Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Smutek i pustka po przeprowadzce na wymarzony dom - jak sobie poradzić?

Dzień dobry, piszę bo już sobie nie radzę... Mam 44 lata, dwójkę dzieci i męża. Niedawno przeprowadziliśmy sie w nowe miejsce, nasz wymarzony dom. Od momentu przeprowadzki czuje smutek, nawet rozpacz. Nie jestem w stanie funkcjonować normalnie. Budzę się codziennie o 4 i nie jestem w stanie spać. Wcześniej mieszkaliśmy w domu z moimi rodzicami, mnie nie było źle, ale nowy dom to też była moja decyzja... mimo że mieszkamy blisko - 10 minut od rodzinnej miejscowości, ja czuję się jakbym przeprowadziła się na inną planetę. Mam wszędzie daleko, między pracą a zajęciami dzieci jestem w domu rodzinnym, bo nie ma sensu tu wracać. Tracę czas na ciągłe dojazdy, no i kwestia kredytu, który nam zjada jedną pensję. Mąż jest tutaj szczęśliwy, ja chciałabym wrócić na stare śmieci i żyć bez stresu. Przechodzimy straszny kryzys. Mówi mi, że to co czuje nie jest normalne, ze wszyscy sobie jakoś radzą... a ja czuję tak ogromną pustkę i samotność, że ryczę codziennie w aucie... czuje się więźniem tego domu. Moje życie zostało w rodzinnej miejscowości, dzieci tam chodzą do szkoły a ja pracuję. Tam są moi rodzice i znajomi. Za płotem chciałabym widzieć moich rodziców, a nie obcych ludzi. Czy to nienormalne? Wiem, że to moja decyzja, ale 5 lat temu nie myślałam o tym w ten sposób... Chcialabym wrócić, ale nie wiem czy jest to możliwe.... teraz czuję, że nie mam domu. Ani tutaj, ani w rodzinnej miejscowości. Sama się tak załatwiłam i nie mogę patrzeć na siebie w lustrze. Dziękuję za możliwość napisania tych słów.

User Forum

ONA

3 miesiące temu
Weronika Sowińska

Weronika Sowińska

Dzień dobry, 

rozumiem, że jest to dla Pani trudna sytuacja. 

Adaptacja do nowego miejsca i kryzys z tym związany jest czymś zrozumiałym, ale też trudnym. Przeprowadzka z rodzinnej miejscowości po wielu latach, to wielka zmiana, więc towarzyszące Pani uczucie zagubienia, przytłoczenia i pustki jest czymś, co często pojawia się w takiej sytuacji. To, że napisała Pani, o tym jest to dobry krok, proszę nie wymagać od siebie zbyt wiele oraz spróbować dać sobie jeszcze czas do adaptacji, niektóre osoby potrzebują więcej czasu. Myślę, że ważna jest też rozmowa z mężem, czy inną bliską osobą o swoich uczuciach. Może warto również, udać się na konsultację psychologiczną, w której będzie mogła Pani więcej opowiedzieć o swoim kryzysie oraz uczuciach, co może pomóc odzyskać poczucie bezpieczeństwa oraz równowagi w codziennym życiu. 

 

Pozdrawiam Serdecznie

Weronika Sowińska

Psycholog

mniej niż godzinę temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Paulina Konopko

Paulina Konopko

Dzień dobry, 

to naprawdę duża zmiana przeprowadzić się po tylu latach z własnej miejscowości rodzinnej. To ma prawo wywoływać trudne emocje, takie jak smutek, tęsknotę, poczucie pustki, lęk czy poczucie winy. To bardzo ważne że potrafi Pani o tym pisać, zauważyć to i nazwać.

Ważne teraz by miała Pani wsparcie w tym kryzysowym okresie. Kto teraz najlepiej Panią rozumie? Być może jest już taka osoba w Pani otoczeniu, a może warto byłoby umówić się na konsultację psychologiczną ze specjalistą.

Pisze Pani też o tym że trudno spojrzeć na siebie w lustro, o poczuciu winy i poczuciu odpowiedzialności za dokonaną decyzję. Podejmując decyzje, zawsze opieramy się na informacjach, które w danym momencie mamy. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich przyszłych emocji ani okoliczności, dlatego czasem pojawia się żal lub poczucie, że można było postąpić inaczej. Warto jednak pamiętać, że wtedy działaliśmy najlepiej, jak potrafiliśmy, z poziomu wiedzy i zasobów, które mieliśmy. to nie znaczy, że zrobiliśmy coś źle, tylko że dziś wiemy już więcej o sobie i swoich potrzebach. 

