📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach
W lęku uogólnionym problemem nie jest to, że spodziewasz się złych rzeczy. Problemem jest to, że nie da się wytrzymać stanu, w którym jeszcze nic nie wiadomo. Sprawdź, jak działa model nietolerancji niepewności i co daje terapia zbudowana wokół niego.
Osoby z zespołem lęku uogólnionego słyszą zwykle, że mają skłonność do czarnowidztwa. To mylący opis i prowadzi do złych wniosków, bo sugeruje, że wystarczy nauczyć się myśleć pozytywnie.
Badania nad zamartwianiem się wskazują na coś węższego. Kluczowa jest reakcja nie na złą wiadomość, tylko na jej brak. Nietolerancja niepewności to utrwalone przekonanie, że sytuacja niejasna sama w sobie jest zagrożeniem, że jest nie do zniesienia i że trzeba ją domknąć, zanim będzie można zająć się czymkolwiek innym.
Widać to na prostym przykładzie. Masz odebrać wynik badania krwi za tydzień. Najgorsze nie jest dla Ciebie otwarcie koperty, tylko siedem dni przed nim. Michel Dugas i Robert Ladouceur zbudowali wokół tej obserwacji model GAD, w którym nietolerancja niepewności jest czynnikiem centralnym, a nie jedną z wielu cech.
Model ma cztery składniki i to ważne, bo każdy wymaga innej pracy.
Nietolerancja niepewności. Rdzeń całości. Napędza szukanie pewności tam, gdzie pewności nie ma.
Pozytywne przekonania o zamartwianiu się. Martwienie się jako przygotowanie, ochrona, dowód odpowiedzialności. Dopóki w to wierzysz, nie odpuścisz zamartwiania się, nawet jeśli Cię wykańcza.
Negatywna orientacja na problem. Nie chodzi o umiejętność rozwiązywania problemów, tylko o reakcję na sam fakt, że problem się pojawił: jako na zagrożenie i dowód własnej niekompetencji.
Unikanie poznawcze. Zamartwianie się toczy się w słowach, nie w obrazach, a myślenie werbalne tłumi reakcję ciała. Płacisz za to tym, że lęk nigdy się nie wygasza.
Model nie jest domknięty i warto o tym wiedzieć. W badaniu Bottesi i współpracowników na próbach brytyjskiej i włoskiej tylko negatywna orientacja na problem konsekwentnie pośredniczyła między nietolerancją niepewności a zamartwianiem się. Pozostałe zależności różniły się między krajami, a w próbie brytyjskiej żaden ze składników nie tłumaczył drogi do objawów somatycznych.
Nietolerancja niepewności rzadko wygląda jak lęk. Zwykle wygląda jak sumienność.
Dopytujesz bliskich, czy na pewno wszystko w porządku. Sprawdzasz maila po wysłaniu. Odkładasz decyzję, dopóki nie zbierzesz kompletu informacji. Robisz sam_a rzeczy, które ktoś inny zrobiłby gorzej, bo wtedy wiesz, jak zostały zrobione. Nie umawiasz się na przyszły miesiąc, dopóki nie masz pewności co do wszystkich terminów.
Każde z tych zachowań obniża napięcie na kilka minut i w tym tkwi pułapka. Ulga przychodzi po usunięciu niepewności, więc mózg zapamiętuje, że niepewność jest do usunięcia. Następnym razem próg tolerancji jest odrobinę niższy.
Protokół, który przeszedł badania, trwa 12 cotygodniowych sesji po godzinie i ma stałą kolejność:
Psychoedukacja i nauka rozróżniania zmartwień o problemy bieżące od zmartwień o sytuacje hipotetyczne.
Rozpoznawanie niepewności i ekspozycja behawioralna: celowe wchodzenie w sytuacje, które nie są domknięte.
Praca nad pozytywnymi przekonaniami o zamartwianiu się.
Trening rozwiązywania problemów, wyłącznie dla zmartwień bieżących.
Ekspozycja wyobrażeniowa dla zmartwień hipotetycznych: nagrany scenariusz najgorszej obawy, odsłuchiwany codziennie przez 20 do 60 minut, zwykle przez 10 do 15 dni, aż przestaje wywoływać lęk.
