
- Strona główna
- Forum
- psychoterapia, zaburzenia lękowe, zaburzenia nastroju
- Jak wizyta u...
Jak wizyta u psychiatry może pomóc w walce z depresją?
Treść wrażliwaAnonimowo
Sylwia Skibińska
Dzień dobry.
To, co Pan opisuje utrata nadziei, przekonanie, że nic się nie zmieni, niska samoocena czy poczucie braku przyszłości, bardzo często towarzyszy depresji. W takim stanie trudno uwierzyć, że leczenie może pomóc, ale właśnie dlatego warto zaufać specjalistom, a nie wyłącznie swoim obecnym odczuciom.
To bardzo dobry krok, że umówił się Pan do psychiatry. Psychiatra oceni czy leczenie farmakologiczne będzie wskazane. Leki nie „dodają wiary”, ale mogą stopniowo zmniejszyć objawy depresji, dzięki czemu łatwiej odzyskać energię, nadzieję i korzystać z psychoterapii. W wielu przypadkach najlepsze efekty przynosi połączenie farmakoterapii i psychoterapii.
Proszę też nie zniechęcać się historiami z internetu. Każdy przebieg depresji jest inny, wiele osób odczuwa znaczną poprawę po odpowiednio dobranym leczeniu. To, że dziś nie widzi Pan wyjścia, nie oznacza, że ono nie istnieje.
Jeżeli natomiast poczucie beznadziei będzie się nasilało lub pojawią się myśli o zrobieniu sobie krzywdy, proszę nie zostawać z tym samemu, warto jak najszybciej skontaktować się z psychiatrą, zgłosić się do najbliższej izby przyjęć lub poprosić o pomoc bliską osobę. Życzę Panu dużo siły.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Wizyta u psychiatry może realnie pomóc, zwłaszcza gdy czujesz smutek, lęk, silną niechęć do siebie i utratę nadziei. Psychiatra może ocenić, czy to depresja, dobrać leczenie i zaproponować plan, a połączenie farmakoterapii z psychoterapią często daje lepsze efekty niż same rozmowy lub same leki. To, że „sam w siebie nie wierzysz”, nie przekreśla leczenia. Depresja i silny lęk potrafią bardzo zniekształcać ocenę siebie, przyszłości i szans na poprawę, więc brak wiary w zmianę jest częścią problemu, a nie dowodem, że pomoc nie zadziała. Sam fakt, że poszedłeś do psychoterapeuty i umówiłeś psychiatrę, jest ważnym i znaczącym krokiem w dobrą stronę. Psychiatra nie ocenia moralnie, ale jego zadaniem jest tylko sprawdzeniem objawów, nasilenia, snu, poziomu lęku, energii, myśli rezygnacyjnych i to, jak funkcjonujesz na co dzień. Na tej podstawie może zaproponować leki, a psychoterapia może równolegle pomagać w pracy nad myślami typu „jestem gorszy”, porównywaniem się i unikaniem ludzi. Leki nie mają Ci udowodnić, że masz wierzyć w siebie. Ich zadaniem jest często zmniejszyć ciężar objawów tak, żebyś miał więcej siły na odzyskiwanie stabilności, snu, napędu i myślenia bardziej realistycznego. U części osób poprawa przychodzi stopniowo, więc początek leczenia bywa procesem, ale to nie znaczy, że nie działa. W każdym procesie, czy to farmakoterapia czy psychoterapia potrzebny jest czas. Podsumowując zrobiłeś dla siebie coś bardzo ważnego, co wkrótce przyniesie wymierne efekty, ale pamiętaj, że to także wymaga czasu. Mózg musi nasycić się lekami, a terapia zacząc zmieniać Twoje myśli.
Wika Balcerzak
Zrobiłeś ważny krok, przełamując się i idąc na pierwszą wizytę. To zupełnie naturalne, że teraz, kiedy usłyszałeś o zaleceniu wizyty u psychiatry i czytając informacje w internecie zwątpiłeś w to, że możesz poczuć się jeszcze lepiej.
Leki psychiatryczne nie „kasują” magicznie naszych przekonań o sobie ani nie zmieniają naszego nastroju z dnia na dzień. Ich zadaniem jest przywrócenie równowagi chemicznej w Twoim mózgu. Silna depresja to nie jest tylko „smutek”. To stan, w którym Twój układ nerwowy jest fizjologicznie wyczerpany (brakuje mu odpowiedniego poziomu neuroprzekaźników). W takim stanie sama psychoterapia jest zwykle zbyt trudna, bo Twój mózg dosłownie nie ma energii, by przetwarzać nowe informacje. Leki mają zmniejszyć ciężar i dopiero wtedy, gdy zaczną działać (co zwykle trwa kilka tygodni), pojawia się możliwość pracy na psychoterapii.
