Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Zawroty głowy i napięcie w tłumie – jak radzić sobie ze stresem i nerwami?

Witam,od kilku lat zmierzam się z z zawrotami głowy przez stres oraz nerwy,mam napięcie ciała kiedy jestem w dużym tłumie ludzi i nie potrafię sobie z tym poradzić
Aleksandra Wróblewska

Aleksandra Wróblewska

Dzień dobry. 
To, co Pani opisuje, może być źródłem dużego dyskomfortu w codziennym funkcjonowaniu. Długotrwale działający stres i napięcie mogą prowadzić do dużego obciążenia zarówno psychicznego, jak i fizycznego.

W takiej sytuacji ważne może być nie tylko nauczenie się, jak zmniejszać pojawiające się objawy, ale także przyjrzenie się źródłom stresu i temu, co dzieje się w Pani doświadczeniu w takich momentach.

Jeżeli zawroty głowy zostały już sprawdzone od strony medycznej, warto przyjrzeć się temu również psychologicznie. Z takimi trudnościami można pracować w psychoterapii – stopniowo rozpoznając mechanizm napięcia i ucząc się regulacji emocjonalnej.


Pozdrawiam serdecznie,

psycholog, psychoterapeuta 

Aleksandra Wróblewska 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Jędrych

Katarzyna Jędrych

Pani Weroniko,

dziękuję za podzielenie się swoimi spostrzeżeniami i gotowości do szukania wsparcia - to już naprawdę wiele! :) Opisywane przez Panią dolegliwości, zwłaszcza gdy dają o sobie znać i/lub nasilają się w tłumie mogą wymagać wsparcia psychologicznego, aby zobaczyć co się "kryje za tłumem" np. myśli, przekonania, wspomnienia itp., a później popracować nad ich zmianą na bardziej adaptacyjne.

 

Ze względu na to, że opisywane przez Panią objawy trwają już od kilku lat, w pierwszej kolejności, zachęcałabym do umówienia się na konsultację lekarską (np. neurologiczną) i wykonania badań. Terapię warto wprowadzić równolegle, natomiast na początku zaleca się wykluczenie powstawania dolegliwości na tle somatycznym.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Katarzyna Jędrych

Psycholog

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry Pani Weroniko. Silny stres i lęk rzeczywiście mogą powodować objawy fizyczne, takie jak napięcie mięśni, uczucie niestabilności czy zawroty głowy. Nie warto jednak z góry zakładać, że ich przyczyną są wyłącznie nerwy, szczególnie jeśli zawroty głowy utrzymują się od kilku lat. Dobrze byłoby omówić je również z lekarzem i wykluczyć przyczyny somatyczne.

Jeżeli pojawiają się głównie w tłumie lub sytuacjach wywołujących napięcie, warto przyjrzeć się temu także z psychologiem. Można wtedy pracować nad rozpoznawaniem momentu narastania lęku, reakcjami organizmu i stopniowym oswajaniem trudnych sytuacji.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 

Justyna Czerniawska (Karkus)

Justyna Czerniawska (Karkus)

Dzień dobry,

w pierwszej kolejności trzeba wykluczyć wszelkie przyczyny medyczne opisywanych przez Panią trudności - warto w tym celu odwiedzić lekarza (nawet internistę), który zleci wykonanie ewentualnych badań. Jeżeli medycznie będzie wszystko w porządku to z uwagi na utrzymujące się tak długo objawy, bardzo zachęcam do wizyty u psychoterapeuty lub/i lekarza psychiatry. 

 

Pozdrawiam serdeczniem

Justyna Czerniawska (Karkus) - psycholog, psychoterapeuta CBT

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Tutaj potrzebna jest konsultacja u lekarza rodzinnego, który wyeliminuje przyczyny na tle neurologiczne - kardiologicznym,  a następnie rozpoczęcie psychoterapii w nurcie CBT (terapia ekspozycyjna). Stres powoduje napięcie fizyczne, a nawroty mogą doprowadzić do ataków paniki. Jeżeli tym objawom towarzyszą objawy psychosomatyczne to należy dzwonić na pogotowie ratunkowe. 

