📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach
Hipomania to nie jest mania o połowę słabsza. Granicę wyznaczają trzy konkretne warunki, a nie natężenie objawów. Sprawdź, gdzie ona przebiega i dlaczego hipomanię przeoczają nawet osoby, które przeżyły ich kilkanaście.
Naturalne założenie brzmi tak: hipomania to mania w słabszej wersji, gdzieś na skali między dobrym humorem a szpitalem. Kryteria nie działają w ten sposób. Objawy w obu epizodach są te same, z tej samej siedmioelementowej listy, i w obu wymaga się ich co najmniej trzech.
Różnicę robią trzy warunki dotyczące skutków, nie samopoczucia. Epizod przestaje być hipomaniakalny, gdy pojawia się którakolwiek z tych rzeczy:
wyraźne upośledzenie funkcjonowania społecznego lub zawodowego;
konieczność hospitalizacji, żeby chronić osobę chorującą albo otoczenie;
objawy psychotyczne, czyli urojenia lub omamy.
Dlatego dwie osoby z identycznym opisem samopoczucia mogą dostać różne rozpoznania. Decyduje to, co epizod zrobił z ich życiem, a nie to, jak wysoko podskoczył nastrój.
Epizod hipomaniakalny w DSM-5 trwa co najmniej cztery kolejne dni, maniakalny co najmniej tydzień. ICD-11 pisze o „kilku dniach" i celowo nie podaje progu, bo cała ta klasyfikacja unika liczenia objawów i dni na rzecz oceny klinicznej.
Skutek widać w danych. W badaniu zuryskim ICD-11 rozpoznało epizod hipomaniakalny u 48 osób, a DSM-5 u 15, przy czym oba systemy zgodziły się tylko co do 10 z nich. Przy manii tej rozbieżności nie ma prawie wcale. Innymi słowy: to, czy usłyszysz o hipomanii, zależy częściowo od tego, którego podręcznika używa osoba diagnozująca.
DSM-5 wymaga jeszcze dwóch rzeczy, których łatwo nie zauważyć przy czytaniu listy objawów: zmiana funkcjonowania musi być jednoznaczna i nietypowa dla tej konkretnej osoby oraz zauważalna dla innych. Sama subiektywna relacja nie domyka kryterium.
Zaburzenie dwubiegunowe bywa i przeoczane, i rozpoznawane na wyrost, ale przeoczenie zdarza się częściej. Powód jest banalny: w hipomanii ludzie funkcjonują nieźle albo, jak sami to widzą, wyjątkowo dobrze. Nie zgłaszają się wtedy po pomoc. Umówione wizyty zapominają, odwołują albo po prostu na nie nie przychodzą.
Hipomania bywa też realnie użyteczna. Wiąże się ze zwiększoną wydajnością w pracy i wzrostem kreatywności, więc w pamięci zapisuje się jako „dobry okres", a nie jako objaw. Kiedy padnie pytanie o epizody wzmożonego nastroju, zadane w kilku słowach na końcu wizyty, odpowiedź brzmi „nie". Błędne rozpoznanie i błędne leczenie potrafią się na tym utrzymać latami.
Najskuteczniejszym obejściem jest osoba trzecia. Ktoś, kto zna Cię dobrze, wychwytuje początek epizodu wcześniej niż Ty i potrafi powiedzieć, ile takie okresy trwały. Zabranie na wizytę kogoś bliskiego nie jest oznaką bezradności, tylko dostarczeniem danych, których sam_a nie masz.
Progi czasowe nie są świętością i sami autorzy klasyfikacji o nich dyskutują. Międzynarodowy zespół ekspercki w projekcie AREDOC rozesłał ankietę do 64 specjalistów_ek z 14 krajów i pięciu kontynentów, pytając między innymi o kryterium czasu.
Część uważała, że jakikolwiek próg jest zbędny. Większość, 75 procent, uznała jednak, że bardzo krótkie epizody mają zbyt wiele możliwych wyjaśnień i limit powinien zostać. Najczęściej wskazywaną wartością były dwa dni, i to zarówno dla manii, jak i dla hipomanii.
Ten sam zespół mocno sprzeciwił się regule, według której sama hospitalizacja automatycznie kwalifikuje epizod jako maniakalny. Argument: to zależy od lokalnej organizacji ochrony zdrowia, ubezpieczenia i dostępności łóżek, a nie od stanu pacjenta_ki. Psychozę w trakcie epizodu zespół zostawił jako kryterium typu I bez zastrzeżeń.
Rozpoznanie postawione pochopnie kosztuje tyle samo co przeoczone. Kilka objawów wyrwanych z kontekstu, jak gonitwa myśli, szybka mowa czy drażliwość, nie wystarczy. Zdarzają się osoby, które przez lata przechodzą przez kolejne stabilizatory nastroju wraz z ich działaniami niepożądanymi, a nastrój dalej się chwieje, bo prawdziwe rozpoznanie brzmi inaczej.
