Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak pomóc mężowi z depresją po narodzinach dziecka, gdy nie chce pomocy specjalisty?

Mój mąż choruje na depresję, ale nie chce pomocy specjalisty. Ten stan utrzymuje się od kilku miesięcy (narodziny dziecka), chociaż już przez 2 miesiące widziałam poprawę, to od dwóch tygodni znowu jest gorzej. Jest zobojętniały, wycofany, nie ma ochoty na bliskość, często nie chce jeść, ma problemy ze snem. Jak mogę mu pomóc? Staram się mu powtarzać, że go kocham i jest dla mnie ważny, ale mam wrażenie, że jemu jest to obojętne, mówię żeby spróbował zrobić coś co wcześniej sprawiało mu przyjemność, ale cokolwiek mówię to jak zderzenie ze ścianą.

User Forum

Justyna

1 miesiąc temu
Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry Justyno, to naprawdę trudne, przez co teraz przechodzicie. Widzę, jak bardzo zależy Ci na tym, żeby pomóc mężowi i w moim odczuciu naprawdę już teraz robisz wiele. Kłopot w tym, że nie da się kogoś "wyciągnąć" z depresji czy nakłonić do leczenia, jeśli ktoś tego nie chce. Możesz być przy nim, delikatnie wracać do tematu wsparcia specjalisty, ale bez presji na zasadzie "musisz", "powinieneś", a raczej "czy mogę Ci jakoś pomóc?", "możemy poszukać wspólnie, co mogłoby Ci pomóc". 

Pozdrawiam ciepło,

 

Justyna Bejmert

psycholog

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Paulina Król

Paulina Król

Czy mąż wyjaśnił, dlaczego nie chce pomocy specjalisty i czego obecnie potrzebuje? 

Narodziny dziecka to nierzadko duża zmiana także dla mężczyzny - ogrom odpowiedzialności i obowiązków, próba odnalezienia się w roli rodzica i przedefiniowanie relacji między małżonkami mogą przytłaczać. 

Po czym Pani poznała, że była poprawa? Czy mąż też ją dostrzegł? Jeśli tak, to co zmieniło się dwa tygodnie temu? 

Warto próbować rozmawiać i oferować wsparcie, ale bez naciskania. Czasem też samo towarzyszenie bez próby zmiany sprawia, że druga strona czuje się akceptowana i w końcu sama się otwiera. Pozdrawiam serdecznie 

1 miesiąc temu
Maria Sobol

Maria Sobol

Pani Justyno,

to, co Pani opisuje, bardzo przypomina depresję po narodzinach dziecka. Warto pamiętać, że mężczyźni też mogą jej doświadczać, choć rzadko się o tym mówi. To choroba, nie brak miłości czy siły woli. Zobojętnienie, brak apetytu, snu i bliskości to typowe objawy, dlatego Pani słowa mogą do niego teraz słabo docierać.

Czasem bardziej pomaga spokojna obecność i nazwanie tego, co Pani widzi w rozmowie z mężem.
Jako psychoterapeuta mogę dodać, że tworzenie bezpiecznej, stabilnej przestrzeni emocjonalnej – bez nacisku i ocen – jest bardzo ważne.

Diagnozę stawia psychiatra po badaniu, więc warto zaproponować choćby jedną, niezobowiązującą wizytę. Pani też potrzebuje wsparcia – rozmowa z terapeutą lub grupa wsparcia pomoże zachować siły przy nim. Przy odpowiedniej pomocy sytuacja może się poprawić.

 

Z wyrazami szacunku, 

Maria Sobol 

Psychoterapeutka integracyjna 

1 miesiąc temu
Barbara Skultecka

Barbara Skultecka

Pani Justyno,

 

z Pani wiadomości wynika, że obecnie w waszym życiu wiele się dzieje. Pojawia się stres związany z nowy członkiem rodziny - nowa dynamika rodziny może być czynnikiem pogarszającym nastrój męża. Objawy, jakie Pani zauważa u swojego męża mogą świadczyć o epizodzie depresyjnym. Warto jednak zweryfikować je ze specjalistą z lekarzem psychiatrii lub psychologiem. Jest to również sytuacja trudna dla Pani, dlatego zachęcam do szczerej, spokojnej rozmowy z mężem o tym co dzieje się w waszym wspólnym życiu i jaki ma to wpływ na każdego z was. Może warto umówić się na wspólną wizytę do specjalisty gdzie każde z Państwa znajdzie przestrzeń na podzielenie się swoimi przeżyciami i otrzyma należne wsparcie? Jeśli mąż nie chce samodzielnie udać się po pomoc, Pani obecność podczas wizyty może okazać się dla niego dużym wsparciem. 

