
- Strona główna
- Forum
- psychoterapia, zaburzenia lękowe, związki i relacje
- Problemy z...
Problemy z odpowiedzialnością partnera i lęk uogólniony a terapia
Patrycja
Piotr Ziomber
Dzień dobry
To, co opisujesz, bardzo przypomina nie tyle „robienie czegoś źle”, ile utknięcie w starym układzie ról kiedy Ty bierzesz odpowiedzialność, a partner ją oddaje albo zostawia w zawieszeniu. To, że czujesz się jak „matka”, jest ważnym sygnałem, a nie przesadą. Z Twojego opisu widać że to Ty wycofałaś się z nadkontroli i dałaś mu przestrzeń na samodzielność, a On wcześniej słyszał jasny komunikat, że to jego zadanie. Zamiast przejąć sprawę, zostawił ją do ostatniej chwili. Teraz próbuje przesunąć winę na Ciebie. To nie wygląda jak Twoja „wina”, tylko jak sytuacja, w której próbujesz zmieniać relację, a partner jeszcze nie wszedł w nowy sposób funkcjonowania.
Najważniejsze pytanie nie brzmi: „czy ja zawaliłam?”, tylko czy on potrafi wziąć odpowiedzialność bez tego, że ktoś go pilnuje?. Jeśli przez lata ty organizowałaś, przypominałaś, ratowałaś i domykałaś sprawy, to on mógł się do tego przyzwyczaić. Wtedy kiedy przestajesz nosić wszystko na sobie, napięcie często wraca jako pretensja wobec tej osoby, która wcześniej utrzymywała system. Jednocześnie Twoja potrzeba kontroli może być realna i warta pracy terapeutycznej, ale to nie unieważnia faktu, że partner również ma swój udział w tej dynamice. Dwie rzeczy mogą być prawdziwe jednocześnie. Ty możesz mieć tendencję do nadodpowiedzialności, a on może mieć trudność z inicjowaniem i domykaniem własnych spraw.
Na dziś, przed weselem, najważniejsze jest odróżnić problem praktyczny od problemu relacyjnego. Koszula jest pilna, ale jeszcze ważniejsze jest to, czy chcesz dalej wchodzić w rolę osoby, która ratuje sytuację kosztem siebie.
Możesz powiedzieć krótko i spokojnie: Dałam Ci przestrzeń, żebyś sam zdecydował i kupił koszulę. Nie biorę odpowiedzialności za to, czego nie zrobiłeś mimo wcześniejszych ustaleń. Mogę pomóc, ale nie będę już prowadzić tego za Ciebie. To jest komunikat o granicy, nie o karze i tak musisz to odbierać, nie inaczej. Jeśli po tak jasnym komunikacie on nadal reaguje obwinianiem Ciebie, to warto obserwować, czy to jednorazowy incydent, czy stały wzorzec unikania odpowiedzialności. Zwracaj uwagę nie tylko na słowa, ale też na czyny, czy potrafi planować, decydować, domykać sprawy i naprawiać własne błędy. Jeżeli natomiast czujesz, że lęk i poczucie winy pchają Cię do natychmiastowego przejęcia wszystkiego z powrotem, to właśnie jest materiał bardzo ważny na terapię. W takich sytuacjach dobrze pracuje się nad granicami, tolerowaniem napięcia i odróżnianiem odpowiedzialności własnej od cudzej. Na podstawie tego, co piszesz, nie wygląda to na to, że Ty „źle zrobiłaś”. Bardziej wygląda na to, że próbujesz wyjść z roli osoby nadmiernie odpowiedzialnej, a partner nie umie jeszcze utrzymać swojej części odpowiedzialności bez oporu i oskarżeń.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Sylwia Skibińska
Dzień dobry,
Z opisu wynika, że konsekwentnie próbuje Pani zmieniać swoje dotychczasowe schematy i oddawać partnerowi odpowiedzialność za jego sprawy. To ważny krok. Fakt, że partner nie wywiązał się z ustaleń, nie oznacza, że ponosi Pani za to odpowiedzialność.
