Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Trudność w relacji terapeutycznej - nie jestem w stanie pewnych rzeczy mówić, mimo że powodują pogorszenie.

Mam problem z opowiadaniem swojemu terapeucie o swoich trudnościach, wyzwaniach, tym co czuje i tym podobne. Mam problem z wypowiadaniem się na głos w gabinecie. Mamy ustalone, że to, czego nie uda mi się wypowiedzieć na sesji stacjonarnej , będę wysyłała mu w wiadomości pisemnej na skype w formie pdf. Praktukujemy to i generalnie się to sprawdza. W ten sposób wie więcej o mnie. Dostaje dokument, który ma nawet 6-7 stron. Ostatnio odkryłam, że moja blokada jest spowodowana tym, że mój mózg nie chce wypowiadać tego, co mam w sobie z obawy o to, że znowu będę odrzucona przez to, że czegoś nie umiem, że nie zostane wysłuchana i zrozumiana tylko, że znowu usłysze "ja sobie z Tobą nie poradze". Tak powiedział psychoterapeuta przy mnie do mojej mamy, gdy miałam około 12 lat. Teraz boje się, że będzie tak samo. Mam te sytuacje przed oczami do dziś. Teraz mam 26 lat. Odważyłam się i mu o tym napisałam. Przez to boję się zaangażować, bo wiem, że im bardziej się człowiek angażuje, tym bardziej dostaje w twarz. Napisłam, że wiem, że zachowuje się jak dziecko nie rozmawiając o swoich wartościach, trudnościach. Odpisał tylko " no to to zmień". Tylko jak ja mam to zrobić? Wyzwaniem jest to, że gdy w dzieciństwie i wczesnej dorosłości opowiadałam o swoich trudnościach, problemach, to zawsze słyszałam "użalasz się nad sobą". Teraz zdałam sobie sprawę z tego, że nieświadomie nie chce opowiadać terapeucie o tym, że na przykład mnie uraził, że mam problem w relacji terapeutycznej lub innych życiowych trudnościach, ponieważ nie chce się nad sobą użalać. Mam wrażenie, że już sam fakt siedzenia w gabinecie, to oznaka użalania się nad sobą. To wzmacnia we mnie potrzebe rezygnacji z terapii, bo zaczęlam uznawać, że robię źle. Jestem w dziwnym etapie procesu terapeutycznego. Od ponad miesiąca mam dołek psychiczny z przełomowymi kilkoma dniami lepszymi. W przeciągu miesiąca już chyba 4 razy przerywalam terapie, ale mój terapeuta o żadnym nie wie, bo nie chce przejść mi to przez gardło. Czuje się w tym zagubiona, przytłoczona. Niby chce z nim współpracować, ale też nie chce się użalać nad swoim życiem. Mam wrażenie, że to jest śmieszne opowiadanie o sobie i nie powinnam tego robić. A z drugiej musze, bo mam kryzys w relacji terapeutycznej, który powinnien zostać przepracowany. Mianowicie czuje, że w pewnych kwestiach mnie nie rozumie i lekceważy moje wyzwania, a momentami wręcz je wyśmiewa.. A ja z obawą powiedzenia mu co mnie rani zdążyłam już znaleźć conajmniej 4 powody, dla którego to nieporozumienie jest moją wina i zdążyłam wziąć za to 100% odpowiedzialność za brak efektów w terapii. No więc, jak nie użalać się nad sobą opowiadając o sobie? Czym różni wygadanie się od użalania się? Pytam tutaj, ponieważ niezbyt dostałam w wsparcie w tym temacie od swojego terapeuty. Dostalam tylko info "no to to zmień". No to ja pytam- jak?
User Forum

Natalia

2 lata temu
Martyna Tomczak-Wypijewska

Martyna Tomczak-Wypijewska

Dzień Dobry

Wyobrażam sobie jak trudna to dla Pani sytuacja, jak dużo różnych emocji może się “kotłować”. Bardzo współczuję tego doświadczenia, o którym Pani wspomniała. Z jednej strony to odpowiedzialne ze strony tamtego terapeuty, że nie podjął się współpracy, gdy czuł, że nie ma wystarczających kompetencji, a z drugiej strony bardzo nieetycznie skonstruował ten komunikat :( Przykro mi, że coś takiego Pani usłyszała.  Proszę pamiętać (tą racjonalną częścią głowy), że terapeuci bywają różni: mniej i bardziej wykształceni, doświadczeni, takie doświadczenie nie musi się powtórzyć (a równocześnie wyobrażam sobie, że mimo tej wiedzy racjonalnej części ta 12 -letnia dziewczynka nadal będzie się obawiać).

