📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach
Zwierzenie przyjaciółki o samookaleczaniu to ogromny ciężar emocjonalny. Sprawdź, co powiedzieć, czego unikać i jak zadbać o nią oraz o siebie w tej trudnej sytuacji.

Wiele osób myśli, że samookaleczenie to sposób na zwrócenie na siebie uwagi albo pierwszy krok w stronę odebrania sobie życia. W rzeczywistości najczęstszym powodem jest chęć zmniejszenia bardzo silnych, trudnych emocji, takich jak złość, smutek czy wstyd, poprzez fizyczne odczucie bólu. To rodzaj mechanizmu radzenia sobie z emocjami, niezdrowy i szkodliwy, ale w danym momencie działający, dlatego trudno z niego po prostu zrezygnować z dnia na dzień.
Osoby, które się samookaleczają, często mają trudność z zaakceptowaniem swoich emocji i z dostępem do innych, skuteczniejszych sposobów ich regulowania, więc ich myśli i uczucia potrafią narastać i krążyć w kółko, aż stają się nie do zniesienia. W takim momencie ból fizyczny działa jak coś w rodzaju zaworu bezpieczeństwa, dającego chwilową ulgę.
Czasem chodzi o coś przeciwnego niż nadmiar emocji, czyli o ich brak. Niektóre osoby opisują stan, w którym czują się emocjonalnie odrętwiałe i puste, a ból fizyczny jest dla nich sposobem na poczucie czegokolwiek. Innym razem samookaleczenie daje poczucie kontroli w chwili, gdy wszystko inne w życiu wydaje się poza kontrolą, bo to jedna z niewielu rzeczy, o których dana osoba decyduje sama.
Ważne jest, żeby nie traktować tego jako prostej chęci zrobienia sobie krzywdy dla samego bólu. Za samookaleczeniem prawie zawsze stoi realne, poważne cierpienie emocjonalne, nawet jeśli z zewnątrz sytuacja danej osoby wygląda w porządku.
Zacznij od tego, żeby zachować spokój, nawet jeśli w środku czujesz przerażenie. Twój spokój daje koleżance sygnał, że może z tobą o tym mówić, nie robiąc z tego katastrofy. Słuchaj więcej, niż mówisz, i daj jej przestrzeń, żeby sama opowiedziała tyle, ile chce.
Możesz też spokojnie zapytać wprost, czy oprócz samookaleczania towarzyszą jej myśli o odebraniu sobie życia. Badania pokazują, że zadanie takiego pytania wprost nie zwiększa ryzyka, a wręcz bywa z niewielką korzyścią, bo pokazuje drugiej osobie, że nie boisz się o tym rozmawiać. To pytanie brzmi trudno, ale jest jednym z najbardziej pomocnych, jakie można zadać.
Powiedz jej, że ci zależy i że nie jest sama, bez oceniania i bez porównywania jej cierpienia do niczyjego innego. Zachęć ją delikatnie do rozmowy z zaufaną dorosłą osobą albo specjalistą, ale nie naciskaj i nie stawiaj ultimatów w stylu „przestań albo się z tobą nie przyjaźnię”.
Ważne jest też, żeby szczerze jej powiedzieć, że jeśli pojawi się obawa o jej bezpieczeństwo, trzeba będzie o tym powiedzieć zaufanej dorosłej osobie, nawet jeśli prosiła o zachowanie tajemnicy. To nie jest zdrada, tylko troska, i lepiej powiedzieć to wprost na początku, niż zrobić to po cichu.
Nie proś o pokazanie ran ani nie dopytuj o szczegóły techniczne, to nie pomaga, a może być dla niej dodatkowo trudne. Unikaj też paniki i dramatyzowania przy niej, bo to często sprawia, że osoba się zamyka i przestaje mówić.
Nie oceniaj i nie mów rzeczy w stylu „jak mogłaś to zrobić”, nie minimalizuj też jej sytuacji porównaniami do tego, że ktoś inny ma gorzej. Nie próbuj samodzielnie zastępować jej terapeuty ani brać na siebie odpowiedzialności za to, żeby ją „naprawić”. To zbyt duży ciężar dla jednej osoby, nawet bardzo bliskiej.
