O tym, że psychoterapia jest ważna i potrzebna mówią badania (m.in. van Dis i in., 2020), praktyka gabinetowa specjalistów, doświadczenia samych klientów czy aktualna kondycja społeczeństwa. Wnioski z badania zdrowia psychicznego w populacji Holandii (Ten Have i in., 2023) pokazują, że wzrósł wskaźnik zaburzeń psychicznych m.in. u młodych dorosłych i studentów.
Badacze sugerują, że młodzi dorośli są bardziej podatni między innymi na współczesną presję sukcesu. W poszukiwaniu ulgi i odpowiedzi naturalnie zwracamy się ku samorozwojowi. Wielu ludzi doświadcza dzięki niemu przełomowych wglądów lub drobnych, ale kluczowych zmian, które realnie podnoszą jakość ich życia. Problem zaczyna się wtedy, gdy samorozwój przestaje być wspierającym narzędziem, a zaczyna być kolejnym osiągnięciem potwierdzającym własną wartość.

Zeszyt ćwiczeń z komentarzami „Arkusze na duszę perfekcjonisty”
„Arkusze na duszę perfekcjonisty” to 52-stronicowy workbook z 20 kartami pracy, który pomaga zamienić presję perfekcjonizmu w rozwój i działanie. Dla osób pracujących nad sobą oraz specjalistów zdrowia psychicznego.

Samorozwój nie zawsze rozwija
Odkładamy zmiany lub przesadzamy z ich wcielaniem. Czytamy dziesiątki poradników psychologicznych, ale może wystarczyłoby jedno zdanie, które nas poruszyło, smakowanie go, przeżuwanie, wracanie do niego wielokrotnie, i powolne wcielanie wniosków w życie. Ale może potrzebujemy czytać podobne zdania, ale w różnych książkach i usłyszeć je z ust wielu osób w różnych kontekstach, żeby wreszcie w nas się „wgryzły” i stały się nasze.
Napisałam kiedyś wiersz „Babie lato”. Teraz z perspektywy czasu widzę, że właśnie o tym mówił. Podaję tutaj fragment:
„usłyszałam już tyle co trzeba
a ciągle pytam o nic nowego
to wystarczy bym żyła dobrze
może pytam by mówili inni
bo prawdy nigdy za wiele”
Często też wpadamy w pułapkę myślenia: „Zacznę działać, jak skończę jeszcze ten kurs, jak kupię lepszy sprzęt, jak się przeprowadzę”. Tymczasem skakanie po odkrywczych treściach nie zostawia przestrzeni na „ułożenie się” ich w naszej codzienności. Może też potrzebujemy odpowiedniego czasu lub gotowości, której nie da się powołać udziałem w kursie lub współpracą nawet z najlepszym psychoterapeutą.
Bywa też odwrotnie, tak koncentrujemy się na tym, co jest do poprawienia, bo bycie kimś „niedokończonym” stało się już naszą tożsamością. Przed nadmiernym zajmowaniem się sobą przestrzega M. Brzeziński w podkaście „Znam to uczucie”:
Im bardziej człowiek się sobą zajmuje tym w efekcie statystycznie robi się szczęśliwy mniej. To powinna być jakaś refleksja, ale nie permanentna (21.09.26 r.).” Sugeruje, że często lepsze jest dla nas wyjść z ciągłej analizy siebie i zająć się też dobrem innego człowieka.
Co tak naprawdę stoi za tym samorozwojowym napędem? Bardzo często jest to chęć natychmiastowej redukcji dyskomfortu. Paradoksalnie, to właśnie ta próba ucieczki od uczuć trudnych może nakręcać spiralę tych trudności. Jak zauważa nauczyciel medytacji Michał Niewęgłowski w podcaście Studnia bez dna:
„Próba redukcji swojego gorszego samopoczucia jest sama w sobie przyczyną gorszego samopoczucia, dlatego, że jest to pielęgnowanie nieakceptacji. Jeśli mam akceptację faktu, że raz jest tak, a raz jest siak - i nie chodzi tu o uległość - to u podstaw mojej zmiany leży to, że zmieniam coś, bo chcę, a nie bo muszę. Medytacja rozumiana jako ucieczka od życia nie spełnia swojej roli.” (13.05.24 r.)