Piszesz, że nie wierzysz, że Ci się uda i straciłeś nadzieję. Depresja polega właśnie na tym, że zakłada nam na oczy ciemne okulary, przez które nie widać żadnego wyjścia. Twoje przekonanie o tym, że „nie da się pomóc” to objaw depresji, tak samo jak gorączka jest objawem grypy.
Historie o leczeniu ciągnącym się latami potrafią przerazić. Osoby, którym leki i terapia pomogły po kilku miesiącach, rzadko piszą o tym w internecie - po prostu wracają do normalnego życia. W sieci najczęściej zostają ci, którzy mają wyjątkowo trudny przebieg choroby.
Zrobiłeś pierwszy krok i jesteś na właściwej drodze. Daj sobie szansę i pozwól specjalistom zdjąć z Ciebie część tego ciężaru, nawet jeśli teraz wydaje Ci się to pozbawione sensu. Trzymam kciuki!
Anatolii Bohoriev
To, co opisujesz, bardzo często jest częścią depresji – sama choroba potrafi odbierać nadzieję i przekonywać, że nic już nie pomoże. Dobrze, że została umówiona wizyta u psychiatry. Leki nie rozwiązują wszystkich problemów, ale u wielu osób zmniejszają nasilenie objawów na tyle, że łatwiej skorzystać z psychoterapii i stopniowo wracać do równowagi.
Jagoda Jek
Czytając Twój wpis, pomyślałam, że oprócz smutku jest w Tobie też bardzo dużo bezradności i utraty nadziei. To musi być niezwykle wyczerpujące doświadczenie.
Myślę, że warto docenić to, że mimo wszystko zrobiłeś pierwszy krok i poszedłeś do psychoterapeutki, a teraz umówiłeś wizytę u psychiatry. To nie jest oznaka słabości, ale zadbania o siebie w sytuacji, w której samemu jest już bardzo trudno.
To, że w tej chwili nie wierzysz, że można Ci pomóc, nie oznacza, że tak rzeczywiście jest. Bardzo często osoby zmagające się z depresją czy innymi trudnościami psychicznymi właśnie w taki sposób opisują swoje doświadczenia – mają poczucie, że nic się nie zmieni i że są "bez pomocy". Nie da się jednak na podstawie wpisu stwierdzić, z czego dokładnie wynikają Twoje objawy ani czy rzeczywiście jest to depresja. Tym właśnie zajmie się psychiatra podczas konsultacji.
Jeśli lekarz zaproponuje farmakoterapię, warto pamiętać, że leki nie mają sprawić, że nagle zaczniesz wierzyć w siebie. Ich rolą jest często zmniejszenie nasilenia objawów, takich jak obniżony nastrój, lęk czy brak energii, dzięki czemu łatwiej jest wrócić do codziennego funkcjonowania i korzystać z psychoterapii. Bardzo często najlepsze efekty przynosi właśnie połączenie obu form leczenia.
Na ten moment nie musisz wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Wystarczy, że pozwolisz sobie skorzystać z pomocy i dasz specjalistom szansę Cię wesprzeć. To, że teraz nie widzisz dla siebie przyszłości, nie oznacza, że jej nie ma. Życzę Ci, żebyś na tej drodze nie został z tym sam i korzystał ze wsparcia psychiatry oraz psychoterapeuty – naprawdę nie musisz dźwigać tego wszystkiego w pojedynkę.
Jagoda Jek
Czytając Twój wpis, pomyślałam, że oprócz smutku jest w Tobie też bardzo dużo bezradności i utraty nadziei. To musi być niezwykle wyczerpujące doświadczenie.
Myślę, że warto docenić to, że mimo wszystko zrobiłeś pierwszy krok i poszedłeś do psychoterapeutki, a teraz umówiłeś wizytę u psychiatry. To nie jest oznaka słabości, ale zadbania o siebie w sytuacji, w której samemu jest już bardzo trudno.
To, że w tej chwili nie wierzysz, że można Ci pomóc, nie oznacza, że tak rzeczywiście jest. Bardzo często osoby zmagające się z depresją czy innymi trudnościami psychicznymi właśnie w taki sposób opisują swoje doświadczenia – mają poczucie, że nic się nie zmieni i że są "bez pomocy". Nie da się jednak na podstawie wpisu stwierdzić, z czego dokładnie wynikają Twoje objawy ani czy rzeczywiście jest to depresja. Tym właśnie zajmie się psychiatra podczas konsultacji.
