
- Strona główna
- Forum
- kryzysy
- Smutek i pustka po...
Smutek i pustka po przeprowadzce na wymarzony dom - jak sobie poradzić?
Dzień dobry, piszę bo już sobie nie radzę... Mam 44 lata, dwójkę dzieci i męża. Niedawno przeprowadziliśmy sie w nowe miejsce, nasz wymarzony dom. Od momentu przeprowadzki czuje smutek, nawet rozpacz. Nie jestem w stanie funkcjonować normalnie. Budzę się codziennie o 4 i nie jestem w stanie spać. Wcześniej mieszkaliśmy w domu z moimi rodzicami, mnie nie było źle, ale nowy dom to też była moja decyzja... mimo że mieszkamy blisko - 10 minut od rodzinnej miejscowości, ja czuję się jakbym przeprowadziła się na inną planetę. Mam wszędzie daleko, między pracą a zajęciami dzieci jestem w domu rodzinnym, bo nie ma sensu tu wracać. Tracę czas na ciągłe dojazdy, no i kwestia kredytu, który nam zjada jedną pensję. Mąż jest tutaj szczęśliwy, ja chciałabym wrócić na stare śmieci i żyć bez stresu. Przechodzimy straszny kryzys. Mówi mi, że to co czuje nie jest normalne, ze wszyscy sobie jakoś radzą... a ja czuję tak ogromną pustkę i samotność, że ryczę codziennie w aucie... czuje się więźniem tego domu. Moje życie zostało w rodzinnej miejscowości, dzieci tam chodzą do szkoły a ja pracuję. Tam są moi rodzice i znajomi. Za płotem chciałabym widzieć moich rodziców, a nie obcych ludzi. Czy to nienormalne? Wiem, że to moja decyzja, ale 5 lat temu nie myślałam o tym w ten sposób... Chcialabym wrócić, ale nie wiem czy jest to możliwe.... teraz czuję, że nie mam domu. Ani tutaj, ani w rodzinnej miejscowości. Sama się tak załatwiłam i nie mogę patrzeć na siebie w lustrze. Dziękuję za możliwość napisania tych słów.
ONA
Weronika Sowińska
Dzień dobry,
rozumiem, że jest to dla Pani trudna sytuacja.
Adaptacja do nowego miejsca i kryzys z tym związany jest czymś zrozumiałym, ale też trudnym. Przeprowadzka z rodzinnej miejscowości po wielu latach, to wielka zmiana, więc towarzyszące Pani uczucie zagubienia, przytłoczenia i pustki jest czymś, co często pojawia się w takiej sytuacji. To, że napisała Pani, o tym jest to dobry krok, proszę nie wymagać od siebie zbyt wiele oraz spróbować dać sobie jeszcze czas do adaptacji, niektóre osoby potrzebują więcej czasu. Myślę, że ważna jest też rozmowa z mężem, czy inną bliską osobą o swoich uczuciach. Może warto również, udać się na konsultację psychologiczną, w której będzie mogła Pani więcej opowiedzieć o swoim kryzysie oraz uczuciach, co może pomóc odzyskać poczucie bezpieczeństwa oraz równowagi w codziennym życiu.
Pozdrawiam Serdecznie
Weronika Sowińska
Psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Paulina Konopko
Dzień dobry,
to naprawdę duża zmiana przeprowadzić się po tylu latach z własnej miejscowości rodzinnej. To ma prawo wywoływać trudne emocje, takie jak smutek, tęsknotę, poczucie pustki, lęk czy poczucie winy. To bardzo ważne że potrafi Pani o tym pisać, zauważyć to i nazwać.
Ważne teraz by miała Pani wsparcie w tym kryzysowym okresie. Kto teraz najlepiej Panią rozumie? Być może jest już taka osoba w Pani otoczeniu, a może warto byłoby umówić się na konsultację psychologiczną ze specjalistą.
