Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
70 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,6
Oceny na podstawie kilkuset opinii w sklepach
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy osoba prowadząca podwójne życie może odczuwać wyrzuty sumienia?

Byłem z partnerką w związku przez 3 lata. Z tego związku urodziło się dziecko, które obecnie ma 2.5 roku rozstaliśmy się ok. 2 lata temu. Dopiero gdy dziecko miało około 8 miesięcy, cała prawda wyszła na jaw i natychmiast się rozstaliśmy. Okazało się, że właściwie od początku naszego związku partnerka prowadziła podwójne życie i przez cały ten czas angażowała się emocjonalnie w relację z innym mężczyzną, jednocześnie mnie okłamując. Zastanawiam się, czy osoba, która przez kilka lat świadomie oszukuje partnera, po czasie może odczuwać autentyczne wyrzuty sumienia. Czy kobieta w takiej sytuacji może mieć poczucie winy, że swoim postępowaniem doprowadziła do rozpadu rodziny, przez co dziecko od najmłodszych lat wychowuje się w rozbitym domu? Czy częściej zdarza się, że osoby zachowujące się w ten sposób usprawiedliwiają swoje decyzje i nie odczuwają wyrzutów sumienia? Interesuje mnie odpowiedź z psychologicznego punktu widzenia, ponieważ chciałbym lepiej zrozumieć mechanizmy stojące za takim zachowaniem.
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

Z perspektywy psychologicznej odpowiedź na pytanie o autentyczne wyrzuty sumienia zależy przede wszystkim od dojrzałości emocjonalnej i struktury osobowości tej kobiety.

Statystycznie rzecz biorąc, w pierwszym okresie po rozstaniu znacznie częściej u takich osób dominuje mechanizm silnego usprawiedliwiania własnych decyzji. Aby uniknąć dysonansu poznawczego wynikającego z faktu, że oszukiwało się bliskich i doprowadziło do rozpadu rodziny, psychika takiej osoby uruchamia mechanizmy obronne, takie jak racjonalizacja, przerzucanie winy na partnera czy wypieranie negatywnych konsekwencji wobec dziecka. Osoba ta zaczyna wmawiać sobie i otoczeniu, że miała prawo do szukania własnego szczęścia, co pozwala jej skutecznie zagłuszyć lęk i poczucie winy z powodu wychowywania malucha w rozbitym domu.

Autentyczne wyrzuty sumienia i żal za wyrządzoną krzywdę są oczywiście psychologicznie możliwe, ale zazwyczaj wymagają czasu, opadnięcia pierwszych emocji, zderzenia się z realnymi kosztami emocjonalnymi rozpadu rodziny lub przejścia głębokiego kryzysu osobistego i własnej psychoterapii. Przyznanie się przed samym sobą do tak potężnego i długotrwałego oszustwa jest dla ludzkiego ego niezwykle zagrażające, dlatego umysł woli uciekać w iluzję własnej niewinności, niż skonfrontować się z realnym poczuciem winy. Zrozumienie tego mechanizmu pozwala przede wszystkim zdjąć z siebie ciężar szukania przyczyn tej sytuacji we własnym zachowaniu.

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

 Dzień dobry

 

  Zastanawia mnie pytanie, które się we mnie pojawiło, co za nim stoi, Czy chodzi o to, aby była partnerka także cierpiała? Osoba, która przez lata świadomie kłamie i prowadzi podwójne życie, może po czasie odczuwać autentyczne wyrzuty sumienia, ale nie jest to ani pewne, ani równie częste u wszystkich. W psychologii część osób rzeczywiście doświadcza winy, wstydu i żalu, a część uruchamia mechanizmy obronne jak usprawiedliwianie siebie, minimalizowanie krzywdy, obwinianie partnera albo „odcinanie się” od emocji, żeby nie konfrontować się z własną odpowiedzialnością. Przy długotrwałym oszukiwaniu zwykle działają jednocześnie dwa procesy. Z jednej strony człowiek wie, że rani drugą stronę, z drugiej próbuje utrzymać spójny obraz siebie jako „w gruncie rzeczy dobrego człowieka”. To napięcie często prowadzi do racjonalizacji, czyli wewnętrznych tłumaczeń typu: „miałem/miałam powody”, „to i tak by się rozpadło”, „nie chciałam nikogo skrzywdzić”. W takich sytuacjach wyrzuty sumienia mogą pojawić się od razu, ale być tłumione w zarodku, nie dopuszczając na poziom refleksji, dopiero po czasie, gdy emocje opadną; pod wpływem konfrontacji, utraty związku albo konsekwencji wobec dziecka albo wcale nie w postaci pełnej winy, tylko jako dyskomfort, wstyd czy unikanie tematu.

