Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Brak radości życia, zaniedbywanie siebie i niska samoocena – jak odzyskać chęć do życia?

Jak zacząć odczuwać radość w życiu. Codziennie analizuje każdy aspekt mojego życia,pytam rodziny,by nauczyć się jak żyć,ale wciąż mi czegoś brakuje. Brakuje mi docenienie siebie i kochanie siebie. Podstawowe czynności wykonuje niedbale,byle jak (jak zauważyła moja siostra) nie chodzę do fryzjera, nie robię makijażu, nie kupuje ubrań,ciągle chodzę w tych samych,jem to samo. Żyję jak tak zwany leń. Nie mam ochoty sprzątać,ani dbać o siebie odpowiednio. Bo nie wiem jaki to ma cel. Nie mam radości i nie mam chęci życia,ale chcę je znaleźć. Często mam sny o tym,że ktoś mnie porywa albo policja mnie zamyka w więzieniu i wtedy czuję się bezpiecznie i czuję radość. Nie wiem dlaczego pragnę takiego życia i dlatego to życie mi nie odpowiada.
Magdalena Bernatowicz-Bujwid

Magdalena Bernatowicz-Bujwid

Bardzo ważne zdanie, które Pani napisała to "nie mam radości (...), ale chcę je znaleźć". To oznacza, że jest w Pani taka część, która pragnie zmiany. Mogłabym zarekomendować, aby zapisała się Pani do psychologa lub psychoterapeuty_ki, który_a jest psychologiem w celu odbycia wywiadu diagnostycznego. Być może potrzebna też będzie konsultacja psychiatryczna. A mówiąc bardziej po ludzku - może potrzebuje Pani wejść w proces powolnego odplątywania tego supełka o nazwie "nic mnie nie cieszy" i zobaczyć co się w nim kryje. Pozdrawiam ciepło, Magdalena Bernatowicz-Bujwid 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Julia Szymanowska

Julia Szymanowska

Szanowna Pani,

 

to, co Pani opisuje nie brzmi lenistwo. To, że podstawowe czynności wykonuje Pani "byle jak", że nie ma Pani ochoty zadbać o siebie, że nie widzi Pani celu w sprzątaniu, fryzjerze czy nowych ubraniach, a jednocześnie chce Pani odzyskać radość - to obraz, który w psychologii nazywamy anhedonią, czyli utratą zdolności do odczuwania przyjemności. Jest to jeden z podstawowych objawów depresji i, co ważne, objaw dobrze poddający się leczeniu.

Chciałabym zwrócić uwagę na kilka wątków:

I. Analizowanie zamiast doświadczania. Pisze Pani, że codziennie rozkłada na czynniki pierwsze każdy aspekt swojego życia i pyta rodzinę, jak żyć. To zrozumiałe - szukamy instrukcji, gdy czujemy się zagubieni. Problem w tym, że radości nie da się wymyślić ani wywnioskować. Ona powstaje z kontaktu z czymś, a nie z analizy tego kontaktu. Im więcej analizy, tym mniej miejsca na samo doświadczenie. To zjawisko nazywamy ruminacją i ono samo w sobie podtrzymuje obniżony nastrój.

II. Kolejność jest odwrotna, niż się Pani wydaje. Czeka Pani na chęć i na cel, żeby zacząć działać. W depresji to nie działa - chęć pojawia się po działaniu, nie przed nim. Na tym opiera się aktywacja behawioralna, jedna z najlepiej przebadanych metod pracy z anhedonią: robimy małe, konkretne rzeczy niezależnie od motywacji i sprawdzamy, co się dzieje z nastrojem. Nie chodzi o generalny remont życia, tylko o jedną drobną rzecz dziennie, wykonaną z uwagą.

III. Sny, o których Pani pisze. Nie interpretowałabym ich dosłownie i nie traktowała jako diagnozy, ale motyw jest wymowny. We śnie ktoś przejmuje kontrolę, a Pani czuje ulgę i bezpieczeństwo. To może mówić o ogromnym zmęczeniu koniecznością bycia sterem własnego życia i o niezaspokojonej potrzebie opieki, przewidywalności, struktury. 

IV. Miłość do siebie nie jest punktem startu - pisze Pani, że brakuje Pani doceniania i kochania siebie. To nie jest decyzja, którą się podejmuje, tylko efekt uboczny traktowania siebie przyzwoicie przez dłuższy czas. Zamiast pytać "jak mam siebie pokochać", warto zapytać: "co zrobiłabym dziś dla kogoś, na kim mi zależy?"  i zrobić to dla siebie, nawet bez uczucia.

