
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, zaburzenia lękowe, związki i relacje
- Obawy dotyczące...
Obawy dotyczące decyzji chłopaka o posiadaniu dzieci - jak sobie z nimi radzić?
Jagoda Jek
To, co opisujesz, bardzo często pojawia się w relacjach, kiedy decyzja o dziecku nie była „od początku wspólna w tym samym tempie”. Widać tu dużo Twojej odpowiedzialności i wrażliwości na to, żeby partner nie czuł się do niczego zmuszony.
Jednocześnie warto zauważyć jedną ważną rzecz: on nie tylko „zgodził się dla Ciebie”, ale według tego, co piszesz - kilkukrotnie wracał do tej decyzji i ją potwierdzał. To oznacza, że jest w tym jakiś jego realny wybór, nawet jeśli nie był to jego pierwotny plan na życie. W relacjach bardzo często decyzje o dzieciach nie są identycznie „marzone” przez obie strony, tylko są efektem wspólnego ustalania tego, co dla związku jest ważne.
Twoje wyrzuty sumienia wydają się bardziej związane z lękiem przed przyszłą odpowiedzialnością i obawą „czy nie skrzywdzę drugiej osoby”, niż z realnym sygnałem, że ktoś jest zmuszany. Na podstawie wpisu nie da się oczywiście ocenić całej dynamiki Waszej relacji, ale ważne jest to, co mówi Twój partner tu i teraz, że podejmuje tę decyzję świadomie i pozostaje przy niej.
Czasem w takich sytuacjach pomaga nie tyle dalsze „sprawdzanie”, czy on na pewno chce, tylko rozmowa o tym, jak będziecie się wspierać jako para, jeśli pojawią się trudniejsze momenty: zmęczenie, różnice w podejściu do rodzicielstwa, zmiana ról.
Jeśli jednak te obawy w Tobie wracają i trudno Ci je uspokoić, warto rozważyć rozmowę z psychologiem. Nie po to, żeby podważać Twoją relację, ale żeby przyjrzeć się temu, skąd bierze się tak silna odpowiedzialność i lęk przed „skrzywdzeniem” drugiej osoby, bo to często mówi więcej o wewnętrznym napięciu niż o samej decyzji.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Dominika Tarnacka
cześć, Zofio
słyszę Twoje obawy. Rozumiem. Racjonale wytłumaczenie jest takie: Twój partner jest dorosły i sam odpowiada za swoje decyzje i ich konsekwencje. I tu się kończy racjonalne uzasadnienie. To do czego Cię zapraszam, to odpowiedź na pytanie: czy Ty czujesz się bezpieczne z odpowiedzią Twojego partnera - z różnicami w podejściu do rodzicielstwa? Pytanie nr dwa: czy w historii swojego życia zdarzało Ci się brać odpowiedzialność za czyjeś decyzje/szczęście? Czy rozpoznajesz jakiś stały wzorzec bycia w relacji, w których chcesz brać na siebie większą odpowiedzialność? W Twoich odpowiedziach może być klucz do rozwiązania Twojego dylematu.
Pozdrawiam Cię serdecznie,
Dominika Tarnacka
psychoterapia Gestalt
Piotr Ziomber
Dzień dobry Pani Zofio
Dziękuje, że dzieli się Pani z nami swoimi przemyśleniami w tej kwestii. Posiadanie potomstwa to decyzja która zaważy na Waszym związku, ale też z pewnością zmieni Wasze podejście do Was wzajemnie. Dziecko przewartościuje relacje, ale także zbliży Was do siebie. Jestem w stanie zrozumieć Pani rozterki po zmianie decyzji partnera, jednakże warto mieć na uwadze że mogą składać się na to różne przyczyny, a pani zna go najlepiej po tylu latach bycia razem. Skoro deklaruje że je wychowa itd. to proszę się nie obawiać. I często jest tak, że mężczyzna obawia się tego stanu rzeczy, ale kiedy pojawia się nowa istota, to staje się ona oczkiem w głowie. Deklaruje, że czuje się dobrze ze swoja decyzją, więc jakich dowodów jeszcze Pani potrzebuje?
Katarzyna Rembecka (Roguska)
Dzień dobry,
to trudne, gdy w dobrym, satysfakcjonującym związku pojawia się różnica w takich fundamentalnych kwestiach jak plany rodzicielskie. Ale z drugiej strony to bardzo ważne, że rozmawiacie o tym. Pani obawy są zrozumiałe - nie wiadomo, jak odnajdziecie się w roli rodziców w praktyce. Z drugiej strony życie czasem bywa zaskakujące też pozytywnie - może się więc okazać, że (mimo początkowej niechęci) partner świetnie odnajdzie się w roli ojca.