 To, czy ktoś czuje winę, zależy od wielu czynników jak rzeczy poziomu empatii, zdolności do autorefleksji, cech osobowości, tego, jak silnie dana osoba broni własnego obrazu siebie, oraz od tego, czy potrafi przyjąć odpowiedzialność bez natychmiastowego przerzucania jej na innych.

Dlatego nie ma jednej odpowiedzi typu „takie osoby zawsze żałują” albo „nigdy nie żałują”. Często prawdziwy obraz jest mieszany: ktoś może jednocześnie czuć ulgę, żal, wstyd, złość na siebie i potrzebę usprawiedliwienia własnych decyzji. Jeśli ktoś ma świadomość, że swoim zachowaniem przyczynił się do rozpadu rodziny i trudniejszego startu dziecka, może to z czasem wywoływać bardzo silne poczucie winy. U części osób taka myśl staje się trwałym źródłem bólu, zwłaszcza gdy widzą skutki w codziennym życiu dziecka. Jednocześnie część ludzi broni się przed takim ciężarem psychicznie, bo pełne przyjęcie winy byłoby dla nich zbyt trudne. Wtedy zamiast autentycznego żalu pojawia się narracja obronna, na przykład: „to był trudny związek”, „wszyscy cierpią po rozstaniu”, „dziecko i tak byłoby nieszczęśliwe”. To nie znaczy, że nie ma w nich żadnych uczuć ale raczej że są one silnie zniekształcone przez mechanizmy obronne. Z Twojej perspektywy najważniejsze jest chyba to, że czyjś brak szczerości przez długi czas nie musi oznaczać braku zdolności do winy. Często oznacza raczej, że dana osoba potrafiła długo oddzielać swoje działania od ich konsekwencji albo skutecznie je sobie tłumaczyć. To, czy ona dziś rzeczywiście coś czuje, możesz w praktyce ocenić nie po deklaracjach, tylko po trzech rzeczach. Pierwsze, czy bierze odpowiedzialność bez zrzucania winy, drugie czy okazuje konsekwentny szacunek wobec ciebie i dziecka oraz trzecie dotyczy faktu zachowanie się zgodne z tym, co mówi. W psychologii właśnie spójność zachowania jest zwykle bardziej znacząca niż same słowa.

 

Karolina Kądziołka

Karolina Kądziołka

Niestety trudno jednoznacznie wyjaśnić takie zachowanie, ponieważ nie istnieje jeden wzorzec, który pozwalałby je wyjaśnić. Przyczyn może być wiele - od indywidualnych cech osobowości, przez doświadczenia z dzieciństwa i sposób budowania więzi, po wyznawane wartości czy przekonania dotyczące relacji. To, co dla jednej osoby jest absolutnie nie do zaakceptowania, dla innej może być czymś znormalizowanym, ponieważ taki model relacji zna lub w takim środowisku funkcjonowała.

Często zdarza się również, że ludzie usprawiedliwiają swoje zachowanie, aby zmniejszyć dyskomfort psychiczny i nie musieć konfrontować się z poczuciem winy czy cierpieniem wynikającym z uświadomienia sobie, że wyrządzili komuś krzywdę. Nie oznacza to jednak, że każda osoba postępuje w ten sam sposób - niektórzy po czasie odczuwają autentyczne wyrzuty sumienia i biorą odpowiedzialność za swoje decyzje, inni nadal szukają usprawiedliwień. Bez poznania perspektywy konkretnej osoby nie da się tego jednoznacznie ocenić.

