Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
70 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,6
Oceny na podstawie kilkuset opinii w sklepach
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Brak radości życia, zaniedbywanie siebie i niska samoocena – jak odzyskać chęć do życia?

Jak zacząć odczuwać radość w życiu. Codziennie analizuje każdy aspekt mojego życia,pytam rodziny,by nauczyć się jak żyć,ale wciąż mi czegoś brakuje. Brakuje mi docenienie siebie i kochanie siebie. Podstawowe czynności wykonuje niedbale,byle jak (jak zauważyła moja siostra) nie chodzę do fryzjera, nie robię makijażu, nie kupuje ubrań,ciągle chodzę w tych samych,jem to samo. Żyję jak tak zwany leń. Nie mam ochoty sprzątać,ani dbać o siebie odpowiednio. Bo nie wiem jaki to ma cel. Nie mam radości i nie mam chęci życia,ale chcę je znaleźć. Często mam sny o tym,że ktoś mnie porywa albo policja mnie zamyka w więzieniu i wtedy czuję się bezpiecznie i czuję radość. Nie wiem dlaczego pragnę takiego życia i dlatego to życie mi nie odpowiada.
Magdalena Bernatowicz-Bujwid

Magdalena Bernatowicz-Bujwid

Bardzo ważne zdanie, które Pani napisała to "nie mam radości (...), ale chcę je znaleźć". To oznacza, że jest w Pani taka część, która pragnie zmiany. Mogłabym zarekomendować, aby zapisała się Pani do psychologa lub psychoterapeuty_ki, który_a jest psychologiem w celu odbycia wywiadu diagnostycznego. Być może potrzebna też będzie konsultacja psychiatryczna. A mówiąc bardziej po ludzku - może potrzebuje Pani wejść w proces powolnego odplątywania tego supełka o nazwie "nic mnie nie cieszy" i zobaczyć co się w nim kryje. Pozdrawiam ciepło, Magdalena Bernatowicz-Bujwid 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Julia Szymanowska

Julia Szymanowska

Szanowna Pani,

 

to, co Pani opisuje nie brzmi lenistwo. To, że podstawowe czynności wykonuje Pani "byle jak", że nie ma Pani ochoty zadbać o siebie, że nie widzi Pani celu w sprzątaniu, fryzjerze czy nowych ubraniach, a jednocześnie chce Pani odzyskać radość - to obraz, który w psychologii nazywamy anhedonią, czyli utratą zdolności do odczuwania przyjemności. Jest to jeden z podstawowych objawów depresji i, co ważne, objaw dobrze poddający się leczeniu.

Chciałabym zwrócić uwagę na kilka wątków:

I. Analizowanie zamiast doświadczania. Pisze Pani, że codziennie rozkłada na czynniki pierwsze każdy aspekt swojego życia i pyta rodzinę, jak żyć. To zrozumiałe - szukamy instrukcji, gdy czujemy się zagubieni. Problem w tym, że radości nie da się wymyślić ani wywnioskować. Ona powstaje z kontaktu z czymś, a nie z analizy tego kontaktu. Im więcej analizy, tym mniej miejsca na samo doświadczenie. To zjawisko nazywamy ruminacją i ono samo w sobie podtrzymuje obniżony nastrój.

II. Kolejność jest odwrotna, niż się Pani wydaje. Czeka Pani na chęć i na cel, żeby zacząć działać. W depresji to nie działa - chęć pojawia się po działaniu, nie przed nim. Na tym opiera się aktywacja behawioralna, jedna z najlepiej przebadanych metod pracy z anhedonią: robimy małe, konkretne rzeczy niezależnie od motywacji i sprawdzamy, co się dzieje z nastrojem. Nie chodzi o generalny remont życia, tylko o jedną drobną rzecz dziennie, wykonaną z uwagą.

III. Sny, o których Pani pisze. Nie interpretowałabym ich dosłownie i nie traktowała jako diagnozy, ale motyw jest wymowny. We śnie ktoś przejmuje kontrolę, a Pani czuje ulgę i bezpieczeństwo. To może mówić o ogromnym zmęczeniu koniecznością bycia sterem własnego życia i o niezaspokojonej potrzebie opieki, przewidywalności, struktury. 