 

Pozdrawiam ciepło,

psycholog

Paulina Konopko

3 miesiące temu
Urszula Żachowska

Urszula Żachowska

Dzień dobry, 

 

to zrozumiałe, że zmiany mogą wywoływać kryzysy. 

Zastanawia się Pani nad tym, co się w Pani dzieje, czego by Pani chciała. 

W tym pomocna może być terapia, nawet pare spotkań by z jednej strony zaopiekować kryzys, zadpać o siebie, ale z drugiej, by zastanowić się o czym jest ta trudna adaptacja. Proces ten może pomóc w kontruowaniu decyzji. 

 

Pozdrawiam

Urszula Żachowska

3 miesiące temu
Adam Kolibski

Adam Kolibski

Dzień dobry,
Jak wspomniała wcześniej Pani Weronika Sowińska, zupełnie zrozumiałe są Pani emocje w tej sytuacji. Duża zmiana wymaga mnóstwa wysiłku, żeby się do niej przystosować. Przeżycie tych wszystkich emocji jest ważne. Sugeruję również rozmowę z mężem - sytuacja przecież powoduje, że - w Pani przekonaniu, przechodzą Państwo kryzys. Może dobrym pomysłem byłoby "przegadanie" też tematu na konsultacji psychologicznej. Spojrzenie na sprawę z innej perspektywy może dać Pani siłę do przystosowania do zmiany. 
Nowe miejsce zamieszkania, to nie nie tylko budynek z przestrzenią wokół, ale też zmieniający się tryb życia. Każdy z domowników w nowym miejscu "urządza się" jak umie, starając się znaleźć w nowej sytuacji. Pani dzieliła wcześniej czas z dalszą rodziną i sąsiadami, więc te relacje były i są zapewne dla Pani ważne. Można znaleźć dla nich przestrzeń i teraz, ale też istotne jest, że w nowym miejscu też mogą znaleźć się ludzie, którzy wniosą coś do Pani życia. Warto się temu przyjrzeć. Trzymam kciuki za znalezienie rozwiązania.
Pozdrawiam serdecznie
Adam Kolibski
psycholog

3 miesiące temu
Elza Grabińska

Elza Grabińska

Szanowna Pani,

słyszę, że przeżywa Pani pewnego rodzaju żałobę po tamtym miejscu. Dom, bliskość rodziców i styl życia były Pani znane i dawały poczucie bezpieczeństwa.Taka zmiana, nawet jeśli była planowana i wydawała się dobra, może wywołać smutek, poczucie straty i dezorientację. Czasami proces adaptacji do nowego miejsca często trwa dłużej, niż zakładamy. Szczególnie jeśli poprzednie otoczenie było emocjonalnie ważne.

Warto też przyjrzeć się, dlaczego właściwie to nowe miejsce wywołuje w Pani aż tak silne emocje. Wspomina Pani o dojazdach i codziennym zmęczeniu, ale z drugiej strony to tylko 10 minut drogi, więc być może chodzi o coś głębszego. Czasem takie doświadczenia dotykają nie tylko kwestii miejsca, ale też zmian w życiu, które symbolizuje przeprowadzka. Warto spróbować spokojnie się temu przyjrzeć, żeby lepiej zrozumieć, czego Pani tak naprawdę potrzebuje, by znowu poczuć się u siebie.

 

Wszystkiego dobrego, 

Elza Grabińska, psycholog.

3 miesiące temu
Kamila Błędek

Kamila Błędek

Dzień dobry,

 

Podpisuję się pod słowami Koleżanki z wcześniejszej odpowiedzi, pod kątem dawania sobie czasu na adaptację do nowej sytuacji. 

Często droga dojścia do celu pochłania całą uwagę - m.in. budowa, wykończenia wnętrz, sprawy finansowe, sprawy organizacyjne - dojazdy do pracy czy szkoły.

W każdej zmianie towarzyszą nam zyski i straty, i dobrze by zrobić miejsce na te dwie perspektywy. I właśnie oprócz docenienia zysków, którym jest ten wymarzony dom, o którym Pani pisze, być może zabrakło zaopiekowania tych 'strat' - zmiany miejsca zamieszkania, dawnych przyzwyczajeń czy bliskości pozostałych członków rodziny. 

