Dominika Poźniak
To, co Pani opisuje, wcale nie jest rzadkie. Wygląda to na relację, w której granice między Panią a mamą są rozmyte, a Pani przejmuje na siebie jej emocje i odpowiedzialność.
To, że trudno powiedzieć „nie”, jest zrozumiałe - skoro reakcją mamy jest obrażanie się i wycofywanie, to naturalne, że unika Pani tego, żeby nie utracić kontaktu. Tyle że ceną jest Pani spokój i własne życie.
Uzyskanie dystansu bez odcinania się jest możliwe, ale wymaga stopniowej zmiany kilku rzeczy:
1. Rozdzielenie: co jest moje, a co mamy
Kiedy mama opowiada o problemach, można spróbować zauważyć: „to są jej emocje, nie moje”. Empatia nie musi oznaczać brania tego na siebie.
2. Małe granice zamiast radykalnych zmian
Nie trzeba od razu wszystkiego zmieniać. Można zacząć od drobnych rzeczy, np.:
- skrócenia rozmowy, gdy czuje Pani przeciążenie
- powiedzenia: „mamo, wrócimy do tego później”
3. Przygotowanie się na jej reakcję
To bardzo ważne: mama może się denerwować i obrażać, bo dotychczasowy układ się zmienia. To nie znaczy, że robi Pani coś złego.
4. Zwrócenie uwagi na siebie
Skoro Pani samopoczucie jest zależne od mamy, to warto stopniowo budować coś „swojego”:
- własne aktywności
- relacje
- przestrzeń, w której Pani jest „u siebie”
Wprowadzanie takich zmian i wychodzenie z tej roli jest trudne i często pojawia się pokusa, żeby wrócić do tego, co znane. To naturalne, bo ten schemat był budowany latami.
Czasami pomocne jest spojrzenie z perspektywy czasu i zadanie sobie pytania:
czy moje dotychczasowe poświęcanie się realnie pomogło mamie i coś zmieniło? Często okazuje się, że nie - albo wręcz przeciwnie.
Paradoksalnie, czasami najzdrowszą formą troski i bliskości jest zadbanie o siebie i danie drugiej osobie przestrzeni, żeby wzięła odpowiedzialność za własne życie.
Jeśli czuje Pani, że to „uzależnienie” jest silne i trudno z tego wyjść samodzielnie, rozmowa z psychologiem może bardzo pomóc - szczególnie w stawianiu granic bez poczucia winy i w zrobieniu pierwszych kroków.

















