Ściągnij aplikację mobilną TwójPsycholog na telefon - wiedza w jednym miejscu!
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Strzałka w lewoWróć do strony głównej bloga

Nastoletni bunt czy kryzys?

Michał Kraśnicki
Autor
Michał Kraśnicki
Zegar
Czas czytania
8 min
Kalendarz
Opublikowano
bunt nastolatka a kryzys
Ładowanie podsumowania...

Nie każdy bunt jest kryzysem, ale każdy kryzys kiedyś wyglądał jak „to tylko bunt”

Kilka miesięcy temu ktoś zapytał mnie „Czy zajmuje się dzikimi nastolatkami?” Uśmiechnąłem się i odpowiedziałem, że „Tak, ale najpierw zaczynam od ich samotnych rodziców”. Gdy opowiadam o tym, to zdanie wywołuje śmiech, po chwili jednak dzieje się coś innego. Większość ludzi widzi w nim coś innego. Nie chodzi mi o rodziców, którzy wychowują dzieci w pojedynkę, samotność nie ma za dużo wspólnego ze stanem cywilnym. Bo można mieszkać z kimś pod jednym dachem i każdego dnia czuć, że cały ciężar rodzica nosi się samemu. Nie mieć nikogo, komu można powiedzieć „Już nie wiem, co robić”.

Okres dojrzewania to wyjątkowy i wymagający etap zmian fizycznych, emocjonalnych i społecznych. Zrozumienie tych procesów jest kluczowe dla nastolatków, ich rodziców i opiekunów, by lepiej radzić sobie z wyzwaniami i wspierać rozwój młodego człowieka.

W ostatnich latach coraz rzadziej spotykam „dzikich nastolatków”, znacznie częściej spotykam zmęczonych i samotnych rodziców. Takich, którzy naprawdę kochają swoje dzieci, którzy robią dla nich wszystko, a jednocześnie od miesięcy może lat, próbują ugasić pożar, nie wiedząc, od czego się zaczęło. To od nich najczęściej słyszę:

„Po czym poznać panie Michale, że moje dziecko przechodzi kryzys psychiczny”.

A ja za każdym razem odpowiadam, że nie szukam objawów, tylko szukam zmiany.

Mnie niepokoi dopiero wtedy, gdy nastolatek przestaje być sobą. Nie z dnia na dzień, tylko powoli, prawie niezauważalnie. Najpierw przestaje opowiadać o tym, co było w szkole, później odpowiada jednym słowem, zaczyna unikać wspólnych posiłków, zanika w życiu rodzinnym. Słyszę, że śmieje się coraz rzadziej, przestaje spotykać się ze swoimi ludźmi, ale co dziwne zaczyna funkcjonować intensywnie, jak by nie mógł zostać sam ze sobą przez chwilę. Nie ma jednej drogi prowadzącej do kryzysu, tak jak właśnie nie ma jednego nastolatka. Dlatego przez lata mojej pracy nauczyłem się patrzeć nie na zachowanie, ale na kierunek.

Nie patrz tylko na zachowanie. Zobacz, co się zmieniło

Czy moje dziecko rozwija się w swoją stronę?” i „Czy każdego tygodnia oddala się od siebie? ” to dwa zupełnie inne pytania, które prowadzą do zupełnie innych odpowiedzi. Bo kiedy rodzic mi opowiada swoim dziecku, najczęściej skupia się na niechodzeniu do szkoły, siedzeniu w telefonie, braku zainteresowań, smutku i agresji, samotności w pokoju, a ja słucham uważnie i po prostu pytam, jaki był rok temu? Cisza, która przychodzi po tym to jedna z najważniejszych chwil naszej rozmowy, ponieważ przestajemy rozmawiać o problemie, tylko o stracie.

Wie pan, panie Michale, on kiedyś był zupełnie inny ” słyszałem to setki razy, ale to zdanie właśnie jest początkiem prawdziwej rozmowy. Nie interesują mnie oceny, telefony czy obowiązki. Interesuje mnie dziecko, które gdzieś po drodze przestało czuć się sobą.