To, że po takiej rozmowie pojawia się przytłoczenie, strach albo poczucie winy, jest naturalne. Uratowanie koleżanki nie jest niczyim obowiązkiem, i nie trzeba nosić tego wszystkiego w pojedynkę.
Warto porozmawiać o swoich uczuciach z zaufaną dorosłą osobą, nawet nie zdradzając wszystkich szczegółów dotyczących koleżanki. Można mówić o tym, jak się samemu czuje, bez łamania jej zaufania. Warto też zadbać o rzeczy, które dają odpocząć i naładować się, i pozwolić sobie na granice, na przykład na to, że dostępność dla niej przez całą dobę nie jest obowiązkiem.
Jeśli z czasem samopoczucie zaczyna się pogarszać, to sygnał, żeby poszukać wsparcia dla siebie, a nie coś, czego trzeba się wstydzić.
Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111 działa całą dobę, siedem dni w tygodniu, jest bezpłatny i anonimowy, a dzwoniąc, można porozmawiać o czymkolwiek, co jest ważne albo trudne. Odbierają go pedagodzy i psycholodzy, którzy mają doświadczenie w pracy z osobami w trudnych sytuacjach. Można zadzwonić właśnie po to, żeby zapytać, jak rozmawiać z koleżanką, jak zadbać o siebie w tej sytuacji, albo po prostu żeby komuś opowiedzieć, co się przeżywa. Nie trzeba mieć gotowego pytania ani jasnej sprawy, wystarczy że coś martwi.
Darmowy test „Czy to moment na terapię?” to narzędzie stworzone z myślą o Twoim samopoczuciu. Składa się z 18 pytań i pomaga łagodnie przyjrzeć się sobie. Wynik może być impulsem do rozmowy z psychologiem, psychoterapeutą i zadbania o siebie.

Wsparcie ze strony przyjaciela ma realną wartość. To właśnie przyjaciołom nastolatki najczęściej i czasem jako jedynym osobom zwierzają się z tego, że się samookaleczają, co bywa pierwszym krokiem w stronę poszukania dalszej pomocy. Sama rozmowa i poczucie, że ktoś wie i nie odwrócił się plecami, robi różnicę.
Ma to jednak swoje granice, i warto je znać, zamiast dowiadywać się o nich w trudnym momencie. Bycie osobą wspierającą kogoś, kto się samookalecza, wiąże się z realnym, trudnym do udźwignięcia obciążeniem emocjonalnym, a potrzeby samych wspierających rzadko są dostrzegane czy zaopiekowane. Innymi słowy, koleżeńskie wsparcie kosztuje sporo, a rzadko ktokolwiek pyta, jak radzi sobie z tym osoba, która wspiera.
Nie ma też dowodów na to, że samo wsparcie rówieśnicze zmniejsza częstotliwość samookaleczania. Przegląd dostępnych badań pokazał korzyści takie jak poczucie wspólnoty czy dostęp do informacji, ale żadne z analizowanych badań nie porównywało wsparcia rówieśniczego z leczeniem specjalistycznym, więc nie da się ocenić jego realnej skuteczności w zmniejszaniu samego zachowania. Do tego dochodzi ryzyko, którego nastolatek sam z siebie nie jest w stanie kontrolować: najczęściej wskazywanym zagrożeniem związanym ze wsparciem rówieśniczym jest możliwość, że sama bliskość z tematem samookaleczania stanie się dla kogoś impulsem, a nie ochroną.
Specjalista wnosi coś, czego żadna, nawet najbardziej oddana, koleżeńska relacja nie jest w stanie zapewnić. Potrafi profesjonalnie ocenić realny poziom ryzyka i zaplanować konkretne kroki na wypadek pogorszenia się sytuacji, czego rówieśnik nie ma ani narzędzi, ani uprawnień, żeby zrobić. Pracuje też nad przyczyną, czyli tym, co stoi za trudnością z regulowaniem emocji, a nie tylko nad pojedynczą rozmową czy kryzysowym momentem. Robi to w sposób systematyczny, sesja po sesji, bez obciążania jednej, prywatnej relacji odpowiedzialnością za czyjeś zdrowie.