Jeśli lekarz zaproponuje farmakoterapię, warto pamiętać, że leki nie mają sprawić, że nagle zaczniesz wierzyć w siebie. Ich rolą jest często zmniejszenie nasilenia objawów, takich jak obniżony nastrój, lęk czy brak energii, dzięki czemu łatwiej jest wrócić do codziennego funkcjonowania i korzystać z psychoterapii. Bardzo często najlepsze efekty przynosi właśnie połączenie obu form leczenia.
Na ten moment nie musisz wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Wystarczy, że pozwolisz sobie skorzystać z pomocy i dasz specjalistom szansę Cię wesprzeć. To, że teraz nie widzisz dla siebie przyszłości, nie oznacza, że jej nie ma. Życzę Ci, żebyś na tej drodze nie został z tym sam i korzystał ze wsparcia psychiatry oraz psychoterapeuty – naprawdę nie musisz dźwigać tego wszystkiego w pojedynkę.
Joanna Michałek
Dzień dobry,
z tego co opisujesz dobrze byłoby połączyć terapię z lekami. Nie wiem co przyniesie wizyta u psychiatry, ale jeśli zapisze leki to nie rezygnuj z terapii. Leki powinny pomóc ustabilizować biochemię organizmu i dać "oddech" tobie.
Ja bym zainteresowała się od kiedy się tak czujesz?
Co się działo wtedy w twoim życiu?
Co się działo u ciebie przed tym smutkiem?
Prawdopodobnie są wydarzenia, sytuacje do zaopiekowania, uwolnienia emocji.
Powodzenia!
Katarzyna Michalska
To, że zdecydował się Pan poszukać pomocy, jest bardzo ważnym krokiem. Ważne jest też, że psychoterapeutka otwarcie powiedziała o swoich obserwacjach i skierowała Pana do psychiatry. W opisanej sytuacji konsultacja psychiatryczna wydaje się jak najbardziej zasadna.
To, że dziś nie wierzy Pan w poprawę, nie oznacza, że poprawa jest niemożliwa. Poczucie beznadziei, przekonanie, że „nic nie pomoże” czy bardzo surowe ocenianie siebie są częstymi objawami depresji. Choroba wpływa na sposób myślenia i sprawia, że przyszłość wydaje się pozbawiona nadziei.
Leki nie zmienią Pana osobowości ani nie sprawią, że wszystkie problemy znikną, ale mogą zmniejszyć nasilenie objawów, dzięki czemu łatwiej jest odzyskać siłę do codziennego funkcjonowania i skorzystać z psychoterapii. U wielu osób najlepsze efekty przynosi właśnie połączenie leczenia farmakologicznego i psychoterapii.
Proszę też pamiętać, że choć niektóre osoby leczą depresję przez dłuższy czas, wiele odczuwa znaczną poprawę znacznie wcześniej. Nie warto porównywać swojej drogi do doświadczeń innych.
Życzę Panu, aby dał Pan sobie szansę.
Pozdrawiam,
Katarzyna Michalska
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Najbardziej poruszyło mnie zdanie: „boję się, że mi już nie da się pomóc”. Bardzo często właśnie tak mówi człowiek, który od dawna cierpi. Nie dlatego, że naprawdę jest "nie do uratowania" ale dlatego, że jego psychika jest już skrajnie wyczerpana.Zastanawiam się, kiedy ostatni raz pamięta Pan siebie bez tego ciężaru. Mam poczucie, że od tak dawna żyje Pan z bólem, iż zaczął go Pan traktować jak część swojej tożsamości a to nie jest Pan tylko stan, w którym się Pan znalazł.Wizyta u psychiatry nie ma odpowiedzieć na pytanie, czy jest Pan "wystarczająco chory". Ma sprawdzić, jak można Panu ulżyć, żeby odzyskał Pan siłę do życia i do pracy nad sobą. Czasami człowiek potrzebuje najpierw odrobinę odetchnąć, zanim będzie miał przestrzeń, by uwierzyć, że zmiana jest możliwa.
I jeszcze jedna myśl....skoro mimo takiego cierpienia umówił się Pan do psychoterapeuty a teraz do psychiatry, to znaczy, że jakaś część Pana nadal walczy o siebie. Proszę jej nie lekceważyć. To właśnie od niej bardzo często zaczyna się zdrowienie.
Wszystkiego dobrego!
