30 zł zniżki na pierwszą wizytę z kodem WIOSNA26
w ramach akcji #WychodziNamToNaDobre!
Wybierz specjalistę
zniżki na pierwszą wizytę z kodem WIOSNA26
w ramach akcji #WychodziNamToNaDobre!
Rozpoznawanie i terapia DDA. Jak uwolnić się od przeszłości i zbudować zdrowe relacje?

Syndrom Dorosłego Dziecka Alkoholika (DDA) to zbiór specyficznych cech i zachowań, które rozwijają się u osób wychowywanych w rodzinach z problemem alkoholowym lub dysfunkcyjnych. Według szacunków Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, w Polsce żyje około 4-5 milionów osób dorosłych, które dorastały w rodzinach z problemem alkoholowym. DDA nie jest diagnozą, tj. jest to powszechna nazwa na zbiór pewnych trudności, związanych z dorastaniem w rodzinie z problemem alkoholowym.
Dorastanie w takim środowisku często wiąże się z chaosem, brakiem stabilności emocjonalnej, nieprzewidywalnością i ukrytymi zasadami. Te doświadczenia utrudniają rozwój zdrowej tożsamości i umiejętności interpersonalnych - nawiązywania zdrowych relacji przyjacielskich, rodzinnych czy romantycznych.
Dzieci w rodzinach alkoholowych, aby przetrwać, przyjmują określone role (np. kozła ofiarnego, bohatera rodzinnego, niewidzialnego dziecka). Z czasem stają się one ich sposobem funkcjonowania w świecie, także w dorosłym życiu.
Kluczowym elementem jest chroniczny stres i brak poczucia bezpieczeństwa. Dziecko żyjące w rodzinie alkoholowej doświadcza stałego napięcia, nie wie, czego się spodziewać. Nie wie czy rodzic będzie uprzejmy i opiekuńczy, by w kolejnej chwili stać się nerwowym i przemocowym. Dziecko nie ma stabilności, która buduje się przez przewidywalność reakcji i zachowań otoczenia.
Jego potrzeby emocjonalne często są ignorowane lub bagatelizowane. To prowadzi do rozwoju mechanizmów obronnych, które w dorosłym życiu utrudniają budowanie bliskich relacji. Dziecko, które nauczyło się, że okazywanie emocji i swojego zdania jest niebezpieczne, w dorosłym życiu może mieć trudności z wyrażaniem swoich uczuć. To z kolei prowadzi do poczucia samotności i niezrozumienia.
Chroniczny stres w dzieciństwie wpływa na rozwój mózgu, szczególnie na struktury odpowiedzialne za regulację emocji. To znaczy, że te struktury mogą być, np. nadmiernie aktywne lub odwrotnie. Te zmiany neurologiczne tłumaczą, dlaczego osoby z DDA mogą mieć trudności z kontrolowaniem reakcji emocjonalnych. Wyjaśniają również nadmierną czujność na zagrożenie i trudności z odprężeniem.
Objawy DDA są różnorodne i mogą manifestować się na wielu płaszczyznach życia. Badania wskazują, że około 60-70% osób z DDA doświadcza co najmniej 5 z poniższych objawów jednocześnie.
Problemy z zaufaniem, lęk przed bliskością, powtarzanie niezdrowych wzorców relacyjnych są charakterystyczne dla DDA. Osoby z tym syndromem często wchodzą w związki z osobami uzależnionymi lub emocjonalnie niedostępnymi, czy też takimi, którzy nie spełniają naszych potrzeb, "wymagają" opieki, nie są wobec nas w porządku. Może występować nadmierna potrzeba kontroli lub przeciwnie - nadmierna uległość.
Osoba z DDA może unikać angażowania się w związki, obawiając się odrzucenia lub zranienia. Może też wchodzić w relacje, w których odgrywa rolę opiekuna\ratownika, całkowicie zaniedbując własne potrzeby.
Trudności w rozpoznawaniu i wyrażaniu emocji to jeden z głównych objawów DDA. Silne poczucie winy, wstydu, lęku i gniewu często towarzyszą osobom z tym syndromem, jednak mogą mieć trudność z nazwaniem tego, co realnie czują oraz skąd dana emocja się bierze. Często przeróżne emocje przykryte są drażliwością.
Osoba z DDA może tłumić swoje emocje, unikać konfrontacji. Może też reagować nieproporcjonalnymi wybuchami złości w sytuacjach, które dla innych byłyby neutralne.
Dążenie do perfekcji, obawa przed popełnianiem błędów, nadmierna odpowiedzialność za innych charakteryzują wiele osób z DDA. Trudności z odpuszczaniem i delegowaniem zadań są powszechne. Osoba z DDA może czuć, że musi być idealna, aby zasłużyć na akceptację i miłość. To prowadzi do chronicznego stresu i wyczerpania emocjonalnego.