Maria Kuźnik

Maria Kuźnik

Pani Weroniko, objawy, które Pani podaje często towarzyszą pacjentom doświadczającym chronicznego stresu. Warto pochylić się nad źródłem tego problemu i spróbować znaleźć rozwiązanie oraz ulgę. Niestety ilość informacji, które Pani podała nie są wystarczające, aby móc powiedzieć coś więcej. 

Wiktoria Woldan

Wiktoria Woldan

Witam,

opisane przez Panią objawy mogą być bardzo trudne i wyczerpujące, szczególnie gdy towarzyszą Pani od kilku lat. Warto wiedzieć, że długotrwały stres i napięcie psychiczne często manifestują się nie tylko w sferze emocji, ale również poprzez ciało. Zawroty głowy, napięcie mięśniowe, uczucie dyskomfortu wśród większej liczby osób czy trudność w rozluźnieniu mogą być związane z podwyższonym poziomem lęku i przeciążeniem układu nerwowego. Kiedy organizm przez dłuższy czas pozostaje w stanie czujności, nawet sytuacje, które obiektywnie nie stanowią zagrożenia, mogą wywoływać silne reakcje fizyczne i emocjonalne. Jednocześnie warto pamiętać, że na podstawie krótkiego opisu nie można jednoznacznie określić przyczyny występujących objawów. Jeśli nie konsultowała ich Pani wcześniej z lekarzem, warto również zadbać o wykluczenie ewentualnych przyczyn zdrowotnych. Jeżeli jednak zauważa Pani wyraźny związek między nasileniem objawów a stresem, napięciem lub przebywaniem wśród ludzi, pomocna może okazać się konsultacja psychologiczna. Pozwoli ona lepiej zrozumieć mechanizmy stojące za tymi reakcjami oraz nauczyć się sposobów radzenia sobie z lękiem i napięciem w codziennym życiu. Proszę pamiętać, że takie trudności nie świadczą o słabości. Są sygnałem, że organizm od dłuższego czasu próbuje poradzić sobie z obciążeniem, które być może przekracza jego aktualne zasoby. Wsparcie specjalisty może pomóc odzyskać większe poczucie spokoju, bezpieczeństwa i wpływu na własne samopoczucie.

Pozdrawiam serdecznie,
psycholog Wiktoria 


Martyna Kryślak

Martyna Kryślak

To, co Pani opisuje, może być bardzo obciążające, szczególnie jeśli trwa już od kilku lat. Przewlekły stres i napięcie rzeczywiście mogą powodować lub nasilać objawy takie jak zawroty głowy, napięcie mięśni, przyspieszone bicie serca czy poczucie przeciążenia w sytuacjach, w których jest dużo ludzi.

Jednocześnie, ponieważ zawroty głowy mogą mieć również przyczyny somatyczne, warto upewnić się, że zostały one wcześniej skonsultowane z lekarzem i że wykluczono inne możliwe przyczyny. Dopiero wtedy możemy bezpiecznie przyjąć, że istotną rolę odgrywa stres lub lęk.

Napięcie pojawiające się w tłumie może natomiast wskazywać na silną reakcję lękową. W takiej sytuacji organizm uruchamia reakcję zagrożenia, nawet jeśli obiektywnie nic niebezpiecznego się nie dzieje. Można jednak nauczyć się lepiej rozpoznawać ten mechanizm i stopniowo odzyskiwać poczucie bezpieczeństwa w takich sytuacjach.

Warto byłoby przyjrzeć się temu dokładniej podczas konsultacji psychologicznej – przede wszystkim temu, co dokładnie dzieje się z Panią/Panem w tłumie, jakie myśli pojawiają się wtedy w głowie, czego najbardziej się Pani/Pan obawia i w jaki sposób reaguje ciało. Na tej podstawie można dobrać konkretne sposoby pracy z napięciem i lękiem.

