Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Uzależnienie emocjonalne od mamy – jak postawić granice i znaleźć dystans?

Witam, jestem bardzo uzalezniona od mamy. Pomiomo ze mieszkamy daleko od siebie to ja nie potrafie nie zyc jej zyciem. Ona obarcza mnie strasznie swoimi problemami a ze jestem jedynaczka wszystko skupia sie na mnie. Nie umiem powiedziec nie poniewaz ona pozniej obraza sie na mnie na pare tygodni. Uzaleznienie to nie daje mi zyc i cieszyc sie swoim zyciem bo moje samopoczucie uzaleznione jest od jej humoru. Brzmi to strasznie ale niestety zaczyna mnie to meczyc. Ja nie chce sie odcinac od mamy ale znalezc dystans. Bardzo prosze o pomoc
Dominika Poźniak

Dominika Poźniak

To, co Pani opisuje, wcale nie jest rzadkie. Wygląda to na relację, w której granice między Panią a mamą są rozmyte, a Pani przejmuje na siebie jej emocje i odpowiedzialność.

 

To, że trudno powiedzieć „nie”, jest zrozumiałe - skoro reakcją mamy jest obrażanie się i wycofywanie, to naturalne, że unika Pani tego, żeby nie utracić kontaktu. Tyle że ceną jest Pani spokój i własne życie.

 

Uzyskanie dystansu bez odcinania się jest możliwe, ale wymaga stopniowej zmiany kilku rzeczy:

 

1. Rozdzielenie: co jest moje, a co mamy
Kiedy mama opowiada o problemach, można spróbować zauważyć: „to są jej emocje, nie moje”. Empatia nie musi oznaczać brania tego na siebie.

 

2. Małe granice zamiast radykalnych zmian
Nie trzeba od razu wszystkiego zmieniać. Można zacząć od drobnych rzeczy, np.:

- skrócenia rozmowy, gdy czuje Pani przeciążenie

- powiedzenia: „mamo, wrócimy do tego później”

 

3. Przygotowanie się na jej reakcję
To bardzo ważne: mama może się denerwować i obrażać, bo dotychczasowy układ się zmienia. To nie znaczy, że robi Pani coś złego.


4. Zwrócenie uwagi na siebie
Skoro Pani samopoczucie jest zależne od mamy, to warto stopniowo budować coś „swojego”:

- własne aktywności

- relacje

- przestrzeń, w której Pani jest „u siebie”
 

Wprowadzanie takich zmian i wychodzenie z tej roli jest trudne i często pojawia się pokusa, żeby wrócić do tego, co znane. To naturalne, bo ten schemat był budowany latami.

 

Czasami pomocne jest spojrzenie z perspektywy czasu i zadanie sobie pytania:
czy moje dotychczasowe poświęcanie się realnie pomogło mamie i coś zmieniło? Często okazuje się, że nie - albo wręcz przeciwnie.


Paradoksalnie, czasami najzdrowszą formą troski i bliskości jest zadbanie o siebie i danie drugiej osobie przestrzeni, żeby wzięła odpowiedzialność za własne życie.


Jeśli czuje Pani, że to „uzależnienie” jest silne i trudno z tego wyjść samodzielnie, rozmowa z psychologiem może bardzo pomóc - szczególnie w stawianiu granic bez poczucia winy i w zrobieniu pierwszych kroków.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

Relacja z mamą opiera się na szantażu emocjonalnym, w którym Pani poczucie winy jest głównym narzędziem kontroli. Obrażanie się na kilka tygodni to kara za Pani próby bycia odrębną osobą, a Pani samopoczucie stało się zakładnikiem nastrojów matki, co jest dla Pani wycieńczające. Dystans, którego Pani szuka, wymaga zrozumienia, że nie jest Pani odpowiedzialna za emocje dorosłej kobiety, nawet jeśli jest Pani jedynaczką.

Kluczem do zmiany jest zaakceptowanie "kary" milczenia bez prób naprawiania sytuacji na siłę – jeśli mama decyduje się na milczenie po Pani odmowie, proszę pozwolić jej na to i zająć się własnym życiem, zamiast czekać w lęku na jej przebaczenie. Budowanie granic polega na ograniczaniu czasu poświęcanego na wysłuchiwanie jej skarg i jasnym komunikowaniu, kiedy rozmowa staje się dla Pani zbyt obciążająca. Tylko poprzez konsekwentne pokazywanie, że szantaż emocjonalny przestał na Panią działać, ma Pani szansę odzyskać wolność, nie zrywając przy tym więzi rodzinnych.

