Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak przestać wracać myślami do byłego po rozstaniu i zacząć nowe życie singielki po toksycznym związku?

Treść wrażliwa
Jak na nowo rozpocząć życie singielki? Niespodziewanie rozpadł się związek po 11 latach. Powodem rozstania był związek na odległość z mojej strony, a z jego strony inna kobieta w której się zakochał od kwietnia br. Nasz związek nie należał do udanych: brak szacunku, kłamstwa, oszustwa, brak zaangażowania w związek z jego strony i brak zainteresowania moją osobą z powodu nadużywania alkoholu przez mojego byłego chłopaka. Ostatnio mój były chłopak powiedział że, przestał mnie kochać i nie akceptuje mnie takiej jakiej jestem (zaczęłam stawiać granice i zaczęłam się szanować) Z natury Jestem nieśmiałą i skromną kobietą o dobrym sercu. Teraz pytanie mam, co mam zrobić żeby co chwila nie wracać do byłego chłopaka przy lepszej okazji a przede wszystkim jak przestać do niego wracać myślami ? Codziennie pracuję, a oprócz pracy prowadzę zdrowy tryb życia: chodzę na siłownię, na fitness, na basen, chodzę grać w kręgle, w wolnej chwili lubię czytać książki lub wybrać się na spacer do lasu, robię kursy w stronę nauki języków obcych. Problem jest taki że, kocham swojego byłego chłopaka który mnie rani swoim bestialskim zachowaniem. Nie czuję się przy nim bezpiecznie, bo chciał mnie poszarpać, za to że zaszłam z nim w ciążę która straciłam, a ta jego nowa kobietą w której się zakochał odrzuciła go z mojego powodu.
Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry. Po 11 latach związku nie da się po prostu przestać myśleć o drugiej osobie potrzeba czasu, żeby emocjonalnie przeżyć rozstanie. Warto jednak wracać nie tylko do dobrych wspomnień ale również przypominać sobie, dlaczego ta relacja nie dawała Pani bezpieczeństwa i szacunku. To, że nadal Pani kocha, nie oznacza, że powinna Pani do niego wrócić. Szczególnie ważne jest potraktowanie poważnie sytuacji, w której próbował Panią szarpać. Proszę kontynuować to, co już Pani robi dla siebie, ograniczyć kontakt z byłym partnerem i dać sobie czas na zbudowanie życia, w którym to Pani i Pani potrzeby są na pierwszym miejscu.

 

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 


 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Martyna Kryślak

Martyna Kryślak

To, że po 11 latach wciąż o nim myślisz i masz pokusę wracania, nie oznacza, że podjęłaś złą decyzję ani że powinnaś do niego wrócić. Po tak długiej relacji nie traci się wyłącznie partnera — rozpada się też codzienność, plany, przyzwyczajenia i pewien sposób funkcjonowania. Żałoba po związku może więc trwać długo.

Zwróciłabym jednak uwagę na coś ważniejszego: z Twojego opisu wynika, że w tej relacji było dużo kłamstw, alkoholu, braku szacunku i zaangażowania, a przede wszystkim pojawiła się sytuacja, w której bałaś się, że partner może Cię skrzywdzić fizycznie. To bardzo poważny sygnał. Miłość do kogoś nie jest dowodem, że ta osoba jest dla nas bezpieczna.

Mam też wrażenie, że warto rozdzielić dwie rzeczy: „kocham go” i „chcę z nim być”. Można nadal kogoś kochać, tęsknić za nim i jednocześnie wiedzieć, że relacja z nim jest dla nas krzywdząca. Te uczucia mogą istnieć równocześnie.

To, co już robisz  praca, aktywność fizyczna, rozwijanie zainteresowań, nauka języków, spotkania i dbanie o siebie jest naprawdę dobrym kierunkiem. Nie próbowałabym jednak za wszelką cenę „zająć czymś głowy”, żeby przestać o nim myśleć. Myśli będą wracały. Kiedy się pojawiają, można spróbować powiedzieć sobie: „Tęsknię za nim, ale tęsknota nie jest poleceniem, żebym do niego wróciła.”