Przykro mi, że spotkała Pana taka sytuacja. Doświadczenie wieloletniego oszukiwania przez bliską osobę może głęboko zachwiać poczuciem bezpieczeństwa i zaufaniem do innych. Jednocześnie warto pamiętać, że nie ma Pan wpływu na decyzje byłej partnerki, natomiast ma Pan wpływ na to, jak zadba o siebie i swoje życie w przyszłości. To, w jaki sposób przepracuje Pan to doświadczenie, może mieć większe znaczenie dla Pana dobrostanu niż znalezienie odpowiedzi na pytanie, co czuła lub czuje druga strona.

Warto również pamiętać, że rozpad związku jest trudnym doświadczeniem dla wszystkich zaangażowanych, jednak o jakości życia dziecka w większym stopniu decyduje sposób, w jaki rodzice współpracują po rozstaniu, niż sam fakt, że nie tworzą już wspólnego gospodarstwa domowego. Dziecko ma szansę rozwijać się prawidłowo, jeśli doświadcza stabilności, bezpieczeństwa i odpowiedzialnej opieki ze strony obojga rodziców.

Małgorzata Klimowska

Małgorzata Klimowska

Bardzo mi przykro, że doświadczył Pan w życiu tak trudnej sytuacji. Ale odpowiadając na Pana pytania:

1. tak, jest możliwe że kobieta w takiej sytuacji może mieć poczucie winy po czasie.

2. nie ma żadnych statystyk, mówiących  tym, czy częściej zdarza się, że osoby zachowujące się w ten sposób usprawiedliwiają swoje decyzje i nie odczuwają wyrzutów sumienia.

Natomiast ja odebrałam Pana zapytanie w trochę inny sposób. Być może ważniejszym pytaniem jest dziś nie to, co czuje ona, ale jak Pan może odzyskać poczucie bezpieczeństwa i zaufanie po tym doświadczeniu. Jeśli mimo upływu czasu ta historia nadal budzi w Panu tyle pytań i emocji, myślę, że rozmowa z psychologiem może pomóc nie tyle zrozumieć ją, ile uporządkować to, co wydarzyło się w Panu.

Oliwia Grzemba

Oliwia Grzemba

Witam,

 

Dobre pytanie by było, jaką przeszłość ma za sobą partnerka? Czy jej działania wynikły np. z lęku przed odrzuceniem albo może w rodzinie była podobna sytuacja? Nawet, jeśli nie jesteście razem, nadal możecie być super rodzicami dla dziecka. Czy próbowaliście ze sobą rozmawiać na temat oczekiwań w związku jeszcze na początku? Mogła mieć za sobą nieprzepracowane rzeczy, do których bała się przyznać. To nie jest uczciwe, że zdradziła, oczywiście, aczkolwiek nieraz taka osoba ma za sobą pasmo różnych przeżyć, niekiedy zaburzeń w pakiecie na ich skutek, które do tego doprowadzają. Ogólnie dobrze jest się najpierw ze sobą zaprzyjaźnić trochę, pobyć w różnych sytuacjach, aby później właśnie rozważyć ewentualny związek.

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry,

Z psychologicznego punktu widzenia nie ma jednej odpowiedzi. Niektóre osoby po czasie rzeczywiście odczuwają poczucie winy i wyrzuty sumienia, inne natomiast, aby chronić swój obraz siebie, usprawiedliwiają własne zachowanie lub przenoszą odpowiedzialność na partnera czy okoliczności. Nie jesteśmy jednak w stanie ocenić, co przeżywa konkretna osoba. Z perspektywy Pana zdrowienia większą wartość może mieć skupienie się na własnym procesie przepracowania tej zdrady i odbudowie poczucia bezpieczeństwa niż próba zrozumienia motywacji byłej partnerki.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 

Edyta Kotula

Edyta Kotula

To bardzo naturalne, że próbujesz zrozumieć, co mogło stać za jej zachowaniem. Kiedy doświadczamy tak głębokiego zranienia, szukanie odpowiedzi jest częścią porządkowania tego, co się wydarzyło.