Myślę, że można zacząć od tego czym w ogóle jest “użalanie się”? Z mojego doświadczenia często tego wyrażenia używają osoby, które nie chcą/ nie potrafią przyjąć/ nie rozumieją emocji drugiej osoby. Mówiąc “nie użalaj się” zamiatają problem pod dywan, nie muszą się z tymi emocjami mierzyć, a niestety wielu ludzi nie potrafi obchodzić się z emocjami (zarówno własnymi jak i cudzymi). Wyrażanie emocji, czyli np. opowiedzenie o nich komuś czy wytańczenie/napisanie wiersza/pamiętnika, to właśnie zdrowa forma radzenia sobie z emocjami. W internecie krąży taki obrazek “emocje to nie ogórki, nie warto ich kisić” :) Kiszone emocje prowadzą do wielu różnych trudności.

Gdybym miała poszukiwać jakiegoś sensu w wyrażeniu “użalanie się” to pomyślałabym o długotrwałej postawie niezadowolenia z czegoś bez chęci poczynienia jakichkolwiek zmian (długotrwałej, bo czasem trzeba trochę po prostu poodczuwać emocje, pobyć z nimi".  Trudno odpisać w pełni sensownie nie będąc w dialogu. Generalnie to pytanie o różnice między użalaniem się a wygadaniem jest całkiem częstym pytaniem w terapii, może warto je zadać Pani terapeucie, to naprawdę fajny materiał do pracy i dyskusji :)

 

Być może podzielenie na mniejsze informacje i “przełamywanie się”do opowiedzenia po jednej informacji na sesji byłoby pomocne? Widać po długości Pani wypowiedzi, że ma Pani dużo refleksji, warto je ugłośnić- temu między innymi służy terapia.

 

Trzymam za Panią kciuki

Martyna Tomczak- Wypijewska, psycholog, certyfikowana psychoterapeutka poznawczo- behawioralna

2 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Karolina Świder

Karolina Świder

Dzień dobry, Natalio, 

Z mojej strony dziękuję Ci, że podzieliłaś się z nami swoimi przeżyciami i rozterkami związanymi z terapią. Piszę to z perspektywy osoby, która siedzi po tej drugiej stronie. Wypisałaś niezmiernie istotne rzeczy, które były i nadal są dla Ciebie trudne. Pozwól, że wypowiem je swoimi słowami. Wybrzmiało, że chcesz być słyszana i zrozumiana, ale obawiasz się mówić i chcesz nauczyć się tego, jak przestać się tego bać. Wracają do Ciebie w różnych kontekstach podobne bolesne odczucia, myśli o sobie i sytuacji, w której jesteś. Napisałaś, że w przeszłości ktoś negował istotność Twoich odczuć/problemów, i boisz się, że być może teraz znowu "użalasz się nad sobą" (używając słów osoby z Twojej przeszłości). Obawiasz się, że terapia w tym kontekście może być pewną formą "użalania się nad sobą", i że może Ci w niczym nie pomóc. Chcesz, ale nie wiesz jak pomóc sobie zmienić pewne sposoby zachowania. 

To, co myślisz o sobie, o sobie w terapii ('100% wina za brak skutków terapii'), o tym jak terapeuta ją prowadzi, są kluczowe i bardzo ważne. Jestem przekonana, że podzielenie się tym może pomóc w nawiązaniu bliższej, cieplejszej relacji z terapeutą, bo zobaczy, czego Ci potrzeba. Nie powiem Ci, czy pozostać w terapii czy też ją przerwać, sprawę musisz przemyśleć sama lub właśnie ze swoją terapeutką. Może, ale nie musi to być przełomowe w waszej relacji, ale na pewno będzie to twoim pierwszym krokiem (działaniem) do zmiany. 

Na końcu moja interpretacja definicji "wygadania się" vs "użalania się" : osoba, która się wygada, może poczuć ulgę wynikającą z różnych powodów (tj. wypowiedziała i nazwała swoje emocje, wypowiedziała swoje myśli, otrzymała zrozumienie i wsparcie od osoby słuchającej, ułożyła sobie w głowie i sercu to, co się działo, i nabrała perspektywy itd.), i dzięki temu może szukać rozwiązań na chwilę obecną i przyszłość. Stwierdzenie"użalanie się nad sobą", zawiera w sobie osobiste bolesne przeświadczenie (myśl), że robi się coś "złego" i dodatkowo może być związanerównież z brakiem empatycznej reakcji wysłuchującego. Myślenie o sobie w kontekście użalania się zabiera nam prawo do wyrażania swoich emocji takimi, jakimi są, co może często wiązać się z wyżutami sumienia, zmniejszoną motywacją do działania aby coś zmienić np. w sposobie myślenia o sobie/swiecie/innych.