Skłonność do impulsywnych decyzji, nadużywanie substancji psychoaktywnych, kompulsywne jedzenie są częste. Hazard i ryzykowne zachowania seksualne również mogą występować. Pomimo doświadczenia niszczącego charakteru alkoholu w rodzinie, rozwój uzależnienia u osób DDA jest powszechne, ponieważ nie zostali nauczeni przez najbliższych innych sposobów radzenia sobie ze stresem, złością, nudą, trudnościami.
Przekonanie o byciu innym, niezrozumianym, samotnym jest powszechne wśród osób z DDA. Trudności z nawiązywaniem bliskich kontaktów i poczucie braku przynależności mogą prowadzić do izolacji społecznej. Osoba z DDA może czuć, że nie pasuje do otoczenia, że nikt jej nie rozumie. To prowadzi do wycofania i pogłębiającej się samotności.
Nieufność wobec innych wynika z doświadczeń z dzieciństwa, gdzie obietnice rodziców nie były dotrzymywane (np. obietnica odstawienia alkoholu lub zaprzestania agresji). Zaufanie było nadużywane, a dorośli okazywali się niewiarygodni. Osoba z DDA może mieć trudności z otwieraniem się przed innymi. Budowanie głębokich relacji wymaga czasu i pracy terapeutycznej.
DDA nie jest oficjalnym zaburzeniem, dlatego też nie mówi się o jego leczeniu. Czym innym jest jednak wsparcie psychologiczne, które uczy radzenia sobie z tym, co pozostało w nas z racji DDA. Proces jest długotrwały i wymaga zaangażowania, ale jest w pełni możliwy. Badania pokazują, że 70-80% osób, które przechodzą kompleksową psychoterapię, doświadcza znaczącej poprawy jakości życia.
Psychoterapia jest podstawową formą wsparcia osób DDA. Psychoterapia indywidualna lub grupowa pozwala na przepracowanie traum z dzieciństwa i zrozumienie mechanizmów działania syndromu.
Naukę radzenia sobie z emocjami i budowanie zdrowych relacji można osiągnąć poprzez systematyczną pracę terapeutyczną. Szczególnie skuteczne są następujące podejścia:
Psychoterapia poznawczo-behawioralna (CBT) - pomaga zidentyfikować i zmienić destrukcyjne wzorce myślenia i zachowania się.
Terapia schematów - koncentruje się na głębokich, nieuświadomionych przekonaniach ukształtowanych w dzieciństwie. Jest szczególnie skuteczna w pracy z chronicznymi problemami relacyjnymi.
Psychoterapia psychodynamiczna - pomaga zrozumieć, jak przeszłość wpływa na obecne funkcjonowanie. Pozwala przepracować nieuświadomione konflikty i traumy.
EMDR (Eye Movement Desensitization and Reprocessing) - skuteczna metoda pracy z traumą, szczególnie przydatna w przepracowywaniu konkretnych traumatycznych wspomnień z dzieciństwa.
Udział w grupach wsparcia dla DDA (np. Al-Anon, ACoA - Adult Children of Alcoholics) daje możliwość dzielenia się doświadczeniami. Spotkania z osobami, które rozumieją specyfikę problemu, są niezwykle wartościowe. Otrzymywanie wsparcia i uczenie się od innych, którzy przeszli podobną drogę, przyspiesza proces zdrowienia. Grupy wsparcia są zazwyczaj bezpłatne lub niskokosztowe. Stanowią cenne uzupełnienie psychoterapii i zapewniają długoterminowe wsparcie społeczne.
Wprowadzenie do codziennego życia technik relaksacyjnych wspiera proces psychoterapii.
Ćwiczenia oddechowe pomagają w regulacji układu nerwowego.
Pisanie dziennika emocji pozwala lepiej rozpoznawać i nazywać uczucia.
Aktywność fizyczna, szczególnie aerobowa, zwiększa poziom endorfin i poprawia nastrój.
Ważne jest również dbanie o higienę snu (7-9 godzin regularnego snu) i zdrową dietę bogatą w kwasy omega-3, które wspierają zdrowie psychiczne.
W niektórych przypadkach, gdy objawy DDA są bardzo nasilone (np. depresja, zaburzenia lękowe), lekarz psychiatra może zalecić farmakoterapię. Leki mogą pomóc w ustabilizowaniu nastroju i zmniejszeniu objawów.
Ważne jest zrozumienie, że farmakoterapia nie zastępuje psychoterapii. Stanowi wsparcie, które ułatwia pracę terapeutyczną poprzez redukcję najbardziej uciążliwych objawów.
Samodzielne radzenie sobie z syndromem DDA jest trudne i często niewystarczające. Warto skorzystać z pomocy specjalisty – psychoterapeuty, który ma doświadczenie w pracy z osobami z DDA i traumą rozwojową, np. osoby zajmujące się cPTSD, ale również psychoterapeuty uzależnień, który doskonale zna dynamikę rodziny z problemem akoholowym.
