Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Zazdrość w związkach – wpływ dzieciństwa z konfliktowymi rodzicami

Treść wrażliwa
Ostatnio usłyszałam od swojej chrzestnej (siostry mojego taty), że moja mama jest bardzo zazdrosna, nawet za bardzo i dało mi to do myślenia. Ona ogólnie strasznie dużo pierdół mówi i rzeczy od rzeczy więc średnio jej wierzę, tym bardziej że zna tylko stronę prawdopodobnie taty. Ja natomiast zawsze słyszałam te kłótnie i byłam za mamą bardziej niż za tatą. I dzisiaj też jestem świadkiem takiej kłótni. Kłócą się bo mama twierdzi że tata oglądał się za jakąś babą i chciał do niej iść. Ona twierdzi że on się obraził, on że ona pierwsza. Nie wiem ale tak myślę, zawsze słuchałam tych kłótni i wierzyłam mamie, a tatą gardziłam. Czy mogłam wyrosnąć na tym że według mamy tata ją zdradzał albo oglądał się za innymi ciągle i teraz jestem taka sama? Ja ogólnie jestem bardzo zazdrosna. Dotyka mnie i wypatruje czy mój chłopak patrzy na inne dziewczyny, czy je obserwuje na social mediach, polubia. Nie sprawdzam czy z innymi pisze ale mnie kusi ale nigdy tego nie zrobiłam. Gdy kiedyś jedna do niego pisała pokazał mi wszystko. Też mam tak że się łapie że jak jest dużo ładnych dziewczyn i on chce gdzieś iść albo coś to myślę że to przez to że tam jest ta ładniejsza. Oczywiście nie kłóce się z nim jak moi rodzice bo moi rodzice nie mają 2 ogóle do siebie szacunku i czasami nawet boje się że dojdzie do rękoczynów. Ale tak zaczęłam się zastanawiać czy to co obserwowałam w dzieciństwie, te reakcje mogły wpłynąć na to jak ja teraz podchodzę do związków i jak to zmienić. Nadmienię że jak usłyszałam kłótnię to zamarłam, stanęłam w miejscu a serce chciało wyskoczyć z klatki jakby mnie lew gonił, teraz jak to pisze cała się trzęsę. Mam 21 lat na moment obecny i mój tata zawsze nie szanował granic innych osób, szarpał, krzyczał, zastawiał drogę, nie pozwalał wyjść jeśli chodzi o mamę, nas też bił jak "zasłużylismy" mojego brata bardziej niż mnie. Ja stawałam w obronie mamy czy brata. Krzyczałam żeby ich zostawił że np mama nie chce, że chce być sama, miałam lęk że może uderzyć.
Wiktoria Woldan

Wiktoria Woldan

Zwróciłam uwagę przede wszystkim na to, że jako dziecko żyłaś w atmosferze lęku, napięcia i konfliktów. Nie byłaś tylko świadkiem kłótni rodziców i stawałaś w obronie mamy i brata, próbowałaś ich chronić, a jednocześnie bałaś się, co może zrobić tata. To bardzo trudne doświadczenie dla dziecka. Z psychologicznego punktu widzenia jest możliwe, że obserwowanie przez lata oskarżeń o zdradę, braku zaufania i nieprzewidywalnych zachowań wpłynęło na to, jak dziś postrzegasz związki. Osoby wychowujące się w takim środowisku często stają się bardziej wyczulone na sygnały odrzucenia, zdrady czy utraty bliskiej osoby, nawet jeśli realnie nie ma ku temu powodów. Szczególnie poruszył mnie fragment, w którym opisujesz, że podczas kłótni rodziców zamarłaś, poczułaś silne bicie serca i drżenie ciała. Taka reakcja może świadczyć o tym, że te doświadczenia nadal są w Tobie żywe i uruchamiają poczucie zagrożenia, którego doświadczałaś jako dziecko. Jednocześnie nie widzę w Twoim opisie osoby, która bezrefleksyjnie powiela zachowania rodziców. Widzę młodą kobietę, która zatrzymuje się nad swoimi reakcjami, analizuje je i szuka ich źródła. To bardzo ważny krok, bo świadomość własnych schematów daje możliwość ich zmiany. Jeśli czujesz, że zazdrość, lęk o relację lub doświadczenia wyniesione z domu rodzinnego nadal wpływają na Twoje życie i samopoczucie, warto przyjrzeć się temu bliżej podczas konsultacji psychologicznej. W bezpiecznej atmosferze można lepiej zrozumieć te mechanizmy i nauczyć się budować relacje oparte bardziej na zaufaniu niż na lęku.

