Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z podejrzeniami niewierności po 25 latach małżeństwa?

Kilka dni temu opublikowałem pytanie "Jak poradzić sobie z niepewnością i podejrzeniami o niewierność w małżeństwie po 25 latach? Jestem po piereszym spotkaniu terapeutycznym w ramach terapii małżeńskiej. Niestety nie czuję się ani odrobine lepiej a nawet gorzej. Pani psycholog po usłyszeniu moichbobaw wysnuła 2 wnioski: 1. W całej wypowiedzi żony o chęci zdradzenia mnie z przypadkowym facetem w bramie powinienem tego faceta traktować jedynie jako "gadżet erotyczny" wibrator. Wg pani psycholog to że żona mi o tym powiedziała powoduje że ta powinienem tę sytuację traktować. Zastanawia mnie zatem czy gdybym to ja zaprponował żonie że zdradzę ją z jakąś kobietą byłaby spokojniejsza gdybym zaproponował aby patrzyła na tę kobietę jak na gumową sexlalkę? 2. Odnośnie moich obaw o zdradę żony na imprezach pani psycholog stwierdziła że zdrada u kobiet wygląda inaczej gdyż mężczyżni są gotowi na sex od razu, pod wpływem impulsu mogą zdradzić w każdej sytuacji. Kobiety natomiast muszą się do sexu przygotować. Mężczyzna musi w kobiecie rozbudzić porządanie.Kobieta musi mieć odpowiedni nastrój, otoczkę, miejsce aby chcieć to zobić. Ja obawiam się natomiast że żona mnie zdradzi nie z facetrm który będzie z nią romansował tygodniami tylko kiedy będąc pijana na imprezie po kilku wspólnych tańcach i w chwli zapomnienia. Nie wiem co o tym myśleć. Czuję się tak jakby moje ponad 1,5 roku niepewności i strachu nic tutaj nie znaczyło. Co robić dalej ? Kontynuować te spotkania ? Szukać innego terapeuty ?
Marzena Tomczyk

Marzena Tomczyk

Dzień dobry. Nie zawsze pierwsza osoba, do której trafimy po pomoc jest tą, która może nam pomóc.

Po pierwszych spotkaniach u terapeuty można nie zauważyć żadnej zmiany czy znaczącej poprawy. 

Psychoterapia to proces, czasem długotrwały.

Jednakże po pierwszych wizytach poczucie bezpieczeństwa oraz pewien rodzaj ulgi związanej z pojawieniem się nadziei, że to dla mnie dobre miejsce i dobra osoba, do zajęcia się moim problemem jest wskazane. 

Jednym z naszych (terapeutów) "grzechów" jest poczucie wszechwiedzy na temat drugiego człowieka. 

Jeśli do tego dodać konkretne wskazania co pacjent w danej sytuacji powinien myśleć i czuć, to w tej sytuacji raczej trudno poczuć się zrozumianym a co dopiero zrozumieć samego siebie i drugą osobę.

W poczuciu odpowiedzialności za znalezienie dobrego psychoterapeuty do współpracy warto zwrócić uwagę na sygnały ostrzegawcze. Nie czytałam Pana pierwszego pytania, ale z tego co Pan pisze wynika, że pojawiły się pewne sygnały zapraszające do zatrzymania i przyjrzenia się Waszej relacji pod kątem kryzysów, które są nieuniknione zarówno w życiu osobistym jak i relacyjnym. Warto znaleźć psychoterapeutę, który pracuje z parami i lubi to robić. Powodzenia!

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry Panie Filipie–

Reakcja terapeutki, która sprowadza potencjalną zdradę żony do roli „gadżetu” i posługuje się przestarzałymi stereotypami o seksualności, jest nieprofesjonalna i unieważnia Pana wielomiesięczny lęk. Pana obawy o nagły impuls i utratę kontroli na imprezie są psychologicznie w pełni uzasadnione, a lekceważenie ich przez specjalistkę jedynie pogłębia Pana poczucie osamotnienia. Nie powinien Pan kontynuować spotkań w atmosferze braku zrozumienia, dlatego najzdrowszym krokiem będzie natychmiastowe zakończenie tej relacji terapeutycznej i poszukanie innego, bardziej empatycznego specjalisty.