Zanim zobaczymy kryzys nastolatka, często widzimy zmęczenie rodzica

Pracuję z rodzinami. Nawet jeśli przede mną siedzi nastolatek, im dłużej wykonuję ten zawód, tym rzadziej dziwią mnie diagnozy młodych ludzi. Coraz częściej zastanawiam się, od jak dawna ich rodzice noszą w sobie lęk, oceny etc. etc. Jak długo słyszeli, że „to tylko okres dojrzewania”, że „wszyscy przez to przechodzą”, że „wyrośnie z tego”. Jak długo wierzyliście, że to jeszcze tydzień może miesiąc i wszystko będzie dobrze?

Problem polega na tym, że trudno jest nam zauważyć zmiany w naszych nastolatkach, bo patrzymy na nie codziennie, ich zmiana dzieje się na naszych oczach i dlatego jest niewidoczna. Dlatego zawsze proszę rodziców, żeby nie pytali „co jest z nim nie tak?”, tylko „co się zmieniło u niego, że tak się zachowuje?”. Zmieniamy perspektywę, ponieważ przestajemy szukać winnego, a zaczynamy szukać historii.

Bardzo rzadko zadaje pierwsze pytanie nastolatkom, ponieważ najpierw słucham rodziców i nie dlatego, że wiem więcej od ich dziecka, ale dlatego, że słyszę od nich historię, której nie potrafią nazwać. A po kilku minutach już rozmawiamy o domu, zmęczeniu, napięciu, o rozwodzie, który „przecież był spokojny”, o pracy po dwanaście godzin, o młodszym rodzeństwie, którego starsze nienawidzi i o kłótniach szeptem, żeby dzieci nie słyszały. I wtedy mam zdanie w głowie, które dojrzewa ze mną i każdą kolejną moją rodziną: Coraz częściej myślę o tym, jak wiele można zrozumieć o objawach nastolatka, kiedy poznaje się historię całej rodziny.

Dziwią mnie historie rodziców, którzy od lat próbują być silni dla wszystkich. Taty, który niewyspany każdego ranka ubierając się, zakłada uśmiech, no bo „ktoś musi ogarniać”. Mamy, która żyje na granicy wyczerpania, ale i tak wyrzuca sobie, że to za mało, że może jeszcze więcej. Rodziców, którzy są funkcjonalni i żyją wkoło rachunków, obowiązków i logistyce, a nie umieją zapytać „Jak się masz?”.

Kryzys nastolatka nie dzieje się w próżni

Nasze dzieci dorastają w atmosferze, nie tylko w zasadach i wartościach. Atmosfera naszego domu jest jak powietrze, oddychamy nią wszyscy, ale nie zauważamy. Dlatego nie dziwi mnie, gdy pytam rodziców, co wydarzyło się z ich dzieckiem i nagle zaczynamy rozmawiać o tym, że znacznie wcześniej coś wydarzyło się w całym systemie rodzinnym. Ale! To nie zawsze jest coś spektakularnego, to może być seria drobnych strat, coraz mniej wspólnych posiłków, ale coraz więcej rozmów w biegu, coraz mniej śmiechu, coraz więcej zmęczenia. Jednak uważam, że to nie są rzeczy, które same w sobie wywołują kryzys. One mogą sprawić, że nasz nastolatek czuje się w nim coraz bardziej samotny. Dlatego właśnie całym sobą nie lubię określenia „trudny nastolatek”, ponieważ problem bardzo rzadko mieszka w jednym człowieku. On żyje w relacjach, w rozmowach, w emocjach, w sekretach, o których „dzieci przecież nie wiedzą”, ale tak naprawdę wiedzą!

Nie musisz nic mówić - dzieci wyczuwają napięcie w tonie głosu, spojrzeniu czy sposobie, w jaki zamykasz drzwi po milczącej kolacji.

