O napięciu między działaniem a byciem w relacji terapeutycznej
„Dziennik dokumentacji z sesji” - dla terapeutów, psychologów, coachów i pracowników socjalnych
10 złDziennik pracy gabinetowej, który porządkuje proces, skraca czas po sesji i daje obraz postępów klienta. Zawiera m.in. kartę klienta, kontrakt, mapę zasobów, plan celów z KPI, notatki z sesji, model 4K oraz dziennik refleksji.

Cisza jako przestrzeń procesu
Cisza w gabinecie terapeutycznym rzadko jest pustką. Znacznie częściej jest przestrzenią intensywnej aktywności psychicznej i relacyjnej tyle, że niewidocznej na poziomie słów. Z zewnątrz może wyglądać jak zatrzymanie procesu, ale od środka bywa jego najbardziej gęstym momentem.
Właśnie wtedy często dochodzi do tego, co trudno uchwycić:
mikroruchów w doświadczeniu klienta/pacjenta,
subtelnych zmian w napięciu,
pierwszych prób kontaktu z czymś, co dotąd było nie do nazwania.
Dla terapeuty cisza bywa momentem szczególnym. Znika struktura rozmowy, która daje oparcie. Nie ma narracji, którą można podążać, nie ma oczywistych punktów zaczepienia. Zostaje relacja i własna obecność w niej. Według mnie to właśnie tutaj najpełniej ujawnia się sposób bycia terapeuty. Kiedy nie ma słów, nie można oprzeć się na technice w jej najbardziej oczywistej formie. Zostaje sposób oddychania, sposób patrzenia, gotowość do bycia i zdolność do znoszenia tego, co niewiadome.
Małomówność jako adaptacja relacyjna
Nancy McWilliams zwraca uwagę, że sposób komunikowania się klienta/pacjenta (w tym jego milczenie) jest częścią jego organizacji psychicznej, czyli to nie jest brak, to jest forma.
Cisza może być:
obroną,
wyrazem konfliktu,
efektem braku symbolizacji
jedyną dostępną formą kontaktu w danym momencie.
Jeśli tak na nią spojrzymy, pytanie „jak ją przerwać?” zaczyna tracić sens. Znacznie bardziej adekwatne staje się pytanie: „co ona robi w tej relacji i czego potrzebuje, żeby mogło wydarzyć się coś dalej?”. To przesunięcie nie jest tylko teoretyczne, ono realnie zmienia sposób siedzenia w gabinecie.
Terapeuta przestaje być kimś, kto „wydobywa treści” a zaczyna być kimś, kto współtworzy warunki, w których treść może się pojawić.
Reakcja terapeuty i współregulacja
Małomówność klienta bardzo łatwo uruchamia w terapeucie napięcie. Pojawia się myśl: „powinienem coś zrobić”. Czasem jest to subtelne, czasem bardzo wyraźne. W tle mogą pojawiać się pytania o kompetencje, obawa przed oceną, poczucie, że sesja „nie idzie”. W niektórych przypadkach dochodzi do nadmiernej aktywizacji, tj. terapeuta zaczyna zadawać więcej pytań, proponować tematy, podsuwać interpretacje. Intencja jest dobra: poruszyć proces. Efekt zaś bywa odwrotny, klient/pacjent jeszcze bardziej się wycofuje. Allan Schore, opisując procesy regulacji i współregulacji, podkreśla, że relacja terapeutyczna jest dynamicznym systemem dwóch układów nerwowych. Cisza klienta nie jest więc czymś, co „dzieje się obok terapeuty”, ona wpływa na niego bezpośrednio. Jeśli terapeuta zaczyna działać głównie po to, by obniżyć własne napięcie, jego interwencja, choć merytorycznie poprawna, może być relacyjnie nietrafiona, dlatego jednym z najbardziej użytecznych pytań, jakie terapeuta może sobie zadać w ciszy, jest: „czy to, co chcę teraz zrobić, służy klientowi, czy mojej potrzebie regulacji?".
