
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, psychoterapia, związki i relacje
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z podejrzeniami niewierności po 25 latach małżeństwa?
Marzena Tomczyk
Dzień dobry. Nie zawsze pierwsza osoba, do której trafimy po pomoc jest tą, która może nam pomóc.
Po pierwszych spotkaniach u terapeuty można nie zauważyć żadnej zmiany czy znaczącej poprawy.
Psychoterapia to proces, czasem długotrwały.
Jednakże po pierwszych wizytach poczucie bezpieczeństwa oraz pewien rodzaj ulgi związanej z pojawieniem się nadziei, że to dla mnie dobre miejsce i dobra osoba, do zajęcia się moim problemem jest wskazane.
Jednym z naszych (terapeutów) "grzechów" jest poczucie wszechwiedzy na temat drugiego człowieka.
Jeśli do tego dodać konkretne wskazania co pacjent w danej sytuacji powinien myśleć i czuć, to w tej sytuacji raczej trudno poczuć się zrozumianym a co dopiero zrozumieć samego siebie i drugą osobę.
W poczuciu odpowiedzialności za znalezienie dobrego psychoterapeuty do współpracy warto zwrócić uwagę na sygnały ostrzegawcze. Nie czytałam Pana pierwszego pytania, ale z tego co Pan pisze wynika, że pojawiły się pewne sygnały zapraszające do zatrzymania i przyjrzenia się Waszej relacji pod kątem kryzysów, które są nieuniknione zarówno w życiu osobistym jak i relacyjnym. Warto znaleźć psychoterapeutę, który pracuje z parami i lubi to robić. Powodzenia!
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Bożena Nagórska
Dzień dobry Panie Filipie–
Reakcja terapeutki, która sprowadza potencjalną zdradę żony do roli „gadżetu” i posługuje się przestarzałymi stereotypami o seksualności, jest nieprofesjonalna i unieważnia Pana wielomiesięczny lęk. Pana obawy o nagły impuls i utratę kontroli na imprezie są psychologicznie w pełni uzasadnione, a lekceważenie ich przez specjalistkę jedynie pogłębia Pana poczucie osamotnienia. Nie powinien Pan kontynuować spotkań w atmosferze braku zrozumienia, dlatego najzdrowszym krokiem będzie natychmiastowe zakończenie tej relacji terapeutycznej i poszukanie innego, bardziej empatycznego specjalisty.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Edyta Kotula
Dzień dobry,
To, co Pan opisuje, pokazuje przede wszystkim ogrom bólu, niepewności i zmęczenia. Po półtora roku życia z takim lękiem zapewne liczył Pan, że po pierwszym spotkaniu poczuje choć odrobinę ulgi. Jeśli zamiast tego wyszedł Pan z poczuciem, że Pańskie obawy zostały niezrozumiane, to nic dziwnego, że czuje się Pan jeszcze gorzej.
Jedno spotkanie nie musi jednak przesądzać o całej terapii. Czasami terapeuta formułuje swoje myśli w sposób, który bardziej rani niż pomaga, choć nie taki ma zamiar. Nie oznacza to również, że źle Pan odebrał tę rozmowę – Pańskie emocje i odczucia są ważne. Myślę, że warto dać sobie prawo, by powiedzieć o tym wprost. Dobra terapia powinna być miejscem, w którym można powiedzieć także: „Po ostatnim spotkaniu wyszedłem z poczuciem, że moje emocje zostały zbagatelizowane. Czy możemy o tym porozmawiać?”.
Jeśli po kilku spotkaniach nadal będzie Pan miał poczucie, że nie jest słyszany ani rozumiany, to poszukanie innego terapeuty nie będzie porażką. Relacja z terapeutą ma ogromne znaczenie i ma Pan prawo szukać osoby, przy której poczuje się bezpiecznie.
