Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak nie rzutować moich traum z dzieciństwa na dziecko?

Jak poradzić sobie z mini traumami z dzieciństwa, żeby nie przekazywać im dalej swojemu dziecku? Odkąd pamiętam słyszałam od mamy, że to moja wina, że tata krzyczy na siostrę a mnie faworyzuje , że wszystko wymuszam płaczem, nigdy nie czułam, że moje uczucia są dla niej ważne, a jak miałam około 11 lat to wyjechała do pracy za granice. Tata nadużywał alkoholu i mama nie miała z nim lekkiego życia, często brakowało pieniędzy, i były awantury, mimo to zawsze czułam się z nim bardziej związana, przez co miałam wyrzuty sumienia, bo jak mogę go lubić, skoro on źle traktuje mamę czy siostrę. Był okres, że byłam źle traktowana w grupie znajomych, ale nigdy o tym nikomu nie powiedziałam, bo nie czułam, że mogę. Mam wrażenie, że moje dzieciństwo ma duży wpływ na moją samoocenę i wpływa na moje reakcje i zachowania w dorosłym życiu, i że odbija się to na moim dziecku, ale nie do końca to rozumiem i nie wiem jak nad tym pracować.

User Forum

Anonimowo

8 miesięcy temu
Aleksandra Zembala

Aleksandra Zembala

Dzień dobry!

 

Wyobrażam sobie, jak trudne może być uświadomienie sobie, że trudne doświadczenia z przeszłości wpływają na Pani obecne życie i relację z dzieckiem; jednocześnie wymaga to sporej odwagi i samoświadomości oraz dowodzi, jak ważna jest dla Pani ta relacja. To ogromny zasób.

 

Warto jest się zastanowić, w jaki dokładnie sposób Pani dzieciństwo wpływa na Pani obecne życie - zwłaszcza na Pani zachowanie i reakcje emocjonalne, które najbardziej Pani przeszkadzają - a także jakie sytuacje je obecnie wyzwalają. Dzięki zwiększaniu uważności na swoje doświadczenie można jednocześnie zwiększać kontrolę nad własnym zachowaniem i impulsami. Do pracy nad polepszeniem samooceny dobrze jest sięgnąć po książki samopomocowe, np. "Jesteś kimś więcej, niż myślisz" Glenn R. Schiraldi. Bardzo cenne mogłoby się okazać podjęcie psychoterapii indywidualnej - pozwoliłoby to dokładne zrozumienie przyczyn Pani trudności oraz systematyczną pracę nad nimi.

 

Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego,

Aleksandra Zembala, psycholożka i psychoterapeutka w trakcie szkolenia

8 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Elżbieta Byzdra-Rafa

Elżbieta Byzdra-Rafa

Dzień dobry 🙂 

Napisała Pani o mini traumach z dzieciństwa 🙂

Gdy spotykam się z podobnym komunikatem, często przywołuję metaforę płatków śniegu. Gdy zaczyna padać śnieg, oglądamy z ciekawością pojedyncze, maleńkie płatki. Gdy pada całą noc musimy się solidnie napracować, aby odśnieżyć drogę. A pod lawiną giną ludzie. A przecież to te same, malutkie płatki śniegu. Z tych "mini traum" tworzy się realna trauma. To dobry temat na terapię. Cenne jest to, że w przeciwieństwie do Pani rodziców, Pani ma świadomość, że przeszłość może wpływać  na teraźniejszość, obecne zachowania, emocje i może stać się przyczyną obecnych i późniejszych trudności Pani dzieci. Zachęcam do rozpoczęcia terapii. Pozdrawiam

Elżbieta Byzdra-Rafa 

terapeutka Gestalt 

8 miesięcy temu
Klara Tymińska

Klara Tymińska

Dzień dobry, 

Pierwszy krok już Pani w tym kierunku wykonała, bo widzi Pani problem i postanowiła zmianę, po czym zaczęła szukać pomocy. To co może Pani robić sama, to zauważać swoje myśli i jakieś negatywne zachowania w stosunku do dziecka i je świadomie zmieniać. Natomiast w przypadku gdzie mamy tak głębokie rany jak odrzucenie przez matkę i alkoholizm ojca, myślę że potrzebna jest tu głębsza terapia najlepiej z osobą specjalizującą się w traumach wczesnodziecięcych, gdzie będzie mogła Pani przepracować to co działo się w dzieciństwie. Sama Pani widzi, że ma to bezpośredni wpływ i na Pani samoocenę, na relację z otoczeniem i dzieckiem, ogólnie na Pani życie. 

Proszę też wziąć pod uwagę, że ważną rzeczą jest to, że jeśli są jakieś trudności tu i teraz, które trzeba załatać szybko, to warto najpierw pójść na terapię krótkoterminową, np terapię poznawczo-behawioralną lub skoncentrowaną na rozwiązaniach. Jest to bardzo ważne, ponieważ czasem kiedy tu i teraz jest krytycznie, to rozkopywanie traum może nam nie służyć, w takiej sytuacji, najpierw trzeba uporządkować tu i teraz, by mieć odpowiednią przestrzeń do pracy nad traumami. 

Wiem, jak trudna czasem jest to droga zarówno emocjonalnie jak i finansowo, ale jest to droga, która zmienia rzycie na znacznie spokojniejsze i szczęśliwsze. I naprawdę warto zrobić to dla siebie i swojego dziecka. Jest Pani bardzo wartościową i wspaniałą osobą, tylko musi Pani to w sobie odkryć i w to uwierzyć.

 

Pozdrawiam, 

Klara Tymińska

8 miesięcy temu
Katarzyna Brożyna

Katarzyna Brożyna

Dzień dobry 

To częste obawy, nawet wśród osób, które nie doświadczyły tyle co Ty. Twoja chęć, by ochronić dziecko przed tym, co raniło Ciebie w dzieciństwie jest naturalna.

Uświadom sobie, że nie jesteś swoją traumą - zrobiłaś już ku temo ogromny krok, bo jeśli coś zauważasz, to znaczy, że masz na to wpływ!

Spróbujmy więc poszukać co można zrobić doraźnie, już teraz.
1. Czy pamiętasz sytuacje, w których reagowałaś wobec swojego dziecka tak, jak naprawdę byś chciała? Może były chwile, gdy okazałaś mu ciepło, cierpliwość albo uważność, mimo że sama nie miałaś tego w dzieciństwie? 