Z psychologicznego punktu widzenia nie ma jednej odpowiedzi. Osoba, która przez długi czas prowadzi podwójne życie, może odczuwać autentyczne wyrzuty sumienia, ale równie dobrze może je tłumić lub usprawiedliwiać swoje decyzje. Często działa tu mechanizm redukcji dysonansu poznawczego – aby poradzić sobie z napięciem między własnym obrazem siebie a swoim zachowaniem, człowiek zaczyna tworzyć wyjaśnienia typu: „to związek już nie działał”, „nie miałam wyboru”, „każdy zasługuje na szczęście”. Takie usprawiedliwienia nie zawsze oznaczają brak sumienia... czasem są sposobem na poradzenie sobie z poczuciem winy.

Zdarza się również, że wyrzuty sumienia pojawiają się dopiero po latach, kiedy emocje opadną i człowiek zaczyna dostrzegać konsekwencje swoich decyzji, również dla dziecka. Są jednak osoby, które przez całe życie pozostają przy swoim sposobie interpretowania wydarzeń i nie odczuwają znaczącego poczucia winy.

Najważniejsze jest jednak to, że nie da się wiarygodnie ocenić stanu sumienia konkretnej osoby wyłącznie na podstawie jej zachowania. Dwie osoby mogą postąpić niemal identycznie, a przeżywać swoje decyzje zupełnie inaczej.

Z perspektywy psychologicznej warto też pamiętać, że odpowiedzialność za wieloletnie oszukiwanie partnera spoczywa na osobie, która podejmowała takie decyzje. Natomiast to, czy dziś odczuwa wyrzuty sumienia, nie zmieni tego, co się wydarzyło. Czasem większą ulgę przynosi nie znalezienie odpowiedzi na pytanie „czy ona żałuje?”, ale stopniowe odzyskiwanie poczucia, że to, co zrobiła, nie definiuje Twojej wartości ani tego, jakim jesteś partnerem czy ojcem. To zwykle jest znacznie ważniejsze dla dalszego życia niż poznanie jej wewnętrznych przeżyć.

Zobacz podobne

Jak poradzić sobie z utratą przyjaźni i odrzuceniem emocjonalnym?

Miałam starszą przyjaciółkę (tak przynajmniej myślałam). Wspierała mnie, dzwoniła do szpitala, ja też jej pomogłam w ważnej sprawie, mówiłyśmy sobie różne ważne rzeczy, śledziła moje życie na Instagramie, pisałyśmy w Sylwestra i Nowy Rok.., dużo rozmawiałyśmy. Była dla mnie niczym mama, a ja ze swoją miałam i mam chłodne relacje. Wręcz uzależniłam się od niej emocjonalnie i martwiłam się, gdy długo nie pisała lub nie dawała lajków do zdjęć. Jednak po Nowym Roku miałam wrażenie, że już tylko ja się staram, bo ciągle ja pierwsza się odzywałam. 

Niby "zabiegana" a jakoś wcześniej czas był...Aż pod koniec lutego poszło tak naprawdę o pierdołę i postanowiła zerwać kontakt. Miałam wówczas ciężki dzień i pod wpływem emocji coś palnęłam, a ona to odebrała jako atak na siebie, choć doskonale znała sytuację i moje reakcje na pewną osobę. 

Zakończyła, odrzucając mnie tak drastycznie "rozumiem, że miałaś ciężkie dzieciństwo, ale nie jestem, nie byłam i nie będę twoją mamą, no sory". "Ty nie panujesz nad nerwami" (choć wie, dlaczego i że czekam na terapię)."Wierzę, że miałaś ciężki dzień, ale muszę to przystopować, wspierałam, jak mogłam, ale tak dalej być nie może". I że ja jej dyktuję z kim i jak ma rozmawiać... A rozmawiała z naszym wspólnym wrogiem, do którego mam uraz. Ja oczywiście się tłumaczyłam, przeprosiłam i prosiłam, ale na nic się to zdało a w pewnym momencie przestała odpisywać. Nie umiem sobie poradzić z tym odrzuceniem, już wstawianie zdjęć nie ma dla mnie radości. Chciałabym jej opowiedzieć co u mnie, poradzić się czasem, ale została pustka, chciałabym wznowić relacje nawet po takim brzydkim zakończeniu. 

