Ściągnij aplikację mobilną TwójPsycholog na telefon - wiedza w jednym miejscu!
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store

Pop-psychologiczne szkodniki o relacjach

Martyna Romanowicz
Autor
Martyna Romanowicz
Zegar
Czas czytania
8 min
Kalendarz
Opublikowano
Zaktualizowano
popysychologia relacje
Ładowanie podsumowania...

W. przyszła do gabinetu, ponieważ zastanawia się, czy rozstać się z partnerem. Widzi dużo „redflagów”. Przy sprzeczkach czuje napięcie w żołądku, trudno jej w nocy spać, zdarzają się między nimi ciche dni. Brakuje jej w partnerze „męskiej” inicjatywy. Wspomina również pierwszą randkę, na której od razu poczuła motyle. Teraz myśli, że mogła to być po prostu „chemia schematu”.

To historia zmyślona, ale mogła zdarzyć się naprawdę. W poniższym artykule poruszę popularne mity o relacjach, które mogły doprowadzić do kryzysu relacji wspomnianej W.

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!

Popularne mity o relacjach

  • Mit: Jak czuję się zrelaksowana i nie odczuwam żadnego napięcia, to jest to. Prawdziwa miłość powinna być oazą spokoju, a jakiekolwiek napięcie oznacza brak dopasowania, chemię schematu (czyli ciągnie nas do tego, co nam szkodzi i dobrze znamy z dzieciństwa) lub mylenie ekscytacji z lękiem.

W sieci często słyszymy: „słuchaj swojego ciała”. Ale ciało nie zawsze mówi nam wprost, co powinniśmy zrobić. Jednak jak pisze dr Julia Wahl, „zaufanie do siebie i świata należy łączyć z dozą krytycyzmu” (s. 222, „Sobą Zajęci”).

Początek nowej relacji naturalnie wiąże się z ekscytacją,  czy niepewnością. Jeśli dodatkowo mamy własne zranienia czy obawy przed zaangażowaniem, nawet bezpieczna relacja może początkowo wywoływać napięcie. Nie każda „chemia” oznacza, więc niezdrowy schemat. Zamiast bać się silnego pociągu, warto obserwować zachowanie partnera w czasie.

Napięcie może mieć też inne źródła. Przykładowo u osób w spektrum może wynikać np. z przeciążenia sensorycznego (np. związanego z zauroczeniem), nadmiaru bodźców czy trudności w komunikacji, a nie z tego, że relacja jest niewłaściwa. Podobnie ból głowy, napięcie w żołądku czy inne objawy mogą sygnalizować konflikt, stres lub reakcję lękową, ale same w sobie nie są wyrokiem dla związku.

Inaczej wygląda sytuacja, gdy napięcie jest przewlekłe, konflikty pozostają nierozwiązane mimo prób, występuje przemoc, a podejmowane działania nie przynoszą poprawy. Wtedy ciało może być ważnym sygnałem, że dalej tak się nie da.

Możliwe jest też coś przeciwnego: są osoby, przy których po prostu czujemy się swobodnie. Możemy mniej się kontrolować, łatwiej oddychać, milczeć, żartować czy pokazać mniej „bezproblemową” wersję siebie. To ważna informacja, ale również nie ostateczny test jakości relacji. Dlatego warto patrzeć nie tylko na to, co dzieje się w naszym ciele, ale również na to, co dzieje się między nami: czy możemy być sobą, rozmawiać o trudnościach, stawiać granice i naprawiać konflikty. 

Skąd się wziął mit? Może jest między innymi przerysowaniem bardzo pomocnego narzędzia, jakim jest uważność. Może być ona szczególnie cenna dla osób, które wcześniej ignorowały własne odczucia, przekraczały swoje granice albo miały trudność z rozpoznawaniem emocji. Problem pojawia się wtedy, gdy z użytecznej wskazówki robimy prostą regułę: „jeśli ciało jest napięte, to relacja jest zła”. Warto pamiętać, że ciało dostarcza nam informacji, ale nie interpretuje ich za nas.