Warto kontynuować pracę nad stawianiem granic i obserwować, czy partner jest gotowy wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje. Zdrowa relacja opiera się na zaangażowaniu obu stron, a nie na tym, że jedna osoba stale przejmuje rolę opiekuna.
Pozdrawiam serdecznie,
Sylwia Skibińska
Ryszard Salmanowicz
Powiem wprost: nie mam pojęcia, co ta sytuacja ma wspólnego z psychiatrycznymi diagnozami w stylu lęku uogólnionego. Za to wiem, że kwestia „ubierania” mężczyzn i – jak to się nazywa fachowo – „wyuczonej bezradności” (lub nieudolności) jest wyjątkowo podkręcona w polskiej kulturze poprzez bardzo silnie zakorzenione oczekiwania co do płci. Nawet Pani nie wie, jak częsty to problem, i to w dwie strony: że facet chce lub nie chce się ubierać.
To z pozoru tylko błahy problem. Pod spodem nie kryje się żaden lęk uogólniony, tylko zatrważająca przemoc naszej kultury (nie tylko polskiej, oczywiście), która każe ludziom w relacjach romantycznych się wykorzystywać, nazywając to miłością. Jeszcze bardziej przeraża fakt, że my się na to godzimy, a objawy tego typu przemocy – właściwe dla sytuacji niekończącej się walki, jaką są współczesne związki romantyczne – nazywamy psychiatrycznymi zaburzeniami lękowymi.
Żeby z tego wyjść, trzeba rozprawić się i z jednym, i z drugim.
Paulina Duda
Dzień dobry,
jest Pani w procesie przyglądania się swoim dotychczasowym sposobom funkcjonowania w relacji i podejmuje Pani próby wprowadzania zmian, co może być jednocześnie bardzo ważne i obciążające emocjonalnie.
Sytuacja związana z koszulą wydaje się być dla Pani czymś więcej niż jednorazowym zdarzeniem. Widzę, że podjęła Pani świadomą decyzję o wycofaniu się z przejmowania odpowiedzialności za sprawy partnera i pozostawieniu mu przestrzeni do samodzielnego działania. W odpowiedzi usłyszała Pani jednak, że ponosi winę za brak realizacji tego zadania, co mogło wywołać wiele trudnych emocji.
Jest Pani obecnie w trakcie zmiany utrwalonych wzorców funkcjonowania w relacji. Takie zmiany często powodują napięcie i mogą ujawniać trudności obecne w związku od dłuższego czasu. To naturalne, że w tym procesie pojawiają się pytania o własną odpowiedzialność oraz o odpowiedzialność drugiej osoby.
Słyszę również, że od dłuższego czasu doświadcza Pani poczucia bycia bardziej w roli opiekunki niż partnerki. Rozumiem, że może to być dla Pani bardzo obciążające i że obecna sytuacja uruchomiła silne emocje, w tym myśli o potrzebie oddalenia się i znalezienia dla siebie bezpiecznej przestrzeni.
Zachęcam, aby poruszyła Pani tę sytuację podczas kolejnych spotkań terapeutycznych, ponieważ może ona dostarczyć wielu ważnych informacji dotyczących dynamiki Państwa relacji oraz Pani przeżyć związanych z odpowiedzialnością, granicami i wzajemnymi oczekiwaniami.