Powodzenia

Bożena Nagórska

Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,

Sytuacja, którą Pani opisuje pojawia się w relacjach, w których granice emocjonalne między rodzicem a dorosłym dzieckiem są zatarte. Pojawia się tutaj pewien schemat, w którym Pani bierze na siebie zbyt dużo odpowiedzialności za emocje mamy. W takiej relacji naturalnie pojawia się poczucie, że trzeba reagować, uspokajać, być dostępną, szczególnie jeśli pojawia się obrażanie lub ciche dni.  Z czasem prowadzi to jednak do tego, że Pani własne samopoczucie zaczyna zależeć od nastroju mamy. Dlatego warto rozdzielić dwie rzeczy: więź z mamą (to może zostać) oraz odpowiedzialność za jej emocje (to nie musi być Pani obszar). Zamiast „odcinać się”, o czym Pani pisze, pomocne może być budowanie dystansu poprzez stawianie małych granic np.:
- nie odbieranie każdego telefonu natychmiast,
- skracanie rozmów, gdy wchodzą w obciążające tematy,
- niewchodzenie w rolę osoby rozwiązującej problemy mamy.

Utrudnieniem może być tu mechanizm obrażania się, który często działa jak forma nacisku emocjonalnego. Warto mieć świadomość, że stawianie granic może na początku wywołać niezadowolenie mamy, ale to nie oznacza, że robi Pani coś złego. Pomocne może być też przygotowanie sobie prostych komunikatów, np.: „Mamo, rozumiem, że to dla Ciebie trudne, ale nie jestem w stanie teraz tego udźwignąć.” To, czego Pani potrzebuje, to niekoniecznie zerwanie relacji, tylko odzyskania przestrzeni dla siebie. To jest proces, ale można się go stopniowo uczyć.
Wszystkiego dobrego,
Joanna Cichosz

Witold Bomba

Witold Bomba

To, co Pani opisuje, bardzo jasno wskazuje na tzw. uwikłanie emocjonalne – relację, w której granice między życiem rodzica i dziecka są zatarte. To nie jest rzadkie u jedynaków, szczególnie gdy rodzic opiera na dziecku swoje emocjonalne potrzeby. Najważniejsze to nie jest „Pani wina” – to jest wyuczony schemat relacyjny. Ale teraz, jako dorosła osoba, może Pani zacząć go zmieniać. To, co Pani opisuje: poczucie odpowiedzialności za emocje mamy, trudność w mówieniu „nie”, lęk przed jej obrażaniem się, uzależnienie swojego samopoczucia od jej nastroju to klasyczny mechanizm „jeśli ja zadbam o mamę, będzie spokój – jeśli nie, spotka mnie kara emocjonalna (odrzucenie, cisza)”. Kluczowa rzecz do zrozumienia bliskość ≠ brak granic. Można kochać mamę i jednocześnie nie brać odpowiedzialności za jej emocje. Na dziś Pani funkcjonuje bardziej jak „emocjonalny partner/terapeuta” mamy niż jej córka. Co może Pani zacząć robić (małymi krokami): skracać rozmowy, gdy zaczynają Panią zalewać emocjonalnie

nie wchodzić w każdą historię/problem mamy, uczyć się komunikatów typu: „Mamo, rozumiem, że to dla Ciebie trudne, ale ja teraz nie mam przestrzeni, żeby to udźwignąć”.

Na początku bardzo możliwe, że mama będzie się obrażać, będzie próbowała przywrócić „stary układ”. To nie znaczy, że Pani robi coś źle, tylko że system się zmienia.

Pani nie krzywdzi mamy, stawiając granice. Pani przestaje krzywdzić siebie. To, że Pani nie chce się odcinać, tylko znaleźć zdrową odległość, to bardzo dojrzałe podejście. I to jest możliwe, tylko wymaga pracy nad granicami, oswojenia poczucia winy, czasem wsparcia terapeutycznego. Polecam książkę "Jak wyzwolić się spod wpływu niedojrzałych emocjonalnie rodziców". To jedna z najbardziej trafnych pozycji na ten temat. Pomaga zrozumieć dlaczego rodzic wciąga dziecko w swoje emocje, dlaczego tak trudno się „odkleić”, jak budować zdrowy dystans bez poczucia winy

Zuzanna Różycka

Zuzanna Różycka

Dzień dobry, czytam w Pani wiadomości, że jest Pani zmęczona zależnością emocjonalną od mamy. Pisze Pani, że brzmi to strasznie, że relacja z mamą zaczyna Panią męczyć, ale tak naprawdę to ważny moment, w którym dostrzegła Pani jakiś szkodliwy dla siebie schemat Waszej relacji, w której zauważyła Pani, że mama nadmiernie obarcza Panią swoimi problemami, a do tego reaguje obrażeniem się, kiedy zachowuje się Pani asertywnie. Bycie jedynaczką z pewnością nakłada na Panią dodatkowo dużą presję. Znalezienie dystansu, o którym Pani pisze brzmi zdrowo. Warto zacząć od szczerej rozmowy z mamą i łagodnego wskazania jak się Pani czuje, kiedy mama się obraża, ale też kiedy Pani granice jako córki zostają przekroczone. Relacja rodzica z dzieckiem to relacja o innym charakterze niż przyjacielska i ma Pani prawo do tego, aby niektóre sprawy mamy pozostały tylko jej sprawami. Jeśli rozmowa z mamą nie pomoże warto poszukać wsparcia psychologa lub psychoterapeuty, który pomoże Pani zrozumieć mechanizmy działające w Pani relacji z mamą oraz znaleźć ten upragniony dystans i asertywnie pilnować swoich granic.

