Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z podejrzeniami niewierności po 25 latach małżeństwa?

Kilka dni temu opublikowałem pytanie "Jak poradzić sobie z niepewnością i podejrzeniami o niewierność w małżeństwie po 25 latach? Jestem po piereszym spotkaniu terapeutycznym w ramach terapii małżeńskiej. Niestety nie czuję się ani odrobine lepiej a nawet gorzej. Pani psycholog po usłyszeniu moichbobaw wysnuła 2 wnioski: 1. W całej wypowiedzi żony o chęci zdradzenia mnie z przypadkowym facetem w bramie powinienem tego faceta traktować jedynie jako "gadżet erotyczny" wibrator. Wg pani psycholog to że żona mi o tym powiedziała powoduje że ta powinienem tę sytuację traktować. Zastanawia mnie zatem czy gdybym to ja zaprponował żonie że zdradzę ją z jakąś kobietą byłaby spokojniejsza gdybym zaproponował aby patrzyła na tę kobietę jak na gumową sexlalkę? 2. Odnośnie moich obaw o zdradę żony na imprezach pani psycholog stwierdziła że zdrada u kobiet wygląda inaczej gdyż mężczyżni są gotowi na sex od razu, pod wpływem impulsu mogą zdradzić w każdej sytuacji. Kobiety natomiast muszą się do sexu przygotować. Mężczyzna musi w kobiecie rozbudzić porządanie.Kobieta musi mieć odpowiedni nastrój, otoczkę, miejsce aby chcieć to zobić. Ja obawiam się natomiast że żona mnie zdradzi nie z facetrm który będzie z nią romansował tygodniami tylko kiedy będąc pijana na imprezie po kilku wspólnych tańcach i w chwli zapomnienia. Nie wiem co o tym myśleć. Czuję się tak jakby moje ponad 1,5 roku niepewności i strachu nic tutaj nie znaczyło. Co robić dalej ? Kontynuować te spotkania ? Szukać innego terapeuty ?
Marzena Tomczyk

Marzena Tomczyk

Dzień dobry. Nie zawsze pierwsza osoba, do której trafimy po pomoc jest tą, która może nam pomóc.

Po pierwszych spotkaniach u terapeuty można nie zauważyć żadnej zmiany czy znaczącej poprawy. 

Psychoterapia to proces, czasem długotrwały.

Jednakże po pierwszych wizytach poczucie bezpieczeństwa oraz pewien rodzaj ulgi związanej z pojawieniem się nadziei, że to dla mnie dobre miejsce i dobra osoba, do zajęcia się moim problemem jest wskazane. 

Jednym z naszych (terapeutów) "grzechów" jest poczucie wszechwiedzy na temat drugiego człowieka. 

Jeśli do tego dodać konkretne wskazania co pacjent w danej sytuacji powinien myśleć i czuć, to w tej sytuacji raczej trudno poczuć się zrozumianym a co dopiero zrozumieć samego siebie i drugą osobę.

W poczuciu odpowiedzialności za znalezienie dobrego psychoterapeuty do współpracy warto zwrócić uwagę na sygnały ostrzegawcze. Nie czytałam Pana pierwszego pytania, ale z tego co Pan pisze wynika, że pojawiły się pewne sygnały zapraszające do zatrzymania i przyjrzenia się Waszej relacji pod kątem kryzysów, które są nieuniknione zarówno w życiu osobistym jak i relacyjnym. Warto znaleźć psychoterapeutę, który pracuje z parami i lubi to robić. Powodzenia!

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry Panie Filipie–

Reakcja terapeutki, która sprowadza potencjalną zdradę żony do roli „gadżetu” i posługuje się przestarzałymi stereotypami o seksualności, jest nieprofesjonalna i unieważnia Pana wielomiesięczny lęk. Pana obawy o nagły impuls i utratę kontroli na imprezie są psychologicznie w pełni uzasadnione, a lekceważenie ich przez specjalistkę jedynie pogłębia Pana poczucie osamotnienia. Nie powinien Pan kontynuować spotkań w atmosferze braku zrozumienia, dlatego najzdrowszym krokiem będzie natychmiastowe zakończenie tej relacji terapeutycznej i poszukanie innego, bardziej empatycznego specjalisty.