Pisze Pani też o tym że trudno spojrzeć na siebie w lustro, o poczuciu winy i poczuciu odpowiedzialności za dokonaną decyzję. Podejmując decyzje, zawsze opieramy się na informacjach, które w danym momencie mamy. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich przyszłych emocji ani okoliczności, dlatego czasem pojawia się żal lub poczucie, że można było postąpić inaczej. Warto jednak pamiętać, że wtedy działaliśmy najlepiej, jak potrafiliśmy, z poziomu wiedzy i zasobów, które mieliśmy. to nie znaczy, że zrobiliśmy coś źle, tylko że dziś wiemy już więcej o sobie i swoich potrzebach.
Pozdrawiam ciepło,
psycholog
Paulina Konopko
Urszula Żachowska
Dzień dobry,
to zrozumiałe, że zmiany mogą wywoływać kryzysy.
Zastanawia się Pani nad tym, co się w Pani dzieje, czego by Pani chciała.
W tym pomocna może być terapia, nawet pare spotkań by z jednej strony zaopiekować kryzys, zadpać o siebie, ale z drugiej, by zastanowić się o czym jest ta trudna adaptacja. Proces ten może pomóc w kontruowaniu decyzji.
Pozdrawiam
Urszula Żachowska
Adam Kolibski
Dzień dobry,
Jak wspomniała wcześniej Pani Weronika Sowińska, zupełnie zrozumiałe są Pani emocje w tej sytuacji. Duża zmiana wymaga mnóstwa wysiłku, żeby się do niej przystosować. Przeżycie tych wszystkich emocji jest ważne. Sugeruję również rozmowę z mężem - sytuacja przecież powoduje, że - w Pani przekonaniu, przechodzą Państwo kryzys. Może dobrym pomysłem byłoby "przegadanie" też tematu na konsultacji psychologicznej. Spojrzenie na sprawę z innej perspektywy może dać Pani siłę do przystosowania do zmiany.
Nowe miejsce zamieszkania, to nie nie tylko budynek z przestrzenią wokół, ale też zmieniający się tryb życia. Każdy z domowników w nowym miejscu "urządza się" jak umie, starając się znaleźć w nowej sytuacji. Pani dzieliła wcześniej czas z dalszą rodziną i sąsiadami, więc te relacje były i są zapewne dla Pani ważne. Można znaleźć dla nich przestrzeń i teraz, ale też istotne jest, że w nowym miejscu też mogą znaleźć się ludzie, którzy wniosą coś do Pani życia. Warto się temu przyjrzeć. Trzymam kciuki za znalezienie rozwiązania.
Pozdrawiam serdecznie
Adam Kolibski
psycholog
Elza Grabińska
Szanowna Pani,
słyszę, że przeżywa Pani pewnego rodzaju żałobę po tamtym miejscu. Dom, bliskość rodziców i styl życia były Pani znane i dawały poczucie bezpieczeństwa.Taka zmiana, nawet jeśli była planowana i wydawała się dobra, może wywołać smutek, poczucie straty i dezorientację. Czasami proces adaptacji do nowego miejsca często trwa dłużej, niż zakładamy. Szczególnie jeśli poprzednie otoczenie było emocjonalnie ważne.
Warto też przyjrzeć się, dlaczego właściwie to nowe miejsce wywołuje w Pani aż tak silne emocje. Wspomina Pani o dojazdach i codziennym zmęczeniu, ale z drugiej strony to tylko 10 minut drogi, więc być może chodzi o coś głębszego. Czasem takie doświadczenia dotykają nie tylko kwestii miejsca, ale też zmian w życiu, które symbolizuje przeprowadzka. Warto spróbować spokojnie się temu przyjrzeć, żeby lepiej zrozumieć, czego Pani tak naprawdę potrzebuje, by znowu poczuć się u siebie.
Wszystkiego dobrego,
Elza Grabińska, psycholog.