Zwróć uwagę na rozgałęzienie. Zmartwienie o rzecz, na którą masz wpływ, dostaje plan działania. Zmartwienie o rzecz hipotetyczną nie dostaje planu, tylko ekspozycję. Mieszanie tych dwóch dróg to najczęstszy błąd w samodzielnej pracy: planowanie na wypadek scenariuszy, których nie da się zaplanować, jest po prostu kolejną formą zamartwiania się.
W badaniu Dugasa i współpracowników wzięło udział 65 osób dorosłych z pierwotnym rozpoznaniem GAD. Średni czas trwania zaburzenia przed rozpoczęciem terapii wynosił 13,9 roku, co samo w sobie mówi sporo o tym, jak długo ludzie z tym żyją, zanim trafią po pomoc.
Remisję rozpoznania w grupie z terapią poznawczo-behawioralną odnotowano u 70 procent osób po zakończeniu leczenia, 76 procent po pół roku, 84 procent po roku i 77 procent po dwóch latach. W grupie z treningiem relaksacji stosowanej było to odpowiednio 55, 70, 68 i 61 procent. Różnice między obiema terapiami nie były istotne statystycznie w żadnym punkcie pomiaru, ale tylko w grupie poznawczo-behawioralnej poprawa postępowała po zakończeniu terapii, zamiast się zatrzymać.
Dwie rzeczy, o których łatwo zapomnieć przy takich liczbach. Autorzy sami piszą, że terapie stworzone specjalnie pod GAD dają pełną remisję u mniej więcej połowy do dwóch trzecich pacjentów_ek, więc jedna trzecia nie osiąga tego wyniku. I odsetek osób przyjmujących leki nie zmienił się istotnie w żadnej z grup, co znaczy, że skuteczna psychoterapia nie zastępuje automatycznie decyzji o farmakoterapii.
Przez tydzień zapisuj sytuacje, w których poczujesz przymus upewnienia się. Interesuje Cię nie treść zmartwienia, tylko czynność: dopytanie, sprawdzenie, odłożenie decyzji.
Potem wybierz jedno zachowanie i odejmij je raz dziennie. Wyślij wiadomość bez trzeciego czytania. Zamów danie bez czytania opinii. Umów się na przyszły tydzień, nie mając potwierdzenia wszystkich okoliczności. Przed każdym takim krokiem zapisz, czego się spodziewasz, a po kilku godzinach to, co się faktycznie stało. Chodzi o zebranie danych, nie o rozluźnienie.
Jeśli zamartwianie się utrzymuje się od pół roku, dotyczy wielu obszarów naraz i odbija się na pracy albo na śnie, tydzień notatek weź na pierwszą konsultację. To materiał, na podstawie którego da się wybrać kierunek pracy zamiast zaczynać od ogólnych porad.
Przedstawiamy wyselekcjonowaną grupę doświadczonych psychologów i psychoterapeutów, którzy specjalizują się w pracy z osobami zmagającymi się z zespołem lęku uogólnionego (GAD) i stosują sprawdzone metody terapeutyczne w leczeniu tego zaburzenia.
Zrozumienie to pierwszy krok do poprawy. Przeczytaj inne, powiązane, merytoryczne artykuły które przygotowaliśmy dla Was wspólnie z naszymi Specjalistami_tkami.
Najtrudniejsze to zacząć szukać. Gratulujemy! Sprawdź naszego Bloga, a także Forum Psychologiczne! Znajdziesz tam merytoryczne artykuły, odpowiedzi Specjalistów_ek, praktyczne przykłady i wskazówki oraz wiele inspiracji.





Jakie są najlepsze sposoby leczenia nerwicy? Męczę się od dziecka od czasu kiedy mnie wyśmiewano, teraz gdy jestem dorosła, nerwica nabrała na sile i nawet gdy nic się nie dzieje, a jestem wśród ludzi, robi mi się słabo w miejscach publicznych lub gdy zbyt dużo ludzi zwróci na mnie uwagę. Boję się pójść na siłownię, mimo że lubię sport. Dodatkowo, gdy widzę, że ktoś się mną interesuje, ja jestem pewna, że to fałszywe i tak naprawdę ta osoba chce mi zaszkodzić. Jest to wykańczające... Daje sprzeczne sygnały, unikam i ta osoba rezygnuje. Jedynie z tą osobą przez komunikatory się nie boję rozmawiać, bo wtedy na mnie nie patrzy tylko wtedy już te osoby nie są zainteresowane
Jestem 30 latkiem i zawodowo zajmuje się jazdą od 8 lat. Od roku mam lęki związane z pracą kierowcy. Odnoszę wrażenie, że zjadę ze swojego pasa, wjadę w głęboki rów i będę mieć kłopoty z tym związane. Dodatkowo mam lęk przed jazdą po wysokich mostach, wiaduktach. Niezależnie czy jadę dużym samochodem ciężarowym, czy osobówką. Od 6 lat leczę się psychiatrycznie na nerwicę lękową. Zaczęło się od napadów paniki, polegały one np. na tym, że coś mi „odbije” i wyskoczę przez okno, mieszkając na 3 piętrze. Obecnie biorę leki, czuje ulgę w objawach, ale nie jest to całkowite wyciszenie symptomów i nadal utrudniają mi codzienne funkcjonowanie. Jestem zagubiony, co mógłbym z tym zrobić. Chciałbym jeździć zawodowo nadal, ale z obecnym stanem zdrowia jest to bardziej męczące niż przyjemne.