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za kontakt z nami. Zawroty głowy i napięcie mogą rzeczywiście nasilać się pod wpływem stresu i lęku, ale nie zakładałabym od razu, że ich przyczyną jest wyłącznie psychika. Jeśli nie było jeszcze konsultacji lekarskiej, warto najpierw wykluczyć przyczyny somatyczne.Jeśli natomiast badania nie wykazały nic niepokojącego, zwróciłabym uwagę na sam mechanizm: tłum, potem napięcie, następnie obserwowanie ciała, potem zawroty, następnie jeszcze większy lęk i na koniec unikanie tłumu. Wtedy ciało zaczyna być traktowane jak alarm, którego trzeba pilnować.Nie chodzi więc tylko o nauczenie się „nie denerwować”. Warto stopniowo nauczyć układ nerwowy, że można być wśród ludzi i czuć napięcie, a mimo tego nic złego się nie dzieje. Pomocna może być psychoterapia, szczególnie jeśli zaczęła Pani unikać sytuacji, które wcześniej były dla Pani normalne.

Zastanowiłabym się też nad jednym pytaniem: czego najbardziej boi się Pani w momencie, kiedy pojawiają się zawroty wśród ludzi: samego objawu czy tego, co mogłoby się wtedy wydarzyć?

 

Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka

Jagoda Jek

Jagoda Jek

Zawroty głowy i silne napięcie ciała rzeczywiście mogą pojawiać się w związku ze stresem i lękiem. Kiedy organizm jest długo w stanie pobudzenia, może pojawić się napięcie mięśni, przyspieszony oddech, uczucie sztywności czy różnego rodzaju nieprzyjemne objawy fizyczne. Tłum może dodatkowo nasilać takie reakcje, zwłaszcza jeśli jest dla Ciebie sytuacją obciążającą.

Jednocześnie nie zakładałabym od razu, że zawroty głowy są wyłącznie „od nerwów”. Jeśli utrzymują się od kilku lat, warto omówić je z lekarzem i upewnić się, że zostały wykluczone przyczyny somatyczne.

Jeżeli podłoże medyczne zostanie wykluczone, pomocna może być konsultacja psychologiczna. Warto wtedy przyjrzeć się temu, co dokładnie dzieje się w Twoim ciele i myślach przed pojawieniem się objawów, jak reagujesz w tłumie oraz czy z czasem nie zaczęłaś unikać sytuacji, które kojarzą Ci się z zawrotami. Takie mechanizmy można stopniowo lepiej rozumieć i nad nimi pracować.

Nie musisz też czekać, aż objawy całkowicie znikną, żeby zacząć funkcjonować inaczej. Ważne jest przede wszystkim poznanie własnego mechanizmu lęku i sposobu, w jaki Twoje ciało reaguje na przeciążenie.

~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry, 

opisane objawy to somatyczne reakcje organizmu na przewlekły stres i przeciążenie układu nerwowego. W takich momentach ciało błędnie odczytuje przebywanie wśród ludzi jako zagrożenie, co uruchamia automatyczny mechanizm obronny i dolegliwości fizyczne. Najskuteczniejszą drogą do odzyskania komfortu jest podjęcie psychoterapii np. w nurcie poznawczo-behawioralnym połączonej z nauką technik relaksacyjnych, a w pierwszej kolejności warto również skonsultować się z lekarzem, by wykluczyć inne podłoża zdrowotne.