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

Edyta Kotula

Edyta Kotula

Dzień dobry, 

To, co Pan opisuje, pokazuje przede wszystkim ogrom bólu, niepewności i zmęczenia. Po półtora roku życia z takim lękiem zapewne liczył Pan, że po pierwszym spotkaniu poczuje choć odrobinę ulgi. Jeśli zamiast tego wyszedł Pan z poczuciem, że Pańskie obawy zostały niezrozumiane, to nic dziwnego, że czuje się Pan jeszcze gorzej.

Jedno spotkanie nie musi jednak przesądzać o całej terapii. Czasami terapeuta formułuje swoje myśli w sposób, który bardziej rani niż pomaga, choć nie taki ma zamiar. Nie oznacza to również, że źle Pan odebrał tę rozmowę – Pańskie emocje i odczucia są ważne. Myślę, że warto dać sobie prawo, by powiedzieć o tym wprost. Dobra terapia powinna być miejscem, w którym można powiedzieć także: „Po ostatnim spotkaniu wyszedłem z poczuciem, że moje emocje zostały zbagatelizowane. Czy możemy o tym porozmawiać?”.

Jeśli po kilku spotkaniach nadal będzie Pan miał poczucie, że nie jest słyszany ani rozumiany, to poszukanie innego terapeuty nie będzie porażką. Relacja z terapeutą ma ogromne znaczenie i ma Pan prawo szukać osoby, przy której poczuje się bezpiecznie.

Na ten moment nie wyciągałabym daleko idących wniosków po jednym spotkaniu. Proszę dać sobie trochę czasu, ale jednocześnie nie ignorować własnych odczuć. Najważniejsze jest to, aby nie został Pan sam ze swoim lękiem i aby terapia była miejscem, w którym czuje się Pan wysłuchany i potraktowany z uważnością.

Jagoda Jek

Jagoda Jek

To zrozumiałe, że po pierwszym spotkaniu może Pan czuć rozczarowanie, zwłaszcza jeśli przez długi czas żył Pan z silnym lękiem i liczył na to, że zostanie on przede wszystkim zauważony i zrozumiany. Pierwsza konsultacja nie zawsze przynosi ulgę – czasem wręcz otwiera trudne emocje.

Odnosząc się do tego, co usłyszał Pan od psycholożki – warto pamiętać, że były to najprawdopodobniej hipotezy mające pomóc spojrzeć na sytuację z innej perspektywy, a nie stwierdzenia, że "tak właśnie jest". Jednocześnie, jeśli miał Pan poczucie, że Pana lęk został zbagatelizowany lub że zabrakło miejsca na jego zrozumienie, warto o tym powiedzieć podczas kolejnego spotkania. Dobra terapia opiera się również na rozmowie o tym, jak pacjent odbiera samego terapeutę i proces terapii.

Jeśli chodzi o zdradę, nie ma podstaw, by uznać, że kobiety i mężczyźni zdradzają według jednego, uniwersalnego schematu. Każdy człowiek jest inny, a na takie decyzje wpływa wiele czynników. Dlatego trudno byłoby oprzeć poczucie bezpieczeństwa na takim uogólnieniu.

Na ten moment nie wyciągałabym wniosku, że terapia jest nieskuteczna po jednym spotkaniu. Jeśli poza rozczarowaniem czuł się Pan wysłuchany i ma Pan poczucie, że jest przestrzeń do rozmowy o swoich wątpliwościach, warto dać temu procesowi jeszcze kilka sesji. Natomiast jeśli po kilku spotkaniach nadal będzie miał Pan wrażenie, że nie czuje się zrozumiany lub nie buduje się między Wami relacja oparta na zaufaniu, wtedy zasadne może być rozważenie konsultacji z innym terapeutą.