Przyspieszona mowa i pędzące myśli występują też w zespole stresu pourazowego, w ADHD i przy używaniu substancji, czasem u jednej osoby naraz. Każdą z tych rzeczy leczy się osobno i w kolejności według ważności.
Dlatego szukaj nie objawów, tylko wyodrębnionych epizodów: okresów o początku i końcu, trwających co najmniej kilka dni, w których zmieniła się Twoja potrzeba snu i to, ile robisz. Zapisz daty, liczbę godzin snu i konkretne decyzje z tych dni. To jest materiał, na którym da się prowadzić diagnostykę, a przy okazji najlepszy sposób, żeby odróżnić epizod od nastroju.
Prezentujemy starannie wyselekcjonowaną grupę doświadczonych specjalistów, którzy koncentrują się na pracy z pacjentami doświadczającymi epizodów maniakalnych. Stosują oni sprawdzone, oparte na dowodach naukowych metody terapeutyczne w leczeniu i zarządzaniu tym stanem.
Zrozumienie to pierwszy krok do poprawy. Przeczytaj inne, powiązane, merytoryczne artykuły które przygotowaliśmy dla Was wspólnie z naszymi Specjalistami_tkami.
Najtrudniejsze to zacząć szukać. Gratulujemy! Sprawdź naszego Bloga, a także Forum Psychologiczne! Znajdziesz tam merytoryczne artykuły, odpowiedzi Specjalistów_ek, praktyczne przykłady i wskazówki oraz wiele inspiracji.





Witam. Jestem uczennicą 3 klasy informatycznej i mam już 17 lat. Już wiele w życiu mnie spotkało i mimo leczenia psychiatrycznego i terapii czuje, że z każdym kolejnym nieprzyjemnym wydarzeniem spadam z powrotem na dół na gorszy stan, gdzie trudniej można mnie wyciągnąć. Zdiagnozowano mi spektrum autyzmu i osobowość borderline. Jestem osobą bardzo przewrażliwioną i skłonną na wszelkie impulsy, choć rok temu było z tym o wiele gorzej (miałam częstsze epizody maniakalne, gdzie byłam wręcz nieznośna). Najpierw zakończył się toksyczny związek z facetem kilka miesięcy temu (prawdopodobnie miał zaburzenie osobowości o rysie antyspołecznym i mitoman). Niedawno co się zaczął rok szkolny, a już zdążyłam mieć załamanie nerwowe, chodzi o nauczyciela, który z powrotem ma mnie uczyć. W 1 klasie informatycznej bardzo mnie zdołował, rzucał niepotrzebnymi komentarzami w moją stronę, bo nie należałam i nie należę wciąż do uzdolnionych uczniów, raczej mam wolne tempo nauki. To nie jest typ nauczyciela, który ma zamiar wstawiać jedynki każdemu, lecz upatrzy w każdej klasie tylko jedną ofiarę, aby ją dołować do końca edukacji i trafiło się akurat na mnie (bo w końcu dziewczyna jeszcze wtedy niezdiagnozowana). Jego opinie są bardzo mieszane, ponieważ się dzielą na tych, którzy mówią, że on bardzo dobrze przygotowuje do egzaminów zawodowych, a następni mówią, że to nauczyciel nie do zniesienia, dobijający. 1 klasę przeżyłam, lecz jakim kosztem. Musiałam dodatkowo zaliczać poprawkę w sierpniu ,bo oczywiście z jego przedmiotu nie zdałam. Nawet nie raczył mnie pochwalić kiedy z 1 wskoczyłam na 5. Jedyne jego zdanie brzmiało ''niech ci będzie'', natomiast drugi nauczyciel (bo było dwóch nauczycieli w tej sali) mnie bardzo pochwalił, że go pozytywnie zaskoczyłam. 2 klasa totalny spokój, w końcu on mnie nie uczył a ku zdziwieniu rodziców przedmioty, które on mnie uczył nagle zdawałam bez problemu, może nie bardzo idealnie, ale oceny typu 3 i 4 a czasem i 5 się pojawiały. Teraz 3 klasa i już zdążyłam mieć myśli samobójcze, myśli o samookaleczaniu się, ponieważ ten nauczyciel wrócił. Moja mama postanowiła, że nie zostawi tak sprawy, bo wie jak bardzo wielką traumę psychiczną mi ten nauczyciel spowodował. Sprawa poszła do dyrekcji i wychowawca najpierw z nim porozmawiał. Wystarczyło tylko kiedy on mnie zaczepił następnego dnia i powiedzieć ''dlaczego kłamiesz?'' Ja mu opisałam jak się czułam, że mnie pan stresował itp itd a on na to ''przestań wymyślać głupoty, masz się tylko uczyć jak każdy inny, rozumiesz?'' następnie wybiegłam płaczem i od razu zadzwoniłam do mamy o zabranie mnie do domu, potem mama zadzwoniła do wychowawcy a wychowawca przekazał sytuacje wicedyrektorowi. Wicedyrektor postanowił, że tak tej sprawy nie zostawi a skoro się nawet nie odezwał do niego a już taka reakcja, to on