📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach
Skreślanie tego zjawiska do kategorii przelotnego trendu jest jednym z najbardziej niebezpiecznych mitów. Wyjaściamy, jaka funkcja psychologiczna i neurobiologiczna stoi za tym zachowaniem oraz jak realnie pomóc dziecku.

Nazywanie samouszkodzeń modą jest jednym z najbardziej szkodliwych uproszczeń, jakie krążą w internecie, a niestety także w gabinetach pedagogów i przy rodzinnych stołach. Sugeruje, że nastolatek robi to dla atencji albo dlatego, że inni tak robią, przez co odbiera jego cierpieniu realność i utwierdza go w przekonaniu, że nikt go nie rozumie.
Warto powiedzieć wprost, co robi rodzic, który wybiera to słowo. Rzuca "moda" i sprawa jest zamknięta. Nie trzeba pytać, co się dzieje w życiu dziecka, nie trzeba przyglądać się temu, co dzieje się w domu, nie trzeba szukać terapeuty ani przyznawać przed sobą, że coś przeoczyło się przez ostatnie miesiące. To słowo nie opisuje dziecka. Ono chroni dorosłego przed lękiem i poczuciem winy, a cała cena przechodzi na nastolatka. Dostaje on jasny komunikat: to, co przeżywasz, jest udawane, a próba mówienia o tym była błędem. Skutek jest przewidywalny i widać go w gabinetach: dziecko przestaje mówić, uczy się lepiej ukrywać, a kolejny raz po pomoc sięgnie znacznie później i w gorszym stanie. Bagatelizowanie nie zatrzymuje samouszkodzeń. Zatrzymuje wyłącznie rozmowę o nich.
W literaturze fachowej samouszkodzenia bez intencji samobójczej opisuje się skrótem NSSI (non-suicidal self-injury) i traktuje jako strategię regulacji emocji, często jedyną, jaką nastolatek potrafi w danym momencie zastosować. Chodzi o emocje zbyt intensywne, zbyt chaotyczne albo zbyt bolesne, żeby dało się je nazwać i wyrazić słowami. Trzeba przy tym pamiętać, że istnieją także samouszkodzenia z intencją samobójczą, klasyfikowane jako próby samobójcze, oraz szeroka strefa pośrednia, w której zamiar bywa niejasny i zmienny. Bagatelizowanie każdej z tych sytuacji jest ryzykowne, ale w tej ostatniej bywa po prostu niebezpieczne.
Sam mechanizm działa jak zawór bezpieczeństwa dla przeciążonego układu nerwowego. Zranienie uruchamia wydzielanie endorfin, czyli naturalnych substancji uśmierzających ból, co przynosi chwilowe uspokojenie albo emocjonalne odcięcie. Powstaje błędne koło: napięcie narasta, zranienie przynosi ulgę, mózg zapisuje tę strategię jako skuteczną, a wstyd i poczucie winy pojawiające się później budują nowe napięcie, które znowu trzeba czymś rozładować. W okresie dojrzewania to koło zaciska się szybciej, ponieważ zdolność do hamowania impulsów rozwija się w mózgu dłużej niż zdolność do przeżywania bardzo silnych emocji.
Funkcje tego zachowania bywają też mniej oczywiste. Dla części nastolatków jest to sposób na poczucie czegokolwiek w stanie emocjonalnego odrętwienia, które często towarzyszy depresji i przewlekłemu stresowi. Dla innych to forma karania siebie za przekonanie "jestem złym człowiekiem" albo "zasługuję na to", ukształtowane zwykle długo wcześniej, w rodzinie i w relacjach z rówieśnikami. Bywa też próbą odzyskania kontroli nad własnym ciałem i emocjami wtedy, gdy nastolatek nie ma jej nad niczym innym: nad tym, co dzieje się w szkole, w relacjach ani w domu.
Rozpoznanie problemu bywa trudne, bo nastolatkowie ukrywają ślady bardzo skutecznie. Noszą długie rękawy nawet w upalne dni, unikają basenu i przebierania się na wuefie, tłumaczą skaleczenia zabawą z kotem albo upadkiem z roweru. Warto zwrócić uwagę na sygnały, które łatwo zbyć: ostre przedmioty pojawiające się w pokoju bez wyraźnego powodu, częste i długie zamykanie się w łazience, unikanie sytuacji wymagających odsłonięcia ramion lub nóg, a także zmiany nastroju nieproporcjonalnie silne wobec tego, co je wywołało. Subtelnym sygnałem bywa również nagłe zainteresowanie treściami o samouszkodzeniach w internecie albo, na odwrót, gwałtowna i obronna reakcja na każde pytanie o ciało i samopoczucie.