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

Edyta Kotula

Edyta Kotula

Dzień dobry, 

To, co Pan opisuje, pokazuje przede wszystkim ogrom bólu, niepewności i zmęczenia. Po półtora roku życia z takim lękiem zapewne liczył Pan, że po pierwszym spotkaniu poczuje choć odrobinę ulgi. Jeśli zamiast tego wyszedł Pan z poczuciem, że Pańskie obawy zostały niezrozumiane, to nic dziwnego, że czuje się Pan jeszcze gorzej.

Jedno spotkanie nie musi jednak przesądzać o całej terapii. Czasami terapeuta formułuje swoje myśli w sposób, który bardziej rani niż pomaga, choć nie taki ma zamiar. Nie oznacza to również, że źle Pan odebrał tę rozmowę – Pańskie emocje i odczucia są ważne. Myślę, że warto dać sobie prawo, by powiedzieć o tym wprost. Dobra terapia powinna być miejscem, w którym można powiedzieć także: „Po ostatnim spotkaniu wyszedłem z poczuciem, że moje emocje zostały zbagatelizowane. Czy możemy o tym porozmawiać?”.

Jeśli po kilku spotkaniach nadal będzie Pan miał poczucie, że nie jest słyszany ani rozumiany, to poszukanie innego terapeuty nie będzie porażką. Relacja z terapeutą ma ogromne znaczenie i ma Pan prawo szukać osoby, przy której poczuje się bezpiecznie.

Na ten moment nie wyciągałabym daleko idących wniosków po jednym spotkaniu. Proszę dać sobie trochę czasu, ale jednocześnie nie ignorować własnych odczuć. Najważniejsze jest to, aby nie został Pan sam ze swoim lękiem i aby terapia była miejscem, w którym czuje się Pan wysłuchany i potraktowany z uważnością.

Jagoda Jek

Jagoda Jek

To zrozumiałe, że po pierwszym spotkaniu może Pan czuć rozczarowanie, zwłaszcza jeśli przez długi czas żył Pan z silnym lękiem i liczył na to, że zostanie on przede wszystkim zauważony i zrozumiany. Pierwsza konsultacja nie zawsze przynosi ulgę – czasem wręcz otwiera trudne emocje.

Odnosząc się do tego, co usłyszał Pan od psycholożki – warto pamiętać, że były to najprawdopodobniej hipotezy mające pomóc spojrzeć na sytuację z innej perspektywy, a nie stwierdzenia, że "tak właśnie jest". Jednocześnie, jeśli miał Pan poczucie, że Pana lęk został zbagatelizowany lub że zabrakło miejsca na jego zrozumienie, warto o tym powiedzieć podczas kolejnego spotkania. Dobra terapia opiera się również na rozmowie o tym, jak pacjent odbiera samego terapeutę i proces terapii.

Jeśli chodzi o zdradę, nie ma podstaw, by uznać, że kobiety i mężczyźni zdradzają według jednego, uniwersalnego schematu. Każdy człowiek jest inny, a na takie decyzje wpływa wiele czynników. Dlatego trudno byłoby oprzeć poczucie bezpieczeństwa na takim uogólnieniu.

Na ten moment nie wyciągałabym wniosku, że terapia jest nieskuteczna po jednym spotkaniu. Jeśli poza rozczarowaniem czuł się Pan wysłuchany i ma Pan poczucie, że jest przestrzeń do rozmowy o swoich wątpliwościach, warto dać temu procesowi jeszcze kilka sesji. Natomiast jeśli po kilku spotkaniach nadal będzie miał Pan wrażenie, że nie czuje się zrozumiany lub nie buduje się między Wami relacja oparta na zaufaniu, wtedy zasadne może być rozważenie konsultacji z innym terapeutą.

Najważniejsze jest to, aby w terapii miał Pan poczucie, że zarówno Pana obawy, jak i emocje są traktowane poważnie – nawet jeśli terapeuta proponuje inne spojrzenie na sytuację. To właśnie z takiej atmosfery najłatwiej rodzi się realna zmiana.

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Po pierwszym spotkaniu terapeutycznym nie zawsze pojawia się ulga. Czasami jest wręcz odwrotnie tj. nowe spojrzenie na problem może wywołać jeszcze większy niepokój lub poczucie niezrozumienia.

