📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach
Napad paniki osiąga szczyt w ciągu kilku minut i to nie jest pocieszenie, tylko cecha wpisana w kryteria diagnostyczne. Sprawdź, co dzieje się w ciele minuta po minucie, dlaczego jednym atak zdaje się trwać godzinę i co realnie go skraca.
W definicji napadu paniki jest zdanie, które warto znać na pamięć: to nagły przypływ silnego lęku lub dyskomfortu, który osiąga szczyt w ciągu kilku minut. Osiągnięcie szczytu w kilka minut nie jest optymistycznym dodatkiem dopisanym przez terapeutę. To element kryteriów diagnostycznych. Coś, co narasta godzinami i utrzymuje się na stałym poziomie przez pół dnia, nie jest napadem paniki, tylko czymś innym, co też warto zbadać.
Ma to praktyczne znaczenie w środku ataku. Nie musisz wierzyć na słowo, że minie. Wystarczy wiedzieć, że układ, który to wywołał, nie potrafi utrzymać takiego stanu długo.
Napad zaczyna się od wyrzutu adrenaliny. Serce przyspiesza, oddech się spłyca, krew przesuwa się do dużych mięśni, źrenice się rozszerzają. To jest reakcja przygotowująca do ucieczki, w pełni sprawna, tylko uruchomiona w sytuacji, w której nie ma przed czym uciekać.
Adrenalina nie zostaje w organizmie na stałe. Jest rozkładana i wychwytywana, a jej stężenie spada w ciągu kilku do kilkunastu minut. Nie da się utrzymać maksymalnego pobudzenia siłą woli ani siłą strachu, bo brakuje surowca.
Do tego dochodzi hiperwentylacja, czyli oddychanie szybsze, niż wymaga tego organizm. Wypłukuje ona dwutlenek węgla z krwi, a to daje zawroty głowy, mrowienie wokół ust i w dłoniach oraz uczucie nierealności. Objawy są nieprzyjemne i przekonujące, ale nieszkodliwe, a organizm wyrównuje poziomy sam, gdy tylko oddech zwolni.
Wiele osób opowiada o napadach ciągnących się przez godziny, i to nie jest przesada w ich odczuciu. Zwykle dzieje się jedna z trzech rzeczy.
Fala za falą. Napad opada, ale po nim zostaje czujność. Kolejne przyspieszenie tętna zostaje odczytane jako początek następnego ataku i wywołuje kolejny wyrzut adrenaliny. Z zewnątrz wygląda to jak jedno długie zdarzenie, w środku są to trzy krótsze, spięte lękiem przed kolejnym.
Ogon po hiperwentylacji. Po ustąpieniu szczytu drętwienie, słabość i uczucie odrealnienia mogą utrzymywać się dłużej niż sam lęk. To jest wyrównywanie gospodarki dwutlenkiem węgla, a nie przedłużający się napad.
Wyczerpanie. Po ataku zostaje zmęczenie porównywalne z ciężkim wysiłkiem, bo organizm faktycznie wykonał pracę odpowiadającą sprintowi. Bywa mylone z trwaniem napadu.
Trzy odruchy, wszystkie naturalne i wszystkie działające przeciwko Tobie.
Walka z objawami. Próba zatrzymania kołatania serca jest zadaniem, którego nie da się wykonać, a nieudane wykonanie zadania podnosi napięcie.
Sprawdzanie. Mierzenie pulsu, liczenie oddechów, szukanie objawów w telefonie. Każde sprawdzenie kieruje uwagę do wnętrza ciała, a to właśnie uwaga skierowana do wnętrza podtrzymuje pobudzenie.
Ucieczka w ostatniej chwili. Wyjście ze sklepu dokładnie w momencie szczytu przynosi natychmiastową ulgę i zapisuje w pamięci lekcję: uratowało mnie wyjście. Następnym razem sklep będzie trudniejszy.
Nic nie robić i pozwolić fali przejść. To brzmi jak brak pomysłu, a jest najskuteczniejszą strategią, bo nie dokłada paliwa.
Wydłużyć wydech. Nie brać głębokich wdechów, bo one nasilają hiperwentylację. Chodzi o to, żeby wydech był dłuższy od wdechu, na przykład wdech na cztery, wydech na sześć.
Zająć uwagę czymś na zewnątrz. Nazwanie pięciu rzeczy, które widzisz, i czterech, które słyszysz, nie jest sztuczką na uspokojenie. To przerwanie skanowania własnego ciała.