Marta Lenarczyk

Marta Lenarczyk

Szanowna Pani,

Bardzo dziękuję za podzielenie się swoją historią. To, co Pani opisuje, brzmi jak niezwykle obciążająca i wyczerpująca sytuacja. Słyszę w Pani słowach dużo troski, lojalności i zaangażowania w relację z mamą, ale też zmęczenie oraz poczucie, że Pani własne potrzeby i granice schodzą na dalszy plan. To zrozumiałe, że może się Pani w tym czuć przytłoczona.

 

Sytuacja, w której samopoczucie jest w dużym stopniu powiązane z nastrojem drugiej osoby, a próby zadbania o siebie spotykają się z wycofaniem kontaktu lub dłuższym milczeniem, bywa bardzo trudna emocjonalnie. W takich momentach łatwo pojawia się poczucie winy i rezygnacja z własnych granic, żeby odzyskać spokój w relacji. To, że zaczyna Pani to zauważać i szukać pomocy, jest ważnym krokiem.

 

Chcę podkreślić, że stawianie granic w bliskich relacjach nie musi oznaczać odcinania się ani braku miłości. Często jest to proces uczenia się, gdzie kończy się nasza odpowiedzialność, a gdzie zaczyna się przestrzeń drugiej osoby. Warto stopniowo przyglądać się temu, co jest dla Pani możliwe i bezpieczne.

 

Na początek pomocne mogą być małe kroki, jak np. skracanie rozmów, odkładanie odpowiedzi na moment, kiedy ma Pani więcej zasobów, czy łagodne, ale jasne komunikaty: „Mamo, słyszę, że jest Ci trudno, jednakże dziś nie mam przestrzeni, żeby o tym długo rozmawiać. Wrócimy do tego jutro” (tylko przykładowy bezpieczny i chroniący Pani granicę komunikat). 

 

Biorąc pod uwagę, jak długo ten schemat jest obecny w Pani życiu, warto rozważyć rozmowę z psychologiem lub psychoterapeutą (np. pracującym w nurcie systemowym lub terapii schematów). Taka przestrzeń może pomóc uporządkować te doświadczenia, wzmocnić Pani granice i znaleźć sposób bycia w tej relacji, który będzie bardziej wspierający także dla Pani.

 

Marta Lenarczyk

Joanna Klamerus

Joanna Klamerus

Dzień dobry,

 

Problem, który Pani opisuje dotyka ważnego i trudnego zagadnienia dotyczącego radzenia sobie z separacją od rodzica/rodziców oraz zachowaniem bliskiego emocjonalne kontaktu. Warto przyjrzeć się tym uczuciom na konsultacjach u psychoterapeuty i je przepracować. Tutaj niestety nie wystarczy porada na forum psychologicznym. Proszę spróbować w swoim mieście znaleźć poradnię zdrowia psychicznego na NFZ lub prywatnie. Pozdrawiam serdecznie i życzę Pani powodzenia!

Daria Romańska

Daria Romańska

Dzień dobry. 

 

To co Pani opisuje zdaję się być bardzo trudne i wyczerpujące emocjonalnie. Sytuacja związana z Pani mamą ma nawet swoją nazwę - mówi się o tym "uwikłanie emocjonalne" albo współzależność. Ważne jest to, aby Pani wiedziała, że to, że Panią to męczy, nie znaczy, że jest Pani złą córką. Bardziej oznacza to, że jest Pani człowiekiem, który ma swoje granice  i który zaczyna je w sobie słyszeć.

To, co Pani robi dla mamy, często pewnie wynika z miłości, ale jest różnica między byciem dla kogoś a byciem odpowiedzialną za kogoś. Myślę, że to bardzo trudne, że przez lata starała się Pani regulować emocje mamy i przyjęła Pani taką ciężką rolę na swoje barki. 

Mechanizm, który Pani opisuje - że mama się obraża, więc Pani ustępuje - to klasyczna pułapka. Pani "nie" jest karane ciszą i odrzuceniem, więc uczy się Pani, że bezpieczniej jest nie mówić "nie". Tylko że ta "bezpieczność" kosztuje Panią bardzo dużo.