Proszę mieć na uwadze, że oboje jesteście dorosłymi osobami, a Pani partner bierze odpowiedzialność za swoją decyzję, niezależnie od tego czy ostatecznie będzie z niej w pełni zadowolony.
Wszystkiego dobrego!
Katarzyna Rembecka
Oliwia Grzemba
Witam. To bardzo dobrze, że postanowiliście podejść do sprawy odpowiedzialnie i porozmawiać ze sobą na ten temat. Warto zwrócić uwagę, iż chłopak wielokrotnie potwierdzał swoją gotowość do roli ojca, a także pamiętać, że można po drodze porozmawiać z osobami, które już rodzicami są; poczytać różne książki; zgłębić temat różnych potencjalnych trudności na poszczególnych etapach rozwojowych dziecka. Nie musicie od razu się spieszyć - posłuchajcie rozmów z różnymi psychologami dziecięcymi, szczególnie na temat, co odpowiadać w przypadku, kiedy np. dziecko zada jakieś trudniejsze pytanie czy ma problem z nazwaniem swoich emocji.
Joanna Michałek
Dzień dobry Zofio,
nie wiemy co będzie jutro a co dopiero za rok. Złudnie myślimy, że jak wszystko kontrolujemy to jesteśmy bezpieczni. Dążymy do bezpieczeństwa, powtarzalności a tymczasem każda sekunda naszego życia jest inna! Wydaje się nam, że mam wszystko pod kontrolą i dzieje się tak jak zaplanowałam. A ja mówię, że dzieje się tak jak się dzieje;) Uczę się przyjmować wszystko co przychodzi do mnie z akceptacją, być na TAK. Wyciągać wnioski z doświadczeń, ale też uświadamiać sobie co mi dało w sytuacji X, że nie dostałam tego co chciałam, zaplanowałam. Najlepiej ćwiczyć na prostych zdarzeniach, np. ostatnio nie zdążyłam kupić detergentów w promocji, zgapiłam się z terminem promocji i byłam zła, że nie kupiłam od razu. Zaczęłam szukać po kilku dniach, bo się już skończyły i wpadłam na zupełnie innego dostawcę i kupiłam 50% taniej niż u tego poprzedniego gdzie była promocja. Takie drobne uświadomienia prowadzą mnie do lekkości i akceptacji na to co się wydarza w moim życiu. Dzięki tym doświadczeniom i uświadomieniom spuszczam balonik oczekiwań. To oczywiście nie przeczy robieniu sobie planów, celów! Jest u mnie mniej spięcia, więcej lekkości a przede wszystkim ufność, że wszystko wydarza się dla mojego najwyższego dobra. Obawy jakby się rozpływały, nie myślę co będzie jutro, nie zamartwiam się. Staram się wskakiwać w zaufanie.
Wszystkiego dobrego i powodzenia!
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry Pani Zofio,
Dziękujemy za kontakt z nami. Czytając Pani wiadomość, widzę dużo troski, odpowiedzialności i lęku przed tym, że ktoś, kogo Pani kocha, mógłby kiedyś cierpieć z powodu podjętej decyzji.Zatrzymałam się jednak przy tym, że partner wielokrotnie wracał do tego tematu i za każdym razem mówił to samo. Mam wrażenie, że dziś bardziej ufa Pani swoim obawom niż jego słowom a to może być bardzo obciążające dla Was obojga.
W związku nie chodzi o to, by mieć identyczne marzenia, ale by wspólnie wybierać drogę, którą chce się iść. Wygląda na to, że partner właśnie taki wybór podjął.Proszę zadać sobie dwa pytania: czy pozwala Pani partnerowi być odpowiedzialnym za własne decyzje? I co musiałoby się wydarzyć, żeby uwierzyła Pani, że naprawdę wybrał tę przyszłość również dla siebie a nie tylko dla Pani?