Kamila Błędek
Dzień dobry,
Podpisuję się pod słowami Koleżanki z wcześniejszej odpowiedzi, pod kątem dawania sobie czasu na adaptację do nowej sytuacji.
Często droga dojścia do celu pochłania całą uwagę - m.in. budowa, wykończenia wnętrz, sprawy finansowe, sprawy organizacyjne - dojazdy do pracy czy szkoły.
W każdej zmianie towarzyszą nam zyski i straty, i dobrze by zrobić miejsce na te dwie perspektywy. I właśnie oprócz docenienia zysków, którym jest ten wymarzony dom, o którym Pani pisze, być może zabrakło zaopiekowania tych 'strat' - zmiany miejsca zamieszkania, dawnych przyzwyczajeń czy bliskości pozostałych członków rodziny.
Byc może to jest teraz ten moment by opłakać te straty, by dać miejsce na to co nowe. Proszę zastanowić się czego Pani obecnie potrzebuje, co mogłoby pomóc Pani by poczuła się w tym nowym miejscu, jak 'w domu' ?
Proszę też spróbować porozmawiać z mężem czy innymi bliskimi osobami, że może obecnie potrzebuje Pani więcej wsparcia, że ma Pani obecnie takie myśli związane z przeprowadzka. Jedni potrzebują więcej, a inni mniej czasu na przystosowanie się do nowej sytuacji - i jest to całkowicie normalne. Przeprowadzka to duża zmiana.
Jeśli mimo podjętych prób radzenia sobie, nie zauważy Pani poprawy - proszę nie czekać i skorzystać z konsultacji psychologicznych. Zdrowie psychicznie jest tak samo ważne jak inne specjalizacje, dlatego warto podejmować odpowiednie kroki wcześniej niż pozwolić by stan uległ pogorszeniu.
Aleksandra Hryhorczak
Kryzys w Pani wypadku może być czymś powszechnym. Czasami nie spodziewamy się, że podjęte przez nas samych decyzje będą miały dodatkowe konsekwencje i to jest w porządku. Myślę, że jest Pani bardzo ciężko z tą sytuacją. Czy ma Pani wsparcie w Pani bliskich, którzy będą w stanie po prostu wysłuchać bez oceniania? Każdy ma prawo do własnej reakcji na zmiany. Widać u Pani dużo napięcia, smutku, stresu.
Proszę też spojrzeć na to, że nie zostawiła Pani na 100% swojej starej miejscowosci, bo w dalszym ciagu tam Pani pracuje i Pani dzieci chodzą tam do szkoly. Warto się zastanowić, co tak naprawdę wywołuje tyle napięcia. Problemy finansowe? Oczekiwania w stosunku do męża?
Jeśli nie ma Pani wsparcia albo mimo tego wsparcia Pani złe samopoczucie będzie się utrzymywało powyżej 6 miesięcy lub się pogarszało (szczególnie pojawienie się myśli samobójczych), koniecznie proszę zasięgnąć poradu specjalistów, psychologa I psychiatry.
Gizela Maria Rutkowska
Witam Panią uprzejmie.
Z uwagą przeczytałam Pani wiadomość. Sądzę, że warto byloby spokojnie zastanowić się, w czym tkwi Pani problem. On wcale nie jest związany z domem. to problem zrozumienia pojęcia "zmiany". Zmiany są wszechobecne w naszym życiu, to one nas rozwijają, dają poczucie wejścia w nowy, ciekawy, a jak też widać, czasem trudny okres. Stają się zamknięciem pewnego rozdziału i rozpoczęciem nowego, tak jakby czytała Pani książkę. I , jeśli spojrzymy razem na to , jak na trudny, lecz niezykle ciekawy nowy rozdział, to zmieni się Pani perspektywa spostrzegania obecnej rzeczywistości. Co będzie jutro? Kim są nowi sąsiedzi? Co w tej miejscowości warte jest żeby zajrzeć tam? jakiś sklepik, park? Ten stres nie musi wcale być rujunujący. On może przerodzić się w pasję poznawania, a tym samym rozwoju własnego i akceptacji siebie w nowym otoczeniu. Ja poszłabym tą drogą . Zapraszam.