 

Życzę wszystkiego dobrego.

1 miesiąc temu
Elza Grabińska

Elza Grabińska

Pani Justyno,

Wyobrażam sobie, że to dla Pani bardzo trudna sytuacja i może czuć się Pani bezradna. Niestety nie da się realnie pomóc komuś, kto nie chce pomocy. Można być obok, ale nie „wyciągnąć” kogoś z depresji za niego. Warto jeszcze raz spokojnie zaproponować kontakt ze specjalistą, nie naciskając, tylko pytając, dlaczego nie chce i czego się obawia. Często za odmową stoi lęk, wstyd albo fałszywe przekonania o terapii czy lekach. Proszę też pamiętać, że jego obojętność nie jest oceną Pani ani brakiem miłości, tylko objawem choroby, i równie ważne jest, by w tym wszystkim zadbała Pani także o siebie.

 

Wszystkiego dobrego, Elza Grabińska, psycholog.

1 miesiąc temu
Dagmara Łuczak

Dagmara Łuczak

Dzień dobry

Wszystko to, o czym Pani pisze, jest naprawdę bardzo trudne. Życie wywraca się o 180 stopni po narodzinach dziecka. W Pani przypadku pojawiło się jeszcze pogorszenie samopoczucia męża. Nic dziwnego, że czuje Pani bezsilność i że zaczyna wątpić, czy cokolwiek, co Pani robi, ma sens. Ma sens. Najprawdopodobniej depresja sprawia, że tego teraz nie widać.


Na podstawie Pani opisu można zaobserwować typowe objawy depresji. Wycofanie, zobojętnienie, brak bliskości, problemy ze snem i jedzeniem. Zamiast prób dodawania mu siły warto zejść poziom niżej. Nie chodzi o to, żeby poczuł się lepiej, tylko żeby poczuł się bezpiecznie. Krótkie, spokojne komunikaty: „Widzę, że jest Ci ciężko”. „Nie musisz teraz nic zmieniać”. „Jestem obok”. To są zdania, które nie wymagają od niego reakcji ani poprawy. Zachęcanie do dawnych przyjemności bywa bardzo frustrujące dla osoby w depresji, bo ona często nie jest w stanie nic z nich poczuć. To może zwiększać wstyd i poczucie winy. Lepiej skupić się na podstawach. Sen, jedzenie, rytm dnia. Jeśli uda się zjeść razem zupę albo wyjść na pięć minut na spacer, to już jest realna pomoc.


Jeżeli nie chce pomocy specjalisty, proszę spróbować drogi pośredniej. Lekarz rodzinny, rozmowa o bezsenności, zmęczeniu, braku apetytu. Bez nazywania tego depresją. Czasem to obniża opór i otwiera drzwi do dalszego leczenia.

 

Polecam do poczytania materiały, które mogą pomóc:

https://niewidacpomnie.org/jak-rozmawiac-z-osoba-w-depresji/

https://www.helpguide.org/mental-health/depression/depression-in-men
 

Pozdrawiam,

Dagmara Łuczak

Psycholog

1 miesiąc temu
Anna Kapelska

Anna Kapelska

Dzień dobry,

 

Justyno, z tego co opisujesz to trudna sytuacja - z jednej strony zmiana związana z narodzinami dziecka, z drugiej troska i zmartwienie o stan męża. Czy on sam jest świadomy tego, czy depresja została zdiagnozowana czy sama obserwujesz długotrwałe ( z tego, co czytam ) obniżenie nastroju? 

 

To może być związane z adaptacją w nowej sytuacji i ogromnej zmianie życiowej, jaką jest powiększenie rodziny i wyzwania z tym związane.  Czy udało się porozmawiać z mężem o tym, co go trapi lub co powoduje to wycofanie i pogorszenie jego stanu ? Faktycznie byłoby wskazane, by chociaż spróbował spotkania ze specjalistą - być może mąż ma jakieś uprzedzenia, może przekonania, które sprawiają, że nie chce się zgodzić na taką pomoc? A może znalezienie jakiegoś konkretnego specjalisty ułatwiłoby decyzję na podjęcie terapii - choćby krótkotrwałej? Wsparcie farmakologiczne też mogłoby okazać się przydatne, jeśli taki stan u męża by się przedłużał.

 

Pani na ten moment robi co może, jest wspierająca i wyrozumiała, okazuje uczucia - i to jest wspaniałe.

Zachęcam do spróbowania ponownego podjęcia rozmowy, a może jest ktoś jeszcze wśród bliskich, życzliwych Wam osób, kto mógłby być wsparciem dla męża?

