Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z żałobą po długotrwałym związku? Strata Męża po 40 latach

Treść wrażliwa
W grudniu straciłam Męża, z którym byliśmy ponad 40 lat w związku. Moja rozpacz nie ma końca. Nic mnie nie cieszy. Nie jestem w depresji, mogę i pitrafię mobilizować się do różnych prac, także pracy zawodiwej. Ta jest moją terapią. Ale to wszystko mało. Wszystko mi przypomina mojego kochanego i kochającego Męża.... jak żyć. Najgorsze są dni wolne, których jednak też potrzebuję
User Forum

Anonimowo

12 dni temu
Jagoda Jek

Jagoda Jek

Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Po 40 latach wspólnego życia taka pustka i „obecność w braku” drugiej osoby potrafi być czymś, co dosłownie zmienia każdy dzień — i to, co opisujesz, bardzo pasuje do żałoby, a nie do „czegoś nie tak”.

To, że potrafisz pracować i funkcjonować, nie wyklucza ogromnego bólu. W żałobie często właśnie tak to wygląda: człowiek działa, bo musi, a emocje i tęsknota i tak są cały czas pod spodem. Zwłaszcza w dni wolne, kiedy nie ma struktury i obowiązków, ten brak staje się jeszcze bardziej odczuwalny.

Nie ma jednego sposobu na „przejście” tego, ale to, co zwykle stopniowo pomaga, to raczej uczenie się życia z tą stratą niż „pozbycie się” jej. Dla wielu osób ważne jest znalezienie jakiejś delikatnej formy kontaktu z pamięcią o bliskim (wspomnienia, rytuały, rozmowa o nim z kimś zaufanym), ale jednocześnie budowanie małych punktów oparcia w teraźniejszości — szczególnie właśnie na trudne dni wolne.

Warto też powiedzieć wprost: jeśli żałoba jest bardzo intensywna i utrzymuje się w taki sposób, że nic nie przynosi ulgi, to nie oznacza, że „to depresja” albo że coś jest nie tak z Tobą — ale może być sygnałem, że dobrze byłoby mieć obok siebie wsparcie psychologiczne w przechodzeniu przez ten etap. Nie po to, żeby „odciąć” od męża, tylko żebyś nie musiała być z tym bólem sama.

Na koniec tylko jedno zdanie, które wydaje mi się ważne w tym, co napisałaś: to, że nic Cię teraz nie cieszy w taki sposób jak kiedyś, nie znaczy, że już nigdy nic nie będzie miało sensu — tylko że jesteś w momencie, w którym życie musi się na nowo poukładać po ogromnej stracie.

 

11 dni temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Joanna Michałek

Joanna Michałek

Dzień dobry,

przytulam Cię.

Pół roku to bardzo krótko. Czuć jaka to była piękna codzienność. To nic dziwnego, że rozpaczasz i jest tobie ciężko.

Jak sobie pomóc? Nie naciskać na siebie, że coś muszę bo to już pół roku... Absolutnie bądź przy sobie. Zauważaj co się u ciebie dzieje, nie uciekaj od emocji. Nie powstrzymuj płaczu. Bądź przy sobie i troszcz się teraz o siebie. Żałoba trwa tyle ile potrzeba i tylko ty wiesz ile.

Nie wiem czy masz wsparcie.

Jeśli będzie bardzo trudno rozważ spotkanie ze specjalistą, który będzie świadkiem w twoim cierpieniu i wychodzenia z niego.

 

Wszystkiego dobrego dla ciebie.

Przytulam.

11 dni temu
Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry. Po stracie osoby, z którą spędziło się ponad 40 lat, tak głęboka tęsknota i ból są naturalną częścią procesu żałoby. To, że potrafi się Pani zmobilizować do codziennych obowiązków, nie oznacza, że cierpi Pani mniej. Najtrudniejsze często bywają właśnie chwile ciszy i samotności. Proszę pozwolić sobie przeżywać tę stratę we własnym tempie, a jeśli poczuje Pani, że ciężar staje się zbyt duży, warto skorzystać ze wsparcia psychologa. Nie chodzi o to, by zapomnieć o mężu, ale by z czasem nauczyć się żyć z tą stratą, zachowując pamięć o wspólnym życiu. 