IV. Miłość do siebie nie jest punktem startu - pisze Pani, że brakuje Pani doceniania i kochania siebie. To nie jest decyzja, którą się podejmuje, tylko efekt uboczny traktowania siebie przyzwoicie przez dłuższy czas. Zamiast pytać "jak mam siebie pokochać", warto zapytać: "co zrobiłabym dziś dla kogoś, na kim mi zależy?"  i zrobić to dla siebie, nawet bez uczucia.

 

Bardzo Panią proszę, aby skonsultowała się Pani z psychiatrą i rozważyła psychoterapię w nurcie opartym na dowodach (CBT sprawdza się tu szczególnie dobrze), u osoby z certyfikatem lub w trakcie szkolenia w szkole akredytowanej przez PTTPB. To, co Pani opisuje, jest leczalne, ale nie da się tego przemyśleć samodzielnie, bo samo myślenie jest tu częścią problemu.

 

Napisała Pani, że nie ma chęci życia. Nie wiem, jak głęboko to sięga, i nie chcę zgadywać, ale jeśli kiedykolwiek te myśli się nasilą, w Polsce działa całodobowe wsparcie kryzysowe pod numerem 116 123.

 

To, że mimo wszystko chce Pani znaleźć radość, jest najważniejszym zdaniem w Pani wpisie. Ta część Pani nie zniknęła i jest niezwykle ważna w powrocie do zdrowia. 

 

Trzymam za Panią kciuki.

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Zaczęłabym nie od pytania „jak mam pokochać siebie?”, ale „co sprawiło, że tak trudno mi dziś o siebie dbać i czerpać z życia przyjemność?”. Brak radości, energii i zainteresowania codziennymi czynnościami może towarzyszyć m.in. depresji, dlatego warto porozmawiać o tym z psychologiem lub psychiatrą.Nie trzeba od razu zmieniać całego życia. Proszę zacząć od bardzo małych rzeczy, które są formą troski o siebie, a nie obowiązkiem np. przygotowania sobie czegoś dobrego do jedzenia, krótkiego spaceru czy zadbania o wygląd w taki sposób, jaki Pani odpowiada.

Zwróciłabym też uwagę na sny, w których zamknięcie czy porwanie daje Pani poczucie bezpieczeństwa. Być może warto wspólnie ze specjalistą przyjrzeć się temu, czego tak bardzo potrzebuje Pani na co dzień, że dopiero w takiej sytuacji pojawia się spokój i radość.Najważniejsze jest to, że napisała Pani: „chcę je znaleźć”. To bardzo dobry punkt wyjścia moim zdaniem.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

 

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

  Po pierwsze trzeba zidentyfikować to, czego brakuje. Nazwać to i nadać temu wartość. Coś stoi za tą niechęcią i rezygnacją. Możliwe, że jest to wynik Pani przeszłości, a możliwe, że wiąże się to z Pani osobowością. Objawy, które Pani opisuje mogą wskazywać na kilka możliwości, ale temu musi przyjrzeć się specjalista w czasie wywiadu, a na jego postawie dokona badań psychometrycznych. Co do zmian to można a nawet w Pani przypadku należy powoli, bez pośpiechu małe kroki, które przyniosą w Pani ocenie pozytywne zmiany. Pani anhedonia jest jak najbardziej do wyleczenia, ale należy dać sobie szasnę. Wszystko jest w Pani rękach. Proszę zacząć od lekarza pierwszego kontaktu, zrobić podstawową morfologie, w tym sprawdzić poziom witaminy D oraz magnezu i potasu. Następnie psycholog lub psychoterapeuta. Wszystkiego dobrego. 