 

Pozdrawiam serdecznie,
Wiktoria Woldan, psycholog ❤️

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Jagoda Jek

Jagoda Jek

To, co opisujesz, pokazuje, że dorastałaś w domu, w którym było dużo napięcia, konfliktów i poczucia zagrożenia. Dziecko, które przez lata obserwuje kłótnie, oskarżenia o zdradę, krzyk czy przemoc, często uczy się, że bliskie relacje są nieprzewidywalne i wymagają ciągłej czujności. Dlatego to, że dziś jesteś bardziej wyczulona na sygnały mogące świadczyć o odrzuceniu czy niewierności, może mieć związek z Twoimi doświadczeniami z dzieciństwa.

Zwraca uwagę również to, jak reagujesz na kłótnie rodziców – opisujesz zamarcie, drżenie ciała i silne bicie serca. Takie reakcje mogą pojawiać się u osób, które przez długi czas żyły w przewlekłym stresie lub doświadczały przemocy. Nie oznacza to, że „jesteś taka jak mama”, ale że Twój organizm nauczył się reagować alarmem na podobne sytuacje.

Jednocześnie warto zauważyć różnicę: piszesz, że nie wywołujesz awantur z partnerem i nie kontrolujesz go, mimo że pojawiają się zazdrosne myśli. To ważne, ponieważ pokazuje, że potrafisz oddzielić swoje emocje od zachowań. Myśli nie zawsze są faktami i nie muszą prowadzić do działania.

Jeśli te obawy są częste i odbierają Ci spokój, warto porozmawiać o nich z psychologiem. Praca nad doświadczeniami z domu rodzinnego może pomóc stopniowo budować większe poczucie bezpieczeństwa w relacji i zmniejszyć potrzebę ciągłego wypatrywania zagrożenia.

~ Jagoda Jek, psycholożka 

Jakub Pawłowski

Jakub Pawłowski

To, jak dziś reagujesz w związku, może być w dużej mierze związane z tym, czego doświadczałaś jako dziecko. Jeśli przez lata obserwowałaś kłótnie, brak szacunku, przemoc i ciągłe oskarżenia o zdradę, Twój mózg mógł nauczyć się, że bliskość wiąże się z zagrożeniem. W takiej sytuacji łatwo o wzmożoną czujność i lęk przed odrzuceniem.

Bardzo zwróciło moją uwagę to, że na dźwięk kłótni zamierasz i odczuwasz silną reakcję organizmu. To może świadczyć o tym, że tamte doświadczenia nadal są w Tobie żywe i wpływają na Twoje poczucie bezpieczeństwa.

Myślę, że rozmowa z psychologiem mogłaby pomóc Ci uporządkować te doświadczenia i stopniowo odzyskać większy spokój w związku. To, czego nauczyłaś się w trudnym domu, nie musi decydować o tym, jak będą wyglądały Twoje relacje w przyszłości.


Oliwia Grzemba

Oliwia Grzemba

Witam,

 

Dorośli nigdy nie powinni zrzucać swoich problemów na barki dziecka, a także powinni mieć na uwadze, iż słyszy ono oraz widzi dużo więcej niż myślą. Niestety, dopiero teraz mamy czasy, w których rusza edukacja psychologiczna. Zastanowiłabym się nad spotkaniem ze specjalistą, aby przyjrzeć się przyczynom - czy chodzi o niewyrażone emocje, czy samoocenę, czy też po prostu powtarzanie wyuczonego schematu. W wieku 21 lat jeszcze cały czas się rozwija układ nerwowy i można popracować nad różnymi rzeczami :)

 