Zrozumienie wpływu przeszłości na obecne życie - psychoterapeuta pomoże rozpoznać wzorce zachowań i przekonania. Te wzorce wynikają z doświadczeń z dzieciństwa i utrudniają funkcjonowanie w dorosłym życiu.
Przepracowanie traumatycznych doświadczeń - psychoterapia daje przestrzeń do bezpiecznego wyrażenia emocji związanych z przeszłością. Pozwala przepracować traumatyczne wydarzenia w kontrolowanym, wspierającym środowisku.
Nauka radzenia sobie z emocjami - psychoterapeuta nauczy technik regulacji emocji i radzenia sobie ze stresem. Pomaga w rozwijaniu umiejętności rozpoznawania i nazywania uczuć.
Budowanie zdrowych relacji - psychoterapia pomoże w zauważaniu niezdrowych wzorców relacyjnych. Nauczy budowania zdrowych i satysfakcjonujących relacji opartych na wzajemnym szacunku.
Wzmacnianie poczucia własnej wartości - specjalista pomoże w budowaniu pozytywnego obrazu siebie. Wspiera rozwój samoakceptacji i samoświadomości.
Przedstawiamy starannie wyselekcjonowaną grupę doświadczonych psychoterapeutów i psychoterapeutów uzależnień, którzy specjalizują się w pomocy pacjentom z syndromem dorosłych dzieci alkoholików i wykorzystują sprawdzone klinicznie metody terapeutyczne w leczeniu tego zaburzenia.
Zrozumienie to pierwszy krok do poprawy. Przeczytaj inne, powiązane, merytoryczne artykuły które przygotowaliśmy dla Was wspólnie z naszymi Specjalistami_tkami.
Najtrudniejsze to zacząć szukać. Gratulujemy! Sprawdź naszego Bloga, a także Forum Psychologiczne! Znajdziesz tam merytoryczne artykuły, odpowiedzi Specjalistów_ek, praktyczne przykłady i wskazówki oraz wiele inspiracji.






Dzień dobry, jestem mężczyzną w wieku 31 lat. Jestem DDA i mam duży problem ze swoimi emocjami. Od kilku miesięcy jestem singlem po długoletnim związku. Już wcześniej wiedziałem, że moja głowa nie reguluje emocji w zdrowy sposób, ale w jakiś sposób byłem w stanie z tym żyć. Mam wrażenie, że posiadam syndrom uzależnienia emocjonalnego. Wchodząc w nową relację, chorobliwie potrzebuje uwagi tej drugiej osoby i znaków, że nadal jest mną zainteresowana. Gdy ich nie otrzymuje wpadam, w jakiś stan nerwowy, który nie pozwala mi normalnie funkcjonować. Nic nie jest w stanie go zagłuszyć. Nie jestem w stanie odwrócić uwagi od tych emocji. Nie obejrzę filmu, nie przeczytam książki, nie mogę normalnie funkcjonować, bo cały czas moje myśli krążą wokół banalnego braku nowej wiadomości. Jednocześnie sam nie nawiążę kontaktu, ponieważ moja głowa uważa, że w ten sposób się narzucam i nie spełni to moich chorych oczekiwań i tak tłumię w sobie te emocje, które mnie powoli niszczą... Dopiero wracam do normalności, jeżeli moje podświadome wymagania zostaną spełnione i ta druga strona się do mnie odezwie albo w jakiś inny sposób pokażę, że jej zależy. Po zakończeniu rozmowy/spotkaniu za chwilę znowu wraca ten stan. Przed moim ostatnim związkiem sytuacja była podobna, ale wszystko się szybko potoczyło, bo zamieszkaliśmy razem i w jakiś sposób zostało to zamaskowane, bo jednak miałem tą świadomość, że się zobaczymy w domu, po pracy, natomiast przez te lata nie zniknęło to całkowicie i też było dużo sytuacji, w której potrzebowałem dowodu na zainteresowanie mną. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że moja inicjatywa nie wystarcza, a wręcz pogarsza sprawę. Potrafię też być złośliwy, wzbudzać specjalnie zazdrość, żeby naocznie zobaczyć, że zainteresowanie nadal jest, jednocześnie to ja jestem zazdrosny, ale nie chce tego pokazywać, bo uważam, że to oznaka słabości... Nie mogę tak żyć. Związek się skończył, buduję kolejną relację i mam wrażenie, że przechodzę przez piekło, a nie przez najlepszy czas relacji. Byłem u psychiatry i zostały mi przepisane psychotropy (Asentra). Mam wrażenie, że mój stan się delikatnie poprawił. Dostałem zalecenie od psychiatry, żeby uczęszczać na psychoterapie w