Najważniejsze jest to, aby w terapii miał Pan poczucie, że zarówno Pana obawy, jak i emocje są traktowane poważnie – nawet jeśli terapeuta proponuje inne spojrzenie na sytuację. To właśnie z takiej atmosfery najłatwiej rodzi się realna zmiana.

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Po pierwszym spotkaniu terapeutycznym nie zawsze pojawia się ulga. Czasami jest wręcz odwrotnie tj. nowe spojrzenie na problem może wywołać jeszcze większy niepokój lub poczucie niezrozumienia.

Najbardziej zwróciłabym uwagę nie na same wnioski terapeuty, ale na to, że wyszedł Pan z poczuciem, iż Pana lęk nie został usłyszany. To warto powiedzieć wprost podczas kolejnego spotkania. Dobra terapia/komunikacja z terapeutą opiera się również na rozmowie o tym, jak Pan przeżywa sam proces terapii. Jednocześnie warto zachować ostrożność wobec ogólnych stwierdzeń o tym, że „kobiety zdradzają w jeden sposób, a mężczyźni w inny”. Zachowania ludzi są znacznie bardziej złożone i nie da się ich wyjaśnić wyłącznie płcią.

Moim zdaniem warto dać terapii jeszcze kilka spotkań, jednocześnie otwarcie mówiąc o swoich wątpliwościach. Jeśli mimo szczerej rozmowy nadal będzie Pan miał poczucie, że nie jest rozumiany lub nie czuje się bezpiecznie w tej relacji terapeutycznej, wtedy można rozważyć zmianę specjalisty, tak sądzę.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Jakub Pawłowski

Jakub Pawłowski

Rozumiem, że po pierwszym spotkaniu zamiast poczuć większy spokój, pojawiło się jeszcze więcej wątpliwości. To samo w sobie jest ważną informacją i warto o tym powiedzieć terapeutce na kolejnym spotkaniu.

Mam jednak wrażenie, że część przekazanych informacji mogła zostać zbyt mocno uogólniona. Traktowanie potencjalnego partnera zdrady jako „gadżetu erotycznego” może być próbą zmniejszenia lęku, ale dla osoby, która przeżywa silny kryzys zaufania, taki sposób interpretacji często nie przynosi ulgi, a wręcz może być odbierany jako bagatelizowanie emocji.

Podobnie z twierdzeniem, że kobiety zdradzają wyłącznie w określonych okolicznościach, a mężczyźni pod wpływem impulsu. Psychologia nie potwierdza tak prostych zależności. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni mogą dopuścić się zdrady z różnych powodów i w różnych sytuacjach. Nie da się na tej podstawie przewidzieć zachowania konkretnej osoby.

Jeśli po kilku spotkaniach nadal będziesz miał poczucie, że Twoje obawy są pomijane lub nie czujesz się rozumiany, warto otwarcie o tym powiedzieć terapeucie. Dobra terapia opiera się na relacji i poczuciu bezpieczeństwa. Zmiana terapeuty nie jest porażką, ale decyzją, którą warto rozważyć dopiero wtedy, gdy wcześniej spróbujesz omówić swoje odczucia i zobaczysz, czy sposób pracy można dostosować do Twoich potrzeb.


Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry Pani Filipie

 

