Justyna Trojanowska-Juras

Czym jest trauma i jak sobie z nią poradzić?

4 MIN

Trauma.

To słowo często się powtarza, gdy mówimy o trudnym zaskakującym doświadczeniu. Ktoś mówi: to była trauma!

Ale czym jest trauma?

Określenie to jest zapożyczone z greki i oznacza przebicie skóry, uszkodzenie powłoki cielesnej. Freud używał tego określenia w znaczeniu metaforycznym. Chciał pokazać, że umysł także może zostać uszkodzony lub zraniony wydarzeniami. Można powiedzieć, że umysł też jest otoczony przez swoistą skórę czy tarczę ochronną. Freuda zdaniem powstaje ona w wyniku rozwoju mózgu i jest wybiórczą wrażliwością na bodźce zewnętrzne. 

Ochrona

W przypadku niemowląt i małych dzieci funkcję tej skóry, czy osłonki pełni rodzic - dorosły, który decyduje, ile bodźców to jest za dużo, a ile wystarczająco. Dorosły, wczuwa się w  niemowlę - empatyzuje i decyduje, że na przykład jest za jasno dla dziecka, albo za głośno. Jeśli dorosły nie umie empatyzować, może użyć do tego swojej wiedzy: aha, to jest jeszcze niedojrzały człowiek, to może mu przeszkadza, gdy jest tak głośno. Albo też może nauczyć się przez obserwację, czyli nagle dziecko płacze lub marudzi i dorosły łączy to z głośnością radia, które właśnie włączył. 

Jeśli chodzi o starsze dzieci, to na przykład rodzic może zaobserwować, że jego dziecko jest marudne, lub złości się akurat w czwartki, i być może jest to dlatego, że ma zbyt wiele zajęć dodatkowych tego dnia. Takie zachowania uczą dziecko rozumienia siebie i troszczenia się o siebie w przyszłości. Jest to bardzo ważne. Właściwie nazwiemy to dojrzałością, potocznie mówi się o asertywności, czy pilnowaniu swoich granic.

Jednak bez względu na to, jak człowiek siebie zna i jak bardzo umie troszczyć się o siebie, nie może całkowicie przewidzieć przyszłości. I nie może skontrolować wszystkiego, co się wydarzy. Niektóre wydarzenie są nieprzewidywalne, na przykład choroba kogoś bliskiego, wypadek komunikacyjny, pożar domu. To są traumy. Czyli wydarzenia, na które nie możemy się przygotować, które nie spotykają nas codziennie, nie można na nie się uodpornić i nie można ich przećwiczyć. 

Jeśli chodzi o traumę, to jednak wydarzenie to musi dotyczyć znaczącej osoby. To znaczy: martwi mnie nowotwór koleżanki z pracy, ale ponieważ nie jest to osoba znacząca, nie kocham jej, nie planuję z nią przyszłości, nie zależę od niej, to jej nowotwór raczej nie będzie dla mnie  wydarzeniem traumatycznym. Co innego nowotwór męża czy siostry. Wydarzenia traumatyczne kompletnie dezorganizują życie i naruszają tą wypracowaną osłonkę. Wydarzenie traumatyczne swoją siłą i intensywnością (np. wypadek samochodowy trwa kilka chwil, ale choroba trwa kilka miesięcy czy lat) przeciąża układ nerwowy, układ odpornościowy - całą konstrukcję człowieka. To tak, jakby na człowieka spadło kilkanaście kilo kamieni. W tej sytuacji są mniej więcej dwa rozwiązania.

Jak poradzić sobie z traumą?

