
- Strona główna
- Forum
- psychoterapia, rozwój i praca, związki i relacje
- Czy psychoterapia...
Czy psychoterapia skupiająca się na realizmie sytuacyjnym istnieje?
Anonimowo
Joanna Michałek
Dzień dobry,
tak czytam i czytam twoją wypowiedź/pytanie i widzę niezrozumienie.
Myślę, że każda terapia coś dała tobie i przede wszystkim cały czas pracuje.
Rozumiem, że nie otrzymujesz tego co chcesz, ale fajnie, że szukasz bo to oznacza, że jesteś otwarta a zatem wpuściłaś co nieco ze swoich terapii.
Czy miałaś sesję metodą Brainspotting?
Może tu coś znajdziesz dla siebie.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Jagoda Jek
Poruszasz bardzo ważny temat. Myślę, że wiele osób ma podobne wątpliwości, gdy trafia do gabinetu z konkretnym problemem życiowym, a rozmowa szybko schodzi na przekonania, emocje czy sposób interpretowania rzeczywistości.
Warto podkreślić, że psychoterapia nie polega na przekonywaniu człowieka, że jego problemy nie istnieją lub że wszystko jest wyłącznie kwestią nastawienia. Jednocześnie trudno ocenić na podstawie wpisu, co dokładnie działo się w Twoich dotychczasowych procesach terapeutycznych i czy faktycznie dochodziło do pomijania realnych okoliczności życiowych.
Z perspektywy psychologicznej zarówno warunki zewnętrzne (praca, finanse, środowisko, relacje), jak i sposób ich przeżywania mają znaczenie. Dobra terapia zwykle stara się uwzględniać oba te obszary, zamiast sprowadzać trudności wyłącznie do jednego z nich.
To, co opisujesz, może też wskazywać na potrzebę bardzo jasnego określenia celu współpracy ze specjalistą. Niektóre osoby szukają przede wszystkim przestrzeni do pracy nad emocjami i schematami, inne bardziej potrzebują wsparcia w podejmowaniu decyzji, analizie sytuacji życiowej czy poszukiwaniu konkretnych rozwiązań. Są również nurty terapeutyczne i formy pomocy psychologicznej, które w większym stopniu koncentrują się na aktualnych trudnościach, funkcjonowaniu i celach niż na zmianie przekonań.
Myślę, że warto potraktować swoje dotychczasowe doświadczenia nie jako dowód na to, że „terapia nie jest dla mnie”, ale jako ważną informację o tym, jakiego rodzaju pomocy szukasz i czego potrzebujesz od specjalisty. Być może pomocne byłoby już na początku konsultacji otwarte powiedzenie o swoich oczekiwaniach i wcześniejszych rozczarowaniach. Dobra relacja terapeutyczna zakłada możliwość rozmowy także o tym, jak rozumiecie problem i jaki ma być cel wspólnej pracy.
Bożena Nagórska
Dzień dobry
Pani wątpliwości są całkowicie zasadne, a podejście, którego Pani szuka, nie oznacza, że psychoterapia nie jest dla Pani. Opisuje Pani sytuację, w której specjaliści zbyt sztywno skupili się na pracy poznawczej i zmianie interpretacji, ignorując realne czynniki środowiskowe, finansowe czy systemowe. W psychologii nazywa się to podstawowym błędem atrybucji, czyli tendencją do szukania przyczyn problemów wyłącznie wewnątrz człowieka, z pominięciem wpływu realnego kontekstu życiowego. Zdrowa terapia nie polega na relatywizowaniu faktów ani na „zaklinaniu rzeczywistości” pozytywnym myśleniem.
Jeśli zależy Pani na realizmie, analizie funkcjonalnej i praktycznej zmianie warunków życia, idealnym wyborem będzie nurt behawioralny w ramach CBT, który skupia się na zachowaniach, bodźcach z otoczenia i konkretnych umiejętnościach, zamiast na samych myślach. Bardzo pomocna może okazać się również Terapia Akceptacji i Zaangażowania (ACT), ucząca radykalnego realizmu i budowania konkretnego planu działania, oraz Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach (TSR), nastawiona na małe, praktyczne kroki życiowe. Warto też rozważyć doradztwo zawodowe lub coaching kariery, ponieważ przy problemach z niedopasowaniem do zadań czy pracy, analiza predyspozycji w zderzeniu z rynkiem bywa celniejszym narzędziem niż klasyczna terapia.