No właśnie, chcemy poprawić to, że jest nam w życiu niewygodnie i coraz szczegółowiej dostrzegamy to, gdzie jest ta niewygoda. Kilkudniowe warsztaty rzadko rozwiązują źródło problemu, ale dają szybki zastrzyk euforii i chwilową ulgę. Łatwo uznać ekstatyczne, krótkie stany doświadczane na takich zjazdach za „prawdziwszą prawdę” od naszej szarej codzienności. Niewęgłowski nazywa to wręcz „ćpaniem duchowości”. A powrót do rzeczywistości może boleć.
Przykład: Na weekendowych warsztatach oddechowych dotykałam głębokiej harmonii i czułam miłość do całego świata. Może nawet nigdy nie było mi tak dobrze i miałam wrażenie, że od tego momentu moje życie będzie zupełnie inne. Problem w tym, że w poniedziałek rano mam do odebrania kilkanaście maili, zepsuła mi się pralka i nie mam z czego zapłacić za naprawę. Powoli zapominam o nieziemskim doświadczeniu i też o postanowieniu zmiany.
Nie oznacza, że takie warsztaty są złe. Duchowość czy psychologia mają sens wtedy, gdy pomagają nam wrócić do rzeczywistości, a nie od niej odłączają. Jego zdaniem prawdziwy spokój nie wynika z kontrolowania świata, ale ze zgody na to, że nie da się go w pełni kontrolować. Po drugiej stronie „pracy nad sobą” odnajdujemy dokładnie to samo życie - z jego lękiem, smutkiem i złością, ale też dodatkowo akceptację. M. Brzeziński cytuje trafne zdanie ”(...) terapia ma służyć temu, by człowiek nie odczuwał cierpienia zbędnego, tylko to niezbędne.” (21.09.26 r.)
W. Eichelberger zauważa, że wygenerowaliśmy sobie pewną formę przymusu bycia szczęśliwym. A stąd łatwo do wniosku: „Nie jestem szczęśliwy, więc trzeba nad tym popracować”. Obserwuje, że „Ludzie się teraz wstydzą cierpieć. (…) Obawiają się, że są w żałobie zbyt długo.” (ibid.)
Być może szczęście stało się „rodzajem sztucznie wygenerowanej potrzeby”. A ono „jest pewnego rodzaju zaskoczeniem”(Eichelberger) i przydarza się raczej jako efekt różnych działań, które dają nam satysfakcję, a nie jako cel sam w sobie (Brzeziński). Psychoterapeuta mówi: „Szczęśliwsi są ci, którzy mniej potrzebują, bo nie ulegają tej presji rynkowej czy reklamowej„. Zachęca do zadawania sobie pytania: „Czy to czego chcesz, to to czego naprawdę potrzebujesz (ibid.)?
Proponuję więc trzy pytania pomocnicze:
Czy pojęcie „przepracowywania” nie służy mi do odkładania życia na później?
Czy terapia lub samorozwój nie stały się dla mnie formą wyrafinowanej rozrywki, zapomnienia o codzienności?
Czy odczuwam przymus pogoni za szczęściem?
Szóstka z terapii
Perfekcjonizm potrafi wlać swoje wyśrubowane wymagania we wszystko - również w proces leczenia i rozwoju. Wtedy nawet w przestrzeni pracy nad sobą nie ma miejsca na przeciętność, a każde odchylenie od normy ma już swoją diagnostyczną nazwę, np. narcyzm, czy unikowy styl przywiązania.