Na ten moment nie wyciągałabym daleko idących wniosków po jednym spotkaniu. Proszę dać sobie trochę czasu, ale jednocześnie nie ignorować własnych odczuć. Najważniejsze jest to, aby nie został Pan sam ze swoim lękiem i aby terapia była miejscem, w którym czuje się Pan wysłuchany i potraktowany z uważnością.
Jagoda Jek
To zrozumiałe, że po pierwszym spotkaniu może Pan czuć rozczarowanie, zwłaszcza jeśli przez długi czas żył Pan z silnym lękiem i liczył na to, że zostanie on przede wszystkim zauważony i zrozumiany. Pierwsza konsultacja nie zawsze przynosi ulgę – czasem wręcz otwiera trudne emocje.
Odnosząc się do tego, co usłyszał Pan od psycholożki – warto pamiętać, że były to najprawdopodobniej hipotezy mające pomóc spojrzeć na sytuację z innej perspektywy, a nie stwierdzenia, że "tak właśnie jest". Jednocześnie, jeśli miał Pan poczucie, że Pana lęk został zbagatelizowany lub że zabrakło miejsca na jego zrozumienie, warto o tym powiedzieć podczas kolejnego spotkania. Dobra terapia opiera się również na rozmowie o tym, jak pacjent odbiera samego terapeutę i proces terapii.
Jeśli chodzi o zdradę, nie ma podstaw, by uznać, że kobiety i mężczyźni zdradzają według jednego, uniwersalnego schematu. Każdy człowiek jest inny, a na takie decyzje wpływa wiele czynników. Dlatego trudno byłoby oprzeć poczucie bezpieczeństwa na takim uogólnieniu.
Na ten moment nie wyciągałabym wniosku, że terapia jest nieskuteczna po jednym spotkaniu. Jeśli poza rozczarowaniem czuł się Pan wysłuchany i ma Pan poczucie, że jest przestrzeń do rozmowy o swoich wątpliwościach, warto dać temu procesowi jeszcze kilka sesji. Natomiast jeśli po kilku spotkaniach nadal będzie miał Pan wrażenie, że nie czuje się zrozumiany lub nie buduje się między Wami relacja oparta na zaufaniu, wtedy zasadne może być rozważenie konsultacji z innym terapeutą.
Najważniejsze jest to, aby w terapii miał Pan poczucie, że zarówno Pana obawy, jak i emocje są traktowane poważnie – nawet jeśli terapeuta proponuje inne spojrzenie na sytuację. To właśnie z takiej atmosfery najłatwiej rodzi się realna zmiana.
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Po pierwszym spotkaniu terapeutycznym nie zawsze pojawia się ulga. Czasami jest wręcz odwrotnie tj. nowe spojrzenie na problem może wywołać jeszcze większy niepokój lub poczucie niezrozumienia.
Najbardziej zwróciłabym uwagę nie na same wnioski terapeuty, ale na to, że wyszedł Pan z poczuciem, iż Pana lęk nie został usłyszany. To warto powiedzieć wprost podczas kolejnego spotkania. Dobra terapia/komunikacja z terapeutą opiera się również na rozmowie o tym, jak Pan przeżywa sam proces terapii. Jednocześnie warto zachować ostrożność wobec ogólnych stwierdzeń o tym, że „kobiety zdradzają w jeden sposób, a mężczyźni w inny”. Zachowania ludzi są znacznie bardziej złożone i nie da się ich wyjaśnić wyłącznie płcią.
Moim zdaniem warto dać terapii jeszcze kilka spotkań, jednocześnie otwarcie mówiąc o swoich wątpliwościach. Jeśli mimo szczerej rozmowy nadal będzie Pan miał poczucie, że nie jest rozumiany lub nie czuje się bezpiecznie w tej relacji terapeutycznej, wtedy można rozważyć zmianę specjalisty, tak sądzę.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Jakub Pawłowski
Rozumiem, że po pierwszym spotkaniu zamiast poczuć większy spokój, pojawiło się jeszcze więcej wątpliwości. To samo w sobie jest ważną informacją i warto o tym powiedzieć terapeutce na kolejnym spotkaniu.