Jakości ciszy w praktyce klinicznej
Chcąc pogłębić rozumienie ciszy, warto przyjrzeć się jej jakościom. W praktyce klinicznej można zauważyć, że cisza nie jest jednorodna:
Czasem jest gęsta, napięta, niemal „lepka”: to często cisza obronna, w której klient chroni się przed zalewającym afektem lub wstydem. W takich momentach zbyt szybka aktywizacja może zostać odebrana jako intruzja.
Innym razem cisza jest pusta, rozproszona, klient/pacjent traci wątek, nie wie, gdzie jest w swoim doświadczeniu. Taki rodzaj ciszy to cisza dezorganizująca, która może wymagać delikatnego wsparcia struktury.
Bywa też cisza spokojna, osadzona tj. klient/pacjent jest w kontakcie, ale nie potrzebuje słów. Jest to cisza integrująca, w której coś się układa poza językiem.
Rozróżnienie tych jakości nie jest zero-jedynkowe. Wymaga uważności na sygnały niewerbalne, na własne odczucia w relacji i na tempo, w jakim zmienia się doświadczenie.
Różnice między nurtami terapeutycznymi
Właśnie w tym miejscu szczególnie wyraźnie ujawniają się różnice między nurtami terapeutycznymi.
W podejściu psychodynamicznym cisza często jest traktowana jako przestrzeń, w której ujawniają się procesy nieświadome. Może być rozumiana jako opór, ale nie w sensie „przeszkody”, lecz jako forma ochrony psychiki. Terapeuta może być bardziej skłonny do pozostania w ciszy, traktując ją jako znaczącą część materiału klinicznego. Interwencje są zwykle oszczędne i ukierunkowane na znaczenie, mogą dotyczyć relacji terapeutycznej, przeniesienia lub tego, co dzieje się „tu i teraz”.
W podejściu poznawczo-behawioralnym cisza częściej jest konceptualizowana jako sygnał zatrzymania procesu poznawczego lub trudności w dostępie do myśli automatycznych czy emocji. Terapeuta może szybciej wprowadzać strukturę: pytania, skalowanie, techniki konkretyzujące doświadczenie. Jednak współczesne podejścia CBT coraz częściej integrują perspektywę relacyjną, co oznacza, że aktywizacja nie musi być mechaniczna, a może być osadzona w kontakcie.
W nurtach humanistyczno- doświadczeniowych cisza bywa traktowana jako naturalna część procesu kontaktu z przeżyciem. Terapeuta często pozostaje w niej świadomie, oferując empatyczną obecność i podążanie. Interwencje są minimalne, ale bardzo precyzyjne np. odzwierciedlenie tego, co subtelnie pojawia się w doświadczeniu klienta. Cisza staje się czymś, co można współtworzyć.
W podejściu systemowym cisza nabiera znaczenia w kontekście wzorców komunikacyjnych. Może być rozumiana jako element dynamiki relacyjnej tj. sposób regulowania napięcia w systemie. Terapeuta może eksplorować jej funkcję: co się dzieje, gdy ktoś milczy, jakie reakcje to wywołuje u innych, jakie role są w tym odgrywane.
W terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach cisza bywa momentem, w którym klient szuka odpowiedzi lub dostępu do zasobów. Terapeuta zwykle ją respektuje, ale może też delikatnie ukierunkować uwagę poprzez pytania o wyjątki, preferowaną przyszłość czy drobne zmiany.
Bardzo ważne jest to, że różnice między nurtami nie polegają na tym, że jedne „aktywują” a inne „milczą”, one różnią się tym, jak rozumieją znaczenie ciszy i gdzie lokują punkt interwencji. Doświadczeni terapeuci często pracują integracyjnie, łącząc różne perspektywy w zależności od potrzeb konkretnej osoby.