Przykład: Gdy budzimy się rano bez energii, z powodu niedosypiania i natłoku spraw, zamiast dać sobie prawo do zwykłego zmęczenia, rozpoznajemy to jako objaw wypalenia, epizod lękowy, albo jeszcze dalej: skutek traumy rozwojowej.
W świecie, gdzie na wszystko jest profesjonalna nazwa, zawsze jest coś do naprawy. Absolutnie ich nie dyskredytuję i nie podważam ich ogromnego znaczenia. Jednocześnie warto się przyjrzeć, czy taka skrupulatność w dostrzeganiu własnych objawów bardziej nam pomaga czy przeszkadza. Ważne, żeby zatrzymać się czy nie przechodzimy od skrajności w skrajność: od unieważniania naszych uczuć i potrzeb, do nadmiernej czujności.
Podobne zjawisko obrazuje efekt Forera (znany również jako efekt Barnuma), który mówi o tym, że jeśli opis cech charakteru czy funkcjonowania jest dostatecznie szeroki, każdy odnajdzie w nim cząstkę siebie (np. w horoskopach czy testach internetowych). Pamiętajmy jednak, że o cechach klinicznie istotnych mówimy dopiero wtedy, gdy objawy znacząco przekraczają wartość przeciętną (czyli pewną normę w populacji) i utrudniają codzienne funkcjonowanie. Notoryczne szukanie w sobie jednostek chorobowych bywa po prostu kolejną formą perfekcjonistycznej kontroli. Piszę to też z własnego doświadczenia - jako diagnostka stosująca w swojej pracy test do badania osobowości nauczyłam się, że „nie tak łatwo” zdiagnozować u pacjenta zaburzenie osobowości, ponieważ granica diagnostyczna postawiona jest bardzo wysoko.
Dziś potrafimy powiedzieć do partnera: „Prokrastynujesz, bo nie uleczyłeś rany porzucenia”, zamiast po prostu powiedzieć: „Wkurza mnie, że nie zmywasz naczyń”. Albo zamiast „Przykro mi, że odwołujesz spotkanie po raz drugi”, mówimy: „Widzę, że uaktywnił Ci się unikowy styl przywiązania i boisz się bliskości”.
Po prostu przesadzamy z proporcjami. Wystarczy, że usłyszymy o stylach przywiązania czy typach osobowości, i natychmiast zaczynamy filtrować przez te pojęcia.
Ubolewam nad tym, że słowa ze słownika psychologicznego weszły do naszego codziennego języka i nawet do tekstów piosenek. I osobiście, sama jaka psycholożka nie jestem wolna od winy, bo wielokrotnie w codziennych pogawędkach gdzieś je wplotłam. Ale jednak wrócę do tego, że sztuka, muzyka czy relacje międzyludzkie przez wieki posługiwały się językiem znacznie mniej kategorycznym niż język psychologiczny. Po to właśnie piszemy wiersze, malujemy czy komponujemy - by wyrazić coś niewyrażalnego, ale też uniwersalnego. Język psychologii moim zdaniem próbuje uporządkować doświadczaną rzeczywistość podobnie niedoskonale jak próbujemy nazwać kolory. To nie znaczy, że nie jest ważny i potrzebny, ale na pewno jest ograniczony.
Kolejne pytanie pomocnicze brzmi więc:
Czy językiem psychologicznym nie zastępuję prostej, szczerej komunikacji?
Po drugiej stronie
Kiedy media społecznościowe karmią nas gotowymi arcydziełami, łatwo zapomnieć o brudnopisach i podartych kartkach. Widzimy osoby w średnim wieku, które wypowiadają się z lekkością w swoim temacie, ale nie znamy ich z czasu kiedy tej lekkości nie mieli. Oglądamy profile specjalistów, którzy opowiadają o zdrowych granicach, ale nie wiemy, że tego samego dnia kilkakrotnie zapomnieli o swoich.