 

Życzę wszystkiego dobrego,

Anna Kapelska

Psycholog

1 miesiąc temu
Elżbieta Byzdra-Rafa

Elżbieta Byzdra-Rafa

Dzień dobry 🙂 

Trudno skłonić do leczenia osobę, która tego nie chce. A często nie chce, bo w jej postrzeganiu " wszystko jest bez sensu i na nic nie ma wpływu" albo jest przekonana, że wprawdzie gorzej się czuje, ale musi poradzić sobie sama, bo nikt jej nie może pomóc...

W takim wypadku można zrobić trzy rzeczy: albo na spokojnie, bez kłótni, bez zaginionej sytuacji, powiedzieć mężowi: 

- co Pani obserwuje od jakiegoś czasu (bez ocen, tylko same fakty, opisy przebiegu zachowania), 

- powiedzieć, że to zachowanie obserwuje od jakiegoś konkretnego czasu, a wcześniej tak nie było,

- powiedzieć, że Pani martwi się i troszczy o męża, bo go Pani kocha,

- powiedzieć, jak Pani czuje się z tym zachowaniem męża,

- zaproponować terapię i jak " kiwnie głową" zaproponować pomoc w znalezieniu specjalisty i umówieniu terminu...

Osoba w depresji lub w bardzo obniżonym nastroju może nie mieć siły i energii na poszukiwania...

Można też zaproponować wizytę u psychiatry, żeby postawił diagnozę, czy to jest depresja, czy nie....

Czasem może to być łatwiejsze do zaakceptowania. " Pójdę i się wreszcie ode mnie odczepisz".

Kolejną rzeczą, która Pani może zrobić, to samej umówić się na terapię/ psychoedukację, aby nauczyć się np. jak pomagać osobie w depresji i jak dbać o siebie w relacji z osobą w depresji ... I jak stawiać granice w Waszej relacji

Depresja na wpływ na całą rodzinę...

 

Pozdrawiam

Elżbieta Byzdra-Rafa 

Counsellorka Gestalt

1 miesiąc temu
Wiktor Wasylik

Wiktor Wasylik

Dzień dobry,

 

Rozumiem, że od kilku miesięcy doświadcza Pani trudności związanych ze stanem psychicznym męża. Wspomina Pani mężowi o niezmiernie istotnych rzeczach, jak to, że jest ważny, a także sugeruje pewne działania po jakie mógłby sięgnąć w celu poprawy swojego funkcjonowania. Ewidentne jest to, że troszczy się Pani o niego i chce dla niego jak najlepiej. Wyobrażam sobie, że opieka nad kilkumiesięcznym dzieckiem stanowi dla rodziców niemałe wyzwanie, a stan męża pochłania część Pani energii. To piękne, że poszukuje Pani możliwości pomocy mężowi, natomiast proszę w tej sytuacji pamiętać o sobie. Pomoc osobie w kryzysie zdrowia psychicznego nie zawsze jest łatwa, a wsparcie ze strony ważnej osoby jest świetnym zasobem - choć niekoniecznie w tym momencie docenianym i załatwiającym wszystko. Ostateczna decyzja o sięgnięcie po pomoc specjalisty należy do męża.

 

Jak Pani czuje się w obecnej sytuacji od czasu pojawienia się nowego członka rodziny i trudności męża? 

Czy zauważyła Pani zmiany także w swoim funkcjonowaniu? 

Jakie ma Pani obecnie potrzeby? 

Czego oczekuje Pani od męża jako partnera i rodzica?

Jakie potrzeby nie są u Pani zaspokojone? 

Jak mogłaby Pani je obecnie zaspokajać?

Jak wyglądałby udział męża w zaspokajaniu tych potrzeb?

Odpowiedzenie sobie na te pytania może być dobrym sposobem na zrozumienie siebie samej oraz przygotowanie do rozmowy z mężem na temat tego, jak jego obecność i funkcjonowanie wpływa na Waszą rodzinę i dlaczego jest istotny. Być może Pani wsparcie oraz przedstawione oczekiwania wobec partnera będą pewnym początkiem do wzmożenia motywacji do sięgnięcia po pomoc - z pewnością potrzebny jest tutaj czas. Jeśli ma Pani z polecenia jakiegoś psychologa - także fajną rzeczą jest pokazanie mężowi, że "tu jest taki dobry ktoś i tak możesz się tutaj zapisać". W rozmowie można stosować stwierdzenia typu "Widzę, że z czymś się mierzysz, a jesteś dla mnie bardzo ważny i chciałabym ci jakoś pomóc.", "Potrzebuję cię i kocham i chcę, żebyś zadbał o swoje zdrowie i mógł znów dobrze funkcjonować." 