Kiedyś pisała "zawsze będę cię wspierać, póki żyje, nie pozwolę, żebyś się poddała, w grupie siła", "moja druga córeczka"...To po co w ogóle była ta znajomość? Czemu nie porozmawiała szczerze wcześniej, tylko jakby czekała na potknięcie, tak jakby nigdy nikt błędów nie popełnił... Jest mi bardzo ciężko każdego dnia i każdej nocy, nie tego się spodziewałam, że pierw otworzy swoje ramiona dla mnie, a później z nich wyrzuci :( nie umiem sobie poradzić i jak gdzieś jestem to myslę "stąd jej zdjęcia wysyłałam"

Wstyd przed rozbieraniem się przy partnerze w świetle - czy to normalne i jak sobie z tym poradzić?
Czy jestem normalną jeśli mam 25 lat ale nie chce rozbierać się w świetle przed partnerem? Zamierzam pracować nad tym wstydem, ale powoli, a boje się że pomyśli że jestem dziwna.
Jak ratować małżeństwo po przemocy i problemach z alkoholem?

Witam serdecznie – dziękuję ogromnie za wsparcie, troskę i pomoc odnośnie mojej osoby – jak psychiczną, czy nawet psychologiczną, psychiatryczną i opinii seksuologa. Bardzo mi zależy na uratowaniu mojego małżeństwa z 16-letnim stażem, a razem 20 lat. Doznałam za dużo krzywdy w życiu – nie tylko w tym małżeństwie, lecz przez kupę lat, co dłuższy czas siedzi w sercu, jak i w głowie. Powodem ratowania małżeństwa nie tylko jest silne z mojej strony uczucie do męża – strasznie go kocham, świata nie widzę poza nim. On twierdzi, iż za mną też nie widzi świata, że jestem wyjątkową osobą i ważną w jego życiu. Lecz omówienie chęci ratowania nas jest dla mnie bardzo trudne – jednym słowem: doznałam traumy, załamania psychicznego, nerwowego, jak depresję. Aż biorę leki, które mnie uspokajają, choć jest to chwilowe.

Również mogę to powiedzieć w drugą stronę – w stronę męża – też przeze mnie dużo przeszedł, choć on do wszystkiego podchodzi obojętnie, nawet lekceważąco, nie biorąc żadnej odpowiedzialności za swoje czy błędy, zawsze wszystkim obarcza mnie, na mnie zwala cały syf. Staram się bardzo często rozmawiać z mężem o swoich, jak i jego potrzebach, uczuciach, pragnieniach, nawet o pożądaniu, chemii, magii, więzi uczuciowej między nami – lecz nie wiem, jak wszystko odbierać. Mąż zachowuje się tak, jakby nie chciał brać udziału w ratowaniu relacji, chęci naprawy w pozytywną stronę, lecz w negatywną. Każde kłopoty, kłótnie, sprzeczki przerzucać potrafi na mnie, jakbym to tylko ja wszystkiemu była winna.

Rok temu oboje przeszliśmy poważny i pierwszy kryzys małżeński. Przyznaję się bez bicia – byłam uzależniona od życia towarzyskiego – dochodził alkohol, tak, coraz częściej piłam, nawet około 8 lat. Wolałam każdą chwilę, czas spędzać poza domem, nie w obecności męża, ponieważ wiecznie kłótnie, poniżanie, wyzwiska, bicie, niechęć do zbliżeń. Oddalałam się od męża, zaczynałam się czuć w jego obecności ciągłą walkę, rutynę, brak komunikacji. Popadałam w bezsilność, dlatego poszłam swoją i niestety złą drogą – alkohol, znajomi. Kiedy tłumaczę mężowi, twierdzi, iż nie ma żadnego to wytłumaczenia – z jednej strony ma rację, a z drugiej – sama nie wiem, to była zwykła ucieczka, bezradność.