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Edyta Kotula
To, co opisujesz, rzeczywiście może wskazywać na depresję i dlatego wizyta u psychiatry jest dobrym krokiem. To, że psychoterapeutka skierowała Cię do psychiatry, nie oznacza, że „jest z Tobą bardzo źle”, tylko że uważa, iż możesz potrzebować dodatkowego wsparcia, także w postaci leków. To, że nie wierzysz, że da się Ci pomóc, jest bardzo częstym objawem depresji. Choroba sprawia, że przyszłość wydaje się beznadziejna, a Ty możesz być przekonany, że jesteś „nie do uratowania”. To nie jest wiarygodna ocena rzeczywistości, tylko sposób, w jaki depresja wpływa na myślenie. Leki nie mają sprawić, że nagle uwierzysz w siebie. Ich zadaniem jest zmniejszyć objawy, takie jak ciągły smutek, lęk, poczucie beznadziei czy natłok negatywnych myśli. Dzięki temu łatwiej jest korzystać z psychoterapii i stopniowo pracować nad samooceną.
Oliwia Grzemba
Witam,
Depresja to poważna choroba i wskazywane objawy rzeczywiście mogą na nią wskazywać.
Badania naukowe, wykonywane funkcjonalnym rezonansem magnetycznym, potwierdzają zmiany w układzie nerwowym u osób nią dotkniętych.
Postępowanie jest następujące - leki rzeczywiście mogą pomóc zwiększyć poziom neuroprzekaźników, poprawić nastrój, dodać więcej energii, natomiast wypadałoby też się zagłębić w przyczynę - czy to jakieś traumatyczne zdarzanie? A może przykre przejścia z przeszłości? Depresja mówi o przeciążeniu układu nerwowego i teraz trzeba poszukać sposobu, aby mu pomóc i zapobiec nawrotom w przyszłości.
Odnośnie długiego leczenia - zdarza się, że ktoś np. jest ofiarą prześladowania w szkole. Przerabia to na terapii, bierze leki i wszystko wydaje się OK. Natomiast później przykładowo doświadcza odejścia bliskiej osoby, co może spowodować problem. Dlaczego? Ponieważ ma przepracowane kwestie związane z samooceną i prześladowaniem, ale okazuje się, że dopiero trzeba poszukać zasobów do przepracowania żałoby.
Pozdrawiam serdecznie,
Oliwia Grzemba,
psycholog
Weronika Janeczko
Dzień dobry,
najskuteczniejszą opcją w przypadku depresji jest wizyta u psychiatry, przyjmowanie przepisanych leków oraz psychoterapia, szczególnie polecam psychoterapię poznawczo-behawioralną, która już po ok. 3 miesiącach powinna przynosić zauważalne efekty. Kwestia braku nadziei i czarnowidztwa to również prawdopodobne elementy depresji, które najpewniej ustąpią po podjęciu leczenia farmakologicznego (jeśli psychiatra zaleci) i psychoterapii.
Życzę dużo zdrowia
Weronika Janeczko
Weronika Trojan
Dzień dobry,
Po pierwsze gratuluję, że udało Ci się podjąć decyzję i poprosić o pomoc, ważne abyś nie rezygnował z psychoterapii i kontynuował ją po wizycie u psychiatry. Objawy depresyjne często składają się na jeden obraz, z którego na pierwszy plan wysuwa się negatywne postrzeganie samego siebie i przyszłości. Należy pamiętać, że nasze negatywne myśli wynikające z choroby to nie fakty. Leki nie rozwiązują problemów ale mogą pomóc powrócić do zdrowia.
Życzę wszystkiego dobrego i powodzenia!
Dorota Trzaska
Dzień dobry. Każda osoba z depresją, doświadcza jej inaczej i z innych przyczyn. Nie wiem jakie jest jej podłoże u Pana. Na pewno warto to sprawdzić i podjąć kroki by sprawdzić co, i na ile pomoże Panu. Zdarza się, że rozpoczęcie terapii z terapeutą, z którym pan się zgra, już przyniesie spory efekt, bo będzie pan miał możliwość podzielić się swoim bólem i sobą z życzliwą, słuchającą pana osobą. Obok farmakoterapii i psychoterapii, pojawiły się też inne metody, niestety dość kosztowne, jak np. TMS.