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Sylwia Skibińska
Dzień dobry Pani Zosiu,
Z Pani opisu wynika, że wielokrotnie rozmawiali Państwo o tej kwestii, a partner miał przestrzeń, by podjąć własną, świadomą decyzję. To, że nadal odczuwa Pani niepokój jest zrozumiałe, ale nie oznacza, że bierze Pani odpowiedzialność za jego wybory. Warto zaufać temu, co partner komunikuje, zamiast zakładać, że w przyszłości będzie żałował swojej decyzji. Jeśli jednak te obawy nie ustępują, warto przyjrzeć się im bliżej podczas konsultacji z psychologiem, często wynikają one z lęku przed poczuciem winy, a nie z rzeczywistej sytuacji.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Z perspektywy psychologicznej Pani obawy są w pełni zrozumiałe, ponieważ wynikają z dojrzałej troski o partnera i lęku przed przyszłym żalem czy nieszczęściem w relacji. Warto jednak zauważyć, że partner wielokrotnie i świadomie potwierdził swoją decyzję, co oznacza, że dokonał dorosłego wyboru opierającego się na hierarchii wartości – relacja z Panią i wspólne życie są dla niego ważniejsze niż pierwotna niechęć do posiadania potomstwa. Plany i poglądy na przestrzeni 7 lat związku mają prawo ewoluować. Stałe branie na siebie odpowiedzialności za jego samopoczucie i unieważnianie jego deklaracji rodzi w Pani niepotrzebne wyrzuty sumienia, które mogą stać się barierą w Waszym związku. Jeśli partner otwarcie zapewnia o swojej gotowości, kluczem do poradzenia sobie z tym lękiem jest zaufanie jego słowom i autonomii – pozwoli to Pani uwolnić się od poczucia, że zmusza go Pani do czegoś wbrew jego woli.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Edyta Kotula
To o czym mówisz, pokazuje przede wszystkim, jak bardzo zależy Ci na dobru partnera. Nie chcesz, żeby poświęcił swoje szczęście dla Ciebie, dlatego tak trudno Ci zaufać jego słowom.
Z psychologicznego punktu widzenia warto jednak pamiętać, że podjęcie kompromisu nie oznacza przymusu. Twój partner jest dorosłym człowiekiem, który zna swoje wartości, miał czas na zastanowienie i wielokrotnie potwierdził, że jest to jego świadoma decyzja. To, że dziecko nie było jego pierwszym marzeniem, nie oznacza, że nie może chcieć takiego życia właśnie dlatego, że chce budować je z Tobą.
Mam też wrażenie, że próbujesz wziąć odpowiedzialność za jego przyszłe emocje. Tymczasem odpowiedzialność za tę decyzję należy również do niego. Zaufanie w związku polega między innymi na przyjęciu, że druga osoba mówi to, co naprawdę myśli, chyba że pojawiają się wyraźne sygnały świadczące o czymś innym. Z tego, co opisujesz, takich sygnałów nie ma a są natomiast jego konsekwentne zapewnienia.
Daje nadzieję to, że rozmawiacie o trudnych tematach otwarcie i wracacie do nich bez unikania. To bardzo dobry prognostyk dla związku. Życiowe decyzje rzadko są w 100% zgodne z pierwotnymi wyobrażeniami obojga partnerów. Często wybieramy nie tylko konkretną drogę, ale też osobę, z którą chcemy nią iść. To nie jest przegrana, lecz świadomy wybór.
Spróbuj zaufać, że Twój partner ma prawo decydować o swoim życiu tak samo, jak Ty o swoim. Jeśli kiedyś pojawią się w nim wątpliwości, będzie za nie odpowiedzialny tak samo jak za dzisiejszą decyzję. A dziś wszystko wskazuje na to, że wybrał Ciebie i wspólną przyszłość w sposób przemyślany. To daje realne podstawy do nadziei, zamiast do życia w ciągłym lęku o coś, co być może nigdy się nie wydarzy.

Zobacz podobne
Byłam z partnerem parę miesięcy, ale po czasie odechciało mi się z nim robić cokolwiek. Jedyne co, to rozmawianie z nim o niczym i robienie czegokolwiek wspólnie. To sprawiało mi radość. Czułam jednak, że nie mogę z nim być przez między innymi wiek i jego życie pozbawione osiągnięć. W końcu okazało się, że mnie okłamywał i pali nadal papierosy. Więc z nim zerwałam, a mieliśmy już wynajęte mieszkanie (jeszcze się nie wprowadziłam). Teraz nie wiem, co mam robić, bo do tej pory wydawało mi się, że go nie kocham, a nadal mi na nim zależy i do niego wydzwaniam, żeby upewnić się, że żyje. Chyba nie powinnam do niego wracać, to nie jest dobry pomysł, ale z drugiej strony nie wiem teraz co mam robić, bo chciałam tam mieszkać