 To, co Pan opisuje, brzmi jak bardzo słabe dopasowanie terapii do Twojego problemu albo przynajmniej do tego, jak został w tej pierwszej rozmowie wysłuchany, ale to nie znaczy że terapeuta jest nieodpowiedni. . Już po jednym spotkaniu nie musi być lepiej, ale jeśli po nim czuje się wyraźnie gorzej, to jest ważny sygnał, że sposób pracy terapeuty nie daje  na razie poczucia bezpieczeństwa ani zrozumienia. Pierwsza wypowiedź, którą Pan przytacza, brzmi bardziej jak próba „przestawienia interpretacji” niż spokojne zbadanie Pana lęku, granic i znaczenia tej sytuacji dla Pana. W terapii par terapeuta ma pomagać w rozmowie i rozumieniu perspektyw, a nie narzucać uproszczonych interpretacji, zwłaszcza gdy temat dotyczy zaufania i bólu po latach relacji. Druga teza o tym, że „kobiety muszą się przygotować do seksu”, jest zbyt schematyczna i nie pomaga  konkretnym lęku, na takim etapie bardziej liczy się wspólne zrozumienie dynamiki Waszej relacji, a nie ogólne stereotypy o płci. Najrozsądniej byłoby dać sobie jeszcze jedną sesję, ale z bardzo jasnym celem: powiedzieć wprost, że po pierwszym spotkaniu czujesz się niezrozumiany, a nawet bardziej zaniepokojony i poprosić o konkretny plan pracy. Terapia par może pomagać w kryzysach, ale tylko wtedy, gdy obie strony są gotowe do pracy, a terapeuta tworzy przestrzeń do otwartej komunikacji. Jeśli po tej rozmowie nadal będziesz czuł, że Pana obawy są bagatelizowane, to szukanie innego terapeuty będzie bardzo rozsądne. W takim temacie ogromne znaczenie ma poczucie bycia traktowanym poważnie, bo bez tego terapia może stać się kolejnym źródłem napięcia, zamiast wsparcia. Osobiście jestem zwolennikiem chodzenia do specjalisty tej samej płci, gdyż wtedy wytwarza się pewien rodzaj relacji. Na kolejnej sesji może Pan powiedzieć coś w stylu „Po poprzednim spotkaniu czuję się mniej spokojny, bo miałem wrażenie, że moje obawy zostały zinterpretowane zbyt szybko. Chciałbym, żebyśmy najpierw dokładnie zrozumieli mój lęk i to, co dla mnie znaczy, zanim przejdziemy do wniosków.” To pozwala sprawdzić, czy terapeuta potrafi skorygować tempo i styl pracy. Jeśli przy takim komunikacie nadal otrzymuje Pan  odpowiedzi, które Pana unieważniają, to masz mocny argument, by zmienić gabinet. To, że boi się  Pan „impulsu”, alkoholu, imprezy i chwili zapomnienia, jest spójne z lękiem przed utratą kontroli i zaufania, a nie tylko z samą zdradą jako faktem. W praktyce terapia powinna pomóc  nazwać, co dokładnie uruchamia ten strach, jakie są dowody, jakie są wyobrażenia i jak możecie z żoną ustalić realne granice bezpieczeństwa. Jeśli w relacji jest dużo niepewności, sama ogólna rozmowa o „mężczyznach i kobietach” niewiele wniesie gdyż potrzebujecie rozmowy o konkretach, zachowaniach, granicach i konsekwencjach. Czy pana żona często chodzi na imprezy i nadużya alkoholu?  To też jest jakiś wyzwalacz, po którym puszczają jej hamulce. Kontynuowałbym tylko wtedy, gdy po kolejnym spotkaniu zobaczy Pan więcej zrozumienia, struktury i szacunku dla Pana doświadczenia. Jeśli nie, zmiana terapeuty jest bardzo sensowna i nie trzeba czekać miesiącami, żeby to stwierdzić. Należy się każdemu pacjntowi szacunek i pomoc, ale czasami pacjenci też działania terapeuty odbierają jako niezadawalające, nalezy jednak pamiętać, że terapia to proces a on trwa i nie jest to piękna droga usłana różami.

 

Piotr Ziomber

Agnieszka Buczma

Agnieszka Buczma

Czytając Pana wpis mam poczucie, że najbardziej boli Pana nie tylko sama treść rozmowy o zdradzie, ale też to, że po pierwszym spotkaniu poczuł się Pan niezrozumiany i jeszcze bardziej samotny ze swoim lękiem. To bardzo ważny sygnał.

W terapii nie chodzi o to, żeby przekonać Pana, że powinien Pan patrzeć na sytuację w określony sposób. Najpierw potrzebne jest miejsce na zrozumienie, co dla Pana oznaczały słowa żony i dlaczego uruchomiły tak silny strach, który trwa już ponad półtora roku.

