Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Mam poczucie winy po sytuacji na festynie. Jak poradzić sobie z zazdrością partnera i wyrzutami sumienia?

Spotkała mnie nie miła sytuacja. Byłam z moim chłopakiem i jego kolegami na festynie, było wszystko dobrze i naprawdę super się bawiliśmy. Jednak pod koniec imprezy wydarzyła się nie miła sytuacja a dokładniej przysiedliśmy się do stolika (do znajomych i przyjaciół mojej siostry). Było okej, każdy sobie rozmawiał do czasu aż ja nie zaczęłam rozmawiać z przyjacielem mojej siostry. Rozmawialiśmy tylko o jej związku z moim szwagrem, o niczym innym w pewnym momencie przysiadłam sie koło niego bo no jednak nie fajnie rozmawiać o czyimś życiu na całe grono więc chcieliśmy rozmawiać ciszej. On założył mi rękę na ramię, w tamtym momencie nie odebrałam tego jako coś złego ale nie dziwię się że mój chłopak był zazdrosny, to nic miłego. Po całej sytuacji przegadaliśmy wspólnie cała sytuację z moim chłopakiem, wybaczył mi ale nie dziwię się że poczuł sie nie fajnie. Mimo że wszystko jest już wyjaśnione i między nami wszystko dobrze to nie daje sobie rady. Mam straszne poczucie winy za to co się stało.
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Warto rozdzielić odpowiedzialność od poczucia winy. Z Pani opisu wynika, że nie miała Pani intencji przekraczania granic, rozmawiała Pani ze znajomym o konkretnej sprawie, a jego gest z ręką na ramieniu nie był przez Panią planowany.Dobrze, że porozmawiali Państwo o sytuacji i że partner powiedział, że Pani wybacza. Skoro sprawa została wyjaśniona, nie musi Pani karać się za nią w nieskończoność. Można jednocześnie uznać, że partner miał prawo poczuć zazdrość, i pamiętać, że jego emocje nie oznaczają, że zrobiła Pani coś złego.

Jeśli poczucie winy nadal jest bardzo silne mimo wyjaśnienia sytuacji, warto zastanowić się, czy nie ma Pani tendencji do brania na siebie nadmiernej odpowiedzialności za emocje innych osób.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

   Na dobrą sprawę nie wydarzyło się nic złego, co mogło by doprowadzić do nieporozumień między Wami. To on założył Tobie rękę na ramię, pewnie zrobił to bez świadomości jak to wygląda z innej perspektywy. Nie miałaś chyba dużej możliwości na reakcję, a wszystko odbyło się na oczach innych, wiec nie było tutaj zdrady ani niczego, co by mogło sugerować spoufalanie się.  To od nas zależy, w jakich granicach czujemy się komfortowo i na ile możemy sobie pozwolić. Wyjaśniłaś to z chłopakiem i nie nieś tego ciężarku nadal, gdyż to nic nie zmieni. Teraz wychodzisz bogatsza o doświadczenie wiedzy, że Twój chłopak nie chce takich sytuacji. Ma do tego prawo. Pamiętaj, że nie masz wpływu na samopoczucie innych, a związek buduje się na zaufaniu i komunikacji. Nie możesz wpędzać się w poczucie winy, bo to tylko będzie Was od siebie oddalało. 

Dawid Bojarski

Dawid Bojarski

Dzień dobry,
Emocje partnera są ważne, ale same w sobie nie oznaczają jeszcze, że druga osoba przekroczyła granicę. W związkach nie ma jednej uniwersalnej zasady określającej, jakie zachowania wobec innych osób są dopuszczalne. Takie granice i normy partnerskie para ustala między sobą. Warto zastanowić się, jaką konkretnie zasadę – według Pani – Pani złamała i czy była ona wcześniej między Państwem jasno określona.

Z opisu wynika również, że nie miała Pani intencji flirtowania, a gest ze strony znajomego nie został przez Panią w tamtej chwili odebrany jako romantyczny. Skoro sytuację wspólnie omówili Państwo z partnerem i doszli do porozumienia, pozostające silne poczucie winy może być czymś, czemu warto przyjrzeć się osobno. Czasem bardziej niż o samo wydarzenie chodzi wtedy o to, jak surowo oceniamy własne zachowanie i jak dużą odpowiedzialność bierzemy za emocje innych osób.

