Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Smutek i pustka po przeprowadzce na wymarzony dom - jak sobie poradzić?

Dzień dobry, piszę bo już sobie nie radzę... Mam 44 lata, dwójkę dzieci i męża. Niedawno przeprowadziliśmy sie w nowe miejsce, nasz wymarzony dom. Od momentu przeprowadzki czuje smutek, nawet rozpacz. Nie jestem w stanie funkcjonować normalnie. Budzę się codziennie o 4 i nie jestem w stanie spać. Wcześniej mieszkaliśmy w domu z moimi rodzicami, mnie nie było źle, ale nowy dom to też była moja decyzja... mimo że mieszkamy blisko - 10 minut od rodzinnej miejscowości, ja czuję się jakbym przeprowadziła się na inną planetę. Mam wszędzie daleko, między pracą a zajęciami dzieci jestem w domu rodzinnym, bo nie ma sensu tu wracać. Tracę czas na ciągłe dojazdy, no i kwestia kredytu, który nam zjada jedną pensję. Mąż jest tutaj szczęśliwy, ja chciałabym wrócić na stare śmieci i żyć bez stresu. Przechodzimy straszny kryzys. Mówi mi, że to co czuje nie jest normalne, ze wszyscy sobie jakoś radzą... a ja czuję tak ogromną pustkę i samotność, że ryczę codziennie w aucie... czuje się więźniem tego domu. Moje życie zostało w rodzinnej miejscowości, dzieci tam chodzą do szkoły a ja pracuję. Tam są moi rodzice i znajomi. Za płotem chciałabym widzieć moich rodziców, a nie obcych ludzi. Czy to nienormalne? Wiem, że to moja decyzja, ale 5 lat temu nie myślałam o tym w ten sposób... Chcialabym wrócić, ale nie wiem czy jest to możliwe.... teraz czuję, że nie mam domu. Ani tutaj, ani w rodzinnej miejscowości. Sama się tak załatwiłam i nie mogę patrzeć na siebie w lustrze. Dziękuję za możliwość napisania tych słów.

Weronika Sowińska

Weronika Sowińska

Dzień dobry, 

rozumiem, że jest to dla Pani trudna sytuacja. 

Adaptacja do nowego miejsca i kryzys z tym związany jest czymś zrozumiałym, ale też trudnym. Przeprowadzka z rodzinnej miejscowości po wielu latach, to wielka zmiana, więc towarzyszące Pani uczucie zagubienia, przytłoczenia i pustki jest czymś, co często pojawia się w takiej sytuacji. To, że napisała Pani, o tym jest to dobry krok, proszę nie wymagać od siebie zbyt wiele oraz spróbować dać sobie jeszcze czas do adaptacji, niektóre osoby potrzebują więcej czasu. Myślę, że ważna jest też rozmowa z mężem, czy inną bliską osobą o swoich uczuciach. Może warto również, udać się na konsultację psychologiczną, w której będzie mogła Pani więcej opowiedzieć o swoim kryzysie oraz uczuciach, co może pomóc odzyskać poczucie bezpieczeństwa oraz równowagi w codziennym życiu. 

 

Pozdrawiam Serdecznie

Weronika Sowińska

Psycholog

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Paulina Konopko

Paulina Konopko

Dzień dobry, 

to naprawdę duża zmiana przeprowadzić się po tylu latach z własnej miejscowości rodzinnej. To ma prawo wywoływać trudne emocje, takie jak smutek, tęsknotę, poczucie pustki, lęk czy poczucie winy. To bardzo ważne że potrafi Pani o tym pisać, zauważyć to i nazwać.

Ważne teraz by miała Pani wsparcie w tym kryzysowym okresie. Kto teraz najlepiej Panią rozumie? Być może jest już taka osoba w Pani otoczeniu, a może warto byłoby umówić się na konsultację psychologiczną ze specjalistą.