Dystans, którego Pani szuka, nie jest odrzuceniem mamy. To jest dbanie o siebie - i paradoksalnie, tylko z tego miejsca można być dla kogoś naprawdę obecną, a nie tylko reaktywną.

 

Czy myślała Pani nad kontaktem ze specjalistą, który mógłby pomóc poukładać relację z mamą? 

 

Pozdrawiam, 

Daria Romańska 

Joanna Klamerus

Joanna Klamerus

Dzień dobry,

 

Problem, który Pani opisuje dotyka ważnego i trudnego zagadnienia dotyczącego radzenia sobie z separacją od rodzica/rodziców oraz zachowaniem bliskiego emocjonalne kontaktu. Warto przyjrzeć się tym uczuciom na konsultacjach u psychoterapeuty i je przepracować. Tutaj niestety nie wystarczy porada na forum psychologicznym. Proszę spróbować w swoim mieście znaleźć poradnię zdrowia psychicznego na NFZ lub prywatnie. Pozdrawiam serdecznie i życzę Pani powodzenia!

Jacek Małecki

Jacek Małecki

Witaj, w swoim wpisie opisujesz sytuację, w której część emocji, które przeżywa Twoja mama spada na Ciebie, dzielisz się tym, że zaczynasz czuć się tym zmęczona. Wyobrażam sobie, że to jedna z takich sytuacji, w której trudno o proste rozwiązanie - z jednej strony możesz czuć, że w Twojej relacji z mamą są takie momenty, kiedy czujesz się przeciążona, kiedy możesz potrzebować się od niej oddalić, z drugiej - mama nadal może być dla Cibie kimś ważnym, a relacja z nią cenna. Odnalezienie równowagi pomiędzy autonomią i wyznaczaniem granic, a zapewnianiem wsparcia w relacji z bliskimi osobami, zwłaszcza z rodzicem, często bywa skomplikowanym zadaniem. Zwykle wamaga czasu i dużego zaangażowania, dużej uwagi zarówno na swoje własne potrzeby, jak i na to co do relacji wnosi druga, bliska nam osoba. Niezwykle ważne wydaje mi się to, że Ty zauważasz w relacji z mamą takie elementy, które Ci nie odpowiadają, które chciałabyś próbować zmienić. To może być znak, że jesteś już na tej drodze prowadzącej do zmiany, że postawiłaś na niej pierwszy krok - dostrzeżenie i nazwanie tego, co nam przeszkadza jest etapem, bez którego nie może zadziać się żadna zmiana. W stawianiu kolejnych kroków na tej drodze pomocne może być wsparcie osoby bezstronnej, która pomogłaby Ci spoglądać na tę sytuację z zewnątrz, stopniowo nabierać do niej dystansu, która mogłaby wesprzeć Cię w nauce stawiania granic i określaniu swoich potrzeb w relacji z mamą. Przestrzeń do tego stwarza współpraca z psychologiem - to często okazja, by lepiej zrozumieć swoje funkcjonowanie i szukać sposobów na wprowadzanie w nim potrzebnych nam zmian, również w kontaktach z bliskimi osobami. Jeśli masz taką możliwość i chęć - zachęcam Cię do sięgnięcia po takie wsparcie. Życzę Ci dużo powodzenia w stawianiu kolejnych kroków w stronę równowagi! 

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry Pani Iwono,

 

Rozumiem, jak bardzo może to być obciążające. Sytuacja, w której Pani samopoczucie zależy od emocji mamy, z czasem rzeczywiście odbiera przestrzeń na własne życie. Uważam, że to, czego Pani potrzebuje, to nie odcięcie, tylko postawienie łagodnych granic. Na początek bardzo małych np. skracanie rozmów, kiedy mama zaczyna Panią nadmiernie obarczać albo mówienie spokojnie: „Mamo, nie mam teraz siły o tym rozmawiać, wrócimy do tego innym razem”. To bardzo naturalne, że może pojawić się jej obrażanie, to często sposób reagowania na zmianę a nie sygnał, że robi Pani coś złego. Według mojej opinii kluczowe jest też stopniowe odzyskiwanie siebie: zauważanie swoich potrzeb, emocji i tego, co jest „Pani”, a co „mamy”. Ten dystans buduje się krok po kroku, nie jedną decyzją. Można kochać i jednocześnie stawiać granice, jedno nie wyklucza drugiego.

 

Wszystkiego dobrego.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Dorota Lewczuk

Dorota Lewczuk

Dzień dobry, z tego co tu Pani opisuje, wynika, że problemem jest przekraczanie granic. Ciężko powiedzieć coś więcej bez szczegółów jak wygląda i wyglądała relacja Pań. Najczęściej próba nagłego odcięcia się lub powiedzenia "nie" kończy się poczuciem winy i lękiem przed odrzuceniem. Dlatego potrzeba stopniowej pracy i schematu nad stawianiem granic, ale tak jak mówię, potrzeba więcej informacji jak to u Pani wygląda.

Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Twoje trudności z mówieniem „nie” nie są oznaką słabości, tylko efektem utrwalonego wzorca. Zdaje się, że nauczyłaś się, że odmowa oznacza utratę więzi, karę w postaci jej obrażania się. To naturalne, że organizm próbuje tego unikać. Jednocześnie ten sam mechanizm dziś Cię ogranicza. Zmiana nie polega na odcięciu się, tylko na stopniowym budowaniu granic, które są wyrazem szacunku do samej siebie. 
Możesz zacząć od bardzo małych kroków: zauważania w trakcie rozmów momentów, w których czujesz napięcie, zmęczenie lub przymus. To są sygnały, że przekraczasz swoje możliwości. Zamiast od razu radykalnych decyzji, spróbuj wprowadzać krótkie, spokojne komunikaty jak na przykład  „mamo, teraz nie mam przestrzeni, porozmawiajmy później” i wytrzymać jej reakcję

Usunięty Specjalista_tka

Paulina Kowalczyk

Paulina Kowalczyk

Sytuacja, którą Pani opisuje, wydaje się być bardzo obciążająca. Najważniejsze jednak jest to, że zauważyła Pani, iż może ona negatywnie wpływać na Pani samopoczucie. W tej sytuacji pomocna mogłaby okazać się psychoterapia (CBT, ACT), nawet krótkoterminowa - szczególnie ukierunkowana na pracę nad stawianiem granic oraz traktowaniem własnych potrzeb i dobrostanu jako priorytetu. Mogłoby to wpłynąć pozytywnie nie tylko na Pani samopoczucie, ale również na relację z mamą, na której widać, że bardzo Pani zależy.

Marzena Tomczyk

Marzena Tomczyk

Dzień dobry. Przedstawiony przez Panią problem kwalifikuje się do zgłoszenia na psychoterapię.

Warto rozważyć terapeutę pracującego w nurcie integracyjnym lub systemowym.

Jest to proces wymagający wysiłku, jednakże wydaje się najlepszą drogą na uzyskanie pomocy w tej sytuacji.

Powodzenia!

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry Pani Iwono. To co Pani opisuje może wskazywać na trudność w stawianiu granic i silne uwikłanie emocjonalne w relację z mamą. To nie oznacza, że kocha Pani mamę za mało, wręcz przeciwnie. Chce Pani zachować tę relację ale jednocześnie odzyskać przestrzeń dla własnego życia.

Nie jest Pani odpowiedzialna za samopoczucie swojej mamy ani za rozwiązywanie wszystkich jej problemów. Ma Pani prawo powiedzieć „nie”, zadbać o swoje potrzeby i wyznaczać granice, nawet jeśli początkowo spotka się to z niezadowoleniem z jej strony.

Warto pamiętać, że poczucie winy często pojawia się wtedy, gdy zaczynamy wprowadzać zdrowe granice. Nie musi ono oznaczać, że robi Pani coś niewłaściwego.