To prawda, że ludzie różnie przeżywają seksualność i zdradę, ale uogólnienia typu „kobiety zdradzają inaczej niż mężczyźni” nie muszą odpowiadać akurat Państwa relacji. Ważniejsze jest to, co dzieje się między Wami konkretnie.

Po jednym spotkaniu trudno ocenić całą terapię, ale jeśli wyszedł Pan z poczuciem, że Pana emocje zostały pomniejszone, warto powiedzieć o tym wprost na kolejnym spotkaniu. Czasem właśnie taka rozmowa staje się ważnym momentem terapii. Jeśli jednak po kilku spotkaniach nadal będzie Pan czuł brak zrozumienia i bezpieczeństwa w kontakcie z terapeutą, ma Pan pełne prawo poszukać osoby, z którą będzie mógł Pan pracować bardziej swobodnie.

Na ten moment nie podejmowałabym jeszcze pochopnej decyzji o rezygnacji, ale potraktowałabym swoje odczucia bardzo poważnie – bo one są równie ważne jak interpretacje terapeuty.

Trzymam kciuki, aby znalazł Pan przestrzeń, w której będzie mógł Pan bezpiecznie mówić o swoich obawach.

Serdecznie pozdrawiam,

Agnieszka Buczma

Anna Tomczyk

Anna Tomczyk

Witam, 

Rozumiem,  że po pierwszym spotkaniu nie wyszedł Pan z większym spokojem, lecz z poczuciem jeszcze większego zagubienia i niezrozumienia. To może być bardzo trudne, zwłaszcza jeśli od wielu miesięcy żyje Pan z silnym lękiem i niepewnością.

Nie jestem w stanie ocenić wypowiedzi Pani psycholog i nie o "ocenę" tutaj chodzi, nie znam całego kontekstu spotkania. Czasami terapeuta proponuje pewną hipotezę lub perspektywę, która na początku może brzmieć obco, może być trudna do zrozumienia. To nie musi oznaczać, że bagatelizuje Pana cierpienie, ale jeśli Pan właśnie tak to odebrał, warto o tym powiedzieć na kolejnym spotkaniu.

Z Pana opisu wynika, że ważnym problemem nie jest jedynie pytanie, czy do zdrady dojdzie, ale to, że od około półtora roku żyje Pan w ciągłym napięciu, niepewności i lęku. To właśnie ten stan wydaje się wymagać uważnego zrozumienia.

Jeśli po pierwszej sesji ma Pan poczucie, że terapeuta nie usłyszał tego, co dla Pana najważniejsze, zachęcałabym, aby powiedzieć o tym wprost na kolejnym spotkaniu. 

Dopiero jeśli po szczerej rozmowie nadal będzie Pan miał poczucie, że nie czuje się rozumiany lub bezpieczny w tej relacji terapeutycznej, warto zastanowić się nad konsultacją u innego specjalisty. Po jednej sesji trudno jeszcze ocenić, czy terapia będzie pomocna, ale równie ważne jest, aby miał Pan poczucie, że może mówić o swoich emocjach i że są one traktowane z należytą uwagą.

Pozdrawiam, ciepło, Anna Tomczyk, terapeutka par. 

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry Panie Filipie. Po pierwszym spotkaniu nie zawsze pojawia się ulga, czasem jest wręcz odwrotnie, bo poruszane są trudne emocje. Z opisu wynika jednak, że bardziej niż same wnioski terapeuty, potrzebuje Pan poczuć się wysłuchany i zrozumiany. Warto dać terapii jeszcze kilka spotkań i otwarcie powiedzieć terapeucie, że jego interpretacje nie zmniejszyły Pana lęku. Dopiero jeśli mimo rozmowy nadal będzie Pan czuł, że nie ma między Państwem porozumienia, warto rozważyć zmianę specjalisty. Dobra relacja terapeutyczna jest jednym z najważniejszych czynników skutecznej terapii.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 


Edyta Kotula

Edyta Kotula

Dzień dobry, 

To, co najbardziej wybrzmiewa z Pana wpisu, to nie tylko lęk o małżeństwo, ale również poczucie, że po pierwszym spotkaniu nie został Pan naprawdę usłyszany. Jeśli przez półtora roku żył Pan z niepewnością i silnym stresem, to naturalne, że oczekiwał Pan przede wszystkim zrozumienia swoich emocji.