Pisze Pani też o tym że trudno spojrzeć na siebie w lustro, o poczuciu winy i poczuciu odpowiedzialności za dokonaną decyzję. Podejmując decyzje, zawsze opieramy się na informacjach, które w danym momencie mamy. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich przyszłych emocji ani okoliczności, dlatego czasem pojawia się żal lub poczucie, że można było postąpić inaczej. Warto jednak pamiętać, że wtedy działaliśmy najlepiej, jak potrafiliśmy, z poziomu wiedzy i zasobów, które mieliśmy. to nie znaczy, że zrobiliśmy coś źle, tylko że dziś wiemy już więcej o sobie i swoich potrzebach. 

 

Pozdrawiam ciepło,

psycholog

Paulina Konopko

Urszula Żachowska

Urszula Żachowska

Dzień dobry, 

 

to zrozumiałe, że zmiany mogą wywoływać kryzysy. 

Zastanawia się Pani nad tym, co się w Pani dzieje, czego by Pani chciała. 

W tym pomocna może być terapia, nawet pare spotkań by z jednej strony zaopiekować kryzys, zadpać o siebie, ale z drugiej, by zastanowić się o czym jest ta trudna adaptacja. Proces ten może pomóc w kontruowaniu decyzji. 

 

Pozdrawiam

Urszula Żachowska

Adam Kolibski

Adam Kolibski

Dzień dobry,
Jak wspomniała wcześniej Pani Weronika Sowińska, zupełnie zrozumiałe są Pani emocje w tej sytuacji. Duża zmiana wymaga mnóstwa wysiłku, żeby się do niej przystosować. Przeżycie tych wszystkich emocji jest ważne. Sugeruję również rozmowę z mężem - sytuacja przecież powoduje, że - w Pani przekonaniu, przechodzą Państwo kryzys. Może dobrym pomysłem byłoby "przegadanie" też tematu na konsultacji psychologicznej. Spojrzenie na sprawę z innej perspektywy może dać Pani siłę do przystosowania do zmiany. 
Nowe miejsce zamieszkania, to nie nie tylko budynek z przestrzenią wokół, ale też zmieniający się tryb życia. Każdy z domowników w nowym miejscu "urządza się" jak umie, starając się znaleźć w nowej sytuacji. Pani dzieliła wcześniej czas z dalszą rodziną i sąsiadami, więc te relacje były i są zapewne dla Pani ważne. Można znaleźć dla nich przestrzeń i teraz, ale też istotne jest, że w nowym miejscu też mogą znaleźć się ludzie, którzy wniosą coś do Pani życia. Warto się temu przyjrzeć. Trzymam kciuki za znalezienie rozwiązania.
Pozdrawiam serdecznie
Adam Kolibski
psycholog

Elza Grabińska

Elza Grabińska

Szanowna Pani,

słyszę, że przeżywa Pani pewnego rodzaju żałobę po tamtym miejscu. Dom, bliskość rodziców i styl życia były Pani znane i dawały poczucie bezpieczeństwa.Taka zmiana, nawet jeśli była planowana i wydawała się dobra, może wywołać smutek, poczucie straty i dezorientację. Czasami proces adaptacji do nowego miejsca często trwa dłużej, niż zakładamy. Szczególnie jeśli poprzednie otoczenie było emocjonalnie ważne.

Warto też przyjrzeć się, dlaczego właściwie to nowe miejsce wywołuje w Pani aż tak silne emocje. Wspomina Pani o dojazdach i codziennym zmęczeniu, ale z drugiej strony to tylko 10 minut drogi, więc być może chodzi o coś głębszego. Czasem takie doświadczenia dotykają nie tylko kwestii miejsca, ale też zmian w życiu, które symbolizuje przeprowadzka. Warto spróbować spokojnie się temu przyjrzeć, żeby lepiej zrozumieć, czego Pani tak naprawdę potrzebuje, by znowu poczuć się u siebie.