Pozdrawiam serdecznie,

Oliwia Grzemba, psycholog

Agnieszka Marciniec

Agnieszka Marciniec

To, co Pani opisuje, mogło mieć istotny wpływ na sposób, w jaki dziś przeżywa Pani bliskie relacje. Jako dziecko wielokrotnie była Pani świadkiem konfliktów, oskarżeń o zdradę, przekraczania granic i przemocy. Musiała Pani również stawać w obronie mamy i brata, a więc brała Pani na siebie odpowiedzialność, która powinna należeć do dorosłych. W takich warunkach można nauczyć się, że związek nie daje poczucia bezpieczeństwa, a zagrożenie może pojawić się w każdej chwili. Obserwowanie mamy, która wypatrywała oznak zainteresowania taty innymi kobietami, mogło stać się dla Pani pewnym wzorcem rozumienia relacji. Nie oznacza to jednak, że jest Pani „taka sama jak mama” ani że jest Pani skazana na powtarzanie relacji rodziców. Zazdrość może być próbą ochrony przed odrzuceniem, zdradą lub upokorzeniem. Kontrolowanie, gdzie patrzy partner i kogo obserwuje, może na chwilę zmniejszać napięcie, ale zwykle nie daje trwałego poczucia bezpieczeństwa. Bardzo ważna jest także opisana przez Panią reakcja na kłótnię: zamarcie, kołatanie serca i drżenie całego ciała. Wygląda na to, że organizm reaguje tak, jakby ponownie znajdowała się Pani w realnym niebezpieczeństwie. Jest to zrozumiałe w kontekście wcześniejszych doświadczeń i nie świadczy o przesadzie czy słabości. Warto pamiętać, że nie jest Pani odpowiedzialna za zatrzymanie konfliktu rodziców ani ochronę mamy przed tatą. Jeżeli pojawia się ryzyko przemocy, proszę przede wszystkim zadbać o własne bezpieczeństwo: nie wchodzić pomiędzy rodziców, odejść do bezpiecznego miejsca i w sytuacji bezpośredniego zagrożenia wezwać pomoc pod numerem 112.

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

To, co opisujesz, jest bardzo spójnym i zrozumiałym mechanizmem. Twoje ciało i psychika zareagowały dokładnie tak, jak można się spodziewać po osobie, która dorastała w środowisku pełnym przemocy, napięcia i braku bezpieczeństwa. To, że „zamarzłaś” i czujesz fizyczne objawy lęku (trzęsienie się, kołatanie serca), to nie jest oznaka „przewrażliwienia”, ale klasyczna reakcja organizmu na uraz (traumę). Bardzo mi przykro, że coś takiego Ciebie spotyka. To, co obserwowałaś w dzieciństwie, ma fundamentalny wpływ na to, jak funkcjonujesz w obecnych relacjach gdyż ciało i psychika zakodowało pewne reakcje na dane schematy. Dzieci są „gąbkami” na emocje rodziców i przyjmują wszystko, co Ci przechodzą. Jeśli mama żyła w ciągłym lęku, że tata ją zdradzi lub odejdzie, Ty będąc z nią silnie związana emocjonalnie i stojąc w jej obronie nieświadomie przejęłaś ten lęk jako własny. Twój układ nerwowy nauczył się, że „mężczyzna = zagrożenie” i „inna kobieta = niebezpieczeństwo dla bezpieczeństwa mojej mamy (a więc i mojego)”W psychologii nazywamy to uczeniem się przez obserwację. Ni. e widziałaś zdrowego modelu radzenia sobie z zazdrością czy konfliktem. Widziałaś skrajną agresję taty, lęk i oskarżenia mamy. Twój mózg nie miał innego wzorca, więc „zaciągnął” ten właśnie system operacyjny. To, że wypatrujesz, czy chłopak patrzy na inne dziewczyny, to mechanizm obronny. W domu, gdzie było niebezpiecznie, musiałaś być czujna, żeby przetrwać. Teraz, w bezpiecznym związku, Twój mózg wciąż „skanuje” otoczenie w poszukiwaniu zagrożenia, którego nie ma. To jak strażak, który wciąż nosi hełm w łóżku, bo kiedyś był na pożarze  i cały czas w nim śpi, obawiając się, że zdarzenie może się powtórzyć . Opisujesz reakcję zamrożenia i silne pobudzenie fizjologiczne. To dowód na to, że trauma nie została przetrawiona. Zalecam wizytę u psychotraumatologa i pracę nad traumami, ale jednocześnie psychoterapię, która zmieni schematy wyniesione z dzeiciństwa. Znajdź terapeutę, który pracuje z wewnętrznym dzieckiem i pozwoli Ci nawiązać z nim kontakt. 

