologiczne błędne koło, w którym dolegliwości jelitowe uruchamiają lękowy alarm w mózgu, a wynikająca z tego panika natychmiast nasila ból brzucha i mdłości. Brak konkretnej traumy w przeszłości nie oznacza, że Pani cierpienie jest bezpodstawne – emetofobia bardzo często rozwija się jako somatyczny wyraz potrzeby absolutnej kontroli nad ciałem i wysokiej wrażliwości układu nerwowego. Skoro dotychczasowe metody zawiodły, kluczem może być zmiana podejścia i podjęcie terapii poznawczo-behawioralnej, ukierunkowanej na ekspozycję lub terapii akceptacji i zaangażowania, które zamiast szukać przyczyn, uczą mózg tolerować dyskomfort bez wpadania w panikę. Równolegle konieczna jest pomoc nowoczesnego gastrologa lub psychogastroenterologa, który lekami celowanymi w oś jelitowo-mózgową wyciszy fizyczne objawy IBS, odciążając tym samym Pani psychikę. Proszę nie tracić nadziei – to nie jest sytuacja bez wyjścia, po prostu dotychczasowe leczenie nie uderzyło w samo sedno tego skomplikowanego mechanizmu, który da się okiełznać przy odpowiednim, zintegrowanym wsparciu.

Powodzenia

Bożena Nagórska

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

  Bardzo mi przykro, że przez to przechodzisz. To, co opisujesz, brzmi jak wyniszczające połączenie silnego lęku i ciągłej czujności na sygnały z ciała i ważne jest to, że nie „przesadzasz”, tylko naprawdę cierpisz.

Emetofobia bywa traktowana jak zwykły lęk przed wymiotami, ale u części osób staje się czymś znacznie większym całodobowym napięciem, unikaniem jedzenia poza domem, miejsc publicznych, snu i normalnego życia. W takich sytuacjach leczenie często wymaga bardzo precyzyjnego podejścia, a nie tylko ogólnych technik relaksacyjnych. W dostępnych źródłach podkreśla się, że najczęściej stosuje się psychoterapię poznawczo-behawioralną z psychoedukacją, czasem łączoną z lekami przeciwlękowymi, a przy IBS objawy lęku i stresu mogą nasilać dolegliwości jelitowe. W Twojej sytuacji warto myśleć nie o „radzeniu sobie z emocją”, tylko o rozbrojeniu całego mechanizmu alarmowego: brzuch - myśl „zaraz zwymiotuję” -  panika - jeszcze większe objawy z ciała. To błędne koło jest bardzo częste przy fobiach i IBS, a nasilony lęk potrafi realnie wzmacniać objawy jelitowe. Pomocne bywa szukanie terapeuty, który pracuje z fobiami specyficznymi i lękiem o zdrowie, a nie tylko „ogólnie z zaburzeniami lękowymi”; w praktyce czasem potrzebne są też elementy ekspozycji i bardzo stopniowego oswajania bodźców, ale prowadzonego ostrożnie i indywidualnie. Jeśli przy nudnościach wpadasz w panikę, drżysz, płaczesz i nie śpisz całą noc, to jest to poziom cierpienia, który zasługuje na ponowną, bardziej specjalistyczną ocenę psychiatryczną i psychoterapeutyczną, najlepiej u osoby mającej doświadczenie w fobiach specyficznych oraz zaburzeniach jelitowo-lękowych. Przy IBS warto równolegle mieć jednego, konkretnego gastroenterologa, żeby ograniczyć „skakanie” między lekarzami i ustalić spójny plan postępowania, bo przewlekła biegunka i ból brzucha same w sobie napędzają lęk. To nie znaczy, że „wszystko jest w głowie” i tylko że jelita i układ nerwowy wzajemnie się nakręcają.