Uznanie, że koleżeńskie wsparcie samo w sobie nie wystarczy, nie oznacza rezygnacji z bycia obok. Oznacza tylko, że przyjaźń i pomoc specjalisty mogą działać równolegle, a nie zamiast siebie, co odciąża obie strony i daje realną szansę na poprawę.
Przedstawiamy wyselekcjonowaną grupę doświadczonych psychologów i psychoterapeutów, którzy specjalizują się w pracy z osobami zmagającymi się z samookaleczeniami. W swojej praktyce stosują sprawdzone metody terapeutyczne, pomagając pacjentom zrozumieć przyczyny tych zachowań, radzić sobie z emocjami oraz wypracować zdrowsze strategie regulacji napięcia.
Zrozumienie to pierwszy krok do poprawy. Przeczytaj inne, powiązane, merytoryczne artykuły które przygotowaliśmy dla Was wspólnie z naszymi Specjalistami_tkami.
Najtrudniejsze to zacząć szukać. Gratulujemy! Sprawdź naszego Bloga, a także Forum Psychologiczne! Znajdziesz tam merytoryczne artykuły, odpowiedzi Specjalistów_ek, praktyczne przykłady i wskazówki oraz wiele inspiracji.




Chciałam się więcej dowiedzieć na temat moich zachowań, które zaraz opiszę. Nie wiem czy coś ze mną nie tak i czy powinnam cokolwiek zmieniać w sobie. Od 3 lat zdarzało mi się CZASEM pociąć, gdy byłam zła. 12 grudnia 2023 roku po prostu się pocięłam (piszę to 15 lutego 2024 roku). Mówię "po prostu", bo naprawdę nie miałam do tego powodu (nikt mnie nie namawiał). Nie było mi źle, czułam się neutralnie, więc naprawdę do końca nie rozumiem swoich działań. Od tamtego dnia tnę się 2-4 razy w tygodniu. Nie robię tego dla atencji, specjalnie wybieram niewidoczne miejsca. Robię to tak po prostu lub dla uczucia wyluzowania, choć nie mam żadnych problemów. Ten widok jest zwyczajnie satysfakcjonujący. Mam nadzieję, że teraz każdy kto to czyta rozumie, że nie mam mocniejszych powodów do cięcia się. Mimo to nie mogłabym tak po prostu przestać, bo po pierwsze nie chcę, a po drugie raczej nie dałabym rady. Druga sprawa. Powiem wprost, podniecił mnie fakt, że pewien chłopak masturbował się do zdjęć moich ran zrobionych żyletką (od razu mówię, że on nie jest dla mnie kimś bliskim. Przez dwa dni utrzymywałam z nim kontakt w internecie i to tyle z naszej "znajomości"). Ta sama osoba także robiła sobie dobrze do moich zwyczajnych zdjęć, ale to akurat dla mnie jest bardziej odpychające niż podniecające. Oprócz tego wyobrażam sobie pocięcie się na oczach dwóch chłopaków, jeden z nich mi się podoba, drugi to mój znajomy. Ten scenariusz sprawia, że staję się pobudzona i podekscytowana. Czy to jakiś fetysz czy już zaburzenie? Od wcześniej wspomnianej sytuacji zaczęłam się zastanawiać nad sobą. Jak dawno temu przekroczyłam granicę normalności? Z czego to wynika? Czy tak powinno być? Nie jest łatwo mi o tym mówić, chciałabym siebie zrozumieć. Nie wiem czy to coś ma do rzeczy, ale nie mam żadnych traum. Mama zawsze była przy mnie obecna fizycznie i psychicznie, to naprawdę wspaniała kobieta! Mam tatę, ale moja więź z nim jest słaba. Widzę go jakoś 4 dni w miesiącu (tak jest od 8 lat i szczerze to nie mam z tym problemu). Oprócz tego jestem nastolatką.