Jedno spotkanie nie musi przesądzać o całej terapii. Zdarza się, że pierwsze rozmowy są trudne albo że sposób przekazania pewnych myśli przez terapeutę nie trafia do pacjenta. To jednak nie powinno odbierać Panu poczucia, że ma Pan prawo do swoich uczuć. Nie da się również jednoznacznie powiedzieć, że wszystkie kobiety czy wszyscy mężczyźni zachowują się w określony sposób. Ludzie różnią się między sobą, dlatego takie uogólnienia nie zawsze pomagają osobie, która szuka odpowiedzi na swoje konkretne obawy.

Jeśli po tym spotkaniu czuje się Pan bardziej zagubiony niż wcześniej, warto potraktować to jako ważną informację. Dobra terapia nie zawsze przynosi ulgę od razu, ale powinna dawać poczucie, że jest miejsce na Pana emocje i że może Pan o nich otwarcie rozmawiać. Mam nadzieję, że na kolejnych spotkaniach uda się Panu sprawdzić, czy właśnie takiej przestrzeni Pan doświadcza. Jeśli z czasem nadal będzie miał Pan poczucie, że nie jest rozumiany, ma Pan prawo poszukać terapeuty, przy którym poczuje się bezpieczniej i bardziej wysłuchany.

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Intercyza, związek a relacje rodzinne – jak poradzić sobie z wątpliwościami?
Witam, jestem już długo z partnerem. Mieszkamy w Jego mieszkaniu, on chce się wyprowadzić do domu rodzinnego. Ze mną chce wziąć ślub ale chce intercyzy. Nie mamy dzieci. Ja mam mieć kiedys dom po rodzicach, a moja siostra ma wybudowany dom teraz. Facet chce tej intercyzy żeby niepotrzebnie mieszać skoro dzieci nie mamy, to niech kiedyś po nas dziedziczy ktoś z rodziny. Facet ma pretensje że rodzice mnie potraktowali gorzej (że względu na ten podział majątkowy) nie chce ich odwiedzać a jednocześnie chce ze mną być ale bez wpolnego majątku. Zasiewa we mnie ziarno niepewności czy rodzice nie pozostawią mnie jednak z niczym, bo teraz nic od nich nie dostałam, co sprawia że czuję się skołowana i już sama nie wiem komu i w co wierzyć. Martwię się o ten związek, nie chce się rozstawać ale jednocześnie czuję że to będzie taki związek tylko z korzyścią dla niego, bo ja mam u niego zamieszkać, jeszcze ma pretensje że jestem niewdzięczna bo chce mnie do siebie zabrać i mam wrażenie że chce mnie odciąć od rodziny(bo według niego źle mnie potraktowała) i nie przepada też za moimi znajomymi. Jak mówię mu o swoich obawach co do mieszkania z jego rodzicami i że boję się odcięcia od swojej rodziny to nic mi nie odpowiada. W ogóle to on bardzo jest za swoją rodziną, że jest najlepszą najmądrzejszą a innych ma trochę za nic. Mam wrażenie że ignoruje moje wątpliwości i uważa że skoro je mam to znaczy że nie chce z nim mieszkać, a ja uważam że to nie jest tak. Chcę poprostu zanim podejmiemy taką decyzję ustalić jakieś zasady i że ja nie dam się i nie chce odcinać od rodziny, znajomych. Co robić w takiej sytuacji czy taki zwiazek ma sens? Jak to rozwiązać alby każdy był zadowolony i nie miał jakiegoś poczucia straty?
Brak wiary w siebie, lęk przed kobietami i samotnością – jak zaakceptować życie w pojedynkę?