Jeżeli ta sytuacja trwa od dłuższego czasu i wpływa na Pani codzienne funkcjonowanie oraz samopoczucie, zachęcam do konsultacji z psychologiem. Terapia może pomóc stopniowo budować większą niezależność emocjonalną bez konieczności zrywania relacji z mamą.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Mam lęk przed odrzuceniem i samotnością. W tym wszystkim nie wiem, co się dzieje w mojej relacji z pewną kobietą. Jestem zagubiony.
Staram się opisać to najkrócej jak mogę. Po 6 latach od ostatniego związku, a 4 latach od ostatniego spotkania się z kobietami. Spotkałem się z kobietą, 8 lat starszą, przeszła w życiu wiele, mamy podobne problemy, których większość ludzi nie rozumie. Mniej więcej po miesiącu zaczęła mnie dystansować. Doszukaliśmy się w sobie tego, że ja mam lęk przed odrzuceniem, ona zaś lęk przed bliskością. Więc każde jej odepchnięcie, powodowało mój żal, który z kolei ją rozjuszał, że za duże nadzieje się pojawiły w mojej osobie. Mnie bolało, że ona tak uważa i błędne koło kręciło się coraz szybciej. Po tym miesiącu doszło do rozejścia. Ona zaczęła mi zarzucać, że czuje się szczęśliwy zbyt szybko, że cieszą mnie małe rzeczy, że się zakochałem, ja zarzucałem, że ona odpycha mnie każdą uwagą w stylu ‘dziś jest fajnie , jutro możemy się nie znać’ i wyznała mi , że miłość w jej życiu nie jest warunkiem do szczęścia. Z kolei w moim jest to podstawą. Dlatego na tyle wtedy uwierzyłem , że nie stworzymy razem nic dobrego, że udało mi się pierwszy raz w życiu wytrzymać i nie odzywać się więcej. Zakładałem, że podobnie jak to wyraziła – nie znaczyłem dla niej nic specjalnego i poradzi sobie z dnia na dzień. Przez kolejne dwa miesiące próbowałem poznawać inne osoby, ale to zawsze nie było to, nie było tego zrozumienia, ani zaangażowania w kontakt, a kiedy już pojawiła się osoba pewna, no to faktycznie zachowywała się bardzo desperacko, była o mnie zazdrosna w każde 5 minut ciszy między nami, dzwoniła, pisała, wolała podtrzymywać rozmowę ciągłymi pytaniami ‘co robisz’ ‘co tam’ , byle tylko non stop być w kontakcie. W końcu musiałem powiedzieć – dość. Znalazłem jej dawny profil na facebooku, gdzie się okazało, że w wieku 16 lat miała już dziecko z chłopem po 30stce, który wyglądał bardzo słabo i patologicznie. Wyciągnąłem z tego wniosek, że tej osobie jest wszystko jedno i nie potrzebuje ona nic konkretnego we mnie widzieć, aby mnie pokochać. To dla mnie za słabe, uważam, że nie pasuję do życia kogoś takiego. Po każdej takiej porażce przypominała mi się ta kobieta, z którą czułem dużo zrozumienia przez ten miesiąc. Po dwóch miesiącach naszej rozłąki postanowiłem ją zaczepić poprzez anonimowe wysłanie kwiatów w walentynki z liścikiem ‘nie zasługujesz, by wrócić do domu bez kwiatów, miło Cię wspominam’ . Oczywiście domyśliła się , że to ja, napisała do mnie, była wzruszona, doceniała mnie, wyraziła tęsknotę, przyznała rację w niektórych tematach z ostatniej kłótni. Zmieniła zdanie w kilku sprawach, nie mówiła już takich rzeczy, że związek nie ma wpływu na jej życie, szczęście itd. Oczywiście próbowałem na początku być ostrożny, trochę się dystansowałem na jej osobę ze względu na to, że ona sama przyznaje, że nie rozumie sama siebie, często zmienia zdanie i nie lubi być oceniana. Dla mnie logicznie rzecz biorąc jest to takie obudowanie się aurą, że ‘mogę robić co chcę, wchodzisz w to na własne ryzyko, i nie biorę odpowiedzialności sama za siebie’. Ale z czasem jednak dałem się kolejny raz wkręcić w to. Ona mnie na każdym kroku doceniała, twierdzi, że jestem osobą, z którą można przedyskutować wszystko, że wyciągam wnioski, chcę rozmawiać, że jestem inny, że nikomu tak nigdy na niej nie zależało. Do naszego spotkania przeminęło 20 dni, miała po drodze jakieś swoje inne sprawy, chorobę dziecka, potem swoją. Nie wnikam w to. Natomiast przyjechałem do niej po to, żeby się dowiedzieć, że ona znów jest w związku z byłym facetem. Uderzyło mnie to, nie rozumiałem dlaczego mi nie napisała tego natychmiast, tylko jednak doceniała mnie, rozmawialiśmy o ewentualnej przyszłości itd. Wypłakała mi się, że ją przekonał, namówił, że się zmieni, a nadal nie poświęca jej uwagi, nie przytula, nie poznaje jej ze swoimi dziećmi, nigdy jej nie zabrał na wakacje, na ulicy idą osobno tak jakby się jej wstydził. A z kolei pojawiam się ja, człowiek który jej kiedyś wyciągał serce na dłoni. Ja w pewnym momencie nie wytrzymałem tej rozmowy i