Dr Gizela Rutkowska
psycholog, terapeuta
Monika Figat
Dziękuję za podzielenie się Pani przemyśleniami. Zmiana miejsca zamieszkania, nawet jeśli była wyczekiwana, to ogromne wyzwanie emocjonalne – szczególnie gdy wiąże się z utratą codziennego kontaktu z bliskimi, zmianą rutyny i poczuciem bezpieczeństwa.
W nurcie Terapii Akceptacji i Zaangażowania (ACT) podkreślamy, że trudne emocje – smutek, żal, poczucie pustki czy samotności – są normalną reakcją na stratę i zmianę. To nie jest oznaka słabości ani „nienormalności”, lecz wyraz tego, jak ważne są dla Pani relacje, bliskość i poczucie zakorzenienia.
W ACT zachęcamy, by przyjąć te emocje z łagodnością, zamiast z nimi walczyć – one są informacją o tym, co dla Pani ważne. Warto przyjrzeć się, jakie wartości stoją za tymi uczuciami (np. rodzina, bezpieczeństwo, więzi) i zastanowić się, jak – nawet w nowej sytuacji – można je realizować, choćby w małych krokach. Być może pomocne będzie też otwarte porozmawianie z mężem o swoich potrzebach i trudnościach, a także poszukanie wsparcia u bliskich lub specjalisty.
Proszę pamiętać, że choć teraz wydaje się to bardzo trudne i nie widać wyjścia, to można tę sytuację przepracować i odnaleźć na nowo poczucie domu oraz spokoju.
Serdeczności i powodzenia
Monika Figat, Psycholog [Warszawa i on-line]
Maria Sobol
Pani słowa są bardzo poruszające. To, co Pani opisuje, brzmi jak ogromny smutek i poczucie utraty swojego miejsca, mimo że przecież „wszystko powinno być dobrze”. W nowym domu miało być spokojniej, lepiej, a tymczasem zamiast radości pojawiła się pustka i tęsknota. To naturalne — człowiek potrzebuje zakorzenienia, znajomych twarzy, zapachu znanych ulic, codziennych rytuałów. Przeprowadzka, nawet do wymarzonego miejsca, potrafi obudzić w nas poczucie wyobcowania i żalu za tym, co znane.
Nie ma w tym nic nienormalnego. Raczej jest to sygnał, że ważna część Pani życia została tam, gdzie czuła się Pani bezpiecznie. Coś się skończyło, ale emocje nie miały jeszcze przestrzeni, żeby wybrzmieć. Dobrze, że Pani to czuje i o tym mówi, bo to pierwszy krok do odzyskania równowagi.
Warto dać sobie trochę czasu, pozwolić na te emocje, zamiast próbować je uciszać. Może też pomóc rozmowa z terapeutą — kogoś, kto pomoże Pani lepiej zrozumieć, co dokładnie kryje się pod tym poczuciem pustki i jak znaleźć w nowym miejscu kawałek „domu” dla siebie.
Proszę nie oceniać siebie tak surowo. To nie jest porażka, tylko ludzka reakcja na zmianę, która okazała się trudniejsza, niż się wydawało.
Z wyrazami szacunku,
Maria Sobol
psychoterapeutka integracyjna
Paweł Zamojć
Dzień dobry,
z Pani opisu wynika, że przeżywa Pani silny kryzys adaptacyjny po przeprowadzce do nowego domu, mimo że decyzja była świadoma i przemyślana. To naturalne, że zmiana miejsca zamieszkania może wywołać smutek, poczucie straty, samotność, frustrację czy przytłoczenie.