Zostać na miejscu, jeśli to bezpieczne. Przeczekanie napadu tam, gdzie się zaczął, jest jedyną drogą do nauczenia się, że to miejsce nie było przyczyną.
Daj sobie kilka godzin na powrót do formy i nie traktuj zmęczenia jako zapowiedzi kolejnego napadu. Warto zapisać krótką notatkę: gdzie, o której, jak długo, co pomogło. Po kilku tygodniach z takich zapisów wychodzi rzecz, której nie widać z pamięci, bo pamięć po napadzie zawyża czas trwania i siłę objawów. Zwykle okazuje się, że ataki są krótsze i rzadsze, niż się wydawało.
Jeśli napady się powtarzają i przez co najmniej miesiąc towarzyszy im obawa przed kolejnym albo zaczynasz zmieniać dla nich swoje plany, to moment na kontakt ze specjalistą. Terapia poznawczo behawioralna należy tu do leczenia pierwszego wyboru.
Przedstawiamy wyselekcjonowaną grupę doświadczonych psychologów i psychoterapeutów, którzy specjalizują się w pracy z osobami zmagającymi się z lękiem napadowym. Nasi specjaliści stosują sprawdzone metody terapeutyczne, pomagając skutecznie radzić sobie z objawami i poprawić jakość życia.
Zrozumienie to pierwszy krok do poprawy. Przeczytaj inne, powiązane, merytoryczne artykuły które przygotowaliśmy dla Was wspólnie z naszymi Specjalistami_tkami.
Najtrudniejsze to zacząć szukać. Gratulujemy! Sprawdź naszego Bloga, a także Forum Psychologiczne! Znajdziesz tam merytoryczne artykuły, odpowiedzi Specjalistów_ek, praktyczne przykłady i wskazówki oraz wiele inspiracji.





Od ok. 3 miesięcy zmagam się z takim problemem. Gdy położę się spać po ok. 2-3 minutach nagle zaczynam odczuwać taki silny lęk, zaczyna drżeć moim ciałem, serce szybko bije, czuje niepokój. Czuję jakbym była w innym świecie, nie wiem co się ze mną dzieje. Czy to mogą być ataki paniki? Dodam, że te objawy przyszły do mnie tak "z dnia na dzień". Wizytę u psychiatry mam dopiero na 7 stycznia. Wcześniej nie dało rady się nigdzie zarejestrować. Zaznaczę, że każdego dnia biorę też hydroksyzynę, aby wyciszyć się, czy opanować lęk, jednak to nie pomaga. Co może być przyczyną takich objawów? Jak sobie z tym poradzić, aż do stycznia? Z dnia na dzień taki lęk w nocy trwa coraz dłużej i ciężko zasnąć, nawet po wzięciu leku na uspokojenie.
Dzień dobry, mam prawie 25 lat, mam fobię społeczną od dziecka, doświadczam epizodów depresyjnych, mam część symptomów agorafobii, od półtora roku zaczęłam doświadczać ataków paniki i stają się one częstsze, częściej się samookaleczam, do tego prawdopodobnie mam zaburzenie osobowości borderline (nie byłam jeszcze badana testami, ale 2 psychologów, psychiatra i inny lekarz mi tak powiedzieli). Jestem w terapii od ponad roku, ale ostatnio jest tylko gorzej. Dużo zmian nastąpiło w moim życiu, w tym ukończenie studiów, coming out po prawie dekadzie ukrywania się, mam zamieszkać bez rodziców w maju (mam zamieszkać z moją dziewczyną), ale pozostaję bez pracy. Nigdy nie pracowałam. Boli mnie to, że wszyscy oskarżają mnie o lenistwo, a ja jestem przerażona nawet, by rozmawiać na temat pracy, nawet jak nie o mnie chodzi. Czasem dosłownie mnie paraliżuje, nie mogę się ruszyć, nic powiedzieć, tylko czuję, jak cała się trzęsę. Okropnie boję się ludzi. Do tego przeraźliwie boję się być sama. Boję się wszystkiego, co jest z pracą związane do tego stopnia, że czuję, że nie mogę oddychać lub robię się agresywna. Moja sytuacja domowa się pogorszyła przez to jeszcze bardziej. Boję się pracować gdziekolwiek, ale jeszcze bardziej boję się pracować w zawodzie, ale jednocześnie tego chcę. Boję się też najczęściej przyznawać do tego, kim jestem