Cześć, Nie wiem, od czego zacząć, bo mam taki chaos w głowie. Każda decyzja, nawet mała pierdoła, staje się dla mnie jak Mount Everest. Wybór nowej pracy, weekendowe plany, a nawet to, co zjem na obiad — wszystko to paraliżuje mnie do granic absurdu. Ciągle biję się z myślami: a co, jeśli to zły wybór?, a co, jeśli potem będę żałować? Zamiast czuć się spokojnie, czuję, jakbym była uwięziona w pętli niekończących się analiz i lęków. Mam wrażenie, że to już nie jest normalne. Zastanawiam się, czy to jakiś rodzaj fobii, bo to zaczyna naprawdę wpływać na moje życie — i to w bardzo negatywny sposób. W pracy czuję, że stoję w miejscu, w domu jestem ciągle zmęczona tym myśleniem i analizowaniem, co oczywiście wpływa na moich bliskich. Jak sobie z tym poradzić? Nie wiem, czy terapia to jedyne wyjście, ale chciałabym odzyskać jakoś kontrolę. Czy naprawdę można przestać tak się bać podejmowania decyzji, czy to wymaga długiego procesu? Błagam, podzielcie się czymś, co może pomóc. Kasia
Dzień dobry, jak radzić sobie ze stresem i lękiem przed kontaktem z ludźmi? Jestem osobą zamkniętą w sobie i nie potrafię swobodnie rozmawiać z ludźmi. Bardzo się stresuje, gdy mam z kimś porozmawiać paraliżuje mnie lęk. Często jest tak, że mam taką blokadę, że nie wiem co powiedzieć. Czuję lęk, że powiem coś nie tak i z reguły tak się dzieje, wtedy przychodzą myśli, że jestem beznadziejna. Myślałam o tym, żeby pójść na terapię, ale wtedy jest dokładnie tak samo, gdy myślę o tym, żeby się zapisać, paraliżuje mnie taki lęk, że nie jestem w stanie nic zrobić i odpuszczam. Jest mi ciężko tak normalnie rozmawiać z ludźmi, a co dopiero rozmawiać o moich problemach. Nie wiem, co mam robić jak to przezwyciężyć.
Dzień dobry. Zadawałem już tutaj kiedyś pytanie. Można podejrzeć je tutaj: https://twojpsycholog.pl/forum/pytanie/poczucie-winy-z-powodu-natretnych-mysli-2542 Cierpię na natręctwa, lęki, nie wiem dokładnie na co. Byłem u psychiatry, powiedział mi, że mam zespół natrętnych myśli i lęków, coś takiego. W zasadzie od dziecka to już u siebie zaobserwowałem. Gdy byłem mały, byłem na turnieju piłkarskim, spojrzałem się przypadkowo na spodnie trenera, w miejsce członka i zacząłem mieć natrętną myśl o jego członku. Oczywiście tej myśli mieć nie chciałem, nie mogłem się jej pozbyć. Potem do tego doszła natrętna myśl o stosunku z 7 lat młodsza siostra. Też nie chciałem mieć tej myśli. Podzieliłem się tym z mamą, ona mnie jakoś uspokoiła i potem był spokój na parę lat (tak mniemam). Mam przebłysk, że w gimnazjum podzieliłem się raz z kumplem po pijaku, że boję się trochę z nim spać, bo się boję, że mógłbym mu coś zrobić (w domyśle zabić), on na to zareagował względnie niespokojnie, ale jakoś ten temat się wyciszył, normalnie położyliśmy się spać, oczywiście nic się nie stało. W tym okresie generalnie bałem się dość chodzić spać, obawiając się, że lunatykując kogoś zabiję bądź coś w tym stylu. Na studiach (z psychologii nomen omen, z których już zrezygnowałem - chyba na szczęście dla moich potencjalnych pacjentów) zacząłem mieć natrętne myśli dotyczące zabójstwa. Czytałem coś tam w internecie, jakąś książkę przeczytałem i względnie sobie poradziłem. Czasami te myśli wracały, ale potrafiłem sobie poradzić z nimi jakimiś mini-kompulsjami, mini-rytuałami, np. poprzez śpiewanie sam do siebie po