Często słyszę od rodziców „Przecież nie kłócimy się przy nich”, więc odpowiadam, że dzieci nie słyszą słów, tylko słyszą relację. Kryzys nastolatka nie zawsze zaczyna się w jego pokoju. Czasem jego pierwszych sygnałów warto szukać także w tym, co dzieje się przy stole, w przedpokoju, w całym domu. Rodzice mają prawo być zmęczeni, nie wiedzieć i nie umieć. Jednak próbują udowodnić wszystkim, że wszystko jest pod kontrolą, a przecież dzieci nie potrzebują niezniszczalnych rodziców, tylko prawdziwych. Takich, którzy mają odwagę i potrafią powiedzieć, że jest im bardzo trudno, ale bez obarczania odpowiedzialnością. Pokażą, że nie trzeba przed sobą udawać. I wtedy dzieje się magia, ponieważ dziecko uczy się, że proszenie o pomoc nie jest porażką, tylko częścią życia, miłością.

No i może właśnie dlatego dorosłe dzieci, które wyrosły w domach, gdzie można mówić o emocjach bez wstydu, znacznie częściej wracają do swoich rodziców, gdy dzieje się cos złego. Wiedzą, gdzie z nimi pójść.

Nie walcz tylko z objawem. Spróbuj zrozumieć, co za nim stoi

Doświadczanie tego w pomocy rodzinom bardzo zmieniło moje patrzenie na kryzys psychiczny. Kiedyś myślałem, że najważniejsze jest najszybsze usunięcie objawów, ale dzisiaj wiem, że zanim zaczniemy pracować z kryzysem, musimy zadać sobie niewygodne pytanie: "Co ten kryzys daje temu naszemu młodemu człowiekowi? ". To niebezpieczne zdanie, dlatego chce, żeby wybrzmiało bardzo wyraźnie. Nie uważam, że kryzys jest czymś dobrym, nie romantyzuje cierpienia, nie wierzę, że depresja, lęk czy samookaleczania są potrzebnym etapem rozwoju. Wiem, że każde zachowanie pełni jakąś funkcję, każdy kryzys może zacząć pełnić jakąś funkcję, dając młodemu człowiekowi coś, czego wcześniej nie miał. Zatrzymuje świat, pozwala powiedzieć: „nie daje rady”. Kiedy rodzina po raz pierwszy od dawna siada przy jednym stole, kryzys może zacząć pełnić funkcję bezpiecznej przestrzeni, chronić młodego człowieka przed trudnymi sytuacjami codzienności, na które nie ma jeszcze wystarczających zasobów.

To nie są korzyści, których pragniemy. To są funkcje, które kryzys zaczyna pełnić. Dlatego uważam, że najczęściej, gdy tego nie widzimy, walczymy z objawami, nie dotykając źródła cierpienia. I właśnie dlatego, zamiast pytać: „Dlaczego tak się zachowujesz?”, częściej pytam: Przed czym ten kryzys cię chroni? Odpowiedź prowadzi mnie wtedy bliżej człowieka.

Co możesz zrobić, kiedy widzisz, że coś się zmieniło?

Być może kiedyś przeczytałeś artykuł o tym, na co warto zwrócić uwagę u nastolatka, i nagle zacząłeś dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie zauważałeś. A może od kilku miesięcy masz wrażenie, że coraz trudniej do niego dotrzeć. Coraz częściej odpowiada półsłówkami, zamyka drzwi swojego pokoju, rzadziej się śmieje, częściej mówi, że jest zmęczony albo przestał spotykać się ze znajomymi. A może właściwie nie wydarzyło się nic spektakularnego. Po prostu czujesz, że coś jest nie tak. Jeśli pojawia się w Tobie niepokój, nie próbuj go od razu uciszać. Jednak uważaj, żeby nie zamienił się w panikę.