 

Warto pamiętać, że bez względu na stan drugiej osoby, ma Pani pełne ludzkie prawo do posiadania oczekiwań (zachęcam do komunikowania ich), potrzeb, emocji, własnych problemów. 

 

Pozdrawiam serdecznie

Wiktor Wasylik

Psycholog

1 miesiąc temu
Kamil Gołuszka

Kamil Gołuszka

Rozumiem, że jest to trudna sytuacja, ale przede wszystkim bardzo ważne jest, by przekonywać sukcesywnie męża do wizyty u specjalisty (psychoterapeuta lub psychiatra). Może będzie łatwiej go namówić na wizytę małżeńską, by mógł usłyszeć od kogoś z zewnątrz, jak ważne może być dla niego oraz dla całej waszej rodziny poszukanie stałej pomocy.

1 miesiąc temu
Gizela Maria Rutkowska

Gizela Maria Rutkowska

Witam,

czy Pani mąż miał zdiagnozowaną depresję? Czy brał lub bierze leki? Jeśli nie był u specjalisty, skąd wiedza, że on ma depresję, a nie gnębi go całkiem coś innego? Czy mąż cieszył się z narodzin dziecka? Czy pomagał i pomaga przy nim? 

Jak Pani widzi, ja mam same pytania. Potrzebna jest konsultacja dla Pana i ew. wdrożenie leczenia i psychoterapii. Zdalnie to tylko tyle.

 

Pozdrawiam i radzę jak najszybszą wizytę u specjalisty, jednak i mimo wszystko.

Dr Gizela Maria Rutkowska

 Psycholog

Terapeuta

 

1 miesiąc temu
Urszula Dziurzyńska

Urszula Dziurzyńska

Justyno, domyślam się, że jest ci ciężko, bo też problem, z którym się borykasz, nie jest łatwy. Choroba bliskiej osoby połączona z własną bezradnością oraz małym człowiekiem na pokładzie może budzić wiele różnych uczuć. Ważne jest, abyś Ty również dostała wsparcie, czy to od bliskich, jeśli jest to możliwe, czy podczas spotkań z psychologiem/psychoterapeutą. W sprawie męża - rekomenduję wizytę u psychiatry - rozumiem jednak, że jest z tym problem, bo mąż nie chce pomocy specjalisty. Warto używać stosownych, empatycznych komunikatów, trudno mi jednak więcej powiedzieć więcej przez platformę internetową. Znajdź wsparcie dla siebie, sięgnij po "maskę tlenową" zanim pomożesz drugiej osobie.

1 miesiąc temu
Dominika Płoucha

Dominika Płoucha

To trudne, przez co Pani przechodzi , przede wszystkim proszę pamiętać, że ,,ściana „wobec Pani to nie obojętność męża wobec Pani osoby . Jeżeli mąż jest w depresji (hipoteza), to ma odcięty dostęp do uczuć , emocji i relacji. Niewątpliwie narodziny dziecka to moment, w którym mąż poczuł odpowiedzialność, jaką na nim spoczywa, ów presja mogła tak na niego podziałać. Prośba o zrobienie czegoś przyjemnego nie działa, gdyż nie funkcjonuje układ nagrody. Może warto powiedzieć: widzę, że jest Ci ciężko, jestem obok -zaakceptować ten stan. Jednocześnie oświadczyć, że boi się Pani o niego i o Waszą rodzinę, zachęcić do pojedynczej wizyty u specjalisty, chociażby online. Proszę też zadbać o siebie, życie z osobą w depresji zwłaszcza po porodzie jest obciążające emocjonalnie. Pozdrawiam 

1 miesiąc temu
Zuzanna Zbieralska

Zuzanna Zbieralska

Pani Justyno,

Dziękuję za podzielenie się swoimi doświadczeniami. Jeśli została postawiona diagnoza od psychiatry, to warto byłoby to z nim skonsultować, bo być może potrzebna jest inna dawka leków, natomiast podstawową metodą leczenia depresji tak, czy inaczej jest psychoterapia. Farmakoterapia jest jedynie formą wspierającą, dlatego sama w sobie może jedynie złagodzić objawy, ale nie jest w stanie wyleczyć bez psychoterapii. Dlatego przede wszystkim: Warto namawiać męża do podjęcia terapii, ponieważ objawy mogą zacząć się pogłębiać. Warto także być na bieżąco w kontakcie z lekarzem psychiatrą, który postawił diagnozę w kwestii dawkowania leków. Jeśli istnieją na razie tylko podejrzenia depresji- także należałoby rozpocząć spotkania z psychologiem/terapeutą, który pomoże określić, czy istnieje konieczność wprowadzenia także farmakoterapii i potwierdzić lub postawić właściwą diagnozę. Proszę jednak pamiętać, że może Pani jedynie podpowiadać mężowi co należałoby zrobić, natomiast nie ma Pani wpływu na ostateczną decyzję. Warto pamiętać o wspierającej komunikacji i nieocenianiu oraz nienakłanianiu osoby w depresji do zmiany zachowania, ponieważ depresja wiążę się z niższym odczuwaniem przyjemności i często brakiem chęci do robienia czegokolwiek w tym kierunku, zatem nakłanianie do zmiany może wiązać się dla takiej osoby z frustracją i poczuciem presji. Domyślam się, że jest to trudne dla Pani patrzeć na cierpienie męża, dlatego także Panią zachęcam do skorzystania ze wsparcia psychologicznego, które pomoże przetrwać kryzys oraz poszukać najlepszych rozwiązań.