Podczas pierwszej wizyty u nowego specjalisty ma Pani pełne prawo postawić sprawę jasno i otwarcie powiedzieć, że szuka Pani realnej analizy sytuacyjnej oraz wsparcia w zmianie warunków życia, a nie pracy nad zmianą interpretacji faktów. Dobry profesjonalista uszanuje te granice.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Patrycja Legieć-Michalska
Zmiana w psychoterapii to nie jest jednorazowe wydarzenie, lecz stopniowy proces poszerzania samoświadomości siebie, osiągnięcie większego wglądu we własne emocje, myśli. Polega na porzucaniu niekonstruktywnych schematów i poszerzaniu elastyczności psychicznej. Proces psychoterapii obejmuje 'przepracowanie', korektę trudnych doświadczeń oraz rozwój osobisty oraz poprawę relacji z otoczeniem. Do podjęcia psychoterapii może nas motywować realny kryzys, poczucie pustki, 'utknięcia' w życiu, powtarzające się schematy, cierpienie psychiczne. Owocna praca terapeutyczna odróżnia się od relatywizowania problemów głównie poprzez kontakt z emocjami, oraz w dalszych krokach poprzez realną zmianie zachowania. W procesie terapii jest miejsce na ból, smutek, cierpienie, podczas gdy relatywizacja (często będąca mechanizmem obronnym intelektualizacji lub racjonalizacji) służy ucieczce przed trudnymi uczuciami poprzez ich umniejszenie.
Agata Radecka
Dzień dobry, może nie jest Pani zainteresowana psychoterapią, która zazwyczaj jest pracą długoterminową, wglądową i wymaga zaangażowania w relację. Ponieważ zakładamy, że zmiana możliwa jest właśnie dzięki relacji. A także, że nasze postrzeganie rzeczywistości i wybory są uwarunkowane naszym wewnętrznym światem. Pani, jak rozumiem, chce analizy, nazwałabym to nawet superwizją pewnych swoich wyborów:)
Może być też tak, że Pani racjonalne argumenty są formą oporu, za którym z kolei może kryć się lęk przed zaangażowaniem, zaufaniem i zmianą. Szczególnie, że pisze Pani o wielu doświadczeniach, jak rozumiem frustrujących i rozczarowujących.
Natomiast dopóki nie będzie w Pani pragnienia zmiany nie ma co zmuszać się do kolejnych konsultacji z psychoterapeutami. Myślę, że niezależnie od nurtu, w konsekwencji usłyszy Pani to samo.
Na coachingu zupełnie się nie znam ale może to jest droga dla Pani?
Pozdrawiam, Agata Radecka
Ryszard Salmanowicz
Rozumiem tę frustrację fantastycznie. Jest to fundamentalny problem w klasycznych nurtach terapii i psychologii. Terapia jako dyscyplina zbudowana była w obrębie subkietywnej interwencji. Proszę popatrzeć na prace chociażby Freuda i potem nurtów psychoanalitycznego, potem psychodynamicznego, a potem nawet kognitywno behawioralnego. Wszystkie one zakładają, że coś zepsutego jest w umyśle człowieka. Czym jest ten umysł? To jest założenie czysto filozoficzne i pochodzi od Kartezjusza, przeniknęło one w myśl europejską tak dogłębnie, że nie da się nawet dyskutować z faktem, niby oczywistym, że człowiek ma emocje i myśli, a róznica między nimi?
I niby to tylko filozofia, ale psychologia to filozofia - historycznie i fundamentalnie. Od niedawna dopiero próbuje z bardzo złymi rezultatami ubrać się w naukę ścisłą.