Najbardziej zwróciłabym uwagę nie na same wnioski terapeuty, ale na to, że wyszedł Pan z poczuciem, iż Pana lęk nie został usłyszany. To warto powiedzieć wprost podczas kolejnego spotkania. Dobra terapia/komunikacja z terapeutą opiera się również na rozmowie o tym, jak Pan przeżywa sam proces terapii. Jednocześnie warto zachować ostrożność wobec ogólnych stwierdzeń o tym, że „kobiety zdradzają w jeden sposób, a mężczyźni w inny”. Zachowania ludzi są znacznie bardziej złożone i nie da się ich wyjaśnić wyłącznie płcią.

Moim zdaniem warto dać terapii jeszcze kilka spotkań, jednocześnie otwarcie mówiąc o swoich wątpliwościach. Jeśli mimo szczerej rozmowy nadal będzie Pan miał poczucie, że nie jest rozumiany lub nie czuje się bezpiecznie w tej relacji terapeutycznej, wtedy można rozważyć zmianę specjalisty, tak sądzę.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Jakub Pawłowski

Jakub Pawłowski

Rozumiem, że po pierwszym spotkaniu zamiast poczuć większy spokój, pojawiło się jeszcze więcej wątpliwości. To samo w sobie jest ważną informacją i warto o tym powiedzieć terapeutce na kolejnym spotkaniu.

Mam jednak wrażenie, że część przekazanych informacji mogła zostać zbyt mocno uogólniona. Traktowanie potencjalnego partnera zdrady jako „gadżetu erotycznego” może być próbą zmniejszenia lęku, ale dla osoby, która przeżywa silny kryzys zaufania, taki sposób interpretacji często nie przynosi ulgi, a wręcz może być odbierany jako bagatelizowanie emocji.

Podobnie z twierdzeniem, że kobiety zdradzają wyłącznie w określonych okolicznościach, a mężczyźni pod wpływem impulsu. Psychologia nie potwierdza tak prostych zależności. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni mogą dopuścić się zdrady z różnych powodów i w różnych sytuacjach. Nie da się na tej podstawie przewidzieć zachowania konkretnej osoby.

Jeśli po kilku spotkaniach nadal będziesz miał poczucie, że Twoje obawy są pomijane lub nie czujesz się rozumiany, warto otwarcie o tym powiedzieć terapeucie. Dobra terapia opiera się na relacji i poczuciu bezpieczeństwa. Zmiana terapeuty nie jest porażką, ale decyzją, którą warto rozważyć dopiero wtedy, gdy wcześniej spróbujesz omówić swoje odczucia i zobaczysz, czy sposób pracy można dostosować do Twoich potrzeb.


Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry Pani Filipie

 