Mam problem ze sobą. Nie potrafie na siebie patrzeć w lustrze, czuje wielkie obrzydzenie do siebie. Bez makijażu mój wygląd mnie zawstydza. Za każdym razem kiedy ktoś mi robie zdjęcie z ukrycia, wychodzę beznadziejnie. Całokształt sie przekłada na moje życie. Rozpoczęłam samookaleczanie sie kilka miesięcy temu i nie mogę od tego uciec. Ciężko mi przez to uczęszczać do szkoły. Moja mama próbuje ze mną rozmawiać, ale czuję, że każda rozmowa z nią prowadzi donikąd. Czuje, że na nią nie zasługuję, bo nie daje sobie pomóc. Czuję, że nie zasługuję na jakiekolwiek zaspokajanie potrzeb. Za każdym razem wracam do domu to odrazu płaczę. Kiedyś zostałam obmacana przez takiego chłopaka i najgorsze jest to, że nie winie go, a siebie. Obwiniam sie bardzo dużo razy za rzeczy, za które nie powinnam sie obwiniać. Czy dam jakoś rade sama z tego wyjść?
TW. Samookaleczanie Mam duży problem. Miałam pogadać z moją mamą o samookaleczaniu wczoraj i przy tym miała pomoc mi siostra. Niestety jak wróciłam ze szkoły mama dostała wyniki badań, które nie wyszły najlepiej, bo ma podejrzenie szpiczaka. Nie wiem teraz, czy rzeczywiście powinnam o tym pogadać. Moje rany są płytkie i nie powinna przez to się zamartwiać, ale nie jestem pewna, bo ostatnio robię to coraz częściej. Nie wiem, ile mam poczekać z tą rozmową, bo wiem, że moja mama to bardzo przeżywa.
TW samookaleczanie Mam 22 lata i przepraszam, że tak długo się rozpiszę, ale nie daję rady. Od dziecka byłam typem aspołecznym, nie lubię spotykać się z ludźmi, ani z nimi rozmawiać. Nigdy nie mam tematów na rozmowy, nawet jeśli ktoś się ze mną zaprzyjaźnił, ta relacja bardzo szybko się kończyła, gdyż w pewnym momencie się izolowałam. Przez ten brak potrzebny socjalizacji, zawsze czułam się nieludzko. Dziwnie, inaczej. Jestem bardzo brzydka i głupia. Przez słowo głupia mam na myśli, że jestem osobą zapominalską, wszystko wypada mi z rąk, wykonuje niezręczne ruchy przy ludziach. Bardzo dużo gestykuluję i szybko mówię. Moja prokastrynacja jest na tak wysokim poziomie, ze obecnie mam pięć warunków na studiach. Nie zdałam roku. Wielokrotnie zapominałam dat rejestracji albo gubiłam się we wszystkim. Mówię szybko i nerwowo, czego bardzo się wstydzę. Mam wrażenie, że wszystko, co wychodzi spod mojej ręki, jest złe, gorsze, żenujące. W ciągu dnia doświadczam wahań nastrojów, czasem mam motywację, ale czasem mam wręcz ochotę rzucić się pod metro, którym codziennie dojeżdżam na uczelnię. Okaleczam się żyletką, lubię, gdy rany są dość głębokie, gdy krawędzie rozsuwają się na boki. Dużo płaczę, w miejscach publicznych, na zaliczeniach, wszędzie, czasem nawet bez powodu. Mam wrażenie, że emocje mnie przytłaczają, że jestem dziecinna, głupia niedojrzała. Nie mam marzeń, cały dzień czekam do nocy, żeby spać, jednak ten sen często nie przychodzi. Chodziłam do psychiatry, ale on nie rozmawiał ze mną. W gabinecie głównie płakałam roztrzęsiona, a on przepisywał mi leki. Od kilku miesięcy biorę Dulsevię 60 mg raz dziennie, spamilan 10 mg trzy razy dziennie, estazolam 2 mg tymczasowo na sen (bardzo pomagał, ale już się skonczył) i medikinet CR 20 mg. Medikinet sprawia, że przez jakiś czas czuję motywacje, ale po paru godzinach znowu przychodzi stan otępieniq, beznadziei i złości. Nie potrafię radzić sobie z emocjami, płaczę, okaleczam się, uderzam w drzwi, wewnętrznie krzyczę. Dotychczas miałam jednego ,,przyjaciela" ale izolowałam się i olewałam