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Pani Łucjo,

doświadczanie w dzieciństwie ciągłego strachu, widoku agresji i domowych kłótni silnie kształtuje układ nerwowy oraz mechanizmy obronne, co w dorosłym życiu często skutkuje ogromną czujnością i lękiem przed porzuceniem lub zdradą. Przejmowanie wzorców od rodziców w tak trudnych warunkach jest naturalną reakcją obronną, a Pani silna zazdrość oraz fizyczne objawy paraliżu i stresu to ślady dawnej traumy, a nie wada. Warto, aby z tym trudnym bagażem emocjonalnym i reakcjami lękowymi udała się Pani po wsparcie do psychoterapeuty, który pomoże bezpiecznie przepracować przeszłość.

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry Pani Łucjo. To co Pani opisuje pokazuje, że dorastała Pani w domu, w którym było dużo napięcia, lęku i nieprzewidywalności. Dzieci wychowujące się w takich warunkach często uczą się, że bliskie relacje wiążą się z zagrożeniem, dlatego w dorosłości mogą być bardziej czujne, zazdrosne lub obawiać się zdrady i odrzucenia. Nie oznacza to jednak, że jest Pani skazana na powielanie tego wzorca. Zwróciłam uwagę na to, że podczas kłótni rodziców odczuwała Pani silny lęk, a dziś sama myśl o tych sytuacjach wywołuje drżenie ciała. To może świadczyć o tym, że doświadczenia z dzieciństwa nadal są w Pani bardzo żywe i wpływają na obecne funkcjonowanie. Dobrą wiadomością jest to, że ma Pani świadomość swoich reakcji i nie przenosi ich na partnera w taki sposób jak obserwowała Pani u rodziców. To już pierwszy krok do zmiany. Warto rozważyć psychoterapię, która pomoże przepracować doświadczenia z domu rodzinnego, nauczyć się budować poczucie bezpieczeństwa w relacji i stopniowo zmniejszyć nadmierną czujność oraz zazdrość. Życzę Pani dużo siły. To, że dostrzega Pani źródło swoich trudności i chce je zrozumieć, daje realną szansę na zbudowanie spokojniejszych i bardziej satysfakcjonujących relacji.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam Łucjo,

 

Czytając Twój wpis, pomyślałam o czymś, co wybrzmiało między wierszami. Opisujesz, że jako dziecko stawałaś w obronie mamy i brata, próbowałaś zatrzymać tatę, mówiłaś mu, żeby zostawił mamę w spokoju. To bardzo dużo jak na barki dziecka. Mam wrażenie, że nie tylko byłaś świadkiem trudnych sytuacji, ale też czułaś się odpowiedzialna za bezpieczeństwo swoich bliskich. Kiedy dziecko przez dłuższy czas żyje w takim napięciu, jego organizm może nauczyć się nieustannie wypatrywać zagrożenia. To może sprawiać, że również w dorosłych relacjach łatwiej pojawia się lęk, zazdrość czy potrzeba upewniania się, że nic złego się nie wydarzy.

Zwróciłam też uwagę na to, jak zareagowałaś na kolejną kłótnię rodziców: zamarłaś, zaczęłaś się trząść i poczułaś silne bicie serca, to bardzo pokazuje, że tamte doświadczenia nadal są w Tobie bardzo żywe.

Jednocześnie widzę coś, co daje nadzieję. Piszesz, że nie zachowujesz się wobec swojego chłopaka tak, jak zachowywali się wobec siebie Twoi rodzice. To oznacza, że mimo trudnych doświadczeń potrafisz zatrzymać się i świadomie wybierać, jak chcesz budować swoją relację. Myślę, że warto porozmawiać o tym z psychologiem. Nie dlatego, że „coś jest z Tobą nie tak”, ale dlatego, że nie musisz już dłużej sama dźwigać ciężaru doświadczeń z dzieciństwa. Można nauczyć się żyć z większym poczuciem bezpieczeństwa i zaufania: do siebie i do drugiej osoby.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Edyta Kotula

Edyta Kotula

Dzień dobry 

To, co Pani opisuje, pokazuje, jak silny wpływ mogą mieć doświadczenia z dzieciństwa na późniejsze relacje. Dorastanie w atmosferze kłótni, braku szacunku dla granic, krzyku i poczucia zagrożenia mogło nauczyć Panią ciągłej czujności i wypatrywania sygnałów, że coś jest nie tak.