cichu, że to nieprawda i potem z czasem to jakoś mijało. No i od 1,5 roku jestem z dziewczyną, z którą zacząłem bardzo dużo podróżować. Każdy wyjazd wiązał się z lękiem przed położeniem się spać oraz z natrętnymi myślami o zabójstwie - ale jakoś sobie radziłem. Każdy następny wyjazd wiązał się też z rozwijaniem się skrupulatyzmu - potrafiłem nawet wysyłać zdjęcia do księdza koszulki, którą kupiłem chrześniaczce, na której była katedra Duomo i motylek. Pytałem się, czy mogę jej to wręczyć, bo przecież tu jest motylek, który jest symbolem ideologii New Age. Ksiądz nawet nie wiedział, o co chodzi, a gdy mu doprecyzowałem właśnie z tą ideologią New Age, to mi odpisał, że przecież tu nie chodzi o tego typu kontekst motylka. Albo np. kupiłem misia dla chrześniaczki, a potem się zastanawiałem cały czas, czy jego oczy to nie są "Oczy Proroka", też wysyłałem zdjęcia i pytanie do księdza, też odpowiedź oczywista. Nawet teraz zastanawiałem się, jak napisać "Oczy Protoka" czy z dużych, czy z małych, bo jeśli to nie jest akceptowalne w religii chrześcijańskiej, to przez Boga również, a więc jeśli to czy powinienem to pisać wielką literą? W cudzysłowie czy nie? Czy napisanie tego wielką literą to grzech? Czy mała to grzech? Czy to zniewaga symbolu kogoś innego, a zatem brak szacunku? Nie zastanawiałem się pisząc to oczywiście aż tak literalnie jak tu teraz opisuje, tylko bardziej podświadomie - zauważyłem to, wymazując te słowo kilkukrotnie, bo zastanawiałem się właśnie, jak powinienem to napisać. Trochę absurd. Odkąd jestem z dziewczyną, przestałem nadużywać alkoholu, jak robiłem to przed związkiem, ale lubiłem też sobie całkiem wypić na wyjazdach. Nie wiem, czy to mnie nie wyniszczyło. Jak byliśmy na jednym z wyjazdów, strasznie się bałem, że pewien człowiek mnie opętał, bo coś gadał do mnie dialektem indyjskim, dziwnie wyglądał (przerażająco dla mnie), rękę tak do mnie wystawiał. Wróciliśmy do kraju, poszedłem z tydzień-dwa później do Kościoła na niedzielną Mszę, i zacząłem się strasznie bać, że jestem opętany, że zwariuję, że będę zabijał ludzi, nie mogłem złapać oddechu. Wytrzymałem całą Mszę, usilnie się modląc, żeby wszystko było w porządku. Pojechałem autem do dziewczyny, mówiąc, że nie wiem co mi jest i że jadę do siebie. Pojechałem do siebie, ale jadąc po drodze musiałem się zatrzymać, bo czułem, że tracę czucie w całym ciele. Myślałem, że umieram, byłem pewny. Mrowienie wszędzie, hiperoddech, uczucie zawału - przyjechała karetka, ludzie mi pomogli - diagnoza: atak paniki, wszystko w porządku. Po tym wydarzeniu wszystko się nawarstwiło. Zacząłem się bać następnego ataku (nie było go dotychczas więcej), bardzo się bałem natrętnych myśli, które nawróciły mocno i nie mogłem sobie z nimi poradzić (na początku szczególnie z zabójstwem, czułem nawet objaw somatyczny, cała napięta prawą dłoń i się bardzo bałem, że ta dłoń zrobi właśnie coś złego). Ruminacje myślowe, które zostały wspomniane w pytaniu zadanym ostatnim razem (do teraz zresztą je mam, przypominają mi się różne myśli, to tworzy wyrzuty sumienia). Teraz też mam natrętne myśli, lęk, że mogę zostać pedofilem. Nigdy nie interesowały mnie dzieci, jeśli chodzi o pornografię, to preferencje miałem normalne, nawet bardziej dojrzałe kobiety mnie interesowały. Nigdy nie obejrzałem dziecięcego porno, nie