  • Mit: Jak mamy w parze problem, to trzeba zapisać się na terapię par. 

Czasem trzeba, a czasem nie. Konflikty i kryzysy są naturalną częścią rozwoju każdego związku. Zanim pobiegniemy do gabinetu, warto dać sobie przestrzeń na własne zasoby: dojrzale rozmawiać, wyznaczać granice, uczyć się słuchania i samodzielnego rozwiązywania trudności. Igor Rotberg zauważa, że pary „w odpowiedzi na trudności w związku decydują się albo zmienić partnera czy partnerkę, albo zostać w relacji, ale oddzielając się od siebie przez brak rozmowy”. (s. 141, „Sobą Zajęci”).

Próbujmy więc rozmawiać, czasem może wystarczyć zwykła konsultacja ze specjalistą. Terapia par jest bardzo ważnym, bezcennym narzędziem w przypadku głębokich, utrwalonych wzorców lub sytuacji zapętlenia, ale raczej nie powinna być traktowana jako pierwsza automatyczna reakcja na zwykłą różnicę zdań. W związku ze współczesnym zjawiskiem psychologizacji wskazane jest bardziej oduczanie się nadmiernie samodoskonalących się tendencji. Często porównujemy relacje z nierealistycznym wzorcem. Tomasz Stawiszyński pisze: 

„Dostajemy wizję związku jako harmonijnego układu. […] Jeśli ktoś ma taką wizję związku, wówczas każda zwyczajna relacja, w której zdarzają się frustracje, złości, zawody, błędy, porażki i nic dobrego z nich nie wynika, będzie mu się wydawała patologiczna. […] Jest to znana i niebezpieczna pułapka, a zarazem dźwignia marketingowa- im więcej bowiem zwykłych przypadłości ludzkiego życia […] definiuje się jako problemy dające się rozwiązać terapią, coachingiem albo lekturami poradników, tym większy popyta na terapię, coaching i poradniki. Rzecz w tym, że na ludzką kondycję nie ma lekarstwa (s. 69-70, „Sobą zajęci”)”.

Nie chodzi o to, by nie szukać pomocy, gdy nam w związku trudno. Czasami konsultacja z terapeutą par to pierwszy krok do własnej pracy indywidualnej. Ale patrzmy też, czy nie próbujemy urządzić związku tak, by nigdy w nim nie padało.

  • Mit: Przyciągnęłam złego partnera, więc muszę podnieść wibracje - sam fakt, że „przyciągnęłam” o mnie źle świadczy. My odpowiadamy za to, jak zachowuje się drugi człowiek, a spotkanie kogoś niedojrzałego lub raniącego to nasza osobista odpowiedzialność za „złe wibracje”, które wysyłamy.

To klasyczne obwinianie ofiary ubrane w ezoteryczny język. Na swojej drodze spotykamy ludzi o różnym stopniu dojrzałości, raniących i wspierających. Jednak to, kim jest druga osoba, to jej odpowiedzialność. Naszą odpowiedzialnością jest jedynie to, co z tym zrobimy: jak szybko zauważymy niepokojące sygnały i czy potrafimy postawić granicę lub odejść. Spotkałam się czasem w gabinecie ze szkodliwymi skutkami takiego mitu. Osoba, która „przyciągnęła” daną osobę, myślała, że coś jest z nią samą nie tak. Ale pamiętajmy, że sam fakt spotkania kogoś nieodpowiedniego nie mówi o nas niczego złego. Więcej o naszych strategiach działania mówi np. brak stawiania takiej osobie granic.