Pierwsze rozwiązanie: doświadczenie traumatyczne uczy, że życie jest nieprzewidywalne, katastrofa może wydarzyć się codziennie, trzeba być czujnym a najlepiej się schować. Czyli: już nigdy nie latać na wakacje, bo samoloty spadają, już nigdy się nie zakochać, bo ukochany może zachorować, i nie mieć domu marzeń, bo może spłonąć. W efekcie takiego widzenia świata człowiek wycofuje się, ze swoich aktywności, przestaje marzyć, planować, czy potocznie mówiąc: przestaje cieszyć się życiem. Można powiedzieć, że nie poradził sobie z traumą. To doświadczenie uniemożliwia mu realizację swoich planów i pragnień. W konsekwencji prowadzi to do obniżonego nastroju, obniżonego poczucia wartości, niezadowolenia z życia i z siebie. Zwykle takie osoby kierują się do lekarza psychiatry lub psychoterapeuty. I to również jest próba poradzenia sobie z trudnością. Drugi sposób poradzenia sobie z traumatycznym doświadczeniem to użycie własnych zasobów. To znaczy, że mimo lęku, mimo smutku, rozpaczy, mimo zmęczenia, człowiek próbuje wydostać się spod tych kamieni. Osoba, która doświadczyła traumy, np. nowotworu męża, stara się oprócz nowych zadań, które ją czekają w związku z chorobą kontynuować wykonywanie swoich zadań. Nie wycofuje się z życia. Nie zrywa kontaktów ze znajomymi. Oczywiście wszystko, co dotąd robiła, ma inne znaczenie, inną wartość, ale nie wycofuje się ze swoich aktywności. Osoba dotknięta wydarzeniem traumatycznym prawdopodobnie będzie musiała robić rzeczy, których dotąd nie robiła i poszukać rozwiązań, o których nie wiedziała, że istnieją. W ogólnym rozrachunku, doświadczenie traumatyczne, będzie rozwojowe.

Rozwiązanie najgorsze

Trzecie rozwiązanie, które ma miejsce najrzadziej, to poddanie się, rozchorowanie, kompletna dezorganizacja osoby, choroba psychiczna.  To znaczy, że człowiek nie tylko został dotknięty smutkiem, lękiem, czy beznadzieją i nie ma nadziei na przyszłość, ale nie chce już żyć i nie potrafi żyć. Nie potrafi widzieć tego, co ma i kim jest, nie ceni tego, co dotąd osiągnął. Nie chce pielęgnować tego, co go otacza. Rezygnuje z życia. Te osoby rzadziej szukają pomocy (ponieważ nie mają nadziei). Zwykle szuka pomocy ich otoczenie, ono o nich walczy.

W tym sensie można powiedzieć, że trauma, to takie wydarzenie, po którym już nigdy nie jest się tą samą osobą. Pytanie tylko, czy będziemy kimś bogatszym, czy uboższym.

Od czego zależy, jak poradzimy sobie z traumą?

Według psychoanalitycznego rozumienia rozwoju człowieka to, jak osoba poradzi sobie z wydarzeniem traumatycznym, zależy od tego, jak dotąd radziła sobie z przełomowymi wydarzeniami. Pierwszym z nich był moment separacji od matki. Moment około drugiego roku życia, gdy dziecko wyraźnie, intensywnie i samodzielnie eksploruje świat. Rezygnuje (w małym stopniu) z opieki dorosłego i chce radzić sobie samo. Faza separacji - indywiduacji (popularnie nazywana buntem dwulatka) jest bardzo ważnym momentem w życiu człowieka, ponieważ jest początkiem długiego i bardzo ważnego procesu budowania samodzielności i odrębności. Dziecko chce zrobić coś innego, niż chce matka, np. pójść na zjeżdżalnie zamiast na huśtawkę. Dotąd dziecko było bardzo zależne - oczywiście robiło czasem coś innego, niż matka chciała, ale jednak podążało za nią. Ona (lub inny znaczący dorosły) była gwarancją bezpieczeństwa (i przetrwania). Moment separacji jest momentem wytrzymywania odległości od rodzica i wytrzymywania tego, że jest się różnym. Jest to moment budowania poczucia sprawczości, samodzielności. Ważne jest też jak druga strona, czyli rodzic, opisuje świat, do którego tak się rwie ten mały człowiek. Czy jest to narracja lękowa: „uważaj na huśtawkę - uderzy cię”, „nie idź tam - spadniesz”, „za mały jesteś - nie poradzisz sobie”. Czy jednak mówi: „spróbuj”, „sprawdź”, albo „chodźmy razem”. Na tym wzorze odkrywania nowego, czy pokonywania trudności zostaje zbudowane przeświadczenie o własnej sile. Czy ja poradzę sobie z trudnościami? Czy ja potrzebuję opieki, czy ja jestem samodzielny, czy sam to nic nie mogę? I te własne doświadczenia i przekonania ułatwiają lub utrudniają poradzenie sobie z doświadczeniem traumatycznym. 

Justyna Trojanowska-Juras

Ukończyłam SWPS - kierunki Psychologia Społeczna oraz Społeczna Psychologia Kliniczna. Odbyłam staże na różnych oddziałach szpitalnych. Jestem psychoterapeutą, mam Certyfikat Instytutu Analizy Grupowej Rasztów. Pracuje pod superwizją.