2. Co mogłoby sprawić, że będzie tych chwil/sytuacji trochę więcej?To nie musi być wielka zmiana. czasem wystarczy jedno zdanie wsparcia wobec dziecka, jedno przytulenie, czy jeden moment, kiedy powiesz sobie w myślach: „teraz robię inaczej niż moja mama/tata”.
Nie chodzi o to, żeby naprawić przeszłość, ponieważ ona już była. Chodzi o to, żeby używać tego, co działa dziś i krok po kroku budować więcej takich chwil.
 

Możesz sobie zadać pytanie:

Co chciałabym, żeby moje dziecko o mnie pamiętało za 20 lat?

A potem małymi gestami zacząć to tworzyć już teraz.


Pozdrawiam ciepło

Katarzyna Brożyna

Psycholog


 


 

8 miesięcy temu
Adam Gruźlewski

Adam Gruźlewski

Szanowna Pani,

 

dziękuję za podzielenie się tą historią. Pani słowa świadczą o ogromnej trosce i chęci ochrony własnego dziecka. To, czego doświadczyło Pani w dzieciństwie wygląda na złożoną traumę, która - jak słusznie Pani zauważyła  - może wpływać na Pani dorosłe życie, na postawy, zachowania, czy samoocenę. Już samo zauważenie tego może jednocześnie potwierdzać, jak dużą świadomość i wolę walki  posiada Pani w sobie. Aby lepiej zrozumieć te mechanizmy, zachęcam do wizyty u psychotraumatologa lub terapeuty, który pomoże Pani zintegrować te niezwykle trudne doświadczenia.

 

Pozdrawiam serdecznie 

Adam Gruźlewski 

psycholog, psychotraumatolog

8 miesięcy temu
Lucio Pileggi

Lucio Pileggi

Sam fakt, że martwi się Pani o swoje dziecko i nie chce, aby przeżyło te same trudne doświadczenia, jest już znakiem, że idzie Pani w dobrym kierunku – pokazuje to troskę i samoświadomość.
To, czego doświadczyła Pani w dzieciństwie, na pewno było trudne i prawdopodobnie zostawiło ślady w Pani samoocenie albo w tym, czego oczekuje Pani w relacjach z innymi. Na przykład pisze Pani, że nie czuła Pani, iż może komuś powiedzieć, że była Pani źle traktowana w grupie znajomych.
Ale niekoniecznie musi to wprost przekładać się na Pani zachowanie wobec dziecka. Pytanie brzmi: co konkretnie sprawia, że ma Pani takie obawy – czyli które zachowania chciałaby Pani zmienić?
Rozmowa ze specjalistą może pomóc lepiej zrozumieć, w jaki sposób Pani przeszłość wpływa na teraźniejszość.
Mam nadzieję, że uda się Pani znaleźć poczucie większego spokoju i pewności.

 

Serdecznie pozdrawiam

Lucio Pileggi, Psycholog

8 miesięcy temu
Elza Grabińska

Elza Grabińska

Szanowna Pani,

to naprawdę cudowne, że dostrzega Pani wpływ swojego dzieciństwa na dorosłe życie i że chce Pani świadomie zadbać o siebie po to, aby być jak najlepszym, uważnym rodzicem. To ogromna wartość i dowód troski o swoje dziecko.

Najlepszym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest praca z psychologiem lub psychoterapeutą, który pomoże Pani przyjrzeć się schematom wyniesionym z domu rodzinnego, przepracować trudne emocje i nauczyć się nowych sposobów reagowania. To naturalne, że wydarzenia z dzieciństwa odciskają ślad na samoocenie i relacjach szczególnie, gdy mamy poczucie, że brakowało w nich akceptacji, poczucia bezpieczeństwa czy przestrzeni na wyrażanie emocji.

Wiele rodziców decyduje się na terapię właśnie po to, by przerwać pewien cykl i dać swoim dzieciom coś innego - więcej zrozumienia, wsparcia i miłości. To nie jest oznaka słabości, lecz odwagi i mądrości. Proszę pamiętać, że nie musi Pani radzić sobie z tym wszystkim sama. Rodzicelstwo bywa naprawdę trudne, a z pomocą specjalisty można nauczyć się lepiej rozumieć siebie i swoje reakcje, a tym samym wzmocnić relację z dzieckiem.

 

Wszystkiego dobrego, Elza Grabińska, psycholog.

8 miesięcy temu
Justyna Majewska

Justyna Majewska

Dzień dobry

Zadawanie sobie pytań jest dla mnie oznaką potrzeby zmiany obecnej sytuacji i uważności w kierunku szukania dobrostanu. Trudne doświadczenia z dzieciństwa mogą wpływać na relacje, zwłaszcza z najbliższymi i najdroższymi nam ludźmi. Jeżeli zauważa się w sobie nagromadzające trudności w reagowaniu na różne sytuacje związane z rodzicielstwem, warto skorzystać ze wsparcia psychologicznego. Trudno jest mi wskazać jedną czy dwie metody radzenia sobie z traumą z dzieciństwa, trzeba cierpliwości, by w swoim tempie odkryć i odbudować siebie i zacząć żyć życiem o jakim się marzy. 
Życzę dużo wyrozumiałości dla samej siebie. 
Pozdrawiam 


