
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, uzależnienia, związki i relacje
- Uzależnienie męża...
Uzależnienie męża od pornografii a wpływ na małżeństwo i samoocenę
Sylwia Skibińska
Dzień dobry Pani Maju. Najbardziej niepokojące jest to, jak ta sytuacja od dłuższego czasu wpływa na Panią podważa Pani zaufanie do własnych ocen, poczucie bezpieczeństwa w relacji i samoocenę.
Nie da się na podstawie opisu rozstrzygnąć czy mąż jest uzależniony ani co dokładnie wydarzyło się w jego terapii. Warto jednak zwrócić uwagę na powtarzający się schemat: Pani mówi, że dane zachowanie Panią rani i przekracza Pani granice, pojawiają się deklaracje zmiany, a następnie problem wraca. Sama obietnica poprawy nie odbudowuje zaufania – potrzebne są konsekwentne działania i gotowość do wzięcia odpowiedzialności za swoje zachowanie.
Nie musi Pani dzisiaj podejmować ostatecznej decyzji o rozwodzie ani o dalszym ratowaniu małżeństwa. Zachęcałabym natomiast do powrotu do własnej terapii, tym razem przede wszystkim po to, aby skupić się na Pani: odbudowaniu poczucia własnej wartości, określeniu swoich granic i zastanowieniu się, czego potrzebuje Pani, aby móc pozostać w tej relacji. Nie ma Pani obowiązku bez końca akceptować zachowań, które Panią ranią tylko dlatego, że mąż tłumaczy je swoim problemem.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Czytając Pani historię, mam wrażenie, że pytanie „czy ratować małżeństwo?” nie jest dziś najważniejszym pytaniem. Najpierw zapytałabym: „ile jeszcze mnie będzie kosztowało pozostawanie w nim w obecnej formie?”
Niezależnie od tego, czy nazwiemy zachowanie męża uzależnieniem, kompulsywnym korzystaniem z pornografii czy po prostu jego wyborem, jego konsekwencje ponosi również Pani. Pisze Pani, że „coraz bardziej gaśnie”, przestała wychodzić z nim z domu, porównuje swoje ciało z innymi kobietami i zaczęła wątpić we własne osądy.
I chyba właśnie to jest dla mnie najbardziej niepokojące. Nie to, co on ogląda, ale to, co ta sytuacja zrobiła z Panią.
Nie sądzę też, żeby kolejne odkrycie w historii przeglądania miało przynieść Pani spokój. Nawet gdyby jutro przestał oglądać porno, zaufanie i poczucie własnej wartości nie wrócą automatycznie. To wymagałoby jego realnej, długotrwałej odpowiedzialności i Pani odbudowywania siebie.Dlatego nie podejmowałabym dziś decyzji „rozwód albo zostaję”. Zadałabym mężowi znacznie prostsze pytanie: „Czy rzeczywiście chcesz coś z tym zrobić, czy chcesz tylko, żebym przestała mieć z tym problem?” Są to dwie zupełnie różne rzeczy. Proszę jeszcze nie podejmować decyzji o sobie na podstawie tego, jakie kobiety ogląda Pani mąż. Jego ekran nie jest lustrem, w którym ma Pani oceniać własną wartość.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Jagoda Jek
Z samego opisu nie da się rozpoznać, co dokładnie dzieje się u męża. Warto też doprecyzować, że samo częste oglądanie pornografii nie jest równoznaczne z diagnozą. W ICD-11 funkcjonuje zaburzenie kompulsywnych zachowań seksualnych (CSBD), które obejmuje utrwalony wzorzec braku kontroli nad powtarzającymi się zachowaniami seksualnymi, ich kontynuowanie mimo negatywnych konsekwencji oraz istotne cierpienie lub pogorszenie funkcjonowania.
To, co opisuje Pani w swoim poście, może być bardzo obciążające niezależnie od tego, czy u męża występuje CSBD. Szczególnie, że sytuacja zaczęła wpływać na Pani poczucie własnej atrakcyjności, powodować porównywanie się z innymi kobietami i sprawiać, że coraz mniej bezpiecznie czuje się Pani w codziennych sytuacjach.
Jednocześnie warto pamiętać, że Pani nie może naprawić tego za męża ani sprawić, żeby podjął leczenie. Jeżeli jego zachowania rzeczywiście są dla niego problemem i chce je zmienić, to on sam musi dostrzec potrzebę pracy nad nimi. Wtedy właściwym krokiem byłaby konsultacja u seksuologa/seksuolożki, podczas której można dopiero ocenić, z czym mamy do czynienia i czy spełnione są kryteria CSBD.
Pani również może skorzystać z konsultacji psychologicznej lub seksuologicznej — ale nie po to, żeby nauczyć się pomagać mężowi. Taka pomoc może być dla Pani przestrzenią do pracy nad własnymi emocjami, poczuciem własnej wartości, porównywaniem się z innymi kobietami oraz konsekwencjami, jakie cała sytuacja wywołuje w Pani życiu.