Byc może to jest teraz ten moment by opłakać te straty, by dać miejsce na to co nowe. Proszę zastanowić się czego Pani obecnie potrzebuje, co mogłoby pomóc Pani by poczuła się w tym nowym miejscu, jak 'w domu' ? 

Proszę też spróbować porozmawiać z mężem czy innymi bliskimi osobami, że może obecnie potrzebuje Pani więcej wsparcia, że ma Pani obecnie takie myśli związane z przeprowadzka. Jedni potrzebują więcej, a inni mniej czasu na przystosowanie się do nowej sytuacji - i jest to całkowicie normalne. Przeprowadzka to duża zmiana. 

 

Jeśli mimo podjętych prób radzenia sobie, nie zauważy Pani poprawy - proszę nie czekać i skorzystać z konsultacji psychologicznych. Zdrowie psychicznie jest tak samo ważne jak inne specjalizacje, dlatego warto podejmować odpowiednie kroki wcześniej niż pozwolić by stan uległ pogorszeniu. 

 

 

3 miesiące temu
Aleksandra Hryhorczak

Aleksandra Hryhorczak

Kryzys w Pani wypadku może być czymś powszechnym. Czasami nie spodziewamy się, że podjęte przez nas samych decyzje będą miały dodatkowe konsekwencje i to jest w porządku. Myślę, że jest Pani bardzo ciężko z tą sytuacją. Czy ma Pani wsparcie w Pani bliskich, którzy będą w stanie po prostu wysłuchać bez oceniania? Każdy ma prawo do własnej reakcji na zmiany. Widać u Pani dużo napięcia, smutku, stresu.

 

Proszę też spojrzeć na to, że nie zostawiła Pani na 100% swojej starej miejscowosci, bo w dalszym ciagu tam Pani pracuje i Pani dzieci chodzą tam do szkoly. Warto się zastanowić, co tak naprawdę wywołuje tyle napięcia. Problemy finansowe? Oczekiwania w stosunku do męża? 

 

Jeśli nie ma Pani wsparcia albo mimo tego wsparcia Pani złe samopoczucie będzie się utrzymywało powyżej 6 miesięcy lub się pogarszało (szczególnie pojawienie się myśli samobójczych), koniecznie proszę zasięgnąć poradu specjalistów, psychologa I psychiatry.

3 miesiące temu
Gizela Maria Rutkowska

Gizela Maria Rutkowska

Witam Panią uprzejmie.

Z uwagą przeczytałam Pani wiadomość. Sądzę, że warto byloby spokojnie zastanowić się, w czym tkwi Pani problem. On wcale nie jest związany z domem. to problem zrozumienia pojęcia "zmiany". Zmiany są wszechobecne w naszym życiu, to one nas rozwijają, dają poczucie wejścia w nowy, ciekawy, a jak też widać, czasem trudny okres. Stają się zamknięciem pewnego rozdziału i rozpoczęciem nowego, tak jakby czytała Pani książkę. I , jeśli spojrzymy razem na to , jak na trudny, lecz niezykle ciekawy nowy rozdział, to zmieni się Pani perspektywa spostrzegania obecnej rzeczywistości. Co będzie jutro? Kim są nowi sąsiedzi? Co w tej miejscowości warte jest żeby zajrzeć tam? jakiś sklepik, park? Ten stres nie musi wcale być rujunujący. On może przerodzić się w pasję poznawania, a tym samym rozwoju własnego i akceptacji siebie w nowym otoczeniu. Ja poszłabym tą drogą . Zapraszam. 

Dr Gizela Rutkowska

psycholog, terapeuta

3 miesiące temu
Monika Figat

Monika Figat

Dziękuję za podzielenie się Pani przemyśleniami. Zmiana miejsca zamieszkania, nawet jeśli była wyczekiwana, to ogromne wyzwanie emocjonalne – szczególnie gdy wiąże się z utratą codziennego kontaktu z bliskimi, zmianą rutyny i poczuciem bezpieczeństwa. 

 

W nurcie Terapii Akceptacji i Zaangażowania (ACT) podkreślamy, że trudne emocje – smutek, żal, poczucie pustki czy samotności – są normalną reakcją na stratę i zmianę. To nie jest oznaka słabości ani „nienormalności”, lecz wyraz tego, jak ważne są dla Pani relacje, bliskość i poczucie zakorzenienia.