Powiem wprost: jedyna forma realizmu jaką można dostać w głównych nurtach psychologicznych to redukcjonizm - tzn. sprwadzenie wszystkiego do biochemii. Ale to jak procesy biochemiczne mają się przekładać na świadomość ludzką, nikt nigdy nie wykazał. Więc większość dynamiki w terapii jest w sferze, która nie podlega prawom sprawdzalności - w totalnym subiektywiźmie "umysłu". A takiej arenie też nie jest sama modalność i rola eksperta poddana żadnej dyskusji, to też element tej układanki.
Ja wiem, że to bardzo ciężka odpowiedź, ale Pana/Pani frustracja to dosłownie samo centrum kryzysu replikowalności w psychiatrii i psychologii. Mimo tego, trzymam kciuki na znalezienie specjalisty, który z szacunkiem podchodzi do obiektywnej rzeczywistości!
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Myślę, że porusza Pani bardzo ważny temat. Czasami w dyskusjach o zdrowiu psychicznym powstaje fałszywy podział: albo problem tkwi w człowieku, albo w otoczeniu. Tymczasem najczęściej prawda leży gdzieś pomiędzy. Czytając Pani wpis, nie odniosłam wrażenia, że odrzuca Pani refleksję nad własnym sposobem myślenia. Bardziej słyszę potrzebę, by ktoś potraktował poważnie także obiektywne okoliczności życia. Rzeczywiście, zdarzają się sytuacje, w których problemem nie jest zniekształcone myślenie, lecz niedopasowanie środowiska, przewlekły stres, niekorzystne warunki pracy czy brak wsparcia społecznego. Mam wrażenie, że szuka Pani nie tyle pocieszenia, co wspólnego namysłu nad rzeczywistością. W takim przypadku mogą być pomocne nurty, które większą wagę przywiązują do kontekstu życia, wartości i podejmowania decyzji, np. terapia egzystencjalna, terapia systemowa czy niektóre formy coachingu psychologicznego i doradztwa zawodowego. Zastanawiam się też, czy najważniejszym pytaniem nie jest: „Co mogę zmienić w sobie?”, ale „Jak rozpoznać, które trudności wynikają ze mnie a które z warunków, w jakich funkcjonuję?”. To bardzo dojrzałe pytanie i wydaje mi się, że dobra terapia nie powinna z góry zakładać odpowiedzi.
Być może warto podczas pierwszych spotkań mówić terapeucie wprost o tej potrzebie. Nie każdy specjalista pracuje w ten sam sposób a dopasowanie podejścia bywa równie ważne jak sam nurt.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Katarzyna Świdzińska
Dzień dobry,
Pani pytanie jest bardzo zasadne. Nie mam wrażenia, że odrzuca Pani psychoterapię. Raczej wygląda na to, że potrzebuje Pani takiej formy pomocy, która w większym stopniu uwzględnia rzeczywistość zewnętrzną, a nie tylko świat przekonań i emocji.
Dobrzy terapeuci zwykle starają się badać oba obszary jednocześnie - to, co wynika z sytuacji, oraz to, jak człowiek ją interpretuje. Problem pojawia się wtedy, gdy jedna z tych perspektyw całkowicie przesłania drugą. Rzeczywiście zdarza się, że realne trudności związane z pracą, statusem, zdrowiem, relacjami czy dopasowaniem do środowiska są zbyt szybko sprowadzane do „przekonań”. A przecież czasem problem jest częściowo lub nawet w dużej mierze rzeczywisty.
Zdrowa praca nad myśleniem nie polega na przekonywaniu Pani, że problemu nie ma. Polega raczej na zadawaniu pytania „Co jest faktem, a co moją interpretacją tego faktu?”. Jeśli analiza prowadzi do wniosku, że warunki życia są rzeczywiście niekorzystne, to równie zdrowym celem terapii może być zmiana tych warunków lub podjęcie konkretnych decyzji życiowych.
Mam wrażenie, że mogłyby być Pani bliższe nurty egzystencjalne, systemowe lub niektóre formy terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach. Często więcej miejsca poświęcają one kontekstowi życia, ograniczeniom, wyborom i dopasowaniu człowieka do środowiska, zamiast skupiać się wyłącznie na korekcie myślenia.
To, co Pani opisuje, nie brzmi dla mnie jak opór przed zmianą. Bardziej jak potrzeba, by ktoś potraktował Pani obserwacje rzeczywistości poważnie i wspólnie zastanowił się, co można z nimi zrobić.