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 


11 dni temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za kontak z nami. Moje najszczersze kondolencje. Między Pani słowami czuć przede wszystkim ogromną tęsknotę i miłość, która nie skończyła się wraz ze śmiercią Męża. Po ponad 40 latach wspólnego życia trudno oczekiwać, aby po kilku miesiącach ból przestał być obecny. Uważam, że to, że potrafi Pani pracować i wykonywać codzienne obowiązki, nie wyklucza głębokiej żałoby. Człowiek może funkcjonować a jednocześnie bardzo cierpieć.

Szczególnie poruszyło mnie zdanie, że najtrudniejsze są dni wolne. To właśnie wtedy najbardziej odczuwa się pustkę po kimś, kto przez tyle lat był częścią codzienności.Proszę nie wymagać od siebie, aby już „wrócić do dawnego życia”. Żałoba po tak wielkiej miłości nie polega na zapomnieniu, ale na powolnym uczeniu się życia z tą stratą. Jeśli poczuje Pani, że ten ciężar staje się zbyt trudny do uniesienia, warto poszukać wsparcia psychologa. Nie po to, by odebrać Pani tęsknotę, ale by pomóc nieść ją odrobinę lżej. 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

11 dni temu
Weronika Trojan

Weronika Trojan

Dzień dobry, 

Strata partnera to także strata rutyny w której żyliśmy przez wiele lat, potrzeba czasu aby przyzwyczaić się do odmienionej rzeczywistości. Ważne jest aby nie była Pani sama, być może rodzina, przyjaciółki mogą pomóc i towarzyszyć. Gdyby jednak poczuła Pani że rozpacz i cierpienie po śmierci męża nie słabnie warto pomyśleć o spotkaniu z psychologiem aby nie musiała Pani nosić tego ciężaru samej. Miejscem gdzie może się Pani udać jest m.in. fundacja Nagle Sami. 
Serdecznie pozdrawiam 

11 dni temu
Marzena Tomczyk

Marzena Tomczyk

Dzień dobry, straty są wpisane w nasze życie. Mniejsze i większe... i takie, które wydają się nie do przeżycia, bo wraz z nią czujemy jak by umierała część nas. Jakiś czas temu robiono badania, które zobrazowały, że osoby mające zaplecze społeczne w postaci bliskich znajomych, przyjaciół znacznie lepiej przechodzą przez trudne okresy w swoim życiu. Czasem może być pomocny psychoterapeuta, ale w roli towarzysza w żałobie. Także życzę wyrozumiałości dla Twojego smutku, łez. Życzę też dobrego czasu z bliskimi, przy których możesz czuć się bezpiecznie i z którymi możesz rozmawiać o tym co przeżywasz i czego potrzebujesz. Czasem trzeba czasowi dać czas. Pozdrawiam serdecznie.

11 dni temu
Małgorzata Klimowska

Małgorzata Klimowska

Bardzo poruszył mnie Pani wpis. Żałoba jest procesem, który u każdego przebiega inaczej i nie ma jednego właściwego sposobu jej przeżywania. 

Zwróciłam uwagę na to, że mimo ogromnego bólu potrafi Pani pracować, mobilizować się do codziennych obowiązków i sama zauważa Pani, że praca daje chwilowe ukojenie. To pokazuje, że nie zatrzymała się Pani całkowicie, choć cierpienie jest bardzo obecne. Przez tyle lat budowali Państwo wspólną codzienność, wspomnienia, plany. Śmierć najbliższej osoby to nie tylko strata człowieka, ale często także utrata świata, który tworzyło się wspólnie. Proszę dać sobie prawo do przeżywania tej żałoby we własnym tempie. Warto porozmawiać z psychologiem. Taka rozmowa nie sprawi, że przestanie Pani kochać czy tęsknić. Chodzi o to, żeby z czasem nauczyć się żyć z tą stratą. Czasami samo wypowiedzenie na głos, w obecności osoby, która potrafi uważnie wysłuchać i pomóc uporządkować te emocje, przynosi ogromną ulgę. Piszę to również z własnego doświadczenia, ponieważ jakiś czas temu sama straciłam Męża. Przesyłam dużo ciepła.