 

Wszystkiego dobrego, 

Elza Grabińska, psycholog.

Kamila Błędek

Kamila Błędek

Dzień dobry,

 

Podpisuję się pod słowami Koleżanki z wcześniejszej odpowiedzi, pod kątem dawania sobie czasu na adaptację do nowej sytuacji. 

Często droga dojścia do celu pochłania całą uwagę - m.in. budowa, wykończenia wnętrz, sprawy finansowe, sprawy organizacyjne - dojazdy do pracy czy szkoły.

W każdej zmianie towarzyszą nam zyski i straty, i dobrze by zrobić miejsce na te dwie perspektywy. I właśnie oprócz docenienia zysków, którym jest ten wymarzony dom, o którym Pani pisze, być może zabrakło zaopiekowania tych 'strat' - zmiany miejsca zamieszkania, dawnych przyzwyczajeń czy bliskości pozostałych członków rodziny. 

Byc może to jest teraz ten moment by opłakać te straty, by dać miejsce na to co nowe. Proszę zastanowić się czego Pani obecnie potrzebuje, co mogłoby pomóc Pani by poczuła się w tym nowym miejscu, jak 'w domu' ? 

Proszę też spróbować porozmawiać z mężem czy innymi bliskimi osobami, że może obecnie potrzebuje Pani więcej wsparcia, że ma Pani obecnie takie myśli związane z przeprowadzka. Jedni potrzebują więcej, a inni mniej czasu na przystosowanie się do nowej sytuacji - i jest to całkowicie normalne. Przeprowadzka to duża zmiana. 

 

Jeśli mimo podjętych prób radzenia sobie, nie zauważy Pani poprawy - proszę nie czekać i skorzystać z konsultacji psychologicznych. Zdrowie psychicznie jest tak samo ważne jak inne specjalizacje, dlatego warto podejmować odpowiednie kroki wcześniej niż pozwolić by stan uległ pogorszeniu. 

 

 

Aleksandra Hryhorczak

Aleksandra Hryhorczak

Kryzys w Pani wypadku może być czymś powszechnym. Czasami nie spodziewamy się, że podjęte przez nas samych decyzje będą miały dodatkowe konsekwencje i to jest w porządku. Myślę, że jest Pani bardzo ciężko z tą sytuacją. Czy ma Pani wsparcie w Pani bliskich, którzy będą w stanie po prostu wysłuchać bez oceniania? Każdy ma prawo do własnej reakcji na zmiany. Widać u Pani dużo napięcia, smutku, stresu.

 

Proszę też spojrzeć na to, że nie zostawiła Pani na 100% swojej starej miejscowosci, bo w dalszym ciagu tam Pani pracuje i Pani dzieci chodzą tam do szkoly. Warto się zastanowić, co tak naprawdę wywołuje tyle napięcia. Problemy finansowe? Oczekiwania w stosunku do męża? 

 

Jeśli nie ma Pani wsparcia albo mimo tego wsparcia Pani złe samopoczucie będzie się utrzymywało powyżej 6 miesięcy lub się pogarszało (szczególnie pojawienie się myśli samobójczych), koniecznie proszę zasięgnąć poradu specjalistów, psychologa I psychiatry.

Gizela Maria Rutkowska

Gizela Maria Rutkowska

Witam Panią uprzejmie.

Z uwagą przeczytałam Pani wiadomość. Sądzę, że warto byloby spokojnie zastanowić się, w czym tkwi Pani problem. On wcale nie jest związany z domem. to problem zrozumienia pojęcia "zmiany". Zmiany są wszechobecne w naszym życiu, to one nas rozwijają, dają poczucie wejścia w nowy, ciekawy, a jak też widać, czasem trudny okres. Stają się zamknięciem pewnego rozdziału i rozpoczęciem nowego, tak jakby czytała Pani książkę. I , jeśli spojrzymy razem na to , jak na trudny, lecz niezykle ciekawy nowy rozdział, to zmieni się Pani perspektywa spostrzegania obecnej rzeczywistości. Co będzie jutro? Kim są nowi sąsiedzi? Co w tej miejscowości warte jest żeby zajrzeć tam? jakiś sklepik, park? Ten stres nie musi wcale być rujunujący. On może przerodzić się w pasję poznawania, a tym samym rozwoju własnego i akceptacji siebie w nowym otoczeniu. Ja poszłabym tą drogą . Zapraszam. 