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

Zobacz podobne

Boję się samotności, za mną rozstania i teraz ciężka sytuacja. Bardzo mi ciężko. Jaka psychoterapia będzie dla mnie najlepsza?
Mam 31 lat. W ciągu 5 lat przechodzę 3 rozstanie. Sa to moje pierwsze związki, ponieważ na studiach nie chciałam sie angażować w relacje, miałam dużo znajomych i nie chciałam być ograniczona zakazami/fochami. Wracając do rozstań - rozstania się kończyły zazwyczaj w burzliwy sposób. Z 1 partnerem większa agresja była z jego strony, miał pretensje, że nie okazuje mu wystarczająco dużo miłości, na ostatnim spotkaniu krzyczeliśmy, trzasnął drzwiami i już go nie widziałam - związek trwał rok. Poźniej zaczęłam mój kolejny roczny związek, byłam bardzo zakochana i mówiłam sobie, że to miłość mojego życia. Mówiłam mu często, że go kocham, a on mówił mi. Miałam przyjaciółke, która wtedy była sama i zarzucała mi, że za bardzo jestem zafiksowana na punkcie tego chłopaka, zaczęła mi podkładać myśli, że on leci na swoją przyjaciółkę, że ona by była zła, gdyby widziała, że jej facet je z jednego słoika z inna kobieta (jedli raz jakieś buraczki, które przyniosła). W końcu w czasie ogromnego stresu w innych dziedzinach życia dostałam od niego zaproszenie na spotkanie z nim i jego inna przyjaciółką, ale byłam wtedy juz umówiona z tą moją przyjaciółką. Historia skończyła sie tak, że z tego spotkania pojechałam z przyjaciółka na spotkanie chłopaka z ta druga przyjaciółka i wybuchła mega awantura, pamiętam, że bardzo krzyczałam, że mnie nie kocha, a ona, że jestem nienormalna. Poźniej wyjechałam z miasta na miesiąc i wypisywałam do niego jakieś żale, on sie odsuwał, a poźniej okazało sie, że jest w związku (2 miesiące po naszym rozstaniu) z ta dziewczyna od buraczków, a na koniec mi powiedział, że ja go popchnęłam w jej ramiona. Jednocześnie moja przyjaciółka, która mi doradzała wróciła do swojego eks i powiedziała mi, że nie może sie ze mna spotkać w czasie mojego kryzysu, bo ma chłopaka. Kontakt z nia i z moim eks sie urwał. To były osoby, z którymi spędzałam najwięcej czasu i nagle zostałam sama. Moja samotność trwała 7 miesięcy ( bardzo cierpiałam i zmieniłam sie, nie bylam juz ta osoba co wcześniej, zaczęłam sie bardziej przejmować wszystkim ) Jednak w mojego 1 w życiu samotnego sylwestra założyłam konto na Tinderze. Poznałam faceta, z którym spotykałam sie 2 miesiące, a on powiedział, że mnie nie pokocha, że szuka czegoś innego. Następnie wpadłam w wir randek i podeszłam zadaniowo do sprawy. Chciałam bardzo znaleźć kogoś odpowiedniego. Raz mnie odrzucali, znikali, raz ja to robiłam. W końcu poznałam mojego ostatniego chłopaka, z którym (jestem?) od 2 lat. Ostatnio stwierdziłam, że przypomina mi mojego ojca - jest zdystansowany emocjonalnie, cichy przy obcych ludziach, a wybuchowy i nerwowy do najbliższych. Jednocześnie pracowity, wierny i opiekunczy. Jest bardzo ambitny i zależy mu na stworzeniu super warunków do życia dla przyszlej rodziny. Widziałam go jako męża i ojca. Przeszkadzały mi jedynie te wybuchy złości, które pojawiały sie od czasu do czasu, a w tym roku kiedy przeprowadziliśmy sie z mojego mieszkania do jego mieszkania zaczęły pojawiać sie również niemiłe słowa - ''wypier*** z mojego domu'', ''odpier** sie'', a raz na wakacjach gdy przyczepił się, że odpięłam jego ładowarkę z kontaktu bez informowania go o tym, zaczęłam naśladować jego dziwny ton głosu i próbować być tak irytująca jak on - nazwał mnie wtedy głupią dziw*ą. Poźniej oczywiście za te wszystkie słowa przepraszał. Ale mimo tego, że było poźniej juz dobrze, planowaliśmy ślub, dom i dziecko, to te słowa 'głupia dziw*a' 'odpier***sie' do mnie wracały. Dodatkowo przez te dwa lata mi powiedział może 3 razy, że mnie kocha i to było po moim dopytywaniu o to po roku związku. Zaczęłam pytać czy podczas przysięgi małżeńskiej powie, że mnie kocha, a on, że powie i bardzo mnie to dziwiło, że nie może robić tego w domu, a na ołtarzu przy ludziach powie.. tak jakby na pokaz. Wszystkie te historie opowiedziałam, aby przeanalizować moje podejście do związku tego i przeszłych. Moim aktualnym problemem jest to, że 2 dni temu mój chłopak sie znowu przyczepił o absurdalnie głupią rzecz, była związana z jego aktualną pracą (za którą nic nie zarobi, ponieważ ta rzecz ma być w przyszłym portfolio jego startupu, a poświęca na nia od 2 miesięcy po 13 godzin dziennie), ale kompletnie na nią nie wpływała. Ja wyśmiałam, że przejmuje się bardziej tym niż organizator tego wydarzenia. W pewnym momencie pamiętam tylko, że stał nade mną i cały czas gadał. Nie chciało mi sie go słuchać i użyłam jego słow sprzed miesiąca ' odpier?