Z trudności, jakie pan opisuje, a pewnie jest ich więcej, wynika, że psychoterapia byłaby kluczowa. Leki zwykle pomagają na polepszenie nastroju i motywacji, łagodzą cierpienie. Jednocześnie, aby efekt farmakoterapii utrzymał się po jej zakończeniu, zwykle potrzebna jest transformacja negatywnego stosunek do siebie na opiekuńczy i troskliwy oraz wzmocnienie pewności siebie. W ramach psychoterapii pracuje się też nad zmianami w życiu, które przekładają się potem na bardziej satysfakcjonującą codzienność, a nawet poczucie szczęścia. Niektóre osoby z łagodną depresją, nie potrzebują leków, wystarczy psychoterapia. W podejściach, w których pracuję, koncentruję się na relacji i pracy z emocjami oraz doświadczeniem w ciele. Pozwala to na zmianę przeżywania siebie i świata na przyjazny dla siebie sposób. W ramach terapii oraz wizyty u psychiatry można też sprawdzić, czy depresja nie jest efektem jakiegoś typu neuroróżnorodności, np. ADHD. Bardzo zachęcam pana do podjęcia walki o siebie i jakość swojego życia. Jest bardzo wiele metod pracy i sposobów postępowania w depresji. Zachęcam do uważnego dobrania terapeuty tak, by czuł się pan z nim komfortowo i doświadczał zmian. Życzę powodzenia na tej drodze i zachęcam do zaciekawiania się co dalej i co mogę. To może pana wspierać w dniach, gdy pojawi się gorsze samopoczucie lub większy pesymizm. Dorota Trzaska/psychoterapeutka EFT/EMDR/pracy z ciałem
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Leki plus psychoterapia czynią cuda, ale pod warunkiem, kiedy pacjent się otwiera na leczenie i akceptuje stan, w jakim się znajduje. Co to znaczy? Nie można negować diagnozy i od początku należy współpracować ze specjalistami. Nie można posiłkować się opiniami w Internecie, gdyż one nie zawsze są zgodne z prawdą, a w pewnych kwestiach wprowadzają dezorientację. Depresja jest sygnałem, że zadziewa się coś złego, z czym psychika i ciało nie dają sobie rady. Ten pierwszy krok jest zawsze najbardziej trudny. Za jakiś czas mózg otrzyma odpowiedzi poziom dopaminy i poczuje się Pan zdecydowanie lepiej. jeżeli jenak będzie pogorszenie samopoczucia to należy udać sie na SOR lub skontaktować z lekarzem prowadzącym.
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Odpowiadając na Pana pytanie - tak, lekarz psychiatra jest w stanie Panu pomóc, a skierowanie przez psychoterapeutę to standardowa i bardzo odpowiedzialna procedura przy nasilonych objawach depresji.
To, że teraz nie wierzy Pan w sukces, odczuwa potężny pesymizm, lęk i nienawiść do siebie, nie jest barierą dla leczenia – to są po prostu podręcznikowe objawy depresji, a nie obiektywna prawda o Panu czy Pana przyszłości. Leki nie działają na zasadzie wiary czy pozytywnego myślenia. Ich zadaniem jest biologiczna regulacja neuroprzekaźników w mózgu, co pozwala wyciszyć lęk, zmniejszyć natłok czarnych myśli i, przede wszystkim, odbudować siły oraz energię do życia. Dopiero gdy leki stworzą ten stabilny fundament, będzie Pan miał przestrzeń, by w bezpieczny sposób popracować nad poczuciem własnej wartości i porównywaniem się z innymi.
Proszę nie sugerować się historiami z Internetu – każdy organizm jest inny, a medycyna dysponuje dziś wieloma nowoczesnymi i skutecznymi metodami leczenia. Wybór wizyty online to świetny, bezpieczny pierwszy krok, zwłaszcza przy lęku przed ludźmi. Proszę dać sobie szansę i otwarcie opowiedzieć lekarzowi o wszystkich swoich obawach. Z tego stanu naprawdę da się wyjść.
Życzę Panu dużo siły.
Bożena Nagórska

Zobacz podobne
Witam!
Zacznę od tego, że borykam się z problemem, iż nie widzę sensu życia. Ciągła pogoń za materializmem. Lojalność, wierność, miłość to cechy zbędne i używalne, które straciły na wartości.
Wszystko kręci się wokół pieniędzy, których i tak nie zabierzemy ze sobą. Już jest coraz mniej osób, które potrafią cieszyć się życiem i z niego korzystać. Czuję się wypalony, odciąłem od siebie całą rodzinę, przyjaciół, nie chce się widywać z ludźmi.
Z nikim nie rozmawiam, po prostu siedzę sam. Czuję się jakby moje życie zatoczyło kolo, tylko 10 lat później.