Pozdrawiam,
Dawid Bojarski

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

To, że odczuwa Pani tak silne poczucie winy, mimo wyjaśnienia sprawy i wybaczenia przez partnera, wynika z Pani wrażliwości oraz nadmiernego obwiniania się za niezamierzony błąd. Choć gest i zmiana miejsca mogły wzbudzić zazdrość, istotne jest to, że szczere i dojrzałe rozmowy pozwalają Wam wspólnie uzdrawiać trudne momenty. Proszę pozwolić sobie odpuścić te wyrzuty sumienia, bo skoro sytuacja jest zamknięta, a związek bezpieczny, nie musi już Pani dłużej karać samej siebie.

Wszystkiego dobrego.

Bożena Nagórska

Jagoda Jek

Jagoda Jek

To, że czujesz wyrzuty sumienia, nie oznacza, że zrobiłaś coś złego. Z opisu wynika raczej, że znalazłaś się w sytuacji, którą po czasie zaczęłaś bardzo mocno analizować.

Rozmawiałaś z innym mężczyzną na konkretny temat, a jego gest z ręką na Twoim ramieniu nie był czymś, co sama zaplanowałaś. Co ważne, nie ukrywałaś tej sytuacji przed chłopakiem – porozmawialiście o niej, wyjaśniliście ją i on zdecydował się Ci wybaczyć. To, że poczuł zazdrość czy dyskomfort, jest jego emocją i nie oznacza automatycznie, że Ty przekroczyłaś jakąś granicę.

Spróbuj oddzielić odpowiedzialność od poczucia winy. Możesz uznać: „Rozumiem, że mój chłopak mógł się źle poczuć i następnym razem zwrócę większą uwagę na takie sytuacje”, bez dochodzenia do wniosku: „Jestem złą partnerką i zrobiłam coś strasznego”.

Skoro między Wami jest już dobrze, nie musisz w nieskończoność karać siebie za sytuację, którą wspólnie omówiliście. Jeśli zauważasz, że mimo rozwiązania problemu ciągle wracasz do tego wydarzenia, analizujesz każdy szczegół i szukasz kolejnych powodów, żeby się obwiniać, warto przyjrzeć się właśnie temu mechanizmowi. Czasem trudniejszy od samego wydarzenia okazuje się lęk przed popełnieniem błędu w relacji.

~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry. Rozumiem, że mimo wyjaśnienia sytuacji poczucie winy nadal jest bardzo silne. Warto jednak oddzielić fakty od tego, co podpowiadają emocje. Nie miała Pani złych intencji, a sytuację z partnerem omówili Państwo i wyjaśnili. Proszę spróbować nie karać się za nią w myślach. Jeśli poczucie winy często staje się tak intensywne i trudno je Pani zatrzymać, warto przyjrzeć się temu podczas konsultacji psychologicznej.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 


 