Dr Gizela Rutkowska

psycholog, terapeuta

Monika Figat

Monika Figat

Dziękuję za podzielenie się Pani przemyśleniami. Zmiana miejsca zamieszkania, nawet jeśli była wyczekiwana, to ogromne wyzwanie emocjonalne – szczególnie gdy wiąże się z utratą codziennego kontaktu z bliskimi, zmianą rutyny i poczuciem bezpieczeństwa. 

 

W nurcie Terapii Akceptacji i Zaangażowania (ACT) podkreślamy, że trudne emocje – smutek, żal, poczucie pustki czy samotności – są normalną reakcją na stratę i zmianę. To nie jest oznaka słabości ani „nienormalności”, lecz wyraz tego, jak ważne są dla Pani relacje, bliskość i poczucie zakorzenienia.

 

W ACT zachęcamy, by przyjąć te emocje z łagodnością, zamiast z nimi walczyć – one są informacją o tym, co dla Pani ważne. Warto przyjrzeć się, jakie wartości stoją za tymi uczuciami (np. rodzina, bezpieczeństwo, więzi) i zastanowić się, jak – nawet w nowej sytuacji – można je realizować, choćby w małych krokach. Być może pomocne będzie też otwarte porozmawianie z mężem o swoich potrzebach i trudnościach, a także poszukanie wsparcia u bliskich lub specjalisty.

 

Proszę pamiętać, że choć teraz wydaje się to bardzo trudne i nie widać wyjścia, to można tę sytuację przepracować i odnaleźć na nowo poczucie domu oraz spokoju.

 

Serdeczności i powodzenia

Monika Figat, Psycholog [Warszawa i on-line] 

Maria Sobol

Maria Sobol

Pani słowa są bardzo poruszające. To, co Pani opisuje, brzmi jak ogromny smutek i poczucie utraty swojego miejsca, mimo że przecież „wszystko powinno być dobrze”. W nowym domu miało być spokojniej, lepiej, a tymczasem zamiast radości pojawiła się pustka i tęsknota. To naturalne — człowiek potrzebuje zakorzenienia, znajomych twarzy, zapachu znanych ulic, codziennych rytuałów. Przeprowadzka, nawet do wymarzonego miejsca, potrafi obudzić w nas poczucie wyobcowania i żalu za tym, co znane.

Nie ma w tym nic nienormalnego. Raczej jest to sygnał, że ważna część Pani życia została tam, gdzie czuła się Pani bezpiecznie.  Coś się skończyło, ale emocje nie miały jeszcze przestrzeni, żeby wybrzmieć. Dobrze, że Pani to czuje i o tym mówi, bo to pierwszy krok do odzyskania równowagi.

Warto dać sobie trochę czasu, pozwolić na te emocje, zamiast próbować je uciszać. Może też pomóc rozmowa z terapeutą — kogoś, kto pomoże Pani lepiej zrozumieć, co dokładnie kryje się pod tym poczuciem pustki i jak znaleźć w nowym miejscu kawałek „domu” dla siebie.

Proszę nie oceniać siebie tak surowo. To nie jest porażka, tylko ludzka reakcja na zmianę, która okazała się trudniejsza, niż się wydawało.

 

Z wyrazami szacunku, 

Maria Sobol 

psychoterapeutka integracyjna 

 

Paweł Zamojć

Paweł Zamojć

Dzień dobry, 

 

z Pani opisu wynika, że przeżywa Pani silny kryzys adaptacyjny po przeprowadzce do nowego domu, mimo że decyzja była świadoma i przemyślana. To naturalne, że zmiana miejsca zamieszkania może wywołać smutek, poczucie straty, samotność, frustrację czy przytłoczenie. 