Pomocne może być również zapisanie sobie powodów, dla których odeszłaś konkretnych sytuacji, tego, jak się przy nim czułaś i czego Ci brakowało. W chwilach samotności pamięć często idealizuje dobre momenty i pomija te, przez które cierpiałyśmy. Taka lista może pomóc wrócić do rzeczywistości.

I jeszcze jedna rzecz: nie musisz teraz zaczynać „życia singielki” w rozumieniu szukania kolejnego partnera. Możesz przez jakiś czas po prostu uczyć się życia, w którym jesteś najważniejszą osobą dla samej siebie. Po 11 latach to może być zupełnie nowy etap.

Ze względu na to, że wspominasz o zachowaniu, przy którym bałaś się przemocy, potraktowałabym swoje bezpieczeństwo priorytetowo. Jeśli były partner nadal ma dostęp do Ciebie, nie spotykałabym się z nim sam na sam w sytuacjach, w których możesz czuć się zagrożona, i powiedziałabym bliskiej osobie, co się wydarzyło.

Być może najważniejszym pytaniem nie jest więc „jak przestać go kochać?”, tylko: „jak nauczyć się wybierać siebie nawet wtedy, kiedy nadal go kocham?”. I mam wrażenie, że właśnie to już zaczęłaś robić, stawiając granice.

Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

bardzo porusza mnie to, co Pani pisze. Po 11 latach związku trudno po prostu „zacząć od nowa”, nawet jeśli rozum mówi, że ta relacja raniła i nie dawała bezpieczeństwa. To, że Pani za nim tęskni i wraca do niego myślami, nie znaczy, że ta relacja była dobra. Czasem najbardziej tęsknimy nie za tym, co naprawdę było, ale za nadzieją, że w końcu będzie inaczej.

Zwróciłabym uwagę na jedno ważne zdanie: pisze Pani, że on przestał Panią akceptować wtedy, kiedy zaczęła Pani stawiać granice i szanować siebie. To bardzo ważny moment. Bywa tak, że kiedy zaczynamy odzyskiwać siebie, relacje oparte na nierównowadze zaczynają się rozpadać — nie dlatego, że robimy coś złego, ale dlatego, że przestajemy pasować do starego układu.

Warto teraz bardzo delikatnie budować w sobie poczucie własnej wartości, ale nie tylko przez aktywności, choć to, co Pani robi — praca, sport, języki, spacery, książki — brzmi jak ogromny zasób. Chodzi też o wewnętrzne pytanie: „Czy ja wierzę, że zasługuję na relację, w której jestem szanowana, bezpieczna i ważna?”. Bo jeśli przez lata było dużo kłamstw, alkoholu, braku zaangażowania i ranienia, to psychika może być przyzwyczajona do walki o miłość, zamiast do spokojnego przyjmowania miłości.

Możliwe, że wracanie myślami do byłego chłopaka jest też częścią znanego wzorca. Niektóre części nas wolą znane cierpienie niż nieznaną wolność. Nawet jeśli ta wolność jest zdrowsza, na początku może być pusta, obca i bolesna. Dlatego rozpoczęcie życia singielki nie musi oznaczać natychmiastowej radości. Czasem najpierw oznacza odwyk od relacji, w której było dużo napięcia, czekania, nadziei i rozczarowania.

Pomocne może być bardzo konkretne postawienie granicy: nie kontaktuję się, nie sprawdzam, nie szukam pretekstów, nie wracam do rozmów, które znowu mnie wciągają. Nie dlatego, że już nie kocham, ale dlatego, że chronię siebie. Granica nie musi wynikać z braku uczuć. Czasem granica jest właśnie dowodem, że zaczynamy traktować siebie poważnie.

Zatrzymałabym się też przy słowach, że nie czuje się Pani przy nim bezpiecznie i że chciał Panią poszarpać. To nie jest drobiazg. Bezpieczeństwo jest podstawą relacji. Miłość nie powinna wymagać zgody na strach, upokorzenie ani przemoc. Jeśli pojawia się ryzyko naruszenia Pani bezpieczeństwa, warto szukać wsparcia bliskich osób, terapeutycznie, a w sytuacji zagrożenia także instytucjonalnie.