wyszedłem. Ona tego dnia nie chciała się przytulić, ani żadnego dotyku, chciała być w porządku wobec tamtego faceta. Po czasie do mnie dotarło, że chodzi w tym wszystkim o to, że jeżeli ją zrozumiem i zaakceptuje tą sytuację, to możemy to jeszcze odkręcić i zacząć od początku. I tutaj się bardzo pomyliłem… Oczywiście przerobiliśmy ten temat rozmawiając przez internet i wydawało mi się, że tak właśnie to wygląda, że wystarczą moje chęci i zrozumienie, żebyśmy dali sobie szansę. Kolejnego dnia wpadłem na szalony pomysł po optymistycznym dialogu przez internet, że chcę się do niej przytulić chociażbym miał teraz o północy wsiąść w samochód i przejechać 80km. Zgodziła się. To było na swój sposób piękne i szalone. Było nam razem miło, umiałem się wyłączyć i nie myśleć o problemach, ale gdzieś gnębił mnie ciągle temat tego faceta. Liczyłem na to, że początek ze mną oznacza automatyczny koniec z nim, lecz gnębiło mnie czy w tej sytuacji, kiedy wybrała mnie, ponieważ on totalnie zawiódł. Czy gdy on się pojawi, to wtedy ona jemu zabroni się dotknąć? Jej odpowiedź była wymijająca, bo ona twierdzi, że on jej w ogóle nie dotyka. Spotykamy się po dwóch dniach i poruszyłem ten temat czy rozmawiała już z nim, a ona mówi, że to nie jest proste. Pomyślałem ‘w porządku, rozumiem’. Natomiast gdzieś w toku rozmowy powiedziała o nim ‘mój facet’. Zapytałem dla pewności ‘dlaczego mówisz o nim „mój facet” ‘. Ona na to „Bo tak jest”. I wtedy świat mi się zawalił. Bo nie rozumiem co tu się dzieje. Czy ja jestem w tym momencie kochankiem? Jeżeli wybrała, że chce dać szansę mnie, a on totalnie zawiódł, to kim jestem ja, skoro o nim nadal mówi ‘mój facet” ? Tutaj się zrodził wielki problem. Kobiety bardzo nie lubią logicznego spojrzenia. Ona w pewnym momencie uznała , że nie wybrała żadnego z nas, co w moich oczach stworzyło obraz, że poszukała u mnie czułości, której od niego nie dostała. Oczywiście powiedziałem, że to tylko tak wygląda, bo ja czuję cos innego, ale ją to bardzo zabolało. Później twierdząc ‘kto Ci powiedział, że nie wolę Ciebie?’ wyszła mi całkiem inna wersja wydarzeń. Jeżeli woli mnie , to on już jest skreślony, istnieje tylko teoretycznie i wystarczy mu o tym powiedzieć, że to koniec, ale dlaczego w takiej sytuacji nazywa go swoim facetem? To bardzo trudne, w tym wszystkim tylko udało się obrócić kota ogonem, bo mnie to zabolało, a ona skupiła się na tym, że ją oceniłem w ten sposób. Nieważne dla niej, że ja się czuje jak kochanek, ważne dla niej, że jej zachowanie wygląda jak zdrada. Uznała nagle, że nie byłem wart złamania zasad. Że musi sobie poukładać całe życie zanim się ponownie skontaktujemy. I teraz pojawia się mój problem psychiczny. Bo ja sam chciałem wymóc na niej zakończenie tamtej relacji, a wyszło na to, że ja poszedłem na bok, co strasznie mnie boli i już chyba spokojniej się czułem w roli tego w cudzysłowie kochanka. Mam niską samoocenę, mam lęki przed odrzuceniem, nikt mnie nigdy tak nie doceniał, ona nigdy nie doświadczyła kogoś komu zależy tak jak mnie. Przechodziła w życiu przez takich idiotów, że ja wiem, że dałbym jej coś dobrego, czego nie miała. Za bardzo mi to wszystko do siebie pasuje, żebym umiał zrezygnować. Próbowaliśmy delikatnie pisać przez kolejne kilka dni, ale wreszcie pojawiła się zapora z pierwszego rozstania – Jestem szczęśliwa sama, mam komfort psychiczny, żaden związek nie będzie miał wpływu na moje życie itd. I tym razem nie potrafię tego przyjąć, pamiętając, że po ostatnim takim wyznaniu jednak jej mnie brakowało. Doszedłem do tego, że powinienem wstrzymać emocje i przestać się odzywać, niech ona faktycznie ułoży to wszystko. Rozstanie z tym facetem to trudna sprawa, bo on mimo, że w ogóle na nią nie zwraca uwagi to jest uparty, że musi z nią być, a ona tez jest uziemiona, bo jest mu winna pieniądze, a jej firma cały czas się zadłuża i nie prowadzi do zysku, on z kolei jak się wkurzy to może nastawić całe miasteczko przeciwko niej… Jest mi bardzo ciężko, poznałem dość jej historię z życia, i mam na sobie takie poczucie, że bardzo chciałbym ją uratować przed tym złym światem, chciałbym, żeby to właśnie mi zawdzięczała swój spokój i przestrzeń na szczęście. Chodź widzę w tym wszystkim, że to ja jestem pewnego rodzaju zakochanym pasożytem, bo mi tak bardzo zależy na tym by być jej siłą, głównie przez to, że wtedy i ja czuję się silny. Muszę się wznieść na wyżyny swojej wytrzymałości i po prostu odpuścić, może znowu zrozumie kim byłem. Nie wiem tylko jak opanować swoje emocje. Są może jakieś leki, które pomogą skutecznie uspokoić myśli? Tu mną włada mój lęk przed samotnością i odrzuceniem. Boje się też drugi raz stracić coś, co jak się okazało nie było dla niej czymś nic nie wartym. To doprowadzenie do takiej czystej płaszczyzny na której moglibyśmy zacząć od początku będzie bardzo trudne w jej sytuacji, boje się , że do tego nie dojdzie. Wiem, że gdybym nie był tak wylewny i umiał to rozegrać ze spokojem, to mielibyśmy szansę zostać szczęśliwą rodziną. Bo zgodności w naszych marzeniach i naszych demonach nie brakuje.