 

W ACT zachęcamy, by przyjąć te emocje z łagodnością, zamiast z nimi walczyć – one są informacją o tym, co dla Pani ważne. Warto przyjrzeć się, jakie wartości stoją za tymi uczuciami (np. rodzina, bezpieczeństwo, więzi) i zastanowić się, jak – nawet w nowej sytuacji – można je realizować, choćby w małych krokach. Być może pomocne będzie też otwarte porozmawianie z mężem o swoich potrzebach i trudnościach, a także poszukanie wsparcia u bliskich lub specjalisty.

 

Proszę pamiętać, że choć teraz wydaje się to bardzo trudne i nie widać wyjścia, to można tę sytuację przepracować i odnaleźć na nowo poczucie domu oraz spokoju.

 

Serdeczności i powodzenia

Monika Figat, Psycholog [Warszawa i on-line] 

3 miesiące temu
Maria Sobol

Maria Sobol

Pani słowa są bardzo poruszające. To, co Pani opisuje, brzmi jak ogromny smutek i poczucie utraty swojego miejsca, mimo że przecież „wszystko powinno być dobrze”. W nowym domu miało być spokojniej, lepiej, a tymczasem zamiast radości pojawiła się pustka i tęsknota. To naturalne — człowiek potrzebuje zakorzenienia, znajomych twarzy, zapachu znanych ulic, codziennych rytuałów. Przeprowadzka, nawet do wymarzonego miejsca, potrafi obudzić w nas poczucie wyobcowania i żalu za tym, co znane.

Nie ma w tym nic nienormalnego. Raczej jest to sygnał, że ważna część Pani życia została tam, gdzie czuła się Pani bezpiecznie.  Coś się skończyło, ale emocje nie miały jeszcze przestrzeni, żeby wybrzmieć. Dobrze, że Pani to czuje i o tym mówi, bo to pierwszy krok do odzyskania równowagi.

Warto dać sobie trochę czasu, pozwolić na te emocje, zamiast próbować je uciszać. Może też pomóc rozmowa z terapeutą — kogoś, kto pomoże Pani lepiej zrozumieć, co dokładnie kryje się pod tym poczuciem pustki i jak znaleźć w nowym miejscu kawałek „domu” dla siebie.

Proszę nie oceniać siebie tak surowo. To nie jest porażka, tylko ludzka reakcja na zmianę, która okazała się trudniejsza, niż się wydawało.

 

Z wyrazami szacunku, 

Maria Sobol 

psychoterapeutka integracyjna 

 

3 miesiące temu
Paweł Zamojć

Paweł Zamojć

Dzień dobry, 

 

z Pani opisu wynika, że przeżywa Pani silny kryzys adaptacyjny po przeprowadzce do nowego domu, mimo że decyzja była świadoma i przemyślana. To naturalne, że zmiana miejsca zamieszkania może wywołać smutek, poczucie straty, samotność, frustrację czy przytłoczenie. 

 

W Pani sytuacji trudność adaptacji może być wzmacniana przez dojazdy, codzienne obowiązki, zobowiązania finansowe oraz fakt, że dotychczasowe życie rodzinne i społeczne było blisko Pani rodziców i znajomych. Te wszystkie elementy mogą sprawiać, że obecne miejsce wydaje się obce, a codzienność – męcząca i przytłaczająca.

 

Ważne jest, że potrafi Pani zauważyć swoje emocje i je nazwać – to już bardzo duży krok w kierunku radzenia sobie z kryzysem. Warto przyjrzeć się temu, jakie aspekty nowego miejsca powodują dyskomfort, a które mogłyby dawać poczucie komfortu czy satysfakcji. Pomocne może być zauważenie nawet drobnych elementów dnia, które dają poczucie bezpieczeństwa lub przyjemności – mogą to być chwile spędzone z dziećmi, codzienne rytuały, drobne aktywności w okolicy, które pozwalają „oswoić” nowe miejsce.

 

Równocześnie warto dać sobie czas na przeżycie żalu i straty po starym miejscu. To nie oznacza błędu w decyzji – po prostu emocje potrzebują czasu, aby zaakceptować nową sytuację. Wsparcie bliskich osób, szczere rozmowy z mężem i możliwość opowiedzenia o swoich emocjach mogą pomóc złagodzić poczucie izolacji i pustki.