Pozdrawiam,
Katarzyna Świdzińska, Psycholog
Małgorzata Klimowska
Zacznę trochę przekornie: w tym "teście" wyszło, że 37% trudności wynika z Pani sposobu funkcjonowania, 53% ze środowisku, a 10% zależy od pogody. Niestety w psychologii to tak nie działa. Bo nawet jeśli pięć osób obserwuje tę samą sytuację, każda zobaczy trochę coś innego. Jeśli jakikolwiek terapeuta powie Pani wprost, że ma Pani przejść od punktu A do punktu B i to rozwiąże wszystkie problemy, to proszę jak najszybciej od niego uciekać! Bo rzeczywiście, żeby móc podjąć świadomą decyzję o zmianie pracy, związku czy środowiska, najpierw trzeba sprawdzić, czy patrzę na sytuację przez możliwie szerokie okno, czy przez dziurkę od klucza. Właśnie to próbują robić terapeuci. Nie po to, żeby udowodnić Pani, że się Pani myli, tylko po to żeby odzyskała Pani możliwość wyboru. Bo czasami ktoś naprawdę jest w toksycznym środowisku. Czasami naprawdę jest niedopasowany do pracy. Czasami naprawdę doświadcza odrzucenia. I wtedy samo "przepracowanie przekonań" nie rozwiąże problemu. Dlatego według mnie najlepsza odpowiedź na Pani pytanie brzmi: najpierw sprawdźmy, jak Pani widzi sytuację. A potem sprawdźmy, czy problem leży w Pani, w środowisku, czy – jak najczęściej bywa – częściowo tu i częściowo tu. I nie da się tego zrobić na pojedynczym spotkaniu. Nie mówię, że Pani chodzić na terapię przez 7 lat. Czasami wystarczy kilka, kilkanaście spotkań. Być może nie potrzebuje Pani osoby, która powie, że wszystko jest w Pani głowie. Być może potrzebuje Pani osoby, która pomoże wspólnie przyjrzeć się całej sytuacji i dopiero wtedy zastanowić się, co warto zmienić.
Piotr Ziomber
Dzień dobry
To jest dobre pytanie na grupę. Relacje pacjent - terapeuta i oczekiwania, które się rozmijają. Trudno jest odpowiedzieć jednoznacznie na ten post, kiedy pacjentka ma "złe doświadczenia" z terapeutami i wydaje mi się, że według Pani oceny wina jest po winie specjalisty, który nie podąża za Pani myśleniem. To nie jest zarzut, chciałbym, aby to wybrzmiało. Psychoterapia ewaluuje i co jakiś czas powstają nowe nurty, ale z reguły w dużym stopniu są one w dużej mierze czerpane z wcześniej powstałych. Człowiek ewaluuje, a nauka nie zawsze za tym nadąża, kiedy zmieniają się schematy i uniwersalizm człowieczeństwa. Co ja mogę Pani polecić? Numer integracyjny, który jest najbardziej elastyczny i podąża za pacjentem, stosując różne oddziaływania z różnych nurtów. I jest jeszcze coś, co tutaj zauważam. Cierpliwość i dopasowanie terapeuty do pacjenta. Niektórzy specjaliści oferują darmowe lub niskopłatne konsultacje, aby pacjent zobaczył, czy będzie mu po drodze z tym terapeutą. Według mnie warto zainteresować się nurtem integracyjnym.
Katarzyna Rembecka (Roguska)
Dzień dobry,
psychoterapia (zwłaszcza poznawczo - behawioralna) skupia się na tym, aby szukać tego realistycznego spojrzenia na rzeczywistość. Dlatego sprawdzamy interpretacje, błędy poznawcze i przekonania - bo one często działają jak okulary, które tę rzeczywistość zniekształcają. A my chcemy dotrzeć do tego, co jest właśnie bardziej namacalne i realne.
Jeśli więc trafiła Pani na terapeutów, którzy szukali "pozytywnego spojrzenia", tam gdzie fakty były jednoznaczne - to rozumiem Pani frustrację.