Zazdrość, którą Pani dziś odczuwa, nie musi oznaczać braku zaufania do partnera. Może być bardziej związana z lękiem przed zranieniem i utratą bezpieczeństwa, którego kiedyś Pani brakowało. Organizm, który przez lata był w gotowości, może nadal reagować tak, jakby musiał Panią chronić. To, że podczas kłótni rodziców pojawia się drżenie, zamrożenie i silny lęk, pokazuje, że te doświadczenia nadal są dla Pani bardzo obciążające. Jednocześnie ważne jest to, że Pani widzi ten schemat i nie chce go powielać. To już jest duży krok. Można nauczyć się budować relacje inaczej, oparte na zaufaniu i spokoju, a nie na ciągłym sprawdzaniu, czy zaraz wydarzy się coś złego.

Zobacz podobne

Jak radzić sobie w jednostronnej relacji z mężczyzną unikającym zaangażowania?

Witam,

mam taki problem, ponieważ od paru miesięcy spotykam się z mężczyzną, który fakt powiedział na początku, że nie chce związku, ale ciągniemy to już 9 miesięcy.

Ja mam wrażenie, że to ja ta relacje ciągnę, ale za każdym razem, kiedy chce to skończyć, to jemu jest przykro.

Nie chce wtedy, żebym odchodziła. Ostatnio nawet powiedział pierwszy raz, że nie chce mnie stracić, ale ja mam cały czas wrażenie, że się narzucam. Jeśli chodzi o życie prywatne, to milczy jak grób, wiem tylko tyle, że jedna kobieta, z którą był, usunęła jego dziecko. Druga jak za którymś razem zaszła w ciążę z nim przez in vitro, to będąc jeszcze w ciąży, wyjechała do Australii. On nawet dziecka na żywo nie widział.

Teraz jak się o tym dowiedziałam (i to siłą można powiedzieć, bo nic z niego wyciągnąć nie można) to, że on próbuje się skontaktować z dzieckiem, a nikt nie odbiera ani wiadomości, ani telefonów. Chodzi o to, że ja przez te miesiące robię totalnie wszystko dla niego, a on nie zrobił tak naprawdę dla mnie nic. Pisze, że nie chce mnie stracić, ale szanuje moją decyzję, jeśli chce odejść, bo on nic nie jest w stanie mi więcej zaoferować, ani w prawo, ani w lewo. Nie chce, żebym odeszła czy jak to nazwać, ale czasu też dla mnie nie ma, ciągle jakieś wymówki, że nie możemy się spotkać.

Jak chce szczerze porozmawiać to albo krąży dookoła, albo przestaje odpisywać, niejednoznacznie odpowiada na pytania, sam o moje życie nie pyta. 

Co ja mam z tym wszystkim zrobić? Jak odejdę, to powie, że go kolejna kobieta zawiodła, a jak próbuje przy nim być, to mnie tak naprawdę olewa, ignoruje. On się w ogóle o mnie nie stara jak mężczyzna o kobietę, nawet jak mu dałam ten komfort, że powiedziałam, że jeśli nie chce związku to ok, ale każda relacja ma swoje zasady, powiedział, że oczywiście a wszystko jest po staremu. Na jedną wiadomość odpowie, a na kilka kolejnych już nie - jak mu się podoba. Czuję się, jak totalnie nikt dla niego. Myślę, że on kocha dalej matkę swojego dziecka (która obecnie jest w związku), pielęgnuje tę miłość, wymieszaną z żalem i bezsilnością, a do czego ja jestem mu potrzebna? 

Nie wiem, pytałam, odpowiedzi nie dostałam.