Pozdrawiam
Paulina Duda
Psychoterapeuta CBT
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry Pani Patrycjo,
Mam wrażenie, że znalazła się Pani w bardzo trudnym momencie zmiany. Przez lata brała Pani odpowiedzialność za wiele spraw a kiedy spróbowała postąpić inaczej, pojawiło się napięcie i obwinianie, to często zdarza się wtedy, gdy w relacji zmieniają się dotychczasowe role.Zwróciło moją uwagę, że zamiast porozmawiać o tym, dlaczego koszula nie została kupiona, odpowiedzialność została przeniesiona na Panią. Moim zdaniem to może utrudniać budowanie partnerskiej relacji.Proszę dać sobie czas. Jedna sytuacja nie przesądza o przyszłości związku ale może być cenną informacją o tym, jak oboje reagujecie na zmianę.Proszę zastanowić się: czy partner rzeczywiście nie bierze odpowiedzialności, czy może nie jest jeszcze gotowy na zmianę dotychczasowego sposobu funkcjonowania? I jak chciałaby Pani, żeby wyglądał Wasz związek za rok, jeśli oboje mielibyście wziąć odpowiedzialność za swoją część relacji?
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Bożena Nagórska
Pani Patrycjo,
Z Pani opisu wynika, że znalazła się Pani w klasycznej pułapce, która często pojawia się przy próbie zmiany dotychczasowych, wieloletnich ról w związku. Kiedy przez lata jedna strona przejmuje pełną kontrolę i odpowiedzialność, wchodząc w rolę „matki”, druga strona naturalnie zwalnia się z myślenia i uczy wygodnej bierności.
To, co stało się z koszulą, to bardzo ważny, choć bolesny moment w Pani procesie terapeutycznym. Pani partner nie potrafił udźwignąć odpowiedzialności, ponieważ przez 10 lat nie musiał tego robić, a dodatkowo zastosował mechanizm obronny w postaci przerzucenia winy na Panią, by nie konfrontować się z własnym zaniedbaniem. Proszę nie brać tej winy na siebie – Pani postąpiła zgodnie z zaleceniem psychologa, dając partnerowi przestrzeń i jasno komunikując nowe zasady.
Ta sytuacja pokazuje, że zmiana w relacji nie zadzieje się z dnia na dzień i wywoła opór, ponieważ partnerowi było wygodnie w poprzednim układzie. Warto ten incydent szczegółowo omówić na najbliższej sesji terapeutycznej, ponieważ idealnie obrazuje on, jak trudne, ale też konieczne jest konsekwentne stawianie granic i wytrzymanie dyskomfortu związanego z oddawaniem partnerowi odpowiedzialności za jego dorosłe decyzje.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Joanna de Sousa Costa
Zatrzymało mnie zdanie, że „dałaś partnerowi szansę na odpowiedzialność”. Zastanawiam się, czy to sformułowanie nie odsłania czegoś ważnego o Waszej relacji. Czasem, gdy przez lata przejmujemy odpowiedzialność za drugą osobę, nawet próba jej oddania może nadal wiązać się z poczuciem, że to my decydujemy o tym, kiedy i w jaki sposób druga osoba przejmie odpowiedzialność. To nie jest zarzut ani ocena – po prostu taka refleksja pojawiła mi się podczas czytania Twojego wpisu :)
Jednocześnie na podstawie jednego opisu trudno odpowiedzieć, czy partner ma trudność z braniem odpowiedzialności, czy oboje jesteście w trakcie zmiany utrwalonego przez lata sposobu funkcjonowania. To, co opisujesz, brzmi raczej jak początek takiej zmiany niż odpowiedź na pytanie, jak będzie wyglądała Wasza relacja dalej.