11 dni temu
Julia Szymańska

Julia Szymańska

Dzień dobry,

 

słyszę w Pani wiadomości duże przygnębienie, które w tej sytuacji jest całkowicie zrozumiałe. Pierwszy rok żałoby może być wyjątkowo trudny, ponieważ wtedy wiele rzeczy dzieje się po raz pierwszy bez ukochanej osoby, co przypomina nam o utracie.

 

Dobrze wiedzieć, że ma Pani energię do pracy. Przejście do działania jest z jednym ze sposobów na odsunięcie się od rozpaczy i przetrwanie najtrudniejszych tygodni lub miesięcy po stracie. Wyobrażam sobie, że kiedy brakuje zadań, do głosu dochodzą trudne emocje związane z żałobą. Na początek warto wiedzieć, że w żałobie możemy przeżywać silne, zmienne i czasami sprzeczne stany emocjonalne – może pojawić się między innymi żal, tęsknota, ulga, złość, poczucie winy czy wdzięczność.  Żałoba jest procesem, który wymaga czasu i zmienia się na przestrzeni tygodni, miesięcy lub lat. U każdego może on przebiegać nieco inaczej – nie ma jednego, prawidłowego czasu, w którym trzeba przeżyć żałobę czy zestawu uczuć, które muszą się pojawić. Co więcej, emocje, które wtedy czujemy, mogą zmieniać swoją intensywność i na przemian słabnąć lub nasilać się.


Najskuteczniejszym sposobem na przeżycie żałoby jest konfrontacja z uczuciami, które się z nią wiążą, przed czym może chronić zaangażowanie w pracę. Rozumiem, że mierzenie się z nimi jest bardzo trudne, szczególnie w pojedynkę. Tym samym zachęciłabym Panią do sięgania po wsparcie u bliskich osób. Czy są w Pani życiu ludzie (np. rodzina, przyjaciele), którym może Pani powiedzieć o swoim samopoczuciu, wspomnieniach? Czy ma Pani możliwość przy nich swobodnie wyrażać emocje? Jednym ze sposobów na ich wyrażenie jest płacz – to bardzo częsta reakcja w obliczu utraty, która nie jest powodem do niepokoju.


Jeśli nie ma Pani takiej możliwości, polecam zgłosić się do grupy wsparcia dla osób w żałobie. Jest to miejsce, w którym może Pani liczyć na zrozumienie i empatię w obliczu utraty, która jest wspólnym doświadczeniem wszystkich uczestników.  


Kolejnym rozwiązaniem w takiej sytuacji mogą być konsultacje z psychologiem, szczególnie jeśli czuje Pani, że emocje związane z żałobą są przygniatające i wpływają znacząco na Pani codzienne funkcjonowanie. Zarówno spotkania indywidualne, jak i grupowe pomogą Pani uporać się z dużym przygnębieniem.


Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego,

 

Julia Szymańska

12 dni temu
Aleksandra Well

Aleksandra Well

Bardzo mi przykro z powodu śmierci Pani Męża. Po ponad 40 latach wspólnego życia nie traci się tylko partnera ale traci się codzienność, poczucie bezpieczeństwa, wspólne plany, rytuały i osobę, z którą dzieliło się niemal całe dorosłe życie. To jest ogromna strata. Nie ma niestety sposobu, żeby przestać tęsknić za kimś, kogo się tak bardzo kochało. Miłość nie znika dlatego, że druga osoba umarła. Z czasem zmienia się jedynie sposób, w jaki z nią żyjemy.

Myślę, że na razie nie trzeba odpowiadać na pytanie, jak żyć przez następne 20 lat. Wystarczy czasem odpowiedzieć sobie: jak przeżyć ten weekend? Jak przeżyć dzisiejszy wieczór?