** sie', a on do mnie powiedział 'wypier** z mojego domu'. Byłam w szoku, nic nie powiedziałam, a za jakiś czas podeszłam do niego zapytać czy on tak serio. On milczał i długo sie zastanawiał. Stwierdziłam, że skoro tak długo sie zastanawia to musze zacząć sie pakować. Płakalam i pakowałam sie. Była juz noc, wiec zadzwonilam do mamy przy nim(to kawalerka) aby poradzić się, co robić, bo chłopak kazał mi sie wyprowadzić. Nie wdawałam sie w szczegóły. Ale w końcu zostałam jedną noc. Następnego dnia rano po nieprzespanej nocy, z opuchniętymi oczami musiałam jechać do pracy. Przed pracą wrzuciłam do auta reszte moich rzeczy i pojechałam do pracy, a po pracy ruszyłam do mamy (250 km trasy). Teraz jestem u mamy, rozpakowałam wszystkie rzeczy, ale w środę musze być w Warszawie w pracy. Przeprowadziłam jedną spokojną rozmowę z nim i ustaliliśmy, że dopoki nie bede mogla wprowadzić sie do swojego mieszkania (jest aktualnie wynajmowane i ma miesiąc wypowiedzenia) to mogę mieszkać u niego. W tej rozmowie powiedział mi również, że mnie nie kocha, a jak dopytywałam dlaczego mi wcześniej mówił, że nie musi mówić, że kocha, bo miłość okazuje przez czyny to zaczął mówić, że tak było. Dwie sprzeczne rzeczy - to okazuje przez czyny czy nie kocha?. Później zaczęłam dopytywać czym dla niego jest miłość, a on ' że to takie poczucie, że mógłby porzucić wszystkie marzenia dla tej osoby' i że tego przy mnie nie ma. W tym zwiazku robił ze mna różne rzeczy, na które nie mial ochoty - podróż do Azji, która ostatecznie mu sie podobała, a również poszedł na terapie po namowach, aby pracować nad wybuchami złości. Jeszcze tydzień temu rozmawialiśmy o tym, gdzie weźmiemy ślub, mówił, że ma plan na oświadczyny, a wczoraj po tej kłótni powiedział, że mnie nie kocha tym swoim rodzajem miłości. Mi sie wydaje, że go kocham taką dojrzałą miłością, nie jest to taka miłość szalona/namiętna jak do poprzedniego chłopaka. Jestem w stanie pójść na kompromisy, on tez był w stanie pójść na nie dla mnie. Wspieraliśmy sie i motywowaliśmy. Nie było słów 'kocham Cie'. Akceptowaliśmy swoje niedoskonałości, no może ja nie akceptowałam jego obgryzania paznokci. Jestem aktualnie bardzo rozwalona psychicznie i zdezorientowana. Bardzo chcialabym z nim byc i aby przepracował sobie różne tematy na psychoterapii, a następnie sworzyć rodzine. Jutro mamy rozmawiać o tym wszystkim, ale mam przeczucie, że on nie będzie chciał być ze mna, ze sie przelało, mówi, że za często sie kłócimy, ze kłótnie zawsze eskalują do dużego stopnia. Zastanwiam sie czy to moja wina, jego czy nasza. Nie wiem jak poprowadzić jutrzejsza rozmowę, aby sie dobrze skończyła. Boję się, że się ostatesznie rozstaniemy i znowu bede sama. Dodatkowo jestem bardzo lękliwa i nie wyobrażam sobie, aby znowu przechodzić przez wir randek.. nie chce tego. Nie chce poznawać nowych ludzi. Nie chce tracić kolejnych ludzi z mojego życia. Czasami myślę, aby rzucic Warszawe, prace, sprzedać mieszkanie i przeprowadzić sie do mniejszego miasta, gdzie mam bliskich.. lecz tutaj nie ma dla mnie pracy, a zdalnej nie dostanę. W Warszawie aktualnie nie mam nikogo prócz mojego chłopaka i 2 znajomych koleżanek, które maja swoje życie. Strasznie boję sie samotności. Prosze o doradzenie co powinnam zrobić, jak żyć, jeśli jutro dojdzie do rozstania. Przez miesiac bede musiala mieszkac u niego, pozniej sie wprowadze do swojego mieszkania. Będę jezdzila do pracy, wracała, chodziła na basen/rower, jednak wszystko to będzie bardzo samotne. Ludzie w pracy nie zaspokoją mojej potrzeby ciepła i bliskości...Z drugiej strony boje sie, że jak wroce do niego, te te zachowania agresywne beda sie powtarzać, jednak z kolejnej strony zaczął pracować nad tym u psychoterapeuty, wiec jest jakaś nadzieja. Zapomnialam dodac , że drugie rozstanie bardzo przeżyłam, musiałam sie wspomagać lekami typu xanax.. chodzilam na hipnoterapie aby zmniejszyć ból, niestety przez caly czas zwiazku z moim aktualnym partnerem wracałam myślami do tego zerwania z poprzednim, caly czas je analizowalam i wydaje mi sie, że nadal bede mimowolnie do tego wracac. Jak nad tym zapanowac? jaki rodzaj psychoterapii bedzie dla mnie najlepszy? jak postapic jutro?