 

Pozdrawiam ciepło,

Zuzanna Zbieralska, psycholożka

1 miesiąc temu
Usunięty Specjalista

Usunięty Specjalista

Dzień dobry, 

objawy, o których Pani wspomina mogą świadczyć o depresji i warto byłoby się skonsultować z lekarzem psychiatrą. Może warto porozmawiać z mężem, jakie są przyczyny niechęci do konsultacji, podkreślić, że szukanie pomocy świadczy o odwadze i pomoże zadbać zarówno o dobrostan męża jak i całej rodziny. 

1 miesiąc temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Chciałabym się dowiedzieć co robić w przypadku, gdy za każdym razem jak mam wyjść gdzieś na jakieś spotkanie ze znajomymi albo z rodziną mojego męża, niesamowicie się męczę
Dzień dobry Chciałabym się dowiedzieć co robić w przypadku, gdy za każdym razem jak mam wyjść gdzieś na jakieś spotkanie ze znajomymi albo z rodziną mojego męża, niesamowicie się męczę, patrzę tylko na czas, kiedy będę mogła wrócić do domu. Chciałabym to w sobie zmienić, bo jakieś imprezy czy spotkania zdarzają się bardzo często, a ja za każdym razem przechodzę męczarnie. Czy da się to leczyć? Muszę tu nadmienić, że nie boję się ludzi, jak mam poznawać nowe osoby to bardzo to lubię. Jednak jak znam już kogoś dłużej, to męczę się w takim towarzystwie, szukam gorączkowo tematów do rozmowy, a czasami jak mam gorszy dzień, to się w ogóle nie odzywam, zawsze szukam wymówek, żeby tylko nie musieć wyjść. Patrzę zawsze na tych, co fajnie się bawią w swoim towarzystwie, śmieją się, dowcipkują i ja marzę tylko żeby wyjść. Chciałabym to w sobie zmienić, ale nie wiem jak i od czego zacząć. Proszę o poradę
Czy potrzebuję psychoterapii?
Czy potrzebuję psychoterapii? Od jakiegoś czasu mam obniżony nastrój, jestem smutny, nic mi się nie chce i mam problemy z pamięcią. Często się zamartwiam. Mam poczucie, że nic mi się nie uda.
Trauma, śmierć i walka o swoje marzenia – jak się nie poddać?

Długotrwała choroba i śmierć partnera oraz setka innych problemów. Pięć miesięcy temu zmarł mężczyzna, z którym przez 11 lat byłam w związku. Nie była to śmierć nagła – właśnie mija druga rocznica od dnia, w którym dostał udaru. 

Stało się to w mojej obecności i było to dla mnie straszne doświadczenie. Pomimo iż udar nie był poważny i rokowania co odzyskania sprawności były bardzo dobre – partner odmówił rehabilitacji i jako osoba leżąca trafił ze szpitala do hospicjum na NFZ. Ja zostałam z jego matką na głowie (również leżąca, wymagająca opieki) i ze wszystkimi ich sprawami. 

Plus, rzecz jasna, moje własne problemy. 

Żadne z nich nie zgadzało się, aby z własnego, pokaźnego zresztą, majątku opłacić sobie opiekę czy leczenie. 

Oszczędzali na gorsze czasy i czarną godzinę. 

A posiadali kilka odziedziczonych nieruchomości, których aktualna wartość rynkowa to kilka milionów złotych. Przez dziesięć miesięcy patrzyłam bezradnie, jak jego matka powoli umiera, a równocześnie napatrzyłam się w tym hospicjum na rurki, sondy, worki stomijne, ból, cierpienie i śmierć. 

Na nic zdawało się proszenie partnera, żeby poszedł na rehabilitację i wyrwał się z tej umieralni, tym bardziej że w wyraźny sposób tracił nawet tę sprawność, którą miał po udarze i widać było postępującą atrofię mięśni. 