Proszę zadać sobie pytania: co we mnie jeszcze trzyma się tej relacji? Jaka część mnie wierzy, że musi wracać? Czego się boję, gdy naprawdę wybiorę siebie? I jak mogę codziennie, małymi krokami, budować życie, w którym nie jestem zależna od czyjejś akceptacji?

Być może nowy etap zaczyna się właśnie od tego: nie od znalezienia kogoś nowego, ale od odzyskania kontaktu ze sobą. Od sprawdzania, kim Pani jest, kiedy nie musi Pani zasługiwać na czyjąś miłość. Co jest dla Pani ważne. Jakie wartości chce Pani wnosić do relacji. Jakich zachowań już Pani nie przyjmie.

To może być trudny i nierówny proces, ale z tego, co Pani pisze, jakaś część Pani już bardzo mocno idzie w stronę życia, zdrowia i szacunku do siebie. Warto jej zaufać.

 

Pozdrawiam,

Martyna Kaleta

Iwona Pawłowska

Iwona Pawłowska

Czytając Pani historię, widzę, jak trudne jest dla Pani rozstanie po 11 latach. Uczucia nie kończą się wraz ze związkiem. Można nadal kochać, tęsknić i jednocześnie wiedzieć, że powrót do tej relacji nie jest dla nas dobry. Proszę nie wymagać od siebie, żeby przestała Pani o nim myśleć. Myśl o byłym partnerze nie oznacza, że powinna Pani do niego wrócić. Tęsknota jest uczuciem, nie decyzją. Po tylu latach przeżywa Pani stratę człowieka, wspólnej historii, przyzwyczajeń i planowanej przyszłości. To wymaga czasu. Szczególnie zatrzymałabym się przy Pani słowach: „zaczęłam stawiać granice i zaczęłam się szanować”. Proszę tego nie tracić. Nie powinna Pani rezygnować z własnych granic, żeby utrzymać relację. Ważna jest też informacja, że partner chciał Panią poszarpać. Niezależnie od uczuć, Pani bezpieczeństwo powinno pozostać priorytetem. Kiedy pojawi się chęć powrotu, zamiast pytać tylko: „Czy nadal go kocham?”, proszę zapytać siebie: „Czy czułam się przy nim bezpieczna i szanowana? Za czym właściwie tęsknię? Gdyby nic w tej relacji się nie zmieniło, czy chciałabym tak żyć przez kolejne pięć lat?”. Jeżeli trudno będzie Pani samodzielnie przejść przez ten etap, warto porozmawiać z psychologiem i przyjrzeć się temu, co nadal wiąże Panią z tą relacją. Proszę też pozwolić sobie przez jakiś czas jednocześnie tęsknić i odchodzić. Jedno nie przeczy drugiemu.

Wiktoria Woldan

Wiktoria Woldan

Dzień dobry, 

to, co teraz pani czuje, jest całkowicie zrozumiałe. Po 11 latach związku nie da się po prostu wyłączyć uczuć. Nawet jeśli relacja była bolesna, nawet jeśli doświadczała Pani kłamstw, rozczarowań i braku poczucia bezpieczeństwa, serce potrzebuje czasu, aby pogodzić się ze stratą. Tęsknota nie jest dowodem na to, że powinna Pani wrócić. Często jest dowodem na to, że przeżywa Pani żałobę po kimś, kto przez wiele lat był ważną częścią Pani życia.

Czytając to zwróciłam uwagę  też na coś jeszcze. Pisze pani  o sobie jako o osobie dobrej, skromnej i nieśmiałej. Jednocześnie widzę kobietę, która mimo wielu trudnych doświadczeń zaczęła stawiać granice, bardziej dbać o siebie i swoje  wlasne potrzeby. To wymaga naprawdę ogromnej odwagi. Być może dziś trudno to dostrzec, ale mam wrażenie, że zrobiła już Pani pierwszy krok w stronę życia, w którym jest więcej miejsca dla Pani samej.