 To, co Pan opisuje, brzmi jak bardzo słabe dopasowanie terapii do Twojego problemu albo przynajmniej do tego, jak został w tej pierwszej rozmowie wysłuchany, ale to nie znaczy że terapeuta jest nieodpowiedni. . Już po jednym spotkaniu nie musi być lepiej, ale jeśli po nim czuje się wyraźnie gorzej, to jest ważny sygnał, że sposób pracy terapeuty nie daje  na razie poczucia bezpieczeństwa ani zrozumienia. Pierwsza wypowiedź, którą Pan przytacza, brzmi bardziej jak próba „przestawienia interpretacji” niż spokojne zbadanie Pana lęku, granic i znaczenia tej sytuacji dla Pana. W terapii par terapeuta ma pomagać w rozmowie i rozumieniu perspektyw, a nie narzucać uproszczonych interpretacji, zwłaszcza gdy temat dotyczy zaufania i bólu po latach relacji. Druga teza o tym, że „kobiety muszą się przygotować do seksu”, jest zbyt schematyczna i nie pomaga  konkretnym lęku, na takim etapie bardziej liczy się wspólne zrozumienie dynamiki Waszej relacji, a nie ogólne stereotypy o płci. Najrozsądniej byłoby dać sobie jeszcze jedną sesję, ale z bardzo jasnym celem: powiedzieć wprost, że po pierwszym spotkaniu czujesz się niezrozumiany, a nawet bardziej zaniepokojony i poprosić o konkretny plan pracy. Terapia par może pomagać w kryzysach, ale tylko wtedy, gdy obie strony są gotowe do pracy, a terapeuta tworzy przestrzeń do otwartej komunikacji. Jeśli po tej rozmowie nadal będziesz czuł, że Pana obawy są bagatelizowane, to szukanie innego terapeuty będzie bardzo rozsądne. W takim temacie ogromne znaczenie ma poczucie bycia traktowanym poważnie, bo bez tego terapia może stać się kolejnym źródłem napięcia, zamiast wsparcia. Osobiście jestem zwolennikiem chodzenia do specjalisty tej samej płci, gdyż wtedy wytwarza się pewien rodzaj relacji. Na kolejnej sesji może Pan powiedzieć coś w stylu „Po poprzednim spotkaniu czuję się mniej spokojny, bo miałem wrażenie, że moje obawy zostały zinterpretowane zbyt szybko. Chciałbym, żebyśmy najpierw dokładnie zrozumieli mój lęk i to, co dla mnie znaczy, zanim przejdziemy do wniosków.” To pozwala sprawdzić, czy terapeuta potrafi skorygować tempo i styl pracy. Jeśli przy takim komunikacie nadal otrzymuje Pan  odpowiedzi, które Pana unieważniają, to masz mocny argument, by zmienić gabinet. To, że boi się  Pan „impulsu”, alkoholu, imprezy i chwili zapomnienia, jest spójne z lękiem przed utratą kontroli i zaufania, a nie tylko z samą zdradą jako faktem. W praktyce terapia powinna pomóc  nazwać, co dokładnie uruchamia ten strach, jakie są dowody, jakie są wyobrażenia i jak możecie z żoną ustalić realne granice bezpieczeństwa. Jeśli w relacji jest dużo niepewności, sama ogólna rozmowa o „mężczyznach i kobietach” niewiele wniesie gdyż potrzebujecie rozmowy o konkretach, zachowaniach, granicach i konsekwencjach. Czy pana żona często chodzi na imprezy i nadużya alkoholu?  To też jest jakiś wyzwalacz, po którym puszczają jej hamulce. Kontynuowałbym tylko wtedy, gdy po kolejnym spotkaniu zobaczy Pan więcej zrozumienia, struktury i szacunku dla Pana doświadczenia. Jeśli nie, zmiana terapeuty jest bardzo sensowna i nie trzeba czekać miesiącami, żeby to stwierdzić. Należy się każdemu pacjntowi szacunek i pomoc, ale czasami pacjenci też działania terapeuty odbierają jako niezadawalające, nalezy jednak pamiętać, że terapia to proces a on trwa i nie jest to piękna droga usłana różami.

 

Piotr Ziomber

Agnieszka Buczma

Agnieszka Buczma

Czytając Pana wpis mam poczucie, że najbardziej boli Pana nie tylko sama treść rozmowy o zdradzie, ale też to, że po pierwszym spotkaniu poczuł się Pan niezrozumiany i jeszcze bardziej samotny ze swoim lękiem. To bardzo ważny sygnał.

W terapii nie chodzi o to, żeby przekonać Pana, że powinien Pan patrzeć na sytuację w określony sposób. Najpierw potrzebne jest miejsce na zrozumienie, co dla Pana oznaczały słowa żony i dlaczego uruchomiły tak silny strach, który trwa już ponad półtora roku.

To prawda, że ludzie różnie przeżywają seksualność i zdradę, ale uogólnienia typu „kobiety zdradzają inaczej niż mężczyźni” nie muszą odpowiadać akurat Państwa relacji. Ważniejsze jest to, co dzieje się między Wami konkretnie.

Po jednym spotkaniu trudno ocenić całą terapię, ale jeśli wyszedł Pan z poczuciem, że Pana emocje zostały pomniejszone, warto powiedzieć o tym wprost na kolejnym spotkaniu. Czasem właśnie taka rozmowa staje się ważnym momentem terapii. Jeśli jednak po kilku spotkaniach nadal będzie Pan czuł brak zrozumienia i bezpieczeństwa w kontakcie z terapeutą, ma Pan pełne prawo poszukać osoby, z którą będzie mógł Pan pracować bardziej swobodnie.

Na ten moment nie podejmowałabym jeszcze pochopnej decyzji o rezygnacji, ale potraktowałabym swoje odczucia bardzo poważnie – bo one są równie ważne jak interpretacje terapeuty.

Trzymam kciuki, aby znalazł Pan przestrzeń, w której będzie mógł Pan bezpiecznie mówić o swoich obawach.

Serdecznie pozdrawiam,

Agnieszka Buczma

Anna Tomczyk

Anna Tomczyk

Witam, 

Rozumiem,  że po pierwszym spotkaniu nie wyszedł Pan z większym spokojem, lecz z poczuciem jeszcze większego zagubienia i niezrozumienia. To może być bardzo trudne, zwłaszcza jeśli od wielu miesięcy żyje Pan z silnym lękiem i niepewnością.