Nie wiem, jak się odnaleźć w obecnej sytuacji, kompletnie nie rozumiem, dlaczego spotykają mnie takie sytuacje. Pół roku temu zaczął podobać mi się mój sąsiad, którego rzadko widywałam od ostatnich paru lat, ewidentnie w tym mieszkaniu nie mieszkał, tylko wpadał niezapowiedzianie. Wiem to, bo mieszka tuż obok mnie, za ścianą. Jak to wytłumaczyć, że akurat, jak zaczęłam o nim myśleć, on po miesiącu zaczął się regularnie pojawiać? Jakbym go zmanifestowała. Zaczął bywać tam kilka razy w tygodniu, czasami raz na tydzień, jednak nigdy nie zostawał na noc sam, tylko kilka razy w miesiącu ze swoimi córkami. Od razu domyśliłam się, że mieszka u kogoś, bo wpadał do tego mieszkania czasami dzień po dniu i tylko coś zabierał, albo pracował z tego mieszkania i po południu jechał gdzieś i nie wracał na noc, a następnego dnia znowu się pojawiał. To mówi samo za siebie. Widziałam, że bardzo mu się spodobałam, bo pokazywał to mową ciała, sam z siebie przedstawił się i proponował podwózkę. Jednak nie wyszło nic więcej z tej znajomości i te rozmowy były tylko sporadyczne, choć nieraz dawał silne oznaki, że mu się podobam - na przykład na mój widok zatrzymał się, rozdziawił buzię i nie poszedł od razu w swoją stronę, tylko się zatrzymał, nie chciał iść dalej, i zawstydzonym tonem przywitał się. Innym razem gdy dosiadłam się do nich do windy, zapomniał wysiąść z windy, jego córka przypomniała mu "ale przecież już wychodzimy" i po chwili powiedział, a no tak, i powoli wyszedł, potem posłał mi zawstydzony uśmiech. Albo patrzył na mnie maślanymi oczami, nie mógł ode mnie wzroku oderwać, nawet nie mrugał, gdy szłam w jego stronę. Były też dziwne zachowania - gdy miałam sukienkę i obcasy, na mój widok przeszedł na drugą stronę, nie patrzył na mnie, widać było, że się powstrzymuje. W ostatnim momencie zdecydował się powiedzieć mi cześć. Gdy mieliśmy okazję porozmawiać w windzie, to zapytałam go, gdzie mieszka i że wiem, że nie tutaj, a on się wykręcał - mówił, że podróżuje i widać było, że się spiął. Kilka dni później zobaczyłam go z walizką i w eleganckim stroju, gdy mnie zobaczył to bardzo pożądliwie patrzył na moje nogi, wyglądał na bardzo podnieconego moim wyglądem. Zapytałam go, czy znowu wyjeżdza, a on - powiedzmy... Zapytałam, co to za tajemnica. On odparł zdenerwowany, że to nie tajemnica, tylko że się przemieszcza zawodowo. Jakiś czas temu słyszałam, jak szedł po schodach i rozmawiał, słyszałam też głos kobiecy, a to byla już 23 i ja zasypiałam w swoim łóżku. Weszli do mieszkania i rano widziałam, jak jego samochód odjeżdżał. Byłam roztrzęsiona, bo domyślałam się, że to jakaś kobieta, a nie jego córka. Tego samego dnia gdy on mnie zobaczył po południu, miał przerażony wzrok, nie przywitał sie, tylko czekał na moją reakcję. Gdy ja powiedziałam hej, to on spuscil wzrok, widać było poczucie winy i ogromne spięcie. 2 tygodnie temu ten sąsiad zapalił zioło w swoim mieszkaniu i wiem na 100% że to on, bo bylo czuć z jego tylko mieszkania, kiedyś też to zrobił. Zadzwoniłam do jego drzwi, nie odbierał. Kręciło mi się w głowie od tego paskudztwa, nie dało się oddychać na korytarzu. Następnego dnia spotkalismy się przypadkiem pod blokiem i kazałam mu podejść, powiedziałam, że ma tutaj nie palić. On wykręcał się, mówił, że to insynuacja, że to nie on. Potem chciał się jakby przyznać, zapytał 'a skąd wiesz że to ja'. Od tamtej pory nie widziałam go bezpośrednio, ale po tej konfrontacji robiło mi się niedobrze, gdy słyszałam, ze on wchodzi do mieszkania, bo ja wszystko słyszę, mieszkając tak blisko. Wręcz miałam mdlące uczucie w gardle. Nie mogłam znieść tej całej sytuacji, czułam się zniesmaczona, że trwa to już pół roku, że złośliwie trafił mi się intruz, że zasługuję na kogos lepszego. Jednak w moim życiu miałam bardzo trudny moment i nagle pojawił się on. Dowiedziałam się ostatnio, że dostałam się na studia za granicę. Czeka mnie więc wyprowadzka za parę miesięcy. Nie wiem, jak żyć do tego czasu, jak sobie wytłumaczyć to wszystko? Tyle spraw mi się nie układało tu, gdzie mieszkam, teraz w końcu mam szansę uciec.