Pozdrawiam ciepło,

Karolina Świder

2 lata temu
inteligencja

Darmowy test samooceny inteligencji emocjonalnej

Zobacz podobne

Czy dobrym pomysłem jest uczęszczać na dwie terapie jednocześnie? NFZ i prywatnie

Dzień dobry,

Mam zaburzenie lękowe, chodzę od 1,5 roku na psychoterapię Gestalt. Jest to pełnopłatna terapia. 

Dodatkowo od kilku miesięcy stosuje farmakoterapię. 

Moje zaburzenie jest bardzo silne i połączone z objawami somatycznymi. Zauważyłem, że terapia raz w tygodniu to dla mnie za mało. Żeby móc lepiej funkcjonować potrzebuje spotkań 2 razy w tygodniu. Zwłaszcza gdy sesja daje dużo przemyśleń i lęków, doczekać z tym cały tydzień to prawdziwe wyzwanie. Niestety sesje 2x w tyg, są niemożliwie z powodów finansowych, jestem studentem. 

Jak mogę rozwiązać ten problem? Chętnie spróbowałbym też terapii CBT, albo terapii z psychologiem klinicznym, ale równocześnie nie rezygnując z obecnej terapii. 

Czy rozsądne byłoby, aby spróbować dostać się na terapię na NFZ, na którą chodziłbym raz w tygodniu i równocześnie uczęszczałbym na moją obecną terapię? Naprawdę bardzo potrzebuje częstszego wsparcia, żeby się cały nie rozsypać. Bardzo proszę o pomoc

Czy terapia narcyza powinna polegać na wybaczeniu sobie?

Witam. Czy terapeuta osoby zaburzonej (narcyz ukryty) może mówić, żeby nie czuła się winna za to, co zrobiła swojemu partnerowi i wcześniejszym partnerom, jak i swojemu synowi? 

Że stan psychiczny, w jakim on się znajduje, nie może być przyczyną jej zachowań, bo jako osoba dorosła sam decyduje o swoim życiu i zawsze mógł odejść z tej relacji jak czuł, że coś złego zaczyna się z nim dziać? 

Czyli wina za przemoc psychiczna, najgorsze manipulacje, próbę doprowadzenia do samobójstwa jest po stronie ofiary? Bo jako osoba dorosła jest za siebie odpowiedzialna? Ktoś kto całe życie siebie samego okłamywał, żeby nie czuć się winnym w końcu doznaje skruchy, szuka pomocy specjalisty, żeby pomógł w uleczeniu siebie by nie krzywdzić więcej innych ludzi, słyszy coś takiego! Jaki może być te go finał? Według mnie to tylko w ulepszeniu się bycia złym.