Lęki związane z wyjazdem syna i pustym gniazdem: Jak sobie radzić?
Syn wyjeżdża od lipca 300 km od domu ,najpierw cieszyłam się z tego bardzo a teraz mam ogromne lęki nie wiem nawet o co ,chyba ,że zostaniemy z mężem sami w domu ,że już nie będzie jak dawniej . Mam ogromne stany lękowe z tego powodu , które najczęściej pojawiają się rano po przebudzeniu . Co robić ?
12 lat temu zmarła nagle moja mama nie wstała z nocy. Mocno to przeżyłam chodziłam, przez jakiś czas do psychologa szkolnego.
12 lat temu zmarła nagle moja mama nie wstała z nocy. Mocno to przeżyłam chodziłam, przez jakiś czas do psychologa szkolnego. Później brat zerwał ze mną i z ojcem kontakt. Cztery lata temu dostałam informację że mój brat nie żyje popełnił samobójstwo. Od tamtej pory nie mogę sobie z tym poradzić. W tamtym roku poszłam nawet do psychiatry byłam na zwolnieniu 3 miesiące i przyjmowałam leki ale nie zauważyłam większej poprawy. Jedynie teraz nie mam ze snem problemów i nie mam myśli samobójczych. Ale dalej myślę o moim bracie o tym co się wydarzyło mam wahania nastrojów raz się śmieje raz płacze. Jestem bardzo nerwowa szybko się złoszczę o najmniejszą drobnostkę od razu cala się trzęsę. Dwa lata temu też poroniłam ciągle cos jest nie tak. Czasami nie mam już na to wszystko siły. Jak mam sobie z tym poradzić?
2 lata temu zdiagnozowano u mnie chorobę nowotworową.
2 lata temu zdiagnozowano u mnie chorobę nowotworową. Wygrałem tak naprawdę na loterii, najlepiej leczący się nowotwór, 1 stadium, skończyło się jedynie na zabiegu. Natomiast od tego momentu mam wrażenie, że cały stres, lęk i problemy, które trzymałem w sobie i organizm radził sobie z nimi, nagle wypłynęły i skumulowało się to wszystko. Zacząłem mieć ataki paniki, 2 epizody depersonalizacji kilkuminutowe. Stwierdziłem, że potrzebuję pomocy psychoonkologa i psychiatry. Zacząłem brać leki, od pierwszego dnia poczułem kolosalna różnice, spokój, pełen oddech, który od dawna nie czułem. Poza tym chodziłem na psychoterapię, która też pomogła mi w funkcjonowaniu. Mija rok od tego wszystkiego i zaczęły mnie dopadać rzuty lękowo-depresyjne. Jest okres, w którym czuje się stabilnie, a potem przychodzi okres, w którym czuje się źle, nie dbam o higienę osobistą, nie wychodzę z domu. Być może leki są za słabe, bo jestem na najniższej dawce, na której praktycznie żaden z pacjentów mojej Pani doktor psychiatry nie jest, bo jest to dawka wprowadzająca, którą się stosuje przez dwa tygodnie, żeby przejść na standardową dawkę. Mam teraz taki problem. Prawdopodobnie będę przyjmował większą dawkę. Boję się, że nie zadziała, że nadal będę się słabo czuł i będę musiał szukać nowego, innego leku. Boję się tego, że nie znajdziemy odpowiedniego leku. Nie chce też do końca życia brać leków, chce sam radzić sobie ze swoim organizmem. Podobno te leki mają zwiększać serotoninę, denerwuje mnie to, że nie da się sprawdzić, ile tej serotoniny jest w organizmie, że nie ma w psychiatrii suchych faktów, to wszystko jest oparte na wywiadzie pacjenta. Nie rozumiem też tego, dlaczego skoro tak dobrze jest u mnie, nie mam nawrotów choroby, mam dobrą pracę, niech wróciłem do samopoczucia sprzed diagnozy nowotworu. Do stabilnego samopoczucia psychicznego nie pozwalają mi wrócić objawy somatyczne. Mianowicie zmęczenie, mam wrażenie, że czasami, gdy wychodzę na dwór, to czuje się jak w sytuacji, gdy jestem przeziębiony z gorączką, wyzdrowiałem i kolejnego dnia 1 raz wychodzę na dwór od tego przeziębienia. Nie wiem, jak sobie poradzić z tym wszystkim. Chce czuć się normalnie, nie chce mieć taki wzlotów i spadków nastroju.
Prokrastynacja snu. Nie chcę iść spać, żeby dzień się nie skończył. Po pracy jestem nieproduktywna, jestem zmęczona.