Justyna Majewska

Psycholog, Sandplay Therapy Practitioner 

8 miesięcy temu
Agnieszka Domaciuk

Agnieszka Domaciuk

Sytuacje z dzieciństwa, które opisujesz na pewno były trudne do udźwignięcia w wieku dziecięcym, ale również w życiu dorosłym. Rodzina, w której jeden z rodziców nadużywa alkoholu cierpi jako cały system powiązany bliskimi więziami. Relacje z osobami znaczącymi, jakimi są rodzice na pewno mają duży wpływ na kształtowanie własnej samooceny, poczucia sprawczości i decyzyjności. Warto, abyś miała świadomość tego, że zachowania rodziców to ich odpowiedzialność, nie możesz przyjmować na siebie winy za kształt relacji, jaką zbudowali między sobą rodzice, tym bardziej za postawy osoby nadużywającej alkohol. Na pewno wszelkie doświadczenia życiowe kształtują w nas przekonania dotyczące nie tylko nas samych, ale również tego, co nas otacza i naszej przyszłości. Przekonania sprawiają, że w różnych sytuacjach uruchamiają się nam konkretne myśli i na skutek tego emocje i zachowania. Jeśli zauważasz, że któreś z Twoich sposobów radzenia sobie czy zachowań, w Twojej ocenie niosą za sobą nieprzyjemne konsekwencje dla Twojego dziecka, być może warto porozmawiać o tym z psychologiem lub psychoterapeutą i znaleźć te nieadaptacyjne przekonania, które zostały wykształcone na przestrzeni minionych lat? Praca nad zmianą na pewno wymaga czasu i własnej pracy, jednak jeśli tylko widzisz taką potrzebę - naprawdę warto się w to zaangażować i pozwolić sobie żyć inaczej, według własnych potrzeb. Terapia nie tylko pozwala zrozumieć mechanizmy, przyczyny naszego zachowania, ale również uczy nowych, pomocnych zachowań i sposobów radzenia sobie w sytuacjach trudnych. 

8 miesięcy temu
Anna Kapelska

Anna Kapelska

Dzień dobry,

 

Z tego co Pani pisze, dzieciństwo nie było dla Pani łatwe i być może nie została u Pani zaspokojona podstawowa potrzeba bezpieczeństwa. Często słyszała Pani komunikat - niestety od najbliższej osoby- który brzmiał " to twoja wina" co mogło znacząco wpłynąć na Pani samoocenę i sposób tworzenia relacji w wieku dorosłym.  

 

To naprawdę ważne, że Pani to już dostrzega i ma świadomość, że jakieś wydarzenia / sytuacje z przeszłości czy właśnie słowa, które Pani słyszała, mogą rzutować na to, jak Pani się czuje dzisiaj. 

To także pierwszy krok do pogłębienia i zrozumienia swoich emocji, myśli i co za tym idzie, zachowań. 

 

Jeśli ma Pani taką możliwość, zachęcam do spróbowania odbycia terapii i być może poukładania tych kawałków, których nie do końca Pani rozumie. 

 

Wszystkiego dobrego!

 

Anna Kapelska

8 miesięcy temu
Paulina Habuda

Paulina Habuda

Dzień dobry, 

 

Współczuję Pani, że przeszła Pani przez trudne chwile w dzieciństwie. Niestety nie mamy wpływu na to jakich mamy opiekunów kiedy jesteśmy dziećmi, ale nasze dzieciństwo ma bardzo duży wpływ na nasze dorosłe życie - jak radzimy sobie z emocjami, jak wchodzimy w relacje, jak reagujemy na sytuacje stresowe itd. 

Osoby, które w dzieciństwie doświadczyły przemocy fizycznej lub psychicznej, w dorosłym życiu mogą się charakteryzować tzw. pozabezpiecznym stylem przywiązania, czyli mówiąc krótko - mieć problemy w relacjach. 

Pani wspomina o alkoholizmie ojca, o obarczaniu Pani winą, o awanturach. To musiały być trudne przeżycia dla małego dziecka, być może niezrozumiałe, wywołujące lęk. I mogą rzutować na to jakie ma Pani schematy, przekonania i ostatecznie zachowania. 

Wspaniale, że pomyślała Pani o przepracowaniu tych problemów, jak również, że ma Pani na uwadze dobro swojego dziecka. Pisze Pani, że może to na dziecko wpływać, jednak nie znam więcej szczegółów i nie potrafię się do tego odnieść. Jednak jeżeli coś wzbudza Pani obawy to zachęcam do wizyty u psychologa lub psychoterapeuty, który pomoże Pani zidentyfikować problematyczne przekonania i zachowania i pracować nad nimi. Co może wpłynąć dobrze nie tylko na Panią, ale też na bliskie Pani osoby. 

W międzyczasie mogę polecić pomocne książki, np. Dorosłe dzieci niedojrzałych emocjonalnie rodziców (Gibson), Wyrosnąć z DDA. Wsparcie dla dorosłych córek alkoholików (Ackerman), lub Potrzeby emocjonalne dziecka. Jak uniknąć rodzicielskich błędów, aby wychować emocjonalnie zdrowe, szczęśliwe dziecko (Louis).

 

Pozdrawiam

Paulina Habuda

Psycholog

8 miesięcy temu
Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry,

doświadczała Pani naprawdę trudnych sytuacji, dlatego tym bardziej warto docenić fakt, że chce Pani nad tym popracować, by nie przekazać swojemu dziecku niezdrowych schematów. W pracy nad tym, najważniejsze będzie oddzielanie przeszłych zranień od obecnej relacji z dzieckiem oraz rozpoznawanie momentów, w których odzywają się stare wzorce zachowań. Bywa tak, że nasze reakcje wynikają bardziej z tego, czego doświadczaliśmy w przeszłości, niż z sytuacji, które mają miejsce tu i teraz. To, co warto sobie ofiarować to uważność i łagodność dla samej siebie, bo dzięki temu łatwiej będzie okazać to własnemu dziecku. Proszę też pamiętać, że nie trzeba być "idealnym" rodzicem, by zapewnić dziecku wystarczająco dobre dzieciństwo. Nie chodzi o to, by nie popełniać błędów, ale o to, by brać za te błędy odpowiedzialność i wrócić do relacji, rozmawiać z dzieckiem. W pracy nad trudnym dzieciństwem warto wspomóc się profesjonalnym wsparciem psychologa lub psychoterapeuty. 