Mąż zamieszczał moje prywatne zdjęcia na forach erotycznych - jak sobie z tym poradzić?
Mój mąż pisał z różnymi kobietami na forach erotycznych i zamieścił tam moje nagie zdjęcia. Już od dawna miałam przeczucie, że jest coś nie tak. Od dawna nie potrafiliśmy szczerze i życzliwie rozmawiać. Mąż pracuje w delegacjach, przyjeżdża na weekendy do domu. Starałam się żeby te wspólne chwile były jak najlepsze. Wracał do domu gdzie miał ciepły posiłek,od progu uśmiechniętą i szukająca bliskości mnie, ale wiecznie miał pretensje. Głównie o to że pracuje w soboty, to była jego ulubiona zaczepka. W łóżku wiem że go zadowalałam, ale ciągle kupował mi jakieś dziwne gadżety, bieliznę i rzeczy w których nie czułam się komfortowo. Czasem starałam się przełamywać żeby go zadowolić i czasem zrobił mi jakieś zdjęcie tłumacząc mi, że tęskni za mną na wyjazdach i że chociaż chce na mnie popatrzeć. Bardzo źle mi z tym było ale myślałam że to dla niego, że tak bardzo mnie kocha i mnie pragnie. Jakiś czas temu odkryłam, że od lat pisze na różnych forach z kobietami bardzo sprośne rzeczy, ale co gorsza wrzucił moje nagie zdjęcia i czasem pisali też do niego mężczyźni. Chwalił się tam, że ogólnie nie szuka ale, że jak ma możliwość to "korzysta", że najbardziej lubi mężatki, że założył po 10 latach obrączkę, bo zauważył jaki to magnez na kobiety jest. Wiele rozmów, zdjęć i filmów było wymienianych z kobietami ale faktycznie ani jednej wiadomości o dokładnym proponowanym spotkaniu, ani rozmów jakby po spotkaniu. Mąż ciągle się upiera, że fizycznie nigdy mnie nie zdradził. Ale to co zrobił jest tak okropne, że nie potrafię sobie z tym poradzić. On był tym jedynym, trwałam przy nim zawsze, na dobre i złe, marzyłam o wspólnej przyszłości, o tym jak nasz syn, już nastoletni, kiedyś sam założy rodzinę a my będziemy szczęśliwi będziemy go wspierać. Ufałam tylko jemu, kochałam tylko jego. Mąż obiecuje mi że się zmieni, że zobaczył jak mnie skrzywdził, jak mnie traktował przez lata, jak mnie odtrącał, że bardzo mnie kocha i że wie, że robił mi okropne świństwo, chce to naprawić i ratować małżeństwo. Zapisał się również na terapię. Nie było jeszcze wielu spotkań ale terapeuta twierdzi, że to prawdopodobnie rodzaj uzależnienia, erotomanizmu. Mam ciągły kontakt z mężem telefoniczny, na weekendy też się spotykamy, ogólnie on nocuje u swoich rodziców ale kiedy się widzimy nie potrafię trzymać się od niego z daleka. Potrzebuje jego bliskości mimo, że to on jest powodem mojego cierpienia. Nie wiem co robić dalej, nie potrafię mu zaufać, ale też nie jestem typem osoby która się kłóci, która krzyczy, a bardziej która cierpi i potrzebuje pocieszenia i bliskości. Nadal go kocham ale myślę, że nigdy mu nie zaufam. Nie wiem co mam dalej robić. Mam trudności ze snem, z jedzeniem, z chęcią do życia i znów wracają do mnie ataki paniki. Ponad 10 lat walczyłam z nerwicą lękowa, przeżyłam też dwie silne depresje, chodziłam na sesję do psychologów i przyjmowałam leki od psychiatrów, nie chce znów tego wszystkiego przechodzić. Proszę o poradę.
Dzień dobry. Chodzę już do psychiatry prawie od roku i niedługo mam teleporadę, bo coś się stało i nie można mieć takiej standardowej wizyty i boję się każdego dnia, bo nie wiem co powinnam zrobić. Czy powinnam powiedzieć, że nie brałam leków, które mi przepisano, bo nie mogłam wstać z łóżka i czułam się jak w depresji? Trwało to jakiś miesiąc. Boję się osądu. Czy powinnam również w końcu zdradzić swoją tajemnicę o radzeniu sobie z takim stanem w przeszłości?
Wychodzi na to, że jestem osobą współuzależnioną od toksyka.
Wychodzi na to, że jestem osobą współuzależnioną od toksyka, mimo iż nie jesteśmy razem. Sto razy przekroczył granicę, dawałam szansę i boję się, że mogę to zrobić kiedyś jeszcze raz. Choć wiem, że nie powinnam. To jakaś nigdy niekończąca się historia, wieczne traumy. Mam dość, ale przecież tyle razy miałam już dość, tyle razy był definitywny koniec. I znów powtarzam błędy... Jak sobie pomóc? Czy psychoterapia jest w stanie coś zaradzić? Nie mam czasu, nie mam sił od nowa wałkować problemu samemu psychologowi, a bardziej może możliwości zostawiania małego dziecka (łącznie mam 3 dzieci). Sam psycholog, wysłuchiwanie problemów to za mało :( Jakie są szanse, że psychoterapia odmieni mnie? Jakich narzędzi można się spodziewać na psychoterapii, mam na myśli ćwiczenia czy coś, czym to się różni od wizyt u psychologa?
Eating disorders

Zaburzenia odżywiania – przyczyny, objawy i rodzaje

Zaburzenia odżywiania to poważne zaburzenia psychiczne związane z nieprawidłowymi zachowaniami żywieniowymi, negatywnie wpływające na zdrowie. Obejmują anoreksję, bulimię i kompulsywne objadanie się, ARFID, Pica, czy ortoreksję.