 

W Pani sytuacji trudność adaptacji może być wzmacniana przez dojazdy, codzienne obowiązki, zobowiązania finansowe oraz fakt, że dotychczasowe życie rodzinne i społeczne było blisko Pani rodziców i znajomych. Te wszystkie elementy mogą sprawiać, że obecne miejsce wydaje się obce, a codzienność – męcząca i przytłaczająca.

 

Ważne jest, że potrafi Pani zauważyć swoje emocje i je nazwać – to już bardzo duży krok w kierunku radzenia sobie z kryzysem. Warto przyjrzeć się temu, jakie aspekty nowego miejsca powodują dyskomfort, a które mogłyby dawać poczucie komfortu czy satysfakcji. Pomocne może być zauważenie nawet drobnych elementów dnia, które dają poczucie bezpieczeństwa lub przyjemności – mogą to być chwile spędzone z dziećmi, codzienne rytuały, drobne aktywności w okolicy, które pozwalają „oswoić” nowe miejsce.

 

Równocześnie warto dać sobie czas na przeżycie żalu i straty po starym miejscu. To nie oznacza błędu w decyzji – po prostu emocje potrzebują czasu, aby zaakceptować nową sytuację. Wsparcie bliskich osób, szczere rozmowy z mężem i możliwość opowiedzenia o swoich emocjach mogą pomóc złagodzić poczucie izolacji i pustki.

 

Jeżeli trudne emocje będą się utrzymywać lub nasilać, warto skonsultować się z psychologiem. Nawet kilka spotkań pozwala lepiej zrozumieć źródła napięcia, opracować strategie radzenia sobie i odzyskać poczucie bezpieczeństwa w nowym miejscu.

 

Z życzliwością 

Paweł Zamojć

Rafał Setla

Rafał Setla

Proszę pamiętać, że to, co Pani czuje, nie jest niczym nienormalnym. Zmiana miejsca zamieszkania, zwłaszcza po wielu latach życia w znanym otoczeniu, blisko rodziny i przyjaciół, potrafi być jednym z trudniejszych doświadczeń w życiu.  Może warto spróbować teraz skupić się na tym, co w nowym miejscu może dawać, choć odrobinę radości. Czasem są to drobne rzeczy – widok z okna, ogród, cisza, nowa przestrzeń tylko dla Was. To nie oznacza, że poprzednie miejsce przestaje być ważne – można mieć w sercu oba. Spróbuj też porozmawiać o tym szczerze z mężem, ale nie „w przelocie” między obowiązkami. Może wybierzcie się na spacer, tak żebyście byli tylko we dwoje, spokojnie. Opowiedz mu o swoich emocjach ,  nie po to, by się oskarżać, tylko by się zrozumieć. Czasem samo to, że ktoś bliski wysłucha bez oceniania, daje dużą ulgę. To bardzo ludzkie, że czujesz pustkę i tęsknotę ,  to część procesu adaptacji. Czasem potrzeba miesięcy, by poczuć się „u siebie”. Nie obwiniaj się za to. To, że teraz jest Ci trudno, nie znaczy, że podjęłaś złą decyzję ,  może po prostu potrzebujesz czasu, wsparcia i czułości wobec siebie. Porozmawiaj też z bliskimi, rodzicami, przyjaciółmi. Może mogą częściej Was odwiedzać, a Ty siebie nie karz za te uczucia. Wiele osób przechodzących przez podobne zmiany czuje to samo , zagubienie, tęsknotę, smutek. Jeśli czujesz, że emocje Cię przytłaczają i trudno Ci się z nich podnieść, warto też pomyśleć o rozmowie z psychologiem. To nie oznaka słabości,  raczej troski o siebie i swoją rodzinę. Z czasem być może odnajdziesz tu kawałek swojego nowego domu,  takiego, w którym znów będzie trochę spokoju i radości.