tę znajomość. Gdy on powoli się odsunął, poczułam ogromną zazdrość i duże emocje, które targają moje wnętrze, tak jakby rozrywały każdą część mięsa, z którego jestem utworzona. Nie tęsknie za człowiekiem, lecz za uwagą. Czuję się tak obrzydliwie, jakbym nie pasowała do świata. Nie chcę być częścią życia społecznego. Nienawidzę przebywania w tłumach i nie umiem prowadzić rozmów z ludźmi. Z drugiej strony brak mi poczucia przynależności, tak jakbym nie istniała. Po kilku minutach miłej rozmowy ze znajomym lub nieznajomym muszę wyjść gdzieś, trząść rękami i głową, oraz mówić do siebie, by uregulować emocje. Psychiatra skierował mnie do psychologa z epizodem depresyjnym i zaburzeniami adaptacyjnymi z lękiem społecznym, ale on praktycznie ze mną nie rozmawia. Polecał mi również diagnozę pod kątem spektrum autyzmu, ale to dużo kosztuje i nie wiem, czy się opłaca. Nie wiem, nawet co mi jest. Coraz bardziej męczy mnie bycie człowiekiem. Uciekam w fikcję, ale moje ciało daje mi znać, że życie istnieje. Boję się cierpienia. Czasem brałam kilka tabletek więcej, niż powinnam, żeby sprawdzić swoją granicę. Zdarzyło się, że przecięłam swoją skórę tak, że krwawiła cały dzień bez przerwy. Kładłam się spać z krwawiącą raną, myśląc, że może umrę przez sen. Wykańcza mnie bycie mną, leki nie pomagają. Czy jest sposób, aby sprawdzić, co jest ze mną nie tak? Czemu nie czuję się jak człowiek? Czy można jednocześnie być aspołecznym, ale empatycznym? Nie mam zaburzeń schizoidalnych, ponieważ odczuwam emocje i troskę. Nie przywiązuję się jednak do ludzi. Mój świat to niestabilna pustka. Czy jestem zepsuta?
Jak wyjść i poradzić sobie z samookaleczaniem? Mam 14 lat i tkwię w tym już od 3 lat, nie wiem jak z tego wyjść.
Witam. Mam problem z samookaleczaniem, uzależniłam się i w trudnych chwilach zawsze sięgam po nóż, nie umiem sobie radzić z emocjami. Nie mogę jednak powiedzieć o tym rodzicom, ponieważ już kiedyś (w 1 klasie liceum) zauważyli rany na rękach i się zdenerwowali. Zapisali mnie do psychologa, ale psychoterapia nie była pomocna, a wiem, że koszta były dość duże i nie chciałabym, aby kolejny raz musieli je ponosić... Tnę się teraz w innych miejscach, dlatego tego nie widzą. Wiem, że potrzebuję pomocy, ale nie mogę o nią poprosić. Mam teraz ponad 17 lat, za ok. pół roku będę pełnoletnia. Nie wiem czy spróbować przeczekać ten okres i liczyć jeszcze na jakąkolwiek pomoc, na własną rękę, (jeśli dożyję oczywiście) czy jest inne wyjście...

Wychodząc naprzeciw potrzebom osób zmagających się z samookaleczeniami, specjaliści oferują darmowe konsultacje. Kwestie finansowe mogą stanowić istotną barierę w podjęciu decyzji o rozpoczęciu terapii, dlatego chcemy ułatwić ten pierwszy, często najtrudniejszy krok.
Kiedy warto?
Gdy zauważasz u siebie lub bliskiej osoby ślady samookaleczeń lub podejrzewasz takie zachowania.
Kiedy odczuwasz silne napięcie emocjonalne i masz trudności z radzeniem sobie z nim w zdrowy sposób.
Jeśli doświadczasz intensywnych, trudnych do opanowania emocji i myśli o samookaleczeniu.
Gdy masz trudności z wyrażaniem swoich uczuć i potrzeb w inny sposób niż poprzez samookaleczenia.
Potrzebujesz bezpłatnej pomocy?
Sprawdź dostępnych specjalistów i umów się na bezpłatną pierwszą konsultację już dziś – zrób ten ważny krok w kierunku lepszego zdrowia.
Zobacz, którzy specjaliści udostępniają bezpłatne konsultacje psychologiczne i łatwo umów pierwszą wizytę.