W Pani sytuacji trudność adaptacji może być wzmacniana przez dojazdy, codzienne obowiązki, zobowiązania finansowe oraz fakt, że dotychczasowe życie rodzinne i społeczne było blisko Pani rodziców i znajomych. Te wszystkie elementy mogą sprawiać, że obecne miejsce wydaje się obce, a codzienność – męcząca i przytłaczająca.
Ważne jest, że potrafi Pani zauważyć swoje emocje i je nazwać – to już bardzo duży krok w kierunku radzenia sobie z kryzysem. Warto przyjrzeć się temu, jakie aspekty nowego miejsca powodują dyskomfort, a które mogłyby dawać poczucie komfortu czy satysfakcji. Pomocne może być zauważenie nawet drobnych elementów dnia, które dają poczucie bezpieczeństwa lub przyjemności – mogą to być chwile spędzone z dziećmi, codzienne rytuały, drobne aktywności w okolicy, które pozwalają „oswoić” nowe miejsce.
Równocześnie warto dać sobie czas na przeżycie żalu i straty po starym miejscu. To nie oznacza błędu w decyzji – po prostu emocje potrzebują czasu, aby zaakceptować nową sytuację. Wsparcie bliskich osób, szczere rozmowy z mężem i możliwość opowiedzenia o swoich emocjach mogą pomóc złagodzić poczucie izolacji i pustki.
Jeżeli trudne emocje będą się utrzymywać lub nasilać, warto skonsultować się z psychologiem. Nawet kilka spotkań pozwala lepiej zrozumieć źródła napięcia, opracować strategie radzenia sobie i odzyskać poczucie bezpieczeństwa w nowym miejscu.
Z życzliwością
Paweł Zamojć
Rafał Setla
Proszę pamiętać, że to, co Pani czuje, nie jest niczym nienormalnym. Zmiana miejsca zamieszkania, zwłaszcza po wielu latach życia w znanym otoczeniu, blisko rodziny i przyjaciół, potrafi być jednym z trudniejszych doświadczeń w życiu. Może warto spróbować teraz skupić się na tym, co w nowym miejscu może dawać, choć odrobinę radości. Czasem są to drobne rzeczy – widok z okna, ogród, cisza, nowa przestrzeń tylko dla Was. To nie oznacza, że poprzednie miejsce przestaje być ważne – można mieć w sercu oba. Spróbuj też porozmawiać o tym szczerze z mężem, ale nie „w przelocie” między obowiązkami. Może wybierzcie się na spacer, tak żebyście byli tylko we dwoje, spokojnie. Opowiedz mu o swoich emocjach , nie po to, by się oskarżać, tylko by się zrozumieć. Czasem samo to, że ktoś bliski wysłucha bez oceniania, daje dużą ulgę. To bardzo ludzkie, że czujesz pustkę i tęsknotę , to część procesu adaptacji. Czasem potrzeba miesięcy, by poczuć się „u siebie”. Nie obwiniaj się za to. To, że teraz jest Ci trudno, nie znaczy, że podjęłaś złą decyzję , może po prostu potrzebujesz czasu, wsparcia i czułości wobec siebie. Porozmawiaj też z bliskimi, rodzicami, przyjaciółmi. Może mogą częściej Was odwiedzać, a Ty siebie nie karz za te uczucia. Wiele osób przechodzących przez podobne zmiany czuje to samo , zagubienie, tęsknotę, smutek. Jeśli czujesz, że emocje Cię przytłaczają i trudno Ci się z nich podnieść, warto też pomyśleć o rozmowie z psychologiem. To nie oznaka słabości, raczej troski o siebie i swoją rodzinę. Z czasem być może odnajdziesz tu kawałek swojego nowego domu, takiego, w którym znów będzie trochę spokoju i radości.

Zobacz podobne
Nie wiem, jak mam dozować zapewnienie sobie bezpieczeństwa z ambicjami - wyższymi celami. Często spotykają mnie niepowodzenia i wychodzi na znacznie gorzej, niż się początkowo spodziewałam. Chciałam wyprowadzić się za granicę, mieć pracę, uczyłam się obcego języka (angielski już bardzo dobrze znam) Wyszło na to, że nie tylko nie udał się ten plan, ale nawet w Polsce nie mogę znaleźć pracy.