a jestem psychologiem, bo czuję jak wtedy zmienia się sposób, w jaki inni na mnie patrzą. Czuję się tak ze strony różnych ludzi, też ze strony innych psychologów, psychiatrów, terapeutów, bo się boję, że znowu, po raz n-ty to usłyszę, że powinnam być jakaś, nie powinnam tego czy tamtego i że nawet nad własnym życiem nie panuję, a co dopiero innym pomagać. Staram się, studia z wyróżnieniem ukończyłam, dwa razy publikacje mi obiecano, pomagam ludziom czasem chociaż online, ale to i tak wszystko nie ma znaczenia, bo nadal pozostaje uwięziona w swoich problemach. Bardzo bałam się napisać nawet tutaj, bo boję się oceny. Wieczorem przed wigilią miałam swoją pierwszą wizytę u psychiatry i, mimo że powiedziałam, że nie chcę leków i strasznie się ich boję i tak mi je przepisała i umówiła się na następną wizytę. Wykupiłam je pod naciskiem innych. Wszyscy chcą, żebym je brała i nie wymyślała, a ja okropnie boję się je brać. Dostałam krople betesda (escitalopram) i mam zacząć od 1 kropelki i tak dobić do 10 dziennie, powoli skoro tak się boję, ale wcale nie boję się mniej. Nie potrafię ani myśleć o tym, ani nie myśleć o tym, że mam je brać. Nawet nie mogę na ten lek patrzeć. Wiele razy dziennie zaczynam o tym myśleć i robi mi się niedobrze, słabo, gorąco, ciężko mi oddychać i czuję nagłe przypływy lęku. Boję się wszystkich efektów ubocznych, które ten lek może wywołać, a czego najbardziej przeraża mnie to, od ilu ludzi słyszałam, że od tego przytyło i ile to było kg. Jak myślę o tym, że wywołuje to też często dysfunkcje seksualne (a wiem, że czasem się one utrzymują nawet po zakończeniu farmakoterapii), to też mi skręca żołądek. Jednak najbardziej przeraża mnie wzrost wagi. Moja dziewczyna (a wcześniej też rodzice) się martwi tym, co robię od ostatnich paru miesięcy, ciągle sprawdzam kalorie wszystkiego i je liczę, ciągle się ważę, kombinuję jak powstrzymać głód. Zaczęło się od tego, że dobiłam do początków otyłości w parę lat, po tym, jak miałam wcześniej wagę w normie, i teraz w końcu zaczęłam chudnąć i przeraża mnie wizja, żeby przytyć choćby trochę, a co dopiero kilkanaście czy kilkadziesiąt kg, a od wielu osób to słyszałam. Poza tym boję się nawet swojego strachu, swojej reakcji na lek zaraz po zażyciu. Pani psychiatra też zwróciła mi na to uwagę, że moje lęki wiążą się też z zażywaniem różnych substancji, np. kiedyś wzięłam xanax i akurat coś mnie zakuło w głowie po paru sekundach i zaczęłam nagle myśleć, że guz mózgu albo padaczka albo, że umrę i dostałam ataku paniki. Tak samo było, jak dostałam znieczulenie u dentysty i jeszcze w innych przypadkach. Oczywiście rozmawiam z terapeutką o wszystkim lub o większości spraw, ale postanowiłam napisać też tutaj, bo czuję, że już nie mam siły i nie wiem, co mam robić... dużo problemów się skumulowało, a rozwiązania na nie są tylko kolejnymi problemami lub drogą do nich... Bardzo proszę o poradę i z góry bardzo dziękuję
Od prawie roku mam ataki paniki. Najczęściej w sytuacjach, gdy partnerka jest na mnie zła/obrażona przez co ja czuję się winna i bojąc się, że ją stracę, zaczynam zmieniać swoje zdanie/zachowanie tak, aby partnerka była dla mnie miła i żeby między nami było dobrze. Momentami nie rozumiem pewnych rzeczy. Gdy partnerka czegoś chce i ja też, ale ona bardziej, a z mojej strony nie ma jasnej deklaracji, że w pełni się z nią zgadzam, ale mam pewne kwestie, w których nie jestem pewna i próbuje je zakomunikować . Efekt? Dalsza rozmowa wygląda tak, że to moja wina (a przynajmniej tak to odbieram) i robi mi wyrzuty i próbuje