 

Życzę wszystkiego dobrego,

Justyna Bejmert

Psycholog

8 miesięcy temu
Aleksandra Żochowska

Aleksandra Żochowska

Dzień dobry,

 

widzę, że nosi Pani w sobie dużo bólu z dzieciństwa - m.in. poczucie winy, że nie miała Pani jako dziecko prawa do własnych uczuć, że stała Pani pomiędzy lojalnością wobec mamy i więzią z tatą. Mam taką myśl, że to ma prawo być ciężkie. To naturalne, że takie doświadczenia (zwłaszcza te niewypowiedziane czy przez długi czas trzymane w sobie) mogły zostawić ślad i do dziś mogą wpływać na Pani codzienne funkcjonowanie - także w relacji z dzieckiem. Doceniam to, że Pani to dostrzega. Już sam fakt, że ma Pani refleksję nad sobą i swoimi doświadczeniami, jest ogromnym krokiem w stronę zmiany. Uświadomienie sobie problemu jest często pierwszym krokiem w tym kierunku i świadczy o dużej uważności oraz trosce - zarówno o siebie, jak i o bliskich.  W takiej pracy duże wsparcie daje psychoterapia - to bezpieczne miejsce, gdzie można przyjrzeć się dawnym ranom, nazwać i przeżyć różne emocje, spojrzeć inaczej na kontekst rodzinny, a w dalszej kolejności - nauczyć się nowych sposobów reagowania, aby nie powielać dawnych schematów. W terapii będzie Pani mogła stopniowo uwalniać się od ciężaru przeszłości i budować relacje z dzieckiem na własnych, zdrowszych zasadach. Zachęcam do rozważenia terapii w nurcie systemowym, który kładzie duży nacisk na rodzinną historię i kontekst całej rodzinny.


Pozdrawiam ciepło i życzę dużo siły,

Aleksandra Żochowska

8 miesięcy temu
Sylwia Harbacz-Mbengue

Sylwia Harbacz-Mbengue

Dzień dobry,

to, co Pani opisuje, jest niezwykle ważne i stanowi klucz do zrozumienia wielu trudności, z jakimi mierzy się Pani w dorosłym życiu. Świadomość tych doświadczeń to już pierwszy i najważniejszy krok w procesie leczenia.

Proponuję zacząć od nazwania i akceptacji swoich emocji.To, co Pani czuje, jest kluczowe w relacji z dzieckiem. Jeśli w dzieciństwie Pani uczucia były ignorowane, proszę być uważną na uczucia swojego dziecka. Dobry pomysłem jest też obserwowanie własnego poczucia winy- czy faktycznie zrobiła Pani coś złego, czy to poczucie wynika z Pani wcześniejszych doświadczeń?

Najskuteczniejszym narzędziem do pracy z traumami jest psychoterapia.

 

Pozdrawiam serdecznie

Sylwia Harbacz-Mbengue 

Psycholog

 

8 miesięcy temu
Anna Gibaszek-Mądry

Anna Gibaszek-Mądry

Dzień dobry,

Opisujesz dzieciństwo, w którym brakowało bezpieczeństwa emocjonalnego, w którym to co czujesz nie było uznawane a relacje były pełne napięcia - takie doświadczenia mogą zostawić trwały ślad w dorosłym życiu. Jednocześnie to, że zauważasz wpływ tych doświadczeń na siebie i Twoich bliskich, jest ogromnym krokiem w kierunku zmiany i ochrony tych, których kochasz. Proces ten będzie jednak wymagał czasu i wsparcia doświadczonej osoby. Najlepiej, żebyś przeszła go w relacji z drugim czyli w terapii, która pozwoli Ci uznać swoje doświadczenia i towarzyszące im emocji, rozpoznawać wzorce swoich zachowań (twoje doświadczenia mogą wpływać na Twoje reakcje wobec siebie i innych), stopniowo wprowadzać zmiany w relacji z dzieckiem bez poczucia winy. 

Dzieciństwo kształtuje nas na wiele sposobów, ale nie musi decydować o tym, jak wychowujemy dzieci. 

Świadomość, że pewne wzorce i emocje mogą powtarzać się w relacji z naszymi pociechami, to pierwszy krok do zmiany.

Życzę Ci dużo cierpliwości, odwagi i czułości wobec siebie na tej drodze!

8 miesięcy temu
Anna Marków

Anna Marków

To, co opisujesz, to doświadczenia traumy rozwojowej/relacyjnej, nie jednorazowego zdarzenia, ale powtarzających się sytuacji, w których dziecko nie czuło się widziane, ważne, a więc nie czuło fizjologicznego bezpieczeństwa. W takich warunkach uczymy się tłumić emocje, dopasowywać, kurczyć  i brać odpowiedzialność za emocje innych. To mechanizmy obronne, które w dzieciństwie pomagały przetrwać, ale w dorosłości obciążają relacje, samoocenę i układ nerwowy.

W traumie rozwojowej często czujemy sprzeczne emocje (np. miłość i złość jednocześnie), dlatego samo „wyrzucanie z siebie” emocji nie działa. Kluczowe jest kontenerowanie – uczenie się zauważania i odczuwania emocji w ciele, bez tłumienia i bez ucieczki. Dzięki temu nie przenosimy napięcia na dziecko, tylko pokazujemy, że emocje są bezpieczne i naturalne.

Twoje dziecko nie potrzebuje mamy idealnej, ale takiej, która wraca do kontaktu i uczy się być blisko własnych uczuć. To jest kluczowe, bo dzieci wyczuwają nasze stany emocjonalne. Jeśli Ty uczysz się bezpiecznie czuć, Twoje dziecko też uczy się, że emocje są ok. A Twoje wewnętrzne dziecko musi zostać zauważone, zaopiekowane i zaakceptowane w pełni, by odbudować poczucie bezpieczeństwa.

To już ogromny krok, że widzisz wpływ dzieciństwa i chcesz to zatrzymać, sama świadomość jest początkiem zmiany. Przy traumie rozwojowej/relacyjnej jednak sama psychoedukacja często nie wystarczy, dobrze byłoby skorzystać z terapii, by przepracować przeszłość, jej konsekwencje w dorosłości odbijające się na przekonaniach, samoocenie, pracę z ciałem i układem nerwowym, praca z wewnętrznym dzieckiem, jest tu troszkę do odpakowania. Trzymam kciuki.

8 miesięcy temu
Sylwia Szulecka

Sylwia Szulecka

Szanowna Pani, 

z tego, co Pani pisze, ma Pani za sobą doświadczenie trudnego dzieciństwa. Wszystkie opisane przez Panią przeżycia mogły wpłynąć na relacje z samą sobą i z innymi. Warto się przyjrzeć sposobom radzenia sobie, jakich nauczyła się Pani w przeszłości. Kiedyś mogły Pani pomóc przetrwać trudne doświadczenia, teraz zaś mogą stawać na drodze do zbudowania takiego życia, jakim chciałaby Pani żyć. Opisuje Pani trudności w zauważaniu, nazywaniu i uznawaniu swoich granic. To także obszar, na którym warto się zatrzymać na dłużej. Dobrym sposobem na pracę nad tymi obszarami, jest podjęcie psychoterapii, która pomoże Pani zrozumieć swoje emocje, myśli, zachowania czy przekonania. Jeśli nie ma Pani możliwości rozpoczęcia psychoterapii, alternatywą jest na przykład podjęcie próby samopomocy poprzez korzystanie z różnych dostępnych na rynku książek (np. Joanny Flis "Co ze mną nie tak? O życiu w dysfunkcyjnym środowisku, w Polsce i o tym, jak sobie z tym (nie)radzimy").