Nie da się również przez internet odpowiedzieć, czy to małżeństwo należy ratować, czy zakończyć. To decyzja zależna od wielu elementów, których nie sposób ocenić na podstawie jednego opisu. Można natomiast przyjrzeć się temu, czy oboje jesteście gotowi uznać problem, rozmawiać o granicach i podejmować realną pracę nad tym, co dzieje się w związku.
~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka
Wiktoria Woldan
Dzień dobry Pani Maju,
Przede wszystkim chciałabym zwrócić uwagę na to, jak bardzo ta sytuacja wpływa na Pani samopoczucie, poczucie bezpieczeństwa w relacji oraz obraz samej siebie. Z Pani wiadomości wybrzmiewa wiele bólu, rozczarowania i zmęczenia wieloletnim doświadczaniem zachowań, które odbiera Pani jako raniące i naruszające granice.
Na podstawie samego opisu nie można jednoznacznie stwierdzić, czy u męża występuje uzależnienie od pornografii lub zaburzenie kompulsywnych zachowań seksualnych (CSBD). Taką ocenę może przeprowadzić wyłącznie specjalista podczas pogłębionej konsultacji. Niezależnie jednak od diagnozy, ważne jest to, że konsekwencje tych zachowań mają realny wpływ na Pani życie i dobrostan. Zwróciłabym uwagę na powtarzający się schemat, który Pani opisuje: pojawia się rozmowa, deklaracja zmiany, a następnie zachowania wracają. W takiej sytuacji trudno odbudowywać zaufanie wyłącznie na podstawie obietnic. Zaufanie zazwyczaj odbudowuje się poprzez konsekwentne działania podejmowane przez dłuższy czas.Mam również wrażenie, że obecnie warto skupić uwagę nie tylko na zachowaniach męża, ale także na Pani potrzebach. Pisze Pani o porównywaniu się z innymi kobietami, utracie pewności siebie i coraz większym wycofaniu. To sygnały, że ta sytuacja stała się dla Pani bardzo obciążająca emocjonalnie.Nie da się przez internet odpowiedzieć na pytanie, czy warto ratować małżeństwo. Można natomiast zastanowić się, czy widzi Pani po stronie męża gotowość do rzeczywistego wzięcia odpowiedzialności za swoje zachowania oraz czy ta relacja daje przestrzeń do odbudowy zaufania i poczucia bezpieczeństwa.
Być może pomocnym krokiem byłby również powrót do własnej terapii, aby przyjrzeć się swoim granicom, potrzebom oraz temu, czego Pani oczekuje od relacji niezależnie od decyzji, którą ostatecznie podejmie Pani w przyszłości.
Pozdrawiam serdecznie,
Wiktoria W.
Psycholog
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Z opisu wynika, że przeżywa Pani trudną sytuację, w której wielokrotne naruszanie granic, manipulacje oraz ukrywanie faktów doprowadziły do utraty Pani poczucia własnej wartości i spokoju. Niestety, szukanie przez męża kolejnych wymówek i przesuwanie granic wskazuje, że nie wziął on pełnej odpowiedzialności za swoje uzależnienie, a małżeństwa nie da się uratować jednostronnie. Dalsze trwanie w tym układzie bez realnej zmiany z jego strony oznacza dla Pani duży koszt emocjonalny dlatego ważne jest teraz postawienie siebie i swojego zdrowia na pierwszym miejscu. Warto w pierwszej kolejności wrócić na własną terapię, aby odbudować siły, odzyskać zaufanie do własnych osądów i na chłodno podjąć decyzję o przyszłości tej relacji.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Martyna Kaleta
Dzień dobry,
czytając Pani wiadomość, mam poczucie, że tu nie chodzi już tylko o samo oglądanie pornografii, ale o coś znacznie szerszego: o zaufanie, granice, poczucie bezpieczeństwa, manipulowanie Pani odbiorem rzeczywistości i o to, jak ta relacja od lat wpływa na Pani obraz siebie.
Zastanowiłabym się nad kilkoma pytaniami. Czy między Państwem kiedyś było inaczej? Co Was do siebie zbliżyło na początku? Czy był czas, w którym czuła się Pani przez męża widziana, wybrana, ważna, atrakcyjna? Czy to, co Pani opisuje, było obecne od początku związku, czy raczej narastało z czasem? To ważne nie po to, żeby usprawiedliwiać jego zachowanie, ale żeby zobaczyć, czy w tej relacji istnieje jeszcze jakiś żywy fundament, do którego oboje chcielibyście wracać.
