Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Nie akceptuję swojego bardzo dużego biustu - czy psycholog może pomóc, gdy nie mam możliwości zmiany wyglądu?

Od kilkunastu lat mam bardzo duży biust i jest to cecha mojego wyglądu, która mocno mi przeszkadza. Nie chodzi wyłącznie o wagę — nawet kiedy byłam szczupła, piersi nadal były duże. Nie lubię tego, jak wpływają na proporcje mojej sylwetki i jak bardzo zwracają uwagę. Wiem, że rozwiązaniem fizycznym mogłaby być operacja zmniejszenia piersi, ale obecnie mnie na nią nie stać. Mam więc poczucie utknięcia: jest to cecha, której nie akceptuję, a jednocześnie nie bardzo mam możliwość jej zmienić. Co w takiej sytuacji można realnie zrobić? Czy praca psychologiczna może pomóc, jeśli problem nie polega na błędnym przekonaniu o wyglądzie, tylko na tym, że rzeczywiście mam bardzo duży biust i po prostu nie chcę go mieć?
Kamil Wyrwich

Kamil Wyrwich

Dzień dobry.
Tak, psychoterapia może pomóc, ale nie musi polegać na przekonywaniu Cię, że powinnaś zaakceptować swój biust. 
W trakcie tego procesu można popracować nad dyskomfortem, który odczuwasz, czy poczuciem własnej wartości. 
Jeśli jednak rzeczywiście nie chcesz mieć dużego biustu, Twoje odczucia wcale nie muszą być "błędnym przekonaniem" wymagającycym zmiany.
Pozdrawiam,
Kamil Wyrwich

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Aleksandra Pompała-Świerczyńska

Aleksandra Pompała-Świerczyńska

To trudna sytuacja kiedy nasza fizyczna cecha sprawia, że czujemy się ze sobą źle, zwlaszcza gdy nie mamy na to wpływu. Jeśli chodzi o pracę psychologiczną w tym wypadku myślę, że jest sens jak najbardziej- zwlaszcza w obszarze akceptacji oraz wsparcia w aktualnej sytuacji. Może to być zmiana podejścia lub postrzegania własnego ciała lub akcpetacji sytuacji, w ktorej jesteś i odciażenia myśli z nią związanych. 
Pamiętaj też, że fizyczność Cie nie określa całkowicie, jest jakąś częścią składową Twojego życia ❤️
Trzymam kciuki za Twoją sytuacje i życzę dużo miłości do siebie! 
Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry.

Tak, praca psychologiczna może pomóc, nawet jeśli Pani ocena wyglądu jest zgodna z rzeczywistością. Celem nie musi być przekonanie siebie, że lubi Pani swój biust. Można pracować nad tym, aby ta cecha nie wpływała tak silnie na samoocenę, codzienne funkcjonowanie i poczucie komfortu we własnym ciele. 

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 


Adam Laskowski

Adam Laskowski

Dzień dobry,

W takiej sytuacji warto rozgraniczyć dwie kwestie, rzeczywiste dolegliwości zdrowotne związane z dużym rozmiarem piersi oraz dyskomfort psychologiczny związany z wyglądem i obrazem własnego ciała.

Duży rozmiar piersi może powodować lub nasilać m.in. przewlekłe bóle kręgosłupa, karku i ramion, dolegliwości związane z przeciążeniem postawy, odparzenia i nawracające stany zapalne skóry pod piersiami, wrzynanie się ramiączek w barki, ograniczenie aktywności fizycznej czy trudności w wykonywaniu niektórych codziennych czynności.

Jeżeli to właśnie tego rodzaju dolegliwości są dla Pani największym problemem, oczywiście możemy pracować nad sposobami radzenia sobie z nimi oraz nad związanym z nimi obciążeniem psychicznym. Warto jednak pamiętać, że w przypadku problemu wynikającego przede wszystkim z fizycznego obciążenia piersi sama praca psychologiczna może nie usunąć jego podstawowej przyczyny. W takiej sytuacji warto również skonsultować się z lekarzem. W przypadku występowania odpowiednich wskazań medycznych zmniejszenie piersi może być wykonane w ramach NFZ, przy czym kwalifikacja do zabiegu zależy od oceny lekarza i udokumentowanych dolegliwości.