Proszę nie wymagać od siebie, że przestanie Pani o nim myśleć z dnia na dzień. Zamiast pytać siebie: „Jak mam o nim nie myśleć?”, może warto spróbować zapytać: „Co mogę dziś zrobić dla siebie?”. Czasem są to bardzo małe rzeczy czy spokojny spacer, spotkanie z bliską osobą, ulubiona książka czy chwila odpoczynku bez poczucia winy. To właśnie z takich drobnych kroków stopniowo buduje się nowe poczucie bezpieczeństwa. I jeszcze jedna ważna myślę ze  myśl. Miłość nie powinna  absolutnie wymagać rezygnowania z własnego szacunku do siebie! . Zasługuje Pani na relację, w której nie trzeba walczyć o uwagę, prosić o szacunek czy żyć w poczuciu niepewności. Zasługuje Pani na bliskość, przy której można czuć się ważną, bezpieczną i akceptowaną. Proszę dać sobie ten  czas. To nie koniec Pani historii. Być może jest to początek rozdziału, w którym po raz pierwszy od bardzo dawna najważniejszą osobą do zaopiekowania będzie Pani sama <3

 

Pozdrawiam serdecznie,
psycholog Wiktoria :)!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry. 

 

Myślę, że to, że po 11 latach wraca Pani myślami do byłego partnera, jest naturalne tzn.uczucia nie znikają w dniu rozstania, nawet gdy relacja była dla Pani krzywdząca.

Zwraca jednak uwagę, że opisuje Pani brak szacunku, alkohol, kłamstwa oraz sytuacje, w których czuła się Pani zagrożona. Dlatego ważniejsze od pytania „jak przestać go kochać?” wydaje mi się pytanie: „czy przy nim byłam bezpieczna i dobrze traktowana?”Proszę nie podejmować decyzji o powrocie tylko dlatego, że pojawia się tęsknota. W takich chwilach warto przypominać sobie również o powodach, dla których Pani odeszła. To, co już Pani robi – aktywność, rozwój, kontakty z ludźmi, jest dobrym kierunkiem. Warto też rozważyć własną terapię, żeby przepracować tę relację i odzyskać poczucie własnej wartości oraz bezpieczeństwa.

Nie musi Pani wracać do osoby, którą kocha, jeśli jednocześnie nie czuje się przy niej bezpiecznie.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Jagoda Jek

Jagoda Jek

Po 11 latach związku trudno oczekiwać, że uczucia znikną razem z decyzją o rozstaniu. Możesz nadal kochać byłego partnera, tęsknić za nim i jednocześnie wiedzieć, że relacja z nim nie była dla Ciebie bezpieczna ani dobra.

Kiedy wracają myśli o nim, spróbuj nie walczyć z nimi, tylko przypominać sobie cały obraz związku – również brak szacunku, kłamstwa, alkohol, brak zaangażowania i sytuacje, w których przekraczał Twoje granice. Tęsknota nie jest dowodem, że powinnaś wrócić.

Masz już wiele rzeczy, które mogą pomóc Ci odbudowywać własne życie: pracę, aktywność, zainteresowania i naukę. Nie musisz jednak od razu „zacząć nowego życia”. Daj sobie czas na przeżycie rozstania i stopniowe odnalezienie siebie poza tym związkiem.

Szczególnie poważnie potraktowałabym informację, że były partner chciał Cię poszarpać. Jeśli obawiasz się jego reakcji, priorytetem powinno być Twoje bezpieczeństwo i utrzymywanie takich granic kontaktu, które Cię chronią.

Jeśli trudno Ci samodzielnie wyjść z tego schematu, pomocna może być konsultacja z psychologiem, szczególnie w pracy nad rozstaniem, granicami i poczuciem własnej wartości.