Nie ukrywam, że nie byłam mężowi dłużna, nie grałam fair, też atakowałam, nakręcałam się – a to jedynie, aby się bronić. Mąż twierdzi, iż to ja źle go traktuję, że nie pozwoli sobie na traktowanie siebie jak psa z mojej strony, z kolei to, jak traktuje mnie – ja mam na to wyrażać zgodę, a on puszcza to płazem, sądząc, że nic złego nie robi???

Tak, zdarzyło się, iż miałam rozwaloną głowę, którą trzeba było szyć – popchnął mnie, uderzyłam w kaloryfer. Następnie miałam tzw. cyt. „pizdę pod okiem” – uderzył mnie z pięści. Mimo to nie chciałam – jak nie mam dokąd uciekać – choć rozważałam odejście, podanie o rozwód, lecz za bardzo męża kocham. To nie jest tak, że przyzwyczaiłam się do takiego życia – NIE. Po prostu czuję bardzo mocne uczucie co do jego osoby – życia sobie nie wyobrażam poza nim. Potrafi być wspaniały, choć z tego kochającego, troskliwego człowieka nagle pokazuje się obraz potwora – damskiego tyrana. Wydaje mi się, że mąż nawet w sobie tego nie dostrzega – zawsze się przed tym broni, iż z nim wszystko w porządku.

Na chwilę wszystko ucichło – poszliśmy na terapię małżeńską, coś pomogło mężowi, lecz na chwilę. Stwierdził, iż nam niepotrzebne terapie, a sami powinniśmy sobie z tym wszystkim poradzić – choć nie wychodzi???

Mąż złamał ogromnie moje serce – nie mówię, że ja jemu również. Wyrzucił mnie z domu, bo się po prostu rozpiłam, szukałam wyjścia z tego wszystkiego. Po tygodniu chciał, abym wróciła, i tak się stało – zaczynało układać się nawet dobrze – mega seks, lecz często nieudane noce, tzw. „spontan sex – wtulić, spać”. Chcieliśmy tak sami to wprowadzić i było super, cieplej, czuło się bezpiecznie.

Od tego się zaczęło – kiedy nie ma seksu raz, dwa, pośród nocy jestem zniesmaczona, zaraz wybucham, robię dramy. Mąż ma mnie dość, lecz po prostu potrzebuję zbliżeń dosyć często, ponieważ po takim przeżyciu, co nas spotkało, szczerze czuję coś jeszcze więcej do męża – podnieca mnie, stał się dla mnie bardziej atrakcyjny. Mówiłam mężowi, iż powinien się cieszyć, a nie narzekać. Mąż mówi nieraz: „podejdź w nocy do mnie, zaczep, zacznij pierwsza grę wstępną”, a kiedy podchodzę – odpycha, po prostu nie wychodzi mi. Co do czego, odwróci kota ogonem zaraz i powie na drugi dzień, cyt.: „a ty mnie w nocy przytulasz, zaczepiasz???” Nie, nie robię tego dosyć często, ponieważ zdaję sobie sprawę, że kiedy będę podchodzić pierwsza – nic to nie da.

Przeszłam tzw. terapię odwykową, terapeutyczną, co w zupełności mi wystarczyła – i nie tylko ja jestem z siebie dumna, ale mąż twierdzi oraz rodzina, że są ze mnie dumni, iż mąż docenia, co zrobiłam dla samej siebie, choć jemu tłumaczę za każdym razem, że zrobiłam to dla niego, bo bardzo go kocham. Tak, własnymi siłami wyszłam z nałogu – to ja postawiłam na ratowanie małżeństwa, jak i własnego zdrowia. A teraz walczę o dalszy i piękny związek oparty na szacunku, wsparciu, trosce, zrozumieniu, magii miłości, chemii, namiętności i pożądaniu – obustronnie.