Może warto spróbować planować dni wolne trochę inaczej niż dawniej. Nie po to, żeby "zapomnieć", bo tego się nie da zrobić, ale żeby nie zostawać sam na sam z bólem przez cały dzień. Niektórzy odnajdują ulgę w spacerze o stałej porze, nawet jeśli początkowo nie sprawia przyjemności, spotkaniu z jedną życzliwą osobą, niekoniecznie na długą rozmowę, pielęgnowaniu małego rytuału związanego ze zmarłym – zapaleniu świeczki, napisaniu kilku zdań do niego w zeszycie, obejrzeniu wspólnych zdjęć przez określony czas, zamiast walczyć z tymi wspomnieniami przez cały dzień. To może zabrzmieć paradoksalnie, ale wiele osób mówi, że z czasem nie chodzi o to, by mniej kochać zmarłego, tylko by nauczyć się nosić tę miłość inaczej.

Od grudnia minęło zaledwie kilka miesięcy. Po czterdziestu latach wspólnego życia to naprawdę bardzo krótki czas. Dla wielu osób pierwszy rok jest najtrudniejszy, bo po raz pierwszy przeżywają wszystkie święta, urodziny, rocznice i zwykłe weekendy bez ukochanej osoby.

Jeżeli jednak zauważy Pani, że z czasem ból w ogóle nie zmienia swojego charakteru albo zaczyna całkowicie odbierać możliwość odczuwania czegokolwiek poza cierpieniem, warto pomyśleć o regularnych spotkaniach ze specjalistą, który pracuje z osobami w żałobie. Nie dlatego, że "jest z Panią coś nie tak", ale dlatego, że nie powinno się dźwigać tak wielkiej straty całkowicie samotnie.

Na koniec chcę odnieść się do jednego zdania, które bardzo mnie poruszyło: "Mój kochany i kochający Mąż." Nie każdy ma szczęście przeżyć ponad 40 lat w takim związku. To sprawia, że ból jest dziś tak wielki. Żałoba jest w pewnym sensie ceną za wielką miłość. To nie zmniejsza cierpienia, ale tłumaczy jego ogrom.

Warto również mieć obok osobę, z którą może Pani porozmawiać o swojej sytuacji, o swoich lękach ale także o zmarłym mężu, o tym jaki był, co najbardziej Pani w nim kochała. Często samo opowiedzenie o ukochanej osobie pozwala poczuć, że jej miejsce w naszym życiu nadal jest ważne.

12 dni temu
Grzegorz Kozicki

Grzegorz Kozicki

To, co Pani opisuje, wydaje się naturalną reakcją na utratę osoby, z którą spędziła Pani ponad 40 lat życia. Tak głęboka więź nie znika wraz ze śmiercią bliskiego człowieka, dlatego tęsknota, ból i poczucie pustki mogą towarzyszyć przez długi czas. To, że potrafi Pani pracować i wykonywać codzienne obowiązki, nie oznacza, że cierpienie jest mniejsze, często jest ono po prostu przeżywane w inny sposób.

Pisze Pani, że najtrudniejsze są dni wolne. Być może właśnie wtedy jest więcej przestrzeni na kontakt z samotnością i z tym, jak bardzo zmieniło się Pani życie. Nie ma jednej właściwej odpowiedzi na pytanie „jak żyć dalej”. Z czasem celem nie jest zapomnienie o ukochanej osobie, lecz znalezienie sposobu, aby zachować z nią wewnętrzną więź i jednocześnie stopniowo odzyskiwać możliwość przeżywania własnego życia.

Jeśli po kilku miesiącach ból nadal jest tak przytłaczający, że trudno Pani odnaleźć jakiekolwiek chwile ulgi lub nadziei, warto rozważyć rozmowę z psychoterapeutą. Przechodzenie przez żałobę nie oznacza, że trzeba być z nią samemu.

12 dni temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry 

 