Na moment nasilonych nudności i paniki spróbuj nie walczyć z objawem na siłę, tylko zredukować „akcję ratunkową” do minimum: usiąść, oprzeć stopy o podłogę, wypić małe łyki wody, mówić sobie krótko i powtarzalnie „to fala lęku, minie”, bez sprawdzania co sekundę, czy zaczynasz wymiotować. Jeśli nocą czuwasz, bo boisz się zasnąć, to warto mieć prosty plan kryzysowy ustalony z lekarzem albo terapeutą na kartce przy łóżku: co robię przez 10 minut, kogo mogę powiadomić, kiedy szukam pilnej pomocy. Sama obecność planu często obniża poczucie chaosu, nawet jeśli objawy nie znikają od razu. Chcę Ci powiedzieć bardzo jasno. To, że nie znalazłaś jeszcze skutecznej pomocy, nie znaczy, że problem jest „nieuleczalny” ani że jesteś beznadziejna. To raczej znak, że potrzebujesz bardziej wyspecjalizowanego, cierpliwego podejścia i prawdopodobnie leczenia dwóch rzeczy naraz: lęku oraz dolegliwości jelitowych. Jeśli czujesz, że nie dajesz już rady albo pojawiają się myśli, że nie chcesz dalej tak żyć, potraktuj to jako sygnał do pilnego kontaktu z pomocą doraźną lub z kimś bliskim jeszcze dziś.

1 miesiąc temu
Joanna Michałek

Joanna Michałek

Dzień dobry,

czy spotkała się pani z metodą Brainspotting?

Nie jest to "lekiem" na wszystko i dla wszystkich, ale przede wszystkim nie musimy dojść do tego od czego to jest, choć często się to zdarza, że klient dociera do wydarzenia od którego/po którym wszystko się zaczęło.

Brainspotting działa na ośrodkach podkorowych - pień mózgu, układ limbiczny. Są to miejsca w naszym mózgu gdzie jest wszystko zapisane a nie mamy do tego dostępu. Większość informacji jest przetwarzana, procesowana właśnie w ośrodkach podkorowych.

W ośrodkach podkorowych dzieją się szybkie procesy - 12 milionów bitów przetwarzanych informacji na sekundę. W korze nowej 50 bitów informacji na sekundę.

To co wiemy świadomie (kora nowa) przyszło oddolnie z ośrodków podkorowych.

W procesie metoda Brainspotting "wyciąga" zapisy z mózgu gadziego do kory nowej i zmienia ścieżki/zapisy neuronalne.

Mechanizmy działania Brainspotting bazują na naturalnych i wrodzonych procesach samoregulacji oraz zdolności mózgu do samoreorganizacji i samoleczenia.

 

Pozdrawiam i powodzenia!