Nie jestem w stanie ocenić wypowiedzi Pani psycholog i nie o "ocenę" tutaj chodzi, nie znam całego kontekstu spotkania. Czasami terapeuta proponuje pewną hipotezę lub perspektywę, która na początku może brzmieć obco, może być trudna do zrozumienia. To nie musi oznaczać, że bagatelizuje Pana cierpienie, ale jeśli Pan właśnie tak to odebrał, warto o tym powiedzieć na kolejnym spotkaniu.

Z Pana opisu wynika, że ważnym problemem nie jest jedynie pytanie, czy do zdrady dojdzie, ale to, że od około półtora roku żyje Pan w ciągłym napięciu, niepewności i lęku. To właśnie ten stan wydaje się wymagać uważnego zrozumienia.

Jeśli po pierwszej sesji ma Pan poczucie, że terapeuta nie usłyszał tego, co dla Pana najważniejsze, zachęcałabym, aby powiedzieć o tym wprost na kolejnym spotkaniu. 

Dopiero jeśli po szczerej rozmowie nadal będzie Pan miał poczucie, że nie czuje się rozumiany lub bezpieczny w tej relacji terapeutycznej, warto zastanowić się nad konsultacją u innego specjalisty. Po jednej sesji trudno jeszcze ocenić, czy terapia będzie pomocna, ale równie ważne jest, aby miał Pan poczucie, że może mówić o swoich emocjach i że są one traktowane z należytą uwagą.

Pozdrawiam, ciepło, Anna Tomczyk, terapeutka par. 

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry Panie Filipie. Po pierwszym spotkaniu nie zawsze pojawia się ulga, czasem jest wręcz odwrotnie, bo poruszane są trudne emocje. Z opisu wynika jednak, że bardziej niż same wnioski terapeuty, potrzebuje Pan poczuć się wysłuchany i zrozumiany. Warto dać terapii jeszcze kilka spotkań i otwarcie powiedzieć terapeucie, że jego interpretacje nie zmniejszyły Pana lęku. Dopiero jeśli mimo rozmowy nadal będzie Pan czuł, że nie ma między Państwem porozumienia, warto rozważyć zmianę specjalisty. Dobra relacja terapeutyczna jest jednym z najważniejszych czynników skutecznej terapii.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 


Zobacz podobne

Jak odzyskać miłość po toksycznym związku i zacząć zmiany w sobie?

Dzień Dobry, Nie wiem, czy otrzymam odpowiedź, ale nie będę ukrywać, że nie potrafię już sobie poradzić z tym, co się dzieje w moim życiu. 25.05.2023r. poznałem moją pierwszą i prawdziwą miłość o imieniu Maja. Jest Ona cudowną dziewczyną, kobietą, przepiękna oraz najlepszą, jaka istnieje. Żadna nie może z nią rywalizować. Jest ona dla mnie najważniejsza. Problem się pojawia, że ja sobie to wszystko za późno uświadomiłem, jaki diament straciłem. Mimo że Ona mnie raniła, to ja jestem głównym winowajcą rozpadu tej relacji - zdradzałem ją, oszukiwałem, byłem toksyczny i nadwyraz kontrolujący. Nie posiadałem do niej zaufania, a jednocześnie wierzyłem jej, że jest wobec mnie szczera. Mam ogromne problemy z samoakceptacją. Nie potrafię kontrolować własnych emocji. Dalej jestem tym małym chłopcem, któremu nikt nie pokazał, jak wygląda miłość, jak powinno się kochać oraz jak powinno się rozmawiać. Ciągle jestem tym małym chłopcem, którego Ona pokochała, a jednocześnie mnie nienawidzi. Dzisiaj, czyli kiedy to pisze - jest 12.02.2025 godz 10:28. Pomiędzy 8 a 10 widziałem się z nią. Poszedłem do niej do domu - z kwiatami, z listem, który do niej pisałem (niedokończony). Prosiłem, błagałem ją na kolanach - jednak Ona pozostawała nieugięta. Pozostawała przy swoim, że nie chce się z nikim wiązać. Mnie - poniosły emocje, raz podniosłem głos i wszystko runęło. To, o co walczyłem uciekło ode mnie, na kolejne kilkaset kilometrów, które tym razem będę musiał pokonać pieszo. Ona daje nam możliwość w przyszłosci - mam się zmienić mentalnie, mózgowo. Zmienić swoje zachowania, zacząć nad sobą panować, a jednocześnie dalej być tym słodkim chłopcem, którego Ona pokochała. Chce jej dać wszystko, wszystko, czego pragnie. Chciałbym się zmienić - dla siebie i dla niej. Dla mojej i jej przyszłości. Dla wspólnej przyszłości. Liczę na pomoc. 