Jeżeli natomiast nie występują istotne problemy zdrowotne, a głównym źródłem cierpienia jest niezadowolenie z wyglądu piersi, poczucie dyskomfortu związane z własnym ciałem czy trudności z akceptacją swojego wyglądu, jak najbardziej można zająć się tym obszarem podczas pracy psychologicznej. Można wtedy pracować nad obrazem własnego ciała, zmniejszeniem dyskomfortu oraz budowaniem większej akceptacji siebie.

Mam nadzieję, że trochę rozjaśnia to możliwe kierunki działania.

Pozdrawiam

Adam Laskowski 


 

Małgorzata Pedo-Śmiałkowska

Małgorzata Pedo-Śmiałkowska

Dzień dobry,

odpowiadając wprost - praca z psychologiem może mieć sens, bo zdecydowanie można nie lubić konkretnej cechy swojego wyglądu i jednocześnie nauczyć się żyć z nią w sposób, który powoduje mniej napięcia czy wstydu. Czyli: celem pracy nie musi być to, żeby Pani przestała chcieć zmienić swoje ciało, ale raczej zmniejszenie kosztu psychicznego sytuacji, której obecnie nie można zmienić.

I jakby się tak głębiej zastanowić to częsty temat w pracy psychologa: jak żyć dobrze, czy jak ułożyć swoje uwarunkowania życiowe mimo ograniczeń i okoliczności, na które nie mamy pełnego wpływu.
Pozdrawiam serdecznie

Małgorzata Pedo-Śmiałkowska
 

Konstancja Gromala-Wielek

Konstancja Gromala-Wielek

Tak, praca psychologiczna może pomóc, ale nie musi polegać na przekonywaniu Cię, że „duży biust jest piękny”. Celem może być zmniejszenie cierpienia, poczucia utknięcia i wpływu tej cechy na codzienne funkcjonowanie, przy jednoczesnym uznaniu, że możesz po prostu nie chcieć jej mieć.

Można pracować nad tym, co jest pod Twoją kontrolą: relacją z własnym ciałem, poczuciem sprawczości, reakcjami na spojrzenia innych, ubieraniem się w sposób dający Ci komfort oraz znalezieniem sposobów funkcjonowania do czasu ewentualnej operacji.

Marta Górecka

Marta Górecka

Dzień dobry, jeżeli czuje Pani, że potrzebuje Pani wsparcia, rozmowy to warto skorzystać z pomocy psychologa. Może warto się przyjrzeć Pani samoocenie - jak postrzega Pani siebie, Pani kompetencje i zasoby? Czasem dzieje się tak, że jak się wzmocni poczucie własnej wartości to kompleksy przestają być kompleksami i odchodzą w niepamięć. Tego Pani życzę. Pozdrawiam, Marta Górecka

Jagoda Jek

Jagoda Jek

Dzień dobry. Tak, praca psychologiczna może pomóc, ale niekoniecznie w tym sensie, że ma Pani polubić swój biust. Nie każdą cechę wyglądu trzeba akceptować czy uważać za atrakcyjną. Można natomiast pracować nad tym, żeby niezadowolenie z tej części ciała nie zajmowało tak dużo miejsca w Pani życiu i nie wpływało na poczucie własnej wartości. Jednocześnie, jeśli rzeczywiście chciałaby Pani zmniejszyć piersi, nie musi Pani przekonywać siebie, że tego nie potrzebuje. Można potraktować operację jako rozwiązanie, do którego chce Pani kiedyś dążyć, a do tego czasu pracować nad komfortem funkcjonowania ze swoim ciałem. Warto też zadbać o dobrze dobraną bieliznę i ubrania, w których czuje się Pani swobodniej. Celem terapii nie musi być „pokochanie biustu”, tylko znalezienie sposobu, żeby obecna sytuacja była dla Pani mniej obciążająca.