Mam 27 lat, od 18 roku życia pojechałem do pracy, gdzie z byłą narzeczoną pracowałem na dom. Wszystko ładnie, pięknie, po 8 latach bycia razem i dorobieniu się domu, od zera, samochodów i dobrej pracy zacząłem czuć pustkę. Poczułem, że to na co pracowałem przez, latam było z materializmu, nie z miłości i oto w tym domu brakowało miłości oraz zrozumienia.
Pomyślałem, nie mamy dzieci, nikogo nie ranię tylko nas, chce uderzyć w świat w poszukiwaniu prawdziwej miłości i wdzięczności, z którą stworzę ciepły i szczęśliwy dom, którego nigdy nie miałem. Dlatego było to bardzo ciężkie, ale zostawiłem wszystko i wyszedłem. Po otrzymaniu większej gotówki za dom podjąłem decyzję, że to jest dobry moment, żeby po tylu latach wrócić do Ojczyzny, gdzie wszystko okazało się niewypałem - moja praca, mentalność ludzi, nawet spełnienie moich marzeń jak kupienie super samochodu, motoru i innych rzeczy nie dawały mi radości i czułem się wyobcowany, pusty.
Finalnie, zamiast ułożyć sobie życie, podjąłem decyzję o wyjeździe kolejnym już w ciągu dwóch lat.
3 wyprowadzka i ze względu na kobietę, z którą przelotnie się poznałem. Chciałem być oparciem, uważałem, że ma ciężką sytuację. Wyszukała mnie w internecie, z ciekawości napisałem, co robi w życiu i niestety wpadłem w dziurę bez dna, która ciągła się za mną przez cały rok. Byłem manipulowany na odległość, słyszałem słowa i zapewnienia, które nie były prawdą i wierzyłem tej osobie bezgranicznie. Byłem w stanie zostawić wszystko, tylko, dlatego że uważałem, że jest tego warta i potrzebuje mnie.
Na końcu okazało się, że nie chciała pozwolić, żebym ułożył sobie życie z kimś innym i większość co mówiła, była kłamstwem albo tym, co chciałem usłyszeć. To jest długi i skomplikowany temat. Zostałem wykorzystany, sercowo, psychicznie i straciłem rok czasu. W sumie dalej się z tego nie wyleczyłem, co się wydarzyło. Koniec końców zacząłem inwestować na giełdzie początkiem roku. Zachęcił mnie do tego taki chłopak, gdzie na przestrzeni roku przegrałem wszystko do zera, na co pracowałem ostatnie 8 lat całe oszczędności. Włączył się ten idiota, który jest tak uparty, o którym zapomniałem, że dalej tam jest.
Jest uparty w dążeniu do celu, ale również jak już się sypie to do samego dna. W rok zniszczyłem wszystko i przy okazji siebie z super sylwetki, dobrej pracy, dużego zabezpieczenia finansowego zostało ohydne zero. Jak patrzę w lustro, to się siebie brzydzę, a kiedyś się kochałem i byłem wdzięczny, że jestem na tyle silny, iż mogę wysyłać swoje dobro dla innych i zwyciężać ten syf, co się dzieje na świecie. “Zło dobrem zwyciężaj, takie było moje motto” Od pewnego czasu zło przejęło nade mną kontrolę, czuję się wyobcowany, nie śmieje się.
Wracam do domu i płacze codziennie, w nocy balansuje na krawędzi złych zagubionych ludzi, którzy biorą dragi, piją i udają, że nie mają z niczym problemu. Chodziłem na terapię, nic nie pomogło, zawsze byłem osoba, na którą można było polegać i motywacją dla innych, bo szedłem do przodu jak burza mimo żadnego wsparcia od rodziny, ciągłej krytyki, braku własnego kątu i bezpieczeństwa. Z ojcem alkoholikiem przez połowę dzieciństwa i matką za granicą, która ledwo co widywałem.
Łączenie w moim życiu mieszkałem w 27 różnych miejscach, czy to pokoje, inne kraje. W sumie to spełniłem wszystkie swoje marzenia. Mając 27 lat, mimo straty wszystkiego, czuję się spełniony i jakby ktoś mnie zapytał, czy przeszedłem życie dobrze, odpowiedziałbym z czystym sumieniem tak, bo nie zamknąłem się na nie w jednym miejscu.
Nie wiem, po tym wszystkim nie widzę już sensu w dalszym działaniu, mój zapał i samodyscyplina są równe zeru.
Ten cały materializm, internetowy świat, te portale randkowe, kłamstwa nieszczęśliwych ludzi, życie na kredytach, żeby pokazać, czym się jeździ czy jak się nie żyje - żygam tym wszystkim. Jestem tym który widzi ten świat inaczej od czasu kiedy wyszedłem z bańki mojego życia, na które pracowałem.