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Pani poczucie braku chęci do życia, zaniedbywanie siebie oraz niepokojące sny o zamknięciu wskazują na wypalenie emocjonalne i potrzebę zewnętrznego, bezpiecznego zdjęcia z siebie odpowiedzialności. Radości nie odnajduje się przez ciągłe analizowanie i pytanie innych, lecz poprzez małe, czułe akty samowspółczucia i odpuszczenie nierealnych wymagań wobec siebie. Zamiast szukać wielkiego celu, proszę zacząć od jednej drobnej rzeczy dziennie zrobionej wyłącznie dla własnej przyjemności i rozważ szczerość z psychoterapeutą w tej trudnej sprawie.

Powodzenia.

Bożena Nagórska

Jagoda Jek

Jagoda Jek

To, co opisujesz, brzmi bardziej jak trudność z odczuwaniem przyjemności i motywacji niż „lenistwo”. Kiedy człowiek przez dłuższy czas nie widzi sensu w codziennych czynnościach, nawet zadbanie o siebie czy posprzątanie może wydawać się pozbawione celu.

Zwróciłabym też uwagę na ciągłe analizowanie i pytanie rodziny, jak należy żyć. Być może tak bardzo próbujesz znaleźć „właściwy sposób” na życie, że coraz mniej kontaktujesz się z tym, czego sama chcesz. Nie musisz najpierw nauczyć się kochać siebie, żeby zacząć o siebie dbać. Możesz zacząć od bardzo małych rzeczy: zjeść coś, co lubisz, wziąć prysznic, wyjść na spacer, założyć ubranie, w którym dobrze się czujesz. Nie jako obowiązek, tylko jako sposób potraktowania siebie z odrobiną troski.

Sny o porwaniu czy więzieniu same w sobie nie oznaczają, że naprawdę chcesz takiego życia. Ciekawsze jest to, że właśnie w tych snach pojawia się poczucie bezpieczeństwa i radości. Warto zastanowić się z psychologiem, co daje Ci tam bezpieczeństwo, czego brakuje Ci na co dzień i dlaczego dopiero odebranie sobie odpowiedzialności pozwala Ci odpocząć.

Najważniejsze jest jednak zdanie „nie mam chęci życia”. Jeśli oznacza ono myśli o zrobieniu sobie krzywdy albo o tym, że nie chcesz żyć, nie zostawaj z tym sama – powiedz o tym bliskiej osobie i skontaktuj się z psychologiem lub lekarzem. To jest moment, w którym warto potraktować swoje samopoczucie poważnie, a nie jako brak silnej woli.

~ Jagoda Jek, psycholożka

Eliza Śliwińska

Eliza Śliwińska

Dzień dobry. 
To smutne, że nie odczuwa Pani radości z życia i bardzo cieszy mnie fakt, że ma Pani chęć zmiany tej sytuacji, a nawet poszukuje Pani sposobób zrobienia czegoś, aby poprawić swoją sytuację. To bardzo dobrze, że ma Pani w sobie taką refleksyjność i otwartość na zmianę, a także że napisała Pani właśnie w tym miejscu - zwracając się po poradę do specjalistów. 
Taki stan rzeczy wymaga podjęcia osobistej konsultacji ze specjalistą. Czasem pomocne mogą okazać się odpowiednie leki. Niemniej, zachęcam Panią jednocześnie do skorzystania ze wsparcia psychoterapeuty, np. pracującego w nurcie poznawczo-behawioralnym. Osobiście rekomendowałabym przyjrzenie się Pani myślom, emocjom, działaniom oraz Pani przekonaniom na temat samej siebie, innych ludzi, życia, świata.To właśnie takie oddziaływania cieszą się wysoką skutecznością u pacjentów z podobnymi objawami. 
Serdecznie zachęcam do skorzystania ze wsparcia. 
Pozdrawiam uprzejmie Eliza Śliwińska 