Natomiast, co ważne - w terapii możemy pracować tylko nad zmianą Pani. Nie zmienimy innych ludzi. Możemy zmieniać Pani sposób myślenia lub Pani zachowanie. To może wpłynąć na zachowanie innych ludzi - pośrednio - ale nie musi. Dlatego zajmowanie się innymi ludźmi w terapii indywidualnej jest trochę stratą czasu - rozważaniem tego, nad czym i tak nie mamy kontroli.
Pisze Pani o wielu terapiach - być może warto spróbować w Pani przypadku psychoterapii grupowej, jeśli trudności są w dużej mierze w relacjach. Grupa terapeutyczna to miejsce, gdzie można naprawdę namacalnie zweryfikować, czy Pani odczucia, co do tego, jak jest Pani odbierana, pokrywają się z rzeczywistością, a jeśli tak - to co warto zmienić, aby była Pani odbierana inaczej. Po prostu w toku grupy terapeutycznej jest miejsce na to, aby dawać sobie nawzajem szczery feedback. Dla wielu osób to może być doświadczenie znacznie więcej wnoszące niż terapia indywidualna.
Pozdrawiam serdecznie,
Katarzyna Rembecka
Sylwia Skibińska
Dzień dobry,
Myślę, że porusza Pani bardzo ważny temat. Dobra psychoterapia nie polega na przekonywaniu, że problemu nie ma lub że wystarczy zmienić sposób myślenia. Równie istotne jest rzetelne przyjrzenie się rzeczywistym ograniczeniom, warunkom życia i temu, na co mamy wpływ, a na co nie.
Zmiana przekonań nie powinna zastępować analizy rzeczywistości, lecz ją uzupełniać. Czasami problem rzeczywiście wynika głównie z otoczenia lub niedopasowania, a zadaniem terapeuty jest pomóc to rozpoznać i wspólnie zastanowić się nad możliwymi rozwiązaniami, zamiast podważać każde spostrzeżenie pacjenta.
Być może nie chodzi o to, że psychoterapia nie jest dla Pani ale o znalezienie nurtu i terapeuty, którego sposób pracy będzie odpowiadał Pani potrzebom. Warto już na początku powiedzieć, że zależy Pani na wspólnej analizie sytuacji, czynników środowiskowych i praktycznych możliwościach zmiany. Dobra relacja terapeutyczna powinna uwzględniać właśnie takie oczekiwania.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska

Zobacz podobne
Od paru lat byłam w terapii poznawczo-behawioralnej.
Uważam, że co mogłam, to z niej zaczerpnęłam, natomiast nie czuję się całkiem spełniona w swoim procesie zdrowienia i zapisałam się na terapię psychodynamiczną. Czuje się dziwnie, a na pewno inaczej, może i gorzej, niż w CBT. Zastanawiam się, czy tak powinno być, czy to jest moje przeniesienie, które się zadziało, czy może jednak nieodpowiedni dla mnie specjalista.
Nie poczułam żadnej empatii, „zaopiekowania się”, żadnego ciepła, niczego, z czym dotychczas kojarzył mi się terapeuta. Zaznaczę, że było to pierwsze spotkanie. Czy jest to okej?
Czy możliwe, że we mnie już się zadział jakiś głębszy proces, czy może jest to kwestia niedopasowania pacjent-terapeuta?
Mija kolejna godzina, a ja siedzę i zastanawiam się, co się właściwie wydarzyło i dlaczego tak mocno mnie to dotknęło i mam problem sobie z tym poradzić. Mimo że na końcowe pytanie terapeuty o to, jak się czuję, odpowiedziałam, że dziwnie/inaczej/ciężko, nie uzyskałam żadnej informacji zwrotnej czy jest to okej, czy rady jak się w tym odnaleźć. Dodam, że jestem ciekawa pracy w tym nurcie i kładę w nim głębokie nadzieje dla siebie, więc nie chcę się zrażać, jeżeli mam czuć te emocje to okej, tylko nie chciałabym być w błędzie, że jednak nie tak powinien zachowywać się terapeuta i nie chciałabym opłacać pracę niekompetentnej osoby, a że nie mam pojęcia jak to powinno wyglądać, to proszę o wskazówki…