1 miesiąc temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Okropnie boję się rodziców - ich opinii, zachowań, krzyków i wyzwisk. Żyję w wielkim lęku. Proszę o radę!
Cześć! Mam 25 lat i nadal boję się opinii rodziców, ich zachowania, a także, że nie jestem dla nich wystarczający. Od wielu lat żyłem w przekonaniu, że rodzina jest najważniejsza i powinienem stać za nich murem. Dlatego starałem się być dobrym synem. Natomiast od pewnego czasu gdy wystąpiła u mnie depresja (CHAD), moje aktualne życie zmieniło się o 180 stopni. Panicznie boję się rodziców. Mój ojciec jest wysoko postawionym urzędnikiem, przez to nie miał dla mnie dużo czasu, gdy byłem młodszy, natomiast matka jest nauczycielką, mam wrażenie że moja obecność ją drażni. Ciągłe krzyki i wyzwiska, czasem rękoczyny. Próbowałem rozmawiać, czy może nie spróbować osobnej lub wspólnej terapii. Ale zostałem wyśmiany. Nie wiem co zrobić, wyprowadzić się przez jakiś czas jeszcze nie mogę, a samo przebywanie z nimi napawa mnie obawą. Przez to nie potrafię już nawiązywać nowych znajomości, boję się ludzi, praktycznie nie mam znajomych a co dopiero przyjaciół. Więc moje pytanie brzmi, czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji, czy jest jakaś szansa na nagły zwrot akcji, czy po prostu czekać, aż się wyprowadzę?!
Od zawsze był o mnie zazdrosny, lecz od pewnego czasu jest coraz gorzej.
Mam problem z mężem, jesteśmy 25 lat po ślubie, bardzo się kochamy, mówmy sobie wszystko. Od zawsze był o mnie zazdrosny, lecz od pewnego czasu jest coraz gorzej, gdyż jest on zazdrosny o wszystko, co związane jest ze mną np. film, koleżanka, książka, muzyka itp.od miesiąca staramy się na własną rękę szukać informacji skąd te przypadłości. Mąż sam to dostrzegł, powiedział, że jest osobą toksyczną i ma pragnienie mnie kontrolować. Również wyznał, że gdy nie jesteśmy razem, nie potrafi pozbierać innych myśli, bo cały czas myśli o mnie. Są dni, w których jest ok, ale po nich przychodzi taki dzień, że jak się odpali, to kończy się to kłótnią, czepianiem się o wszystko, że słucham muzyki, że czytam książkę. Mam wrażenie, że jak coś robię bez niego, i tym się cieszę, np. rozmowa z kuzynką, słuchanie muzyki to on się wtedy dołuje. Kiedyś miał więcej pomysłów na życie np. chodzenie na siłownie, teraz nic mu się nie chce, najlepiej zamknąłby nas razem w domu i żebyśmy tylko patrzyli na siebie, wtedy najbardziej jest spokojny.
mam pytanie, jak poradzić sobie z potwornym lekiem wysokości?
Witam, mam pytanie, jak poradzić sobie z potwornym lekiem wysokości? Na codzień wydaje się ze nie ma się styczności z wysokosciami i nawet jak ktoś ma lęk to nie ma gdzie sie to ujawnic.... tylko że ja mam koszmarny lęk wysokości nawet na 1 piętrze. Mam za niedlugo przeprowadzić się do rodziców na 8 piętro i jakis czas dluzszy bede tam mieszkała...... Jestem przerażona tak skrajnymi wysokosciami. Dlatego jest to dla mnie już ogromny problem. Na drabine nie wejde, nie wyjrze na balkonie nawet najnizszym , a umyc okna nawet na parterze byłby problem. Ale mozna jakoś tego unikać... ale Wyprowadzki nie unikne na 8 piętro..... Nie spię już którąś noc przez to. Ta koszmarna sytuacja jest naprawde dobijajaca (sytuacji zyciowej nie mam ciezkiej tylko poprostu juz nie będe mieszkala z chłopakiem a rodzice wyprowadzili sie do wieżowca 3 lata temu, a ja u chłopaka mieszkam juz 5 lat....). Dlaczego moja mama zachciala takiego mieszkania ... jakbym mogla cofnac czas to bym wtedy przyjechala do nich i odwiodla od tego najglupszego pomyslu ..... Ja nawet odwiedzac ich sobie nie wyobrażałabym na tym 8 pietrze a co dopiero mieszkać. To co mi zostaje zerwac relacje z mama???? przez 8 piętro??? Jetem całkowicie załamana. Bardzo prosze o porade.
Uzależnienie emocjonalne od relacji z unikającym partnerem - jak odzyskać równowagę?