Mam jednak wrażenie, że część przekazanych informacji mogła zostać zbyt mocno uogólniona. Traktowanie potencjalnego partnera zdrady jako „gadżetu erotycznego” może być próbą zmniejszenia lęku, ale dla osoby, która przeżywa silny kryzys zaufania, taki sposób interpretacji często nie przynosi ulgi, a wręcz może być odbierany jako bagatelizowanie emocji.
Podobnie z twierdzeniem, że kobiety zdradzają wyłącznie w określonych okolicznościach, a mężczyźni pod wpływem impulsu. Psychologia nie potwierdza tak prostych zależności. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni mogą dopuścić się zdrady z różnych powodów i w różnych sytuacjach. Nie da się na tej podstawie przewidzieć zachowania konkretnej osoby.
Jeśli po kilku spotkaniach nadal będziesz miał poczucie, że Twoje obawy są pomijane lub nie czujesz się rozumiany, warto otwarcie o tym powiedzieć terapeucie. Dobra terapia opiera się na relacji i poczuciu bezpieczeństwa. Zmiana terapeuty nie jest porażką, ale decyzją, którą warto rozważyć dopiero wtedy, gdy wcześniej spróbujesz omówić swoje odczucia i zobaczysz, czy sposób pracy można dostosować do Twoich potrzeb.
Piotr Ziomber
Dzień dobry Pani Filipie
To, co Pan opisuje, brzmi jak bardzo słabe dopasowanie terapii do Twojego problemu albo przynajmniej do tego, jak został w tej pierwszej rozmowie wysłuchany, ale to nie znaczy że terapeuta jest nieodpowiedni. . Już po jednym spotkaniu nie musi być lepiej, ale jeśli po nim czuje się wyraźnie gorzej, to jest ważny sygnał, że sposób pracy terapeuty nie daje na razie poczucia bezpieczeństwa ani zrozumienia. Pierwsza wypowiedź, którą Pan przytacza, brzmi bardziej jak próba „przestawienia interpretacji” niż spokojne zbadanie Pana lęku, granic i znaczenia tej sytuacji dla Pana. W terapii par terapeuta ma pomagać w rozmowie i rozumieniu perspektyw, a nie narzucać uproszczonych interpretacji, zwłaszcza gdy temat dotyczy zaufania i bólu po latach relacji. Druga teza o tym, że „kobiety muszą się przygotować do seksu”, jest zbyt schematyczna i nie pomaga konkretnym lęku, na takim etapie bardziej liczy się wspólne zrozumienie dynamiki Waszej relacji, a nie ogólne stereotypy o płci. Najrozsądniej byłoby dać sobie jeszcze jedną sesję, ale z bardzo jasnym celem: powiedzieć wprost, że po pierwszym spotkaniu czujesz się niezrozumiany, a nawet bardziej zaniepokojony i poprosić o konkretny plan pracy. Terapia par może pomagać w kryzysach, ale tylko wtedy, gdy obie strony są gotowe do pracy, a terapeuta tworzy przestrzeń do otwartej komunikacji. Jeśli po tej rozmowie nadal będziesz czuł, że Pana obawy są bagatelizowane, to szukanie innego terapeuty będzie bardzo rozsądne. W takim temacie ogromne znaczenie ma poczucie bycia traktowanym poważnie, bo bez tego terapia może stać się kolejnym źródłem napięcia, zamiast wsparcia. Osobiście jestem zwolennikiem chodzenia do specjalisty tej samej płci, gdyż wtedy wytwarza się pewien rodzaj relacji. Na kolejnej sesji może Pan powiedzieć coś w stylu „Po poprzednim spotkaniu czuję się mniej spokojny, bo miałem wrażenie, że moje obawy zostały zinterpretowane zbyt szybko. Chciałbym, żebyśmy najpierw dokładnie zrozumieli