pokazać czy przekonać do tego, żeby było po jej myśli, co kończy się tym, że ja wpadam w panikę i przepraszam ją lub staram się zrobić wszystko, żeby tylko było dobrze między nami. Dostawałam bardzo wiele szans od niej, muszę się ze wszystkim pilnować, bo nasz związek wisi na włosku. Mówiąc o tym, że mam problem ze sobą i moja psychika i że potrzebuje pomocy psychologa odpowiedź jest taka, że psycholodzy to mi nie pomogą, bo kiedyś ona korzystała, bo była w ciężkim dole i jej nie pomogli, tylko powiedzieli, że ma się wziąć w garść i że jak zacznę brać leki, to jak przestanę, to będzie jeszcze gorzej, bo ktoś tam tak miał. Dodam, że jeśli nie jest pod wpływem alkoholu, to jest super i że mnie rozumie, ale nagle zaczyna zmieniać zdanie, kiedy jest po alkoholu, wtedy jest najgorzej, ciężko mi cokolwiek powiedzieć na swoją obronę i tylko przyznanie racji, bądź zgoda na coś tam w jakimś stopniu łagodzi sytuację. Jestem zmęczona psychicznie, fizycznie, bo też pracuje prawie na okrągło . Nie mam siły i energii a najchętniej cały czas leżałbym w łóżku . Podczas ataku paniki potrafię bardzo mało spać, po 3h dziennie i prawie nic nie jeść podczas dnia. Czy ja się zachowuje źle i faktycznie to moja wina czy jednak jestem słaba psychicznie i poddaje się manipulacjom partnerki?
Witam. Zmagam się z problemem związanym z atakami paniki. Znienacka zaczynam czuć mdłości ( od dziecka mam strach przed wymiotowaniem) czuję też bardzo szybkie i mocne bicie serca ( moje ciśnienie z reguły jest wysokie, ale podczas ataku paniki sięga nawet 140 uderzeń na minute) Pojawia się to najczęściej, gdy jestem poza domem i nie umiem sobie z tym poradzić, trwa około 15 minut, uspokajam się, gdy mdłości przechodzą ,bardzo mnie to krępuje. Planuje wizytę u psychologa, ale najpierw chciałbym zapytać tutaj jak mogę sobie z tym radzić.
Witam, Mam problem z atakami, nie jestem lekarzem ani specjalistą, ale według objawów podejrzewam, że mogą być to ataki paniki, ponieważ podczas tych ataków nagle nie mogę złapać w ogóle oddechu. bardzo szybko oddycham, nic do mnie nie dociera, jakby “z zewnątrz”, również mam dziwne mrowienia w rękach i kiedy już ten atak minie, okropnie się czuję zmęczona psychicznie, tak jakbym była wyprana emocjonalnie, piszę o tym, ponieważ zauważyłam. że w większości dostaje to kiedy się denerwuje lub podczas jakiegoś konfliktu - w większości dzieje się to z udziałem osób trzecich i działa to tak, że powoli jakby zaczyna coś we mnie rosnąć wraz ze zdenerwowaniem i sięga w pewnym momencie już tego stopnia, że dostaje właśnie tego ataku - czy można coś z tym zrobić? Pierwszych takich ataków doświadczyłam w wieku gimnazjalnym i dostawałam bardzo rzadko, ale teraz ostatnio zauważyłam, że coraz częściej, ponieważ ostatni taki atak miałam w grudniu zeszłego roku, a nigdy w takim odstępie czasu nie dostawałam kolejnego, co mnie martwi. że obojętnie jaka sytuacja będzie je wywoływać. Proszę o odpowiedź i z góry dziękuję za każdą
American Psychiatric Association. Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders, wyd. 5 (DSM-5), definicja napadu paniki (2013).
Cackovic, C., Nazir, S., Marwaha, R. Panic Disorder. StatPearls, National Center for Biotechnology Information (2023).
Clark, D.M. A cognitive approach to panic. Behaviour Research and Therapy, 24(4), 461-470 (1986).
Craske, M.G., Barlow, D.H. Mastery of Your Anxiety and Panic: Therapist Guide, Oxford University Press (2007).
Zobacz, którzy specjaliści udostępniają bezpłatne konsultacje psychologiczne i łatwo umów pierwszą wizytę.