To, jak rodzic zareaguje w pierwszej chwili, przesądza często o tym, czy nastolatek kiedykolwiek jeszcze się otworzy. Unikaj krzyku, karania i gróźb w rodzaju "jak jeszcze raz to zrobisz, to...". Równie szkodliwe jest bagatelizowanie ("to taka faza, przejdzie") oraz przenoszenie ciężaru na siebie ("jak mogłeś mi to zrobić", "przeze mnie nie mogę spać"). Dziecko, które usłyszy którąkolwiek z tych reakcji, wyciąga jeden wniosek: mówienie o tym pogarsza sprawę, więc następnym razem lepiej milczeć i ukrywać staranniej.
Zacznij od spokojnego, konkretnego pytania: "Widzę, że coś się dzieje, i bardzo się o ciebie martwię. Powiesz mi, co czujesz, kiedy to robisz?". Pytanie o funkcję zachowania działa lepiej niż pytanie o powód, bo nastolatek zwykle nie umie odpowiedzieć na "dlaczego", za to potrafi opisać, co czuje tuż przed i tuż po. Warto też zapytać wprost o myśli samobójcze. Takie pytanie nie zasiewa pomysłu, tylko pokazuje, że temat nie jest zbyt straszny, żeby o nim rozmawiać.
Zamiast szukać rozwiązań za dziecko, zaproponuj konkretne alternatywy na moment narastania napięcia:intensywny ruch, na przykład szybki spacer, bieg albo seria pompek, oddech z wydłużonym wydechem, kontakt z drugą osobą oraz technikę 5-4-3-2-1, w której nastolatek nazywa po kolei pięć rzeczy, które widzi, cztery, które słyszy, trzy, które czuje dotykiem, dwie, które czuje zapachem, i jedną, której smak ma w ustach. To proste ćwiczenie uziemiające, które wyprowadza z emocjonalnego chaosu do teraźniejszości. Te metody pomagają przetrwać kryzys, ale nie zastępują terapii, więc równolegle warto umówić konsultację ze specjalistą pracującym z młodzieżą.
Konsultacja ze specjalistą staje się konieczna, gdy samouszkodzenia trwają dłużej niż kilka tygodni, nasilają się, obejmują coraz większe obszary ciała albo towarzyszą im myśli samobójcze. Pomocy szuka się u psychologa dziecięcego, psychiatry albo psychoterapeuty pracującego z młodzieżą.
Najlepiej udokumentowaną metodą pracy z samouszkodzeniami jest terapia dialektyczno-behawioralna (DBT), stworzona pierwotnie dla osób doświadczających bardzo intensywnych wahań emocjonalnych. DBT uczy konkretnych umiejętności w czterech obszarach: uważności, czyli bycia w chwili obecnej bez oceniania, wytrzymywania dyskomfortu, czyli przetrwania kryzysu bez sięgania po zranienie siebie, regulacji emocji, czyli rozpoznawania i nazywania własnych stanów, oraz skuteczności w relacjach, czyli wyrażania potrzeb i granic.
Skuteczna bywa również psychoterapia poznawczo-behawioralna (CBT), która pomaga wychwycić i przekształcić myśli automatyczne stojące za tym zachowaniem, na przykład "nikt mnie nie rozumie" albo "zasługuję na ból", poprzez restrukturyzację poznawczą.
Czekanie na wolny termin nie musi oznaczać braku wsparcia w międzyczasie. Pierwszym punktem kontaktu bywa psycholog lub pedagog szkolny, dostępny bez skierowania i bez kolejki, który może też pomóc rodzicowi zaplanować kolejne kroki.
Bezpłatną pomoc oferują ośrodki interwencji kryzysowej (OIK), działające w każdym powiecie. Przyjmują bez skierowania i bez ubezpieczenia, często tego samego lub następnego dnia, a pracują w nich interwenci kryzysowi, czyli specjaliści przygotowani do pracy z ostrym kryzysem: stabilizują sytuację, oceniają poziom zagrożenia i kierują dalej. Część ośrodków prowadzi dyżury całodobowe i konsultacje dla rodziców, którzy nie wiedzą, jak rozmawiać z dzieckiem.
Dostępne są też bezpłatne linie wsparcia: 116 111 dla dzieci i młodzieży, 116 123 dla dorosłych w kryzysie oraz 800 12 12 12 dla rodziców i nauczycieli w sprawach dotyczących dzieci. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia dzwoni się pod numer 112 albo jedzie na najbliższy szpitalny oddział ratunkowy.