Chciałbym wreszcie zaakceptować samotność i realia życia. Odkąd byłem młodszy zawsze wiedziałem że o związkach kobietach mogę zapomnieć mam 23 lata i będzie tylko gorzej bez dobrej pracy pensji samochodu doświadczeń o kobietach mogę zapomnieć. Online naczytałem się dużo na temat tego co chcą i tylko bardziej mnie to dobija ale takie są realia życia kobiety chcą po prostu dużo pieniędzy dobrego wyglądu statusu ja tego nie mam i nie będę mieć a jest mi to bardzo ciężko zaakceptować. Zawsze byłem naiwny że jakaś szansę mam a już w szkole się ze mnie wyśmiewały i przygotowały do tego że nie mam. Internet bardzo dużo pomógł mi otworzyć oczy na temat kobiet ich natury i jest to przykra ale potrzebna prawda że bez statusu dużych pieniędzy super wyglądu tak naprawdę jesteś na dole samej hierarchi. Ja od zawsze byłem głupi brzydki wycofany boje się np do tej pory dalej jeździć spróbować prawa jazdy jeszcze raz nie mam tego czego chcą kobiety a żyjemy w czasach gdzie jako facet mam być coraz lepszy bogatszy itp. Czytam codziennie na ten temat i daję mi to ulgę ale jednocześnie ból bo wiem że jako facet tylko mój wygląd status pieniądze się liczą bo tego chcą kobiety taka jest ich natura. Dlatego chciałbym się przygotować do całego życia samemu jako prawiczek i po prostu zwykły szary nic nie warty człowiek tak naprawdę po tych wszystkich postach jeszcze bardziej boje się kobiet są po prostu straszne i dla nich liczy się tylko topka mężczyzn a ja do tej topki się nie zaliczam. Bo z moją pracą czy nawet mieszkaniem z rodzicami i już po prostu wolę omijać dziewczyny bo nie mam nic do zaoferowania i to robię bo czuję tylko strach i wstyd przed nimi. Już raz byłem wyśmiany za bycie prawiczkiem i nie chcę tego przechodzić jeszcze raz a bardzo ciężko jest mi zaakceptować to jakie są kobiety naprawdę. Staram się również zapomnieć o miłości bo wiem że to nie istnieje jest to brutalna prawda dlatego chciałbym znaleźć sposób jak ją wreszcie zaakceptować i żyć spokojnie bez tego wstydu że jestem i tak szarym zwykłym prawiczkiem i nic nie wartym śmieciem bez statusu. Codziennie widzę te dziewczyny studiujące lepsze czy czytam posty na temat że mężczyźni są nic nie warci bez statusu że nie zasługują na nic bez dobrego auta pieniędzy to dało mi do zrozumienia o brutalnej prawdzie o kobietach. Zawsze od dziecka bałem się dziewczyn byłem wyśmiewany nigdy nie były mną zainteresowane wtedy mi to nie przeszkadzało ale teraz wiem że takie jest moje życie prawiczek samotny i nic nie warty śmieć.
Mąż twierdzi, że nauczyłam go okazywania uczuć i agresji – czy to ja jestem winna?
Sprawa dosyć dziwna. Mąż zawsze bedac w pracy nie napisze nie powie mi nic innego jak zawsze cyt,, mam na ciebie ochotę ,, nie zapyta sie jak ja sie czuje chociaż twierdzi iz mi to mówi, cwany bo niedosłyszę a on wie i aby sie wybielić powie ze bie raz tak mówi pyta sie yhyy....jako tako słyszę ale słyszę. Mąż potrafi mi powiedzieć ze ja go tego nauczyłam, to pytam sie czego niby nauczyłam??? Mówienia np zes na mnie ochotę słowa kocham cie tęsknie brakuje mi ciebie przytuelnia czy pocałunku pieszczot złapania za rękę??? Znakiem tego ja przez 20 lat wszystkiego go uczyłam bo on sam z siebie z uczuc nie potrafi