Dzień dobry. Od około półtora roku pozostawałam w bliskiej relacji z mężczyzną. Znamy się dłużej, z wyjazdu. Mieszkamy daleko od siebie. Pisaliśmy swego czasu intensywnie, jako dobrzy znajomi. On znalazł dziewczynę, zniknął, po czym wrócił, inicjując kontakt. Tamten związek się rozpadł. On przeprosił za zniknięcie, był bardzo obecny, dążył do spotkania, dużo flirtował, ja, na początku ostrożna, dałam się wciągnąć w to. W końcu spotkaliśmy się na kilka dni, po czym wróciłam do siebie. A kontakt pisemny osłabł, jednak on dalej nie miał nic przeciwko spotykaniu się, kiedy będzie okazja. Okazje były, inicjowane przeze mnie. On zawsze był wtedy bardzo czuły, pozwalam być blisko i zawsze też sam przychodził po czułości. Było to takie niewymuszone. Zawsze byłam bardzo ostrożna w stosunku do niego z powiedzeniem wprost, że się zakochałam, bo powiedział mi już na początku, że ma unikający styl przywiązania, bo gdy miał 6 lat zostawiła go matka. To był mój błąd, bo okazało się, że on już od jakiegoś czasu wiedział, że jednak nie widzi formalnego związku ze mną. Byłam zła, wyrzuciłam mu to, że skoro widział, że jednak z mojej strony w grę wchodzą uczucia, to nie przerwał tego mówiąc jasno, czego chce. I tak się spotykaliśmy dalej, był seks, były czułości, zachowywanie się jak para, również z jego strony. Bardzo to przeżywałam, a on chciał kontynuować znajomość. Dla niego może to pozostać takie, jak jest, czyli kumple z bonusem. Kiedy jednak powiedziałam, że skoro ja mam uczucia, a on nie, to taka relacja nie jest możliwa, powiedział, że nie musimy być fizycznie blisko, ale abym nie kończyła znajomości. Po tej rozmowie sam odezwał się pierwszy, było mu źle, chodził jak struty, wiedząc, ze mnie skrzywdził. Ja przyznam szczerze, że w dużej mierze opierałam się na wyobrażeniu tego, jak może być, ale widziałam, że nie dawał mi komfortu psychicznego. Nie mogę winić go za to, że uroiłam sobie w głowie pięknej miłości. Mieliśmy później jeszcze kilka wymian zdań, w ostatniej napisał, że boli go to, że to co pisałam było prawdą. Że wymyślił sobie symulację związku, nie licząc się z moimi uczuciami. Że zrozumie, jeśli to zakończę. Przyjęłam przeprosimy, jednak tak, jak już mu wcześniej powiedziałam, zostanę. Ale jeżeli on czuje, że lepsze, szczególnie dla mnie będzie zerwanie kontaktu, to niech to po prostu zrobi. No i tak zostaliśmy. Było dziwnie na początku, drętwo. Później rozmowa zaczęła się kleić i była naprawdę fajna. Umówiliśmy się na spotkanie, po którym właśnie jestem. Znów przeżywam huśtawkę. I nawet nie winię go za to, próbuję zrozumieć to, co dzieje się we mnie. To ciągle trzymanie się jego. Pewność, że nikt nie da mi już takiej ekscytacji i przyjemności. Że pomimo jego wad akceptuję go i chce tylko jego, i że nigdy do żadnego mężczyzny już nie poczuję TEGO. Zastanawiam się na ile był dla mnie oderwaniem od niełatwego życia, moim światełkiem. Czasem myślę, czy naprawdę coś do niego czuję (pierwszą odpowiedź w głowie to tak, kolejna to nie wiem), czy jednak jestem uzależniona och chemii, czyli dopaminy, która dawał mi gestami, wiadomościami. Bo potrafiłam chodzić struta, kiedy nie pisał i nabierać dobrego humoru, kiedy pisał. Najgorsze, że on mi się podoba w wielu aspektach i choć mam świadomość tego, że nie daje mi tego, czego potrzebuję, to dalej nie potrafię odpuścić. Samo myślenie o nim, o przytulaniu, czy całowaniu uruchamia w mózgu jakąs nagrodę i jest mi dobrze. W życiu tego nie mam. Dlatego rozumiem, czemu uciekam w te fantazje. Chyba jestem od tej relacji uzależniona, a myśl, że mogło by jej (i jego) nie być sprawia, że nie widzę sensu w życiu. Czy ktoś może spojrzeć na to z boku, proszę?
Dzień dobry, choruję od 7 lat na depresję i nerwicę.
Dzień dobry, choruję od 7 lat na depresję i nerwicę. Biorę leki i czasami wydaje się być dobrze, a za chwilę spada mi nastrój, wybuchy płaczu. Dlaczego tak się dzieje mimo brania leków.
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!