Nie jestem w stanie nikomu zaufać, a jak już zaufam i daje coś od siebie to albo jestem wykorzystywany, bo dobroć jest brana za słabość w tych czasach, albo ranię innych, bo nie dorównują moim doświadczeniom i nie są dla mnie interesujący.
Nie wiem, wszystko co się stało było na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Boję się samego siebie, do jakiej ruiny psychicznej się doprowadziłem przez to wszystko. Drogi mam dwie albo zobaczyć jeszcze trochę świata i podziękować bardzo pięknie za to życie będąc na zero, bo na pewno nie zejdę na stronę syfu dragi, alkohol itp wolałbym sobie po prostu podziękować ładnie wyjechać na Hawaje i zniknąć niż się złajdaczyć.
Droga numer, to dwa odbudować swoją psychikę, ciało i ciężka praca wrócić na odrobienie strat z ostatniego roku, żeby wszystko ułożyć na nowo. Tylko jest jeden problem, kiedyś moim marzeniem było mieć dziecko i rodzinę zbudować, zaplecze finansowe, żeby móc zapewnić temu dzieciakowi i mojej kobiecie takie życie, którego ja nie dostałem. To mogłoby być moja jedyna motywacja, żeby działać dalej, ale teraz, po tym wszystkim jak widzę jaki jest świat ohydny, nie chciałbym sprawiać trudu nikomu następnemu i zakończyć historię mojego nazwiska, żeby już to się nie musiało ciągnąć. Nie chcę wrzucać wszystkich do jednego worka, ale uważam, że to życie było stworzone w innym celu i ludzie je zniszczyli, bo świat jest piękny sam w sobie, tylko my jesteśmy w nim problemem. Boże to wszystko jest bez sensu….
W każdym razie, na sam koniec dodam, że to wszystko jest chore i nie widzę w tym sensu, dlatego zamknąłem się na wszystko i nie wiem, co dalej mimo mojego wieku i doświadczeń, które powinny mnie prowadzić dalej żywnie, nie widzę w tym sensu, bo po co? Nawet nie liczę, że ktoś to doczyta do końca, po prostu niech sobie to wisi tutaj. :) Pozdrawiam.
TW. Nie potrafię już żyć, ale śmierć mnie przeraża. W wyniku nie mogę nic ze sobą zrobić. Mam tak dość siebie i całego swojego marnego życia, że nawet nie potrafię sobie pomóc. Tak bardzo chciałabym po prostu zniknąć, ale tak bardzo się boje. Nie wytrzymuje już dłużej, łzy same się ze mnie leją od paru dni i nie chcą przestać, nic na uspokojenie nie działa.
Chodziłam na terapię od 3 miesięcy, ale nie widzę efektów, a jestem uwięzioną na wsi bez żadnego dojazdu, oprócz busów w roku szkolnym dostosowanych pod liceum. Jestem dorosła, a zachowuję się gorzej niż dziecko w podstawówce, mam siebie tak bardzo dość. Nawet jak staram się dopasować albo 'ogarnąć' życie jakkolwiek to nie wiem co robić, nie wiem, co się ze mną dzieje, nigdy nic nie wiem, nigdy nie umiem sobie poradzić. Nie wiem kim jestem, co robię na świecie, czego chcę, nie mam celów, nie mam marzeń.
Wczoraj chciałam skoczyć z balkonu, ale zaczęłam się śmiać jak już stałam na barierkach, bo oprócz tego, że bym się połamała lub ewentualnie została sparaliżowana, bardziej przeraża mnie fakt, że moi rodzice i wszyscy znowu by mnie krytykowali i równali z ziemią. Mój brat, którego nie uznaję za brata, znęca się nade mną psychicznie odkąd miałam 8 lat, moi rodzice prawie nigdy na to nie reagowali, jak już przestałam się kryć z tym, że nie daje rady psychicznie to mój ojciec stwierdził, że jestem po prostu leniwa i stąd bierze się cały mój stres, mimo że jego syn wyzywa mnie z taką agresją od dziecka, że jak tylko słysze jego kroki to moje całe ciało zaczyna panikować i się trząść i automatycznie próbuje być jak najciszej, żeby mnie nie usłyszał.