Czasem uważam, że ze strony męża jest w moją stronę jakaś ukryta manipulacja, często zastraszanie i ciągłe krytykowanie – jakby w coś grał, jakbym była zapasowym kołem, mimo iż zaprzecza. Dosyć często sprzeczamy się o sprawy łóżkowe. Tłumaczę mężowi, iż przez to, co przeszliśmy, obłędny seks, czułość, ciepło, jak i pożądanie – jest bardzooo potrzebne, tym bardziej, jak nie było tego przez wiele, wiele lat. Nie widać, aby do męża cokolwiek docierało. Potrafi mnie krytykować – jakby nie dorósł do związku, a mi powie: „czy ja dorosłam?”. Potrafi mówić takie słowa, cyt.: „twój problem, nie mój, twoja bajka, a w takiej bajce nie będę tkwił, mam wyjebane, znajdź innego na ruchanie, jesteś toksyczna i dramat, wiecznie pierdolisz w kółko o tym samym, ryjesz mi łeb, wchodzisz mi do łba, to przez ciebie taki się robię, takim jestem, kto by z tobą wytrzymał, powinnaś się leczyć, z tobą jest bardzo źle, kawał suki z ciebie...”.

Kiedy opanuję swoje emocje, po max 8 godzinach – bo nie da się do niego podejść, aby spokojnie pogadać – on nagle żałuje, przeprasza, jakby nigdy nic. Zaraz że ja go podniecam, jaram, że zawsze ma na mnie ochotę, że tylko ja, nikt inny, że jestem wyjątkową i ważną dla niego osobą. Po 3 dniach magii, spokoju i harmonii – nagle ze strony męża uszczypliwość i ataki agresji słownej, kiedy jego o coś zapytam. Potrafi w szaleństwie emocji złapać mnie za gardło, nawyzywać mnie od suki, dziwki, po czym żałuje, twierdząc, iż tak postąpił, bo ja niby go, cyt.: „wkurwiłam”. Mówię, że nie ma to żadnego wytłumaczenia, a mąż – wymówka: trzeba było inaczej podejść, a nie w taki sposób – tak właśnie z mężem się rozmawia. Z niczego nic sobie nie robi, a najgorsze jest to, że całe zło, kłótnie, bicie, jego złe podejścia – przerzucać potrafi jedynie na mnie!!! Aby się wybielać??? Oczyszczać??? Jakie to jest niewinne, nic nie robiące złego stworzenie???

Z dnia na dzień czuję, że moje uczucia do męża zaczynają na nowo wygasać, że jestem gotowa odejść – mimo iż nie mam dokąd, nawet pod tzw. „chmurkę”. W głębi duszy bardzo męża kocham. Uświadamianie mężowi, że chęć bliskości, czułości, troski i zrozumienia itp. jest kluczową rolą – nie dociera. Czuję, że mąż bawi się moimi uczuciami, że ma ukryty cel, alibi – aby mnie wykończyć psychicznie, z kimś ma plan, może ma kogoś, a ja jestem przykrywką?? Popadłam już w depresję, nie mam co liczyć na wsparcie ze strony męża, troskę, opiekę. Nie wierzę i nie widzę, ażeby mąż okazywał odrobinę chęci, zainteresowania związkiem, naszą relacją. Co ja mam myśleć, robić, gdzie, co, jak???

Odkąd choruję ginekologicznie, mąż się odsuwa, nie daje wsparcia.

Moje nurtujące pytanie trochę pogmatwane, lecz upadam z sił. Błagam o poradę, może coś da? 

Otóż czuję, może mi się tylko wydaje, że w moim pięknym życiu małżeńskim jest coś nie tak. Udane sprawy łóżkowe, namiętność, czułość, power, porządanie wszystko jest, nie mam co narzekać. Mąż okazuje czułość, uczucia" kochanie kocham etc, choć od momentu co mam problemy ginekologiczne m.in mięśniaki macicy, torbiel złą cytologię, wycinki, obawy, że pójdę do szpitala, nie daj Boże zabieg usunięcia macicy, czuję się przez męża nagle odepchnięta, niepotrzebna ,nieatrakcyjna, okazuje to w jaki sposób... już piszę. 

Mówi, że bardzo mnie kocha, choć potrafi nie rozumieć mnie w tej sytuacji,  sex nietaki udany, popada w agresję, słowna, ataki furii ,powie cyt ,, zaraz ktoś dostanie w pysk,, ,,lecz się psychiatrycznie psycholu,, po prostu mnie krytykuje, lekceważy, olewa nie da się dotknąć, niby przejmuje się, choć ja tego nie zauważam. 