Problemy z odpowiedzialnością partnera i lęk uogólniony a terapia
Witam! Opowiem krótko mój problem. Otóż jestem z partnerem prawie 10 lat. Od jakiś 4 lat czuję się źle ze swoim życiem i od miesiąca zaczęłam terapię u psychologa. Psycholog powiedział że mam zachowania, które mogą wskazywać na lek uogólniony. Generalnie mam problem ze stawianiem granic (o ile je mam). Ostatnio poruszyłam temat partnera- że nie czuję się jak w partnerka tylko jak matka. Dowiedziałam się, że moja potrzeba kontroli odsuwa nas od siebie i psycholog zaproponowała mi dać partnerowi szansę na odpowiedzialność za kierowanie swoim życiem. No i powiedziałam partnerowi, że jeśli ma ochotę to mogę pojechać z nim po koszulę (idziemy na wesele jako świadkowie) i że ja sama jej nie kupię, bo wiadomo, trzeba przymierzyć. Postanowiłam, że nie będę nadgorliwa jak zawsze i że dam mu wolną rękę. Dzisiaj jest piątek jutro jest wesele- koszuli nie ma. Usłyszałam tylko, że to moja wina bo miałam ją kupić (rzeczywiście na początku miałam kupić nam ubrania) ale dałam mu szansę na podjęcie decyzji za siebie. Już jakiś czas komunikowałam mu, że jest za to odpowiedzialny, jedyne co słyszałam to”no trzeba kupić” lub „zobaczymy”. No i teraz jestem winna mimo, że sam miał ogarnąć sprawę. Już dłuższy czas zastanawiam się nad tym czy ja coś źle robię czy on po prostu nie umie wziąć odpowiedzialności za swoje czyny. Gdyby nie wesele to myślę, że spakowałabym kilka rzeczy i pojechałabym do rodziców
Jak radzić sobie z brakiem wsparcia od partnera w opiece nad dzieckiem