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry. Wskazuje to na znaczne obniżenie nastroju i utratę zdolności odczuwania przyjemności. W takiej sytuacji nie warto zmuszać się do „cieszenia życiem” ani szukać jednej odpowiedzi, jak należy żyć. Zachęcałabym do konsultacji z psychologiem, a także psychiatrą, szczególnie że pojawia się brak chęci do życia. Wsparcie specjalisty może pomóc ustalić, z czego wynika obecny stan i stopniowo odzyskać energię oraz zainteresowanie codziennością.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 


komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Traumatyczne dzieciństwo i nastoletni czas, nabawienie się problemów psychicznych i próba poradzenia sobie
Mam ogromny problem ze sobą.. Zdaję sobie sprawę, że ten problem powinien być przedyskutowany ze specjalistą, że powinnam iść na terapię. Od zawsze siebie nienawidzilam, pierw była faza na mój wygląd, popadłam w zaburzenia odżywiania. Zaczęło się tak od jakiegoś 13-14 roku życia, pragnęłam wyglądać jak "anorektyczka",głodziłam się też chciałam chyba zwrócić na siebie uwagę, żeby moja mama zauważyła. Na szczęście faza ta minęła, a jak się pewnie domyślacie nigdy tą anorektyczką nie zostałam tylko przez to przytyłam +20kg. Następna faza jaką się u mnie zaczęła to po prostu nienawiść siebie za całokształt. Nie lubiłam swojego charakteru, to jak się zachowuje przy znajomych, że nie jestem taka pewną siebie dziewczyna, że nie jestem śmieszna i ogólnie zaczął się pojawiać u mnie ogromny overthinking, puste oczy i mina jak dupa. Po prostu przestałam być szczęśliwa. Zdaję sobie sprawę, że to przez dzieciństwo. Tata alkoholik, mama, która przeżyła piekło nie dzieciństwo, przez co miała problemy z agresją. Teraz już wiem dlaczego moja siostra już od tak naprawdę 10 roku życia miała też problemy ze sobą, cierpiała na depresję i często to nawraca. Teraz ją rozumiem, kiedyś mówiłam, że po prostu w d* jej się przewraca i jest niewdzięczna za to ile rodzice nam dali, bo jak byłyśmy małe nie było pieniędzy, byliśmy bardzo biedni, z czasem zaczęła nam się ta sytuacja finansowa poprawiać. Wracając do mojej mamy. Przez to, że sama miała nieprzepracowaną traumę, odbijało to się na nas, traktowała nas jak śmieci, często pytałam się jako dziecko czy nas w ogóle kocha, bo sprawiała wrażenie, że nas nienawidzi. Upokarzała przy rodzinie, lanie, krzyk był na porządku dziennym, często za nic, za to, że czegoś nie posprzątałyśmy (do dnia dzisiejszego traktuje nas jak służących, od zawsze była strasznie leniwa, więc od 5-6 roku życia już lataliśmy z miotłą) lub wyszłyśmy gdzieś do kogoś się pobawić na podwórko.. Czyli to co dzieci po prostu robią. A ja codziennie od kilku lat zadawałam sobie pytanie „dlaczego ja siebie tak nienawidzę?” Jestem dobrym człowiekiem, zawsze miałam szacunek do każdego, pracowita, z ogromnym sercem. Dlaczego tak bardzo czuję że nie powinnam istnieć, że nie zasługuje na nic.. Teraz jestem w związku, który przez moje problemy zaczyna się psuć. Przez to że jestem nieszczęśliwa sama ze sobą, a jak tak, to jak mam być szczęśliwa z kimś? Jestem w trakcie właśnie próby naprawiania siebie, słucham podcastów, praktykuje te wszystkie rzeczy, żeby mówić i myśleć o sobie dobrze, żeby wyrzucić z siebie tego krytyka z głowy. Zaczęłam to robić codziennie bo chciałam naprawić też moj zwiazek. Problem polega na moim przesadnym marudzeniu, częstym płakaniu. (Od września wyjechałam za granicę, co powoduje ze jestem jeszcze bardziej nieszczęśliwa, tęsknię