kierunku "powtarzających się schematów". Generalnie już jakiś czas temu byłem dwukrotnie na spotkaniu z psychoterapeutą, ale bardziej skupiałem się na swoim dzieciństwie i sobie jako DDA i miałem wrażenie, że nie jestem rozumiany, że nie potrafię fachowo nazwać problemu, z którym przychodzę, że rozkopuję mnóstwo wątków. Spotkania polegały na moim monologu. Miałem wrażenie, że to ja prowadzę spotkanie. Teraz chyba potrafię nazwać to z czym się borykam - uzależnienie emocjonalne, ale czy na pewno? Stąd mój post u Państwa. Zraziłem się do spotkań z psychoterapeutą i nie wiem co robić, a nie mogę tak funkcjonować. Czuję, że każdy taki dzień mnie niszczy od środka. Słabo śpię, w sytuacji nerwicy nie jem... Wiem, że bez terapii nie dam sobie rady, ale od czego to znowu zacząć? Mam już dość opowiadania ciągle o tym samym. Tym razem widzę problem. Zakładam, że objaw uzależnienia emocjonalnego nie wpływa na mnie tylko przy budowaniu relacji, ale też w innych aspektach życia, aczkolwiek przy budowaniu nowej relacji działa na mnie najbardziej destruktywnie. Będę Państwu wdzięczny za każdą wskazówkę, bo mam już serdecznie dosyć i jestem na skraju :-(
Witam serdecznie – dziękuję ogromnie za wsparcie, troskę i pomoc odnośnie mojej osoby – jak psychiczną, czy nawet psychologiczną, psychiatryczną i opinii seksuologa. Bardzo mi zależy na uratowaniu mojego małżeństwa z 16-letnim stażem, a razem 20 lat. Doznałam za dużo krzywdy w życiu – nie tylko w tym małżeństwie, lecz przez kupę lat, co dłuższy czas siedzi w sercu, jak i w głowie. Powodem ratowania małżeństwa nie tylko jest silne z mojej strony uczucie do męża – strasznie go kocham, świata nie widzę poza nim. On twierdzi, iż za mną też nie widzi świata, że jestem wyjątkową osobą i ważną w jego życiu. Lecz omówienie chęci ratowania nas jest dla mnie bardzo trudne – jednym słowem: doznałam traumy, załamania psychicznego, nerwowego, jak depresję. Aż biorę leki, które mnie uspokajają, choć jest to chwilowe. Również mogę to powiedzieć w drugą stronę – w stronę męża – też przeze mnie dużo przeszedł, choć on do wszystkiego podchodzi obojętnie, nawet lekceważąco, nie biorąc żadnej odpowiedzialności za swoje czy błędy, zawsze wszystkim obarcza mnie, na mnie zwala cały syf. Staram się bardzo często rozmawiać z mężem o swoich, jak i jego potrzebach, uczuciach, pragnieniach, nawet o pożądaniu, chemii, magii, więzi uczuciowej między nami – lecz nie wiem, jak wszystko odbierać. Mąż zachowuje się tak, jakby nie chciał brać udziału w ratowaniu relacji, chęci naprawy w pozytywną stronę, lecz w negatywną. Każde kłopoty, kłótnie, sprzeczki przerzucać potrafi na mnie, jakbym to tylko ja wszystkiemu była winna. Rok temu oboje przeszliśmy poważny i pierwszy kryzys małżeński. Przyznaję się bez bicia – byłam uzależniona od życia towarzyskiego – dochodził alkohol, tak, coraz częściej piłam, nawet około 8 lat. Wolałam każdą chwilę, czas spędzać poza domem, nie w obecności męża, ponieważ wiecznie kłótnie, poniżanie, wyzwiska, bicie, niechęć do zbliżeń. Oddalałam się od męża, zaczynałam się czuć w jego obecności ciągłą walkę, rutynę, brak komunikacji. Popadałam w bezsilność, dlatego poszłam swoją i niestety złą drogą – alkohol, znajomi. Kiedy tłumaczę mężowi, twierdzi, iż nie ma żadnego to wytłumaczenia – z jednej strony ma rację, a z drugiej – sama nie wiem, to była zwykła ucieczka, bezradność. Nie ukrywam, że nie byłam mężowi dłużna, nie grałam fair, też atakowałam, nakręcałam się – a to jedynie, aby się bronić. Mąż twierdzi, iż to ja źle go traktuję, że nie pozwoli sobie na traktowanie siebie jak psa z mojej strony, z kolei to, jak traktuje mnie – ja mam na to wyrażać zgodę, a on puszcza to płazem, sądząc, że nic złego nie robi??? Tak, zdarzyło się, iż miałam rozwaloną głowę, którą trzeba było szyć – popchnął mnie, uderzyłam w kaloryfer. Następnie