Jak mogę zacząć zmianę? Co powinienem zauważać, czego się strzec i jak reagować na różne rzeczy. 

Czy powinienem okazywać zazdrość, że spędza czas z innymi chłopakami teraz?

Jak radzić sobie z krytyką od bliskich i wzmacniać relacje?
Jak przyjąć krytykę od bliskiej mi osoby?
Jak radzić sobie z różnicą libido w związku? Porady i wsparcie
Problem z bardzo dużą różnicą libido. Od 3 miesięcy jestem w nowym związku. Na samym początku różnica libido nie była aż tak widoczna, myślałem że partnerka przesadza mówiąc, że to dla niej nietypowa częstotliwość zbliżeń (była jakby zaskoczona sama sobą). Jednak szybko się to zmieniło. Zbliżenia występują niemal tylko z mojej inicjatywy, po rozmowie na ten temat dowiedziałem się, że wystarczająca częstotliwość dla niej to nawet raz na miesiąc, podczas gdy przy moim libido mógłbym uprawiać seks codziennie. Powoduje to oczywiście częste odrzucanie moich prób zbliżenia i małe zaangażowanie z jej strony w trakcie seksu. Jest to dla mnie bardzo trudne, zarówno ze względu na samo libido, ale też czuję, że seks pełni u mnie bardzo ważną emocjonalną rolę. Bez inicjowania go z jej strony odczuwam duży brak okazywania uczuć, mimo że w rzeczywistości robi to na inne sposoby. Może ma tu też znaczenie mój lękowy styl przywiązania (obserwuję u siebie wiele jego cech). Partnerka twierdzi, że mimo braku popędu może uprawiać seks częściej jeśli będę go inicjował, ale brak jej inicjatywy jest dla mnie bardzo trudny emocjonalnie. Z poczuciem odrzucenia gdy do zbliżenia nie dochodzi staram się sobie radzić, jednak jeszcze trudniejszą sytuacją od braku inicjatywy jest gdy w trakcie seksu, szczególnie na początku, odczuwam małe zaangażowanie z jej strony, mimo że twierdzi, że jest to dla niej przyjemne i nie powinienem się niepokoić. Dla odczuwania satysfakcji z seksu zawsze była dla mnie bardzo ważna widoczna przyjemność partnerek. Jak sobie radzić z taką sytuacją? Nie widzę żadnego wyjścia, jednak trudno zdecydować się na rozstanie, bo mimo że związek jest krótki to w innych aspektach czuję się w nim świetnie, ze strony partnerki myślę, że jest tak samo i jest w niego zaangażowana. Mam 34 lata (partnerka 32), więc już trochę życiowych doświadczeń w postaci kilku związków za sobą i czuję, że utrata tego mogłaby być ogromną stratą. Natomiast nie widzę też możliwości, żeby odczuwać wystarczającą satysfakcję z życia w takiej sytuacji, nie biorę też raczej pod uwagę sztucznego zmniejszenia libido (wątpię żeby to rozwiązało całkowicie problem).
Witam, piszę ze skomplikowaną sprawą. Nie wiem, co mam z tym wszystkim zrobić może ktoś pomoże to jakoś sensownie i logicznie rozwiązać...
Witam, piszę ze skomplikowaną sprawą. Nie wiem, co mam z tym wszystkim zrobić może ktoś pomoże to jakoś sensownie i logicznie rozwiązać... A więc może zacznę tak, nadszedł grudzień i pewnego dnia podczas kłótni (wtedy jeszcze moja narzeczona) zaczęła mnie namawiać, żebym pojechał do siebie do domu na jakiś czas, żebyśmy od siebie odpoczęli, bo sporo w ostatnim czasie się kłóciliśmy (generalnie te kłótnie były praktycznie w 95% spowodowane przez moje nieodpowiednie i nieodpowiedzialnie zachowania, wtedy tego jeszcze nie rozumiałem). I generalnie ona wyszła następnego dnia do pracy i długo nie wracała i nie odbierała ode mnie i po jakimś czasie w końcu zaczęła pisać, że już nie chce ze mną być, że mam się spakować, że przez to, jak się zachowałem i co robiłem, to ona straciła do mnie zaufanie i przez to też już do mnie nie