Groźby śmierci w tej rodzinie to normalność. Od matki najlepsze co usłysze to, że wszyscy jesteśmy popier* i żeby zostawić ją w spokoju. Ale zawsze znajdzie się, gdy trzeba kogoś skrytykować, szczególnie przy innych ludziach. Ledwo utrzymywałam tą terapię za stypendium, a teraz próbuję od miesiąca znaleźć pracę. Brak samochodu mnie skreśla z dojazdu gdziekolwiek, nawet na tą marną terapię. Przez telefon nie mogę rozmawiać, bo jeśli tylko ktoś to usłyszy to będzie mnie wyzywał jeszcze bardziej.
Czuje się jak krowa czekająca w klatce z bezradnością na śmierć. I to też robię. Nawet jeśli słyszałam od ludzi, że powinnam się ogarnąć i wziąć życie w swoje ręce, to nie widzę już żadnego rozwiązania. Tak szczerze nikt mnie nigdy nie kochał i nawet kot ode mnie uciekł. Moje ataki paniki są coraz gorsze, wszystko z głowy zaczęło wychodzić na zewnątrz, nie mam już siły dłużej się hamować. Tak bardzo przeraźliwie boję się tej śmierci, ale naprawdę nie mam innej opcji, nawet jeśli ktoś mówi, że mam to realistycznie nic nie mam. Albo śmierć albo męczenie się na wsi przez kolejne lata studiowania, a po tym brak pracy, bo mój stan nie pozwala mi już nawet na normalną naukę i ledwo daję sobie radę na prostych studiach. Przez co mam 0 umiejętności.
Czuję się zamrożona, jakby od mojej głowy wszystko się odbijało. Już nic się tam nie zmieści. Zmarnowałam sobie życie, zniszczyłam wszystko. Nie mam żadnych przyjaciół. Nikt nie chce się ze mną spotkać, nigdy nikt nie chciał nigdzie ze mną wyjść poza szkołą. Nawet jak się staram to każda moja relacja się kończy przeze mnie. Boję się związków, raz komuś zaufałam i zostałam sponiewierana gorzej niż moja matka mi to kiedykolwiek zrobiła. Wyznała mi miłość jako pierwsza osoba w życiu, nie słyszałam tego od nikogo, pocałowała mnie, wykorzystała mnie dla seksu, mimo że to był mój pierwszy raz, do którego bardzo przygotowywałam się emocjonalnie, a parę miesięcy później bez powodu kazała mi się wynosić. Później dowiedziałam się, że już przed stosunkiem ta osoba chciała się mnie pozbyć i znaleźć sobie kogoś innego.
Moje życie to jest porażka i tragedia z każdej strony. Nic nie potrafię. Nic nie rozumiem. Mam 21 lat i nigdy sobie nie poradzę. Myślałam, że będzie ok i całe nastoletnie lata, które spędziłam sama w pokoju, próbując udawać, że wszystko ok i sama siebie oszukując, że jak tylko będę dorosła to wszystko się poprawi i z roku na rok wierząc, że będzie lepiej. Już wiem, że nigdy nie będzie lepiej i będzie tylko gorzej i szczerze myślę że powinnam po prostu była udławić się jak miałam te 7 lat i to, że moja matka uratowała mi życie jak już straciłam oddech to jakaś karma, którą teraz muszę spłacać przez to jak całe życie matka niszczyła mi je. Tak naprawdę nie powinnam się nigdy była urodzić, moja matka była w zagrożonej ciąży ze mną i to wszystko ma sens. Powinnam nie żyć i tak bardzo żałuję, że się urodziłam. Nie mogę sobie pomyśleć o dzieciństwie i nastoletnich latach bo wpadam w szał i dostaje ataków. Mam już dość, a nie mogę nic zrobić. Boję się zadzwonić do lekarza. Naprawdę nie mam już wyjścia. Czekam na zbawienie od losu i pomoc, mimo że wiem, że to jest bezsensowne, ale nie wiem co, naprawdę, mogę oprócz tego zrobić. Czekam na śmierć niszcząc sobie wątrobę alkoholem i energetykami na pusty żołądek, uderzając się w głowę z całej siły i stresem. Ciągle powtarzam pomocy w kółko, ale wiem, że ta pomoc nigdy nie nadejdzie. Jeśli nie ma się pieniędzy jest się mniej wartym niż najtańszy produkt w sklepie i nie ma się żadnego znaczenia. I każdy o tym wie, ale nikogo to nie obchodzi, dopóki to nie on. I nie mam nikogo, komu mogłabym cokolwiek napisać, powiedzieć, bo moja rodzina nie wierzy w choroby i problemy psychiczne tylko lenistwo, a moje internetowe znajomości nawet mnie nie znają i tak szczerze mają mnie gdzieś.