Pomiędzy bagatelizowaniem a katastrofizowaniem jest jeszcze jedna droga: uważność. Nie chodzi o to, żeby analizować każde zachowanie swojego nastolatka. Żeby po każdej gorszej ocenie zastanawiać się, czy to już depresja. Żeby szukać w internecie kolejnych list objawów i dopasowywać do nich swoje dziecko. Bycie mamą czy tatą nie polega na nieustannym diagnozowaniu. Polega na bliskości i uważnym byciu obok. A ta bliskość nie zawsze musi oznaczać rozmowę. Czasem najważniejsza okazuje się właśnie obecność - spokojna, dostępna i bez nacisku.

Gdy słyszę pytanie „Co mam powiedzieć?”, odpowiadam „Jak możesz po prostu pobyć?”. Ponieważ nie pamiętamy wszystkich rozmów z bliskimi, pamiętamy, kto siedział obok. Dlatego zawsze podkreślam i zapraszam rodziców do bardzo prostej rzeczy. Właśnie do posiedzenia obok. Bardzo zwyczajnie usiądź obok, nie przepytuj przy kolacji jak w szkole, a spaceru nie zamieniaj w interwencję wychowawczą. Bądź.

Bo nasze nastolatki nie potrzebują kolejnego specjalisty od rozwiązywania problemów, tylko nas, żeby nie musieli przez chwilę niczego udowadniać. A to trudniejsze, niż się wydaje, ponieważ duża część rodziców nauczyło się, że miłość to działanie, naprawianie, załatwianie, ochranianie i ich ulubione rozwiązywanie problemów. Jednak ja wiem, że często największą pomocą nie jest właśnie rozwiązanie, tylko wytrzymanie bólu naszego nastolatka, bez odbierania mu go, tylko dlatego, że nie jesteśmy wytrzymać związanego z tym własnego dyskomfortu.

Za zachowaniem może kryć się brak zasobów

Parę lat temu próbowałem pomóc jednemu chłopakowi. Przez pierwsze spotkania odpowiadał tylko pojedynczymi słowami, nie patrzył w oczy, siedział cały napięty na fotelu przede mną. Według jego rodziców „nie chciał współpracować”. Do momentu, gdy na jednym ze spotkań rodzinnych powiedział, że „Wszyscy ciągle chcą, żebym coś powiedział. A nikt nie zauważył, że ja na to już nie mam siły”. A to ogromna różnica, bo milczenie nie oznacza braku chęci, może oznaczać brak zasobów. Podobnie może być z agresją, wycofaniem czy unikaniem obowiązków. Najłatwiej jest nam rodzicom zobaczyć zachowanie, a nie człowieka, który za nim stoi.

Nie każda odpowiedź będzie prosta. Jednak samo zadawanie pytań zmienia sposób patrzenia. Zaczynamy być po jego stronie. I wtedy znowu dzieje się magia: nastolatek siada obok rodzica, zaczyna rozmowę, czasami nawet pyta, czy po spotkaniu mogą gdzieś razem pojechać. Od takich chwil odbudowujemy nasze relacje. Wcale nie z wielkich gestów tylko z małych powrotów!

Kiedy potrzebna jest profesjonalna pomoc?

I proszę, pamiętaj, że jeśli Twoje dziecko doświadcza kryzysu psychicznego, może nawet mówi o śmierci, lub się samookalecza, nie próbuj przechodzić przez to sam. Rozmowa rodzica jest niezwykle ważna. Jednak są chwile, w których potrzebna jest również profesjonalna pomoc psychologiczna lub psychiatryczna, a poproszenie o nią nie jest porażką. Jest najbardziej odpowiedzialną decyzją. Dlatego powiem to, co już wiem: nie czekaj, aż będziesz wiedział, co powiedzieć, aż twoje dziecko zrobi pierwszy krok. Jeżeli czujesz, że oddaliliście się od siebie, zapukaj do jego pokoju i nie jako ekspert, wychowawca, kontroler, tylko jako człowiek. Bo czasami właśnie od tego cichego pukania zaczyna się droga powrotna do naszego nastolatka.