 

Życzę powodzenia na drodze do rozumienia siebie

 

Sylwia Szulecka  

psycholog-seksuolog, psychoterapeuta

8 miesięcy temu
Pamela Górska

Pamela Górska

Pierwszym krokiem jaki Pani zrobiła jest zauważenie problemu i to już naprawdę ogromny krok w stronę lepszego. Kolejny krok, jaki Pani już dokonała, jest chęć nie przeniesienia tego na własne dzieci. Wysyłam ogromne gratulacje, ponieważ nie każdy ma odwagę na zaobserwowanie tego procesu! Kolejnymi krokami, jakie warto podjąć jest akceptacja, zrozumienie sytuacji oraz wyjście ze "szpagatu" pomiędzy tym co było a tym co jest oraz pozostawienie bagażu za sobą. Oczywiście polecam terapię, np. w nurcie schematów. Bardzo dobrym również sposobem jest praca z oddechem, dzięki któremu można bliżej poznać siebie oraz swoje potrzeby. Dopuszczenie swojej podświadomości do głosu oraz zauważenie myśli sabotujących - nie ich wykluczenie a zrozumienie i poproszenie o zajęcie miejsca obok, samemu zaś przejęcie sterów. 

Trzymam kciuki za nową drogę oraz pozdrawiam, Pamela Górska Psycholog 

8 miesięcy temu
Jessica Gagola

Jessica Gagola

Witaj, nasze dzieciństwo ma wielka moc w dorosłym życiu. Jednak jest coś, co jest kluczowe. To nie nasza wina, w jakim środowisku  się wychowaliśmy. Nie mieliśmy wyboru i możliwości zmian. Dziś w dorosłym życiu przychodzi zmierzyć się z naszymi traumami i wspomnieniami. Jako dorośli ludzie często mamy w sobie niezaopiekowaną małą istotę, która jest skrzywdzona i niesie ze sobą taki bagaż doświadczeń, że ciężko iść przez życie lekko. Świadomość tego, co było dla nas krzywdzące, to krok świadomości w kierunku zmian. Dziś działamy na pewnych gotowych schematach które są bardziej lub mniej świadome a zostały nam wgrane za dziecka. Tamte normy nie są normami teraz. Dziś wiesz jak chcesz żyć i co zmienić. Można to zrobić, np. z psychologiem

8 miesięcy temu
Tomasz Pisula

Tomasz Pisula

Dzień dobry, 

 

to ważne pytanie i bardzo ważne, że jest Pani świadoma problemów.

 

Nic nie zastąpi terapii, ponieważ schematy są przekazywane w automatyczny, nieświadomy sposób - poprzez gesty, spojrzenia, energię, którą odczuwamy w ciele, a także wyparte emocje, które dotykają nas w sposób nieuświadomiony. Dlatego praca powinna odbywać się na poziomie głębokim, aby pracować na świadomych i nieświadomych mechanizmach.

Na poziomie świadomym traume przerywa proces mentalizacji: komunikowanie swoich emocji i myśli oraz uważność wobec uczuć i myśli dziecka.

Miałem okazję pisać o tym ostatnio, dlatego podzielę się swoim wpisem, znajdzie tam Pani konkretne przykłady:

https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=pfbid0247AoLBRBWK8LrcNn9yG2N1uJ75NiBZWQg3wDchDy992V1uahLTgE8j6y9H9FMBtWl&id=61566379524893  

 

 

Powodzenia,

Tomasz Pisula 

Psycholog, psychoterapeuta.

8 miesięcy temu
Karolina Walczyk

Karolina Walczyk

Dzień dobry.
Już samo uświadomienie sobie, że to nie jest o moim dziecku, tylko to moja historia może wpłynąć i zmienić Twoją reakcję.

Samowspółczucie: pamiętaj, że nie Ty jesteś winna temu, co się działo w Twoim domu, byłaś dzieckiem i miałaś prawo czuć się bezpiecznie i ważna. Ponadto pomocne będzie budowanie nowych doświadczeń, bo dając swojemu dziecku akceptację i uwagę, których sama potrzebowałaś, lecz nie dostałaś, zaczniesz tworzyć inny wzorzec.

Nie da się całkowicie „wymazać” przeszłości, ale można ją przepracować tak, by była mniej obciążająca i nie kierowała Twoimi wyborami tu i teraz. 

 

Serdecznie pozdrawiam,

Karolina Walczyk

Psycholog, Psychoterapeuta

8 miesięcy temu
Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Żeby nie przenosić dalej tego, co bolało Ciebie, warto uczyć się zatrzymywać w trudnych momentach i pytać siebie: co teraz czuję? co naprawdę chcę przekazać swojemu dziecku? Czasem pomocne bywa też zapisanie myśli czy rozmowa z kimś zaufanym, żeby nie zostawać z tym samemu. 

Proces uzdrawiania takich ran często wymaga cierpliwości i bywa łatwiejszy przy wsparciu psychoterapeuty.