~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

  Proszę zobaczyć, co Pani napisała. W związku potrzebna jest równowaga. Pani partner nie szanuje, zdradza, nadużywa alkoholi  nie akceptuje i daje komunikat, ze nie kocha, a Pani ciągle o nim myśli. I powiem Pani, ze to się jeszcze długo nie zmieni. Chodzi o to, że związek rozpadł się po 11 latach, ale przez te lata tworzyliście coś wspólnie, co było mniej lub bardziej udane, ale miało miejsce. Żyła Pani sobie w pozornej stabilizacji, akceptując wybryki partnera i wchodząc w myślenie, ze tak trzeba gdyż go Pani kocha. Wspomina Pani, ze jest nieśmiała, wiec domyślam się, ze nie ma Pani wieku koleżanek z którymi mogłaby o tym porozmawiać. Prowadzi Pani zdrowy tryb życia, który jak wydaje mi się daje poczucie kontroli nad codziennością. Jest Pani osobą współuzależnioną, gdyż przez te lata wyrobiła sobie Pani niezdrowe nawyki. Długo Pani pozwalała partnerowi na rzeczy, które w innych związkach są nie do pomyślenia i długo Pani cierpiała. Uzależniona od zachowań i emocji partnera, który tak naprawdę nie szanował Pani jako kobiety ani granic. Zapominanie o nim potrwa, gdyż to co teraz Pani czuje, można porównywać do żałoby. W końcu doświadczyła Pani straty. Jednak w  końcu odzyska Pani spokój. Jednak sugeruje także terapię, aby przyjrzeć się Pani życiu i bagażowi doświadczeń. Pozdrawiam serdecznie. Piotr Ziomber - psycholog