powiedzieć i nie mówi tylko ja go prowadzę za rączkę jak małe dziecko??? Jak to odbierać on uważa ze ja go nauczyłam mówić mam na ciebie ochotę, tak samo ja go nauczyłam byc agresywny nie panować nad emocjami czy krytykować mnie poniżać itp??? Wszystkiego go ucze??? Jak mam to odbierać dla mnie to chore co on mówi wydaje mi sie ze choroba osychiczna brzmi w mężu. W pracy jest powie kocham cie tęsknie to co ja nauczyłam go wypowiadać te słowa w koja stronę??? Bo on sam z siebie nie piwie z uczuc ??? Jestem załamana totalnie
Partner miał w ukrytym folderze rozbierany film.
Znalazłam przypadkowo w folderze "ukryte" na telefonie mojego, teraz już byłego, faceta nagrane przez niego z jej laptopa rozbierane filmiki, które wysyłała swojemu chłopakowi. On stojąc przed laptopem nagrał je swoim telefonem - widać było jego odbitą rękę w ekranie, spowodowało to taki szok mojego organizmu, że nie mogę się pozbierać, mam napady paniki.
Jak uratować małżeństwo przy depresji męża i dbałości o dobro dzieci?
Dzień dobry, mój mąż po 10 latach małżeństwa postanowił się rozwieść. Jest to jednostronna decyzja. Fakt, że gdzieś tam przez te wszystkie lata się oddaliśmy. Ja przez kilka lat chorowałam na depresję co nie dawało mi narzędzi do takiego dbania o relacje takie jak by on chciał. Zarzuca mi że to nie jest dom taki o jakim on marzył. Ja też o takim nie marzyłam, ale zakładając rodzinę nie planowałam depresji. Ja teraz jestem na innym poziome emocjonalnym, życiowym. Zależy mi na rodzinie, chcę coś zmienić, natomiast on jest uparty jak skała i jedyne co powtarza to praktycznie tylko jedno zdanie: cokolwiek będziesz robić to i tak nie zmieni mojego zdania. I teraz to sedna. Teraz on od ok 2 lat ma depresję. Leczy się od ponad pół roku. Niestety leki które przyjmuje totalnie nie powoduje jakiekolwiek poprawy. On uważa że trzeba czekać aż zadziałają. Lekarz tak samo. Cały czas przyjmuje ten sam lek w tych samych dawkach. Zaproponowałam zmianę lekarza. No ale lek zacznie działać więc nie potrzeba. Ja próbuję za to ratować. Ale on jest uparty i nie trafiają do niego żadne argumenty. Mamy dwójkę dzieci, 5 i 8 lat. Mój mąż stwierdził dzisiaj że nie dajemy dzieciom dobrego przykładu rodziny, kiedy żyjemy tak "obok siebie". Nie ma między nami nienawiści, po prostu się oddaliliśmy. I według niego dzieci bedą mieć lepszy wzór rodziny kiedy my się rozstaniemy. Że nie bedą musieli w przyszłości patrzeć na sflustrowanych rodziców. Ja nie ogarniam tej logiki, woli pozbawić ich pełnej rodziny, niż odbudować ten związek i sprawdź żeby dzieci wychowały się w pełnej szczęśliwej rodzinie. Dodam że my teraz w żaden sposób ich nie krzywdzimy. Ale on to robi dla dobra nas wszystkich. Nie rozumie jaki to będzie mieć na nie wpływ. Mimo że pokazałam mu artykuł dotyczący reakcji dzieci po rozwodzie. Ja nie chcę do tego dopuścić. Nie chce żeby dzieci przeżyły taką traumę. Żeby takie doświadczenie wpłynęło na ich przyszłość. Czy ja mogę coś jeszcze zrobić? Czy jeśli on jest w depresji to ma to wpływ na jego postrzeganie tego wszystkiego?
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.