 

Bardzo Panią proszę, aby skonsultowała się Pani z psychiatrą i rozważyła psychoterapię w nurcie opartym na dowodach (CBT sprawdza się tu szczególnie dobrze), u osoby z certyfikatem lub w trakcie szkolenia w szkole akredytowanej przez PTTPB. To, co Pani opisuje, jest leczalne, ale nie da się tego przemyśleć samodzielnie, bo samo myślenie jest tu częścią problemu.

 

Napisała Pani, że nie ma chęci życia. Nie wiem, jak głęboko to sięga, i nie chcę zgadywać, ale jeśli kiedykolwiek te myśli się nasilą, w Polsce działa całodobowe wsparcie kryzysowe pod numerem 116 123.

 

To, że mimo wszystko chce Pani znaleźć radość, jest najważniejszym zdaniem w Pani wpisie. Ta część Pani nie zniknęła i jest niezwykle ważna w powrocie do zdrowia. 

 

Trzymam za Panią kciuki.

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Zaczęłabym nie od pytania „jak mam pokochać siebie?”, ale „co sprawiło, że tak trudno mi dziś o siebie dbać i czerpać z życia przyjemność?”. Brak radości, energii i zainteresowania codziennymi czynnościami może towarzyszyć m.in. depresji, dlatego warto porozmawiać o tym z psychologiem lub psychiatrą.Nie trzeba od razu zmieniać całego życia. Proszę zacząć od bardzo małych rzeczy, które są formą troski o siebie, a nie obowiązkiem np. przygotowania sobie czegoś dobrego do jedzenia, krótkiego spaceru czy zadbania o wygląd w taki sposób, jaki Pani odpowiada.

Zwróciłabym też uwagę na sny, w których zamknięcie czy porwanie daje Pani poczucie bezpieczeństwa. Być może warto wspólnie ze specjalistą przyjrzeć się temu, czego tak bardzo potrzebuje Pani na co dzień, że dopiero w takiej sytuacji pojawia się spokój i radość.Najważniejsze jest to, że napisała Pani: „chcę je znaleźć”. To bardzo dobry punkt wyjścia moim zdaniem.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

 

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

  Po pierwsze trzeba zidentyfikować to, czego brakuje. Nazwać to i nadać temu wartość. Coś stoi za tą niechęcią i rezygnacją. Możliwe, że jest to wynik Pani przeszłości, a możliwe, że wiąże się to z Pani osobowością. Objawy, które Pani opisuje mogą wskazywać na kilka możliwości, ale temu musi przyjrzeć się specjalista w czasie wywiadu, a na jego postawie dokona badań psychometrycznych. Co do zmian to można a nawet w Pani przypadku należy powoli, bez pośpiechu małe kroki, które przyniosą w Pani ocenie pozytywne zmiany. Pani anhedonia jest jak najbardziej do wyleczenia, ale należy dać sobie szasnę. Wszystko jest w Pani rękach. Proszę zacząć od lekarza pierwszego kontaktu, zrobić podstawową morfologie, w tym sprawdzić poziom witaminy D oraz magnezu i potasu. Następnie psycholog lub psychoterapeuta. Wszystkiego dobrego. 

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Pani poczucie braku chęci do życia, zaniedbywanie siebie oraz niepokojące sny o zamknięciu wskazują na wypalenie emocjonalne i potrzebę zewnętrznego, bezpiecznego zdjęcia z siebie odpowiedzialności. Radości nie odnajduje się przez ciągłe analizowanie i pytanie innych, lecz poprzez małe, czułe akty samowspółczucia i odpuszczenie nierealnych wymagań wobec siebie. Zamiast szukać wielkiego celu, proszę zacząć od jednej drobnej rzeczy dziennie zrobionej wyłącznie dla własnej przyjemności i rozważ szczerość z psychoterapeutą w tej trudnej sprawie.

Powodzenia.

Bożena Nagórska

Jagoda Jek

Jagoda Jek

To, co opisujesz, brzmi bardziej jak trudność z odczuwaniem przyjemności i motywacji niż „lenistwo”. Kiedy człowiek przez dłuższy czas nie widzi sensu w codziennych czynnościach, nawet zadbanie o siebie czy posprzątanie może wydawać się pozbawione celu.