Zobacz podobne

Mam dziewczynę z którą jesteśmy już razem 2 lata i związek przeszedł naprawdę wiele
Dzień dobry. Trudno jest mi zacząć pisać wątek na ten temat, ale potrzebuję nakierowania na dobrą drogę w tej sprawie. Mam dziewczynę z którą jesteśmy już razem 2 lata i związek przeszedł naprawdę wiele. Jestem 22 letnim chłopakiem po technikum, a ona jest 17-letnią dziewczyną z technikum. Były złe jak i dobre chwile, natomiast wszystko po czasie ułożyło się dobrze. Cały sezon letni zajmuję się rozwijaniem działalności, ale problemy związkowe również zajmują moją głowę i czuję, że to już nie jest to samo co na początku. Odbieram dziwne sygnały, że już jej nie zależy tak samo jak na początku. Nie odzywam się za wiele bo odrazu zostaje atakowany, że wszystkiego jej zabraniam, albo że musi być tak jak ja chcę. Natomiast nie czuję sie z tym aby liczyła się w ogóle z moim zdaniem i moją osobą. Często zdarzają/ły sie sytuacje, że w okresie zimowym jak i letnim gdy mam wolne i widzimy się więcej. Widzimy się chwilę po szkole i później ona ma widzieć się z przyjaciółka od godziny 16-19, ponieważ później ona się uczy i nie jest w stanie przełożyć swojej codziennej rutyny (a tak naprawdę wraca jej chłopak z pracy i chcą się widzieć same, a jej przyjaciółka później widzi się sama z chłopakiem). Ja w tym czasie mam szukać sobie zajęcia na siłę albo jechać do domu (około 30min drogi samochodem w jedną stronę). I później jest straszne naleganie aby byc od 19-22 (do tej możemy się widzieć). Jesli nie przyjadę to szuka sobie innej osoby z którą może spędzić ten czas żeby się nie nudzić. Gdy jednak napiszę, czy przyjaciółka nie mogła by sobie przełozyc rutyny, abym nie musiał tracić czasu na to dojezdzanie i proponuję czy nie mogły by się widzieć trochę pózniej przy czym wracał bym do domu to zostaje atakowany i odrzucany. Pragnę zaznaczyć, że one muszą się widziec tak codziennie i jest to dla mnie strasznie męczące psychicznie ponieważ strasznie ją kocham i mój charakter jest bardziej uległy. Czuję, że nie liczy się ze mną jak powinny liczyć się osoby w zdrowym związku i wydaje mi się, że jestem mniej brany pod uwagę (manipulowany). Drugim problemem są koledzy. Twierdzi, że nie chce mieć koleżanek bo ją bardzo zraniły niektóre, a oni jej nie ranią. Otacza się głownie nimi, do niektórych nie mam zastrzeżen bo naprawdę są w porządku, natomiast kilku poznałem i wiem, że oni mogą liczyc na coś wiecej. Zapytała mnie czy może isc z jednym z nich na basen i pokłóciliśmy się o to, ponieważ powiedziałem, że nie podoba mi się ten pomysł i będę sie źle z tym czuł (zazdrość). Po czym zostałem zaatakowany, że zabraniam jej mieć kolegów i przyjaciół. Dodam, że ten kolega, a mój przyjaciel napisał, że wydaje mu się że jestem o niego zazdrosny i nie chce wyciągać jej na basen, a ona odpisała mu, że raczej nie będę miał z tym problemu. Naprawdę nie chcę sie czuć jak KAT. Wydaje mi się, że w związku zasługuje na trochę szacunku i lojalności, nie spotykam się z żadnymi nawet przyjaciółkami sam na sam ponieważ ona jest zazdrosna, miałem nawet kilka sytuacji, gdzie pomogłem z zadaniem z matematyki jednej koleżance przez aplikację czatującą i dostałem straszną awanturę z tego powodu. Potrafię respektować jej zdanie, a ona mojego już niestety nie. Chciałbym aby ten związek polegał na zdrowej relacji, ale brakuje mi już sił i często mam ochotę odpuscić. Proszę
Muszę pamiętać i ogarniać więcej spraw niż partner, przeciąża mnie to. Sprawia, że nie bardzo wyobrażam sobie pojawienie się dziecka.
Jestem w związku 8 lat, ale różnica między nami to 5 lat. Wchodząc w związek byłam jeszcze nastolatką, a teraz już bliżej do 30 niż dalej (szczególnie partnerowi). Przychodzi taki czas z dalszymi planami na przyszłość. I pojawiają mi się wątpliwości. Wydaje mi się, że mój partner nie jest odpowiedni na ojca. Że sobie nie poradzi, że nie da rady, a ja zostanę ze wszystkimi obowiązkami na głowie. Niby jesteśmy "po równo", ale czasem to ja noszę te przysłowiowe spodnie w związku. Partner jest z tych ugodowych, ale jednocześnie trochę "zapominalskich", więc to ja jestem tą osobą, która wszystko pamięta, ale też planuje i ogarnie. Gdy czasem chcę go poprosić o pomoc i coś mu nie wychodzi to broni się tym, że ma słabą pamięć, że nie pomyślał, że nie wiedział... Natomiast obecnie mamy dosyć luźne życie, więc nie jest to aż taki problem. Ale przy dziecku może się to spiętrzyć. I bardzo się tego boję. Wchodząc w związek mając -naście to nie ma to aż takiego znaczenia. Liczy się tylko to co tu i teraz. Więc sam związek był i jest całkiem dobry. Dalej się dobrze dogadujemy, mamy dużo wspólnych pasji itd. Jest mi najbliższą osobą. Ale myśl o przyszłości trochę mnie paraliżuje. Wręcz waham się czy w takiej sytuacji chcę mieć dzieci. Natomiast wiem, że partner by chciał. Gdy pytałam jego co o tym myśli i czy da sobie radę to mówi, że wiadomo, że ma jakieś drobne wątpliwości, ale uważa, że to naturalnie przyjdzie... I szczerze mówiąc to też chciałabym być w roli ojca. Stety niestety, ale na matkę spada dużo więcej pomimo równouprawnienia itd to jednak matka zawsze będzie tą pierwszą dla dziecka. I trochę mnie to wszystko przeraża i przytłacza. Dużo we mnie lęków i niepokoju.
Dlaczego tak trudno stawia się granice osobiste?

Dlaczego tak ciężko jest postawić granice? Dlaczego wracam do kontaktu z osobami, które mnie kiedyś zraniły? Dlaczego nawet jak się uśmiecham to w środku czuję pustkę?