mój lęk i to, co dla mnie znaczy, zanim przejdziemy do wniosków.” To pozwala sprawdzić, czy terapeuta potrafi skorygować tempo i styl pracy. Jeśli przy takim komunikacie nadal otrzymuje Pan odpowiedzi, które Pana unieważniają, to masz mocny argument, by zmienić gabinet. To, że boi się Pan „impulsu”, alkoholu, imprezy i chwili zapomnienia, jest spójne z lękiem przed utratą kontroli i zaufania, a nie tylko z samą zdradą jako faktem. W praktyce terapia powinna pomóc nazwać, co dokładnie uruchamia ten strach, jakie są dowody, jakie są wyobrażenia i jak możecie z żoną ustalić realne granice bezpieczeństwa. Jeśli w relacji jest dużo niepewności, sama ogólna rozmowa o „mężczyznach i kobietach” niewiele wniesie gdyż potrzebujecie rozmowy o konkretach, zachowaniach, granicach i konsekwencjach. Czy pana żona często chodzi na imprezy i nadużya alkoholu? To też jest jakiś wyzwalacz, po którym puszczają jej hamulce. Kontynuowałbym tylko wtedy, gdy po kolejnym spotkaniu zobaczy Pan więcej zrozumienia, struktury i szacunku dla Pana doświadczenia. Jeśli nie, zmiana terapeuty jest bardzo sensowna i nie trzeba czekać miesiącami, żeby to stwierdzić. Należy się każdemu pacjntowi szacunek i pomoc, ale czasami pacjenci też działania terapeuty odbierają jako niezadawalające, nalezy jednak pamiętać, że terapia to proces a on trwa i nie jest to piękna droga usłana różami.
Piotr Ziomber
Agnieszka Buczma
Czytając Pana wpis mam poczucie, że najbardziej boli Pana nie tylko sama treść rozmowy o zdradzie, ale też to, że po pierwszym spotkaniu poczuł się Pan niezrozumiany i jeszcze bardziej samotny ze swoim lękiem. To bardzo ważny sygnał.
W terapii nie chodzi o to, żeby przekonać Pana, że powinien Pan patrzeć na sytuację w określony sposób. Najpierw potrzebne jest miejsce na zrozumienie, co dla Pana oznaczały słowa żony i dlaczego uruchomiły tak silny strach, który trwa już ponad półtora roku.
To prawda, że ludzie różnie przeżywają seksualność i zdradę, ale uogólnienia typu „kobiety zdradzają inaczej niż mężczyźni” nie muszą odpowiadać akurat Państwa relacji. Ważniejsze jest to, co dzieje się między Wami konkretnie.
Po jednym spotkaniu trudno ocenić całą terapię, ale jeśli wyszedł Pan z poczuciem, że Pana emocje zostały pomniejszone, warto powiedzieć o tym wprost na kolejnym spotkaniu. Czasem właśnie taka rozmowa staje się ważnym momentem terapii. Jeśli jednak po kilku spotkaniach nadal będzie Pan czuł brak zrozumienia i bezpieczeństwa w kontakcie z terapeutą, ma Pan pełne prawo poszukać osoby, z którą będzie mógł Pan pracować bardziej swobodnie.
Na ten moment nie podejmowałabym jeszcze pochopnej decyzji o rezygnacji, ale potraktowałabym swoje odczucia bardzo poważnie – bo one są równie ważne jak interpretacje terapeuty.
Trzymam kciuki, aby znalazł Pan przestrzeń, w której będzie mógł Pan bezpiecznie mówić o swoich obawach.
Serdecznie pozdrawiam,
Agnieszka Buczma
Anna Tomczyk
Witam,
Rozumiem, że po pierwszym spotkaniu nie wyszedł Pan z większym spokojem, lecz z poczuciem jeszcze większego zagubienia i niezrozumienia. To może być bardzo trudne, zwłaszcza jeśli od wielu miesięcy żyje Pan z silnym lękiem i niepewnością.