 Szanowna Pani. Proszę przyjąć moje kondolencje. Strata osoby, z którą było się cztery dekady bez wątpienia jest stratą, którą jest trudno zaakceptować. Pisze Pani, że nie jest w depresji gdyż mobilizuje się do pracy, w tym zawodowej. Czy nie jest to forma udowadniania sobie czegoś, czego Pani się obawia? pozwala sobie Pani na "bycie słabszą" i miewaniu "gorszych dni" czy raczej wchodzi Pani w rolę, która dla ludzi jest silna, ale w środku się sypie. Pani mąż jest w głowie, w myślach, może w zdjęciach i pamiątkach w mieszkaniach. Pozwoliła sobie Pani na jego rytualne odejście? Z tego co widzę, to odpowiedź brzmi "nie". Jest kilka faz żałoby a ja mam wrażenie, ze Pani nadal, mimo upływu czasu zatrzymała się na pierwszej fazie. Kiedy jest pani w pracy, to skupia się na zajęciach, ale kiedy są wolne dni to jest pewnie pustka, płacz i tęsknota. Została dziura w sercu i oczekiwanie, że kiedyś to minie. Tylko czy Pani daje sobie na to przyzwolenie? Proszę udać się do psychologa, a następnie na terapię. Domyślam się, że po pogrzebnie nie korzystała Pani z pomocy specjalisty. Twierdzi Pani, że nie ma depresji i tego pani życzę, jednak proszę, aby to także zweryfikować. Życzę dużo sił i zdrowia. 

12 dni temu
Katarzyna Szczypior-Bałwas

Katarzyna Szczypior-Bałwas

Dzień dobry

Rozumiem, że rozpacz po stracie ukochanej osoby chwilami bywa nie do zniesienia. Jest to cały proces żałoby, który u każdej osoby przebiega bardzo indywidualnie. Każdy potrzebuje swojego czasu i oswojenia bólu. Niektórzy specjaliści dzielą czas żałoby na różne okresy: szoku, niedowierzania, niezgody, smutku, żalu, rozpaczy, ale też etap złości na sytuację, a nawet na zmarłą osobę, która w naszym odczuciu nas opuściła i zostawiła samych. Po jakimś czasie, gdy uporamy się z tymi uczuciami, przychodzi czas na pogodzenie się ze stratą i próbę dalszego życia w zgodzie na to, z zachowaniem w pamięci i sercu zmarłą osobę, która była dla nas ważna. Pamiętajmy, że jej część mieszka w nas.

Osobiście polecam książkę Kennetha J. Doka ,,Żałoba jest podróżą. Jak zmagać się ze stratą", która rozwiewa wiele mitów nt. przeżywania żałoby i dla mnie osobiście była dużym wsparciem z poradzeniem sobie z bólem.  

Ważne, że ma Pani zajęcie-pracę, która choć częściowo może zapełnić pustkę po ukochanym mężu. Ważne, by wsłuchiwała się Pani w siebie, to czego Pani potrzebuje, by zaopiekować się sobą i swoim bólem. Ważne, by w tym czasie starać się jednak, jeśli to możliwe, być blisko ludzi i w miarę możliwości nie izolować się od nich. To łagodzi. Wszystko wymaga czasu i łagodności wobec swoich uczuć.

Życzę siły i wytrwałości, trudniejszy czas minie, a Pani znów odnajdzie szczęście i nadzieję. Pozdrawiam Katarzyna Szczypior-Bałwas 

12 dni temu
Eliza Śliwińska

Eliza Śliwińska

Strata bliskiej osoby to jedno z najtrudniejszych wydarzeń w życiu. Z pani słów wybrzmiewa ogromne cierpienie, co w tej sytuacji jest naturalne. Z tego, co pani pisze odwracanie uwagi czynnościami życia codziennego pozwala pani na chwilę zapomnieć o przeżywanym bólu, oddala panią od kontaktu z emocjami na tę chwilę trudnymi do udźwignięcia. To symptomatyczne dla żałoby, a jednocześnie naturalne w sytuacji, która wydarzyła się w pani życiu. Czytając pani opis dostrzegam ciężar bólu straty z jakim pani się boryka. Cieszę się, że tak pięknie radzi sobie pani z tą sytuacją i angażuje się w różne prace, co ma dla pani działanie terapeutyczne. Widzę w pani działaniu zasoby wspierające panią w przeżywaniu tej sytuacji. Fakt, że napisała pani tę wiadomość, pokazuje, że potrafi pani szukać dla siebie pomocnych rozwiązań. Niemniej zachęcałabym panią do skorzystania ze specjalistycznego wsparcia psychologa / psychoterapeuty zajmującego się pomocą osobom w żałobie lub sytuacji kryzysowej. Taka pomoc może pozwolić pani złagodzić przykre emocje, wspólnie poszukać metod działających terapeutycznie oraz małymi kroczkami zaplanować i wprowadzać rozwiązania, które będą dla pani kojące i łagodzące. Oczywiście zapraszam na konsultację, chętnie podejmę się wsparcia pani w tym zakresie. Jeśli ma pani możliwość spędzania czasu z życzliwymi pani ludźmi lub kontaktu z innymi osobami poza domem, zachęcam do takich spotkań. Bliższe omówienie dostępnych dla pani źródeł wsparcia i wspólne zaplanowanie rozwiązań najlepszych dla pani jest możliwe na indywidualnym spotkaniu z wybranym przez panią specjalistą. Pozdrawiam serdecznie. 