~ Jagoda Jek, psycholożka

Zobacz podobne

Nieetyczny psychiatra, bez wiedzy. Negował moje doświadczenia i trudności.
Witam. Po pierwszej wizycie u psychiatry czuję, że większość moich problemów była umniejszana lub negowana. Dla anonimowości powiedzmy, że mam "około" 27 lat i z powodu problemów psychicznych i innych zdrowotnych wyłączyłam się z tzw. normalnego życia 10 lat temu i od tego czasu nic się nie zmieniło i nie mam żadnej siły i perspektyw od siebie by się zmieniło. Mówiłam o trwających ciągle szkolnych lękach, przez które źle się czuję i nie mam wykrztałcenia (choć się bardzo dobrze uczyłam, ale zakończyłam edukację), braku przyjaciół/unikania znajomości od czasów szkoły, czucia się dalej jak dziecko i życia na koszt rodziny, posiadaniu za czasów dziecka niepełnej rodziny z różnymi kłopotami u bliskich krewnych, moich problemach zdrowotnych (z którymi chodzę do innego lekarza prywatnie ze wględu na brak ubezpieczenia i terminy). Oczywiście psychiatra pytał o różne rzeczy rodzinne i zdrowotne, ale wiele odpowiedzi potem było typu: ze znajomymi to wszystko zależy ode mnie, albo wiele osób jest z takich rodzin i potem żyją, negował też niektóre z problemów zdrowotych wpływających na moje ciało, bo skoro chodzę z tym już gdzieś to "musi być pod kontrolą" (chociaż tamten drugi lekarz wie, że mam przez to problemy z ciałem i duży wstyd i nie wszystkie są pod kontrolą leków, które biorę ze wględu na naturę problemu). Ogółem na wszystko podsumował, że potrzebuję zdecydowanie terapii, bo z takiego życia ciężko mi będzie wyjść i trzeba byłoby całe życie przestawić (co jest prawdą) i dał też leki antydepresyjne/przeciwlękowe na dzień i noc. Reszta rzeczy takie jak potrzeba zdrowego odżywiania czy sport była poruszana i o tych rzeczach wiem, bo mówiłam, że staram się robić na ile mogę (lubię sport, nie palę, nie piję), choć mimo tego nawroty zaburzeń odżywiania z brakiem apetytu co jakiś czas powracają. Czułam się dwuznacznie. Wiem, że wiele rzeczy musiałabym zrobić, ale jest tego tak dużo, że wiele lat temu zaprzestałam, bo już od szkolnych lat nie dawałam sobie rady z natłokiem stresu, ludźmi i problemami zdrowotnymi, które się zaczęły w wieku nastoletnim i trwają nadal, nie dawałam rady przystosować się do tego typowego życia i nie chcę tak żyć.
Dlaczego terapia wewnętrznej dziewczynki budzi we mnie smutek i kryzys emocjonalny?
Od kilku tygodni pracuję na terapii nad wewnętrzną dziewczynką...Tak jak wczoraj wróciłam z terapii i czułam ulgę i satysfakcję...Tak później było mi smutno i kilka łez mi poleciało... A dzisiaj rano obudziłam się z koszmarnym poczuciem...Tak jakbym miała kryzys...kaca... Dlaczego to tak boli...pali serce...
Agresja nauczycieli w latach 90. - jak wyjaśnić przemoc w szkołach?

Chodziłam do szkoły w latach 90. Pamiętam tylko, że nauczycielki zadzierały nosy i popisywały się jedna przed drugą (jak np. krzyczą na dzieci). Do tego było szarpanie, ośmieszanie, a nawet bicie... Tak było wszedzie - w mniejszym lub większym natężeniu. Jak wytłumaczyć tamta agresje ze strony nauczycieli, czy pielęgniarek? Ludzie byli głupsi, czy masowo chorzy psychicznie? Nie potrafię wyjaśnić sobie tego, bo ja jestem ddd i nigdy nie przejawiałam przemocy. Nikt z mojej klasy nie wyrósł na patola, chociaż każdy był prany. Rozumiem efekt tłumu i poczucie "władzy", ale to prymitywne, bo Ci ludzie byli nikim i przecież mało co osiągnęli... Pamiętam, jak najulubieńsza nauczycielka przywiązywała sznurkami uczniów do krzeseł albo śmiała się, jak ktoś się zesikał. Przecież to powinno być karalne!! 