Zobacz podobne

Nie mam siły, chciałabym móc się wyżalić, być tylko ze sobą. Od śmierci kuzynki jest mi bardzo ciężko.
Czuje, że nie wiem co robić. Czuje się nierozumiana. Nie jest to tak, że nie otrzymuje od nikogo wsparcia; mam je od rodziców, przyjaciół, ale nie wystarcza mi to, znaczy, nie wiem jak to ująć. Czuje, że nawet rozmowy z nimi nie pomagają. Jestem daleko od domu, a dokładnie mieszkam w bursie - mam tam znajomych, ale nie czuje w ogóle od nich wsparcia, ja im go daje zawsze jak tylko mogę, ale one nie dają go mi, czuje się niepotrzebna i niechciana jakbym tu po prostu nie pasowała. Czuje, że wszyscy chcą mnie tu po prostu kiedy jestem wielce uśmiechnięta, radosna i pomagam im. Nie mam komu się wyżalić, wypłakać czy w ogóle poważnie bo moja jedyna przyjaciółka jest daleko i jedyne rozmowy jakie możemy prowadzić to przez telefon a to jest męczące przy takim problemie. Czuje się tak od niedawna od śmierci mojej kuzynki, która popełniła w brutalny sposób, od tego czasu nie czuje się sobą - męczy mnie chodzenie do szkoły, a najbardziej jak nie ma mojej jednej koleżanki, z którą świetnie się dogaduje, w bursie jest zmiennie, raz dobrze a raz czuje, że jestem tu jak za kare. Przez to też mam myśli, żeby opuścić ten świat, ale znowu wiem, że nie ma to sensu i powinnam walczyć, ale nie wiem jak i nie mam na to siły. Mój zły humor znika i wraca - to okropne uczucie. Chciałabym też najlepiej upić się i o tym zapomnieć, ale wiem, że to też nie jest rozwiązanie. Szczerze czuje się jak w kropce, nie wiem co zrobić ze sobą. Wiem, że są ludzie którzy mnie kochają, wpierają i chcą abym z nimi była, ale z drugiej strony dotyka mnie problem, że ja męczę się samym moim istnieniem. Wstawaniem do szkoły (nie zawsze) i byciem w śród ludzi (też nie zawsze). Chciałabym zostać sama, odizolować się od świata i być sama ze sobą; płakać do woli i nie musieć tego powstrzymywać - to moje jedyne marzenie, odizolować się na jakiś czas. Ale jest to niemożliwe z uwagi na szkołe i tak muszę się (w większości) męczyć, ale i tak grać zadowolona i szczęśliwa dziewczynkę.
Bardzo trudno mi jest funkcjonować po przeprowadzce do innego miasta. Chciałabym poczuć się jak dawniej, dlatego powracam do domu.
Wyprowadziłam się z małego miasta w celu rozwoju, szukania nowych możliwości. Mimo że jestem tu już 6 miesiąc i znalazłam pracę, w której mogę się czegoś nauczyć, czuję się bardzo źle. Co weekend wracam do rodzinnego domu, by na chwilę poczuć się jak dawniej. Jak przychodzi moment powrotu do miasta, w którym pracuję, stresuje się, nic nie jem, płaczę i odliczam do kolejnego weekendu, by móc wrócić. Nie wiem co mam robić, codziennie myślę o powrocie do miejsca, w którym nie ma dla mnie przyszłości. Jestem załamana i każda podstawowa czynność sprawia mi coraz większy problem.
Nie mam już sił walczyć o małżeństwo, które od dawna nie istnieje
Nie mam już sił walczyć o małżeństwo, które od dawna nie istnieje. Na palcach mogłabym policzyc dni kiedy ostatnio było super. 3 dzieci i brak odwagi na odejście.. mąż jest nerwowy ale nie bije. Wyżywa się na innych rzeczach. Boli to. Dzieci przeżywają a ja razem z nimi On nie chce terapii. Nie chce nawet badań zrobić ogólnych. Jestem wykończona psychicznie. Nie daje już rady...
Kogo zawiadomić w sprawie przemocy wobec dziecka? Czy rodzice są zaburzeni?