mnie przepisze do swojej klasy (też informatycznej) tam, gdzie nie mają z nim godzin. Ucieszyłam się jak nigdy, że nie zostałam z tym sama. Chce przypomnieć, że wicedyrektor (mój obecny wychowawca) i ten były wychowawca wiedzą, że mam spektrum autyzmu, mam wszystkie papiery (orzeczenie itd) nawet za niedługo będzie spotkanie o zrobieniu dla mnie IPET'u, czyli będą ustalać jakiś mój plan pod względem moich potrzeb, trudności, więc nie jest tak że ściemniam, tylko serio tak jest a są na to papiery. Następnego dnia się jednak dowiedziałam (od jednego z nowej klasy), że my mamy mieć 2 godziny z tym nauczycielem. Myślałam, że mu się coś pomieszało, ale spojrzałam na plan i...miał racje. Od razu poprosiłam mamę, żeby porozmawiała z wicedyrektorem (moim obecnym wychowawcą) o tym. On powiedział, że nie da rady go całkowicie zlikwidować z tego planu, ponieważ są też ci którzy go chwalą (za to że dobrze przygotowuje do egzaminów) i powiedział, że jak na razie widzi 2 opcje: albo idę na nauczanie online na ten rok szkolny, a następnie na kolejny rok szkolny wracam i już będzie tak plan ustalony, że z tym panem nie będę mieć, albo jakoś przeboleć ten rok. Moja psycholog się dowiedziała o tym i jej zdanie jest takie, że nauczanie online mnie zaszkodzi, bo się wycofam społecznie, ale decyzja należy do nas i to od nas zależy i przede wszystkim ode mnie co chce zrobić. Moja mama i ja jesteśmy zdaniem, że jeśli faktycznie nie będzie innego wyjścia (bo wicedyrektor powiedział, że jeszcze spróbuje coś wymyślić) to dla mojego spokoju, żebym się nie stresowała (bo naprawdę, na myśl o tym nauczycielu a co dopiero, że ma mnie uczyć, zaczynam bardzo płakać i ciężko mnie uspokoić) pójdę na nauczanie online na rok szkolny. Jest mi bardzo źle i boję się, że będę zmuszona mieć z nim styczność, a ja tego nie chce. Jestem coraz słabsza psychicznie i nie dam rady udźwignąć tego stresu, nawet tych 2 godzin...Czuje się bezradna i obwiniam się, że mam ten autyzm i borderline. Gdyby nie to, to moje życie byłoby łatwiejsze, bo wychodzi na to, że otaczający mnie świat jest dla mnie męczący, ja do niego nie pasuje.
Mam tak, że nagle BUM, energia z kosmosu, zero snu, zero zmęczenia, miliard pomysłów naraz, i WSZYSTKO wydaje się genialne? Słowa lecą szybciej niż mogę je wypowiedzieć, myśli skaczą jak szalone, robię listę rzeczy do zrobienia i nagle… kurczę, ja to wszystko zrobię, i to TERAZ! Bo jak nie teraz, to kiedy? Kupuję rzeczy, których nie potrzebuję, gadam do ludzi, których ledwo znam, bo przecież muszę im coś powiedzieć, coś WAŻNEGO! I to jest niesamowite, totalna euforia, aż nagle… stop. Jakby ktoś wyciągnął wtyczkę. Nagle patrzę na chaos, który zostawiłem, na wiadomości, które wysłałem, na rzeczy, które kupiłem, i… co ja najlepszego zrobiłem?
Czasem czuję, że zaczyna się mania – więcej energii, mniej snu, mnóstwo pomysłów. Wiem, że powinnam coś z tym zrobić, ale trudno się zatrzymać. Czy są jakieś sprawdzone sposoby, żeby wyhamować, zanim sytuacja wymknie się spod kontroli?
American Psychiatric Association. Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders, wyd. 5 (DSM-5), kryteria epizodu hipomaniakalnego, Arlington 2013.
Angst, J., Adolfsson, R., Benazzi, F. i in. Bipolar disorders in ICD-11: current status and strengths. International Journal of Bipolar Disorders, 8(1), 3 (2020).
Parker, G., Tavella, G., Macqueen, G. i in. Revising Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders, Fifth Edition, criteria for the bipolar disorders: phase I of the AREDOC project. Australian and New Zealand Journal of Psychiatry, 52(12), 1173-1182 (2018).
Osser, D.N. Mania and hypomania: latest thinking on diagnosis and duration of episodes. Psychiatric Times (2024).
McIntyre, R.S., Zimmerman, M., Goldberg, J.F., First, M.B. Differential diagnosis of major depressive disorder versus bipolar disorder: current status and best clinical practices. Journal of Clinical Psychiatry, 80(3), ot18043ah2 (2019).
Zobacz, którzy specjaliści udostępniają bezpłatne konsultacje psychologiczne i łatwo umów pierwszą wizytę.