Nie jestem w stanie ocenić wypowiedzi Pani psycholog i nie o "ocenę" tutaj chodzi, nie znam całego kontekstu spotkania. Czasami terapeuta proponuje pewną hipotezę lub perspektywę, która na początku może brzmieć obco, może być trudna do zrozumienia. To nie musi oznaczać, że bagatelizuje Pana cierpienie, ale jeśli Pan właśnie tak to odebrał, warto o tym powiedzieć na kolejnym spotkaniu.
Z Pana opisu wynika, że ważnym problemem nie jest jedynie pytanie, czy do zdrady dojdzie, ale to, że od około półtora roku żyje Pan w ciągłym napięciu, niepewności i lęku. To właśnie ten stan wydaje się wymagać uważnego zrozumienia.
Jeśli po pierwszej sesji ma Pan poczucie, że terapeuta nie usłyszał tego, co dla Pana najważniejsze, zachęcałabym, aby powiedzieć o tym wprost na kolejnym spotkaniu.
Dopiero jeśli po szczerej rozmowie nadal będzie Pan miał poczucie, że nie czuje się rozumiany lub bezpieczny w tej relacji terapeutycznej, warto zastanowić się nad konsultacją u innego specjalisty. Po jednej sesji trudno jeszcze ocenić, czy terapia będzie pomocna, ale równie ważne jest, aby miał Pan poczucie, że może mówić o swoich emocjach i że są one traktowane z należytą uwagą.
Pozdrawiam, ciepło, Anna Tomczyk, terapeutka par.
Sylwia Skibińska
Dzień dobry Panie Filipie. Po pierwszym spotkaniu nie zawsze pojawia się ulga, czasem jest wręcz odwrotnie, bo poruszane są trudne emocje. Z opisu wynika jednak, że bardziej niż same wnioski terapeuty, potrzebuje Pan poczuć się wysłuchany i zrozumiany. Warto dać terapii jeszcze kilka spotkań i otwarcie powiedzieć terapeucie, że jego interpretacje nie zmniejszyły Pana lęku. Dopiero jeśli mimo rozmowy nadal będzie Pan czuł, że nie ma między Państwem porozumienia, warto rozważyć zmianę specjalisty. Dobra relacja terapeutyczna jest jednym z najważniejszych czynników skutecznej terapii.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Edyta Kotula
Dzień dobry,
To, co najbardziej wybrzmiewa z Pana wpisu, to nie tylko lęk o małżeństwo, ale również poczucie, że po pierwszym spotkaniu nie został Pan naprawdę usłyszany. Jeśli przez półtora roku żył Pan z niepewnością i silnym stresem, to naturalne, że oczekiwał Pan przede wszystkim zrozumienia swoich emocji.
Jedno spotkanie nie musi przesądzać o całej terapii. Zdarza się, że pierwsze rozmowy są trudne albo że sposób przekazania pewnych myśli przez terapeutę nie trafia do pacjenta. To jednak nie powinno odbierać Panu poczucia, że ma Pan prawo do swoich uczuć. Nie da się również jednoznacznie powiedzieć, że wszystkie kobiety czy wszyscy mężczyźni zachowują się w określony sposób. Ludzie różnią się między sobą, dlatego takie uogólnienia nie zawsze pomagają osobie, która szuka odpowiedzi na swoje konkretne obawy.
Jeśli po tym spotkaniu czuje się Pan bardziej zagubiony niż wcześniej, warto potraktować to jako ważną informację. Dobra terapia nie zawsze przynosi ulgę od razu, ale powinna dawać poczucie, że jest miejsce na Pana emocje i że może Pan o nich otwarcie rozmawiać. Mam nadzieję, że na kolejnych spotkaniach uda się Panu sprawdzić, czy właśnie takiej przestrzeni Pan doświadcza. Jeśli z czasem nadal będzie miał Pan poczucie, że nie jest rozumiany, ma Pan prawo poszukać terapeuty, przy którym poczuje się bezpieczniej i bardziej wysłuchany.