 

Jeżeli trudne emocje będą się utrzymywać lub nasilać, warto skonsultować się z psychologiem. Nawet kilka spotkań pozwala lepiej zrozumieć źródła napięcia, opracować strategie radzenia sobie i odzyskać poczucie bezpieczeństwa w nowym miejscu.

 

Z życzliwością 

Paweł Zamojć

3 miesiące temu
Rafał Setla

Rafał Setla

Proszę pamiętać, że to, co Pani czuje, nie jest niczym nienormalnym. Zmiana miejsca zamieszkania, zwłaszcza po wielu latach życia w znanym otoczeniu, blisko rodziny i przyjaciół, potrafi być jednym z trudniejszych doświadczeń w życiu.  Może warto spróbować teraz skupić się na tym, co w nowym miejscu może dawać, choć odrobinę radości. Czasem są to drobne rzeczy – widok z okna, ogród, cisza, nowa przestrzeń tylko dla Was. To nie oznacza, że poprzednie miejsce przestaje być ważne – można mieć w sercu oba. Spróbuj też porozmawiać o tym szczerze z mężem, ale nie „w przelocie” między obowiązkami. Może wybierzcie się na spacer, tak żebyście byli tylko we dwoje, spokojnie. Opowiedz mu o swoich emocjach ,  nie po to, by się oskarżać, tylko by się zrozumieć. Czasem samo to, że ktoś bliski wysłucha bez oceniania, daje dużą ulgę. To bardzo ludzkie, że czujesz pustkę i tęsknotę ,  to część procesu adaptacji. Czasem potrzeba miesięcy, by poczuć się „u siebie”. Nie obwiniaj się za to. To, że teraz jest Ci trudno, nie znaczy, że podjęłaś złą decyzję ,  może po prostu potrzebujesz czasu, wsparcia i czułości wobec siebie. Porozmawiaj też z bliskimi, rodzicami, przyjaciółmi. Może mogą częściej Was odwiedzać, a Ty siebie nie karz za te uczucia. Wiele osób przechodzących przez podobne zmiany czuje to samo , zagubienie, tęsknotę, smutek. Jeśli czujesz, że emocje Cię przytłaczają i trudno Ci się z nich podnieść, warto też pomyśleć o rozmowie z psychologiem. To nie oznaka słabości,  raczej troski o siebie i swoją rodzinę. Z czasem być może odnajdziesz tu kawałek swojego nowego domu,  takiego, w którym znów będzie trochę spokoju i radości.

2 miesiące temu
dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Czy z nerwicy można wyjść?
Rozstanie po ciężkim związku… Miłość, gdzie myślałem, że na całe życie.