Mam trudności z regularnym snem. A dokładniej z kładzeniem się spać o "normalnej" godzinie, bo nie chcę, żeby dzień się kończył i tylko to przeciągam. 

Jestem osobą młodą, ale bez dzieci. Pracuję standardowo 7-15. Wracam z pracy i idę z psami na spacer. Po południu nie mam na nic siły ani chęci. Czasami zdarzy mi się popołudniowa drzemka, ale staram się ich unikać, żeby nie zaburzać snu. Natomiast jak nie śpię to i tak nie robię nic konkretnego - zazwyczaj jest to scrollowanie social mediów, bo na nic innego nie mam siły. Książka wymaga skupienia, a siłowni czy innych takich zajęć nie lubię i nie mam sił. Jedynie spacery. Minie kilka godzin aż trochę "odsapnę" i wtedy mam większe chęci i siły. Ogólnie zaczynam prowadzić jakieś życie dopiero po 19. Często zanim skończę (np sprzątać albo coś obejrzeć lub poczytać) to jest godzina 21/22. Wtedy sobie jeszcze muszę odsapnąć. Potem spacer z psami. Zanim zrobie sobie jedzenie do pracy oraz się wykąpię to zazwyczaj jest 23/24. Mimo że wiem, że jest późno i prawdopodobnie się nie wyśpię do pracy to jeszcze scrolluję social media. I ogólnie jest mi szkoda tego czasu tuż po pracy, który nie jest wykorzystany - tak naprawdę ani na odpoczynek, ani na hobby, ani na nic produktywnego w domu. A wieczorem maksymalnie opóźniam to kiedy się położę, bo nie chcę, żeby ten dzień się kończył. I nie chcę znów zaczynać nowego i odhaczać wszystkich obowiązków. Nie wiem jak zapanować nad planem dnia.

Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.