 

Pozdrawiam,

Katarzyna Świdzińska, Psycholog 

8 miesięcy temu

Zobacz podobne

Nie pamiętam kiedy szczerze się z czegoś cieszyłam...
Będzie długo, ale muszę. Witam, mam 46 lat, nieco ponad 20 lat pracuje w szkole, w tym od 12 lat na stanowisku pedagoga szkolnego, ok. 400 uczniów. Mam rodzinę: męża, syna 15 latka, własne mieszkanie, stały dochód. Wydawałoby się że nie powinnam narzekać... A jednak czuje się totalnym przegrywem. Odkąd pamiętam byłam dzieckiem zakompleksionym, ale przy tym bardzo samodzielnym, bo mnie i siostrę wychowywała mama. Jako nastolatka moje kompleksy nasilały się a alkohol w rodzinie powodował że miałam poczucie winy za wszelkie żale jakie mama czasem na mnie wylewała. Ojciec bywał w domu kilka razy w roku, pracował w kopalni, był alkoholikiem. W szkole średniej dobrze się czułam, bo miałam zgrane grono koleżanek, chłopaków nie miałam, bo zwyciężały moje kompleksy. Gdy poszłam na studia pedagogiczne- na Śląsku, aby ojciec choć trochę pomógł mi finansowo, wtedy starałam się wszystko trzymać w ryzach, a by nie zawieść pokładanych przez rodziców we mnie nadziei... Jedyna z rodziny wyżej wykształcona... I owszem, noty były wysokie, studia pięknie zdane, ale wyhodowałam sobie anoreksję. Trwało to jakieś 3-5 lat, po skończeniu studiów przeszło w bulimię - kolejne 2-lata. Szybko zaczęłam pracę, ale nie w szkole, tylko gdzie się dało aby być samowystarczalną. Potem praca w szkole, przez pierwsze kilka lat miałam poczucie , że ja w szkole jestem tylko na chwilę , bo czuję że do niej nie pasuje. Ale w międzyczasie poznałam swojego obecnego męża, potem ciąża, ślub. Cieszyłam się, bo lekarze nie dawali mi szansy, że zajdę w ciążę. W końcu nadeszła propozycja abym objęła etat pedagoga. Zgodziłam się, choć się panicznie bałam, że sobie nie poradzę. Przed pracą musiałam wypalić papierosa. Na szczęście rzuciłam palenie zupełnie. Stres w pracy towarzyszy mi bardzo często. Jeszcze kilka lat temu stres spalałam poprzez sport: chodzenie na spacery, z koleżankami na kijki, ćwiczyłam w domu z Chodakowską. Zaczęłam intensywniej ćwiczyć gdy musiałam zająć się schorowaną mamą, zamieszkała ze mną, a ja czując że potrzebuje więcej krzepy przy opiece nad mamą zaczęłam ćwiczyć aby się wzmocnić. Mama zmarła 7 lat temu, pochowałam ją, siostra przyjechała tylko na chwilę na uroczystości pogrzebowe bo dostała przepustkę z ZK... W pracy bardzo dużo obowiązków i dochodziły nowe, bo się na to zgadzalam... Aby pokazać że nikogo nie zawiodę.nWtedy miałam pierwszy raz w życiu epizod ataki paniki. Nadeszła pandemia i pomyślałam że to nawet lepiej bo odpocznę od środowiska szkolnego, ale grubo się pomyliłam. W rodzinie- syn cały prawie dzień przy komputerze, ja zresztą też... Mąż który swoją frustrację zaczął wyładowywać na synu. Załamałam się, bardzo często w nocy płakałam, problemy ze snem. Po pandemii wróciliśmy do szkoły, nadeszły wakacje i myślałam że też wszystko wróciło do normy. Ale poczucie smutku i pustki wcale nie znikło, wrex narastało. Postanowiłam że zasięgnę pomocy u psychologa, bo mogą to być symtopmy depresji. Poszłam na 2 spotkania z psychologiem, ale właśnie wybuchła wojna na Ukrainie i dopadłanie myśl, że sobie coś wkręcam. Ludzie właśnie przeżywają prawdziwe dramaty, jest wojna a ja będę pieniądze na pierdoły wydawać, bo nie mam z kim porozmawiać. Więc terapię przerwałam. Już wtedy poważnie myślałam o zmianie pracy, czułam że to wypalenie zawodowe. Ale przecież gdzieś pracować trzeba, rachunki połacić. Poza tym inni majalą gorzej a ja się nad sobą użalam. Rok temu syn nie zdał w kl. 1 liceum, powtarza klase... To mnie trapi okrutnie dodatkowo. Jeszcze bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że szkoła to nie jest miejsce dla mnie-jestem już szczerze zmęczona rozwiązywaniem problemów cudzych dzieci i ich rodziców. Gdy w wakacje widzę gdzieś skupisko dzieci to mam ochotę uciekać. Trzy lata temu zapisałam się na język niemiecki, bo chciałam go podszkolić abym miała lepsze perspektywę innego zatrudnienia. Ale gdzieś od kwietnia tego roku coś we mnie pękło: już nie mam siły się starać, porzuciłam niemiecki tłumacząc sobie że i tak nie odwaze się porzucić szkoły, bo przecież nic innego nie potrafię robić. Nie mam ochoty na sport, a o seksie już nie wspomnę, nie istnieje. Bardzo mało rozmawiam z mężem, z synem też nie zadurzo, bo twierdzi że nasze rozmowy i tak zawsze kończą się nagabywaniem go o naukę, odrabianie lekcji etc. Czuję pustkę, do pracy chodzę, wypełniam swoje obowiązki, dyrekcja cały czas mnie chwali za zaangażowanie a ja czuję że się za chwilę udusze. W nocy często myślę, że dobrze by było abym na coś poważnie zachorowała, wtedy odpoczelabym od szkoły. Boje się powiedzieć dyrekcji, że bardzo chciałbym skorzystać z urlopu zdrowotnego. Działam w trybie autopilota, nie pamiętam kiedy ostatnio szczerze się z czegoś cieszyłam. Nawet czytanie książek mi nie idzie, bo czuję że niewiele pamiętam z tego co przeczytałam. Dlatego też rzuciłam dalszą naukę niemieckiego, bo nic z tego nie pamiętałam. Jeszcze parę miesięcy temu syn często pytał: Mama, co ty taka smutna? Teraz już nie pyta, już mu to spowszedniało. Nie chcę aby taką mnie zapamiętał, przez to czuję że jako matka bardzo nawaliłam. Strecilam wiarę, straciłam sens, ot taka sobie przykra wegetacja...
Jak pomóc 15-latkowi z przygnębieniem i stresem spowodowanym presją rówieśników i oczekiwaniami

Mam pewien problem z moim synem, który ma 15 lat. 

Widzę, że często jest przygnębiony i zestresowany. 

Kiedy z nim rozmawiam, wychodzi na to, że czuje się pod dużą presją ze strony rówieśników i boi się, że nie spełni oczekiwań innych. Z jednej strony chce być akceptowany przez grupę, a z drugiej musi sprostać wymaganiom szkoły.