Igor Rotberg komentuje:

„Współczesna pop-psychologia pełna jest haseł o „przyciąganiu” partnerów- takie podejście upraszcza problem i przeszkadza nam zrozumieć, skąd tak naprawdę bierze się powtarzalny lęk w relacji albo jak możemy nad nim pracować. Zamiast skłaniać do refleksji nad własnymi schematami i wyborami, narracje medialne o „przyciąganiu” partnerów wprowadzają element magicznego myślenia, przez co szukamy winy w „złej energii”, zamiast dostrzec rzeczywiste przyczyny naszych trudności (s. 291, „Sobą Zajęci”)”.

  • Męska i damska energia - on musi inicjować. Pop-ezoteryczny podział na „energie” nakazuje kobiecie przyjmować, a mężczyźnie inicjować i zabiegać, inaczej relacja ma zostać zaburzona.

Taki podział przedstawia męskość i kobiecość dość czarno-biało, jako dwie przeciwstawne sobie jakości, co często ogranicza autentyczność i utrwala sztywne role. Zdrowa relacja opiera się na wzajemności, elastyczności i zaangażowaniu obu stron. Oboje partnerzy mogą inicjować, okazywać troskę i mówić o swoich potrzebach. Równowaga nie musi oznaczać podziału na „męskie” i „kobiece” zachowania, ale możliwość korzystania zarówno ze sprawczości, jak i relacyjności.

Hsu i in. (2021) wykazali, że mężczyźni osiągają średnio wyższe wyniki w zakresie sprawczości (agency), a kobiety w zakresie wspólnotowości (communion). Różnice te jednak zmniejszały się z czasem i zależały m.in. od kultury, orientacji, wieku i kontekstu społecznego. Nie oznacza to więc, że sprawczość jest jednoznacznie „męska”, a relacyjność „kobieca”. 

Każda z cech może przybrać swoją skrajną niezdrową formę. Nadmierna „sprawczość” byłaby wtedy dominacją i kontrolą, natomiast nadmierna „wspólnotowość” uległością, konformizmem i zaniedbaniem swoich potrzeb kosztem drugiej osoby.

Co więcej, metaanaliza Lin i in. (2021), obejmująca 58 badań, wykazała, że osoby androgyniczne - łączące cechy tradycyjnie przypisywane obu płciom - miały najniższy poziom depresji spośród analizowanych grup. Może więc zamiast „męskiej i kobiecej energii” warto mówić o elastyczności - możliwości bycia zarówno sprawczym, jak i relacyjnym, niezależnie od płci?

  • Mit: Bo to był narcyz/narcyzka/, bo to „zła kobieta była”.

Nie każda osoba, która zachowała się egoistycznie, niedojrzale czy raniąco, ma narcystyczne zaburzenie osobowości. Internetowa diagnoza ex-partnera może być kuszącym sposobem uporządkowania historii, ale często upraszcza skomplikowaną dynamikę relacji. W celu zgłębienia tego mitu zapraszam do lektury innego mojego artykułu: „Czy wszyscy ex są narcyzami?

  • Mit:  Przed wejściem w relację musisz najpierw w 100% przepracować swoje traumy i pokochać siebie. Niektórzy przekonują, że dopóki nie osiągniesz pełnej dojrzałości, idealnego poczucia własnej wartości i nie pozbędziesz się lęków, nie jesteś gotowy na związek.

Tzw. „przepracowywanie”, a właściwie dojrzewanie, to proces na całe życie. Co więcej, wiele naszych ran powstało w relacjach i właśnie bezpieczna relacja może dostarczać nowych, korektywnych doświadczeń. Nie musimy być „idealnie przepracowani”, by zasługiwać na miłość i budować dobry związek.

Jak trafnie zauważa Igor Rotberg: „Koncepcja zasługiwania na miłość jest okrutna i przemocowa. Zasługiwać na miłość to jak zasługiwać na czas wolny, jedzenie czy powietrze” (s. 306, „Sobą zajęci”).

Jednocześnie partner nie jest terapeutą ani rodzicem. Może dawać wsparcie, troskę i doświadczenia, które pomagają nam rozwijać się i lepiej funkcjonować, ale nie może wykonać za nas wewnętrznej pracy. Jak pisze Tomasz Sobierajski, „miłość partnerska może nas wzmocnić i wesprzeć, ale nie naprawi magicznie naszej przeszłości za nas (s. 299–300, „Sobą zajęci”)”.