Płaczę za każdym razem, gdy mój partner jedzie ode mnie do swojego domu.
Płaczę za każdym razem, gdy mój partner jedzie ode mnie do swojego domu. Kiedy jest u mnie i spędzamy czas, czuję się dobrze, a gdy tylko ma już wracać do siebie, to robi mi się przykro i zaczynam płakać. Czym to może być spowodowane?
Mieszkam z chłopakiem od roku. Mam 22 lata, mój chłopak 18. Dom należy do 3 braci.
Dzień dobry. Mieszkam z chłopakiem od roku. Mam 22 lata, mój chłopak 18. Dom należy do 3 braci. Jego rodzice nie mieli nic przeciwko, żebym wprowadziła się do nich i szybko mnie zaakceptowali oraz polubili, jest tak do dziś. Mieszkają tutaj 3 rodziny w jednym małym domu. 3 braci + żony. Dwie rodziny mają swoje dzieci. Jedna rodzina jest w porządku, śmiejemy się, rozmawiamy, nie ma żadnych kłopotów. Natomiast ta druga rodzina robiła problemy od wielu lat, jeszcze zanim wprowadziłam się tutaj. Wiedziałam co dzieje się w domu mojego chłopaka, ale chciałam być blisko niego i nie sądziłam, że wygląda to tak źle, jak z jego opowiadań. Ta ,,zła" rodzina robi wiecznie problemy o drobnostki. Już dwa tygodnie po moim przyjechaniu zostałam obrażona przez nich bezpodstawnie, z biegiem czasu jest tylko gorzej i gorzej. Przeważnie poważniejsze kłótnie są raz na tydzień, zdarzy się częściej. Otóż brat teścia razem z jego żoną dokuczają naszej rodzinie dla zabawy, uprzykrzają życie. Od kiedy tutaj jestem, doszło do 3 szarpanin, najpierw teściowa była szarpana przez brata ojca, później mój chłopak, a wczoraj teść, który aktualnie ma problemy zdrowotne i nie może chodzić. Rodzice mojego partnera nic z tym nie robią, myśląc, że problem sam się rozwiąże. Ja z chłopakiem nie możemy wyjść z pokoju, bo żona brata wchodzi na nas i popycha na ścianę (waży 150 kg na 165 cm). Każde takie zatarcie kończy się ostrą kłótnią, nerwami. Mój partner nie czuje wsparcia w rodzicach, wzywaliśmy jego chrzestna, żeby zdziałała coś - bezskutecznie. W każdej kłótni pada tekst w stronę mojego chłopaka "to nie jest twój dom, jak kupisz sobie od ojca, to wtedy będziesz mógł się rządzić". Teściowa i teść również mają problem z "wpadaniem" na nich poprzez żonę brata. Myśli, że jest panią domu, ze wszystko jej wolno, a dom nawet nie należy do niej. Rodzice nie dzwonią na policje, za to ona już tak i wtedy to my jesteśmy najgorsi. Jeśli coś się stanie idzie na nas. Nie można zwrócić im uwagi, że robią coś źle, bo wychodzi kłótnia. Nie wiem czy to ma znaczenie, ale ona nie pracuje, a jej mąż robi wszystko za nią, nawet sprząta, ona jedynie gotuje. Czy ja, jako partnerka jestem w stanie jakoś pomóc? Mogę coś zrobić? Chcę jedynie żyć spokojnie z chłopakiem, tak jak było kiedyś, teściowie również. Z drugą rodziną nie ma żadnych problemów, tylko ta jedna, potrafi przyczepić się o wszystko. Chce móc normalnie wyjść i zrobić sobie kanapki, ale nie mogę, bo dochodzi do przemocy. Nie mamy możliwości wyprowadzenia się w 4 osoby razem z rodzicami, dlatego szukam rozwiązania, nie wiem nawet do kogo zgłosić się o pomoc, czy mogę coś zrobić, czy tata mógłby... I czy potrzebuję dowodów. Najlepiej byloby gdyby oboje zniknęli z tego domu, nie sądzę, żeby policja mogła coś zdziałać w tej sprawie i czy w ogóle mogę ingerować w to. Proszę o pomoc
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!