To wszystko go przytłacza, a ja nie wiem, jak mogę mu pomóc skutecznie. Bardzo mi zależy, żeby czuł się wspierany, ale jednocześnie nie chciałbym, żeby czuł jeszcze większą presję z mojej strony. Myślę, jakie metody mogłyby pomóc mu w radzeniu sobie ze stresem w takich sytuacjach?

Dziękuje

Relacje w długotrwałym związku: praca, samotność, agresja - co robić?

Jestem w związku małżeńskim zaraz 17 lat, ogólnie razem zaraz 21 lat. Były wzloty i upadki, mąż ciągle przez tyle wspólnych lat patrzał tylko na życie zawodowe, nie stawiał nigdy na rodzinę, na dzieci i na mnie. Będąc z pierwszym dzieckiem w ciąży – sama z maluchem, sprzątanie domu, zakupy z wózkiem, po męża do pracy; w kolejnej ciąży to samo. Męża wiecznie nie było – o wakacjach, czasie wolnym, urlopie mogłam marzyć, po dzień dzisiejszy, a dzieci już dorosłe.

Mąż pracował i pracuje od rana do wieczora, zawsze po niego jeżdżę do pracy. Czas, jaki spędza ze mną, to 2 godziny każdego dnia na etapie seksu – nic wyjść, planów, tylko gra na telefonie, TV, Netflix, dobry seks i spać, rutynowo: wieczory, poranki przed pójściem do pracy, powrót z pracy – seks 2, no 1,5 godziny wieczorem, przebudzenie nocne również seks i tak w kółko. Rozmowy raczej nic nie dają, efekty marne.

Mąż albo jest pracoholikiem, albo ktoś, coś ciągnie go akurat do tej pracy. Nie ma zamiaru zmienić godzin pracy czy pracy, uważając, iż tu, gdzie obecnie pracuje, ma stabilność zawodową. Kiedy wspomnę, że nie ma stabilności w życiu prywatnym, wpuszcza i wypuszcza. Powie, że schodzi szybciej, min. godz. 15.00–17.00, aby móc spędzić ze mną czas, tylko na moje zapytania: w jaki sposób spędza czas? gdzie zabiera? jakie plany? – on, że mając 40 lat, chce stabilności, nie lubi wyjść. Nigdy taki nie był – a to wyjścia, dancing, kino, bilard, kwiaty itp. A teraz?

Ciągle narzeka na zmęczenie po pracy. Widzę, jaki wigor, wena, radość, kiedy pracuje, a jak wychodzi, zaraz do mnie, kończąc pracę – tu go strzyka, tam boli i już smętny. Potrafi powiedzieć, iż przy mnie nie odpocznie, że jakby ujeb…li mu nogi, ja bym nakazała mu chodzić.

Moje prośby, frustracje, rozmowy odbiera zawsze jako ataki na niego. Potrafi wtedy być agresywny – podduszać, bić, poniżać, krytykować i uważać, iż to ja patrzę jedynie na swoje potrzeby, a na niego nie. Tłumaczę, że wiecznie od 21 lat jestem zupełnie sama – tylko małe, a teraz już duże dzieci, sprzątanie, pranie, gotowanie i wieczorem jak pani do towarzystwa, dostępna dla męża. On uważa, że tak wcale mnie nie traktuje, ale ja się tak czuję.

Za każdym razem, jadąc do pracy, wyznania miłości – iż tęskni, kocha, pragnie, tylko pytanie: za kim tęskni, kogo kocha i czego, kogo pragnie? Czuję się osamotniona w związku i bardzo zmęczona. Do męża, znakiem tego, nic nie dociera, że nie tylko praca jest ważna – cały czas mu to mówię, iż pracę zawsze znajdzie nową, rodzina kiedyś się rozsypie, bo ileż można być wiecznie samemu?

Mąż potrafi mi podczas kłótni powiedzieć, cyt.: „jak ci źle, znajdź innego”. Podczas pytań o uczucia w moją stronę odpowie po chamsku, cyt.: „kocham cię, debilu, kretynko”… Zauważyłam już od przeszło wspólnych 21 lat bycia razem, iż najważniejsze dla niego jest życie zawodowe, nie prywatne. Ja jestem, bo jestem.

Przez to wszystko chciałam i chcę odejść, mam dość bycia panią tzw. do łóżka, sprzątania. Czasami odbieram, że mąż bawi się mną, że powinien być sam, skoro lubi życie pracoholizmu. Po co i do czego mu kobieta? Zwątpiłam w życie, w miłość, popadam w depresję. W mężu nie mam żadnej pomocy, wsparcia, zaangażowania. Kiedy nawet poproszę, aby poszedł ze mną prywatnie gdzieś zbadać serce, odpowie mi, cyt.: „coś pomyślimy”, „moim zdaniem serduszko jest zdrowe”. Czuję, jakby słuchał, ale z obojętnością.

Dosyć często mnie poniża, krytykuje. Potrafi nawet powiedzieć, cyt.: „nie dopuszczaj podczas kąpieli ciepłej sobie wody, bo ja za to płacę” lub cyt.: „zgaś światło, nie ty płacisz”, „co, kurwo, odkręcasz kaloryfer?”. Potem powie, że w nerwach to mówi. Po prostu przeplata uczucia miłości z agresją i obojętnością.

Rozkładam zupełnie ręce, nie wiem, co mam myśleć, co robić, jaką podjąć życiową decyzję. Boję się, że jestem uzależniona od niego, że sobie bez niego nie poradzę. On, tzn. jego mama, dała jemu na wynajem swoje po św. pamięci rodzicach mieszkanie i ma alibi – nie zostanie na ulicy. A ja? W każdej chwili może mnie wyrzucić, jak już raz to zrobił.

Co mam robić? Odejść? Niech sobie samemu tak żyje? Pracuje, pracuje, ale beze mnie żyć? Uważa, że mnie bardzo kocha, ale jak? Wiecznie na odległość? Wypisując SMS-y miłości, pożądania, tęsknoty, petardy w łóżku wieczorami? Gdzie codzienność? Plany, których nie snuje? Ciągle zdjęcia, kiedy przebiera się do pracy – tak, swe nagie zdjęcia. Nie raz obiecywał, że zrobi wszystko, aby spędzać więcej ze mną czasu, lecz wszystkie słowa, jak obietnice, są pustymi słowami.