Zwróciłabym też uwagę na ciągłe analizowanie i pytanie rodziny, jak należy żyć. Być może tak bardzo próbujesz znaleźć „właściwy sposób” na życie, że coraz mniej kontaktujesz się z tym, czego sama chcesz. Nie musisz najpierw nauczyć się kochać siebie, żeby zacząć o siebie dbać. Możesz zacząć od bardzo małych rzeczy: zjeść coś, co lubisz, wziąć prysznic, wyjść na spacer, założyć ubranie, w którym dobrze się czujesz. Nie jako obowiązek, tylko jako sposób potraktowania siebie z odrobiną troski.

Sny o porwaniu czy więzieniu same w sobie nie oznaczają, że naprawdę chcesz takiego życia. Ciekawsze jest to, że właśnie w tych snach pojawia się poczucie bezpieczeństwa i radości. Warto zastanowić się z psychologiem, co daje Ci tam bezpieczeństwo, czego brakuje Ci na co dzień i dlaczego dopiero odebranie sobie odpowiedzialności pozwala Ci odpocząć.

Najważniejsze jest jednak zdanie „nie mam chęci życia”. Jeśli oznacza ono myśli o zrobieniu sobie krzywdy albo o tym, że nie chcesz żyć, nie zostawaj z tym sama – powiedz o tym bliskiej osobie i skontaktuj się z psychologiem lub lekarzem. To jest moment, w którym warto potraktować swoje samopoczucie poważnie, a nie jako brak silnej woli.

~ Jagoda Jek, psycholożka

Zobacz podobne

Mam 12 lat, odczuwam objawy depresji, zniechęcenie, brak radości i obniżoną samoocenę. Nie radzę sobie, a rodzicom nie ufam we wsparciu.
Mam 12 lat, wszystko było normalnie. Od 4 tygodni czuję, że coś we mnie pękło, straciłem zainteresowania, które kiedyś mi sprawiały przyjemność, kiedyś dla przyjemności się uczyłem nawet po 6 godz(nawet uczyłem się z podręcznika do 1 liceum z matematyki różnych rzeczy np. logarytmów, ale później mnie nauczycielka matematyki, która mi go dała, zniechęciła mnie do tego, choć samą nauczycielkę lubiłem). teraz jestem niczym, nic nie robię z własnej inicjatywy, leżę w łóżku i co najwyżej posłucham muzyki. W szkole się po prostu zmuszam jakoś tak, że nikt nie zwraca na to uwagi. W domu nie robię nic oprócz tego, do czego mnie zmuszają rodzice, bo nie mam siły. Dlatego, że nie mam stwierdzonej żadnej choroby psychicznej(podejrzewam u siebie depresje dlatego, że mam jej symptomy) przez co jeszcze bardziej czuję się źle ze świadomością, że to może być mój głupi wymysł, aby uzasadnić moją głupotę, aroganctwo, chamstwo, egoizm oraz lenistwo - to też mnie demotywuje do poinformowania mojego psychologa szkolnego. A swoich rodziców na pewno nie mam zamiaru poinformować, bo nie mam do nich zaufania oraz ogólnie nie darzę nikogo pozytywnymi uczuciami, najczęściej, po prostu, nikogo nie darzę uczuciami a własnej matki nienawidzę, cały czas tylko się z kimś kłóci, obraża kogoś lub wyzywa a później udaje kochaną mamusię(albo ma po prostu skrupuły). Czuję, że nie mam przyjaciół, choć tacy mnie otaczają to nie czuję, że nimi są, przez co czuję się jeszcze gorzej z myślą, że nie potrafię z nikim prowadzić zdrowej relacji - naprawdę okropnie to boli, czuję przez to ciągły stres związany ze szkołą. Przez to wszystko mam ochotę popełnić samobójstwo, aby to wszystko zakończyć, ponieważ wiem, że moje życie donikąd prowadzi, jest tylko jednym długim kółkiem pełnym bólu zarówno fizycznego, jak i psychicznego, pełnym stresu, strachu oraz lęku przed rozpoczynaniem jakiejkolwiek konwersacji, wszystko co w życiu sprawiało mi przyjemność teraz jest dla mnie bólem, wszystkie moje zajęcia jakie miałem, teraz są dla mnie zbyt męczące, przez co jestem zły na siebie ze świadomością, że nie mam siły, na naukę, która kiedyś była przyjemnością o tyle dobrze, że jeszcze moje oceny się nie posypały, bo choć nauka w szkole jest cięższa pod względem słuchania oraz wnioskowania z wypowiedzi nauczycieli to samo robienie sprawdzianów oraz kartkówek już nie aż tak bardzo(może dlatego, że kiedyś się tego nauczyłem?). Jestem po prostu beznadziejny we wszystkim co robię, czuję, że wychodzi okropnie wiem, że tylko wszystkich zawodzę oraz niszczę swojej klasie życie poprzez swoją arogancję, którą pokazuję swoimi ocenami, wiem, że ci cierpią przeze mnie, przez to jak muszą patrzeć jaki jestem lepszy od nich a ja czuję, że jestem gorszy, choć oceny tego nie pokazują to się czuję gorszy od każdego. Na dodatek w mojej szkole jestem pośmiewiskiem, choćby ze względu na moje nietypowe zachowanie(najwyżej dla innych jest ono nie typowe), ponieważ w przeciwieństwie do nich jestem przez większość czasu smutny, nauczyciele tego nie zauważają, ponieważ myślą, że jestem tak bardzo poważny. Grono takich osób tylko się zwiększa a ci żartują sobie ze mnie w każdej możliwej sprawie tak, że nie da się tego znieść psychicznie, pogarszają oni tylko mój stan psychiczny i utwierdzają mnie w przekonaniu, że wszystko jest ze mną nie tak, sprawiają mi ból psychiczny prawie codziennie. Możliwe, że jest to jeden z powodów, dlaczego podchodzę do relacji w taki socjopatyczny sposób. Także często przeprowadzam w głowie najrozmaitsze rozmowy takie, które nawet miałyby prawo istnieć, lecz często się nie wydarzają, co mnie lekko frustruje(to co napisałem w tym zdaniu jest raczej ciekawostką, ponieważ wątpię, aby miało coś z tym wspólnego, też chciałem o tym komuś powiedzieć). Proszę aby ktoś mi powiedział co powinienem zrobić i czy to w ogóle jakaś choroba czy moje wymysły. Przepraszam, jeśli w niektórych miejscach są nagłe wcięcia tematów, ale dopisywałem parę rzeczy na koniec przed wysłaniem oraz przepraszam za wszystkie błędy w tekście jeśli takie tam są. Ps. Wiem że jestem głupim bachorem ale prosiłbym o odpowiedź nie nakreśloną tym że jestem młody a co za tym idzie nie doświadczony w rządnych aspektach życia, Dziękuję. Pozdrawiam Jakub
TW: myśli samobójcze. Samotność, depresja i niesprawiedliwość: poszukuję porady psychologicznej