11 dni temu
Edyta Kotula

Edyta Kotula

To, co Pani przeżywa, jest ogromną stratą. Po tylu latach wspólnego życia trudno oczekiwać, by po kilku miesiącach ból zniknął. To, że wszystko przypomina Pani Męża i że dni wolne są najtrudniejsze, jest bardzo częstym doświadczeniem osób w żałobie. o, co daje nadzieję, to fakt, że mimo cierpienia nadal potrafi Pani pracować, troszczyć się o codzienne sprawy i szukać sposobów, by przetrwać. To nie oznacza, że kochała Pani mniej, oznacza, że krok po kroku uczy się Pani żyć z tak wielką stratą. Żałoba nie polega na zapomnieniu ukochanej osoby. Z czasem zmienia się raczej jej miejsce w naszym życiu. Ból nie znika od razu, ale stopniowo przestaje wypełniać każdą chwilę. Obok tęsknoty zaczynają pojawiać się także ciepłe wspomnienia, wdzięczność za wspólnie przeżyte lata i momenty, w których można znów odczuć spokój, bez poczucia, że zdradza się pamięć o ukochanym.

Proszę być dla siebie cierpliwa. Nie ma właściwego tempa przeżywania żałoby. To, że dziś jest Pani tak trudno, nie oznacza, że tak będzie zawsze. Miłość do Męża pozostanie, ale z czasem może stać się źródłem ciepła, a nie wyłącznie bólu. Życzę Pani, aby ten dzień przyszedł, nawet jeśli dziś wydaje się jeszcze bardzo odległy.