Tak więc muszę znacząco obniżyć oczekiwania co do życia i boli mnie to niezmiernie. Skąd mam wiedzieć, kiedy będę mogła myśleć o "czymś lepszym"? Boję się, że wtedy zostanę z niczym, albo co gorsza, z długami. Zauroczyłam się w mężczyźnie, który zniknął jak duch, tego też się nie spodziewałam. Przeraża mnie to, jak bardzo uzależniona jestem i wszyscy jesteśmy od drugiego człowieka. Jak niewolnicy.
Ktoś musi nas przyjąć do pracy. Zadzwonić do nas. Nie zwolnić nas. Odezwać się do nas. Wybrać nas. Zarówno w kontaktach prywatnych, zawodowych itp. Na co dzień ciężko mi jest, bo nigdy nie wiem, co w danej chwili powinnam robić, dokąd pojechać, ile czasu poświęcić na to, a na tamto. Jest tyle niewiadomych, że strasznie mnie to przytłacza.
Nieraz spędziłam godziny przed komputerem, wysyłając oferty pracy i nic z tego nie wyszło. Z kolei jak wychodzę z domu, to sama nie wiem, dokąd iść dosłownie i w przenośni, nawet nie wiem, o czym myśleć, na czym się skupić, skoro wszystko wychodzi na opak. Chyba niedługo oszaleję.
Witam serdecznie. Mam 38 lat mój partner 57. Od jakiegoś czasu zauważyłam u siebie w emocjach, że kiedy partner mnie przytuli od czasu do czasu, tak od razu doprowadza mnie to do łez. Nie wiem, czym jest to spowodowane. Fakt przytulań jest między nami coraz mniej, z początku było ich znacznie więcej. Czasem w ogóle jest oziębły. Mieliśmy nie tak dawno temu sytuację, że przyłapałam go na tym, że miał założone konto randkowe na jednym z portali randkowych, co zachwiało mocno zaufaniem do niego, później doszło do tego faworyzowanie jego znajomej w naszej obecności i porównywanie mnie do niej, kłamstwa, na których co jakiś czas muszę go przyłapać, kupowanie prezerwatyw za moimi plecami, których w ogóle nie używamy. Sprawy intymne w ogóle nie istnieją. Jeśli do czegoś dochodzi to albo jest to raz na półtora miesiąca, albo w ogóle, a nawet jeśli to jest, to bardzo mechaniczne. Wieczory spędzamy, leżąc obok siebie, ale bez przytulanek. Dawniej potrafił podejść, przytulic sam od siebie teraz, jeśli ja sama osobiście się do niego nie przytulę, on nic, jakby był lodem skuty. Tak jak napisałam wcześniej, jeśli zdarzy mu się przytulić mnie, tak sam z siebie tak ja od razu reaguje płaczem, którego nie widzi, gdyż płacze w ukryciu. Chciałam się spytać, z czego to może wynikać. Czy to może być reakcja na brak bliskości z jego strony i akceptacji mojej osoby? . Bardzo proszę o odpowiedź. Pozdrawiam serdecznie
Witam. Mam myśli samobójcze.