TW: myśli samobójcze

 

Witam, mam na imię Telimena i mam 30 lat. Jestem bardzo nieszczęśliwą i samotną osobą.
Moja mama wychowywała mnie samotnie. Gdy byłam dzieckiem, mój tata się mną nie interesował.
Jako dziecko byłam odrzucana i zaniedbana. Moja rodzina się mną nie interesowała, moja mama wychowywała mnie samotnie.
W szkole byłam bita i nikt nie chciał się ze mną przyjaźnić.

W szkole podstawowej byłam bardzo zamknięta w sobie. Nauczyciele się mną nie interesowali, dzieci mnie biły i odrzucały. W szkole nie miałam żadnych przyjaciół.
Jako dziecko czy nastolatka nigdy nie miałam przyjaciół. Nie wiem, co to znaczy mieć prawdziwą przyjaciółkę.
Zawsze marzyłam, by iść na huśtawkę z koleżanką. Zawsze marzyłam, by iść na urodziny do koleżanki.
Jako dziecko zawsze byłam sama i nikt się ze mną nie bawił. Byłam odrzucana przez rówieśników.

Lata mijały, przestałam chodzić do szkoły. Zaczęłam uczyć się w domu, ponieważ nie mogłam wytrzymać w szkole. Zachorowałam na depresję i izolowałam się od ludzi.
Z jednej strony chciałam mieć przyjaciół, ale z drugiej strony — gdy poznawałam ludzi — cierpiałam.
Ludzie nigdy nie chcieli mnie poznać, choć bardzo pragnęłam przyjaźni. Nigdy jej nie doświadczyłam.

Gdy już dorosłam, poznałam pewną znajomą. Dużo w życiu jej pomogłam. Ta osoba bardzo mnie skrzywdziła — znęcała się nade mną psychicznie przez 15 miesięcy.
Zgłosiłam sprawę do Prokuratury Rejonowej oraz na policję. Pomimo dużych dowodów i zeznań świadków, Prokuratura Rejonowa nic mi nie pomogła.

Prokurator wydał na mnie nakaz przeszukania i nasłał na mnie policję. Prokurator nie uwierzył mi jako pokrzywdzonej przestępstwem, tylko sprawcy.
Przez 15 miesięcy żyję w strachu. Cierpię na depresję, ponieważ ta osoba mnie niszczyła i psychicznie się nade mną znęcała.