wyrządziłem nikomu krzywdy i nie mam zamiaru, ale boję się, że jestem pedofilem. Miałem coś takiego, że widząc dziecko obojętnie jakie, nawet mu się nie przyglądałem, to czułem taki przepływ energii przez penisa, nie że podniecenie ani wzwód, tylko bardziej to utożsamiałem z takim strachem jak wtedy z tą ręką - że ta ręka mnie bolała gdy miałem natręctwa o zabójstwie, ale gdy uspokoiłem natręctwa i lęk, to uspokoił się także i ból w ręce. Z tym też sobie poradziłem, ale ten lęk powrócił i strasznie się boję, naprawdę mnie nie interesują żadne dzieci i nie chciałbym nikomu krzywdy żadnej jakiejkolwiek zrobić, tylko że to się uwiarygadnia na różne sposoby i sam zaczynam w siebie wątpić. Trochę się boję pójść na terapię, leki przyjmuję Fluoxetin, nawet pomaga, ale bez szału. Na co dzień ogólnie względnie nieźle sobie radzę, nie wspomniałem o pozytywnych skutkach ataku paniki; odstawienie na stałe alkoholu, mocne zainwestowanie w sport, trening (obecnie przygotowuje się do półmaratonu praskiego w Warszawie we wrześniu, a generalnie poczułem na tyle dużą zajawkę, że w przyszłości planuje triathlon, duathlon, biegi górskie itd., bardzo dużo trenuje) Skończę w tym roku 22 lata. Niby radzę sobie coraz lepiej i sobie uzmysławiam, że to natręctwa, zresztą czytałem w internecie o tych wszystkich moich natręctwach i nie tylko ja tak mam, ale czasami znowu wpadam w błędne koło i przegrywam. Natręctwa, które najbardziej mi doskwiera to na ogół te z zabójstwem (natrętne myśli + lęk). Potem ruminacje myślowe o tym, że mogłem mentalnie zdradzić moją kobietę Aktualnie mi doskwiera bardzo mocny lęk przed zostaniem pedofilem Inne natręctwa z jakimi się zmagałem to: - natrętne myśli o powołaniu kapłańskim (mimo że przecież nie chciałem), - lęk przed opętaniem, strach że jestem opętanym faktycznie, strach że zaraz zwariuję i zacznę wyrządzać krzywdę innym Brak dostrzegalnych kompilacji, może jedynie drobne rytuały, wmawianie sobie, że to nieprawda, "łamanie" palcami w różne strony, modlitwa, ostatnio też dużo rozmawiam z dziewczyną, mówię jej praktycznie o wszystkim, ale też nie chcę na nią takiego ciężaru zrzucać. Niemniej nie potrafię sobie z tym poradzić na dłuższą metę finalnie zawsze przegrywam. Potem już myślę, że wygrywam, że już jest ok, że sobie radzę i znowu przegrywam. I bardzo się boję.
Dugas, M.J., Brillon, P., Savard, P., Turcotte, J., Gaudet, A., Ladouceur, R., Leblanc, R., Gervais, N.J. A randomized clinical trial of cognitive-behavioral therapy and applied relaxation for adults with generalized anxiety disorder. Behavior Therapy, 41(1), 46-58 (2010).
Bottesi, G., Ghisi, M., Carraro, E., Barclay, N., Payne, R., Freeston, M.H. Revising the Intolerance of Uncertainty Model of Generalized Anxiety Disorder: Evidence from UK and Italian undergraduate samples. Frontiers in Psychology, 7, 1723 (2016).
Dugas, M.J., Koerner, N. Cognitive-behavioral treatment for generalized anxiety disorder: Current status and future directions. Journal of Cognitive Psychotherapy, 19(1), 61-81 (2005).
National Institute for Health and Care Excellence. Generalised anxiety disorder and panic disorder in adults: management. Wytyczne CG113, Londyn 2011, z aktualizacjami do 2020.
Zobacz, którzy specjaliści udostępniają bezpłatne konsultacje psychologiczne i łatwo umów pierwszą wizytę.