miałam tzw. cyt. „pizdę pod okiem” – uderzył mnie z pięści. Mimo to nie chciałam – jak nie mam dokąd uciekać – choć rozważałam odejście, podanie o rozwód, lecz za bardzo męża kocham. To nie jest tak, że przyzwyczaiłam się do takiego życia – NIE. Po prostu czuję bardzo mocne uczucie co do jego osoby – życia sobie nie wyobrażam poza nim. Potrafi być wspaniały, choć z tego kochającego, troskliwego człowieka nagle pokazuje się obraz potwora – damskiego tyrana. Wydaje mi się, że mąż nawet w sobie tego nie dostrzega – zawsze się przed tym broni, iż z nim wszystko w porządku. Na chwilę wszystko ucichło – poszliśmy na terapię małżeńską, coś pomogło mężowi, lecz na chwilę. Stwierdził, iż nam niepotrzebne terapie, a sami powinniśmy sobie z tym wszystkim poradzić – choć nie wychodzi??? Mąż złamał ogromnie moje serce – nie mówię, że ja jemu również. Wyrzucił mnie z domu, bo się po prostu rozpiłam, szukałam wyjścia z tego wszystkiego. Po tygodniu chciał, abym wróciła, i tak się stało – zaczynało układać się nawet dobrze – mega seks, lecz często nieudane noce, tzw. „spontan sex – wtulić, spać”. Chcieliśmy tak sami to wprowadzić i było super, cieplej, czuło się bezpiecznie. Od tego się zaczęło – kiedy nie ma seksu raz, dwa, pośród nocy jestem zniesmaczona, zaraz wybucham, robię dramy. Mąż ma mnie dość, lecz po prostu potrzebuję zbliżeń dosyć często, ponieważ po takim przeżyciu, co nas spotkało, szczerze czuję coś jeszcze więcej do męża – podnieca mnie, stał się dla mnie bardziej atrakcyjny. Mówiłam mężowi, iż powinien się cieszyć, a nie narzekać. Mąż mówi nieraz: „podejdź w nocy do mnie, zaczep, zacznij pierwsza grę wstępną”, a kiedy podchodzę – odpycha, po prostu nie wychodzi mi. Co do czego, odwróci kota ogonem zaraz i powie na drugi dzień, cyt.: „a ty mnie w nocy przytulasz, zaczepiasz???” Nie, nie robię tego dosyć często, ponieważ zdaję sobie sprawę, że kiedy będę podchodzić pierwsza – nic to nie da. Przeszłam tzw. terapię odwykową, terapeutyczną, co w zupełności mi wystarczyła – i nie tylko ja jestem z siebie dumna, ale mąż twierdzi oraz rodzina, że są ze mnie dumni, iż mąż docenia, co zrobiłam dla samej siebie, choć jemu tłumaczę za każdym razem, że zrobiłam to dla niego, bo bardzo go kocham. Tak, własnymi siłami wyszłam z nałogu – to ja postawiłam na ratowanie małżeństwa, jak i własnego zdrowia. A teraz walczę o dalszy i piękny związek oparty na szacunku, wsparciu, trosce, zrozumieniu, magii miłości, chemii, namiętności i pożądaniu – obustronnie. Czasem uważam, że ze strony męża jest w moją stronę jakaś ukryta manipulacja, często zastraszanie i ciągłe krytykowanie – jakby w coś grał, jakbym była zapasowym kołem, mimo iż zaprzecza. Dosyć często sprzeczamy się o sprawy łóżkowe. Tłumaczę mężowi, iż przez to, co przeszliśmy, obłędny seks, czułość, ciepło, jak i pożądanie – jest bardzooo potrzebne, tym bardziej, jak nie było tego przez wiele, wiele lat. Nie widać, aby do męża cokolwiek docierało. Potrafi mnie krytykować – jakby nie dorósł do związku, a mi powie: „czy ja dorosłam?”. Potrafi mówić takie słowa, cyt.: „twój problem, nie mój, twoja bajka, a w takiej bajce nie będę tkwił, mam wyjebane, znajdź innego na ruchanie, jesteś toksyczna i dramat, wiecznie pierdolisz w kółko o tym samym, ryjesz mi łeb, wchodzisz mi do łba, to przez ciebie taki się robię, takim jestem, kto by z tobą wytrzymał, powinnaś się leczyć, z tobą jest bardzo źle, kawał suki z ciebie...”