Specjalista pracujący z nastolatkiem nie skupia się wyłącznie na zatrzymaniu samego zachowania, bo byłoby to leczeniem gorączki bez szukania infekcji. Praca polega na rozpoznaniu, jaką funkcję samouszkodzenia pełnią u konkretnej osoby: czy są ucieczką od odrętwienia, formą karania siebie, czy próbą powiedzenia czegoś, na co nie ma słów. Specjalista pomaga też zbudować plan bezpieczeństwa, czyli listę konkretnych kroków i osób do kontaktu w kryzysie, oraz uczy rozpoznawania wczesnych sygnałów narastającego napięcia, zanim dojdzie do eskalacji.
W wielu przypadkach potrzebna jest terapia rodzinna albo przynajmniej sesje psychoedukacyjne dla rodziców, ponieważ samouszkodzenia rzadko istnieją w oderwaniu od tego, co dzieje się w domu. Czasem odzwierciedlają trudności w komunikacji, nadmierne oczekiwania albo brak miejsca na wyrażanie trudnych emocji.
Przedstawiamy wyselekcjonowaną grupę doświadczonych psychologów i psychoterapeutów, którzy specjalizują się w pracy z osobami zmagającymi się z samookaleczeniami. W swojej praktyce stosują sprawdzone metody terapeutyczne, pomagając pacjentom zrozumieć przyczyny tych zachowań, radzić sobie z emocjami oraz wypracować zdrowsze strategie regulacji napięcia.
Zrozumienie to pierwszy krok do poprawy. Przeczytaj inne, powiązane, merytoryczne artykuły które przygotowaliśmy dla Was wspólnie z naszymi Specjalistami_tkami.
Najtrudniejsze to zacząć szukać. Gratulujemy! Sprawdź naszego Bloga, a także Forum Psychologiczne! Znajdziesz tam merytoryczne artykuły, odpowiedzi Specjalistów_ek, praktyczne przykłady i wskazówki oraz wiele inspiracji.





Chciałam się więcej dowiedzieć na temat moich zachowań, które zaraz opiszę. Nie wiem czy coś ze mną nie tak i czy powinnam cokolwiek zmieniać w sobie. Od 3 lat zdarzało mi się CZASEM pociąć, gdy byłam zła. 12 grudnia 2023 roku po prostu się pocięłam (piszę to 15 lutego 2024 roku). Mówię "po prostu", bo naprawdę nie miałam do tego powodu (nikt mnie nie namawiał). Nie było mi źle, czułam się neutralnie, więc naprawdę do końca nie rozumiem swoich działań. Od tamtego dnia tnę się 2-4 razy w tygodniu. Nie robię tego dla atencji, specjalnie wybieram niewidoczne miejsca. Robię to tak po prostu lub dla uczucia wyluzowania, choć nie mam żadnych problemów. Ten widok jest zwyczajnie satysfakcjonujący. Mam nadzieję, że teraz każdy kto to czyta rozumie, że nie mam mocniejszych powodów do cięcia się. Mimo to nie mogłabym tak po prostu przestać, bo po pierwsze nie chcę, a po drugie raczej nie dałabym rady. Druga sprawa. Powiem wprost, podniecił mnie fakt, że pewien chłopak masturbował się do zdjęć moich ran zrobionych żyletką (od razu mówię, że on nie jest dla mnie kimś bliskim. Przez dwa dni utrzymywałam z nim kontakt w internecie i to tyle z naszej "znajomości"). Ta sama osoba także robiła sobie dobrze do moich zwyczajnych zdjęć, ale to akurat dla mnie jest bardziej odpychające niż podniecające. Oprócz tego wyobrażam sobie pocięcie się na oczach dwóch chłopaków, jeden z nich mi się podoba, drugi to mój znajomy. Ten scenariusz sprawia, że staję się pobudzona i podekscytowana. Czy to jakiś fetysz czy już zaburzenie? Od wcześniej wspomnianej sytuacji zaczęłam się zastanawiać nad sobą. Jak dawno temu przekroczyłam granicę normalności? Z czego to wynika? Czy tak powinno być? Nie jest łatwo mi o tym mówić, chciałabym siebie zrozumieć. Nie wiem czy to coś ma do rzeczy, ale nie mam żadnych traum. Mama zawsze była przy mnie obecna fizycznie i psychicznie, to naprawdę wspaniała kobieta! Mam tatę, ale moja więź z nim jest słaba. Widzę go jakoś 4 dni w miesiącu (tak jest od 8 lat i szczerze to nie mam z tym problemu). Oprócz tego jestem nastolatką.