Taki można ująć miesiąc miodowy – tu zapewnia, że nigdy nie wyzwie i nie uderzy, na chwilę. Proszę o dość, może drastyczne porady, ale z grubej, jak to się mówi, rury. Ja już naprawdę mam dość, chcę coś z tym zrobić, ale co? Czuję, że to nieprawdziwa z jego strony miłość, a wygoda, puste słowa, a nie czyny, gra, manipulacja, przywiązanie… Dzielą nas tylko dzieci, seks? Jak mówił – tyle razem przeszliśmy? Błagam o prawdziwe porady.

Odkąd mój brat trafił do więzienia, wszystko w moim życiu nie układa się dobrze
Dzień dobry. Mam na imię Jessica, mam 22 lata. Odkąd mój brat trafił do więzienia, wszystko w moim życiu nie układa się dobrze i zamienia się w duże problemy. Przytłacza mnie wzięcie odpowiedzialności za córkę brata i za pomoc związaną z odsiadką w zakładzie karnym. Od Lipca wszystkie swoje pieniądze przeznaczam, by mu pomóc i płacić alimenty. Od rodziców nie mam żadnego wsparcia. Czuje się obojętna moim życiem i kompletnie olewam sobie moja przyszłość. Czuje dziwny niepokój i jak bym była kompletnie kimś innym. Nie mam siły na nic i nic mi się nie chce. Straciłam chęci na wszystko, co się wokół mnie dzieje. Mam wrażenie, że wszyscy są przeciw mnie. Do tego pojawiło sio uzależnienie od narkotyków, dzięki nim czuje się lepiej i nie myślę, że mój brat spędzi 5 lat w więzieniu. Bardzo za nim tęsknie i jest mi źle bez niego. Nikt mnie nie rozumie i nie wyrażam swojego zdania na wiele tematów, bo wole przemilczeć niż popadać w bezsensowną dyskusję. Zasłużyłam się na 10 tysięcy, by nie odstawać od przyjaciółek i ciągle się o nich czegoś prosić.
Czuję się przygnębiona i apatyczna, problemy rodzinne i uczuciowe
Dzień dobry, bardzo przepraszam za tak długą wypowiedź. Sprawa wygląda tak: Od już naprawdę długiego, nieokreślonego czasu czuję że nic mi się nie chce i że nie mam na nic siły. Trwa to co najmniej od roku, kiedy to przeleżałam wiekoszosc wakacji w łóżku. Jak się gdzieś ruszałam, to do kuchni, salonu albo na taras. Jak byłam w 7-8 kl (teraz jestem w 2kl liceum) miałam bardzo niską samoocenę, ale sama sobie z tym poradziłam, nie do końca wiem jak. Czułam się jak gówno i szczerze siebie nienawidziłam, natomiast nie wiem czy miałam depresję. Czuję że w tym stanie, pseudo depresji, jestem przez większość mojego życia. Mając 10-13 lat często kłóciłam się z mamą, głównie o naukę i np. o moje spóźniania do domu, nie subordynacje itp. Reagowałam po kłótniach bardzo gwałtownie. Raz w wieku 11 lat pociąłam się żyletka. Po kłótniach miałam też myśli samobójcze. Jednakże było to tylko po kłótniach, które poprostu z czasem się uspokajały i potem nie wracalyśmy do tego. Zawsze miałam wszystko zapewnione, niczego mi nie brakowało. Jedynym minusem było to że nie rozmawialiśmy o moich uczuciach, co zaczęło mi realnie przeszkadzać dopiero jakieś pół roku temu (mam 16 lat), kłótnia zakończyła się niepowodzeniem. Moja mama zawsze była takim typem rodzica, który ciebie atakował i oskarżał cię o nazywanie go najgorszą mamą, że było by ci lepiej może w innej rodzinie itp mimo że nigdy takie słowa nie padły z moich ust. Mam młodszego brata (ma teraz 11 lat). Podobno nie lubiłam go odkąd się urodził, zawsze mu zazdrościłam relacji z rodzicami, czułam, że go faworyzują. Mama do tej pory usypia go, codziennie parę razy mówią sobie, że się kochają, całują się w usta, przytulają. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek miała z nią taką relację jaką on ma z nią teraz. Nie potrafię powiedzieć, ani choćby przyznać sama przed sobą, że ją kocham. Nie lubię się przytulać, chociaż to pewnie dlatego, że nie przywykłam do tego. Możliwe, że mam coś na kształt mizofonii, ale jestem zupełnie niezrozumiana i zaczęłam sobie sama radzić na swój własny sposób. Nie mogę również aktualnie powiedzieć, że kocham samą siebie, nie wiem czy w ogóle mogę powiedzieć tak o kimkolwiek. Ale zmierzając do meritum - dalej jestem w stanie ciągłego obniżonego nastroju/depresji i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Wygląda to tak, że mogę przeleżeć cały dzień w łóżku i choćby nawet patrzeć się w sufit, bo czasami serio nie mam na nic zupełnie siły. Mam ambitne plany, ale nie mam na nie energii. Czasami to wynika z lenistwa, ale naprawdę często nie mam nawet siły wstać z łóżka. Dawno nie zajmowałam się moimi hobby, a mam ich sporo. Rzadko spotykam się po szkole ze znajomymi. Od 6-7kl nie mam żadnej bliższej przyjaciółki. Chciałabym sobie jakoś sama poradzić z tym stanem przygnębienia i apatii, ale nie wiem jak zmusić się do czegokolwiek. (Jestem od roku pod kontrolą endokrynolog, które robiła mi przez ten cały czas szereg badań i w końcu stwierdziła, że to moje zmęczenie nie ma nic wspólnego z chorobami, bo nawet przy idealnych wynikach + nadczynności tarczycy czułam się tak samo)
zaburzenia zachowania

Zaburzenia zachowania - przyczyny, objawy i metody wsparcia

Zaburzenia zachowania to problem zdrowotny wpływający na życie osoby i jej otoczenia. Warto poznać objawy, by w razie potrzeby wiedzieć, kiedy skonsultować się ze specjalistą. Wczesna diagnoza i leczenie mogą znacząco poprawić jakość życia.