Warto też zapytać: czy rozważali Państwo terapię par? Przy czym terapia par miałaby sens tylko wtedy, jeśli mąż realnie uznaje problem, bierze odpowiedzialność za swoje zachowania i jest gotów pracować nie tylko nad „ograniczeniem porno”, ale też nad tym, jak traktuje Panią, jak reaguje na Pani granice i jak odbudowywać zaufanie. Jeśli jedna osoba mówi: „przesadzasz”, „to twój problem”, „wszystko jest okej”, a druga coraz bardziej gaśnie, to trudno mówić o wspólnej pracy.
To, co Pani opisuje, ma konsekwencje. Życie w ciągłym napięciu, porównywaniu się, sprawdzaniu, czy partner znowu patrzy, szuka, kłamie albo przekracza granice, bardzo mocno odbija się na psychice. Może wpływać na poczucie własnej wartości, ciało, seksualność, zaufanie do siebie, relacje społeczne, chęć wychodzenia z domu, poczucie atrakcyjności i bezpieczeństwa. To nie jest „mała rzecz”, jeśli z czasem zaczyna organizować całe Pani życie.
Być może jednym z najważniejszych pytań nie jest teraz tylko: „czy ratować małżeństwo?”, ale też: „ile razy jeszcze mam przesuwać swoje granice, żeby ten związek mógł trwać?”. Bo każde kolejne przesunięcie granicy ma cenę. Czasem tą ceną jest coraz mniejsze poczucie własnej wartości, coraz większy wstyd, coraz większa samotność i coraz mniejszy kontakt ze sobą.
Nie odpowiem za Panią, czy ma Pani odejść. Ale zachęcałabym, żeby potraktowała Pani bardzo poważnie swoje cierpienie. Warto wrócić do własnej terapii, nie dlatego, żeby „naprawić siebie”, ale żeby odzyskać jasność: co jest Pani granicą, czego Pani potrzebuje, na co już nie chce się Pani zgadzać i jakie warunki musiałyby być spełnione, żeby dalsze bycie w tej relacji nie było dla Pani dalszym ranieniem.
Ma Pani prawo do relacji, w której czuje się Pani bezpieczna, szanowana i wybierana. I ma Pani prawo powiedzieć: „to mnie niszczy i nie chcę już tak żyć”.
pozdrawiam,
Martyna Kaleta

Zobacz podobne
Kryzys w związku. Obawiam się zmian nastroju partnera.
Jednego dnia jest wspierający, radosny, gaszący konflikty. Wyręcza mnie w obowiązkach, pomaga w problemach.
Drugiego pojawia się krzyk, rzucanie przedmiotami, obrażanie nawet przy znajomych, mówienie, że jestem np. za wolna, za mało empatyczna, głupia, za wolno myślę. Na moje prośby o większy szacunek odpowiada, że to moja wina.
Reaguje agresją na zachowanie innych ludzi, które mu się nie podoba. Potrafił moim autem uderzyć w inne auto, bo ktoś krzywo jechał, jechać za innym autem bardzo blisko i bardzo szybko, bo ktoś wolno jechał i mówić, że to ja jestem problemem, bo tłumaczę, że się boję, jak tak robi, a on, że go nie wspieram, jak narzeka na innych. Drugim problemem jest codziennie picie alkoholu. Jak sam mówi, pomaga mu to poradzić sobie ze smutnym nastrojem i głównym powodem, dla którego pije, jestem ja, że go nie wspieram, że jestem głupia, że chce uciec od mojego nastroju. Nie ukrywam, że nie zawsze wszystko zrobię, tak jak on tego chce, nie zawsze przewidzę albo zapamiętam, na czym mu konkretnie zależy. Mam obniżony nastrój przez chorobę członka rodziny i konieczność pomocy osobie niepełnosprawnej, ale się staram, na tyle ile mam możliwości. Partner chce, żebym to ja wzięła odpowiedzialność za jego nastrój i jego picie.
A ja nie wiem już co mam robić. Szukam u siebie problemów i wiem, że często mogłabym lepiej coś zrobić, ale nie wiem, czy mój strach przed partnerem jest normalny. Nie wiem, gdzie szukać pomocy.
Cześć, chciałem się podzielić czymś osobistym. Jestem prawie od roku w małżeństwie i od prawie pół roku w mojej głowie pojawia się inna kobieta. Najgorsze jest to że to siostra mojej żony.... Myśli o niej przychodzą jakoś same i kwestia jest tego że jest dla mnie tylko atrakcyjna fizycznie, nie pociąga mnie intelektualnie (nie mamy jakoś dużo kontaktu, nie widujemy się regularnie). Jest atrakcyjną kobietą (czy bardziej atrakcyjna od mojej żony, to bym nie powiedział ale jest to całkiem inny typ). Jak już jakoś sobie to poukładam i wyruguje ją z głowy, to trafi się jakieś spotkanie rodzinne i myśli/nawracają. Dodam że nie mamy problemów w małżeństwie, kochamy się i jesteśmy szczęśliwi. Czy ktoś miał coś podobnego ? Czy jest zasadnym porozmawiać o tym z żoną ?