Jakiś czas temu spotkałam jedna z tych bab i powiedziałam, czy jej nie wstyd, no i wiązankę jej puściłam. Była zdziwiona i wyparła się, zaczęła z agresją wyjeżdżać, że kłamie. Absurd

Superwizja u lekarza psychiatry podczas specjalizacji
Czy lekarz w trakcie specjalizacji z psychiatrii musi się superwizować?
Zdecydowałam się poszukać pomocy też w taki sposób, ponieważ od kilku miesięcy zmagam się z pewnymi problemami.
Zdecydowałam się poszukać pomocy też w taki sposób, ponieważ od kilku miesięcy zmagam się z pewnymi problemami. W grudniu mój chłopak zwierzył mi się ze swoich problemów, które zrozumiałam i zaoferowałam wsparcie, które docenił i dostrzegał. Dotychczas nie zmagałam się z żadnymi osobistymi problemami, więc owszem, martwiłam się, ale była to jedyna rzecz, która mogłaby mnie jakkolwiek zmartwić. Niestety następny miesiąc postawił przede mną problemy związane ze mną samą. Zaczęłam mieć problemy z koncentracją, mocno zaniedbałam studia, moją zmianę zauważyli również niektórzy wykładowcy. Okres sesji był dla mnie wtedy jeszcze trudniejszy, straciłam kontrolę nad stresem, całkowicie mnie pochłonął. Potrzebowałam dużo czasu, by odreagować i odpocząć. Gdy zaczęłam tracić kontrolę i uzmysłowiłam sobie, że to nie jest chwilowy ”dołek”, powiedziałam szczerze, że jak on w grudniu mi powiedział o swoim problemie, u mnie było wszystko ok, ale teraz tak niestety nie jest i przez jakiś czas mogę nie czuć się na siłach, by okazać wystarczające wsparcie, jakiego mógłby potrzebować. Postanowiliśmy sobie, żeby ten nowy rok był taki, żeby skupić się bardziej na sobie i swoich problemach, że może to nam pomoże, gdy przez jakiś czas postawimy na taki pewien przejaw egoizmu i zbierzemy się na to, by samodzielnie sprostać swoim problemom, a jeśli będzie ciężko, pojawi się potrzeba udać się do specjalisty, to wtedy na przykład pójdziemy razem, gdy w pojedynkę będzie to dla nas zbyt trudne. By jakoś wzajemnie się motywować w chwilach słabości. Pod koniec lutego zerwał ze mną chłopak. Wszystko w pokojowych relacjach, w świadomości obustronnej, że nadal jesteśmy dla siebie ważni, ale nie potrafimy sobie pomóc, gdy u nas obojga pojawiły się problemy. Nie wykluczamy powrotu do siebie, ale też wiemy, że nie możemy żyć kierując się tym najbardziej optymistycznym scenariuszem, gdyż czas też pokaże, czy faktycznie do tego dojdzie. Było to [rozstanie] w trakcie przeprowadzki do nowego mieszkania. Ze względu na okoliczności i to, że nie miałabym jak dojeżdżać do pracy i na studia, gdybym zdecydowała się wrócić do miejsca, gdzie wcześniej mieszkałam, mieszkamy nadal razem, trzymając się oczywiście zasady, jaką postanowiliśmy sobie wcześniej. Zerwanie miało na celu pozbieranie swojego życia, zebrania się w sobie, by rozwiązać problemy i poczuć się tak jak dawniej. Pomimo upływu czasu, są sytuacje, gdzie wszystko jest w porządku. Zaczęłam dostrzegać, że nadal myśli czasami w perspektywie „my”. Ponieważ zbliżają się małymi krokami komunie w naszych rodzinach i początkowo mieliśmy wybierać się na nie razem, jednak po tym, co się między nami zdarzyło, raczej mało prawdopodobne, że chęci wspólnego uczestnictwa uległyby zmianie. Tymczasem temat tychże komunii wyszedł od niego i chciał pójść także na komunię mojego brata oraz kuzyna. Myślał nawet specjalnie o wolnym w swojej pracy pod tym względem. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że na uroczystość komunijną w jego rodzinie wybieramy się razem. Ta kolejna rzecz dała mi do myślenia, ponieważ nie naciskałam (to też była jedna z kwestii, co do której nadal miałam w głowie znaki zapytania, nie narzucałam się, wolałam też usłyszeć, jak on się z tym czuje), spodziewałam się raczej chłodnych stosunków i stwierdzenia, że ponieważ jest między nami tak, jak jest, to takie uroczystości rodzinne spędzimy osobno. A tu tak jednak nie jest. Są momenty, kiedy nadal pojawiam się w jego planach, ale są też momenty, kiedy myślimy o sobie solo i przypominamy sobie, że nie jesteśmy razem, jednak to ma miejsce tylko wtedy, kiedy pojawiają się gorsze dni, coś nas złości i jesteśmy w gorszym nastroju. Wtedy pojawiają się poważniejsze momenty, ale po nich jesteśmy w stanie wyklarować atmosferę i z lepszym nastrojem zakończyć dzień. Czuję się zagubiona. Wierzę w moc czasu, że gdy minie to pewne rzeczy się rozwiążą, nasuną się nowe wnioski. O mojej sytuacji wiedzą dwie osoby – przyjaciółka i mama. Kiedy im o tym mówiłam, odpowiedziały mi, że według nich to tak naprawdę jakbyśmy chcieli być nadal razem, bo gdyby nie, nie byłoby mowy o tak pokojowym rozstaniu. Że nasze postępowanie podyktowane jest też takim rozważnym i analitycznym podejściem do sytuacji w obliczu naszych osobistych problemów, które próbujemy zażegnać i z tym działamy, każdy w swoim tempie. Owszem, to nie są specjaliści, ale gdy mówią to osoby, które mnie dobrze znają, które miały różne, a niekiedy podobne sytuacje w związku, to na tyle, ile mogły, to były w stanie się o tym wypowiedzieć bez oceny, bez prawienia kazań. I to wszystko daje mi nadzieję, że finałem niekoniecznie będzie tragedia, tylko że może faktycznie powrót do siebie będzie pewnego rodzaju finałem procesu leczenia duszy po wszystkich trudnościach, jakie zdołały ją podniszczyć. Poszukuję też porady w tej sytuacji także u specjalisty. Próbuję i tutaj. Co robić? Czy jest coś, co mogłoby i mnie i jemu pomóc? Chciałabym zachować spokój ducha w tej ważnej dla mnie sprawie. Chciałabym też móc skupić się na studiach (w tym roku obrona) i mieć nad tym jakąś kontrolę, nie utracić jej znowu. Mogę dodać, że miałam też takie przeczucia, że ten miesiąc będzie taki bardziej „mój”, że znajdę siłę, by skupić się na swoim zdrowiu, zmienić lekarza co chciałam zrobić już dawno, lecz nie potrafiłam i tym podobne. I faktycznie jak przez te kilka miesięcy się męczyłam, tak pod koniec lutego zrobiłam plan i pomimo tego, co się podziało, już udało mi się go w znacznej części zrealizować. Zaczęłam wstawać bez „chwiania się”. Czuję większy spokój i kontrolę, ale wiem, że to nie wszystko. Dlatego będę wdzięczna za każdą wyrozumiałą, nieoceniającą radę, z pomocą której mogłabym pokierować sobą na przyszłość. Dziękuję.
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.