Mam problem ze sobą. Nie potrafie na siebie patrzeć w lustrze, czuje wielkie obrzydzenie do siebie. Bez makijażu mój wygląd mnie zawstydza. Za każdym razem kiedy ktoś mi robie zdjęcie z ukrycia, wychodzę beznadziejnie. Całokształt sie przekłada na moje życie. Rozpoczęłam samookaleczanie sie kilka miesięcy temu i nie mogę od tego uciec. Ciężko mi przez to uczęszczać do szkoły. Moja mama próbuje ze mną rozmawiać, ale czuję, że każda rozmowa z nią prowadzi donikąd. Czuje, że na nią nie zasługuję, bo nie daje sobie pomóc. Czuję, że nie zasługuję na jakiekolwiek zaspokajanie potrzeb. Za każdym razem wracam do domu to odrazu płaczę. Kiedyś zostałam obmacana przez takiego chłopaka i najgorsze jest to, że nie winie go, a siebie. Obwiniam sie bardzo dużo razy za rzeczy, za które nie powinnam sie obwiniać. Czy dam jakoś rade sama z tego wyjść?
TW. Samookaleczanie Mam duży problem. Miałam pogadać z moją mamą o samookaleczaniu wczoraj i przy tym miała pomoc mi siostra. Niestety jak wróciłam ze szkoły mama dostała wyniki badań, które nie wyszły najlepiej, bo ma podejrzenie szpiczaka. Nie wiem teraz, czy rzeczywiście powinnam o tym pogadać. Moje rany są płytkie i nie powinna przez to się zamartwiać, ale nie jestem pewna, bo ostatnio robię to coraz częściej. Nie wiem, ile mam poczekać z tą rozmową, bo wiem, że moja mama to bardzo przeżywa.
TW samookaleczanie Mam 22 lata i przepraszam, że tak długo się rozpiszę, ale nie daję rady. Od dziecka byłam typem aspołecznym, nie lubię spotykać się z ludźmi, ani z nimi rozmawiać. Nigdy nie mam tematów na rozmowy, nawet jeśli ktoś się ze mną zaprzyjaźnił, ta relacja bardzo szybko się kończyła, gdyż w pewnym momencie się izolowałam. Przez ten brak potrzebny socjalizacji, zawsze czułam się nieludzko. Dziwnie, inaczej. Jestem bardzo brzydka i głupia. Przez słowo głupia mam na myśli, że jestem osobą zapominalską, wszystko wypada mi z rąk, wykonuje niezręczne ruchy przy ludziach. Bardzo dużo gestykuluję i szybko mówię. Moja prokastrynacja jest na tak wysokim poziomie, ze obecnie mam pięć warunków na studiach. Nie zdałam roku. Wielokrotnie zapominałam dat rejestracji albo gubiłam się we wszystkim. Mówię szybko i nerwowo, czego bardzo się wstydzę. Mam wrażenie, że wszystko, co wychodzi spod mojej ręki, jest złe, gorsze, żenujące. W ciągu dnia doświadczam wahań nastrojów, czasem mam motywację, ale czasem mam wręcz ochotę rzucić się pod metro, którym codziennie dojeżdżam na uczelnię. Okaleczam się żyletką, lubię, gdy rany są dość głębokie, gdy krawędzie rozsuwają się na boki. Dużo płaczę, w miejscach publicznych, na zaliczeniach, wszędzie, czasem nawet bez powodu. Mam wrażenie, że emocje mnie przytłaczają, że jestem dziecinna, głupia niedojrzała. Nie mam marzeń, cały dzień czekam do nocy, żeby spać, jednak ten sen często nie przychodzi. Chodziłam do psychiatry, ale on nie rozmawiał ze mną. W gabinecie głównie płakałam roztrzęsiona, a on przepisywał mi leki. Od kilku miesięcy biorę Dulsevię 60 mg raz dziennie, spamilan 10 mg trzy razy dziennie, estazolam 2 mg tymczasowo na sen (bardzo pomagał, ale już się skonczył) i medikinet CR 20 mg. Medikinet sprawia, że przez jakiś czas czuję motywacje, ale po paru godzinach znowu przychodzi stan otępieniq, beznadziei i złości. Nie potrafię radzić sobie z emocjami, płaczę, okaleczam się, uderzam w drzwi, wewnętrznie krzyczę. Dotychczas miałam jednego ,,przyjaciela" ale izolowałam się i olewałam