Życzę Ci dużo spokoju i uważności w odkrywaniu swoich potrzeb i tego, co jest dla Ciebie ważne w tej relacji. Pozdrawiam :)
Edyta Kotula
Dzień dobry,
można na to spojrzeć jak na zmianę dotychczasowego schematu w Waszej relacji. Zaczęła Pani oddawać partnerowi odpowiedzialność za jego sprawy, co może być trudne zarówno dla pani, jak i dla partnera. Z opisu wynika, że zakomunikowała pani swoje oczekiwania i pozostawiła partnerowi decyzję oraz odpowiedzialność za zakup koszuli. W takich momentach często nie chodzi już o samą sytuację (koszulę), tylko o zmianę utrwalonego sposobu funkcjonowania w związku. I to zwykle jest dla obu stron niewygodne. To, że pojawiło się wzajemne poczucie winy i frustracja, może być dobrym tematem do dalszej pracy nad relacją. Takie zmiany rzadko są komfortowe na początku. Wyzwaniem w takich sytuacjach bywa też rozmowa z drugą stroną, utrzymanie spokoju, jasności i trzymanie się faktów, bez wchodzenia w wzajemne obwinianie się. Często ważne jest wtedy, żeby mówić o swojej odpowiedzialności i granicach, a jednocześnie nie przejmować odpowiedzialności za decyzje i zaniechania partnera.
Pierwszy krok i postawienie granicy jest już za Panią. A nauka nowych schematów w relacji zwykle wymaga czasu, cierpliwości i dużo łagodności wobec siebie i tego Pani życzę.
Pozdrawiam
Edyta Kotula | Psycholog, Psychotraumatolog
Oliwia Grzemba
Witam,
Już spieszę z pomocą - partner prawdopodobnie ma problem z braniem odpowiedzialności. Nie jesteś temu winna - może było tak, że np. za dziecka był często wyręczany. To tak jak np. ze zmywaniem naczyń - dojdzie jeden talerz, drugi, trzeci i niekiedy dopiero wtedy osoba widzi, że ma stertę w zlewie. Zaproponowałaś pomoc z koszulą - to jest OK. Nie chciał skorzystać - trudno. Słynna polska terapeutka, Katarzyna Miller, nieraz poruszała ten temat w różnych podcastach - można np. na parę dni wyjechać i zobaczyć, jak sobie poradzi. Może też go dręczy jakiś problem, o który niekoniecznie chce bezpośrednio porozmawiać - może byłby w stanie się otworzyć przed specjalistą? A może z jakiejś przyczyny nie chce iść na to wesele?
Joanna Michałek
Dzień dobry,
jesteś na początku procesu terapeutycznego, więc nie zawsze to idzie na pstryknięcie. Daj sobie czas i partnerowi także. 10 lat wspólnej codzienności, przyzwyczajeń ;)
Ja bym przyjrzała się jakie to było dla mnie odpuścić temat koszuli. Czy naprawdę odpuściłam ten temat, skoro poinformowałam partnera, że mogę pomóc, ale to jego odpowiedzialność.
Jak się czujesz w roli jego matki?
Czy on wie, że tak się czujesz?
Jak chcesz się czuć w relacji z nim ?
Powodzenia!

Zobacz podobne
Jestem osobą, która za bardzo patrzy co będzie kiedyś, ale myślę, że trochę to wina tego, co dzieje się teraz.
Mianowicie chodzi o to, że chciałabym w końcu zacząć układać życie, wejść w związek, iść naprzód. Tylko, że jest problem. Martwi mnie jedna rzecz w tym wszystkim ciągle- czasy mamy, jakie mamy i ciągle gdzieś z tyłu głowy mam myśl, że boje się tego związku z partnerem.
Paraliżuje mnie ten strach, że gdy znajdę już miłość, zamieszkamy razem, np. będą już dzieci, związek nagle się rozpadnie/dojdzie do rozwodu lub zdrady. Mam myśli, że taki związek nie przetrwa "do końca życia", że on i tak mnie zostawi, już nie daj Bóg z dziećmi. Nawet po 10 latach, ale i tak to się stanie.
Dużo jest przypadków od kobiet, które się rozstały w ciąży czy po 8 latach, które były w szczęśliwych małżeństwach itd. Nie potrafię sobie z tym poradzić, chciałabym wejść w związek, być kochana, ale gdy myślę o tym, co mnie może spotkać, że zostanę zraniona lub samotną matką na zawsze i on zniszczy mi życie-boję się. Co robić?