Dzień dobry, Jestem z mężem od 18 lat w tym 15 lat po ślubie. Mamy trójkę dzieci. Zawsze byliśmy uważani za świetną parę i nam było ze sobą dobrze. Mój mąż był moim najlepszym przyjacielem. Kilka lat temu zaczęło się między nami psuć. Byłam z dziećmi w domu, mąż pracował. On był wiecznie niezadowolony, bo w pracy miał dużo obowiązków, ja byłam zmęczona ciągłą opieką nad dziećmi i brakiem pomocy (Mąż ciągle był w pracy, a dziadkowie z różnych przyczyn odmawiali pomocy). Zaczęliśmy się kłócić. Zarzucał mi brak wsparcia, ja jemu nieobecność. Poszedł na zwolnienie lekarskie, żeby mu udowodnić, że go wspieram, napisałam mu wypowiedzenie. Zostaliśmy bez pracy i środków do życia. W międzyczasie pojawił się konflikt z moimi rodzicami. Mój tato jest trudnym człowiekiem i lubi mieć nad wszystkim kontrolę. Niepotrzebnie weszliśmy z nim w układ, pomógł nam spłacać kredyt, robił nam meble do domu, a w zamian za to oczekiwała pełnej swobody i wtrącał się w nasze życie. Na tym polu też było wiele kłótni. W końcu mój mąż zwolnił się z pracy i zaczął mówić o przeprowadzce do swoich rodziców. Miałam duże wątpliwości. Snuliśmy wcześniej marzenia, że na starość przeprowadzimy się tam i zbudujemy mały domek. Na początku co jakiś czas pojawiał się temat możliwej przeprowadzki. Że odetniemy się od moich rodziców, że będą większe możliwości, że będziemy mieć chociaż jednych dziadków na miejscu. W końcu i na tym punkcie pojawiły się kłótnie. Mój mąż był zdecydowany, ja miałam wątpliwości. W końcu uległam i wyprowadziliśmy się. Przekonała mnie bliskość dziadków i to, że będziemy mieć swój wymarzony dom. Minęło 3 lata. Mieszkamy w starym domu po dziadkach mojego męża. Początkowo bez łazienki bez ogrzewania. Przez ten czas mój mąż nadal nie pracuje i tylko obiecuje, że zrobi remont, że tym się zajmie czy tamtym. Wróciłam do pracy, żeby było z czego żyć i żeby on będąc w domu, mógł zająć się budową domu i ogarnięciem naszego obecnego lokum. Nic się nie dzieje. Ustalamy coś jednego dnia, na drugi dzień wracam z pracy i tylko słyszę, że dzieci mu nie dały zrobić, że pogoda była nie taka, albo że musiał zająć się czymś innym. Rozumiem, że może się coś wydarzyć, co uniemożliwia realizację planów, ale codziennie? Wiem, że ja też nie jestem łatwym do życia człowiekiem. Czasami myślę sobie, że jestem toksyczna. Wydaje mi się też, że żeby było dobrze, obie strony muszą chcieć. Mój mąż się tłumaczy brakiem motywacji, kiepska kondycja psychiczna. Ale nie szuka nigdzie pomocy. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Mam wrażenie, że nie mam innego wyjścia. Albo zaakceptować, albo odejść. Nie umiem już z nim rozmawiać. Ale też pamiętam, jak nam kiedyś było dobrze razem i pamiętam to, że w każdej sytuacji kiedyś mogłam na nim polegać. Szkoda mi dzieci, szkoda mi tych wspólnych lat. Z drugiej strony jestem już tak zmęczona tą ciągłą walką. Poczuciem, że wszystko jest na mojej głowie, a zamiast trójkę dzieci i wsparcia męża mam czwórkę dzieci i zero wsparcia. Może ja to wszystko źle odbieram i tak naprawdę to ja robię coś złego i przez to jest, jak jest. Co mogę zrobić? Jak to wszystko naprawić? Czasu nie cofnę, błędów nie cofnę. Jest w nas tyle żalu i tyle frustracji. Jak się tego pozbyć jak odzyskać chęć życia i radość?

Dysleksja - przyczyny, objawy, diagnostyka i wsparcie
Dysleksja to zaburzenie wpływające na czytanie i pisanie, ale nie na inteligencję. Jeśli Ty lub ktoś bliski ma trudności w nauce, warto poznać objawy dysleksji, jej przyczyny i metody wsparcia. Odpowiednia pomoc może znacząco poprawić jakość życia i nauki.