tę znajomość. Gdy on powoli się odsunął, poczułam ogromną zazdrość i duże emocje, które targają moje wnętrze, tak jakby rozrywały każdą część mięsa, z którego jestem utworzona. Nie tęsknie za człowiekiem, lecz za uwagą. Czuję się tak obrzydliwie, jakbym nie pasowała do świata. Nie chcę być częścią życia społecznego. Nienawidzę przebywania w tłumach i nie umiem prowadzić rozmów z ludźmi. Z drugiej strony brak mi poczucia przynależności, tak jakbym nie istniała. Po kilku minutach miłej rozmowy ze znajomym lub nieznajomym muszę wyjść gdzieś, trząść rękami i głową, oraz mówić do siebie, by uregulować emocje. Psychiatra skierował mnie do psychologa z epizodem depresyjnym i zaburzeniami adaptacyjnymi z lękiem społecznym, ale on praktycznie ze mną nie rozmawia. Polecał mi również diagnozę pod kątem spektrum autyzmu, ale to dużo kosztuje i nie wiem, czy się opłaca. Nie wiem, nawet co mi jest. Coraz bardziej męczy mnie bycie człowiekiem. Uciekam w fikcję, ale moje ciało daje mi znać, że życie istnieje. Boję się cierpienia. Czasem brałam kilka tabletek więcej, niż powinnam, żeby sprawdzić swoją granicę. Zdarzyło się, że przecięłam swoją skórę tak, że krwawiła cały dzień bez przerwy. Kładłam się spać z krwawiącą raną, myśląc, że może umrę przez sen. Wykańcza mnie bycie mną, leki nie pomagają. Czy jest sposób, aby sprawdzić, co jest ze mną nie tak? Czemu nie czuję się jak człowiek? Czy można jednocześnie być aspołecznym, ale empatycznym? Nie mam zaburzeń schizoidalnych, ponieważ odczuwam emocje i troskę. Nie przywiązuję się jednak do ludzi. Mój świat to niestabilna pustka. Czy jestem zepsuta?
Jak wyjść i poradzić sobie z samookaleczaniem? Mam 14 lat i tkwię w tym już od 3 lat, nie wiem jak z tego wyjść.
Witam. Mam problem z samookaleczaniem, uzależniłam się i w trudnych chwilach zawsze sięgam po nóż, nie umiem sobie radzić z emocjami. Nie mogę jednak powiedzieć o tym rodzicom, ponieważ już kiedyś (w 1 klasie liceum) zauważyli rany na rękach i się zdenerwowali. Zapisali mnie do psychologa, ale psychoterapia nie była pomocna, a wiem, że koszta były dość duże i nie chciałabym, aby kolejny raz musieli je ponosić... Tnę się teraz w innych miejscach, dlatego tego nie widzą. Wiem, że potrzebuję pomocy, ale nie mogę o nią poprosić. Mam teraz ponad 17 lat, za ok. pół roku będę pełnoletnia. Nie wiem czy spróbować przeczekać ten okres i liczyć jeszcze na jakąkolwiek pomoc, na własną rękę, (jeśli dożyję oczywiście) czy jest inne wyjście...

Wychodząc naprzeciw potrzebom osób zmagających się z samookaleczeniami, specjaliści oferują darmowe konsultacje. Kwestie finansowe mogą stanowić istotną barierę w podjęciu decyzji o rozpoczęciu terapii, dlatego chcemy ułatwić ten pierwszy, często najtrudniejszy krok.
Kiedy warto?
Gdy zauważasz u siebie lub bliskiej osoby ślady samookaleczeń lub podejrzewasz takie zachowania.
Kiedy odczuwasz silne napięcie emocjonalne i masz trudności z radzeniem sobie z nim w zdrowy sposób.
Jeśli doświadczasz intensywnych, trudnych do opanowania emocji i myśli o samookaleczeniu.
Gdy masz trudności z wyrażaniem swoich uczuć i potrzeb w inny sposób niż poprzez samookaleczenia.
Potrzebujesz bezpłatnej pomocy?
Sprawdź dostępnych specjalistów i umów się na bezpłatną pierwszą konsultację już dziś – zrób ten ważny krok w kierunku lepszego zdrowia.
Zobacz, którzy specjaliści udostępniają bezpłatne konsultacje psychologiczne i łatwo umów pierwszą wizytę.