Biorę leki antydepresyjne, on niby jest wsparciem, ale nie aż takim, jakim powinien być. Obawiam się, że czeka na efekty, co powie lekarz - idziemy 18 listopada razem do ginekologa. Boję się i jemu to mówię, co ciężko dociera, iż spadnie moje libido brak chęci na sex, a teraz tak było pięknie, nawet się popłacze, on z niczego sobie nic nie robi, jedynie na mnie krzyczy i odsuwa się. Po chwili żałuje, przeprasza i kupuje kwiaty, jakby nic się nie stało. Patrzy bardziej na siebie. 

Czy on do mnie coś szczerze jeszcze czuje, czy to oznaki, że odejdzie, choć zapewnia jak bardzo mnie kocha. Wczoraj godz 20.00 aż do 22.00 musiałam się produkować, tłumaczyć, choć słuchał mnie jak to się mówi,, jak zgaszone radio, udawał zmęczenie, zamykał oczy, unikał lekceważył. Wymusiłam zbliżenie. Dziś nagle będąc w pracy czułe słówka, kochanie, tęsknie itp. 

Ja upadam psychicznie z sił. Nie czuję jego troski, a chłód. On twierdzi, że też się martwi, to czemu mnie odpycha? Tym nie okaże mi wsparcia - czułości i troski. Mówi, że nawet jeśli przejdę zabieg i max 2 miesiace bez sexu, będzie do mnie podchodził, dotykał. Mówiłam mężowi" tak samo jak teraz?" Sądzi jak on to mówi cyt ,, jarasz mnie, ciągle mam na ciebie ochotę,, jak mam w to wierzyć?

Błagam co mam myśleć, robić czy wierzyć w tą miłość i uczucia, czy to już porażka, wypalenie, kłamstwa od strony męża? Manipulowanie? Czasem myślałam, że jest toksycznym człowiekiem, bo nie potrafi rozmawiać i panować nad emocjami. Napomknę, że chodziliśmy na terapię małżeńskie i dużo to dało, choć teraz jestem w totalnej rozsypce. Błagam o pomoc

Jak radzić sobie z zazdrością w związku związanej z tańcem partnerki?

Dzień dobry, Moja partnerka uwielbia wszelkiego rodzaju taniec i obecnie intensywnie tańczy Kizombę, jest to bardzo bilski cieleśnie i sensualny taniec. Ostatnio zaczęła jezdzic na festiwale gdzie zjezdzaja się ludzie z calego swiata i imprezy kizombowe trwają 4 noce pod rząd. Mimo że wiem, że to dla niej tylko taniec i nie mam co do tego wątpliwości, to ja czuję bardzo duży dyskomfort, że przez wiele godzin tańczy z różnymi facetami tak sensualny i bliski taniec. Nie potrafie sobie z tym poradzić.Jak tańczy w naszym mieście w gronie swoich znajomych z tańców nie odczuwam tego dyskomfortu, wiem, ż to dla nich sport, kazdy ma dobre intencje i dobrze się bawią. Co innego jak wiem, że jest na kilkudniowym festiwalu, gdzie przyjeżdżają ludzie z całego świata z różnymi intencjami a imprezy trwają kilka nocy. Bardzo mnie to męczy i nie chcę, żeby moja kobieta oddawala się w prowadzenie w tak sensualnych tańcach z obcymi facetami. Czy mam prawo uważać, że kazdy ma inne granice i że dla mnie takie tance są zbyt intymne i moja granica w kwestiach jej bliskosci z innymi jest po prostu przekraczana? 

Czy moze ze mną coś nie tak i powinienem nad tym popracowac? Proszę ją żeby nie jeździła na takie festiwale, bo nie potrafie tego udźwignąć, to w odpowiedzi slyszę, że ją ograniczam , że jej nie ufam i wyobrażam sobie za dużo, a to tylko taniec. Ja wiem, że ona mnie bardzo kocha i nie zrobilaby nigdy nic zlego, bardziej nie wierzę w czyste intencje tych facetow i po prostu tak bliskie cielesnie tance sa dla mnie zbyt intymne.. z gory dziękuję za odpowiedź

Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.