Zobacz podobne

Jak radzić sobie z poczuciem znudzenia i braku zaufania do ludzi?
Odczuwam ciągłe znudzenie życiem, ale to nie jest powierzchowne znudzenie, tylko wynika z niemożliwości zaspokojenia swoich potrzeb. Naprawdę życie to błędne koło, nie wiem jak inni dają radę. Gdy wychodzę sama, czyli w większości, nudzę się szybko i męczę, bo z czego mam czerpać energię? Raczej od ludzi. Ale relacje są trudne, wielu ludzi nie chce wchodzić w nowe relacje, a często ludzie są toksyczni, zawodzą. Chcę poznać nowych ludzi, chociaż ostatnio poznałam kilka koleżanek, to żadna z nich nie wykazała wzajemności. Poznałam przystojnego mężczyznę - miał obrączkę, ale flirtował ze mną. Przykro mi, że ciągle doznaję jakichś hamulców. Wcześniej poznałam faceta, który już jest w związku, o czym się dowiedziałam ale oczywiście nie od niego. Jak żyć wśród ludzi jak ciągle jest coś nie tak ?! Kilka lat temu poszłam na zajęcia taneczne. Wchodzę do budynku i prowadząca nawet nie odpowiedziała mi na dzień dobry. Potem w trakcie zajęć ciągle czepiała się jedynie mnie. Żałuję, że nie wyszłam. Co chwila miała jakieś uwagi co do tego jak stoję, ruszam się. Doznałam takiego zawstydzenia, upokorzenia, że teraz już nie mam zaufania żeby pójsć na zajęcia taneczne, nawet gdzieś indziej. Dawno nie byłam na zajęciach hobbystycznych, bo nie ufam. Boję się, że znowu ktoś mnie zawiedzie i ja zmarnuję pieniądze. Ostatnio facet z restauracji, do której chodziłam przez rok po jedzenie na wynos zaczął zadawać mi personalne pytania, a gdy po czasie zauważył, że nie jestem nim zainteresowana, któregoś razu gdy zadzwoniłam zamówić jedzenie był bardzo niemiły aż w końcu naskoczył na mnie i od teraz już tam nie chodzę. Próbowałam odnowić kontakt z koleżanką z liceum - umówiłyśmy się na konkretny dzień - zapytałam o której i gdzie się widzimy. Nie odpisała. Podałam kilka przykładów, ale tego jest więcej. Nie wiem jak iść dalej przez życie , nie mam zaufania do ludzi, przez co często czuję znudzenie, zniechęcenie, irytację, bo przecież zasługuję na zdecydowanie więcej. Naprawdę czuję, że chcę nacisnąć gaz z całej siły ale jednocześnie włącza się hamulec i to nie z mojej strony, tylko z życia.
Jak zrozumieć partnerkę, która unika emocji i czuje się obciążona moimi problemami?
Witam serdecznie, mam mały problem ze zrozumieniem innych , chyba za dużo sobie odpowiadam dopisuje itd. może na szybko coś przyblize Jestem z wiązki z kobietą która od samego początku mi tłumaczy że nie jest zbyt uczuciowa itd, ja tlumacze że potrzebuje atencji i np pisania do siebie w ciągu dnia czy rozmów , w miarę możliwości, ostatnio rozmawialiśmy o tym że nie czuje się zbyt dobrze a to przez to że jestem w trakcie rozwodu mój syn zaczyna wariować w szkole itd itd, wtedy ona mi powiedziała że mój humor odbija się na niej więc nie chcę byc obarczania moimi problemami, na drugi dzień kiedy rozmawiałem z nią o tym , powiedziała że ona nie ma problemów, ale na dzień dzisiejszy największym jest to że mnie wpuściła do swojego życia, że mówiłem we dwoje będzie łatwiej a nie jest, jest trudniej i kolejny raz dała się nabrać , bo jest trudniej ,i tu pojawia się problem jak odebrać te słowa bo w mojej głowie , a mogą być to urojenia , w mojej głowie z tych słów wnioskuje jedno, jestem problemem, nie wygodny, i że nie zbyt chce kontynuować ta znajomość,czuję jakby mi chciała powiedzieć że ją oszukałem i że jestem manipulantem ,ale ona twierdzi że w jej środowisku znaczy to zupełnie co innego , no właśnie jak wy to byście zinterpretowali? Bo sam się już gubię, dziękuję za odpowiedź
Jak radzić sobie z zazdrością i brakiem kontaktu fizycznego w związku na odległość
witam mam pytanie jak poradzic sobie z potrzebą kontaktu fizycznego z partnerem z którym mam zwiazek na odległość oraz jak poradzic sobie z mocną zazdroscia oraz natrętnymi myslami ze mnie nie kocha