. Kiedy opanuję swoje emocje, po max 8 godzinach – bo nie da się do niego podejść, aby spokojnie pogadać – on nagle żałuje, przeprasza, jakby nigdy nic. Zaraz że ja go podniecam, jaram, że zawsze ma na mnie ochotę, że tylko ja, nikt inny, że jestem wyjątkową i ważną dla niego osobą. Po 3 dniach magii, spokoju i harmonii – nagle ze strony męża uszczypliwość i ataki agresji słownej, kiedy jego o coś zapytam. Potrafi w szaleństwie emocji złapać mnie za gardło, nawyzywać mnie od suki, dziwki, po czym żałuje, twierdząc, iż tak postąpił, bo ja niby go, cyt.: „wkurwiłam”. Mówię, że nie ma to żadnego wytłumaczenia, a mąż – wymówka: trzeba było inaczej podejść, a nie w taki sposób – tak właśnie z mężem się rozmawia. Z niczego nic sobie nie robi, a najgorsze jest to, że całe zło, kłótnie, bicie, jego złe podejścia – przerzucać potrafi jedynie na mnie!!! Aby się wybielać??? Oczyszczać??? Jakie to jest niewinne, nic nie robiące złego stworzenie??? Z dnia na dzień czuję, że moje uczucia do męża zaczynają na nowo wygasać, że jestem gotowa odejść – mimo iż nie mam dokąd, nawet pod tzw. „chmurkę”. W głębi duszy bardzo męża kocham. Uświadamianie mężowi, że chęć bliskości, czułości, troski i zrozumienia itp. jest kluczową rolą – nie dociera. Czuję, że mąż bawi się moimi uczuciami, że ma ukryty cel, alibi – aby mnie wykończyć psychicznie, z kimś ma plan, może ma kogoś, a ja jestem przykrywką?? Popadłam już w depresję, nie mam co liczyć na wsparcie ze strony męża, troskę, opiekę. Nie wierzę i nie widzę, ażeby mąż okazywał odrobinę chęci, zainteresowania związkiem, naszą relacją. Co ja mam myśleć, robić, gdzie, co, jak???
Witam, Podczas wizyty na sesjach u mojego psychoterapeuty zaczynam się wycofywać z rozmów, mam wrażenie, że tematy, których nie chce dotykać, powodują u mnie strach przed wejściem w zależności z terapeutą, aby 100% mu zaufać, chodzę na terapię już rok, ale czuję, że sama przed sobą się poddałam i rozczarowałam terapeutę. Zaznaczę, że poruszane tematy są na mnie bardzo wrażliwe szczególnie te z dzieciństwa i na temat seksualności. Chciałabym już zakończyć terapie i mieć świadomość, że będzie tylko lepiej, lecz im bliżej końca sesji tym bardziej jestem zrezygnowana i niedostępna, mimo że mam super relacje z terapeuta. Udaje przed terapeuta, żeby bardziej on był zadowolony ze swojej pracy niż ja ze swojej nad sobą.. co jest ze mną nie tak, zakończenie procesu terapii wzbudza zawsze takie emocje wycofania ? Pozdrawiam
Witam. Prawdę powiedziawszy nie wiem od czego zacząć. Nigdy wcześniej nie rozmawiałam na temat moich relacji z bratem oraz rodzicami i trudno mi zebrać myśli. Wyróżnić kilka sytuacji spośród wielu, które ukształtowały nasze dzisiejsze niezdrowe stosunki. W dzieciństwie ich zachowanie wydawało się normalne. Z powodu swojej pracy byli rodzicami weekendowymi, mną i bratem zajmowała się babcia, ale dni, kiedy byli w domu pamiętam jako dobre. Sytuacja zmieniła się, kiedy wybudowali dom bliżej pracy, w którym zamieszkaliśmy razem. Dopóki żadne z nas nie miało problemów z nauką, dopóty rodzice byli zadowoleni. Potem zaczęły się korepetycje oraz powtarzane niczym mantra po każdej wywiadówce przez mamę: "w życiu się tak nie wstydziłam". Otrzymałam kiedyś szlaban na komputer i telefon, ponieważ nauczycielka od matematyki stwierdziła, że się nie uczę. Brak mediów nie zabolał mnie w żaden sposób - 3/4 mojego życia w okresie gimnazjum i tak poświęcone było nauce. Trafiłam do klasy z samymi czerwonymi paskami (sama go miałam przez wiele lat życia), w której rywalizacja była na porządku dziennym i postawiłam sobie za cel, by im dorównać. Pomimo moich starań nie dawałam sobie rady z matematyką, a potem przyszło całkowite wypalenie. W liceum sytuacja wyglądała podobnie, tj. były przedmioty, z których byłam bardzo dobra albo przynajmniej dobra oraz matematyka, z którą miałam ogromny problem. Ponownie moi rodzice uwierzyli nauczycielce, opowiadającej o tym, jak nie umiem się uczyć. Był to czas, kiedy pojawiało się coraz więcej zgłoszeń na tę panią, inne dzieciaki w mojej szkole otwarcie rozmawiały z rodzicami o tym, że wymaga, ale nie umie przekazać wiedzy. Że weźmie cię do tablicy, nie wytłumaczy i ośmieszy cię przy wszystkich. Mama w to nie wierzyła, do dzisiaj pamiętam, jak