Witam, mam problem z partnerem. Ogólnie dobrze się rozumiemy i znamy już dłuższy czas, mamy razem dziecko. Problem polega na tym, że on niby się cieszy, że jest ojcem, ale w ogóle mi nie pomaga. W domu nie miał żadnych obowiązków, jest jedynakiem, wszystko robiła za niego matka. Nie ma poczucia obowiązku, wraca z pracy, siedzi na internecie, niby coś tam robi albo wychodzi z domu niby do swojego ojca i znika na 2-3h a jak wraca, twierdzi, że przecież krzywda mi się nie stała, że zostałam sama. I tak w kółko, chociaż proszę go o pomoc, nie otrzymuje jej. Mało tego jeszcze ją muszę ogarniać każdą nadobniejszą rzecz w domu, a on potem i tak powie mi, że tylko siedzę w domu i bawię się z dzieckiem. A ja mam na głowie wszystko dziecko, dom, zakupy, naprawy, samochód, rachunki, do tego dochodzi wspólny biznes, jakieś sprawy typu ubezpieczenia, jego widzimisię, czyli jak czegoś ode mnie chce (a chce bardzo często) to dzwoni, prosi i wymaga. Próby rozmowy nie działają, próbowałam i prośbą i groźbą i czynem zmusić go do myślenia, że ja nie jestem sprzątaczką i służąca, a dziecko jest wspólne. Czasem nawet wydawało mi się, że już zrozumiał i na jakiś czas się zmieniał, ale wystarcz,y że ktoś mu zaproponował wyjście z domu np. tesciu zawoła go na chwile do warsztatu i już na 3h zapomnina, że ma dziecko i że mieliśmy ją kąpać (jest jeszcze malutka). I ją znowu zostaje sama. Potem przestałam robić dla niego wszystko, efekt jeszcze gorszy, bo chodził obrażony, nie odzywał się do mnie. Najgorsze, że on w ogóle mnie nie słucha i mam wrażenie, że jestem dla niego darmową nianią i pomocą domową. Moje zdanie jest totalnie dyskryminowane i niestety, ale bardziej słucha matki i koleżanki z pracy niż mnie. Nawet w kwestii wychowania dziecka na mnie spada cały ciężar, nie przejmuje się, jak sobie daje rade i jakie mam zasady, ale wystarczy, że któraś z nich powie ze np.mam nie dawać jej truskawek, to on od razu się odpala, że mam tego nie robić, bo ona powiedziała. Albo najgorzej jak ustalamy wspólnie jakieś reguły, typu zakaz całowania dziecka, ale jak jego matka to robi, to już się nie odezwie i to mu nie przeszkadza, bo ona po prostu się cieszy I ona taka jest a ja muszę to akceptować. Jego matka mnie też bardzo pomija w kwestii macierzyństwa, córka zawsze jest bardziej podobna do tatusia, na wycieczce była z tatusiem, tatuś ją będzie nosił, patrzy na tatusia itd. A o mnie do dziecka mówi, że ją szarpie (jak załamałam jej rękawiczki i kwiliła), że na mnie jest zła, że jej nie noszę tylko siedzi w bujaka, ale zaraz przyjdzie tatuś i będzie nosił. Mówiłam mu, ze mam z nią problem, do tego nas nachodzi, wchodzi mi do pokoju, kiedy jestem rozebrana, dokucza mojemu dziecku aż płacze, chociaż ona myśli, ze tylko ją dotyka a płacze przeze mnie, bo jej dałam smoczka, kłamie, że nie otwieram jej drzwi, jak ktoś ma do nas przyjść np.znajomi przychodzą raz na 2 miesiące, to nagle ona jest u nas kilka dni i kilka razy pod rząd, a potem wcina ją na tydzień byle by nie było tak że ktoś widział małą a ona nie bo nie może tego znieść. Oprócz tego próbowała dawać jej jakieś jedzenie niedostosowane do wieku na szczecie ciotka partnera interweniowała. Ale on nie widzi problemu,ja mam być miła i akceptować to co ona robi bo ona ma problemy emocjonalne, bo małżeństwo jej i jej męża się nie udalo (w sensie z teściem się im nie układało nigdy) I ona się cieszy z wnuczki .Jednoczesnie nie mogę robić co uważam za słuszne przy moim dziecku ale pozwalać na to matce bo ona się po prostu cieszy.Koelzanka jeszcze ją j jego podpuszcza że ona robi dobrze i nie widzi nic złego w jej zachowaniu.Mysle że największym problemem nie jest ona sama tylko moj chłop który nie potrafi postawić granic.Ona mu nawet ciuchy wybierała i nadal wybiera i też nic w tym złego nie widzi.Cale życie przekraczała wszelkie jego granice i myśli że moje też może a on jej na to przyzwala.Jednoczesnie wychowała go na Pana domu któremu wszystko się należy i mam mu usługiwać i jest oburzona że ją od niego wymagam pomocy i powrotu do domu a potem myali i rozpowiada wszystkim jak to on się nie zajmuje córką.Co do głupich zdjęć nawet jest problem bo robiąc dziecku zdjęcia rozsyłam po rodzinie ale jak nie wyślę do jego matki to już ma problem,przecież to nie mój obowiązek,sam może to zrobić ale nie bo ja wychodzę na tą złą że jestem dla niej złośliwa a ona się tak cieszy.Duzo jeszcze było takich sytuacji nienormlanych.Najbardziej mnie nie denerwuje ona tylko on że się nie postawi i choć raz nie stanie po mojej stronie.Przeciez ją mu nie każe wybierać ani się kłócić wystarczy żeby jej powiedział wprost żeby tego czy tego nie robiła albo się tak nie odzywała do mnie.Co do pomocy też nie wymagam nie wiadomo czego chce tylko jechać na zakupy o innej porze niż 19/20 i żeby on zajął się na ten czas dzieckiem.Nie wiem jak mam na niego wpłynąć tak jak mówię żadna rozmowa nie przyniosła skutku.Juz nawet mi powiedział że ją to wiem co mu siedzi w glowie i znam się na ludziach(chodziłam do szkoły o profilu pshchologicznym)I stwierdził że mam rację a za dwa dni znowu zostałam sama z chorym dzieckiem i jeszcze stwierdził że to ze mną jest problem i że nie jest mu przykro jak mnie traktuje.Ja też przez tą całą sytuację jestem zła,rozdrażniona,złośliwą i sarkastyczna bo już nie daje rady.Nie chcę się podporządkowywać i być wiecznie sama,nie chce żyć na czyjeś dyktando i dać się dyskryminować jednocześnie dając z siebie wszystko dla dziecka.Dodam że jego ojciec też wie jaka jest jego matka i jak go wychowała i dużo razy stawał po mojej stronie.Bardzo proszę o rady jak to ugryźć albo jak przestać się tym PR,ejmowac

Mąż mnie unika, nie uprawiamy seksu, a sam codziennie się masturbuje i ogląda filmy pornograficzne - co robić?
Mam problem z mężem od dłuższego czasu mnie unika , nie ma współżycia seksualnego. A sam codziennie się masturbuje podobno przez sen i ogląda filmy pornograficzne i ciągle mnie obwinia że to moja wina i że go bardzo wkurzam już nie wiem co robić . Czy bardzo się staram jakoś to uratować tym bardziej mam myśli samobójcze ciągle mi się płakać się chce . Nic mnie nie cieszy
Jak rozpoznać toksyczne zachowania w związku?
Kiedy wiadomo że osoba w związku jest toksyczna?
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.