Czy przeprowadzka do partnerki i asymetria mieszkaniowa w zwiazku to powod do leku i poczucia nierownosci?
Mam 30+ lat i od pewnego czasu spotykam się z kobietą, która ma 30 lat. Relacja rozwija się dobrze, dobrze się dogadujemy i widzę w niej osobę, z którą potencjalnie mógłbym zbudować wspólne życie jednak póki co przeżywamy fazę "honeymoon", z racji doświadczenia w relacjach patrzę na to z dystansem mimo wszystko. Problem pojawia się, kiedy zaczynam myśleć o kolejnym kroku, czyli wspólnym zamieszkaniu. Obecnie mieszkam z rodzicami po bolesnym rozstaniu z narzeczoną po 6 latach. Mam stałą pracę, której nigdy nie zmieniałem, oszczędności na wkład własny/poduszkę finansową, które ciągle powiększam. Ona natomiast mieszka w 40 km ode mnie i ma własne mieszkanie, kupione przez rodziców i zapisane na nią. Z racji sytuacji to ja przyjeżdżam do niej, często na 3 dni w weekend. Ona nie posiada prawa jazdy i auta. No i z racji tego, że mieszkam z rodzicami, tam mamy więcej prywatności dla siebie. Jeśli kiedyś zamieszkamy razem, najbardziej prawdopodobny scenariusz jest więc taki, że to ja przeprowadzę się do niej. I tutaj pojawia się mój lęk związany z pewną asymetrią. Ona wprowadza do związku mieszkanie, które jest wyłącznie jej własnością i z którego, jak mówi, jest bardzo zadowolona. Ja natomiast miałbym wnieść przeprowadzkę do innego miasta, prawdopodobnie zmianę pracy i rezygnację z dotychczasowego sposobu życia. Oczywiście nie chodzi mi o to, że oczekuję połowy jej mieszkania. Zdaję sobie sprawę, że jest jej własnością i że dostała je od rodziców. Chodzi mi raczej o poczucie, że w przyszłości budujemy coś wspólnego, a nie że ja po prostu dołączam do już istniejącego życia, które w całości należy do niej i podejmuję większe ryzyko w razie niepowodzenia. W przyszłości chciałbym mieć z partnerką coś wspólnego - wspólnie kupione mieszkanie, które byłoby w równym stopniu „nasze”. Nie wiem natomiast, czy ona kiedykolwiek chciałaby zrezygnować ze swojego obecnego mieszkania albo sprzedać je i kupić z partnerem coś wspólnego. Skoro jest z niego bardzo zadowolona, byłoby przecież zrozumiałe, gdyby nie chciała tego robić. Póki co mieliśmy jedną luźną rozmowę na temat wizji przyszłości, nie ustalaliśmy czy zamieszkamy w jej mieszkaniu i podczas tej rozmowy mówiła mi, że w sumie to jeszcze nad tym tak nie myślała. W rozmowie wyszło, że to ja pewnie musiałbym przenieść się do jej miasta. Rozmowę zakończyliśmy zdaniem, że była to niezobowiązująca rozmowa bez deklaracji z racji krótkiego stażu związku. Potem powiedziała mi jeszcze, że miała ogromne szczęście, że rodzice kupili jej mieszkanie i zdaje sobie sprawę, że masa ludzi nie może sobie pozwolić sama na zakup mieszkania. Powiedziała mi również, że według niej warto mieć coś swojego bo nigdy nic nie wiadomo, nawet na kredyt i wynajem - i że zdaje sobie sprawę, że łatwo powiedzieć gdy sama mieszkanie dostała jednak uważa, że pieniądz, który leży traci na wartości. I tutaj ma rację. Ja 2/3 swoich oszczędności trzymam w obligacjach aby chociaż w jakimś stopniu uchronić je przed inflacją. Jednak samodzielnie nie stać mnie na mieszkanie nawet 30 metrów w jej mieście a nie chcę zaciągać kredytu na ogromną kwotę samemu. Z drugiej strony, w chwili obecnej mógłbym pewnie kupić coś małego w moim mieście gdzie ceny są niższe tylko mając z tyłu głowy tyle potencjalnych zmian, wstrzymuje się i odkładam pieniądze. Co jeśli bym kupił a za rok, lub dwa i tak musiałbym przeprowadzić się do jej miasta? Wtedy miałbym na głowie kredyt, ewentualnie wynajmującego i jeszcze stres związany ze zmianą pracy. Tutaj mam umowę na stałe. Tam? Nigdy nie wiesz... Rodzice doradzają mi póki co skupić się na jak największym oszczędzaniu żeby powiększać kapitał. I właśnie to budzi mój niepokój. Czy za kilka lat nie okaże się, że ja poświęciłem więcej pod względem zmiany swojego życia, podczas gdy ona właściwie niczego nie musiała zmieniać? Wiem, że relacja to zawsze ryzyko i nigdy nie ma gwarancji... Gdyby nam się nie udało pewnie musiałbym wrócić do mojego miasta i ponownie szukać pracy lub wrócić do starej (i tu nie ma pewności, że na tych samych warunkach...) Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że wspólne życie nie musi oznaczać identycznego wkładu w każdą rzecz. Ona ma mieszkanie, ja mam oszczędności, pracę i inne rzeczy, które również wnoszę do związku. Nie chcę też patrzeć na relację jak na księgowość. Jednak nie wiem czy u niej czułbym się jak w domu czy jako gość, lokator mieszkając wiele lat. Czułbym się zależny. Mam jednak za sobą prawie 6-letni związek, który się rozpadł mimo wspólnego mieszkania, zaręczyn i planów na przyszłość. Przez to dzisiaj dużo bardziej widzę ryzyko. Wiem już, że można bardzo mocno zaangażować się w budowanie wspólnego życia, a później zostać z koniecznością zaczynania od nowa. Dodatkowo boję się zmiany pracy. Obecnie pracuję na jednej zmianie. Nigdy wcześniej nie zmieniałem pracy. Przeprowadzka do jej miasta oznaczałaby więc dla mnie kilka dużych zmian jednocześnie i ciężej tam o pracę w dogodnych godzinach jakie mam tutaj więc branie pierwszej lepszej oferty nie wchodzi w grę. Nie wiem jak wtedy to rozegrać, gdyby doszło do wspólnego zamieszkania czy próbować zmieniać płynnie pracę? Pracować tu a w międzyczasie składać tam CV w miejscach, które mi pasują i próbować przejść z pracy do pracy po wypełnieniu okresu wypowiedzenia tak żeby nie było luki gdzie jestem bezrobotny. I po przyjęciu do nowej pracy dopiero się przenieść? Czy może przez jakiś czas dojeżdżać 45km do pracy i zobaczyć jak nam się mieszka razem - jednak to na dłuższy czas będzie nieopłacalne, koszt paliwa i eksploatacji samochodu będzie wynosić nawet 25 % moich zarobków. Zastanawiam się więc, czy moje obawy są rozsądną potrzebą bezpieczeństwa i równości w związku, czy może są już przejawem lęku przed zaangażowaniem po poprzednim rozstaniu. Czy taka zależność będzie zdrowa? Jak Wy patrzylibyście na taką sytuację? Czy asymetria mieszkaniowa - jeden partner ma własne mieszkanie, drugie przeprowadza się do niego może z czasem powodować poczucie nierówności? Szczególnie gdy to mężczyzna wprowadza się do mieszkania kobiety? Chciałbym kiedyś stworzyć coś naprawdę wspólnego, a ona może być bardzo przywiązana do swojego obecnego mieszkania. Sam nie wiem co bym odpowiedział gdyby role były odwrócone. W końcu póki co jesteśmy razem tylko kilka miesięcy. Z jednej strony chce cieszyć się z tej relacji, z drugiej z tyłu głowy mam naszą potencjalną przyszłość. Po drodze może się jeszcze wiele innych rzeczy wydarzyć i pójść nie tak. Czy ja przejmuje się na zapas?
Nie utrzymuję relacji. Czy to świadczy o narcyzmie?
Nie potrafię utrzymać długo żadnej relacji. Lata lecą, jeszcze nie ułożyłam życia, stoi wszystko w miejscu, czasem się załamuje. Czy to świadczy o narcyźmie? Gdy poznam jakiegoś mężczyznę z początku angażuje się bardzo. Jest pięknie do czasu. Po ok 2-3 miesiącach rozpada się to. W międzyczasie ja zachowuje się tak, gdzie ja próbuje jakby ustawiać tą osobę, wywołuję małe kłótnie, jakby " ostro" pokazuje tej osobie, jakie mam wymagania i co robi on źle. Jestem przywiązana do tej osoby, lecz po krótszym czasie nie mam chęci na przyszłość z nią. Myślę, że jest na świecie sporo osób i znajdę lepszą. Koniec końców kończę znajomość chcąc zrobić komuś " na złość", lecz po czasie bardzo tego żałuje, że zostaje sama, czuje samotność. Co ze mną jest nie tak? Zawsze mówię, że się zmienię, tego nie zrobię, lecz nie potrafie. Poznałam faceta wiem, że byśmy pasowali jak groszek z marchewką, ale boje się, że zrobię ten sam błąd. Nie wiem co robić.
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!