Rozstanie po ciężkim związku… Miłość, gdzie myślałem, że na całe życie. Ja i ona, 40-latkowie po rozwodach, z dziećmi. Ja mam córeczkę 7 lat. Ona dwóch chłopców, 12 i 9 lat. Ja bardzo dobrze dogaduję się z byłą partnerką w sprawie dziecka. Ona nie dogaduje się wcale z ojcem chłopców. Ciągle sobie dogryzają, nie rozmawiają ze sobą, ciągle się wyzywają i ciągle chce jeden od drugiego pieniędzy. Ona zdradziła męża (z szefem, u którego dalej pracuje), była z nim 1,5 roku, po czym ją zostawił. Chciała wrócić do męża. Przeżyła to bardzo, zarówno rozwód (straciła mieszkanie na rzecz męża), została z niczym, wynajmuje mieszkanie, samochód i telefon służbowy. Kochanek ją zostawił i także to mocno przeżyła. Po dwóch latach samej poznała mnie. Ja własne mieszkanie, samochód, praca, praca z dziećmi. Uwielbiam dzieciaki. Pierwsze 7 miesięcy super, spotkania, kiedy mieliśmy czas, wówczas nakładały się nam weekendy z dziećmi. Potem poznaliśmy swoje dzieciaki i wówczas zrobiło się poważnie. Super święta, czas po świętach aż do czerwca, gdzie zabrałem ją na wakacje. Po wakacjach rozmowa o kupnie domu. Ja nie mogę sprzedać mieszkania ani wynająć, bo mam córeczkę blisko szkoły, plus była partnerka jest w dokumentach mieszkania. Do siebie mamy odległość ok. 30 km. Ona oddała mężowi mieszkanie, jest w kredycie tego mieszkania, plus opieka naprzemienna dzieciaków. Nie stać jej na duży kredyt. Wówczas po tej rozmowie pierwszy raz słyszę „brak chemii”, nic z tego nie będzie. Porozmawialiśmy na ten temat, że warto walczyć, i od września razem zamieszkaliśmy. Koniec listopada i koniec związku. Znowu „brak chemii”, nie mogę dać Ci miłości takiej, co Ty mi dajesz, nie umiem tak kochać, bo kiedyś zostałam zraniona i nie jestem w stanie się mocniej zaangażować. Warto tutaj dodać sytuację z jej dziećmi. Kiedy mieliśmy wspólne weekendy, raz dzieci, a raz wspólny wolny czas, wówczas było fajnie. Ten rok już taki nie był i już problem, bo nie ma wolnego czasu dla siebie. Ja lubię spędzać czas z jej dziećmi, ona z moją córką też, ale nie ostatnie tygodnie. Co do dzieci: jej chłopcy są dla niej straszni. Przeklinają, biją się ciągle, popychają ją, słyszałem, jak starszy powiedział do niej „suko”. Nie sprzątają po sobie, rozwalają ubrania, nie chcą się kąpać, myć zębów. Starszy uzależniony od telefonu, zabrać mu telefon – to się wścieka. Ona nie ma czasu dla nich, aby przeleciał tydzień i koniec. Widać, że nie wychowuje dzieci, a je chowa. Relacja między matką a dzieckiem jest słaba. Ja złapałem super relację z młodszym. Spędzał ze mną dużo czasu, wspólne chwile, wyjazdy, dużo się przytulał, widział we mnie oparcie. Ona, ładna, wysportowana, pasja – siłownia, lubi dobrze wyglądać (botoks w twarz co jakiś czas, zrobione piersi kilka lat temu), widać, że ma na swoim punkcie manię, aby dobrze wyglądać. Markowe ciuchy, perfumy, dużo zakupów… Dba o dzieci w ten sam sposób, ale materialnie; jeżeli chodzi o wychowanie, to jest problem. Nie mają szacunku do matki. Rozstaliśmy się w zgodzie. Ona ciągle powtarzała, że nie ma chemii, zaangażowania. Ciągle ja dawałem z siebie wszystko, a ona prawie nic. Relacja z jej szefem bardziej otwarta. Uważam, że ciągle coś do niego czuje i ma nadzieję, że będą znowu razem. On ma dzieci i partnerkę. Ona zawdzięcza mu pracę i stanowisko, ale chyba zapomniała, że on ją skrzywdził, ale dalej w to brnie… Dawałem miłość, zaangażowanie, bezpieczeństwo, opiekę nad dziećmi, a dostałem kopa w tyłek, bo brakuje chemii… która, uważam, przeniosła na szefa, który nie tak dawno ją skrzywdził… Czemu tak to wygląda, dobra materialne są ważniejsze od miłości… Mam mega ciężki okres, od paru dni mało śpię, mało jem. Ciągle o niej myślę i na odchodne mówiłem, że zawsze jej pomogę i cokolwiek się wydarzy – ja będę… W każdej chwili jestem w stanie, jeżeli coś się stanie, nawet w środku nocy jechać do niej…