Podobnie autentyczna relacja między partnerami nie oznacza wyrzucania z siebie każdej myśli i chwilowego niezadowolenia. Dojrzała komunikacja uwzględnia również samoregulację, wybór odpowiedniego momentu i odpowiedzialność za sposób, w jaki mówimy o swoich emocjach.

  • Mit: Czerwona flaga (z ang. red flag) oznacza, że trzeba natychmiast uciekać.

Poppsychologia sprawiła, że zaczęliśmy etykietować jako „red flag” odmienne nawyki, poglądy, czy zwykłą niedojrzałość w jakimś obszarze. Czym innym jest przemoc, manipulacja czy uzależnienie, a czym innym trudność, o której można porozmawiać i sprawdzić, czy druga strona ma refleksję oraz chęć zmiany. Przesadne wyszukiwanie „czerwonych flag” bywa też mechanizmem obronnym przed lękiem przed bliskością.

W sieci widuję pełno „ostrzegających” porad, np. „uciekaj, jeśli nie kupuje kwiatów bez okazji”. Może, zamiast nazywać jednoznacznie człowieka „redflagiem” warto nieco rozszerzyć swoją interpretację:

  • nie chce mieć dzieci → to niekoniecznie red flag, ale może być niedopasowaniem

  • mieszka z rodzicami → niekoniecznie red flag, potrzebny jest kontekst

  • potrzebuje dużo czasu dla siebie →to niekoniecznie problem

  • manipuluje, izoluje, zastrasza → to już nie jest zwykła różnica czy niedojrzałość

Na koniec warto przytoczyć to, co mówi znana terapeutka par Esther Perel: „cechą wspólną wszystkich związków jest harmonia, dysharmonia i na koniec reparacja (s. 141, „Sobą zajęci”)”. Nie chodzi więc wyłącznie o znalezienie miłości, ale również o rozpoznanie barier, które utrudniają nam jej przyjęcie i budowanie.

Chciałabym też zaznaczyć, że w powyższym artykule nie chodziło mi o skrajny wniosek: „nie ufaj ciału, nie przejmuj się red flagami, konflikty są normalne, wszystko da się naprawić”. Ważne jest, by patrzeć na kontekst, czas, zachowanie i wzajemność, a nie na jeden sygnał. I nie podążać refleksyjnie za prostą poradą wypowiedzianą nawet przez nasz autorytet.

„Wpłyń na związek w pojedynkę” to karty pracy dla kobiet, które chcą odzyskać spokój i wpływ w relacji. Zawierają ćwiczenia, techniki komunikacji, stawiania granic i pracy z emocjami, pomagające wprowadzać zmianę – nawet bez udziału partnera.

Bibligrafia:

  • Wojtkiewicz K. (2026) „Sobą zajęci. O pułapkach samorozwoju i kultury terapeutycznej”, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2026.

  • Lin, J., Zou, L., Lin, W., Becker, B., Yeung, A., Cuijpers, P., & Li, H. (2021). Does gender role explain a high risk of depression? A meta-analytic review of 40 years of evidence. Journal of Affective Disorders, 294, 261–278. https://doi.org/10.1016/j.jad.2021.07.018

  • Hsu, N., Badura, K. L., Newman, D. A. i Speach, M. E. P. (2021). Gender, “masculinity,” and “femininity”: A meta-analytic review of gender differences in agency and communion. Psychological Bulletin, 147(10), 987–1011.

Komentarze (0)

Podoba Ci się ten artykuł?
Udostępnij
Martyna Romanowicz
Martyna Romanowicz
Jestem psycholożką. Wspieram twórców, wrażliwców oraz osoby z ADHD. Tworzę również podkasty oraz materiały edukacyjne z zakresu psychologii i twórczości.