Nie musisz być idealnym rodzicem. Potrzebujesz być bezpiecznym rodzicem

Pamiętaj, nie chodzi o to, żebyś był idealnym tatą lub mamą. Nie znam żadnego i nie spotkałem żadnego z nich. I bardzo nie chcę spotkać. Ponieważ nasze dzieci nie chcą i nie potrzebują idealnych rodziców, tylko takich, którzy potrafią powiedzieć „przepraszam, nie wiedziałem, bałem się, nie umiem”. To bardzo trudne zdanie dla nas, ale najbardziej leczące.

Często w gabinecie słyszę „Co mam zrobić, żeby moje dziecko znowu zaczęło ze mną rozmawiać?”, odpowiadam wtedy, że nie wiem. Nie wiem, czy zacznie jutro, za tydzień, a może pierwsza rozmowa skończy się trzaskającymi drzwiami. Jednak wiem, że żaden nastolatek nie wraca dlatego, że rodzic miał idealny plan. Wraca dlatego, że poczuł się przy nim bezpiecznie, a to nie rodzi się z kontroli, zakazów, naszych ulubionych wykładów. Rodzi się z doświadczenia, że kiedy zawiodę, nie stracę relacji. Dlatego od dawna nie myślę o kryzysie psychicznym nastolatków jak o czymś, co trzeba jak natychmiast usunąć. Widzę, że nie każde cierpienie zatrzymamy rozmową, nie każdy kryzys skończy się szybko, nie każdą  rodzinę uratuje jeden wieczór filmowy. Czasami potrzebna jest terapia, psychiatra, leczenie. I nie ma w tym wstydu. Tylko pamiętaj, że niezależnie od tego, jakiej pomocy będzie potrzebowało Twój nastolatek, jest coś, czego żaden specjalista nie będzie w stanie mu dać. Dom. I nie dom jako adres z idealnie pomalowanymi ścianami. Nie dom bez kłótni. Ja mam na myśli dom, do którego człowiek może wrócić ze swoim wstydem, lękami, błędami, płaczem i usłyszy „Dobrze, że jesteś, że wróciłeś”.

Podsumowanie

Im dłużej pracuję, tym mniej wierzę w „trudną młodzież”. Bardzo nie lubię tego określenia. Za każdym razem, kiedy je słyszę, zastanawiam się raczej, co wydarzyło się wcześniej. Co sprawiło, że ten młody człowiek zaczął krzyczeć, zamykać się w pokoju, odsuwać od innych albo przestał mówić.

I chyba podobnie patrzę dziś na rodziców. Coraz częściej widzę nie tych, którzy „nie potrafią wychować dziecka”, ale ludzi, którzy sami są zmęczeni, zagubieni i czasem po prostu nie wiedzą, co zrobić. Którzy próbują różnych rzeczy, popełniają błędy, czasem reagują nie tak, jak chcieliby zareagować. A potem wieczorem zastanawiają się, czy zrobili wystarczająco dużo.

Może więc nie chodzi o to, żeby zawsze wiedzieć, co powiedzieć. Może czasem najważniejsze jest, żeby nie odwrócić się wtedy, kiedy dziecko najbardziej chce się od nas odsunąć.

Bo za tym, co widzimy na zewnątrz - za buntem, złością, milczeniem czy zamkniętymi drzwiami - nadal jest człowiek. I czasem naprawdę potrzebuje tylko wiedzieć, że kiedy już nie będzie miał siły udawać, ktoś po drugiej stronie tych drzwi nadal będzie.

Poradnik dla rodziców zmęczonych ocenami i dobrymi radami. O odpuszczaniu perfekcjonizmu, akceptacji własnych błędów i odzyskiwaniu pewności w rodzicielstwie – we współpracy z The Village w ramach kampanii #NieMówMiJak.

Komentarze (0)

Podoba Ci się ten artykuł?
Udostępnij
Michał Kraśnicki
Michał Kraśnicki
Psycholog pracujący z rodzicami i młodzieżą, wspierający w budowaniu relacji, zdrowia i w trudnych chwilach.