Aktywizacja jako interwencja relacyjna
Wracając do praktyki: aktywizacja bywa potrzebna, ale jej jakość jest kluczowa. Interwencje oparte na ciekawości relacyjnej, a nie na presji, mają większą szansę otworzyć proces. Różnica między pytaniem „co się teraz dzieje?” a „dlaczego Pani nic nie mówi?” jest fundamentalna. Pierwsze zaprasza, drugie może zamykać.
Safran i Muran opisują momenty zerwania w przymierzu terapeutycznym jako nieuniknione i jednocześnie kluczowe dla zmiany. Cisza bywa jednym z subtelnych sygnałów takiego zerwania. Umiejętność jego zauważenia i delikatnego „naprawienia” poprzez odniesienie do relacji jest jedną z ważniejszych kompetencji terapeutycznych.
Pozostawanie w ciszy jako doświadczenie korektywne
Jednocześnie pozostanie w ciszy, jest często trudniejsze, niż działanie. Wymaga zdolności do znoszenia napięcia, rezygnacji z natychmiastowego efektu i zaufania procesowi i dla wielu klientów to doświadczenie jest głęboko korektywne. Mogą po raz pierwszy doświadczyć relacji, w której nie trzeba się spieszyć, nie trzeba być „ciekawym”, nie trzeba spełniać oczekiwań, można po prostu być.
Przykłady kliniczne dobrze pokazują, jak różne mogą być znaczenia ciszy.
Ania siedzi w napięciu, milczy, unika kontaktu wzrokowego. Początkowe próby aktywizacji nie przynoszą efektu. Dopiero odniesienie do doświadczenia relacyjnego tj. nazwanie możliwego wstydu i trudności otwiera przestrzeń.
Michał natomiast milczy w sposób spokojny, osadzony. Każda interwencja przerywa proces. Pozostanie terapeuty, pozwala mu doświadczyć czegoś nowego: bycia w relacji bez presji.
Te dwa przykłady pokazują coś istotnego: to nie zachowanie (milczenie) determinuje interwencję, ale jego znaczenie w danej relacji. Zamiast więc szukać uniwersalnej odpowiedzi, bardziej użyteczne jest rozwijanie zdolności do bycia w niepewności. Pomocna może być prosta mikropraktyka: zauważenie własnej reakcji, nazwanie jej, sprawdzenie intencji i dopiero potem decyzja o działaniu lub pozostaniu. Takie przesunięcie od automatyzmu do refleksyjności jest jednym z fundamentów dojrzałej praktyki.
Decyzja terapeuty i kontekst kliniczny
Nie można też pominąć kontekstu klinicznego. W sytuacjach takich, jak kryzys suicydalny, głęboka depresja czy stany dysocjacyjne cisza może pogłębiać izolację. W takich momentach bardziej aktywne podtrzymywanie kontaktu jest nie tylko wskazane, ale konieczne.
Decyzja terapeuty zawsze powinna uwzględniać stan klienta/pacjenta i jego możliwości regulacyjne. Ostatecznie napięcie między działaniem a byciem nie znika wraz z doświadczeniem, ono się pogłębia, ale też staje się bardziej świadome. Moim zdaniem dojrzałość terapeuty polega nie na tym, że zawsze wie, co zrobić, ale że potrafi być w tej niepewności i podejmować decyzje w oparciu o relację. Czasem bowiem największą interwencją nie jest to, co terapeuta mówi, tylko to, że zostaje.
Bibliografia:
McWilliams, N. (2011). Psychoanalytic Diagnosis. Wydawnictwo: Guilford Press.
Yalom, I. (2002). The Gift of Therapy. Wydawnictwo:HarperCollins.
Schore, A. (2012). The Science of the Art of Psychotherapy. Wydawnictwo: Norton.
Safran, J. D., & Muran, J. C. (2000). Negotiating the Therapeutic Alliance. Wydawnictwo: Guilford Press.










Komentarze (0)