czuje, że wyczerpałem ją psychicznie i ma już tego dość. Byliśmy ze sobą 6.5 roku. Więc ogólnie jak przyszła w końcu domu to błagałem ją, żeby mi dała ostatnią szansę, że teraz serio się ogarnę totalnie i że nie pożałuje tego. Uzgodniłem z nią, że pojadę do siebie na tydzień i nie będę się z nią kontaktować i potem może wrócę, to zobaczymy i po 6 dniach dzwoni do mnie, że mam nie wracać, że ona mi odeśle rzeczy i wgl... Dobra ja i tak pojechałem, mimo że miałem 450 km do miejsca, gdzie mieszkaliśmy razem. Czekałem na nią. Znów z nią rozmawiałem, błagałem ją, przepraszałem i wgl, ale to nic nie dało. Ona była totalnie bez jakichkolwiek uczuć do mnie po 6.5 latach czułem jakbym gadał z jakąś totalnie inną osobą, którą jakbym pierwszy raz widział na oczy, to był totalnie ktoś inny. Ale podczas rozmowy powiedziała, że teraz nie chcę ze mną być, ale za jakiś czas no na przykład za pół roku nie wyklucza, że może, ale też nie może wykluczyć, że kogoś innego nie znajdzie. Ogólnie robiła już teraz wszystko, aby żebym jej dał spokój i sobie poszedł (generalnie rozumiem, że tak chciała, bo wiem, co robiłem źle i wgl i każdy by tak zrobił). Ale jest tego wszystkiego inny problem. Mianowicie jak ona tego pierwszego dnia nie odbierała, ja zadzwoniłem do swojego (wtedy jeszcze przyjaciela), żeby się wygadać, bo zawsze sporo gadaliśmy na różne swoje prywatne sprawy. Ja zawsze na niego mogłem liczyć.. i generalnie do momentu aż jeszcze nie widziałem, że ona nie da mi tej szansy, to miałem z nim kontakt. Pytał co tam, jak się trzymam i wgl.. A gdy już się dowiedział, że nie mieszkam z nią i że nie mam z nią kontaktu i generalnie wszystko mu powiedziałem, jak wyglądało między nami, to przestał do mnie dzwonić, pisać (mówię, pewnie ma znowu jakieś problemy zdrowotne, bo miał i ma dalej spore albo ma dużo roboty i po prostu któregoś dnia się odezwie). Choć miałem już od tego dnia, kiedy ostatni raz z nim gadałem przeczucia, że on coś knuję, bo słuchał tylko, co ja mówię i jakby zbierał informacje, które może wykorzystać przeciwko mnie... (ale nie no mówię jak przyjaciel, nie zrobiłby mi takiej rzeczy). Jak się potem okazało, dowiedziałem się 31 grudnia, że moja była ma chłopaka, bo napisałem jej życzenia noworoczne itp, a ona mi odpisała i napisała, że jest szczęśliwa z obecnym chłopakiem... ja odpisałem jej : to pozdrów****** I ona napisała, dlaczego o nim piszę, a ja to, że kto niby inny, a ona, że ktoś inny jej sprawa i ja napisałem to powodzenia i po prostu odpuściłem (generalnie jeszcze wtedy nie byłem ciągle pewnym czy to na pewno on, ale coś w moim organizmie cały czas mówiło, że to on, ale nie potrafiłem w to uwierzyć). I generalnie sprawa wygląda tak, że moja była narzeczona, z którą byłem 6.5roku aktualnie jest z moim byłem przyjacielem, ale nie to jest w tym wszystkim najgorsze. Ja wiem o tym człowieku bardzo dużo i wiem, że on od zawsze miał problem, żeby jakąś kobietę spotkać, bo każda jedna go zlewała, a on potrafił każdego wysłuchiwać był takim "psychologiem" zawsze dobra rada. Ludzi do niego ciągnęło, a on zbierał tylko informacje i wykorzystywał je w odpowiednim momencie. Wiele osób mi kazało na niego uważać, ale ja mówiłem, że zawsze na niego mogę liczyć i zawsze to broniłem i mówiłem, że ludzie przesadzają. I problem jest taki, że ja wiem, że jeśli on by do niej nie zaczął gadać ani pisać jakbym ja mu nie powiedział o swoich problemach to byśmy z moją była byli z powrotem razem, bo generalnie strasznie ją kochałem (ale miałem swoje problemy trochę natury psychicznej, które teraz ogarnąłem i jestem totalnie innym człowiekiem, ale na zdecydowanie plus) i nie chciałem jej teraz nic utrudniać i robiłem wszystko, jak chciała... Ale no ogólnie dowiedziałem się tak z 2 tyg., że miała problemy też psychicznie i prawdopodobnie chodziła od jakoś listopada po kryjomu do psychologa i sobie nie radziła z tym wszystkim, ale nic nie dała po sobie poznać, że chce się rozstać czy coś była cały czas taka sama (ale generalnie ja też mogłem wtedy tego nie zauważać) i ogólnie to ona za czasów dziecka miała bardzo duże problemy zdrowotne. Cudem jest, że wgl żyje i jest teraz zdrowa. No i sprawa wygląda tak, że po prostu ten były przyjaciel zaczął do niej pisać i wspierać ją a ona była zrozpaczona po rozstaniu i była dla niego bardzo łatwą zdobyczą, bo wiedział wszystko o mnie, a ona nie widziała, że on wie, więc zaczął jej mówić to, co chciała usłyszeć, bo on potrafi bardzo dobrze manipulować ludźmi (nie jedna osoba mnie przed tym ostrzegała) i po prostu ona poczuła w końcu, że ktoś ją wspiera i rozumie i potrafi zrobić to, co ona chce... Generalnie nie powinno mnie to już interesować, bo to jej życie jej sprawa, ale nie potrafię się pogodzić z tym, że sam jego na nią wręcz nasłałem (bo pamiętam, jak w rozmowie przez telefon mówiłem mu, że bym nie chciał, żeby ktoś teraz kto zna też mnie i tę sytuację nie zaczął jej wspierać, bo to ich połączy, on na to nic nie odpowiedział, bo już coś planował), ale kto by się spodziewał, że były przyjaciel może tak wykorzystać sytuację. I nie potrafię sobie poradzić z myślą, że wiem, że on ją zmanipulował i ja o tym wszystkim wiem, co i jak się stało, a nie mogę z tym nic zrobić, bo ona nie wysłucha mnie teraz, bo liczy się tylko on, bo mówi jej co chce, bo teraz razem na mnie cisną i on robi wszystko lepiej teraz niż ja, bo wie, co robiłem źle, więc oczywiście, że w jej oczach jest dużo lepszy, a wiem, że ten człowiek jest strasznie fałszywy i może ją skrzywdzić. Ja cały czas próbuje się oszukiwać, że jej teraz nienawidzę, że już nie chciałbym z nią być, a tak naprawdę cały czas ją strasznie kocham i chciałbym z nią mieć kiedykolwiek jeszcze jakiś kontakt, bo jest dla mnie najważniejsza osoba na świecie... Myślę, że z czasem bym jej to wszystko jakoś wybaczył i stworzyłbym z nią to wszystko, co razem planowaliśmy... Co ja mam z tym wszystkim zrobić, bo ona nie wysłucha tego, że to wszystko było zaplanowane i wgl, że on ją manipuluje. Generalnie ja wiem, że na 110% nie mieli nic wspólnego, bo spędzaliśmy ze sobą każdą, chwilę pracowaliśmy razem i wgl więc na pewno wcześniej się nie spotykali ani nie pisali, tylko dopiero w momencie aż ja jemu powiedziałem, że z nią nie jestem (a on generalnie do każdej laski zarywał, ale miałem go za przyjaciela). Wiem generalnie jestem sam sobie winny, bo o problemach w związku nie mówi się byle jakim ludziom, tylko idzie ewentualnie do psychologa lub rozmawia z rodziną, a nie... Generalnie nie wiem, co ja mam z tym wszystkim zrobić, bo wiem, że nigdy o niej nie zapomnę, a nie potrafię żyć ze świadomością, że ktoś wykorzystał moją naiwność i manipuluje i może skrzywdzić osobę, która cały czas kocham, a ja nie mogę nic z tym zrobić... Jak radzicie rozwiązać tę sytuację najlepiej, żeby to naprawić lub w jakiś sposób ostrzec.
Jak przestać kochać byłego partnera i odzyskać równowagę emocjonalną?
Jak przestać kochać byłego?
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.