Jak załagodzić konflikt w związku z decyzjami rodziców o nierównym podziale majątku?
Witam, jestem w długoletnim związku. Mieszkam u swojego partnera. Rodzicie w tym czasie postąpili o tyle źle, że zamiast mi zapewnić jakiś start, wybudowali dom dla siostry, a ja kiedyś mam mieć dom po nich. A dlatego podjęli taką decyzję bo ja nie umiałam podjąć decyzji o zakupie mieszkania, długo z tym zwlekałam, bo myślałam że z partnerem coś razem może kupimy, ale z nim nie było rozmowy nie mogłam się dogadać bo mi On znów kazał z rodzicami sobie ustalać. Mój partner jest o to zły, uważa że to wstyd wobec Jego rodziny. Że moi rodzice skorzystali sytuację że jestem u niego i zrobili ze swoimi pieniędzmi to co chcieli. Facet truje mi głowę że rodzice mi nic nie dali, że jak można tak potraktować córki nie równo, a do tego wstyd że ktoś się dorabia na tym że mieszkam u Niego. Chciałabym jakoś załagodzić sytuację, ale on ciągle do tego wraca i mówi mi abym ja sobie wyjaśniała z rodzicami czemu tak zrobili i taktują mnie gorzej. Ja już z rodzicami na ten temat rozmawiałam i wyjaśniłam sytuację, ale do mojego faceta to nie dociera. Czy dobrym pomysłem jest abym ja z partnerem i rodzicami porozmawiała na ten temat, żeby wyjaśnili czemu tak postąpili? Mam wrażenie że taka rozmowa by oczyściła sytuację i albo będzie dobrze albo doporowadzi do rozstania. Chciałabym żeby to w jakąś stronę się rozwiązało.
Bardzo się boję, nie mam motywacji ani siły na nic, dopada mnie mgła mózgowa. Chcę coś robić, ale to jest silniejsze ode mnie.
Witam, co jest ze mną nie tak, co mi dolega? Nie mam za grosz motywacji, nie mogę nic zacząć nawet, gdy się jakimś cudem zabiorę do czegoś, to się w ułamku sekundy rozpraszam i myślę o innych zajęciach. Tak, że nie mogę zacząć zadania, o ile w ogóle uda mi się zmotywować, często siedzę po prostu i się patrzę w ściany, nie chcę się ruszać i bardzo się boję, często serce mi wali i strasznie się boję nawet nie wiem czego. Gdy przytrafi mi się nawet jakaś drobna porażka, od razu popadam w obłęd, dopada mnie mgła mózgowa i do końca dnia nic nie mogę zrobić, jestem jakby nieczynny i do tego ten ucisk w klatce piersiowej. Nie umiem się zrelaksować, jestem praktycznie cały czas w chronicznym stresie, byle błahostka potrafi mnie unieruchomić na cały dzień, nie wiem co mi jest, ale strasznie cierpię - byłem ambitny, miałem plany, chciałbym je realizować, ale naprawdę nie mogę - to jest dużo silniejsze ode mnie. Co mi jest? Jak to leczyć? I czy w ogóle da się?
Trudność w szkole z nauczycielem. Nie pasuję do świata przez autyzm. Czy nauczanie online byłoby ok? Co mam poradzić?
Witam. Jestem uczennicą 3 klasy informatycznej i mam już 17 lat. Już wiele w życiu mnie spotkało i mimo leczenia psychiatrycznego i terapii czuje, że z każdym kolejnym nieprzyjemnym wydarzeniem spadam z powrotem na dół na gorszy stan, gdzie trudniej można mnie wyciągnąć. Zdiagnozowano mi spektrum autyzmu i osobowość borderline. Jestem osobą bardzo przewrażliwioną i skłonną na wszelkie impulsy, choć rok temu było z tym o wiele gorzej (miałam częstsze epizody maniakalne, gdzie byłam wręcz nieznośna). Najpierw zakończył się toksyczny związek z facetem kilka miesięcy temu (prawdopodobnie miał zaburzenie osobowości o rysie antyspołecznym i mitoman). Niedawno co się zaczął rok szkolny, a już zdążyłam mieć załamanie nerwowe, chodzi o nauczyciela, który z powrotem ma mnie uczyć. W 1 klasie informatycznej bardzo mnie zdołował, rzucał niepotrzebnymi komentarzami w moją stronę, bo nie należałam i nie należę wciąż do uzdolnionych uczniów, raczej mam wolne tempo nauki. To nie jest typ nauczyciela, który ma zamiar wstawiać jedynki każdemu, lecz upatrzy w każdej klasie tylko jedną ofiarę, aby ją dołować do końca edukacji i trafiło się akurat na mnie (bo w końcu dziewczyna jeszcze wtedy niezdiagnozowana). Jego opinie są bardzo mieszane, ponieważ się dzielą na tych, którzy mówią, że on bardzo dobrze przygotowuje do egzaminów zawodowych, a następni mówią, że to nauczyciel nie do zniesienia, dobijający. 