wracała niezadowolona z wywiadówek obarczając mnie całą winą za naciąganą 2 z matmy. Zmieniła zdanie dopiero po rozmowie z samą matematyczką, która przyznała, że nie chce tłumaczyć nam materiału, bo jesteśmy niewdzięczni. Mnie nazwała naburmuszonym dzieckiem i dziwiła się mojej mamie, że jest taka uśmiechnięta i przyjazna skoro ma takie dziecko, jak ja. Miała tupet zapytać, czy jestem adoptowana... Po maturze dostałam się na wymarzone studia. Studiowałam równocześnie dwa kierunki, stres był czymś, co towarzyszło mi na porządku dziennym. Chodziłam przemęczona i nie wysypiałam się. Wtedy też zaczęły się moje problemy z tarczycą - przybrałam mocno na wadze, co nie umknęło uwadze moich rodziców. O ile mama od razu szukała dla mnie pomocy, ojciec w sposób szydercze komentował mój wygląd. Normą było, że mówił do mnie per torba albo że mam ruszyć piekarnik. Kiedy oglądaliśmy rodzinne zdjęcia mojego brata przed jego 18 zapytał mnie wprost, dlaczego się tak zapuściłam, czemu nie ćwiczę i co się stało z tą dziewczyną, która była szczupła? Pochylając się nad tematem wagi mój tata zawsze miał do niej skrajne podejście. Na zmianę przybierał i zrzucał wagę, czasami do momentu, w którym wyglądał niezdrowo. Do dziś ma problem z objadaniem się (nie przestaje jeść, aż wszystko nie zniknie ze stołu, a potem jeszcze w nocy zagląda do lodówki). Potem wszystko zwraca, twierdząc, że to dlaczego, że go mdli. Pije dużo alkoholu, bo stwierdza, że pomaga mu to zyskać pewność siebie. Ma też ogromną potrzebę bycia w centrum uwagi, choć sam niewiele angażował się w nasze życia. Do brata po zdanej maturze miał pretensje, że w pierwszej kolejności zadzwonił do mamy, a on sam dowiedział się od swojego brata, który zaraz po ogłoszeniu wyników sam zadzwonił do nas, aby złożyć mojemu bratu gratulacje. Nasz ojciec nie odzywał się do swojego syna, bo tamten nie zadzwonił do niego jako pierwszego! I jeszcze wymusił na mamie, aby przekonała go do przeprosin, argumentując, że czuł się urażony. Wracając do tematu jego zachowania, ojciec nie ma problemu z żartowania z innych ludzi. Jego domniemany humor jest okrutny, często nieśmieszny, a wręcz rani. Przejdę teraz do tego, że covid zmusił nas (mnie i brata) do powrotu do domu w czasie studiów i ponownego zamieszkania z rodzicami. Rodzice, który płacili za wynajmowane mieszkanie w innym mieście nie chcieli, aby stało puste, a skoro zajęcia były online to mieliśmy wrócić do domu. W rozumieniu mamy szukanie pracy ani na studiach ani w trakcie pandemii pandemii nie wchodziło w grę, nie z powodu wirusa, nie z powodu nauki, a tego, że będziemy mieli mniej czasu na przebywanie w domu. Życie ułożyło się w taki sposób, że zaczęliśmy pracować z bratem w firmie rodziców, zajmując się rzeczami z goła odmiennymi od tego, czego się uczyliśmy. Rodzice pomogli bratu otworzyć restaurację, która formalnie zapisana jest na matkę. Ja zostałam w rodzinnej firmie również związanej z gastronomią. Tu pojawiają się schody. Moi rodzice żyli swoją pracą i praca wchodziła do naszego domu. Nasze rozmowy są głównie o pracy. A mimo to nadal uważają, że robimy nie wystarczająco. Kiedy ktoś z ich pracowników jest niedysponowany wkraczam ja na jego miejsce. Mimo swoich zobowiązań, które związane są z lokalem brata i lokalem rodziców zawsze muszę im pomóc. Kiedyś tej pomocy odmówiłam, mama się do mnie odzywała, zarzucała, że sama sobie wymyślam zajęcia, choć tonęłam w zobowiązaniach. Musiałam się kajać przez wiele dni, bo było jej przykro. Było jej przykro również wtedy, kiedy sugerowałam, że oni uwikłali nas w swój biznes. Lubi mówić o tym, jak wiele problemów przed nami ukrywa, jak musi sobie ze wszystkim radzić sama i nikt jej nie pomaga. Nie lubię chodzić do pracy, kiedy jest w niej mój ojciec. Nie umie trzymać emocji na wodzy, lata i krzyczy na obsługę twierdząc, że wszystko