Mam problem z z sąsiadami, którzy mieszkają nade mną. Od wielu miesięcy z dobiegają z ich mieszkania bardzo duże hałasy. Początkowo starałem się nie zwracać na to uwagi, wiedząc, że mieszka tam rodzina z dwójką dzieci. Z czasem jednak sąsiedzi stawali się coraz bardziej agresywni, a hałasy zaczęły mieć miejsce każdego dnia, trwają przez wiele godzin i są bardzo niepokojące. Od kilku miesięcy sytuacja jeszcze się pogorszyła. Hałasy mają coraz bardziej agresywną formę i trwają niekiedy ponad pół nocy. 

Dłużej nie mogę tego tolerować. W mieszkaniu regularnie dochodzi do awantur, a także do przemocy domowej. Przemoc ma formę słowną, a prawdopodobnie także fizyczną. Ofiarą przemocy jest prawdopodobnie około 10-letni chłopiec, który jest synem tych państwa. Chłopiec co kilka dni krzyczy wniebogłosy, wydając z siebie tak rozdzierający krzyk, jakby był obdzierany ze skóry. Jest przy tym bardzo agresywny i wydaje z siebie niemal zwierzęce odgłosy. Towarzyszą temu krzyki dorosłych, wśród których daje się rozróżnić takie zwroty jak "Ku*wa", "Ja pie*dolę" i "Przestań się drzeć". 

Sąsiedzi nie reagują na żadne prośby o spokój. Poniżej zamieszczam link do nagrania, gdzie można posłuchać co się tam dzieje. Czy ci sąsiedzi są chorzy psychicznie i jaka to może być choroba? Kogo powinniśmy zawiadomić w tej sprawie? https://www.youtube.com/watch?v=_14HO7Gr6hk

Paraliżujący lęk przed podejmowaniem decyzji - jak sobie poradzić?

Cześć,

Nie wiem, od czego zacząć, bo mam taki chaos w głowie. 

Każda decyzja, nawet mała pierdoła, staje się dla mnie jak Mount Everest. Wybór nowej pracy, weekendowe plany, a nawet to, co zjem na obiad — wszystko to paraliżuje mnie do granic absurdu. Ciągle biję się z myślami: a co, jeśli to zły wybór?, a co, jeśli potem będę żałować? Zamiast czuć się spokojnie, czuję, jakbym była uwięziona w pętli niekończących się analiz i lęków.

Mam wrażenie, że to już nie jest normalne. 

Zastanawiam się, czy to jakiś rodzaj fobii, bo to zaczyna naprawdę wpływać na moje życie — i to w bardzo negatywny sposób. 

W pracy czuję, że stoję w miejscu, w domu jestem ciągle zmęczona tym myśleniem i analizowaniem, co oczywiście wpływa na moich bliskich.

Jak sobie z tym poradzić? Nie wiem, czy terapia to jedyne wyjście, ale chciałabym odzyskać jakoś kontrolę. 

Czy naprawdę można przestać tak się bać podejmowania decyzji, czy to wymaga długiego procesu? Błagam, podzielcie się czymś, co może pomóc. 

 

Kasia

żałoba

Żałoba – jak radzić sobie ze stratą?

Utrata to jedno z najtrudniejszych doświadczeń. Żałoba jest naturalnym procesem radzenia sobie z bólem i tęsknotą. Wyjaśniamy, jaki jest jej przebieg oraz sposoby radzenia sobie z nią - zarówno dla osób w żałobie, jak i tych wspierających.