9 dni temu

Zobacz podobne

Po poprzednim związku nauczyłam się rozliczania za wszystko, po równo. To jest straszne, jak sobie radzić?
Boję się rozliczania mnie z zachowań w związku. Chodzi mi o to, że z poprzedniego związku jestem nauczona, że partnerzy w relacji powinni robić dla siebie rzeczy w równej ilości: chłopak zaprosił mnie gdzieś, ja musiałam zrobić to samo następnym razem, on zainicjował coś, ja musiałam zrobić to samo, on kupił mi coś o jakiejś wartości, ja musiałam kupić o podobnej. Osobiście twierdzę, że nie trzeba tak bardzo pilnować takiego równego podziału na każdym kroku, ale boję się, że w przyszłości ,jak ktoś coś dla mnie zrobi to będę miała potrzebę odwdzięczenia się lub będę czuć się niekomfortowo, że ktoś coś dla mnie robi. Albo co gorsza, będę żyć w strachu, że daje od siebie za mało i zaraz ktoś mi to wypomni.
Jak sobie radzić z płaczem przy diagnozie zmienionego raka piersi?
Choruję na raka piersi,jestem o operacji oszczędzającej w trakcie leczenia uzupełniającego.Noestety w trakcie diagnozy i leczenia plan na mój przypadek 2×krotnie się zmienił.Na z lżejszej diagnozy na cięższą i z lżejszego leczenia również na dłuższe ,dużo dłużej.Za każdym razem jak się o tym dowiadywałam nie mogłam powstrzymać płaczu. (cichego)ale jednak.łzy po prostu lecą mi wtedy ciurkiem.Umiem nazwać tą emocję wiem z czego ona wynika.Ale mimo stosowania technik oddechowych,krótkiej modlitwy nie potrafię tego zatrzymać.Jest mi niezręcznie bo to dzieje się przy innych ludziach,lekarzach itp.Nie widziałam żeby ktoś inny tak otwarcie płakał i ja sama też wolałabym tego nie robić.Ale nie wiem jak?I zawsze wtedy towarzyszy mi mąż
Jestem miesiąc po okrutnym rozstaniu.
Cześć, to będzie długi post, ale mam nadzieję, że znajdzie się parę osób, którym będzie chciało się to przeczytać.. Muszę się wygadać. Jestem miesiąc po okrutnym rozstaniu. Po miesiącach wyznawań miłości, planowaniu przyszłości, mój facet zostawił mnie z dnia na dzień i oznajmił, że wraca do byłej. Sztylet w serce. Całkowite zerwanie kontaktu, zero wyjaśnień. Ona do niego wypisywała miesiącami, że nie daje rady bez niego, szantażowała go, obarczała go winą za całe zło świata, cały czas płakała, pisała do moich bliskich, że zniszczyłam jej związek. On mówił, że to psychopatka, że nie chce z nią być i myślał, że z czasem jej przejdzie. Że nie był z nią szczęśliwy, że była chorobliwie zazdrosna, nie mógł wychodzić, spotykać się ze znajomymi, że właściwie nie miał znajomych przez nią…Mówił, że ona jest mściwa, że przed ludźmi gra cudowną osobę, uśmiechniętą, serdeczną a nikt nie widzi, jaka ona jest na prawdę…traktowała go jak jej własność, jak przedmiot, widziałam wiadomości, które do niego wypisywała, ogólnie dramat. Zero liczenia się z jego potrzebami. W międzyczasie zmarł jej ojciec. Po rozstaniu z nią ona rozgadała wszystkim, że ją zostawił samą na tym świecie, że już nie ma nikogo, że to przez niego zmarł jej ojciec, bo coś przeczuwał. Byli ze sobą 10 lat. On jej mówił, że nie chce z nią być, bo już jej po prostu nie kocha, ale jeśli kiedyś będzie potrzebowała pomocy, to może na niego liczyć. Że spędzili ze sobą tyle czasu i chce się rozstać w zgodzie jak dorośli ludzie. Ona twierdziła, że on ją nadal kocha, że tylko się pogubił – przeze mnie. Już od tego czasu nie mieszkali razem, wyprowadził się i nie mieli żadnego kontaktu. Minęły 2 miesiące i znów się zaczęło…wypisywanie, płacz, manipulowanie. Zaproponowała mu pracę dorywczą u niej w firmie, że będzie miał możliwość sobie dorobić zdalnie. Przystał na to. Później spytała, czy pojedzie z nią na grób taty, stwierdziłam, że niech jedzie, w końcu to był jego teść przez 10 lat. Pojechał. Później znów coś, czy wyjdzie z psami, czy przyjdzie po coś tam itd… I tak z dnia na dzień czułam, że coś się miedzy nami pogarsza…spytałam, czy ponownie coś do niej poczuł, czy chce do niej wrócić, odpowiadał stanowczo, że NIE. Mówił, że jest mu jej żal, że jak był u niej w mieszkaniu to był syf itd a ona wygląda i zachowuje się jak wrak człowieka…że jakby miał do niej wrócić to tylko z litości i wtedy by poświęcił swoje życie dla niej…że on wie, jaka ona jest, że jakby wrócił, to do końca życia byłoby wypominanie, że ją zostawił, że ona jest