za rodziną, znajomymi), na tym że wszystko traktuje jako atak, niewinne zdanie jest dla mnie atakiem, powodem do płaczu. Często czuję stres przed błachymi rzeczami, że zaraz mi się za coś dostanie ochrzan. Już chciałam wszystko naprawić, poszedł krok do przodu, wiedziałam co muszę robić i małymi kroczkami się uda… niestety wczoraj pokłóciliśmy się znowu z chłopakiem tym razem tak ostro, nawet nie pamiętam od czego się zaczęło, chyba znowu musiałam coś powiedzieć, coś zamarudzic, ze go to zabolało, bo go to boli, odbiera mu męskość i czuję że nie potrafi mi dać szczęścia. Zaczął wytykać moje wady, moje problemy od góry do dołu. Coś we mnie pękło, 10 kroków w tył… jeszcze bardziej siebie nienawidzę, nie potrafię wrócić na właściwe tory, do tego pozytywnego myślenia. Jak zresztą, jak powiedział mi całą prawdę o mnie.. Chciałabym w końcu być szczęśliwa ze sobą. W głowie mam wykreowana siebie, za te kilka lat, już z przepracowanymi problemami, pewna siebie, potrafiąca rozbawić, szczęśliwą kobietę, którą nie obchodzi opinia innych.
Chyba nie umiem sobie poradzić ze sobą, od lipca mój stan się polepsza i pogarsza i psychicznie i fizycznie, czuję ucisk w gardle, raz męczy mnie tydzień później mam chwilę spokoju i znów...
Hej , jestem Wiktoria chyba nie umiem sobie poradzić ze sobą , od lipca mój stan się polepsza i pogarsza i psychicznie i fizycznie czuje ucisk w gardle raz męczy mnie tydzień później mam chwilę spokoju i znów .. stresuje się jak gdzie muszę wyjść sama albo sama zostać w domu . Jestem w związku małżeńskim 3 lata mam 2 dzieci, nie jestem szczęśliwa ... Są dni kiedy było fajnie super ale odkąd urodziłam syna 3 lata temu oddaliliśmy się od siebie ja zaczelam po porodzie chorować . Zdiagnozowali u mnie guza tarczycy jestem już po wycięciu , później operacja zatok nieudana czeka mnie kolejna , zakrzepica żył po usuwaniu żylaków i w kółko coś . Po operacji tarczycy kiedy wróciłam do domu mój mąż się odemnie odsunął . Nie wiem co się stało nie chciał ze mną siedzieć , nie wspierał ,wolał wyjść z synem z domu i pisać smsy że mam sobie przemyśleć czy to ma sens od tamtej pory dużo razy słyszałam że mam się zastanowić , finalnie zostawałam . Mąż jest typem który ze mną walczy np. Nie mogę mieć koleżanek .. choć mam tylko 1 na dobrą sprawę która jest jak siostra od 8 lat i widzę się z nią raz w roku bo mieszka zagranicą. Jest typem który wyzywa innych , obraża , przez to przyjaciółka nie była nawet na moim ślubie . Dusze się już w tej relacji ale boje się co by było gdybym odeszła. Moja córka jest autystyczna nie pracuje mam marne 2600 z tytułu rezygnacji z pracy co miesiąc plus 500+ nie dałabym rady chyba utrzymać dzieci , siebie i wynajętego mieszkania . To nie jedyne problemy odkąd jestem z mężem raz mam raz nie mam kontaktu z byłym partnerem obydwoje nas do siebie ciągnie nasze rozstanie było przez głupotę ani on ani ja nie potrafimy o siebie zapomnieć ale razem też nie będziemy jestem pomiędzy przeszłością , tym co jest i tego czego się boje . Proszę powiedzcie co mam robić . Ps. Dodam że mam 25 lat , z mężem praktycznie nie uprawiamy seksu czasem ciągnie się to 2-3 mc wychodzę z inicjatywą coś zrobimy i znowu nic , jest mi już wstyd samej przed sobą bo śnie że go zdradzam .
Dlaczego często nie czujemy zupełnie niczego
Dlaczego często nie czujemy zupełnie niczego
Na wstępie przyznam, że nigdy nie korzystałam z żadnej pomocy psychologiczne. Od kilku lat czuję, że nic nie cieszy mnie tak jak kiedyś