Cały czas słyszałam mantrę, że szkoda pieniędzy, szkoda czasu, szkoda wysiłku, że on musi mieć na czarną godzinę. 

Nie obchodziło go zupełnie, że to jest wszystko ponad moje siły. Obrażał się na mnie, jak wprost mu mówiłam, że ja nie jestem w stanie tego wszystkiego robić bez wsparcia finansowego z jego strony i bez jakiejś formy zabezpieczenia. 

Próby rozmowy kończyły się fochem i karaniem mnie ciszą. 

W ramach wyjaśnienia dodam, że związek od dawna kulał ze względu na opisane powyżej cechy partnera plus brak zaangażowania i jakiegokolwiek wsparcia z jego strony w różnych życiowych sytuacjach. W chwili, w której nastąpił udar, ja już w zasadzie byłam gotowa na zerwanie, ale w zaistniałych okolicznościach wydawało mi się rzeczą nieludzką zostawić go samego. Czara goryczy przelała się w kwietniu, gdy wyskoczył mi niespodziewany wydatek na kwotę kilku tysięcy złotych, pojawiły się problemy zdrowotne, które potencjalnie mogą wymagać w przyszłości interwencji chirurgicznej. 

Znowu wróciłam do kwestii bieżącego wsparcia finansowego i jakiegoś zabezpieczenia na wypadek jego nagłej śmierci. 

Prawdę mówiąc, bezpardonowo wymusiłam konfrontację, ale dowiedziałam się takich rzeczy, że w kilka tygodni spakowałam się i wróciłam do swojej kawalerki na drugim końcu Polski. 

Szkoda, że dziesięć lat wcześniej nie przedstawił jasno swoich poglądów na związek. Mianowicie nie miał zamiaru w żaden sposób mi rekompensować poświęconego czasu i mojej ciężkiej harówy, bo jego zdaniem należała mu się ode mnie pomoc z tego względu, że jakoby od zawsze miał w życiu ciężko i w ogóle był najbardziej pokrzywdzonym człowiekiem na świecie. 

Nie miał zamiaru mnie zabezpieczać finansowo, bo to rodzinny majątek, odziedziczony po dziadkach, bo rodzina jest najważniejsza, bo coś tam jeszcze. Nie wiem, co rozumiał przez słowo "rodzina", ale najwyraźniej ja się do tej kategorii osób nie zaliczałam. W kilka tygodni po mojej wyprowadzce okazało się, że jest ciężko chory. Infekcja lekoopornej bakterii w układzie oddechowym, moczowym i pokarmowym. 

Momentalnie rozwinęło się ciężkie zapalenie płuc, nerki (już wcześniej słabe) przestały działać i po niecałych dwóch tygodniach pobytu w szpitalu zmarł. Jeden spadkobierca pojawił się dopiero po jego śmierci. Przez półtora roku nie raczył się pokazać w tym hospicjum, nawet w święta, a tu nagle okazało się, że w jego mniemaniu należy mu się cały majątek, bo się czuje pokrzywdzony jakąś decyzją wspólnego dziadka. 

Drugi spadkobierca, który łaskawie pojawił się w tych ostatnich tygodniach, wyszedł z podobnego założenia, argumentując swoje roszczenia krzywdą i traumą spowodowaną kilkoma tygodniami odwiedzin u umierającego krewnego. Obaj mieli zamiar toczyć ze sobą spór sądowy i odmówiłam mieszania się w to. 

To nie moja sprawa, zwłaszcza że żaden nie wspomniał o żadnej formie wsparcia czy rekompensaty dla mnie. 

Od tego pierwszego usłyszałam wręcz, że jestem głupsza, niż myślał, skoro pomagałam za darmo. 

Najwyraźniej w tej rodzinie o żadnej wdzięczności czy innych ludzkich uczuciach nie ma w ogóle mowy. 

Ja po tym wszystkim jakoś żyję i niby funkcjonuję normalnie, ale mam chandrę. Przede wszystkim mam problemy ze snem. 

Przez te wszystkie obrazki, których napatrzyłam się w hospicjum i w domu u umierającej matki partnera długo śniły mi się koszmary. Odpuściły trochę po mojej wielkiej ucieczce i powrocie we własne strony. Następna partia koszmarów zaczęła się po jego śmierci, łącznie z jakimiś głupotami, że widzę go żywego i rozmawiamy. 

To też powoli odpuszcza, ale zdarza mi się, że w czasie snu odczuwam ogromny strach przed śmiercią i kilka razy obudził mnie własny krzyk. W efekcie boję się chodzić spać i siedzę do późna, dopóki naturalną koleją rzeczy nie zwalę się na łóżko jak kłoda. Potem chodzę permanentnie niedospana. Melisa na mnie nie działa i w zasadzie nie wiem, w czym by miała pomóc. 