Pomimo moich cierpień, prokurator zamiast mi pomóc — wystawił nakaz. 18 lutego 2025 r. przyszła do mnie policja i zaczęła mnie szarpać za ręce.
Zabrali mi telefon, laptop. Policja szarpała mnie za ręce i krzyczała na mnie. Płakałam, prosiłam, by mi nie zabierali rzeczy — zabrali, a potem straciłam przytomność.

Dostałam arytmii serca i ataku padaczkowego.
Policja przez 2 miesiące trzymała moje rzeczy — jako osobie pokrzywdzonej. A sprawcą w ogóle się nie zajęli.

Czuję wielką niesprawiedliwość. Nikt mi nie chce pomóc.
Myślałam już, żeby napisać do Rzecznika Praw Obywatelskich.
Jestem załamana. Nie wiem, co mam robić.

W 2014 r. moja mama miała ciężką operację — jej życie było zagrożone. Nikt mi nie pomagał, musiałam radzić sobie sama. Dobrze, że moja mama wyzdrowiała. Moja rodzina mnie nie kocha. Moje kuzynki nie przyznają się do mnie, wstydzą się mnie, bo jestem biedna.
Czuję niesprawiedliwość i wielki ból.

Codziennie płaczę i mam myśli samobójcze. Boli mnie serce, że nikt nie chce mi pomóc. Ludzie mnie krzywdzą, a policja nie chce mi pomóc. Nie chce mi się już żyć. Moje życie to jedno wielkie cierpienie. W dodatku wpadłam w długi. Nie mam pracy, przyjaciół. Jestem samotna. Szukam pracy, ale nie mogę znaleźć. Nie mam środków do życia. Moja mama mnie utrzymuje.
Czuję się niepotrzebna. Nie daję sobie rady w życiu.

Mam depresję i nerwicę lękową. Nie umiem sobie poradzić sama.
Nie mam wsparcia. Szybko się załamuję. Mam bardzo słabą psychikę i jestem wrażliwa. Wolę zwierzęta niż ludzi. Przestałam ufać ludziom, ponieważ zostałam wiele razy skrzywdzona.

Czuję od ludzi niechęć, obojętność i znieczulicę.
Mam dobrą intuicję. Nie chcę już cierpieć.

Co mam zrobić? Proszę o pomoc. Jestem w rozpaczy.

Bóle psychosomatyczne związane z korzystaniem z Facebooka i myśli samobójcze
Nie mogę już dłużej żyć z bólami psychosomatycznymi. Założyłam nowe konto na facebooku, ale tylko kiedy to zrobiłam zaczęło mnie strasznie gnieść, piec i mrowić w lewym boku koło pośladka (w układzie lędźwiowym). Usunęłam konto i ból automatycznie minął. Ale strasznie chciałam mieć facebooka, więc założyłam go ponownie i ból, pieczenie i mrowienie automatycznie powróciło w tym samym miejscu. Nie daję już rady dalej żyć, to jest naprawdę irytujące uczucie. Szczególnie piecze kiedy siedzę. Jestem na granicy samobójstwa, mam dość. Nie mogę siedzieć przez to pieczenie, ale nie chcę usuwać swoich mediów społecznościowych.
Jak przełamać blokadę przed rozmową i uczuciem nieobecności?
Potrzebuje się komuś wygadać ale jak próbuje coś mnie blokuje i jest mi ciężko powiedzieć… a sama się męczę, czym to jest spowodowane? Czuje się czasem bardzo nieobecna.
Jak radzić sobie z depresją i brakiem radości w życiu?
Od jakiegoś czasu zauważyłem że moja depresja spowodowała że nic mnie nie cieszy.Płacze rzadziej niz zwykle ale nic mnie już nie cieszy kompletnie nic. Kiedyś chociaż muzyka coś pomagała a teraz częściej przy niej płacze albo nic nie czuję. A jak mam uczucie czegoś szczęśliwego to szybko to się ucisza. Wiem że i tak będę żył w tym bólu w sumie to nic nie pomaga a od samotności nie ucieknę. Mam niby jakiś kolegów ale to nie to samo kiedyś myślałem że może będę w związku czy coś ale to się nie stanie jestem zamknięty w sobie boje się dziewczyn i w sumie i tak siedzę ciągle w domu poza pracą. Nie wiem co robić bo i tak jestem pesymistą i nie mam siły na nic nie lubię siebie i nie mam wiary w nic czuje że będzie gorzej i chciałbym się do tego przygotować albo nauczyć żyć z brakiem radości w życiu
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.