najbiedniejsza, że jest chu**em, wszystkim by o tym mówiła itd… No i stało się. Przyszedł dzień rozstania. Znów spytałam, czy coś się między nami i nią a nim zmieniło. Powiedział, żebym dała mu czas na zastanowienie, że on sam nie wie kim jest, że bardzo mnie kocha. Wkurzyłam się, bo pytałam przez cały ten czas czy wszystko jest okej, czy coś się zmieniło, czy zrobiłam coś nie tak, że nie ma do mnie szacunku, bo do ostatniej chwili mówił, że jestem tylko ja i nic się nie zmieniło... Napisałam mu, że skoro ma wątpliwości co do naszego związku to ja je rozwieje. Pożyczyłam mu trochę kasy, powiedziałam, że ma pół roku na oddanie mi ich i na ten moment już nas chyba nic nie łączy i że złamał mi serce, kłamiąc do ostatnich wiadomości, że kocha tylko mnie… nawet nie odpisał. Parę dni później ustawił związek z nią na fb. Wszędzie mnie zablokował. To było miesiąc temu. 3 dni temu dodał z nią wspólne zdjęcie profilowe. Zero kontaktu. Zero wyjaśnień. Jestem tak zraniona…czy on cały czas mnie okłamywał? Nie znam osobiście jego byłej. Czy on zrobił z niej wariatkę, żeby tylko sobie por**ać na boku i manipulował mną? Czy on tak strasznie opluł osobę, z którą był 10 lat, byleby mieć skok w bok? A później wrócił do niej i błaga ją o przebaczenie? Czy ta dziewczyna jest tak w niego wpatrzona, że mu to wybaczyła? Czy wrócił do niej, bo tak mu jest po prostu wygodnie? Czy może ona robi z nim, co chce i dodaje te zdjęcia, zablokował mnie, ustawił związek, żeby mi pokazać, że on jest jej i robi mi na złość, a on się na to godzi? Pamiętam, jak mówił, że ona już tak robiła, żeby pokazać wszystkim, jaki to oni mają cudowny związek, a dobrze było tylko na zdjęciach… Czy może on faktycznie szczerze coś znów do niej poczuł i faktycznie wrócił do niej z miłości? Ja już nie chciałabym do niego wrócić, nawet jakby się odezwał, ten etap jest już za mną… Dręczą mnie pytania bez odpowiedzi. Co się w ogóle stało? W co on grał? Kto tu jest poszkodowany? Czy byłam tylko keks zabawką? Czy on ją kocha? Czy kochał mnie? Czy wrócił do niej z miłości, czy z litości? Nie mogę spać po nocach, rozpamiętuję, jestem potwornie zmęczona…budzę się w środku nocy i zaczyna się mielenie w głowie cały czas tego samego… ja już tego nie chce, ale to cały czas powraca…
Potrzeba bycia wykorzystanym jako sposób radzenia sobie z traumatycznymi doświadczeniami
mam aktualnie 18 lat (tak w razie co jestem trans ftm) od już w sumie dawna, może około 4 lat czuje bardzo dziwną potrzebę.. którą jest zostanie zgwałconym. była u mnie kiedyś sytuacja jak miałem może 12 lat kiedy spotkałem się specjalnie z jakimś chłopakiem prawdopodobnie w wieku 15/16 lat gdzie powiedział że ma jakoś 13, w celu "przelizania się". byłem wtedy też dotykany w miejscach intymnych, i prawie zmuszony do innego aktu seksualnego. stety niestety, do niczego poważnego nie doszło, prawdopodobnie dlatego że pokazywałem że tego nie chce i nie chciał potem jakiś konsekwencji gdyby ktoś się dowiedział. po jakimś dłuższym czasie, kiedy poznałem już swojego partnera (też jest trans), i dowiedziałem się że miał również sytuację z wykorzystaniem seksualnym, i prawdopodobnym gwałtem czuję potężną zazdrość.. czuje że moje przeżycie nie było "wystarczające" bądź "poważne". od tego czasu ciągle czuję że chce zostać zgwałconym, i przez tą chęć specjalnie próbowałem się umawiać z "podejrzanymi" mężczyznami w tym celu. nawet jeśli to nie byłoby konkretnie to, to nawet już po prostu czuje potrzebę współżycia z mężczyzną.. mieliśmy już kiedyś z partnerem rozmowę o moich wiadomościach z tymi ludźmi kiedy się dowiedział, i obiecałem że tego już więcej nie będę robić. ale ta potrzeba jest tak silna że nie daje mi spokoju, ale wiem że jakbym coś takiego zrobił to z naszym związkiem byłby koniec ponieważ tak się umówiliśmy... nie mam pojęcia co mam z tym zrobić, czuje się tak bardzo okropnie i obrzydliwie przez to..
Jaką psychoterapię wybrać przy CHAD i depresji po traumie samobójczej męża?

Dzień dobry. Od tego roku mierzę się z Chad. Mam pytanie, jaka psychoterapia by mi pomogła? Powoli pokonuje mnie depresja, nie radzę sobie. Przeszłam ogromną traumę, mój mąż popełnił samobójstwo. Proszę o odpowiedź.

Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.