Po prostu boję się tego, co może mnie spotkać po drugiej stronie snu. Wysiłek fizyczny też nie działa. Nawet po dziesięciokilometrowej wycieczce z kijkami, czując się umęczona fizycznie, mam ten sam problem. Alkohol też nie działa i niezależnie od tego ile w siebie przymusowo wleję (w granicach możliwości osoby nieuzależnionej) – nie jestem w stanie się upić. Nawet jak coś poczuję, to momentalnie jestem trzeźwa, jakby coś znosiło jego działanie. Zastanawiam się, czy to tylko kwestia moich przeżyć, czy nakłada się może na to menopauza. 

Mam prawie 52 lata i mniej więcej w tym czasie, w którym spakowałam się i wróciłam do siebie, zaczęłam doznawać uderzeń gorąca i nieregularności w cyklu miesiączkowym. 

Uderzeń gorąca pozbyłam się dosłownie w kilka tygodni suplementem z apteki (to akurat działa, jak trzeba), miesiączki ewidentnie zaczynają zanikać, test menopauzalny permanentnie wychodzi dodatni. Poza tym fizycznie czuję się całkiem dobrze, nawet powiedziałabym, że odkąd znalazłam trochę czasu dla siebie, różne moje dolegliwości ustąpiły. 

Paradoksalnie ja się ciągle czuję młodo, tylko jestem zupełnie przygaszona i zrezygnowana. Kolejnym problemem jest moja sytuacja finansowa. Próbuję zarabiać na życie własną jednoosobową działalnością i niespecjalnie mi to idzie. 

Mam trochę swoich pomysłów, ale potrzebowałabym nieco luźnej gotówki, żeby zlecić pewne rzeczy na zewnątrz, bo jest prawie nierealne zrobienia tego samodzielnie w skończonym czasie. Ostatnio miałam silny napad bardzo obniżonego nastroju, łącznie z płaczliwością i myślami samobójczymi. Na zasadzie, że tak bardzo zależy mi na realizacji własnego pomysłu, że siądę i to zrobię sama bez żadnego wsparcia, nie licząc się z konsekwencjami. A jak mi się w międzyczasie skończą oszczędności i nic na tym pomyślę, nie zarobię, to sobie w łeb palnę, ale nie potrafię żyć, nie realizując własnych marzeń i własnego potencjału. Jak już zrealizuję, to mnie nic nie będzie obchodzić, mogę nawet umrzeć, niech się dzieje, co chce. Ponieważ jestem osobą wykształconą i potrafię kilka nieszablonowych rzeczy, mam takie marzenie, aby stworzyć platformę edukacyjną z mojej działki z fajnymi materiałami, niestety odpłatnymi, bo muszę z czegoś żyć. 

Przy takich kwotach, jakich można zażądać od klientów, musiałby tam być spory ruch, a na marketingu nie znam się, zupełnie mi to nie leży, odrzuca mnie od tego. Multimedia jestem w stanie zrobić sama, nawet oprogramowaniem darmowym, ale to po prostu zajmie trochę czasu. A tematów, kursów i szkoleń mogłabym zrobić mnóstwo. Zarówno dla młodzieży, jak i nauczycieli, a jak napisałam - jest to mój czas i praca, za którą nikt mi nie zapłaci, dopóki materiały nie będą gotowe. Ale w tym moim nastroju ja się chciałam rzucić na to z rozpaczy i desperacji, a nie z wiary we własne siły i sukces. Natomiast zupełnie nie widzę dla siebie odpowiadających ofert na rynku pracy i przeraża mnie myśl, że kobietom w moim wieku pozostaje w zasadzie wyrzucenie wszystkich swoich dyplomów do kosza i zarabianie sprzątaniem lub inną tego typu pracą poniżej kwalifikacji. 

Rozwala to moje życie w drzazgi i stawia pod znakiem zapytania sens tego, kim jestem, tego, co do tej pory osiągnęłam, na czym się znam i co zawodowo potrafię. 

Ja nie chcę umrzeć i zamienić się w garść popiołu nie robiąc tego, do czego w moim mniemaniu mam powołanie. 

Ja nie chcę żyć i umrzeć w poczuciu porażki i niespełnienia, a przecież życie mi pokazało, że wiele rzeczy zależy tylko od zbiegu okoliczności i przypadku, a nie od ilości włożonej w to pracy. 