Dzień dobry. Na wstępie przyznam, że nigdy nie korzystałam z żadnej pomocy psychologicznej. Jestem kobietą, mam 18 lat. Od kilku lat (ok. 4) czuję, że nic nie cieszy mnie tak jak kiedyś. Ciągle mam wrażenie, że coś się zmieniło, ale nie jestem w stanie określić, co konkretnie. Nawet, jak jest wszystko dobrze, to w głębi czuję, że i tak pewnie wydarzy się coś przykrego, złego, więc i tak nie warto się cieszyć. Mam trochę zainteresowań i pasji, dawniej codziennie robiłam coś z tym związanego, i naprawdę mi to sprawiało radość, interesowałam się wieloma rzeczami. Teraz bardzo rzadko mam na to ochotę i nie mam chęci do robienia czegokolwiek - zazwyczaj marnuję czas na telefonie (to utrzymuje się od ok. 2 lat). Czuję też takie fizyczne zmęczenie i "zastój". Jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie, to nie czuję się wycofana - w szkole rozmawiam ze znajomymi, śmieję się, żartuję. Mam potrzebę, by spotykać się z rówieśnikami, rodziną - ogólnie, aby coś się działo. Bo takie właśnie spotkania sprawiają, że zwyczajnie się "trzymam" - mam dobry humor, jest to dla mnie odskocznia. Jednak wciąż ze wszystkiego nie umiem się cieszyć w pełni, tak w stu procentach. Coś zawsze mąci spokój, siedzi z tyłu głowy. Sypiam normalnie (choć nawet, gdy śpię tyle, ile potrzebuję, czuję zmęczenie), apetyt raczej mi dopisuje, nie mam żadnych myśli samobójczych. Jeśli chodzi o samoocenę, to nie mam jej bardzo mocno zaniżonej. Odnoszę jednak wrażenie, że mój wygląd się zmienił na gorsze, twarz jest taka "przygaszona". Jestem nerwowa, stresują mnie niekiedy zwykłe, codzienne sprawy, np. pójście na autobus, umówienie się na wizytę do lekarza. Bardzo często myślę, że nie wydarzy się u mnie już nic ciekawego. Przyszłość raczej mnie martwi, niż napawa optymizmem. Nie wiem, co sądzić o takim stanie. Nie jestem przygnębiona cały czas, jednak tak jak wspominałam, boję cię być szczęśliwa, albo też nie potrafię. Czuję, że nie jestem tą samą osobą co wcześniej. Pierwszy raz opisałam dokładnie to, co czuję, starałam się być szczegółowa. Stąd moje pytanie: czy warto się skonsultować ze specjalistą, jeśli takie coś się utrzymuje już długo? Jeśli ma to znaczenie, to mniej więcej w latach 2016-2017 miałam bardzo silny stres (do tego stopnia, że zasypiałam i budziłam się z niepokojem) związany z tym, że wmawiałam sobie choroby bądź też bałam się, że mam jakąś chorobę. Szczególny lęk dotyczył tego, że stracę wzrok, oślepnę (dość długo diagnozowałam chorobę oczu, która finalnie okazała się niegroźna). Bez przerwy o tym myślałam, ciągle czułam niepokój. Miewałam okres, że byłam spokojna po zapewnieniach lekarzy, że nic mi nie jest, jednak w pewnym momencie znów wyrabiałam własne teorie, że jednak coś się dzieje z moim wzrokiem. Teraz uczęszczam na regularne wizyty i nie odczuwam niepokoju z tego tytułu.
Czy mam zespół serotoninowy? Psychiatra niedostępny.
Dzień dobry. Od ponad roku leczę się na nerwicę, depresję, lęki. Choruje na nadciśnienie oraz mam insulinooporność, przyjmuję leki rano Indapen, wieczorem Ebivol pół tabletki i Sedam 3 jedną tabletkę. Leczę się u psychiatry, który po raz kolejny nie trafił z lekiem. Zmieniałam juz 4 razy w ciągu roku. Teraz mam Sedam biorę go od 4 miesięcy, chyba przestał działać - nasiliły się ataki paniki, lęki, skacze ciśnienie, mam duszności i drżenie ciała no i bardzo mi jest zimno. Boję się czy to tylko lek przestaje działać, czy to zespół serotoninowy? Proszę o pomoc, bo mój lekarz jest niedostępny.
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.