Zobacz podobne
Dzień dobry, czuję się bezsilny, nie wiem, co robić. Moja dziewczyna od roku nie daje mi spokoju z moją przeszłością, ja nie potrafię stawiać granic i czuję, że jej „historie” na temat tego, co zrobiłem w przeszłości, wpływają na moje wypowiedzi, często sugerując mi, co zrobiłem, wątpię w to, co naprawdę było. Powiedziałem jej już kilka razy to, co chciała usłyszeć, bo zapewniała mnie, że jak powiem prawdę, to ona zacznie to przerabiać i walczyć o nas. Zaznaczę ,że okłamałem ją kilka razy odnośnie do mojej przeszłości ze strachu przed utratą związku i poczucia wstydu za przeszłość (jest to dla mnie ciężki temat, bo byłem w toksycznej relacji). Czy powinienem mówić jej to, co chce usłyszeć? Nie znam już rozwiązania tego problemu, rzeczywistość z przeszłością się bardzo zmieszały i sam nie wiem, co jest prawdą, bo tak często poruszaliśmy te tematy, a ja po mojej byłej relacji nie pamiętam nic. Nie radzę już sobie ze zmianami humoru, każdą najmniejszą rzecz powoduje, że z wielkiej miłości potrafimy w sekundę stać się wrogami. Jestem oskarżany o manipulacje, bo pisze jej, że rozumiem ja i chcę być dla niej wsparciem tak samo, jak chce wziąć odpowiedzialność za moje kłamstwa z przeszłości. Jestem oskarżany również o love bombing, bo po 2msc związku zacząłem wspominać o rodzinie, od roku czasu przerobiłem mnóstwo rzeczy dla niej, nie robię jej żadnych problemów, jestem praktycznie codziennie do jej dyspozycji, planuje randki, kupuje kwiaty kilka razy w miesiącu, staram się jakościowo spędzać z nią czas i poświęcać uwagę. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić, czuję wyrzuty sumienia i odnoszę wrażenie,jakby to była wszystko moja wina, mimo, że naprawdę nie pamiętam tego, o co ona mnie pyta. Nie chce zaspokajać jej leków tym, co chce usłyszeć, ale zrobiłem tak już kilka razy i to wszystko się okropnie zmieszało. Nie chce się rozstawać, czuję jakbym był złą osobą i robił coś źle, a chce tylko dobrze.
Jestem mężczyzną, mam 35 lat. Już jako nastolatek, gdy poznałem swoją seksualność, miałem wysoki popęd. Lubiłem seks, ale najlepiej z inną osobą za każdym razem. Jestem teraz 10 lat po ślubie. Z żoną na początku było super – pewnie jak u każdego. Ale z czasem jakichkolwiek kontaktów jest mniej. Muszę za każdym razem prosić się o cokolwiek. Ale boli mnie co innego. Od zawsze „podoba” mi się każda napotkana kobieta. Gdyby jakakolwiek była chętna, nie odmówiłbym. Przechodząc przez ulicę, czuję popęd do większości kobiet, które mi się podobają. Tak samo z kobietami, które widzę gdziekolwiek, np. w internecie. Patrzę na tyłek każdej kobiety. W domu także patrzę na żonę – i cały czas z podtekstem seksualnym. Z racji tego, że seksu jest mało, oglądam pornografię i masturbuję się. Zacząłem wchodzić we filtry z kobietami, ale co chwilę z inną, bo jestem „ciekaw” innej. To nie jest normalne. Ktoś może doradzić, co to za zaburzenie? Mam zdiagnozowane ADHD. Dziękuję za każdą odpowiedź.