Żywy przykład to spadkobiercy mojego partnera. W zasadzie nic nie musieli robić, żeby mieć prawo do kilku zer więcej na koncie. Mnie tyle szczęścia nie spotkało i na jakiejś płaszczyźnie nie jestem w stanie się z tym pogodzić. Wprawdzie nikt nie obiecał, że życie jest sprawiedliwe i że mnie czeka jakkolwiek pojęty sukces, ale coś jest tu mocno nie tak. Nie wiem, jak się mam emocjonalnie utrzymać w zwartej kupie, tym bardziej że ja z tym wszystkim zostałam sama i aktualnie nie mam nikogo na czyją pomoc typu wsparcie materialne lub wsparcie w pracy nad moim projektem mogłabym liczyć.

Brak motywacji i chęci do działania poza pracą - jak pokonać lenistwo?
Jestem facetem lat 35. W zasadzie całe moje dorosłe życie zmagam się z brakiem chęci? lenistwem? Nawet nie wiem jak to nazwać. Ale do rzeczy. Pracuję dość dużo bo na dwa etaty, ale nie jestem jakoś nadmiernie zmęczony. Praca jak praca. Jedną lubię, druga to bardziej ze względów finansowych. Zarabiam około 10-12 tyś miesięcznie. Nie mamy żadnych zobowiązań finansowych. Żona też zarobi dobrze wiec ogólnie nie narzekam na poziom życia. Mam 2 super córeczki. Można by pomyśleć, że sielanka. Ale jest jeden problem. Robie tylko to co muszę czyli idę do pracy i wykonuje ją sumiennie. Jak wrócę do domu to najlepiej schowałbym się sam w pokoju z telefonem i tyle. Nie mam ochoty zrobić niczego w domu, pomóc żonie przy dzieciach. Nic. Najlepiej jakbym mógł siedzieć sobie sam i niczego nie musiał robic. Rano jak wstanę to też nie chce mi się isć do pracy. Jak mam np wolny dzień w tygodniu i jestem sam w domu bo dzieci w szkole a żona w pracy to potrafię przeleżeć cały dzień na kanapie na telefonie nie robiąc sobie nawet jedzenia. Nie raz nawet nie umyje się wieczor bo mi się nie chce. Do pracy tez mi się niechce wstać bo nie przepadam za nią- ide tam tylko ze względu na kase. pojawiają się jednak pewne wyjątki. Jak wiem, że czeka mnie coś fajnego to jest inaczej. Bardzo lubie mecze i np. jak jest dzien meczowy Polaków to budzę się sam wcześniej rano, mam ochote wstać i nie mogę się doczekać. To samo było jak miałem jechac kupic auto albo inna rzecz. Ale są to wyjątki. Kilka do kilkunastu dni w roku. Reszta to jest męczarnia. Chciałbym zrobić wiele rzeczy ale najzwyczajniej mi się nie chce. Jak mam np. wolny poniedziałek to w niedzielę po południu jest spoko. Planuje sobie co jutro porobię a koniec końców nie zrobię nic tylko przeleżę cały dzień. Co jest ze mna nie tak? Co robie albo zrobiłem zle? Mam tAK męczyć się do końca zycia? Od czego zacząć?
Jak wspierać córkę, która jest perfekcjonistką, samotnikiem i przeżywa problemy emocjonalne?
Dzien dobry, Mam pytanie odnosnie mojej 20letniej corki. Od kiedy pamietam byla perfekcjonistka, raczej typem samotnika, nie umiala funkcjonowac z dziecmi, wolala ksiazki, jest i byla placzliwa, bardzo wobec siebie surowa. Byla i jest wzorową uczennicą. Studiuje dwa kierunki scisle (jej wybor). Teraz jest na wymianie zagranicznej. Jest jedynaczka. Nigdy z mezem jej do niczego nie zmuszalismy, mamy z nia bardzo dobry kontakt, wszystko nam mowi…Zawsze ja we wszystkim wspieramy. Martwi nas, ze stala sie bardzo placzliwa, depresyjna, ogranicza keontakty z ludzmi do minimum. Kazda najmniejsza trudnosc urasta do rangi problemu konca swiata:( Wczoraj oznajmila ze na 4roku chce mieszkac w studio, bo jak ma zly dzien to nie chce wychodzic do wspolnej kuchni:( Zajada stres snakami. Ma grupe specyficznych znajomych (transgenicznych, homoseksualnych), sama okreslila sie jako bi (my to akceptujemy!) Staramy sie ja wspierac, tlumaczyc (rozmowa jej pomaga, zrzuca to z siebie). Czemu ona tak ma, czy popelnilismy jakis blad? Jak mozemy jej pomoc, na co zwrócić uwagę? Czy jej zachowanie jest oznaka jakiegos zaburzenia? Dziekuje za wszelka pomoc.
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.