Jak radzić sobie z emocjami i uzależnieniem od leków? Trudności z kontrolą zachowań i przeszłością
Dzień dobry, wiem że potrzebuję pomocy, jednak brakuje odwagi. Problemy mam od lat, prawdopodobnie spowodowane trudnym dzieciństwem. Jestem osobą bardzo emocjonalną, niestety pojawiają się wybuchy agresji, ponieważ nie radzę sobie z problemami, zdarzają się także niebezpieczne zachowania np. gdy się denerwuję potrafię wsiąść do samochodu i jechać jak opętana, a najgorsze w tym wszystkim jest to, ze później tego nie pamiętam lub pamiętam jak przez mgłę. Często też uciekam w używki, gdy nazbiera się wenie zbyt dużo emocji sięgam po alkohol i narkotyki. Jest lepiej niż było, jednak wciąż mam wrażenie, ze nie kontroluje w pełni nad tym co robię w nerwach czy smutku. Nie potrafię żyć sama, nienawidzę własnej osoby i uważam, że jestem osobą bezwartościową. Nie widzę przyszłości, żyje przeszłością i teraźniejszością. Jest ktoś komu bardzo chciałabym pomoc, a mianowicie mój partner, ale boję się że go zranie lub stracę przez swoje zachowanie... Boję się pójść do lekarza, ponieważ jestem uzależniona od leków. Nie wiem już co robić, mam wrażenie że straciłam życie, że po prostu przegrałam.
Jak wybaczyć bez słowa przepraszam, jak żyć z oprawcą pod jednym dachem
Jak wybaczyć bez słowa przepraszam, jak żyć z oprawcą pod jednym dachem, jak się bronić, by nie odwracał kota ogonem.
Jak poradzić sobie ze zdradą narzeczonego z koleżanką z pracy ? Jestem w ciąży.
Jak poradzić sobie ze zdradą narzeczonego z koleżanką z pracy ? Dodam, że jestem w ciąży.
Mam problem w związku z partnerem. Wydaje mi się, że jest dziecinny i nie do końca dojrzały co z dnia na dzień coraz bardziej mi przeszkadza
Witam Mam problem w związku z partnerem. Ogólnie jest nam razem dobrze, jest opiekuńczy, okazuje mi czułość, mogę na niego liczyć i czuję się bezpiecznie jednak... Wydaje mi się, że jest dziecinny i nie do końca dojrzały co z dnia na dzień coraz bardziej mi przeszkadza mimo, że razem mieszkamy już kilka lat. Niedojrzały, co mam na myśli? Nie posprząta po sobie, łóżko nie pościelone, obok łóżka mogą leżeć śmieci, bierze jedzenie do innego pokoju to naczynia tam są dopóki nie zrobią się zielone czy też jak się przebiera zostawia ubrania tam gdzie je zdejmował. Niektóre jego zachowanie reż mnie irytuje - publicznie klepie mnie po pupie, jak coś ogladamy dmucha mnie w ucho, łaskocze jakimś włoskiem czy też wsadza ręce pod stanik od tak... Też dużo gra jak dziecko - czuję się wieczorami jak singielka, spędzam je całe w samotności i kładę się spać również sama. Rano wstaje do pracy a w weekendy gra do białego rana więc wstaje też po 14. Próbowaliśmy się dogadać, znaleźć kompromis ale oboje wynieśliśmy to z domu, braliśmy wzorce z rodziców przez co też inaczej do tego podchodzimy. Kompromis odpada a ja nie zamierzam się dalej męczyć i robić za służącą i znosić takie zachowanie z czego on też z gier nie zrezygnuje. Czytałam, że był podobny post jednak stwierdziłam, że opiszę i ja swoją sytuację. Od znajomych słyszę "to wygląda tak jakby jemu było tak wygodnie, bo na podany obiad, posprzątane, wyprane i blokuję ci szansę na prawdziwe szczęście". Jednak nie potrafię od tak powiedzieć, że to koniec bo jednak daje mi to poczucie stabilizacji, bezpieczeństwa, uczucie kochania i że nie jestem z problemami sama. Przed takim wyborem: zostać i na siłę akceptować samotność i brak spełnienia niektórych potrzeb ale posiadanie tych ważnych wartości albo odejść przekreślając wiele lat związku ryzykując stoję już drugi miesiąc a w ostatnim czasie nawet przestałam wychodzić z domu, jeść czy też malować się. Nie daję rady, nie potrafię podjąć decyzji co mnie wyniszcza. Od razu też wspomnę, że terapia odpada :/
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.