1 klasę przeżyłam, lecz jakim kosztem. Musiałam dodatkowo zaliczać poprawkę w sierpniu ,bo oczywiście z jego przedmiotu nie zdałam. Nawet nie raczył mnie pochwalić kiedy z 1 wskoczyłam na 5. Jedyne jego zdanie brzmiało ''niech ci będzie'', natomiast drugi nauczyciel (bo było dwóch nauczycieli w tej sali) mnie bardzo pochwalił, że go pozytywnie zaskoczyłam. 2 klasa totalny spokój, w końcu on mnie nie uczył a ku zdziwieniu rodziców przedmioty, które on mnie uczył nagle zdawałam bez problemu, może nie bardzo idealnie, ale oceny typu 3 i 4 a czasem i 5 się pojawiały. Teraz 3 klasa i już zdążyłam mieć myśli samobójcze, myśli o samookaleczaniu się, ponieważ ten nauczyciel wrócił. Moja mama postanowiła, że nie zostawi tak sprawy, bo wie jak bardzo wielką traumę psychiczną mi ten nauczyciel spowodował. Sprawa poszła do dyrekcji i wychowawca najpierw z nim porozmawiał. Wystarczyło tylko kiedy on mnie zaczepił następnego dnia i powiedzieć ''dlaczego kłamiesz?'' Ja mu opisałam jak się czułam, że mnie pan stresował itp itd a on na to ''przestań wymyślać głupoty, masz się tylko uczyć jak każdy inny, rozumiesz?'' następnie wybiegłam płaczem i od razu zadzwoniłam do mamy o zabranie mnie do domu, potem mama zadzwoniła do wychowawcy a wychowawca przekazał sytuacje wicedyrektorowi. Wicedyrektor postanowił, że tak tej sprawy nie zostawi a skoro się nawet nie odezwał do niego a już taka reakcja, to on mnie przepisze do swojej klasy (też informatycznej) tam, gdzie nie mają z nim godzin. Ucieszyłam się jak nigdy, że nie zostałam z tym sama. Chce przypomnieć, że wicedyrektor (mój obecny wychowawca) i ten były wychowawca wiedzą, że mam spektrum autyzmu, mam wszystkie papiery (orzeczenie itd) nawet za niedługo będzie spotkanie o zrobieniu dla mnie IPET'u, czyli będą ustalać jakiś mój plan pod względem moich potrzeb, trudności, więc nie jest tak że ściemniam, tylko serio tak jest a są na to papiery. Następnego dnia się jednak dowiedziałam (od jednego z nowej klasy), że my mamy mieć 2 godziny z tym nauczycielem. Myślałam, że mu się coś pomieszało, ale spojrzałam na plan i...miał racje. Od razu poprosiłam mamę, żeby porozmawiała z wicedyrektorem (moim obecnym wychowawcą) o tym. On powiedział, że nie da rady go całkowicie zlikwidować z tego planu, ponieważ są też ci którzy go chwalą (za to że dobrze przygotowuje do egzaminów) i powiedział, że jak na razie widzi 2 opcje: albo idę na nauczanie online na ten rok szkolny, a następnie na kolejny rok szkolny wracam i już będzie tak plan ustalony, że z tym panem nie będę mieć, albo jakoś przeboleć ten rok. Moja psycholog się dowiedziała o tym i jej zdanie jest takie, że nauczanie online mnie zaszkodzi, bo się wycofam społecznie, ale decyzja należy do nas i to od nas zależy i przede wszystkim ode mnie co chce zrobić. Moja mama i ja jesteśmy zdaniem, że jeśli faktycznie nie będzie innego wyjścia (bo wicedyrektor powiedział, że jeszcze spróbuje coś wymyślić) to dla mojego spokoju, żebym się nie stresowała (bo naprawdę, na myśl o tym nauczycielu a co dopiero, że ma mnie uczyć, zaczynam bardzo płakać i ciężko mnie uspokoić) pójdę na nauczanie online na rok szkolny. Jest mi bardzo źle i boję się, że będę zmuszona mieć z nim styczność, a ja tego nie chce. Jestem coraz słabsza psychicznie i nie dam rady udźwignąć tego stresu, nawet tych 2 godzin...Czuje się bezradna i obwiniam się, że mam ten autyzm i borderline. Gdyby nie to, to moje życie byłoby łatwiejsze, bo wychodzi na to, że otaczający mnie świat jest dla mnie męczący, ja do niego nie pasuje.
dysleksja

Dysleksja - przyczyny, objawy, diagnostyka i wsparcie

Dysleksja to zaburzenie wpływające na czytanie i pisanie, ale nie na inteligencję. Jeśli Ty lub ktoś bliski ma trudności w nauce, warto poznać objawy dysleksji, jej przyczyny i metody wsparcia. Odpowiednia pomoc może znacząco poprawić jakość życia i nauki.