Piszę o tym, jak perfekcjonizm, autodoskonaląca siła w nas, może mącić w ścieżce rozwojowej. Ale warto podkreślić, że nie jest on jednoznacznie straszny czy zły. W workbooku „Arkusze na duszę perfekcjonisty” przedstawiam ciekawą perspektywę teorii dezintegracji pozytywnej:
„(...) dojrzały perfekcjonizm z czasem przestaje skupiać się na egoistycznym „ja”, a zaczyna dotyczyć standardów etycznych, odpowiedzialności za innych i troski o lepszy świat. (…) Perfekcjonizm jest więc dobry, gdy podnosi nas w górę - sprawia, że jesteśmy bardziej wrażliwi i świadomi, ale też wyrozumiali dla innych. Szkodzi nam, gdy zamyka nas w klatce własnego ego, służy wyłącznie powierzchownej kontroli, paraliżuje działanie i nie pozwala wyjść poza lęk przed popełnieniem błędu.”
Jednym zdaniem, rozwijanie się napędzane tym zdrowym perfekcjonizmem jest po to by być bardziej ludzkim dla innych. Trudno jest jednak takim być, jeśli najpierw nie jesteśmy ludzcy dla samych siebie. Im mocniej dokręcamy śrubę samodoskonalenia, tym łatwiej przeoczyć to, że największym sukcesem pracy nad sobą nie jest osiągnięcie stanu doskonałości, ale właśnie odzyskanie wolności od przymusu bycia idealnym. Doskonalimy się po to, by w końcu odkryć, że wcale nie jesteśmy doskonali - i z ulgą zrozumieć, że nigdy nie musieliśmy tacy być. Na pytanie „Co u Ciebie?”, możemy więc odpowiedzieć „Trudno, ale dobrze”. (Eichelberger, 21.09.26 r.)
Bibliografia:
Dziekan, A., Niewęgłowski, M. (2024, 13 maja). W pułapce samorozwoju, czyli jak przytomnie wybierać swoją drogę (Odc. 12) [Odcinek podcastu wideo]. W: Studnia bez dna. YouTube. https://www.youtube.com/watch?v=1-6A4S2NjBc
Dziekan, A., Niewęgłowski, M. (2026, 16.04.). Style przywiązania i diagnozy z Instagrama – czy to niszczy nasze relacje? [Odcinek podcastu wideo]. W: Studnia bez dna. YouTube. https://www.youtube.com/watch?v=Vuc1GAuV5Lo
Eichelberger, W., Brzeziński, J. (21.09.26 r.). Dlaczego nie jesteś szczęśliwy? Znam to uczucie. YouTube. https://www.youtube.com/watch?v=vLbmHyGbgJ4
Forer, B. R. (1949). The fallacy of personal validation: A classroom demonstration of gullibility. The Journal of Abnormal and Social Psychology, 44(1), 118–123. https://doi.org/10.1037/h0059240
Niewęgłowski, M. (2020). Polubić poniedziałki. Wydawnictwo Pascal.
Ten Have, M., Tuithof, M., van Dorsselaer, S., Schouten, F., Luik, A. I., & de Graaf, R. (2023). Prevalence and trends of common mental disorders from 2007–2009 to 2019–2022: Results from the Netherlands Mental Health Survey and Incidence Studies (NEMESIS), including comparison of prevalence rates before vs. during the COVID-19 pandemic. World Psychiatry, 22(2), 275–282. https://doi.org/10.1002/wps.21087
van Dis, E. A. M., van Veen, S. C., Hagenaars, M. A., Batelaan, N. M., Bockting, C. L. H., van den Heuvel, R. M., Cuijpers, P., & Engelhard, I. M. (2020). Long-term outcomes of cognitive behavioral therapy for anxiety-related disorders: A systematic review and meta-analysis. JAMA Psychiatry, 77(3), 265–273. https://doi.org/10.1001/jamapsychiatry.2019.3986
Romanowicz M., Arkusze na duszę perfekcjonisty”[workbook] (2026)