jest "spier...". Przeszkadza, ale kiedy prosisz go o zachowanie spokoju wrzeszczy przy wszystkich, zarzucając, że jak nie chce pomóc to mam iść do domu. Potem ich pracownicy przychodzą do mnie ze skargą, a ja muszę palić głupa, że tata chce dla restauracji jak najlepiej i dlatego jest emocjonalny. Ojciec nigdy nie doceniał mnie ani nie był szczególnie uradowany moimi osiągnięciami. Jego zdaniem podczas studiów, podczas odbywania praktyk z dwóch kierunków, obronienia dwóch tytułów magistra nigdy nie miałam żadnych osiągnięć. Nie pracowałam. Wiele razy nazywał mnie rozpieszczoną, że wychodzę z założenia, że wszystko mi się należy. Boli mnie to niemiłosiernie, zwłaszcza, jak wypomina mi to, że nie zrobiłam do tej pory doktoratu. Nawet ostatnio podczas mojego żartu, kiedy robiłam rodzinne zdjęcie na urodzinach mojego wujka, kiedy powiedziałem, że nie zostanę fotografem, odpowiedział na to: "no w zawodzie też nie będziesz pracować". Mogłabym przetoczyć jeszcze wiele przykładów tego, co uważam jest emocjonalnym naużyciem, choć rodzice nigdy tego w ten sposób nie widzieli. Brat przez problemy emocjonalne chodził przez rok do psychologa, przyjmował psychotropy. Ojciec, który owego psychologa polecił uznał, że nie pomógł bratu, bo ten kłamał podczas sesji. Kiedy powiedział im o pogłębiającej się depresji, uznali, że wymyślą, bo przecież wszystko mieliśmy podane na złotej tacy. Nie czujemy szacunku do naszych rodziców. Nie czujemy, aby szanowali nas. Brat przestał przebywać w domu, tylko w nim śpi. Nie rozmawia z nami, chyba, ze musi. Na pierwszym miejscu stawia kolegów, którzy jak twierdzi go rozumieją. Nie dba o siebie i wszystko mu jedno. Tak, podnoszę głos na rodziców. Tak, puszczają mi emocje i mówię przykre rzeczy. Ojciec wielokrotnie próbował pozbyć się mnie z domu. A kiedy wreszcie po ogromnej kłótni, kiedy kazał mi "wypier..." pojechałam do koleżanki na noc, stwierdził, że nawet nie zauważył, że mnie nie ma. Ojciec nie toleruje moich zwierząt. Twierdzi, że nie będzie zmieniał standardu swojego życia dla kotów. Nie będzie cyt. cierpiał, bo mieszkają w domu. A to oznacza, że musi zamykać za sobą drzwi i nie wypuszczać ich na dwór. Zdarza im się hałasować w nocy, mówię im, żeby zamykali drzwi, jak się kładą się spać, ale spotykam się z oburzeniem, że nie bedzie dostosowywać swojego życia do moich kotów. Nie musi ich karmić, nie musi pielęgnować, nie musi się z nimi bawić, nie musi zabierać do weterynarza. One mu przeszkadzają, bo są. Szukałam już mieszkania dla siebie. Nikt nie chce wynająć mieszkania, w którym miałyby przebywać zwierzęta, a na kupno mnie nie stać. Dostaję na głowę w tym domu. Odpoczywam, gdy rodzice wyjeżdżają. Gdy nie ma ich w domu.
Czy przemoc wobec dziecka może skutkować alkoholizmem w życiu dorosłym?

Wychodząc naprzeciw potrzebom osób zmagających się z syndromem dorosłych dzieci alkoholików, terapeuci oferują darmowe konsultacje. Rozumiemy, że kwestie finansowe mogą stanowić istotną przeszkodę w podjęciu decyzji o rozpoczęciu terapii, dlatego chcemy ułatwić ten pierwszy, często najtrudniejszy krok.
Kiedy warto?
Gdy obserwujesz u siebie lub bliskiej osoby trudności z ustalaniem granic i nadmierną odpowiedzialność za innych.
Kiedy Twoje relacje charakteryzują się wzorcami "ratowniczymi" i masz problem z wyrażaniem własnych potrzeb.
Jeśli doświadczasz chronicznego poczucia winy oraz lęku przed porzuceniem przy jednoczesnym strachu przed bliskością.
Gdy pochodzisz z rodziny z problemem alkoholowym i zauważasz u siebie cechy charakterystyczne dla DDA.
Potrzebujesz bezpłatnej pomocy?
Sprawdź dostępnych specjalistów i umów się na bezpłatną pierwszą konsultację już dziś – zrób ten istotny krok w kierunku lepszego zdrowia psychicznego.
Zobacz, którzy specjaliści udostępniają bezpłatne konsultacje psychologiczne i łatwo umów pierwszą wizytę.
